Dlaczego warto dokładnie przeszukiwać używane samochody? Poznajcie niezwykłą historię…
Znaleziony w Chevrolecie Corvair pierścień, po ponad 50 latach wrócił do właściciela. Potrzeba było szczęścia, trochę determinacji i Internetu.
Pod koniec lat 60. właściciel Chevroleta Corvaira z 1960 roku, zagłębił się w przestrzeń na nogi po stronie kierowcy, aby zbadać, czemu nie może wcisnąć pedału gazu do końca. Ku jego zaskoczeniu, problem nie był spowodowany kłopotem związanym z łączeniem; problemem był złoty sygnet, który utracił poprzedni właściciel lub pasażer.
Teraz, ponad 50 lat później pierścień wrócił do właściciela.
W katalogu części Corvair nie było wzmianki o sygnecie, więc właściciel zadzwonił do sprzedawcy, u którego kupił samochód, i zapytał, czy ktoś zgłosił jego zaginięcie, ale powiedziano mu, że auto pochodzi z aukcji i nic nie wiadomo o jego przeszłości. Właściciel Chevroleta zatrzymał pierścień zamiast go sprzedać. Dał go (a później też samochód) swojej córce, Cindy Johnson, a ona przechowywała go przez ponad pół wieku.
Przeczytaj też: Drewniany Chevrolet Spark – powrót do lat 60.
Szybko przenosimy się w czasie do 2020 roku, gdy Johnson postanowiła znaleźć właściciela sygnetu. Trzeba przyznać, że szanse na powodzenie tej akcji były nikłe. Jedyne informacje jakie posiadała kobieta to inicjały SUHS, A i coś, co wyglądało jak I lub P. Szybko zorientowała się, że pierwszy zestaw liter odnosi się do liceum South Umpqua High School w Myrtle Creek w Oregonie. Ostatnie dwie były prawdopodobnie inicjałami właściciela, a przewertowanie szkolnego rocznika dostarczyło informacji o jego nazwisku: Arch Hudelson.
To była litera H, a nie I czy P. Na szczęście Hudelson był jedynym absolwentem z 1968 roku, którego imię zaczynało się od A.
Johanson skontaktowała się z Hudelsonem i umówiła się z nim na spotkanie, by oddać mu pierścień. Arch Hudelson zidentyfikował sygnet jako swój, chociaż nie pamiętał, jak – ani kiedy – go zgubił. Co więcej, powiedział, że nigdy nie był właścicielem Corvaira:
Znalazłaś to w Corvairze? Niech mnie diabli. Nie mogę sobie wyobrazić, jak to się tam dostało.
Później mężczyzna przypomniał sobie, że lata temu ukradziono mu teczkę i to w niej mógł znajdować się sygnet. Teraz Arch planuje zmienić rozmiar pierścienia, aby móc go czasami nosić, i by „nie znalazł się ponownie w Corvairze z 1960 roku”.
Morał tej historii? Przeszukuj używane samochody, które kupujesz, i pamiętaj, że to, co znajdziesz, może sprawić komuś radość za 50 lat lub więcej. Jeśli chodzi o Corvair, nie wiadomo, czy przetrwał rok 2020.
Przeczytaj też: Chevrolet na straży romantyzmu – rozbudź iskrę
Najnowsze
-
Ubezpieczenie assistance – dlaczego to kluczowy element ochrony każdego kierowcy?
Awaria auta z dala od domu, przebita opona czy rozładowany akumulator to sytuacje, które mogą przydarzyć się każdemu kierowcy. Dowiedz się, jak działa ubezpieczenie assistance i dlaczego warto je mieć, aby w razie problemów na trasie uniknąć stresu oraz wysokich kosztów holowania i naprawy. -
TEST Nowy Ford Explorer – mniej wypraw, więcej miasta. I to nawet ma sens
-
Wojna o obwodnicę Warszawy. Mieszkańcy blokują jeden z wariantów S50 – którędy pobiegnie trasa?
-
Samochody elektryczne: 370 mld zł strat w rok. Co poszło nie tak? Koncerny wracają do spalinówek i toną w długach
-
Oto najwyższa estakada w Polsce – 80 metrów nad ziemią! Rakieta Falcon 9 mogłaby się zmieścić pod spodem
Zostaw komentarz: