Czujny motocyklista cudem uchronił się przed potrąceniem

Nie wszyscy kierowcy rozumieją działanie sygnalizacji świetlnej oraz zasad pierwszeństwa. Nie wszyscy też dostrzegają motocyklistów. Oto świetny tego przykład.

Autor nagrania ruszył na skrzyżowaniu, mając zielone światło, a pasem obok niego przemknął motocyklista. Tymczasem z lewej strony skrzyżowania nadjechał kierujący Skodą Fabią. Zignorował on stojące przed nim znaki i prawie uderzył w motocyklistę.

Wjechał w motocyklistę, żeby zepchnąć go z pasa

Jak do tego doszło? Kierowca Fabii miał zielone, ale nie na sygnalizatorze kierunkowym. Oznaczało to, że mógł skręcić w lewo, ale obowiązywała go przy tym standardowa zasada – ustąpienia pierwszeństwa pojazdom poruszającym się na wprost. On chyba o tym nie słyszał i nie rozumie także znaku „ustąp pierwszeństwa przejazdu”, jaki spotkał na swojej drodze.

Osobówka wyjechała prosto w motocyklistę. Tym razem z winy motocyklisty?

Do nieszczęścia nie doszło tylko dzięki doskonałej obserwacji drogi oraz refleksowi motocyklisty. Widząc, że Skoda się nie zatrzymuje, natychmiast przechylił się mocno w prawo, cudem unikając zderzenia i utrzymując maszynę w pionie. Zatrzymał się dopiero na trawniku i chyba ruszył za kierowcą Fabii, aby zamienić z nim kilka słów.

Najnowsze

Pijany wjechał Ferrari na torowisko i rozbił je na słupie!

Niedawno swoje Ferrari rozbił pewien nieostrożny kierowca w Krakowie. Teraz kolejne włoskie cacko padło ofiarą brawury i braku rozsądku.

Jak dowodzą liczne przykłady, nie trzeba wiele, żeby rozbić Ferrari lub inny, podobnie mocny samochód. W przypadku tego kierującego powodem kolizji nie była tylko ogromna moc, która trafiając tylko na tylne koła, z łatwością może sprawić, że auto wymknie się spod kontroli nieostrożnego kierowcy.

Pamiętacie żółte Ferrari rozbite w Krakowie? Właściciel pokazał jak teraz wygląda i opowiada, jak doszło do zdarzenia

Do zdarzenia przyczyniła się także wilgotna, a więc śliska nawierzchnia oraz fakt, że kierowca był pijany! Co prawda jak podaje łódzka policja, 34-latek wydmuchał tylko 0,4 promila, więc jego zachowanie traktowane będzie tylko jako wykroczenie a nie przestępstwo. Nie jest to też ilość alkoholu, jaka w sposób zauważalny zaburzyłaby jego percepcję (w wielu krajach takie stężenie jest dopuszczalne). Niewykluczone że dodała mu za to fantazji i skłoniła do nieostrożnego obchodzenia się z gazem.

Rozbił cudzego McLarena. Sąd orzekł, że jest niewinny

Według wstępnych ustaleń policji mężczyzna przesadził z prędkością, przez co utracił kontrolę nad pojazdem, wjechał na torowisko i uderzył w znajdujący się na nim słup. Na zdjęciu z miejsca zdarzenia widać prostą drogę, więc obstawiamy, że nie chodziło o prędkość (samochody jadące na wprost są zaskakująco stabilne i przewidywalne!), a o zbyt gwałtowne dodanie gazu. Ferrari 488 Pista ma silnik V8 biturbo o mocy 720 KM i generujący 770 Nm. W takim aucie wiele nie trzeba, żeby tylna oś zaczęła się ślizgać.

Najnowsze

Goodc

Stoke and Bear Art – motocyklowe dzieła sztuki w stylu retro

Jet Bailey stara się tworzyć sztukę motocyklową, która odzwierciedla poczucie wolności, ruchu i kreatywności. A także celebrować ludzi, którzy robią to, co kochają.

Jet Bailey to artystka z Anglii, która specjalizuje się w malarstwie figuratywnym i sztuce motocyklowej. Projekt Stoke and Bear Art zrodził się z wielkiej miłości do sztuki, motocykli i stulu retro. Jej obecny dorobek to wyraz uznania dla motocyklowej społeczności kobiet, a także podkreślenie poczucia wolności.

Artystkę kręci poznawanie nowych ludzi z całego świata i ich motocyklowych historii. Na wielkoformatowych portretach przedstawia min. sylwetki kobiet, które uzyskały swoją własną przestrzeń, właśnie w kulturze motocyklowej.

Jet Bailey wzięła także udział w kampanii P & Co, skierowanej do kobiet:

– Myślę, że ważne jest, aby kobiety czuły się  wolne i zachęcane do robienia tego, co kochają. Aby czuły się zdolne do przyjęcia własnego stylu i podejmowania ryzyka, bez powstrzymywania się. Bo w robieniu tego, co kochasz, z pewnością istnieje poczucie wolności i kreatywności! – powiedziała Jet Bailey w jednym z wywiadów.

Fot. https://www.facebook.com/stokeandbear/

Najnowsze

Goodc

Lamborghini Urus przeskakuje nad Aventadorem! Czy wszystko pójdzie zgodnie z planem?

Kto mógł wpaść na tak szalony pomysł? Jeden z najdroższych SUV-ów przeskakuje nad jednym z najdroższych aut sportowych, a nam serce podchodzi do gardła, gdy na to patrzymy.

Ostrzegamy, jeśli macie słabe serca, to lepiej nie oglądajcie tego filmu.

Na kanale Street Speed 717 pojawiło się nagranie, na którym Lamborghini Urus przeskakuje nad Aventadorem. Tak, dobrze czytacie. Jeden z najdroższych SUV-ów przeskakuje nad jednym z najdroższych aut sportowych, a nam serce podchodzi do gardła, gdy na to patrzymy (dla niecierpliwych, skok widoczny jest od 8:57):

Przeczytaj też: ERA – samochód-hołd dla Lamborghini Aventador

To nie pierwszy raz, gdy Michael Hyssong wpadł na tak szalony pomysł (to właśnie on stoi za powyższym wideo). Wcześniej „skakał” Ramem TRX oraz Fordem F-150 Raptor nad rzeką. Patrząc na inne nagrania, udostępnione przez niego na YouTube, podejrzewamy, że wkrótce znów obejrzymy coś, co przyprawi nas o zawał serca.

Przeczytaj też: Złote Lamborghini Aventador – jak powstaje taki samochód?

Najnowsze

Goodc

Historia tej marki zaczęła się w Polsce 121 lat temu. Postanowiono uczcić to w wyjątkowy sposób!

90-letni samochód przejedzie przez pół Polski, by uczcić 121 rocznicę przyjazdu jednego z wizjonerów motoryzacji do naszego kraju.

Andre  Citroën często był nazywany europejskim Henrym Fordem. Wizjoner motoryzacji stworzył markę, której oddziały znajdowały się na całym świecie. Mało kto jednak wie, że historia tej firmy jest bardzo blisko związana z Polską. W Warszawie mieszkali i są pochowani dziadkowe Citroëna a jego rodzice ślubowali sobie tutaj miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Jednym z głównych inżynierów Citroëna był Polak, później dyrektor zakładów produkujących bombowce PZL Łoś, Kazimierz Kazimierczak. Z kolei salon marki w Warszawie przed drugą wojną światową prowadził Wojciech Kołaczkowski, dowódca słynnego Dywizjonu 303.

Przeczytaj też: Test Citroen C4 1.6 BlueHDi – efekt wow?

A to nie koniec powiązań Citroëna z Polską! Firma być może nigdy by nie powstała, gdyby nie podróż, jaką młody Andre odbył do Polski w 1900 roku. W Głownie zobaczył daszkowe koła zębate i od razu dostrzegł ich potencjał. Koła przenosiły większe obciążenia i były bardziej trwałe niż inne konstrukcje. Citroën kupił patent, wrócił do Francji i rozpoczął ich produkcję z metalu. Trafiały one do przemysłu, kopalni, na okręty wojenne i statki. Do dzisiaj koła wyprodukowane przez zakłady Citroëna można podziwiać  między innymi w maszynowni niszczyciela Błyskawica. Tak zaczęła się historia marki Citroën.

{{ gallery(3233) }}

18 kwietnia 2021 roku, w 121 rocznicę tego wydarzenia, członkowie stowarzyszenia Amicale Citroën Pologne pod honorowym patronatem Ambasady Francji i burmistrza miasta Głowno ruszają w niezwykłą podróż. Zabytkowy Citroën C4 z 1931 roku, w towarzystwie współczesnego C4, ruszy o godzinie 3 rano z ulicy Andre Citroëna  w Szczecinie do Głowna. 90-letni samochód przejedzie prawie pół Polski i pokona ponad pół tysiąca kilometrów.

Historia Citroëna zaczęła się w Polsce 121 lat temu
 

Przeczytaj też: Citroën 2CV 6 Charleston kończy 40 lat!

Jest to inicjatywa godna pochwały. Warto przypomnieć, że historia firmy Citroën rozpoczęła się w Polsce.Gdyby nie wizyta Andre Citroëna w Głownie, być może nie powstał by żaden z legendarnych modeli, takich jak Traction Avant, 2CV, DS, CX czy XM, a motoryzacja niewątpliwie by na tym straciła.

Najnowsze