Dlaczego bezwzględne pierwszeństwo dla pieszych to fatalny pomysł?

10 grudnia 2019
2
26
Czy wierzycie w czary? W to, że wystarczy wypowiedzenie odpowiedniej formuły, albo zapisanie zaklęcia w odpowiednim miejscu, aby siły magiczne wpłynęły na jakiś element otaczającej nas rzeczywistości? Prawdopodobnie nie, ale w czary od pewnego czasu wierzą niektóre grupy, takie jak miejscy aktywiści, a od niedawna również politycy. Mamy niestety dla nich złą wiadomość.

O czym mówimy? Oczywiście o zapowiedzi wprowadzenia bezwzględnego pierwszeństwa dla pieszych w każdej sytuacji, o czym wspomniał w swoim expose premier Morawiecki. Pomysł nie jest nowy i wielokrotnie pojawiały się postulaty wprowadzenia zmian w prawie, ale ostatecznie były one zarzucane.

Skąd się wzięło całe to zamieszanie wokół pierwszeństwa dla pieszych?
Jedna z takich inicjatyw rozpoczęła się już w 2013 roku, zajmowali się nią posłowie Platformy Obywatelskiej, a inicjatywie przewodziła Beata Bublewicz. Ostatecznie projekt zakładający stosowne zmiany w Kodeksie drogowym został zatwierdzony w lipcu 2015 roku i trafił pod obrady sejmu. Ostatecznie został odrzucony, ale zamieszanie jakie wokół niego powstało, sprawiło, że do głosu doszło wielu zwolenników bezwzględnego pierwszeństwa pieszych. Część użytkowników dróg uznała nowelizację przepisów za przegłosowaną, czego efektem był zauważalny wzrost liczby kierowców zatrzymujących się przed każdym przejściem oraz pieszych wchodzących na pasy bez upewnienia się, że mogą zrobić to bezpiecznie (można to zaobserwować każdego dnia, szczególnie jeżdżąc po dużym mieście).

Dyskusja na ten temat powracała później wielokrotnie. W samym 2019 roku pojawiła się między innymi petycja prezesa NIK-u, później Rzecznika Praw Obywatelskich, a w październiku bezwzględne pierwszeństwo pieszych znalazło się w „Pakiecie dla pieszych”, przedstawionym przez Lewicę. Po wysłuchaniu expose premiera, projekt stosownej ustawy złożyła Koalicja Obywatelska. Nadal nic nie jest oczywiście przesądzone, ale szanse, że nastąpi zmiana w Prawie o ruchu drogowym, są duże jak nigdy. A to nie jest dobra wiadomość.

Kto wierzy w czarodziejskie moce? Lista jest długa
Radość z zapowiedzi wprowadzenia zmian w pierwszeństwie pieszych wyrazili miejscy aktywiści, związani z nimi dziennikarze, a nawet pewna redakcja zajmująca się prześmiewczym komentowaniem rzeczywistości. Wszyscy oni uważają, że problem bezpieczeństwa pieszych na drogach można rozwiązać zmianą jednego zapisu w Kodeksie drogowym.

Przykładowo według stowarzyszenia Piesza Masa Krytyczna polski przepis, że pieszy nie ma pierwszeństwa przed przejściem jest „niezgodny z fizjologią człowieka”. Zdezorientowani? Autor wpisu wyjaśnia:

Ostro widzimy w zakresie kilkunastu stopni. A w ciemnościach nie widzimy nic, lub słabo. Szczególnie w sferze nieostrego widzenia, które obejmuje 90 procent zakresu naszego wzroku. Jeśli kierowcy nie będą się rozglądać, to nie mają szansy zobaczyć pieszych.

Rozwijając tę myśl - człowiek w ciemnościach widzi niewiele, więc pieszy nocą może być bardzo trudny do zauważenia, szczególnie kiedy przejście i jego okolice nie są dobrze oświetlone. Z kolei samochód widać doskonale z daleka, ponieważ ma światła i jest duży. Oznacza to, że pierwszeństwo ma mieć ten uczestnik ruchu, którego… trudno jest dostrzec? I to ma być zgodne z fizjologią? Jeśli jedna grupa łamie przepisy (wtargnięcie na przejście), to znaczy, że winna jest druga grupa (kierowcy), która nie bierze pod uwagę ignorancji pierwszej i nie stara się dostatecznie mocno dbać o jej bezpieczeństwo oraz myśleć za nią?

Autor wpisu idzie dalej i stwierdza (w kontekście wyroku w sprawie Piotra Najsztuba), że „polski ustawodawca dał kierowcom licencję na zabijanie i ranienie pieszych”. Na czym polega ta licencja? Sąd stwierdził, że piesza wtargnęła tuż przed nadjeżdżający samochód, kierowany przez Najsztuba, a on nie miał szansy zauważyć jej w porę i zatrzymać się.

„Licencją na zabijanie” jest więc nazywany przepis mówiący o tym, że pieszy nie może bezmyślnie wchodzić przed nadjeżdżający pojazd. A nie może, ponieważ żaden samochód nie zatrzyma się w miejscu. To oczywiste i wynika z praw fizyki, a to, że kierowca potrzebuje czasu na zauważenie pieszego i zareagowanie, wynika z ludzkiej fizjologii. Takie spojrzenie na sprawę wydaje się nam bardziej logiczne, niż to, prezentowane przez Pieszą Masę Krytyczną. Ale co my tam wiemy...

Dużo na temat pierwszeństwa pieszych mówił również Łukasz Zboralski - redaktor naczelny portalu brd24.pl. W swoim tekście z zeszłego roku analizował pismo Departamentu Transportu Drogowego w Ministerstwie Infrastruktury, będące odpowiedzią na pytanie dotyczące pierwszeństwa pieszych na przejściach i właściwego zachowania kierowców. Urzędnicy wyjaśniają, że kierujący mają obowiązek zachować szczególną ostrożność, a także zmniejszyć prędkość, aby nie narazić na niebezpieczeństwo osoby na przejściu. Dodają też, że zmniejszenie prędkości może być nawet do 0 km/h.

Pan Zboralski w swoim tekście wysnuł z tego wniosek, że według ministerstwa, piesi już teraz mają bezwzględne pierwszeństwo, nawet jeszcze znajdując się przed przejściem. Tym samym redaktor chcący uchodzić za eksperta w dziedzinie bezpieczeństwa ruchu drogowego (wszak tak rozwija się skrót BRD) udowodnił, że nie wie (lub nie rozumie) czym jest zasada ograniczonego zaufania. A w dużym skrócie chodzi w niej o to, że musimy obserwować innych uczestników ruchu i liczyć się z tym, że zachowają się w sposób nieprzewidywalny i złamią przepisy. Naszym obowiązkiem jest wtedy dołożenie wszelkich starań, aby uniknąć niebezpiecznej sytuacji. Jeśli zatem przed maskę wbiegnie nam pieszy, to chociaż wymusi na nas pierwszeństwo, powinniśmy brać pod uwagę taki scenariusz i zrobić co w naszej mocy, żeby nic mu się nie stało. Na przykład zatrzymać samochód.

Dlaczego o tym wspominamy? Otóż w odpowiedzi na zamieszanie wokół propozycji wprowadzenia bezwzględnego pierwszeństwa dla pieszych, nagrał krótki filmik na Twitterze, w którym mówi:

Jeśli w Polsce kontrowersyjne ma być to, że kierowca ma mieć jasno zapisane w prawie, dzisiaj to nie jest jasno, że musi przepuścić pieszego, nie tylko tego, który już postawił nogę na pasach, ale tego też, który oczekuje przy krawężniku, albo już jest trzy kroki i zbliża się i, że wiadomo, że będzie wchodził, jeśli to jest kontrowersyjne, to ja się boję takich ludzi, którzy dzisiaj jeżdżą po ulicy.

O czym mówi pan Zboralski? O jaki jasny zapis mu chodzi, skoro przepisy precyzyjnie regulują, kiedy pieszy ma pierwszeństwo, a kiedy nie? Jego wypowiedź zaczyna mieć pewien sens, kiedy posłuchamy jej w kontekście wspomnianego wcześniej artykułu. Innymi słowy, ktoś, kto chce uchodzić za eksperta od spraw ruchu drogowego i wyjątkowo chętnie poucza innych w tym zakresie, żyje oderwany od rzeczywistości. Nie rozumie zapisów ustawy Prawo o ruchu drogowym, w konsekwencji nie rozumie komentarzy do tych przepisów tworzonych przez ministerstwo i dlatego też nie pojmuje, o co chodzi w tej całej dyskusji na temat pierwszeństwa pieszych.

 Kto jeszcze tego nie rozumie? Na przykład ASZdziennik - portal, który zdobył dużą popularność tworząc prześmiewcze artykuły, będące satyrycznym komentarzem do bieżących wydarzeń oraz typowych ludzkich zachowań. Od pewnego czasu można zauważyć, że pojawiają się tam teksty nie tylko komentujące, ale również jednoznacznie wskazujące „właściwy” sposób postrzegania rzeczywistości. Tak jest w przypadku tekstu pod tytułem „Producenci czarnych plastikowych worków protestują przeciw pierwszeństwu dla pieszych na pasach”, w którym czytamy:

Prezes Krajowego Stowarzyszenia Producentów Czarnych Worków Plastikowych nawołuje do wycofania się z kontrowersyjnego pomysłu wprowadzenia bezwzględnego pierwszeństwa pieszych na przejściach - czytamy w komunikacie KSPCW. Jego zdaniem, nowe przepisy znacznie zmniejszą sprzedaż i obroty w całej branży.

Sprawa jest więc jasna - pieszy ma mieć bezwzględne pierwszeństwo. Jeśli uważasz inaczej, najwyraźniej lobbujesz na rzecz fikcyjnego KSPCW. Czyli chcesz, żeby ginęło jak najwięcej pieszych. Jasny komunikat jaki jest „właściwy” sposób patrzenia na problem pierwszeństwa pieszych.

Zwróćmy przy okazji uwagę, że autor tekstu napisał „wprowadzenia bezwzględnego pierwszeństwa pieszych na przejściach”. Moment publikacji (25 listopada 2019) jednoznacznie wskazuje, że chodzi o kontrowersje wokół zapowiedzi w expose premiera. Problem w tym, że piesi obecnie mają pierwszeństwo na pasach, a zapowiedziano wprowadzenie pierwszeństwa jeszcze przed wejściem na nie! W dalszej części tekstu jest już mowa o pierwszeństwie przed przejściem, ale i tak wygląda na to, że również redaktor ASZdziennika bierze się za komentowanie przepisów, ale sam do końca nie wie, o czym pisze, i używa zamiennie dwóch zupełnie różnych określeń. 

Po co zmieniać przepisy? Już teraz kierowcy uważani są za winnych (niemal) całego zła
Wyobraźcie sobie taką sytuację - kierowca zbliża się do skrzyżowania, ma zielone światło. Nagle na czerwonym wjeżdża inny pojazd i dochodzi do zderzenia. Kto jest winny kolizji? Ten, który wjechał na czerwonym. To teraz podobna sytuacja - samochód wjeżdża na skrzyżowanie na zielonym świetle i nagle przed niego, na czerwonym, wbiega pijany pieszy i zostaje potrącony. Czyja wina? Kierowcy, który miał zielone.

Brzmi absurdalnie? Taki wyrok wydał Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia. Pieszy został uniewinniony, ponieważ według sądu przyczyną kolizji było przekroczenie przez kierowcę prędkości o 13 km/h (tak przynajmniej oszacowali biegli). Najwyraźniej wbiegnięcie pod samochód w sposób uniemożliwiający kierującemu podjęcie jakiegokolwiek działania (co widać na nagraniu z kamery zamontowanej w samochodzie) w żaden sposób nie przyczyniło się do potrącenia.

Weźmy inny przykład, tym razem z Lublina. Piesza, w kapturze na głowie, zapatrzona w smartfona, wchodzi na przejście tuż przed nadjeżdżający samochód - film zobaczysz klikając tu. Kierowca próbuje ją ominąć, ale piesza rzuca się do przodu i wbiega w bok auta. Kierowca zrobił wszystko, żeby zderzenia uniknąć, piesza wszystko, żeby do niego doszło. Co stwierdziła policja po obejrzeniu nagrania z monitoringu? Mandat w wysokości 500 zł za „spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym” otrzymał… kierowca.

Nie jest oczywiście tak, że zawsze winę ponosi kierujący pojazdem. Według raportu Komendy Głównej Policji w 2018 roku doszło do 4886 potrąceń z winy kierowców oraz 1999 z winy pieszych. Niechronieni uczestnicy ruchu nie mogą zatem liczyć na zupełną pobłażliwość, ale powyższe przykłady każą zastanowić się, czy tak naprawdę piesi nie odpowiadają za większą liczbę potrąceń?

Dlaczego wprowadzenie bezwzględnego pierwszeństwa dla pieszych nie zapewni im bezpieczeństwa?
Powyższe przykłady myślenia dziennikarzy i aktywistów pokazują jednoznacznie, że wierzą oni we wspomniane czary. Wierzą, że wystarczy zmiana jednego zapisu w Kodeksie drogowym, a w magiczny sposób piesi staną się bezpieczni na przejściach. Mamy dla nich szokującą wiadomość - nie staną się.

Weźmy jako przykład głośny wypadek w Warszawie na ulicy Sokratesa, w którym zginął mężczyzna, a jego żona i dziecko zostali ranni. Wypadek wywołał protesty i sporo dyskusji na temat bezpieczeństwa pieszych i wiemy, że właśnie to skłoniło premiera do poruszenia problemu pierwszeństwa dla pieszych (oraz wspomniana sprawa Piotra Najsztuba). Według policji sprawca jechał swoim pomarańczowym BMW 130 km/h. I teraz przeanalizujmy ten przypadek. Kierowca jedzie 130 km/h w terenie zabudowanym, za co grozi mu nie tylko wysoki mandat, ale także zatrzymanie prawa jazdy na trzy miesiące. Omija inny pojazd, który zatrzymał się przed przejściem, co jest kolejnym poważnym wykroczeniem. Ponadto piesi znajdowali się już na pasach, więc mieli pierwszeństwo. Czy kierowca, który w tak rażący sposób łamie tyle przepisów, przejąłby się jeszcze jednym? Poza tym, w tym przypadku, nowelizacja niczego by nie zmieniła, bo dotyczyć ma ona pierwszeństwa PRZED przejściem!

Pojawią się oczywiście głosy mówiące, że w zmianach chodzi o to, żeby kierowcy bardziej uważali i zwalniali przed przejściami dla pieszych w obawie, że zaraz jakiś może wejść na pasy. Zapominają, że już teraz kierujący ma obowiązek zachowywać szczególną ostrożność, a polscy kierowcy wcale nie mają morderczych zapędów. Do wielu wypadków dochodzi w sytuacjach, kiedy jedno auto przepuszcza pieszego, a drugie się nie zatrzymuje. Ale przecież ma taki obowiązek! Dlaczego uważacie, że kierowca, który nie przestrzega jednego przepisu, zacznie nagle przestrzegać drugiego, jeśli tylko zostanie on wprowadzony? Nielogiczne.

Do wielu potrąceń dochodzi też wtedy, gdy pieszy wchodzi na przejście w błędnym przeświadczeniu, że auto zatrzyma się w porę. A dlaczego nie zatrzymało się? Albo kierowca popełnił błąd (nie patrzył uważnie na drogę, pieszy był dla niego niewidoczny, itp.), albo pieszy uznał, że każdy samochód ma na wyposażeniu kotwicę i może zatrzymać się w miejscu. Naprawdę uważacie, że wprowadzenie bezwzględnego pierwszeństwa dla pieszych rozwiąże te problemy?

Obecne przepisy są dobre. Tylko trzeba ich przestrzegać
Na temat polskiego Prawa o ruchu drogowym można powiedzieć wiele złego, wskazać wiele nieścisłości, chaotycznego rozmieszczenia przepisów lub nazbyt lakonicznego opisywania istotnych kwestii. Większość zapisów jest jednak jasna i rozsądna, zgodna z tym, co podpowiada nam czysta logika. Świetnym tego przykładem jest art. 3, pkt. 1:

Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze są obowiązani zachować ostrożność albo, gdy ustawa tego wymaga, szczególną ostrożność, unikać wszelkiego działania, które mogłoby spowodować zagrożenie bezpieczeństwa lub porządku ruchu drogowego, ruch ten utrudnić albo w związku z ruchem zakłócić spokój lub porządek publiczny oraz narazić  kogokolwiek na szkodę. Przez działanie rozumie się również zaniechanie.

Widzicie jak mądry jest to zapis? Ustawodawca później wskazuje kto i kiedy ma pierwszeństwo, ale już na wstępie zaznacza, że bez względu na wszystko, każdy uczestnik ruchu ma zachowywać ostrożność i unikać niebezpiecznych sytuacji. Oczywiste jest przecież, że chociaż przepisy zobowiązują nas do pewnych zachowań, jesteśmy tylko ludźmi. Wśród tak wielkiej rzeszy uczestników ruchu nieuchronne jest pojawienie się kogoś, kto przepisy te złamie. Złamie je z głupoty, niewiedzy, złej oceny sytuacji lub nieuwagi. W takim przypadku ma zadziałać ten „zawór bezpieczeństwa” - jeśli popełnisz błąd, inni będą się starali go naprawić. Spotkanie się dwóch nieuważnych uczestników ruchu jest o wiele mniej prawdopodobne, niż spotkanie się dwóch, z których tylko jeden jest nieuważny.

Pomimo tego zachowanie wielu pieszych wskazuje jednoznacznie, że za nic mają sobie ten zapis (w większości przypadków pewnie nawet go nie znają, choć jest on oczywisty) i pozostawiają innym martwienie się o ich bezpieczeństwo.

A co z pewnością da nam zmiana przepisów? Wzrost liczby pieszych wchodzących na drogę bez patrzenia na pasy, bezrefleksyjnie korzystających z nowego przywileju, którzy nawet nie zatrzymają się przed przejściem, żeby się rozejrzeć.

Oto co faktycznie poprawi bezpieczeństwo pieszych na drogach
Wszyscy możemy się zgodzić co do jednego - bezpieczeństwo w ruchu drogowym to coś, nad czym należy stale pracować i dążyć do ciągłej poprawy. Jak można w krótkim czasie uzyskać zaskakująco pozytywne efekty, pokazuje nam przykład Jaworzna, o którym niedawno pisaliśmy. Od grudnia 2018 roku nie doszło tam do ani jednego śmiertelnego wypadku. Wbrew pozorom nie uzyskano tego przez wzmożone kontrole policji, masowe ustawianie fotoradarów lub zmianę przepisów. Poprawić bezpieczeństwo, również pieszych i rowerzystów, udało się poprzez zmiany w infrastrukturze.

I właśnie infrastruktura jest kluczem do poprawy bezpieczeństwa na drogach. Wprowadzanie drakońskich ograniczeń prędkości, straszenie mandatami i nadawanie nowych przywilejów niechronionym uczestnikom ruchu to przejaw bezsilności i braku wyobraźni. To mówienie: „wiemy, że drogi są niebezpieczne, ale jakoś musicie sobie na nich radzić”. A przecież nie musi tak być! Odpowiednie rozplanowanie ulic i skrzyżowań może minimalizować ryzyko kolizji. Dobrze oznaczone i przede wszystkim oświetlone przejścia dla pieszych to danie szansy kierowcom na zauważenie pieszych w porę. Dobrym pomysłem są też azyle, które z jednej strony ułatwiają pieszemu pokonanie ulicy, a z drugiej skłaniają kierowców do zdjęcia nogi z gazu.

Kolejny rozwiązaniem jest odpowiednia edukacja i szeroko zakrojone akcje społeczne. Skoro problemem są kierowcy omijający pojazdy na sąsiednim pasie, które zatrzymały się przed przejściem, to nie znaczy, że przepisy są złe, tylko kierowcy niedouczeni! Zamiast wprowadzać nowy przepis, trzeba uświadomić kierujących o istnieniu obecnego. Dlaczego ktoś uważa, że remedium na nieprzestrzeganie przepisu, jest wprowadzenie kolejnego?

Edukować należy również pieszych, ponieważ oni także muszą brać czynny udział w dbaniu o własne bezpieczeństwo. Pieszy wchodzący na przejście bez upewnienia się. czy wszystkie nadjeżdżające pojazdy się zatrzymują, teoretycznie może być uznany współwinnym potrącenia. Pamiętacie cytowany wcześniej akt. 3, pkt. 1 Kodeksu drogowego i sformułowanie „przez działanie rozumie się również zaniechanie”? Jeśli samochód jedzie w stronę pieszego, a pieszy po prostu idzie bezmyślnie i nie robi niczego, żeby uniknąć potrącenia, to jest to właśnie zaniechanie. Znane są przypadki poszkodowanych w wypadkach kierowców, uznawanych współwinnymi, ponieważ mieli możliwość uniknięcia zderzenia, ale tego nie zrobili. Nie zachowali szczególnej ostrożności, nie zastosowali zasady ograniczonego zaufania, więc chociaż nie są głównymi sprawcami, to przyczynili się do wypadku lub kolizji. Czyż to nie jest taka sama sytuacja, jak kiedy pieszy tak bardzo ignoruje sytuację na drodze, że zauważa nadjeżdżający pojazd dopiero kiedy ląduje na jego masce?

Nadanie pieszym bezwzględnego pierwszeństwa nie uzdrowi sytuacji na przejściach i nie sprawi, że nagle spadnie liczba potrąceń. Zdejmie natomiast z nich obowiązek dbania o własne bezpieczeństwo i unikania samobójczych zachowań, jak wchodzenie bezpośrednio przed nadjeżdżający pojazd. Oczywiście nadal będą mieli oni obowiązek zachowywania szczególnej ostrożności oraz „unikania zaniechania”, ale już teraz wielu pieszych ma w głębokim poważaniu te obowiązki i jest zupełnie ich nieświadoma. Dlaczego ktoś uważa, że zamiast edukować pieszych w sprawie ciążących na nich obowiązków, lepiej dać im tych obowiązków mniej? Dlaczego zamiast uczyć ich jak dbać o własne bezpieczeństwo, lepiej jest kazać innej grupie dbać o to bezpieczeństwo za nich? Dlaczego wreszcie ktoś uważa, że skoro wymaganie, aby obie strony unikały niebezpiecznych sytuacji, nie zawsze zdaje egzamin, to lepiej będzie, jeśli tylko jedna strona będzie miała taki obowiązek? No i dlaczego aktywiści, dziennikarze i samozwańczy eksperci nie postulują za zmianami w infrastrukturze, za edukacją i kampaniami społecznymi, tylko uważają, że problem niedouczonych i nieuważnych uczestników ruchu (tak kierowców, jak i pieszych) rozwiąże nowy przepis? Przepis, który i tak będzie niektórym obcy, albo przez nich ignorowany, podobnie jak to ma miejsce obecnie. Jedyne, co faktycznie się zmieni, to statystyki policyjne, w których wszystkie potrącenia będą figurowały w kolumnie „z winy kierującego”.

    Komentarze

    Maja
    10 grudnia 2019 15:55
    Za długie, nie przeczytałam
    Konrad
    10 grudnia 2019 17:11
    Bardzo potrzebny tekst. Mam nadzieję, że miłościwie nam rządzący opamiętają się zanim wprowadzę tę idiotyczną nowelizację.
    Marek
    10 grudnia 2019 19:47
    Hmmm....wszyscy w Europie się mylą, nawet na Litwie specjalnie fałszują statystyki po wprowadzeniu zapowiedzianych regulacji aby tylko doprowadzić do rzezi na polskich drogach.
    Być może to jak kierowcy są jednak inni i sobie nie poradzą... Ale chwilę, radzą sobie jak tylko przekraczają Zachodnia i południową granicę.
    To jak to jest? Spłycam oczywiście z uwagi na świeżość wypowiedzi.
    Kierowcy nie mają problemu zatrzymać się przed droga z pierwszeństwem,a będą mieli z tym problem przed przejściem?
    Jak to jest z tą fizyką? Jeśli tak dobrze wiemy, że samochód nie zatrzyma się w miejscu to czyta nie dostosowujemy prędkości dojeżdżając do miejsc gdzie wiemy, że trzeba ustąpić pierwszeństwa?
    Kto lepiej się ile potrzebuje aby się zatrzymać: pieszy czy kierowca? Pieszy to dla przykładu 7-letnie dziecko. Oczywiście można je edukować, ale czy można wymagać tyle ile od kierowcy? Pełnoletniego, zdrowego, rozsądnego człowieka.
    Skąd to postrzeganie pieszego jak kogoś o podobnych zdolnościach jak my? Czy wiemy kto zbliża się do przejścia? No właśnie, dlatego obowiązki mamy większe, również dlatego, że pieszy zapłaci za błąd najwyższą cenę.
    Każdy kto był pieszym np. w Skandynawii wie o czym piszę. To naprawdę działa, a skandynawowie to tacy ludzie jak my, tylko prawo i jego egzekwowanie mają na innym poziomie.
    Warto poświęcić trochę naszego komfortu aby oszczędzić kogoś życie lub zdrowie.

    Tom > Marek
    10 grudnia 2019 20:57
    Komfort też pozornie tracimy, bo z ich podejściem zyskujemy miejsca najlepsze do życia na świecie.
    dfghjk > Marek
    10 grudnia 2019 21:06
    7-letnie dziecko może wleźć na tory. Dajmy pieszym pierwszeństwo przed pociągami!!!
    Kierownik > dfghjk
    10 grudnia 2019 21:45
    Po co ten bełkot drogi dfghjk? Pomyśl zanim coś napiszesz.
    Sebastian > Marek
    11 grudnia 2019 08:15
    Cały artykuł był wlasnie o tym. W Polsce mamy przepisy w których jest jasno określone iż przed przejściem należy zachować szczególną uwagę. I o tym że żaden przepis nie uratuje nikogo jeśli nie będzie ta osoba myślała.
    Pisze Pan o Skandynawii ale zapomina że to działa w obie strony. Piesi MUSZĄ się przed wejściem na pasy zatrzymać i upewnić że wejście na nie jest bezpieczne dla nich oraz dla osób w samochodach. Muszą myśleć o konsekwencjach swoich czynów. W autach jadą dzieci czy osoby starsze i nietrudno wyobrazić sobie konsekwencje karambolu bo ktoś wyskakuje znienacka na przejście bo ma takie prawo. Są idioci w autach są i na pasach. Żaden przepis nie sprawi że taki idiota nie będzie omijał samochodu który zatrzymał się by przepuścić dziecko... To tylko iluzja bezpieczeństwa.
    Marek > Sebastian
    11 grudnia 2019 08:47
    Oczywiście, że to działa w obie strony. Z tym, że w Skandynawii kierowcy widzą pieszych, po pierwsze dlatego, że jadą wolniej ale również dlatego, że ich wypatrują.
    To jest dodatkowa "praca", która dla kierowcy w Polsce jest często niewyobrażalna. Dla nas to pieszy odpowiada za swoje bezpieczeństwo i wyłącznie pieszy.
    Myślę, że póki to do nas nie dotrze, wiele się na przejściach nie zmieni.
    Zmiana prawa i cała kampania z tym związana może tę zmianę przyspieszyć.
    Jest wiele do zrobienia również od strony infrastruktury, egzekwowania przepisów, ograniczeń prędkości.
    Tegoroczny raport Ministerstwa Infrastruktury wykonany przez ITS pokazał, że mamy bardzo zdyscyplinowanych pieszych, wbrew szablonom powtarzanym przez wielu kierowców o "cyborgach", "krowach" itd. Pieszy w Polsce musi być zdyscyplinowany bo jak nie to będzie martwy.
    Problem w tym, że jest duża grupa pieszych, które z uwagi na swoje fizyczne czy też umysłowe ograniczenia (starsi, dzieci, nastolatki, słabowidzący, niepełnosprawni) mają problem z prawidłową oceną prędkości i odległości. Oni są ofiarami wypadków, bo nie ma tej drugiej strony (kierowca), który za nich pomyśli.
    Nie możemy postrzegać pieszych jak kierowców, nie muszą oni zdawać egzaminów i nikt normalny chyba o tym nie pomyśli. Nikt starszej, słabowidzącej osobie nie zabroni wychodzić z domu.
    Odpowiedzialność na przejściach musi przesunąć się w kierunku kierowcy. To on ma być bardziej uważny, to on ma po swojej stronie wszystko co potrzeba aby sprawić, że pieszy będzie bezpieczny.
    Tomasz > Sebastian
    09 stycznia 2020 16:07
    W Polsce kierowca to BURAK, IDIOTA I CWANIAK w 100% - dlatego sie boją zmian, bo MYŚLĄ SĄ TACY WAŻNI W AUTACH, a nich jeżdza max 30 km/h z obowiązkowym STOP przed KAZDYM przejsciem dla pieszych, a co że będzie wolno TO WYJEDZ Z DOMU DZIEŃ WCZEŚNIEJ. Na zachodzie to dziąła bo tam kierowca myśli a polaczek NIE i TYLE!
    Shs
    10 grudnia 2019 20:03
    Jeden z głupszych artykułów jakie czytałem.
    ccccc
    10 grudnia 2019 21:04
    Mądrze napisane, ale lewactwu nic do rozumu nie przemówi.
    Kierownik
    10 grudnia 2019 21:43
    Stek bzdur i powtarzanych na portalach moto sloganów. Widać jaki opór to za sobą niesie. Wraz ze zmianą przepisów, która niebłaganie się zbliża ustawodawca nie powinien zapomnieć o zmianie taryfikatora w którym przejechanie na czerwonym bedzie sie wiązać z uiszczeniem 2000zł a nie 500. Dośc bandytyzmu na polskich drogach.
    Sebastian > Kierownik
    11 grudnia 2019 08:21
    Bandytyzmem jest również wtargnięcie pieszego na jezdnię i spowodowanie wypadku.
    Artykuł zaś był dla ludzi myślących a nie życzeniowych, którym się wydaje że jakiś przepis coś zmieni w mentalności ludzi. Polecam czytanie ze zrozumieniem i do końca.
    Marek -> Sebastian > Sebastian
    11 grudnia 2019 08:35
    Myślę, że właśnie z tą mentalnością się mylisz, bo mentalność kształtują również przepisy. Mamy najlepszy przykład z jazdą na suwak, już sama dyskusja o wejściu przepisów w życie spowodowała, że to czego nie dało się żadnym miękkim sposobem wprowadzić, stało się normą.
    Oczywiście nikt nie zdejmie z pieszego obowiązku zachowania ostrożności i zakazu wejścia wprost pod jadący samochód. Takich przepisów nie ma nigdzie w Europie.
    Chodzi tylko o to, że kierowca, który się zagapi, popełni wykroczenie i być może zapłaci mandat.
    Dzisiejsze przepisy są przez dużą część kierowców traktowane jako wymówka aby nawet nie zauważać przejść dla pieszych, a co dopiero samych pieszych w ich okolicy.
    Naprawdę nie wiem dlaczego część kierowców widzi w pieszych tylko "krowy", "barany", "cyborgi" itd. Ja w nich widzę ludzi takich jak ja, którzy chcą po prostu bezpiecznie przejść drogę.
    Kierowcy czasem podkreślają konieczność edukacji pieszych, to wszystko prawda, ale musimy sobie zdać sprawę o ograniczonej skuteczności takich akcji wśród dzieci lub starszych lub chorych osób. To kierowca jest zdrowy, pełnoletni i zdaje sobie sprawę z ograniczeń pojazdu jakim się porusza. To na nim ciąży większa odpowiedzialność.
    Na tej zasadzie bazuje bezpieczeństwo pieszych wszędzie w Europie.
    Sebastian > Marek -> Sebastian
    11 grudnia 2019 09:28
    Poniekąd się z Tobą zgadzam. Zdecydowana większość kierowcow jest inteligentna, wyedukowana i cechuje się kulturą na drodze. Zatrzymują się przed przejściem. Ale kierowcy to przecież my, społeczeństwo. Ten bezmyślny procent ma samochody ale też porusza sie pieszo. Tacy ludzie z przepisów pamiętają jedynie te, które im odpowiadają i są dla nich wygodne. A teraz dostają jasny sygnał: Hulaj dusza piekła nie ma, wchodzę i auto MUSI się dla mnie zatrzymać!
    Przepis taki sprawi, że wina będzie ZAWSZE po stronie kierowcy, nawet jeśli będzie bardzo ostrożny. Przecież YT pełen jest filmików gdzie nawet półbóg by nie wyhamował. Z takim przepisem w sądzie nie będzie szans się wybronić, mówię tu o uczciwych ludziach. Zawsze będzie argument że można się było zatrzymać. A teraz, czy ktokolwiek wyobraża sobie jazdę przez miasto gdzie każdy zatrzymuje się przed każdym przejściem bo może któremuś z tłumu pieszych zechce się wtargnąć na przejście? Bo teraz już nie będzie czegoś takiego jak wtargnięcie. Czy wyobrażacie sobie jaki to cudowny sposób na wymuszanie odszkodowań przez oszustów. Wystarczy gwałtownie zahamować przed przejściem i tłumaczyć że odniosło się wrażenie że chce się wejść. Drakońskie zaostrzanie prawa nie przynosi efektow.
    Co do suwaka to zgadzam się że była to kwestia nieuregulowana prawnie i dobrze się stało, że teraz jest jednoznaczna wykładnia i nie trzeba być już zdanym na kulturę kierowców. Ale zachowanie na przejściach jest bardzo dokładnie określone w przepisach. Skuteczne przepisy to przepisy jednoznaczne. Czerwone stop. Zielone jedź. Pieszy stoi przed przejsciem, zatrzymaj się i przepuść. Ale pieszy idący chodnikiem to zagadka. Na drodze jest masa rzeczy do ogarnięcia, auto cały czas się porusza a kierowca który od kilku godzin jest w trasie nie jest w stanie analizować zachowania poszczególnych pieszych i zgadywać czy ktoś z nich ma ochotę przejść czy nie. Nie da się odgadnąć myśli innych ludzi. Zachowanie pieszego MUSI kierowcy sygnalizować, że bedzie przechodził przez przejście. Dla dobra obu stron. Nie jestem przeciwko przepisom dającym pieszym absolutne pierwszeństwo. Ale mam wyobraźnię i potrafię przewidzieć, że Bogu ducha winny człowiek zostaje z automatu skazany bo pieszy idąc chodnikiem bez żadnego sygnalizowania zamiaru skręca na przejście. Jadąc 5 km/h też można zabić człowieka. Jestem jak najbardziej za piewszeństwem pieszego, jako słabszej strony uczestnika ruchu ale nie bezwzględnego i bezrozumnego. Pozdrawiam i życzę miłego dnia.
    Marek > Sebastian
    11 grudnia 2019 12:18
    Myślę, że do pewnego stopnia się ze sobą zgadzamy, ale inaczej widzimy zagrożenia.
    Ustaliliśmy już, że nie ma czegoś takiego jak bezwzględne pierwszeństwo i szkodliwe dla tych regulacji jest to, że są tak nazywane bo to wprowadza w błąd.
    Proponowane przepisy wprowadzają jedynie obowiązek umożliwienia pieszemu przekroczenia drogi na pasach jednocześnie zabraniając mu wkroczyć przed pojazd, który z jakiegoś powodu tego pierwszeństwa nie udzielił. Oczywiście kierowca popełnia wówczas wykroczenie i będzie przynajmniej współwinny nieszczęścia.
    Nie boję się również o korkowanie się miast z tego powodu, że nie widzimy czegoś takiego w żadnym kraju w którym takie prawo jest normą, to wiedza empiryczna.
    Nie wieżę także w nagłą ochotę pieszych do świadomego pozbawiania się życia.
    Wbrew pozorom tam gdzie istnieje duży ruch pieszych, a samochody jeżdżą wolno, piesi skutecznie egzekwują swoje pierwszeństwo już teraz (centra miast).
    Tam gdzie jest duży i szybki ruch samochodowy, a jest konieczne wytyczenie przejścia tam powinna być sygnalizacja i to zarówno dla bezpieczeństwa pieszego jak i z dbałości o odpowiednią przepustowość.
    To są przepisy, które się sprawdziły i dowiodły swojej skuteczności.
    Pamiętam z Norwegii kiedy zbliżałem się do przejścia jadące samochody nawet się nie zatrzymywały, zwalniały tylko wyraźnie ok 10m przed przejściem dając mi w ten sposób sygnał, że mogę iść bezpiecznie. Kierowca liczył także, że nie zatrzymam się i sprawnie przejdę, a on pojedzie dalej.
    Ciekawe jest to, że w Polsce to działa inaczej, a ja instynktownie wyłapywałem co powinienem zrobić.
    Pozdrawiam.
    Tomasz > Sebastian
    09 stycznia 2020 16:09
    Bandyta to w wiekszości kierowca w PL, i tyle!! MA myśleć i jechac 30 na godz i najlepiej nie w mieście, MIASTO DLA LUDZI NIE AUT!!!
    Sebastian
    11 grudnia 2019 08:42
    Bardzo mądrze sformułowany tekst. Od dawna i to we wszystkich dziedzinach wiadomo, że najlepiej działa edukacja a na opornych na nią rozwiązania infrastrukturalne. Sądząc po komentarzach widzę, że i tak jest masa ludzi którym się wydaje że przepisy to magia i w magiczny sposób wpłyną na bezmyślnych kierowców. To tacy sami mentalnie ludzie jak ci właśnie kierowcy. Jednym się wydaje że droga jest dla nich więc jadą bez oglądania się na innych a drugim że zmiany w prawie ich ochronią w magiczny sposób. Obie grupy to ci sami ludzie których cechuje niechęć do myślenia i brak wyobraźni co do konsekwencji własnych czynów. Dlatego chetnie wierzą różnej maści magikom obiecującym cuda i zdejmującym z ich barków ten przeraźliwy ciężar myślenia i odpowiedzialności.
    Marek > Sebastian
    11 grudnia 2019 08:56
    Mylisz się jeśli myślisz, że tylko bezmyślni kierowcy potrącają pieszych na przejściach. Takich z ulicy Sokratesa w Warszawie nie ma wielu.
    Wiele jest jednak takich, którzy po prostu nie widzą, że zbliżają się do przejść, a prawo ich do tego w żaden sposób nie zmusza, wręcz przeciwnie, sprawia, że kierowca widzi pieszego dopiero ja mu przelatuje nad maską.
    Jest wiele o odblaskach jakie powinni nosić piesi, ale czy kierowca zobaczy odblask jeśli nie widzi lub ignoruje wielki znak B6 na odblaskowym tle?
    Skąd bierze się tak wiele zabronionych manewrów jak wyprzedzanie i omijanie przed przejściami? To również robią osoby wydawałoby się normalne, które uważają, że mają kontrolę i to bezpieczne. Uważają również, że prawo im na to pozwala...nie raz nie dwa czytałem podobne komentarze.
    Zrób pewne ćwiczenie jak będziesz dzisiaj jechał do domu, zbliżając się do każdych pasów rozejrzyj się, nie tylko czy na pasach nikogo nie ma, ale też w jego okolicy.
    Zastanów się jak szybko możesz jechać aby móc się zatrzymać gdyby któryś z pieszych jednak chciał przekroczyć jezdnię. Zobaczysz, że to wymagające, ale to norma dla większości kierowców w Europie.
    Proponuję poczytać o statystykach litewskich po roku od wprowadzenia u nich podobnej regulacji.
    Roberto
    16 grudnia 2019 13:32
    Dawno takich pierdół nie czytałem. Nie masz pewności czy nie ma nikogo na przejściu - zwalniasz lub się zatrzymujesz. Banalne. Jadąc drogą w pobliżu przejścia obserwuję chodnik i pieszych. Niestety dla polskiego zakompleksionego szeryfa dróg nie do pojęcia. Typowy przykład egoizmu polskiego prostaka za kółkiem. Nigdy mi się nie zdarzyło przejechać przez przejście, co do którego nie byłem pewny, że nikt się do niego nie zbliża lub nie przechodzi. No ale szeryf musiałby zwolnić, albo się broń boże zatrzymać. A to jest tylko dla słabych. Przecież szeryf nie może stracić ani sekundy czasu bo świat czeka na jego zajebistość.
    17 grudnia 2019 09:15
    Dokładnie tak. Dziwne, że naturalne jest dojechanie do skrzyżowania podporządkowanej z główną i ustąpienie pierwszeństwa, a takie samo zachowanie przed przejściem dla pieszych powoduje opór.
    Jan > Kate
    20 grudnia 2019 00:44
    Bo się boją samochodów. Pieszy czy rowerzysta to podczłowiek.
    Tomasz > Kate
    09 stycznia 2020 16:10
    Bo kierowca to kretyn w PL, bo na zachodzie to człek myślący,
    PIESZY
    25 grudnia 2019 10:12
    Dlaczego nie ma edukacji pieszych w środkach masowego przekazu. Przecież Art. 14. Zabrania pieszemu wchodzenia na jezdnię bezpośrednio przed jadący pojazd nawet na przejściu dla pieszych ? Ciekawe, jakby zrobić sondę na ulicy, gwarantuję, że 99.9 % nie zna przepisu. Ale, czy to zwalnia z odpowiedzialności. Edukacja, a nie bzdurna zmiana przepisów, która namiesza jeszcze bardziej ludziom w głowach.
    .
    PIESZY
    25 grudnia 2019 10:12
    Dlaczego nie ma edukacji pieszych w środkach masowego przekazu. Przecież Art. 14. Zabrania pieszemu wchodzenia na jezdnię bezpośrednio przed jadący pojazd nawet na przejściu dla pieszych ? Ciekawe, jakby zrobić sondę na ulicy, gwarantuję, że 99.9 % nie zna przepisu. Ale, czy to zwalnia z odpowiedzialności. Edukacja, a nie bzdurna zmiana przepisów, która namiesza jeszcze bardziej ludziom w głowach.
    .
    Jbk
    06 stycznia 2020 13:12
    Jestem pieszym albo cyklistą = pierwszeństwo ma silniejszy w praktyce, co mi po tym ze miałem rację skoro bede martwy albo na wózku?