BMW 330i xDrive z wideorejestratorami w polskiej Policji

Funkcjonariusze polskiej Policji będą patrolować drogi w nowych radiowozach BMW 330i xDrive już tej jesieni. Warszawski dealer BMW Auto Fus zwyciężył w przetargu na dostarczenie policyjnej flocie 140 nowych samochodów wyposażonych w wideorejestratory Videorapid 2A.

Samochody BMW 330i xDrive zostały wybrane w przetargu ogłoszonym przez Komendę Główną Policji na zakup 140 sztuk nieoznakowanych radiowozów z wideorejestratorami. Oferta złożona przez dealera marki BMW – Auto Fus –  okazała się najkorzystniejsza dla rządowego nabywcy. W ocenie ofert przetargowych Policja brała pod uwagę cenę, współczynnik masy pojazdu gotowego do jazdy do maksymalnej mocy netto silnika, pojemność silnika oraz prędkość maksymalną samochodu. 

BMW 330i xDrive to samochód wyposażony w dwulitrowy turbodoładowany silnik benzynowy o mocy 252 KM. Rozpędza się do 100 km/h w 5,8 s. W wersji xDrive ma napęd na cztery koła.

– BMW 330i xDrive odpowiada warunkom przedstawionym w przetargu i pozwoli funkcjonariuszom skutecznie odpowiedzieć na wyzwania, które stawia przed nimi codzienna służba. Są to samochody o świetnych właściwościach jezdnych, bezpieczne i mają opinię aut, na których kierowcy mogą polegać w każdy warunkach – komentuje podkom. Robert Opas z Wydziału Prasowego KGP.

Samochody przygotowane dla Policji zostaną doposażone m.in. w najnowocześniejsze na rynku wideorejestratory wykroczeń Videorapid 2A polskiej firmy Zurad.

– BMW 330i xDrive to model, który sprawdził się w różnych warunkach drogowych i atmosferycznych, jest dynamiczny i gwarantuje świetne osiągi tak bardzo potrzebne podczas policyjnej służby. Polska Policja wykorzystuje już w służbie samochody osobowe oraz motocykle marki BMW. Policjanci użytkujący te pojazdy oceniają je jako bezpieczne i niezawodne. Jesteśmy przekonani, że właściwości użytkowe tych samochodów przysłużą się do poprawy bezpieczeństwa na polskich drogach – dodaje nadkom. Radosław Kobryś z Biura Ruchu Drogowego KGP.

– Zgodnie ze specyfikacją przetargu, pierwsze pojazdy BMW zostaną dostarczone Policji do 30 listopada 2017 roku. Całość zamówienia zostanie zrealizowana do 26 października 2018 roku. Współpraca z podmiotami administracji państwowej jest istotnym elementem strategii biznesowej BMW Group Polska. Sprzedaż samochodów Policji wpisuje się w szerszą strategię flotową marki i jest kontynuacją zeszłorocznych sukcesów na tym polu. W kwietniu 2016 roku wygraliśmy przetarg na dostarczenie pojazdów dla Biura Ochrony Rządu, w tym przypadku były to BMW 750Li xDrive. Kontrakt z polską Policją jest zatem kolejnym przykładem, że jesteśmy wiarygodnym partnerem także dla instytucji państwowych, które mogą współpracować z markami premium. Jest to możliwe dzięki indywidualnemu podejściu marki BMW do każdego klienta i dostosowanie oferty do jego potrzeb oraz możliwości – powiedział Piotr Fus, wspólnik w BMW Auto Fus.

Najnowsze

Ducati Tour 2017 – relacja

Wiosenna edycja Ducati Tour odbyła się w przepięknej scenerii gór Sowich. Testowałyśmy motocykle na fantastycznych trasach zarówno w Polsce jak i w Czechach. Jak było i czy warto szykować się na jesienną edycję tej imprezy?

Wakacje nieubłagalnie powoli zbliżają się do końca, a nam pozostaną liczne wspomnienia przygód, wypraw i wycieczek, tych bliższych i tych dalszych. Sama myśl o zakończeniu sezonu powoduje u mnie nieprzyjemne emocje, a co dopiero faktyczne odstawienie motocykla do garażu po sezonie. Tak wiem – za oknem słońce, piękna pogoda, prognozy są optymistyczne, a ja tu zaczynam smucić o jakimś końcu…

Na całe szczęście jesień obfituje w atrakcje dla motocyklistów i można spokojnie wybrać coś dla siebie. Pogoda już nie będzie tak upalna, a nasze umiejętności po sezonie są zdecydowanie lepsze. Może zatem warto zakończyć sezon w bardziej ciekawy sposób?

Przeczytaj też naszą relację z Jesieni z Ducati – tutaj.

Interesującą, niepowtarzalną i ciekawą propozycję oferuje nam Ducati. Wprawdzie polski importer włoskich motocykli od trzech lat już organizuje przeróżne eventy, to jednak w tym sezonie zmienił formę. Wcześniej były to imprezy bardziej tematyczne, skupione wokół jednego modelu motocykla. Teraz mamy wszystkie modele ze stajni Ducati (m. in: Supersport, Multistrada 950, Monster 797, Monster 1200S, Scrambler Desert Sled, Multistrada Enduro, Multistrada 1200, XDiavel), różne trasy i dużo dodatkowych atrakcji, co za tym idzie każdy znajdzie coś dla siebie.

Zapewne jedną z pierwszych myśli, jaka przychodzi większości z was do głowy, jest ta, która was blokuje. „To nie dla mnie”, „nie mam tyle umiejętności”,  „nie poradzę sobie na takim motocyklu”…  Otóż, nic bardziej mylnego! Uwierzcie mi na słowo. Pojechałam pełna obaw, lęku i niepewności. Wróciłam pewniejsza siebie i swoich umiejętności jazdy, bogatsza o doświadczenia. Nie wspominając o przygodzie, emocjach no i… nowej miłości. Ale o tym za chwilę.

Dlaczego warto?
Mamy do dyspozycji cały przekrój motocykli ze stajni Ducati. Łącznie prawie 50 motocykli, w różnych konfiguracjach, z różnymi silnikami, wersjami, a nawet kolorami!

  • Dookoła jest cały przekrój tras: szutry i asfalt, długie proste i ostre zakręty. Jak ktoś woli może zwiedzać okolicę i zjechać z trasy w bardziej niedostępne miejsca.
     
  • Organizator oferuje przewodników, których nazwiska zna cała motocyklowa Polska. Służą radą i pomocą w technice jazdy, chętnie dzielą się swoją wiedzą.
     
  • Co najważniejsze: grupy podzielone są w taki sposób, że nie ma mowy o „nienadążaniu” czy „niedawaniu rady”. Organizator zapewnił nas, że zorganizuje grupę wyjazdową wyłącznie dla kobiet! Tak więc babskie marudzenie zostawiamy spokojnie w domu.

Pozostałe atrakcje, towarzyszące imprezie, również zapierają dech w piersiach. Mamy luksusowy hotel, ze spa i basenem, koncerty, kino na świeżym powietrzu, konkursy z bardzo atrakcyjnymi nagrodami, pokaz stuntu i kilka niespodzianek jakie na jesienną edycje tej imprezy szykuje organizator. Będzie się działo! Bo „Jesień z Ducati” zapowiada się jeszcze bardziej ekscytująco – będziemy mieć do pokonania polskie i słowackie Tatry! Możemy to potraktować jako przedsmak marzeń o wyprawie w Alpy. A dla tych z nas, które już były w Alpach – „postawienie kropki nad i”.

Jednak nie tylko o widoki tutaj chodzi. W moim odczuciu, a wiem to już po wiosennej edycji Ducati Tour, że najważniejsza jest na tej imprezie możliwość jazdy na różnych motocyklach i to pod fachowym okiem.

Co na mnie zrobiło wrażenie?
Cóż, pewnie nie bedę zbyt oryginalna. Niby Monster jest po prostu Monsterem, miłością niejednej motocyklistki. Cieszy oko i serce niejednego fana jadnośladów. Ale czy wiecie czym różni się „duży” Monster od „małego”? Na tej imprezie właśnie będzie niepowtarzalna okazja się o tym przekonać! Mogę wam pisać o różnicach, odczuciach, emocjach, zaletach i wadach, ale tak naprawdę każda z nas musi się tego doświadczyć sama i podjąc decyzję: czy aby na pewno to cudo jest  „naszą miłością do zdobycia”? Piszę tak ponieważ sama doświadczyłam zdrady (na codzień jeżdżę ciężkimi cruiserami) i wyjechałam z „Ducati Tour” z nową miłością, zakochana w motocyklu, za którym nigdy bym się nie obejrzała na ulicy! W sumie nie wiem dlaczego…

Zaskoczeniem był dla mnie offroad. Jako zagorzała fanka ciężkich motocykli, zakochana w amerykańskim stylu jazdy i życia, zawsze trzymałam się z daleka od wszelkiego błota, kurzu, opon z kostką czy jazdy na stojąco. Jednak nie mogłam przepuścić okazji i nie spróbować. Obyło się bez pampersów, choć majtki miałam mokre, bynajmniej nie ze strachu, a z emocji. Okazało się, że coś, co było zupełnie dla mnie obce i niedostępne, stało się przyjazne, znane i dające przyjemność.

Podobne odczucia miała inna motocyklistka, która – przeciwnie do mnie – miała zupełnie odmienne nastawienie. Kochała offroad! Bo wg niej tylko on daje realną radość z jazdy, a wszelkie dwa koła „przyklejone do asfaltu”, traktowała w stylu: „niech sobie gdzieś tam jeżdżą”. Jej wypowiedź po pokonaniu kilkudziesięciu kilometrów po asfaltowych zakrętach, kiedy przytarła na zakrętach „kolano” niczym podczas jazdy po torze, brzmiała: „ o ku…a, ale za…cie”. Gdy ochłonęłyśmy po wrażeniach, jedyne co nam rozsądnego przyszło do głowy, to wniosek, jak wiele w życiu jeszcze mamy motocyklowego przed sobą. I to wszystko w jeden weekend, dzięki jednej imprezie!

Mogłabym pisać w nieskończoność o motocyklach Ducati, o wrażeniach z jazdy, o pięknych trasach i widokach, o świetnej organizacji czy o przystojnych i wesołych przewodnikach. To trzeba po prostu przeżyć i myślę, że każda motocyklistka powinna sama się przekonać i tego doświadczyć.

„Jesień z Ducati” już za chwilę: 8-10 września – zostało niewiele miejsc wolnych. Planujcie i zapisujcie się!

Wszelkie informacje oraz zapisy odbywają się przez stronę www.ducatipolska.pl

Do zobaczenia!

Autor zdjęć: Tomazi.pl

Najnowsze

Babski Rajd już we wrześniu w Gdyni!

Już po raz czwarty kilkadziesiąt kobiecych załóg będzie miało okazję spróbować swoich sił za kierownicą. 10 września na terenie Gdyni odbędzie się IV edycja Babskiego Rajdu.

Zawodniczki zmierzą się z nowymi konkurencjami, jak i tradycyjnymi już próbami sprawnościowymi. Oprócz jazdy w alko-googlach, testu Stewarta, jazdy z zasłoniętymi oczami odbędzie się m.in. parkowanie na czas, jazda sprawnościowa i konkurencja niespodzianka, która zawsze trzymana jest przez organizatorów w tajemnicy aż do dnia rajdu.

Babski Rajd to amatorski rajd dla kobiet. Załogę tworzą kierowca i pilot – kierowcą musi być kobieta, pilotem może być mąż, partner bądź przyjaciółka uczestniczki. Co ważne, kierowca i pilot nie mogą posiadać licencji rajdowej. Impreza ma charakter charytatywny.

Konkurencje rozlokowane są na terenie Trójmiasta z naciskiem na Gdynię. Odcinki czasowe są pokonywane prywatnymi samochodami, natomiast pojazdy do konkurencji specjalnych i niespodzianek są zapewniane przez organizatorów. W tym roku pojazdy uczestniczkom szykuje Skoda Plichta.

Dodatkowo na Skwerze Kościuszki w Gdyni (wysokość Akwarium Gdyńskiego) organizowany jest piknik dotyczący bezpieczeństwa. Celem jest propagowanie bezpiecznego stylu jazdy oraz wskazywanie zagrożenia płynące z braku ostrożności czy prowadzenia pojazdów pod wpływem alkoholu. Odbędą się tam także dodatkowe atrakcje dla osób postronnych i kibicujących, w tym wiele atrakcji dla dzieci. Nad bezpieczeństwem czuwać będą funkcjonariusze policji z gdyńskiego Wydziału Ruchu Drogowego.

Zakończenie Rajdu, ogłoszenie wyników oraz rozdanie nagród odbędzie się o godz. 18.00. Podczas nich odbędzie się licytacja przedmiotów od sponsorów. Wstęp wolny.

Babski Rajd to impreza napędzana na cztery koła, o zabarwieniu etyliny i zapachu spalin! Ale nie tylko o zabawę tu chodzi! Organizatorem Babskiego Rajdu jest Fundacja „Militarni Dzieciom” z Wejherowa. Wpisowe od drużyn oraz zebrane pieniądze podczas końcowej licytacji atrakcyjnych nagród, przekazywanych Fundacji od sponsorów, przeznaczane są na organizowanie dzieciakom z biednych rodzin wakacyjnych atrakcji. W tym roku organizatorzy chcą także zakupić najpotrzebniejsze rzeczy dla gdyńskiego Hospicjum Bursztynowa Przystań.

Więcej informacji o imprezie i zapisach: babskirajd.pl oraz www.facebook.com/babskirajd/

Najnowsze

Polski przemysł motoryzacyjny to nie tylko fabryki koncernów samochodowych

W Polsce swoje fabryki ma nie tylko Toyota, Fiat czy Opel. Wytwarzane są tu również samochodowe części i akcesoria. Mamy nowatorskie pomysły, jak projekty Syreny, Warszawy czy sportową Arrinerę.

Nie wszyscy o tym wiedzą, ale Polska jest poważnym graczem na rynku autobusów. Najbardziej znany producent to firma Solaris z Bolechowa pod Poznaniem, wytwarzająca również modele hybrydowe i elektryczne, trolejbusy i tramwaje. Duże zakłady w Polsce ma także niemiecki MAN. Podwozia i szkielety autobusów powstają w Starachowicach, a ich końcowy montaż odbywa się w Sadach pod Poznaniem. W Słupsku swoje autobusy produkuje Scania, a Volvo we Wrocławiu. Kolejną polską marką jest na tym rynku Solbus z Solca Kujawskiego, produkujący autobusy miejskie i autokary. W Niepołomicach koło Krakowa powstają natomiast ciężarówki MAN-a, eksportowane do Europy Zachodniej, na Bliski Wschód, do Afryki i Azji.

Produkujemy akcesoria dla największych graczy na rynku motoryzacyjnym
Bardzo długą listę tworzą polscy producenci części i akcesoriów, wykorzystywanych przez światowy przemysł motoryzacyjny. Dobrym przykładem jest Inter Groclin z Grodziska Wielkopolskiego – potentat w produkcji samochodowych foteli i tapicerek. Dostawca dla marek Audi, BMW, Ford, Mitsubishi, Mercedes, Opel, Porsche, Renault, Smart, Suzuki, Volkswagen i Volvo. Nim firma stała się spółką akcyjną, jej kubełkowe fotele były opcjonalnym wyposażeniem Fiatów 126p. Inter Groclin zajmuje się też tworzeniem rozwiązań elektrycznych dla samochodów ciężarowych, maszyn budowlanych i autobusów. W dziewięciu zakładach zatrudnia ponad 3300 pracowników.

Swoje filie w Polsce ma także światowy koncern ZF TRW, produkujący w pięciu zakładach pasy bezpieczeństwa i poduszki powietrzne, układy kierownicze w Bielsku-Białej i hamulcowe w Gliwicach, zamki i przełączniki w Pruszkowie. Znana z produkcji felg firma Ronal ma zakłady w Wałbrzychu i Jelczu-Laskowicach, produkujące 3 mln felg rocznie. Zagraniczni producenci opon: Michelin, Goodyear i Bridgestone też mają u nas swoje fabryki.

Imponujący jest jednak przegląd całkowicie polskich firm, produkujących części zamienne, a nawet całe pojazdy. Przykładem prężnie prowadzonej firmy jest Oximo, lider branży wycieraczek do szyb samochodowych z Gdyni. W ofercie ma zamienniki do 99 proc. aut i jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek w branży motoryzacyjnej. W naszym kraju działa także inny duży producent wycieraczek, firma Motgum.

Almot ze Złotnik Kujawskich produkuje tłoki i cylindry oraz aluminiowe części do motocykli, motorowerów i samochodów. Andoria-Mot z Andrychowa zajmuje się produkcją silników wysokoprężnych i zespołów prądotwórczych. Automet z Sanoka wyspecjalizowana w projektowaniu, produkcji i dystrybucji tworzyw sztucznych na rynek motoryzacyjny, tworząc zabudowy minibusów i produkując autobusowe fotele. Oferuje również minibusy własnej konstrukcji: Feniks, Apollo i Jupiter.

Potęga nie tylko w częściach
Znane z produkcji zabudów specjalnych AMZ-KUTNO, przygotowuje karetki pogotowia, miejskie autobusy, bankowozy oraz specjalistyczne pojazdy dla służb energetycznych, wodociągowych, straży miejskiej i policji. Na zlecenie wojska, także pojazdy operacyjne i sanitarki. W 2004 roku rozpoczęła produkcję lekkich transporterów opancerzonych „DZIK” dla jednostek specjalnych. Sławę w całym kraju zyskała jednak za sprawą prototypu Syrenki, której małoseryjna produkcja miała się rozpocząć pod koniec ubiegłego roku. Na razie powstało kilka jeżdżących prototypów. Istnieje też konkurencyjny projekt Syreny Meluzyny, proponowany przez AK Motor Polska. Na razie jednak nie spotkamy na drodze żadnego z tych samochodów.

Kontynuując wyliczankę polskich firm, produkujących części i budujących własne pojazdy, nie sposób pominąć Dobmaru, wytwarzającego kierunkowskazy, lampy i spinki samochodowe. Zajmująca się wytwarzaniem oraz kooperacją w produkcji komponentów i kompletnych zespołów motoryzacyjnych firma DZT Tymińscy jest z kolei aktualnym właścicielem fabryki samochodów Honker, mającej w ofercie dwa modele pojazdów: Honker 4×4 i Cargo. 4×4 to spadkobierca legendarnego Tarpana, a Cargo jest następcą produkowanego w latach 1959 – 1998 Żuka. To unowocześniony samochód dostawczy, znany niegdyś jako Passagon, a wcześniej pod nazwą Lublin. Obecnie firma pracuje nad dwoma modelami pojazdów Honker Bus do przewozu 22 osób. Pierwszy projekt jest na etapie prototypu. Drugi model, o zwiększonej kubaturze i z oddzielnym wejściem dla pasażerów – w fazie koncepcyjnej.

Prężnie działa firma Jenox z Chodzieży, produkująca akumulatory. Jej konkurencją jest Loxa, dostarczająca akumulatory w Europie, Azji i Afryce. Za sprawą kampanii reklamowej z udziałem Krzysztofa Hołowczyca głośno zrobiło się o podpoznańskiej firmie Lumag, produkującej znane dziś w całej Polsce klocki hamulcowe Breck. Melle z Ostrowa Wielkopolskiego to z kolei producent kosmetyków samochodowych K2. Oferuje produkty dla myjni i lakierni, płyny chłodnicze, dodatki do paliw i samochodowe zapachy. Pozycję na rynku części zamiennych wypracował przez lata PZL Sędziszów, krajowy lider w produkcji filtrów paliwa, powietrza i olejów smarnych do wszelkiego rodzaju silników i urządzeń.

Światowa sława
Prawdziwą, znaną na całym świecie gwiazdą polskiej motoryzacji jest jednak firma Melex z Mielca, zajmująca się seryjną produkcją pojazdów elektrycznych o tej samej nazwie. Dziś możemy je spotkać w centrach miast, hotelach i na polach golfowych całego świata. W ofercie ma wersje pasażerskie, bagażowe i specjalne. Nie sposób też pominąć firmy Ursus, specjalizującej się w mechanizacji rolnictwa. Ta znana od dziesiątków lat marka ciągników, maszyn i urządzeń, zaprezentowała w tym roku autobus z napędem wodorowo-elektrycznym, City Smile Fuel Cell Electric Bus. Pojazd będzie produkowany w Lublinie. W ofercie Ursusa pojawił się także mały i lekki, dwuosobowy samochód z napędem elektrycznym, idealny dla firm komunalnych i poczty. Dziełem Ursusa jest także autobus elektryczny, wykorzystywany w transporcie publicznym w Lublinie.

Z dużymi sukcesami działa Wielton z Wielunia, jeden z trzech największych producentów naczep, przyczep i zabudów samochodowych w Europie oraz jeden z dziesięciu największych producentów w tej branży. Rozwija się również firma Zasław z Andrychowa, wytwarzająca pojazdy użytkowe, przyczepy i naczepy. W latach 50. zasłynęła produkcją najczęściej używanego w Polsce modelu przyczepy rolniczej – z tzw. „Autosanek” korzysta wciąż 70 proc. gospodarstw rolnych. Obecnie Zasław sprzedaje w całej Europie przyczepy o DMC od 6 do 35 ton. Ciekawostką jest także firma WISS z Bielska-Białej, czołowy producent samochodów pożarniczych – nie tylko w Polsce, ale i całej Europie. W zakładach pracuje ponad 400 osób. Oferują samochody pożarnicze, ratownicze, techniczne, lotniskowe, miotacze, kontenery i przyczepy.

Odważni marzyciele
Mamy też liczne, nowatorskie pomysły. Przykładem może być budowa pierwszego polskiego supersamochodu – Arrinery Hussarya. Projekt mechaniczny to dzieło polskiego inżyniera, Krzysztofa Stelmaszczuka. Pakiet aerodynamiczny powstał pod nadzorem profesora Janusza Piechny i jego zespołu z Politechniki Warszawskiej. Poszycie z włókna węglowego oraz spawanie konstrukcji zostały wykonane w Polsce. Cena auta to ponad 1,2 mln zł. Pomimo to, znalazło się dwóch nabywców. Kolejnym przykładem na to, że marzenia czasem się jednak spełniają, może być absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, Jacek Chrzanowski, który wraz z dwójką przyjaciół otworzył w inkubatorze przedsiębiorczości łódzkiego Technoparku One One Lab – studio, projektujące samochody i środki komunikacji. Rozgłos, nie tylko zresztą w Polsce, przyniósł mu projekt o nazwie Syrma Hypersport Concept. W 2015 roku, jego futurystyczny samochód udało się zaprezentować na międzynarodowym Salonie Samochodowym w Genewie, gdzie zebrał bardzo dobre recenzje.

Być może świat polskiej motoryzacji zmieni się kiedyś dzięki takim marzycielom, jak Tomasz Ferdek – twórca lekkiego, dwumiejscowego sportowego kit-cara KOZMO. Taniego samochodu wyścigowego, dopuszczonego do ruchu. Z aluminiową ramą i nadwoziem z laminatu oraz centralnie umieszczonym silnikiem Abartha o mocy podniesionej do 230 KM.

Elektromobilność? Odległa przyszłość
Polacy potrafią produkować samochody i najwyższej jakości komponenty dla motoryzacji. Polski rząd ma natomiast ambicje realizacji szeroko zakrojonego programu elektromobilności oraz budowy polskiego samochodu z napędem elektrycznym. Zaproponowany przez wicepremiera, Mateusza Morawieckiego, rządowy program wsparcia elektromobilności – zakładający wprowadzenie na nasze drogi do 2025 roku miliona aut elektrycznych – ma szansę na realizację

Stworzenie samochodu elektrycznego jest jednym z celów klastra INNOeCAR, założonego na początku tego roku w Gdyni. List intencyjny w tej sprawie podpisało 10 podmiotów, w tym władze miasta, firmy i uczelnie wyższe. INNOeCAR pracuje nad prototypem lekkiego, dwuosobowego, elektrycznego samochodu miejskiego do car-sharingu. Jeżdżący model auta ma zostać zaprezentowany już od koniec roku. Następnie, mogłaby się rozpocząć jego niskoseryjna produkcja. Do 2020 roku ma również powstać w Polsce 6 tys. punktów wolnego oraz 400 szybkiego ładowania samochodów, rozmieszczonych w 32 aglomeracjach, wzdłuż najważniejszych sieci transportowych. Oby się udało.

Najnowsze

Edyta Klim

O wyścigach klasyków rozmawiamy z Kamą Falandysz

Fascynacja Kamy Falandysz klasycznymi samochodami przeszła kilka etapów, od turystyki, pomocy w organizacji imprez, pilotowanie, po starty w zawodach.

Czym jest dla Ciebie motoryzacja i jak mocno wpłynęła na Twoje życie?

Była każdą wolną chwilą i złotówką. Wpłynęła bardzo, bo poświęciłam jej kawałek życia i zainwestowałam wiele środków. Poświęciłam się tej pasji, jednak dzisiaj (niestety) nieco się odseparowałam. Wiem jak drogi to jest sport dla „przeciętniaka”, a szczególnie dla miłośnika klasyków…

Od dziecka to lubiłaś, czy był taki moment przełomowy?

Od zawsze chciałam uczestniczyć we wszystkich męskich zajęciach. Prawo jazdy musiałam mieć „już, natychmiast”, więc zaczęłam kurs jak miałam 16 lat (bo od 17 było można już zacząć przymierzać się do egzaminu). A później byłam wieloletnim piratem drogowym (śmiech).

Jak się zaczęła i ile trwała Twoja przygoda z wyścigami klasyków?

Klasykami zainteresowałam się dopiero, po zetknięciu z miłośnikami tematu i za pośrednictwem mojego chłopaka. Wcześniej były rajdy przeprawowe terenówkami i wypady na RMPST jako widz, albo pomoc organizacyjna. Klasyki pojawiły się jeszcze na studiach, a zainteresowanie nimi przechodziło różne fazy – nie od razu siadałam za ich kierownicą. Z chęcią pomagałam przy organizacji imprez motoryzacyjnych, uczestniczyłam turystycznie, a po jakimś czasie pilotowałam i bawiłam się w nich jako kierowca. Przez wiele lat współużytkowałam dużo dziwnych aut (niekoniecznie wartościowych lub unikatowych – ale zazwyczaj dość klimatycznych) i relatywnie niedawno przesiałam się do współczesnego auta. Moja przygoda z motoryzacją zaczęła się około 2001 roku i nieprzerwanie trwała 14 lat. Nie twierdzę jednak, że kategorycznie się zakończyła. Na razie zajęłam się po prostu czymś innym. Mam nadal Hondę Prelude II gen. z 87 roku i pomimo, że jest w kiepskim stanie blacharskim, to nie zamierzam się jej pozbywać, bo mechanicznie jest bez zarzutu.

Klasyki łączą ludzi, nie tylko na torze?

Jak najbardziej. Na początku było zwykłe przemieszczanie się klasykami, udział w różnych imprezach motoryzacyjnych, typu rajdy turystyczne czy zloty – relaks wśród osób z podobnymi zainteresowaniami w otoczeniu fajnych samochodów, o których można rozprawiać godzinami! Ściganie przyszło w zasadzie na samym końcu i to też bez specjalnej presji na wynik.

Takie wyścigi są bardziej wymagające pod kątem przygotowania dla klasyków, niż np. dla współczesnych aut rajdowych?

Jest mi ciężko w prosty sposób udzielić odpowiedzi, bo wszystko zależy od rodzaju imprezy sportowej, w jakiej chce się wziąć udział. Zależy to także, od podejścia właściciela auta. Niektórzy startują oryginałami, inni modyfikują podzespoły, aby poprawić wydajność, a jeszcze inni przerabiają auta na wzór ich sportowych wersji z epoki. Zabawa z motoryzacją generalnie jest droga i niezależnie od tego, czy próbuje się bawić oryginałami, czy inwestuje się w modyfikacje. Czy porównywalnie ze współczesnymi rajdówkami? Wątpię. Wydaje mi się, że nowe technologie to są jednak kosmiczne koszty. Ale niestety nie jestem wiarygodna, bo nie mam porównania.

Dużo czasu zajmuje takie przygotowanie?

Przy samochodzie, szczególnie starym – można spędzić nieograniczoną jego ilość na np. na wynajdywaniu już nieprodukowanych części, a działających. Niektórzy nieustająco muszą coś poprawiać, inni mają to już za sobą i trzymają swoje kochane auto na dywanie w garażu i wyjeżdżają nim tylko na bardziej znaczące imprezy (śmiech). Ci, co mają rajdówki i porządnie ich używają – ponoszą koszty związane z naprawami. I mam wrażenie, że znowu można to rozpatrywać w kilku sytuacjach: jedni jeżdżą asekuracyjnie, żeby nic nie zniszczyć, inni walczą o wyniki i zdarza im się, mówiąc w dużym skrócie – coś zepsuć. Ten temat mogę rozwijać, bo psucie rajdówek to mieliśmy opanowany… (śmiech)

Czyli należałaś do tej grupy kierowców, która daje z siebie wszystko, niezależnie od późniejszych kosztów?

Trochę niestety tak. Po wystartowaniu przełączałam się w zupełnie inny tryb. Jak pilotowałam, to jeszcze te tryby funkcjonowały równolegle i reagowałam nerwowo na sytuacje zagrażające mi lub sprzętowi, ale jak prowadziłam osobiście, to niestety nie miałam kontaktu z rozumem (śmiech).

Masz smykałkę techniczną? Lubisz sama coś zrobić przy swoim samochodzie?

Kiedyś miałam taki imperatyw – z pasją regulowałam zawory szczelinomierzem, ale szybko odkryłam, że od takich rzeczy są fachowcy, a ja mam wystarczającą satysfakcję ze sprawnego zmieniania kół przed kolejnymi startami i to mi wystarczy (śmiech). Umiem wykonać wiele podstawowych czynności przy samochodzie, ale już od dawna nie potrzebuję nic tam sama grzebać.

Twoim zdaniem więcej kobiet powinno się interesować motoryzacją? I dlaczego w sumie tak nie jest?

Bo nic na siłę… I zależy o jakim typie zainteresowania motoryzacją mówimy. Jeśli chodzi o typową rywalizację sportową, to uważam, że sprawdzą się w niej kobiety, które to czują, mają inaczej poukładane w głowie. Pewnie dlatego jest ich relatywnie mało. Każdy start to bardzo dużo skrajnych emocji i niekiedy wielki stres. Mam wrażenie, że kobiety (ogólnie) są zbyt odpowiedzialne i pragmatyczne, żeby świadomie się tak narażać. Wiele razy umierałam ze strachu w trakcie niebezpiecznych przechyłów (np. w momencie zbyt stromego zjazdu i realnej wizji tzw. „rolki przez nos”), poślizgów w swoim i nieswoim wykonaniu, i całego wachlarza sytuacji, które w skrócie mogły prowadzić do wypadku. Mówię to, po konkretnym dachowaniu i kilku pomniejszych kolizjach rajdowych.

A znów w szeroko pojętej turystyce samochodowej jest wiele kobiet. Znam mnóstwo mieszanych zespołów biorących udział w rajdach nawigacyjnych bądź turystyczno – krajoznawczych. I wiele razy wspólnie z innymi załogami mieszanymi w takich uczestniczyłam.

Takie zawody łatwiej wpisują się w „kobieca naturę”?

Nie chcę tak generalizować, bo sama walczę z szufladkowaniem ze względu na płeć. Takie zawody są po prostu przyjemną formą spędzania czasu i dotyczy to wszystkich, niezależnie od płci. Mogę powiedzieć tylko za siebie, że chęć rywalizacji szła w parze z trybem życia, jaki w tamtym czasie prowadziłam i rozwój w tym kierunku stał się po prostu potrzebą chwili.

Jak byś porównała samochód klasyczny ze współczesnym w codziennym użytkowaniu? Jakie są plusy i minusy takiego wyboru?

To jest tak, że z klasykiem zawsze trzeba się liczyć… Absolutnie niczego nie wolno bagatelizować, bo w najlepszym wypadku masz cały bagażnik części, w pośrednim – umiesz coś na to poradzić „na gorąco”, a w pośrednim drugiego stopnia – ktoś cię podholuje. W najgorszym – nocujesz na poboczu, biegając po polu kukurydzy i szukając zasięgu… Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że samochody jakimi się poruszałam bywały w bardzo różnym stanie, stąd i takie doświadczenia, ale to stanowczo nie jest norma. Większość moich znajomych bardzo dba o swoje klasyki i nie obawia się o takie sytuacje. Ewentualnie klasyk między imprezami porusza się na lawecie i zazwyczaj tak jest najpraktyczniej (śmiech). W każdym razie radość z przemieszczania się „analogowym” autem, które naprawdę ma duszę i jest zupełnie inne (czyniąc ciebie też nieco innym od ogółu społeczeństwa), napawa dumą i wielką satysfakcją! Te auta zupełnie inaczej współpracują (albo i nie), a systemy nie chronią cię przed brawurą i własną głupotą. Siermiężność jest słuszna i jak najbardziej na miejscu. Prądnica wygrywa z przepisem o całodobowej jeździe na światłach, a brak pasów z tyłu wygrywa z aktualnymi normami bezpieczeństwa. Jednak zawsze, gdy mogę się przejechać własnym „gratem”, albo pomóc komuś z przeprowadzeniem jego „grata” z punktu A do B, jestem niezmiernie szczęśliwa i mam niczym nieuzasadnione wrażenie, że każdy, kogo mijam wie, że to naprawdę niezwykły samochód! Najczęściej jestem w błędzie (śmiech).

A współczesne auto? No nie, fajnie, że mu się te lusterka grzeją jak leży na nich śnieg. Fajnie, że już pot się ze mnie nie leje latem w korku bez klimy. Wszystko fajnie, ale niestety niewiele mnie on obchodzi, bo emocji nie budzi żadnych! Jestem przeciętnym użytkownikiem szos, wszystko działa, nic nie odpada. Mam z nim minimalną więź (bo niestety z każdym swoim samochodem się w końcu zaprzyjaźniam), ale to nie jest to! To tylko wygoda i nudny pragmatyzm. Może gdybym stanęła przed koniecznością kupna własnego, współczesnego auta, to byłoby w nim trochę więcej fantazji, bo obecnie korzystam ze służbowego (ale jak wiadomo dwoma na raz jeździć nie będę).

Podsumowując po żołniersku – wady klasyka: nigdy nie wiedziałam, co zamierza mu się popsuć i kiedy; zalety klasyka: patrz wyżej. Zalety współczesnego auta: zawsze cicho, zawsze pewnie, a wady: ale gdzie w tym to poczucie użytkowania czegoś wyjątkowego? Ano nigdzie.

Gdyby motoryzacja na nowo miała zawładnąć Twoim życiem, to znowu by to były klasyki?

Prawdopodobnie, ale nie na 100%. W tej całej zabawie doszłam już do miejsca, w którym zdałam sobie sprawę, że jest mi szkoda marnować klasyczne samochody na moje uczenie się, by coraz szybciej i efektywniej jeździć. Cały czas to była zabawa, ale chęć samodoskonalenia była równie ważna. I jak już obtarłam moją Celicę GT4 od zderzaka po zderzak – przyszła refleksja, że jak dalej mam się tak bawić, to trzeba sobie sprawić tanie, małe „pudełko” z klatką i mogę się dalej obijać (śmiech). Do tej fazy już jednak nie doszło i sama nie wiem, czy to dobrze czy źle…

Najnowsze