Karolina Chojnacka

Bugatti Chiron jako terenówka? Tylko Polak mógł wpaść na taki pomysł

Żaden supersamochód nie może się czuć bezpiecznie w świecie wirtualnych renderingów. Wyobraźcie sobie niewyobrażalne.

Nie musimy chyba wyjaśniać, jak szalona jest idea Bugatti Chiron jako terenówki. Jednak w obecnych czasach żaden supersamochód nie może się czuć bezpiecznie w świecie wirtualnych renderingów

Bugatti Chiron Terracross został zaprojektowany przez Rafała Czanieckiego, mieszkającego w Chinach projektanta przemysłowego.

Bugatti Chiron Terracross

Przeczytaj też: Różowo-białe Bugatti Chiron „Alice” to wyjątkowy prezent od męża dla żony

Z tak wyglądającym Bugatti Chiron śmiało można ruszać w teren. Podliftowane zawieszenie, terenowe opony, nadkola poszerzone za pomocą drukowanych nakładek, zestaw osłon, bagażnik dachowy ze szperaczami i koło zapasowe. Z takim wyposażeniem żaden krawężnik nie będzie nam straszny!

Bugatti Chiron Terracross

Przeczytaj też: Bugatti Chiron Tourbillon – kultowy silnik Bugatti w formie zegarka

Oczywiście to tylko bardzo dopracowane rendery, ale… w końcu nie ma rzeczy niemożliwych i być może znajdzie się ktoś, kto zgodzi się zbudować tę dość nietypową maszynę. Za odpowiednią kwotę, Bugatti z pewnością spełniłoby takie życzenie klienta.

Pełną galerię zdjęć Bugatti Chiron Terracross znajdziecie na profilu Rafała Czanieckiego na behance.net.

Najnowsze

Uszkodzone samochody z krajów europejskich to nie odpady. Ale z USA już tak?

Import powypadkowych pojazdów do Polski z UE nie jest w żaden sposób ograniczony i takie pojazdy zazwyczaj nie zostaną uznane za odpad. Jednak auta z USA już nie mają taryfy ulgowej, jak to pokazał nagłośniony ostatnio przykład Chevroleta Bolta.

Problem polega na tym, iż w dokumentach aut sprowadzanych do Polski z USA widnieją tzw. tytuły na podstawie których ocenia się ich zdolność do ruchu i ewentualne uszkodzenia. Oznaczenia, które definitywnie dyskwalifikują auto przed rejestracją w Polsce to np. “junk”, „waste” czy „for parts only”.

Jak się okazało w przypadku Chevroleta Bolta tytuł „salvage” z dopiskiem “non registerable” również okazał się być pechowy, choć auto nie miało poważnych uszkodzeń i jak najbardziej nadawało się do naprawy i ponownego dopuszczenia do ruchu. 

Uszkodzone auta z UE to nie odpad…
Natomiast w przypadku pojazdów z krajów UE w dokumentach nie ma żadnych tytułów czy wzmianek opisujących stan techniczny pojazdu. 

Np. Niemieckie badanie stanu technicznego TÜV nie jest dokumentem wymaganym bezwzględnie przy imporcie do naszego kraju. Jeżeli auto nie ma ważnego badania, bo np. jego stan techniczny na to nie pozwolił, bez problemu wjedzie do Polski, zostanie naprawione i zarejestrowane. 

Urzędnicy dopuszczają pojazd do rejestracji na podstawie badania technicznego wykonanego w Polsce, które auto mogło przejść już po wykonaniu solidnych napraw!

“Oznacza to pewne dysproporcje w ocenie stanu technicznego pojazdów w zależności skąd one pochodzą” – twierdzi Piotr Korab CMO i analityk autobaza.pl

Dodajmy jeszcze, że przed naszym wstąpieniem do UE w 2001 roku obowiązywały przepisy, które nie były tak łaskawe jak obecne i nie pozwalały na wwożenie niesprawnych aut do Polski¹ bez względu na to skąd one pochodziły. 

Wtedy każdy uszkodzony i niesprawny samochód, który nie był w stanie odpalić czy wjechać samodzielnie do naszego kraju uznawany był za odpad. Odpady więc do nas nie przyjeżdżały…

Różne kryteria oceny aut
Obecnie w Polsce nie mamy absolutnie żadnych ograniczeń dot. wieku czy stanu technicznego pojazdów wwożonych na teren naszego kraju.

Niby kryteria uznania samochodu za odpad są takie same dla aut sprowadzanych z USA, jak i Unii Europejskiej. Jednak problem zdaje się dotyczy głównie tych właścicieli, którzy sprowadzili auto zza oceanu. Tych najłatwiej bowiem zweryfikować dzięki tytułowi przypisanemu do auta w USA.

Jeżeli GIOŚ chce stać na straży stanu technicznego aut wwożonych do Polski niech zacznie stosować jednakową miarę do aut wjeżdżających do nas masowo np. z Niemiec….

Wystarczy przywołać zapisy dokumentu widniejącego na stronie internetowej GIOŚ o nazwie: “WYTYCZNE KORESPONDENTÓW Nr 9 W SPRAWIE PRZEMIESZCZANIA ODPADÓW W POSTACI POJAZDÓW”². Na tej podstawie prawdopodobnie co najmniej połowa aut przyjeżdżających do nas z Niemiec powinna być uznana za odpad…

Najnowsze

Ministerstwo Infrastruktury chowa głowę w zaspę – letnie opony nadal dozwolone na śniegu

Rząd chce poprawiać bezpieczeństwo na drogach przez inwestowanie wielkich środków w infrastrukturę, ale pozwala by w środku zimy, przy mroźnej pogodzie, bardzo wiele samochodów jeździło na letnim ogumieniu...

W nawiązaniu do wypowiedzi rzecznika Ministerstwa Infrastruktury Polski Związek Przemysłu Oponiarskiego potwierdza – w ministerstwie nie trwają żadne prace legislacyjne, które pomogłyby zmniejszyć ilość wypadków i stłuczek w czasie jesiennej słoty i zimy. Brak wymogu opon całorocznych lub zimowych w Polsce to istotne uchybienie w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa na drogach w naszym nieprzewidywalnym klimacie.

Szczególnie od następnej zimy – kiedy kierowcy po zmianie przepisów będą musieli częściej hamować przed przejściami dla pieszych. 

Niestety dla nas kierowców temat obowiązkowego używania opon zimowych, w tym całorocznych, całkowicie stoi. Tak, jak wszyscy ci z nas, którzy stali w korkach spowodowanych tarasującymi drogę fanami letnich opon w czasie niedawnych opadów śniegu. Tłumaczenie przez niektórych ekspertów braku odpowiednich przepisów niskimi zarobkami w Polsce jest tak absurdalne, że aż ciężko to komentować. Oczywiście posiadanie samochodu mniej lub bardziej kosztuje. Ironizując można powiedzieć, że najtaniej będzie więc jeździć bez opon i bez paliwa. Nie znam niestety samochodu, który tak da radę. Jeśli ktoś nie chce kupować zimowego kompletu opon, ale czuć się w miarę bezpiecznie na drodze – niech używa opon całorocznych z homologacją zimową. Na pewno wyniesie to taniej niż likwidacja szkody w pojeździe po wypadku lub stłuczce na letnich oponach w środku zimy – komentuje Piotr Sarnecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

Wprowadzenie obowiązku można rozłożyć na kilka lat z wyprzedzeniem – żeby każdy się przygotował i kupił odpowiednie opony, kiedy i tak będzie musiał je wymienić.

Mówienie, że jesteśmy są zbyt biedni by mieć odpowiednie opony na zimę to chyba jednak obraza zarówno polskich kierowców, jak i mieszkańców biedniejszych krajów. Aż 17 z 29 europejskich państw, gdzie takie opony są obowiązkowe, ma mniejsze PKB niż Polska i mniejsze zarobki obywateli. Nie róbmy sami z siebie najbiedniejszego narodu Europy – bo to nie pasuje ani do naszej historii, ani do naszego aktualnego poziomu rozwoju gospodarczego – dodaje Sarnecki.

W 29 europejskich krajach, w których wprowadzono wymóg jazdy na oponach zimowych lub całorocznych, przepisy precyzują okres lub warunki obowiązywania takich przepisów. W większości są to konkretne daty kalendarzowe – takie regulacje są aż w 16 krajach. Jedynie 2 kraje mają ten obowiązek określony warunkami na drodze. Określenie dat wymogu jest w tym przypadku najlepszym rozwiązaniem – to jasny i precyzyjny przepis, nie pozostawiający żadnych wątpliwości.

Najnowsze

Motocyklista, który potrącił dziewczynkę na przejeździe rowerowym, skazany! Sprawiedliwy wyrok?

Głośna sprawa z lipca zeszłego roku, została właśnie rozstrzygnięta przez sąd rejonowy w Olsztynie. Choć o sprawie mówiła cała Polska, właściwie żadne medium nie przekazywało rzetelnie informacji o przebiegu zdarzenia.

Jak sprawa była przedstawiana przez media

Według ogólnego przekazu, kierujący motocyklem potrącił dziewczynkę, która przejeżdżała rowerkiem przez przejazd dla rowerów. Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia, a policja umorzyła sprawę. Zdesperowana matka nagłośniła jednak zdarzenie, aby doprowadzić do ujęcia motocyklisty. Ostatecznie motocykl rozpoznali sąsiedzi i przekazali adres właściciela policji, która przesłuchała podejrzanego.

Motocyklista potrącił na pasach małą dziewczynkę!

Krystian Z. przyznał się do zarzutów i złożył wyjaśnienia. Policja wnioskowała do sądu o ukaranie go w trybie nakazowym grzywną w wysokości 800 zł. Wniosek ten został odrzucony przez olsztyński sąd i ostatecznie sprawę rozpatrzono w trybie zwyczajnym.

Co zadecydował sąd?

Na czwartkowym (25.02) posiedzeniu sąd uznał Krystiana Z. za winnego i zasądził 1500 zł grzywny oraz 10 miesięcy zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych. W uzasadnieniu sąd zwrócił uwagę, że oskarżony nie zachował szczególnej ostrożności, mając zasłonięte przejście dla pieszych oraz przejazd rowerowy przez autobus, nie zatrzymał się i nie upewnił, czy może przejechać. Sąd zwrócił co prawda uwagę, że sprawca nie uciekł z miejsca zdarzenia (wbrew ogólnej narracji), ale w opinii sądu zachował się w sposób „niewystarczający i wątpliwy etycznie”. Wyrok nie jest prawomocny.

Jaki był prawdziwy przebieg zdarzenia?

O tej sprawie pisaliśmy już w momencie jej nagłośnienia, a także po przesłuchaniu przez policję motocyklisty. Przypomnimy więc jedynie, że motocyklista nie „potrącił dziecka i uciekł”. Motocyklista z niewielką prędkością wjechał przed nie, przez co dziewczynka uderzyła w jego koło i upadła. Mężczyzna zsiadł z motocykla, zaniósł rowerek matce i widząc, że nic się nie stało (ani dziecku, ani nawet rowerkowi), spokojnie wrócił do swojego pojazdu i odjechał.

Motocyklista który potrącił 6-latkę zatrzymany przez policję. Oto czego o sprawie nie mówią media

Warto też przypomnieć, że 6-latka jechała za mamą drogą dla rowerów i zjechała za nią na przejazd rowerowy. Tymczasem dopiero 7-letnie dzieci mogą samodzielnie jeździć rowerami i traktowane są jako pieszy. Korzystać z dróg rowerowych mogą dopiero dzieci, które ukończyły 10 rok życia i zdały egzamin na kartę rowerową.

Najnowsze

Wymusił na nim pierwszeństwo i prawie rozbił mu auto! No, ale przynajmniej przeprosił

Popełnić błąd na drodze, ale natychmiast go zrozumieć i przeprosić, to rzadko spotykane zachowanie. Ta sytuacja na szczęście skończyła się na strachu.

Kierowca auta z kamerą dojechał do skrzyżowania z pierwszeństwem łamanym, a tymczasem z jego prawej strony nadjechał z drogi podporządkowanej kierujący Oplem. Który się nie zatrzymał, tylko pojechał prosto – wprost na autora nagrania.

Wymusił pierwszeństwo, dostał „pouczenie” od kierowcy BMW

Autor na szczęście wykazał się dobrą obserwacją drogi i świetnym refleksem. Natychmiast zahamował i zbliżył się do wysepki, unikając kolizji. Wcisnął też klakson, a w odpowiedzi kierowca Opla zamrugał mu światłami awaryjnymi.

Wymusił pierwszeństwo i zmusił innego kierowcę, do wjechania w zaspę. Po czym uciekł

Przyczyna sytuacji była więc banalna i nie tak odosobniona. Kierujący Astrą musiał zagapić się i automatycznie założył, że skoro jedzie prosto, to ma pierwszeństwo. Jego szczęście, że ktoś inny pomyślał za niego. Na plus kierowcy Opla można zaliczyć, że natychmiast zrozumiał swój błąd i za niego przeprosił.

Najnowsze