Dlaczego bezwzględne pierwszeństwo dla pieszych to fatalny pomysł?

Czy wierzycie w czary? W to, że wystarczy wypowiedzenie odpowiedniej formuły, albo zapisanie zaklęcia w odpowiednim miejscu, aby siły magiczne wpłynęły na jakiś element otaczającej nas rzeczywistości? Prawdopodobnie nie, ale w czary od pewnego czasu wierzą niektóre grupy, takie jak miejscy aktywiści, a od niedawna również politycy. Mamy niestety dla nich złą wiadomość.

O czym mówimy? Oczywiście o zapowiedzi wprowadzenia bezwzględnego pierwszeństwa dla pieszych w każdej sytuacji, o czym wspomniał w swoim expose premier Morawiecki. Pomysł nie jest nowy i wielokrotnie pojawiały się postulaty wprowadzenia zmian w prawie, ale ostatecznie były one zarzucane.

Skąd się wzięło całe to zamieszanie wokół pierwszeństwa dla pieszych?
Jedna z takich inicjatyw rozpoczęła się już w 2013 roku, zajmowali się nią posłowie Platformy Obywatelskiej, a inicjatywie przewodziła Beata Bublewicz. Ostatecznie projekt zakładający stosowne zmiany w Kodeksie drogowym został zatwierdzony w lipcu 2015 roku i trafił pod obrady sejmu. Ostatecznie został odrzucony, ale zamieszanie jakie wokół niego powstało, sprawiło, że do głosu doszło wielu zwolenników bezwzględnego pierwszeństwa pieszych. Część użytkowników dróg uznała nowelizację przepisów za przegłosowaną, czego efektem był zauważalny wzrost liczby kierowców zatrzymujących się przed każdym przejściem oraz pieszych wchodzących na pasy bez upewnienia się, że mogą zrobić to bezpiecznie (można to zaobserwować każdego dnia, szczególnie jeżdżąc po dużym mieście).

Dyskusja na ten temat powracała później wielokrotnie. W samym 2019 roku pojawiła się między innymi petycja prezesa NIK-u, później Rzecznika Praw Obywatelskich, a w październiku bezwzględne pierwszeństwo pieszych znalazło się w „Pakiecie dla pieszych”, przedstawionym przez Lewicę. Po wysłuchaniu expose premiera, projekt stosownej ustawy złożyła Koalicja Obywatelska. Nadal nic nie jest oczywiście przesądzone, ale szanse, że nastąpi zmiana w Prawie o ruchu drogowym, są duże jak nigdy. A to nie jest dobra wiadomość.

Kto wierzy w czarodziejskie moce? Lista jest długa
Radość z zapowiedzi wprowadzenia zmian w pierwszeństwie pieszych wyrazili miejscy aktywiści, związani z nimi dziennikarze, a nawet pewna redakcja zajmująca się prześmiewczym komentowaniem rzeczywistości. Wszyscy oni uważają, że problem bezpieczeństwa pieszych na drogach można rozwiązać zmianą jednego zapisu w Kodeksie drogowym.

Przykładowo według stowarzyszenia Piesza Masa Krytyczna polski przepis, że pieszy nie ma pierwszeństwa przed przejściem jest „niezgodny z fizjologią człowieka”. Zdezorientowani? Autor wpisu wyjaśnia:

Ostro widzimy w zakresie kilkunastu stopni. A w ciemnościach nie widzimy nic, lub słabo. Szczególnie w sferze nieostrego widzenia, które obejmuje 90 procent zakresu naszego wzroku. Jeśli kierowcy nie będą się rozglądać, to nie mają szansy zobaczyć pieszych.

Rozwijając tę myśl – człowiek w ciemnościach widzi niewiele, więc pieszy nocą może być bardzo trudny do zauważenia, szczególnie kiedy przejście i jego okolice nie są dobrze oświetlone. Z kolei samochód widać doskonale z daleka, ponieważ ma światła i jest duży. Oznacza to, że pierwszeństwo ma mieć ten uczestnik ruchu, którego… trudno jest dostrzec? I to ma być zgodne z fizjologią? Jeśli jedna grupa łamie przepisy (wtargnięcie na przejście), to znaczy, że winna jest druga grupa (kierowcy), która nie bierze pod uwagę ignorancji pierwszej i nie stara się dostatecznie mocno dbać o jej bezpieczeństwo oraz myśleć za nią?

Autor wpisu idzie dalej i stwierdza (w kontekście wyroku w sprawie Piotra Najsztuba), że „polski ustawodawca dał kierowcom licencję na zabijanie i ranienie pieszych”. Na czym polega ta licencja? Sąd stwierdził, że piesza wtargnęła tuż przed nadjeżdżający samochód, kierowany przez Najsztuba, a on nie miał szansy zauważyć jej w porę i zatrzymać się.

„Licencją na zabijanie” jest więc nazywany przepis mówiący o tym, że pieszy nie może bezmyślnie wchodzić przed nadjeżdżający pojazd. A nie może, ponieważ żaden samochód nie zatrzyma się w miejscu. To oczywiste i wynika z praw fizyki, a to, że kierowca potrzebuje czasu na zauważenie pieszego i zareagowanie, wynika z ludzkiej fizjologii. Takie spojrzenie na sprawę wydaje się nam bardziej logiczne, niż to, prezentowane przez Pieszą Masę Krytyczną. Ale co my tam wiemy…

Dużo na temat pierwszeństwa pieszych mówił również Łukasz Zboralski – redaktor naczelny portalu brd24.pl. W swoim tekście z zeszłego roku analizował pismo Departamentu Transportu Drogowego w Ministerstwie Infrastruktury, będące odpowiedzią na pytanie dotyczące pierwszeństwa pieszych na przejściach i właściwego zachowania kierowców. Urzędnicy wyjaśniają, że kierujący mają obowiązek zachować szczególną ostrożność, a także zmniejszyć prędkość, aby nie narazić na niebezpieczeństwo osoby na przejściu. Dodają też, że zmniejszenie prędkości może być nawet do 0 km/h.

Pan Zboralski w swoim tekście wysnuł z tego wniosek, że według ministerstwa, piesi już teraz mają bezwzględne pierwszeństwo, nawet jeszcze znajdując się przed przejściem. Tym samym redaktor chcący uchodzić za eksperta w dziedzinie bezpieczeństwa ruchu drogowego (wszak tak rozwija się skrót BRD) udowodnił, że nie wie (lub nie rozumie) czym jest zasada ograniczonego zaufania. A w dużym skrócie chodzi w niej o to, że musimy obserwować innych uczestników ruchu i liczyć się z tym, że zachowają się w sposób nieprzewidywalny i złamią przepisy. Naszym obowiązkiem jest wtedy dołożenie wszelkich starań, aby uniknąć niebezpiecznej sytuacji. Jeśli zatem przed maskę wbiegnie nam pieszy, to chociaż wymusi na nas pierwszeństwo, powinniśmy brać pod uwagę taki scenariusz i zrobić co w naszej mocy, żeby nic mu się nie stało. Na przykład zatrzymać samochód.

Dlaczego o tym wspominamy? Otóż w odpowiedzi na zamieszanie wokół propozycji wprowadzenia bezwzględnego pierwszeństwa dla pieszych, nagrał krótki filmik na Twitterze, w którym mówi:

Jeśli w Polsce kontrowersyjne ma być to, że kierowca ma mieć jasno zapisane w prawie, dzisiaj to nie jest jasno, że musi przepuścić pieszego, nie tylko tego, który już postawił nogę na pasach, ale tego też, który oczekuje przy krawężniku, albo już jest trzy kroki i zbliża się i, że wiadomo, że będzie wchodził, jeśli to jest kontrowersyjne, to ja się boję takich ludzi, którzy dzisiaj jeżdżą po ulicy.

O czym mówi pan Zboralski? O jaki jasny zapis mu chodzi, skoro przepisy precyzyjnie regulują, kiedy pieszy ma pierwszeństwo, a kiedy nie? Jego wypowiedź zaczyna mieć pewien sens, kiedy posłuchamy jej w kontekście wspomnianego wcześniej artykułu. Innymi słowy, ktoś, kto chce uchodzić za eksperta od spraw ruchu drogowego i wyjątkowo chętnie poucza innych w tym zakresie, żyje oderwany od rzeczywistości. Nie rozumie zapisów ustawy Prawo o ruchu drogowym, w konsekwencji nie rozumie komentarzy do tych przepisów tworzonych przez ministerstwo i dlatego też nie pojmuje, o co chodzi w tej całej dyskusji na temat pierwszeństwa pieszych.

 Kto jeszcze tego nie rozumie? Na przykład ASZdziennik – portal, który zdobył dużą popularność tworząc prześmiewcze artykuły, będące satyrycznym komentarzem do bieżących wydarzeń oraz typowych ludzkich zachowań. Od pewnego czasu można zauważyć, że pojawiają się tam teksty nie tylko komentujące, ale również jednoznacznie wskazujące „właściwy” sposób postrzegania rzeczywistości. Tak jest w przypadku tekstu pod tytułem „Producenci czarnych plastikowych worków protestują przeciw pierwszeństwu dla pieszych na pasach”, w którym czytamy:

Prezes Krajowego Stowarzyszenia Producentów Czarnych Worków Plastikowych nawołuje do wycofania się z kontrowersyjnego pomysłu wprowadzenia bezwzględnego pierwszeństwa pieszych na przejściach – czytamy w komunikacie KSPCW. Jego zdaniem, nowe przepisy znacznie zmniejszą sprzedaż i obroty w całej branży.

Sprawa jest więc jasna – pieszy ma mieć bezwzględne pierwszeństwo. Jeśli uważasz inaczej, najwyraźniej lobbujesz na rzecz fikcyjnego KSPCW. Czyli chcesz, żeby ginęło jak najwięcej pieszych. Jasny komunikat jaki jest „właściwy” sposób patrzenia na problem pierwszeństwa pieszych.

Zwróćmy przy okazji uwagę, że autor tekstu napisał „wprowadzenia bezwzględnego pierwszeństwa pieszych na przejściach”. Moment publikacji (25 listopada 2019) jednoznacznie wskazuje, że chodzi o kontrowersje wokół zapowiedzi w expose premiera. Problem w tym, że piesi obecnie mają pierwszeństwo na pasach, a zapowiedziano wprowadzenie pierwszeństwa jeszcze przed wejściem na nie! W dalszej części tekstu jest już mowa o pierwszeństwie przed przejściem, ale i tak wygląda na to, że również redaktor ASZdziennika bierze się za komentowanie przepisów, ale sam do końca nie wie, o czym pisze, i używa zamiennie dwóch zupełnie różnych określeń. 

Po co zmieniać przepisy? Już teraz kierowcy uważani są za winnych (niemal) całego zła
Wyobraźcie sobie taką sytuację – kierowca zbliża się do skrzyżowania, ma zielone światło. Nagle na czerwonym wjeżdża inny pojazd i dochodzi do zderzenia. Kto jest winny kolizji? Ten, który wjechał na czerwonym. To teraz podobna sytuacja – samochód wjeżdża na skrzyżowanie na zielonym świetle i nagle przed niego, na czerwonym, wbiega pijany pieszy i zostaje potrącony. Czyja wina? Kierowcy, który miał zielone.

Brzmi absurdalnie? Taki wyrok wydał Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia. Pieszy został uniewinniony, ponieważ według sądu przyczyną kolizji było przekroczenie przez kierowcę prędkości o 13 km/h (tak przynajmniej oszacowali biegli). Najwyraźniej wbiegnięcie pod samochód w sposób uniemożliwiający kierującemu podjęcie jakiegokolwiek działania (co widać na nagraniu z kamery zamontowanej w samochodzie) w żaden sposób nie przyczyniło się do potrącenia.

Weźmy inny przykład, tym razem z Lublina. Piesza, w kapturze na głowie, zapatrzona w smartfona, wchodzi na przejście tuż przed nadjeżdżający samochód – film zobaczysz klikając tu. Kierowca próbuje ją ominąć, ale piesza rzuca się do przodu i wbiega w bok auta. Kierowca zrobił wszystko, żeby zderzenia uniknąć, piesza wszystko, żeby do niego doszło. Co stwierdziła policja po obejrzeniu nagrania z monitoringu? Mandat w wysokości 500 zł za „spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym” otrzymał… kierowca.

Nie jest oczywiście tak, że zawsze winę ponosi kierujący pojazdem. Według raportu Komendy Głównej Policji w 2018 roku doszło do 4886 potrąceń z winy kierowców oraz 1999 z winy pieszych. Niechronieni uczestnicy ruchu nie mogą zatem liczyć na zupełną pobłażliwość, ale powyższe przykłady każą zastanowić się, czy tak naprawdę piesi nie odpowiadają za większą liczbę potrąceń?

Dlaczego wprowadzenie bezwzględnego pierwszeństwa dla pieszych nie zapewni im bezpieczeństwa?
Powyższe przykłady myślenia dziennikarzy i aktywistów pokazują jednoznacznie, że wierzą oni we wspomniane czary. Wierzą, że wystarczy zmiana jednego zapisu w Kodeksie drogowym, a w magiczny sposób piesi staną się bezpieczni na przejściach. Mamy dla nich szokującą wiadomość – nie staną się.

Weźmy jako przykład głośny wypadek w Warszawie na ulicy Sokratesa, w którym zginął mężczyzna, a jego żona i dziecko zostali ranni. Wypadek wywołał protesty i sporo dyskusji na temat bezpieczeństwa pieszych i wiemy, że właśnie to skłoniło premiera do poruszenia problemu pierwszeństwa dla pieszych (oraz wspomniana sprawa Piotra Najsztuba). Według policji sprawca jechał swoim pomarańczowym BMW 130 km/h. I teraz przeanalizujmy ten przypadek. Kierowca jedzie 130 km/h w terenie zabudowanym, za co grozi mu nie tylko wysoki mandat, ale także zatrzymanie prawa jazdy na trzy miesiące. Omija inny pojazd, który zatrzymał się przed przejściem, co jest kolejnym poważnym wykroczeniem. Ponadto piesi znajdowali się już na pasach, więc mieli pierwszeństwo. Czy kierowca, który w tak rażący sposób łamie tyle przepisów, przejąłby się jeszcze jednym? Poza tym, w tym przypadku, nowelizacja niczego by nie zmieniła, bo dotyczyć ma ona pierwszeństwa PRZED przejściem!

Pojawią się oczywiście głosy mówiące, że w zmianach chodzi o to, żeby kierowcy bardziej uważali i zwalniali przed przejściami dla pieszych w obawie, że zaraz jakiś może wejść na pasy. Zapominają, że już teraz kierujący ma obowiązek zachowywać szczególną ostrożność, a polscy kierowcy wcale nie mają morderczych zapędów. Do wielu wypadków dochodzi w sytuacjach, kiedy jedno auto przepuszcza pieszego, a drugie się nie zatrzymuje. Ale przecież ma taki obowiązek! Dlaczego uważacie, że kierowca, który nie przestrzega jednego przepisu, zacznie nagle przestrzegać drugiego, jeśli tylko zostanie on wprowadzony? Nielogiczne.

Do wielu potrąceń dochodzi też wtedy, gdy pieszy wchodzi na przejście w błędnym przeświadczeniu, że auto zatrzyma się w porę. A dlaczego nie zatrzymało się? Albo kierowca popełnił błąd (nie patrzył uważnie na drogę, pieszy był dla niego niewidoczny, itp.), albo pieszy uznał, że każdy samochód ma na wyposażeniu kotwicę i może zatrzymać się w miejscu. Naprawdę uważacie, że wprowadzenie bezwzględnego pierwszeństwa dla pieszych rozwiąże te problemy?

Obecne przepisy są dobre. Tylko trzeba ich przestrzegać
Na temat polskiego Prawa o ruchu drogowym można powiedzieć wiele złego, wskazać wiele nieścisłości, chaotycznego rozmieszczenia przepisów lub nazbyt lakonicznego opisywania istotnych kwestii. Większość zapisów jest jednak jasna i rozsądna, zgodna z tym, co podpowiada nam czysta logika. Świetnym tego przykładem jest art. 3, pkt. 1:

Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze są obowiązani zachować ostrożność albo, gdy ustawa tego wymaga, szczególną ostrożność, unikać wszelkiego działania, które mogłoby spowodować zagrożenie bezpieczeństwa lub porządku ruchu drogowego, ruch ten utrudnić albo w związku z ruchem zakłócić spokój lub porządek publiczny oraz narazić  kogokolwiek na szkodę. Przez działanie rozumie się również zaniechanie.

Widzicie jak mądry jest to zapis? Ustawodawca później wskazuje kto i kiedy ma pierwszeństwo, ale już na wstępie zaznacza, że bez względu na wszystko, każdy uczestnik ruchu ma zachowywać ostrożność i unikać niebezpiecznych sytuacji. Oczywiste jest przecież, że chociaż przepisy zobowiązują nas do pewnych zachowań, jesteśmy tylko ludźmi. Wśród tak wielkiej rzeszy uczestników ruchu nieuchronne jest pojawienie się kogoś, kto przepisy te złamie. Złamie je z głupoty, niewiedzy, złej oceny sytuacji lub nieuwagi. W takim przypadku ma zadziałać ten „zawór bezpieczeństwa” – jeśli popełnisz błąd, inni będą się starali go naprawić. Spotkanie się dwóch nieuważnych uczestników ruchu jest o wiele mniej prawdopodobne, niż spotkanie się dwóch, z których tylko jeden jest nieuważny.

Pomimo tego zachowanie wielu pieszych wskazuje jednoznacznie, że za nic mają sobie ten zapis (w większości przypadków pewnie nawet go nie znają, choć jest on oczywisty) i pozostawiają innym martwienie się o ich bezpieczeństwo.

A co z pewnością da nam zmiana przepisów? Wzrost liczby pieszych wchodzących na drogę bez patrzenia na pasy, bezrefleksyjnie korzystających z nowego przywileju, którzy nawet nie zatrzymają się przed przejściem, żeby się rozejrzeć.

Oto co faktycznie poprawi bezpieczeństwo pieszych na drogach
Wszyscy możemy się zgodzić co do jednego – bezpieczeństwo w ruchu drogowym to coś, nad czym należy stale pracować i dążyć do ciągłej poprawy. Jak można w krótkim czasie uzyskać zaskakująco pozytywne efekty, pokazuje nam przykład Jaworzna, o którym niedawno pisaliśmy. Od grudnia 2018 roku nie doszło tam do ani jednego śmiertelnego wypadku. Wbrew pozorom nie uzyskano tego przez wzmożone kontrole policji, masowe ustawianie fotoradarów lub zmianę przepisów. Poprawić bezpieczeństwo, również pieszych i rowerzystów, udało się poprzez zmiany w infrastrukturze.

I właśnie infrastruktura jest kluczem do poprawy bezpieczeństwa na drogach. Wprowadzanie drakońskich ograniczeń prędkości, straszenie mandatami i nadawanie nowych przywilejów niechronionym uczestnikom ruchu to przejaw bezsilności i braku wyobraźni. To mówienie: „wiemy, że drogi są niebezpieczne, ale jakoś musicie sobie na nich radzić”. A przecież nie musi tak być! Odpowiednie rozplanowanie ulic i skrzyżowań może minimalizować ryzyko kolizji. Dobrze oznaczone i przede wszystkim oświetlone przejścia dla pieszych to danie szansy kierowcom na zauważenie pieszych w porę. Dobrym pomysłem są też azyle, które z jednej strony ułatwiają pieszemu pokonanie ulicy, a z drugiej skłaniają kierowców do zdjęcia nogi z gazu.

Kolejny rozwiązaniem jest odpowiednia edukacja i szeroko zakrojone akcje społeczne. Skoro problemem są kierowcy omijający pojazdy na sąsiednim pasie, które zatrzymały się przed przejściem, to nie znaczy, że przepisy są złe, tylko kierowcy niedouczeni! Zamiast wprowadzać nowy przepis, trzeba uświadomić kierujących o istnieniu obecnego. Dlaczego ktoś uważa, że remedium na nieprzestrzeganie przepisu, jest wprowadzenie kolejnego?

Edukować należy również pieszych, ponieważ oni także muszą brać czynny udział w dbaniu o własne bezpieczeństwo. Pieszy wchodzący na przejście bez upewnienia się. czy wszystkie nadjeżdżające pojazdy się zatrzymują, teoretycznie może być uznany współwinnym potrącenia. Pamiętacie cytowany wcześniej akt. 3, pkt. 1 Kodeksu drogowego i sformułowanie „przez działanie rozumie się również zaniechanie”? Jeśli samochód jedzie w stronę pieszego, a pieszy po prostu idzie bezmyślnie i nie robi niczego, żeby uniknąć potrącenia, to jest to właśnie zaniechanie. Znane są przypadki poszkodowanych w wypadkach kierowców, uznawanych współwinnymi, ponieważ mieli możliwość uniknięcia zderzenia, ale tego nie zrobili. Nie zachowali szczególnej ostrożności, nie zastosowali zasady ograniczonego zaufania, więc chociaż nie są głównymi sprawcami, to przyczynili się do wypadku lub kolizji. Czyż to nie jest taka sama sytuacja, jak kiedy pieszy tak bardzo ignoruje sytuację na drodze, że zauważa nadjeżdżający pojazd dopiero kiedy ląduje na jego masce?

Nadanie pieszym bezwzględnego pierwszeństwa nie uzdrowi sytuacji na przejściach i nie sprawi, że nagle spadnie liczba potrąceń. Zdejmie natomiast z nich obowiązek dbania o własne bezpieczeństwo i unikania samobójczych zachowań, jak wchodzenie bezpośrednio przed nadjeżdżający pojazd. Oczywiście nadal będą mieli oni obowiązek zachowywania szczególnej ostrożności oraz „unikania zaniechania”, ale już teraz wielu pieszych ma w głębokim poważaniu te obowiązki i jest zupełnie ich nieświadoma. Dlaczego ktoś uważa, że zamiast edukować pieszych w sprawie ciążących na nich obowiązków, lepiej dać im tych obowiązków mniej? Dlaczego zamiast uczyć ich jak dbać o własne bezpieczeństwo, lepiej jest kazać innej grupie dbać o to bezpieczeństwo za nich? Dlaczego wreszcie ktoś uważa, że skoro wymaganie, aby obie strony unikały niebezpiecznych sytuacji, nie zawsze zdaje egzamin, to lepiej będzie, jeśli tylko jedna strona będzie miała taki obowiązek? No i dlaczego aktywiści, dziennikarze i samozwańczy eksperci nie postulują za zmianami w infrastrukturze, za edukacją i kampaniami społecznymi, tylko uważają, że problem niedouczonych i nieuważnych uczestników ruchu (tak kierowców, jak i pieszych) rozwiąże nowy przepis? Przepis, który i tak będzie niektórym obcy, albo przez nich ignorowany, podobnie jak to ma miejsce obecnie. Jedyne, co faktycznie się zmieni, to statystyki policyjne, w których wszystkie potrącenia będą figurowały w kolumnie „z winy kierującego”.

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze