Beata Sadowska podbije Maroko… ciężarówką!

Siedem dni w ekstremalnych warunkach afrykańskiej pustyni spędzi dziennikarka, Beata Sadowska. Już 21 października, wraz z Piotrem Domownikiem i Pawłem Molgo z Nac Rally Team, wsiądzie do olbrzymiej, 6-tonowej ciężarówki Mercedes Unimog U400, by wziąć udział w rajdzie RMF Morocco Challange.

Dla Beaty Sadowskiej takie pojazdy to nie pierwszyzna; miała z nimi doczynienia podczas dwóch Rajdów Dakar, które relacjonowała dla TVP.
fot. copyright WBF

Beata Sadowska znana jest ze swojego zamiłowania do motoryzacji. Jako dziennikarka przejechała Borneo w miesięcznym rajdzie Cammel Trophy Kalimantan i dwa razy relacjonowała dla TVP Rajd Dakar. Tam złapala bakcyla… motocyklowego (od ekipy Orlen Team) i zaraz po powrocie zrobiła prawa jazdy na jednoślad (pisałyśmy o tym tutaj). Teraz, między maratonem w Amsterdamie (16 października), a maratonem w Nowym Jorku (6 listopada), Beata postanowiła osobiście pokonać pustynię w warunkach rajdowych.

– Będę pomocnikiem nawigatora, ale nie wiem, jak to się skończy, bo zmysł orientacji się u mnie nie wykształcił – śmieje się Beata. – Może lepiej, żebym duchowo wspierała chłopaków? Mam nadzieję, że nie złapię bakcyla i  po powrocie nie zapiszę się na kurs prawa jazdy na ciężarówki, bo mój narzeczony wyrzuci mnie z domu!.

Ekipa, z którą wyruszy Beata, przejedzie ponad 2 tysiące kilometrów przez 7 dni, niemal  przez całe Maroko, walcząc z kamienistą  i piaszczystą pustynią. Trzymamy kciuki! 

Ekipa

Beata Sadowska – dziennikarka telewizyjnej Dwójki. Znana ze swojego zamiłowania do motoryzacji, ekologii, mody i biegania. 

Pawel Molgo – prowadzi w klasyfikacji rocznej Rajdowych Mistrzostw Polski Samochodów Terenowych w klasie T2. Do końca została ostatnia runda (z siedmiu), zatem jest już blisko do oczekiwanego tytułu Mistrza Polski. Startuje Mitsubishi Pajero V60. 

Piotr Domownik – Mistrz Polski Rajdowych Mistrzostw Polski Samochodów Terenowych w klasyfikacji generalnej w 2007 roku. 

Ciężarówka, jaką startuje ekipa to Mercedes Unimog U400, który przejechał dwa „Dakary”, oba z sukcesem (meta). Pojazd o masie 6 ton napędza silnik o pojemności 6,4 litra i mocy 400 KM, przekazywanej przez 8-biegową skrzynię biegów na wszystkie koła. 

Dla ekipy Nac Rally Team to nie jest pierwszy start w tym rajdzie.

– Ponieważ Dakar planujemy przejechać samochodem klasy T4, a więc ciężarówką, już teraz zaczynamy starty w tej właśnie klasie. Nowo kupiony i przygotowany Mercedes Unimog U400 ma za sobą dobrą dakarową historię – startował w tym rajdzie dwukrotnie i dwukrotnie go ukończył – mówi Piotr Domownik odpowiedzialny za stronę techniczną w teamie.

– To będzie na pewno nowa przygoda. W zeszłym roku w tym marokańskim rajdzie zajęliśmy II miejsce jadąc samochodem klasy T2, czyli praktycznie seryjnym. Teraz klasa ciężka, w którą musimy się wjeździć podczas przyszłorocznego sezonu, a zaczynamy już teraz. Na pewno będzie ciekawie… – dodaje Paweł Molgo, jeden z kierowców zespołu.  

W rajdzie weźmie udział także współpracowniczka Motocaina.pl – Joanna Modrzewska, która pojedzie w zawodach na motocyklu.

Więcej o rajdzie na – www.rmfmoroccochallenge.pl

fot. copyright WBF

Najnowsze

Blog początkującej motocyklistki – Czarna Góra zdobyta!

Po pokonaniu 200 kilometrów w roli (już) legalnej motocyklistki, przyszła pora na większe wyzwanie. Rozgrywane w weekend mistrzostwa Polski w wyścigach górskich, stały się dla mnie świetnym pretekstem do zdobycia Czarnej Góry - pisze nasza blogowiczka.

fot. motorsfera.blog.motocaina.pl

Po lekkim śniadaniu wyruszyłam na swoją pierwszą wyprawę turystyczną. Mam niedaleko fajny skrót do Kłodzka przez szczyt góry, mogłam więc poćwiczyć przed zaatakowaniem Czarnej Góry. Droga pod górę jest dość dziurawa, ale na Stringu (Derbi Senda 125 Supermoto) to nie robi wrażenia, dziury to on łyka tak, że prawie ich nie czuje. Z górki jest już nowy asfalcik, ale zdecydowanie wolę podjazdy, niż kręte zjazdy – przynajmniej na tym etapie moich umiejętności…

A Kłodzko to oczywiście wielka dziura (czytaj: dolina) i tam słońce nie wschodzi tak po prostu. Tam musi być mgła i zimno jak cholera. Zęby mi szczękały tak, że trzęsły mi się nawet kolana!

Dopiero jak wyjechałam na wioski, to zrobiło się przyjemnie ciepło. Nie jechałam główną trasą, tylko równolegle idącą, krętą drogą przez małe miejscowości. Super widoki zagwarantowane! No i niestety pierwsze oznaki zbliżającej się jesieni i końca sezonu motocyklowego…

Spodobało mi się przekładanie z jednego zakrętu w drugi! Nie powiem, żebym to robiła, jak rasowa motocyklistka – ale na miarę moich możliwości, czyli nie za szybko i pod kontrolą. Było nieźle! Tak się nakręciłam, że przejechałam wyjazd na trasę i wjechałam do Bystrzycy Kłodzkiej.

„Koniec języka za przewodnika” – to chyba myśl przewodnia tej wyprawy, bo parę razy użyć go musiałam. Sympatyczny Pan wytłumaczył mi jak wydostać się z tego miasta najkrótszą drogą. Potem kilometr ruchliwej trasy i znowu zjazd w stronę Czarnej Góry.

fot. motorsfera.blog.motocaina.pl

Idzików i wjazd na górę to super trasa, idealny asfalt i sporo zakrętów. Nie dziwiło mnie więc, że motocyklistów tam nie brakowało. Większość była rozczarowana zamknięciem drogi na czas wyścigu górskiego, a ja właśnie na ten wyścig zmierzałam. No może nie w linii prostej, bo po drodze trochę mnie zniosło w… błotko!

Podjechałam pod zakaz wjazdu (na trasę wyścigu) i miałam do wyboru, dróżkę w prawo i w lewo. Jako, że orientacja w terenie nie jest moją mocną stroną – pojechałam oczywiście tam, gdzie diabeł nie może! Dróżka po lewej była fajna, szeroka i się trochę nią zagalopowałam. Spotkałam jakiś turystów, którzy mnie uświadomili, że się od Czarnej Góry oddalam, a nie ją objeżdżam.

Ale miałam czas, to i błądzić miło, więc wcale nie wróciłam – tylko odbiłam w boczną drogę. Zdecydowanie to była najgorsza decyzja tego dnia!

fot. motorsfera.blog.motocaina.pl

Droga wyglądała na bezpieczną, aż tu nagle przy lekkim nachyleniu złapałam błoto i ratowanie było bardzo intensywne! String zachowywał się jak koń próbujący zrzucić jeźdźca, to na lewo, to na prawo. Nie wiem co zrobiłam (bo byłam totalnie zaskoczona), ale jakimś cudem skontrowałam te jego wyskoki i zatrzymałam się na dole. Nie mogłam złapać oddechu… A to było dopiero preludium kłopotów!

A co robi uparta blondynka, jak się przestraszy? No przecież nie zawróci!

Wyjechałam na wielką polanę i nie mogłam znaleźć dalszego ciągu drogi, był jakiś jej zarys, więc tam pojechałam. Wpakowałam się do lasku, droga w dół początkowo była OK, a potem składała się już tylko z dwóch błotnistych i głębokich kolein. Hamowanie z górki skończyło się wypadnięciem z siodła i nabiciem sobie dwóch wielkich siniaków na nogach! Nie powiem, że się nie wkurzyłam! Ale na powrót w górę nie było szans, jedyna możliwa droga – to była ta przed siebie… Sprowadziłam motocykl na dół na nogach. Gorzej być nie może? Oj, może!

Wyjechałam na polanę, a tam dom. Jeden, jedyny w środku lasu! Więc i muszą się ludzie stąd jakoś wydostawać. Pomyślałam o tym, żeby zapukać i spytać o najlepszą drogę, ale zaczęło szczekać na mnie jakieś stado psów – to się rozmyśliłam. W horrorach to na takich odludziach zawsze mieszkają mordercy –  więc dobrze zrobiłam!

Od domu szła dróżka, ktoś nią wcześniej wyjeżdżał traktorem, więc nią udałam się w dalszą drogę. Nie powiem, żeby błoto rozjeżdżone oponą traktora było proste do jazdy. Podjazd pod górkę i… String złapał ślizg w poprzek i zgasł. Utrzymałam się na nogach! No i się zaczęło…

fot. motorsfera.blog.motocaina.pl

Podjazd był po błotnistej ziemi i totalnie mokrej trawie. Musiałam ruszać puszczając hamulec, bo w innym przypadku staczałam się do tyłu. Chyba z 10 razy próbowałam ruszyć, a nawet jak się udało – to po paru metrach znowu wpadałam w poślizg i ruszanie od nowa! Tylne koło było totalnie zabłocone i nie łapało przyczepności! A brakowało mi kilku metrów do szczytu, gdzie droga już była wyschnięta. Opadłam z sił i nie miałam pomysłu, jak wybrnąć z tej sytuacji??!

Samochód osobowy tam by nie dojechał, a nawet nie wiedziałam zbytnio, gdzie jestem?! Próbowałam Stringa podepchać do góry, ale nie jestem facetem, więc za daleko nie pojechałam… Poddałam się, porozpinałam się, ściągnęłam kask. Jedyne, co mi pozostało, to wrócić się do domu „mordercy”, albo kombinować dalej.

Jako, że zdjęłam kask i szare komórki uwolniły się z ucisku – to wymyśliłam następujący patent na wyjście z opresji. Pozwoliłam stoczyć się motocyklowi w dół, ale na lewo – poza drogę, na łąkę. Trawa tam była jednakowo mokra, ale błota było mniej.

Pierwsze podejście do ruszenia i… udało się! Powoli, powoli wjeżdżałam pod górkę, musiałam jednak wrócić na drogę i jakoś siłą rozpędu… to też się udało. Ufffffff, trudna sytuacja została opanowana! Ale dotarło do mnie po tej przygodzie, że nie mam maszyny crossowej i z błotem żartów nie ma!

Jakież było moje zdziwienie, jak się okazało, że po suchym odcinku drogi wyjechałam na polanę – tą samą, na której nie mogłam znaleźć drogi! Podsumowując, strzeliłam sobie kółeczko w warunkach krytycznych! Trzeba mieć tą fantazję, oj trzeba!

fot. motorsfera.blog.motocaina.pl

Pokornie pojechałam już w stronę wyścigu i zamkniętej drogi, grzecznie zaparkowałam, ale… wpadł mi do głowy kolejny pomysł! Bo skoro droga na lewo nie była na Czarną Górę, to przecież jest jeszcze dróżka na prawo! Na wszelki wypadek spytałam się pani policjantki, czy ta droga zaprowadzi mnie trochę bliżej trasy wyścigu. No, a ona mnie nakręciła, żebym próbowała, bo takim motocyklem to wszędzie wjadę (czyżby?).

No i co zrobiłam? Dostałam nauczkę i takie tam? Jasssssssne! Wskoczyłam na Stringa i tyle mnie widzieli.

Droga na szczęście błotnista nie była, tylko trochę „patyczasta” (pozostałości po wyrębie drzew), dojechałam do jakiejś główniejszej trasy i nią podjechałam wyżej, aż do asfaltu i mety zawodów. Główny wyścig się jeszcze nie zaczął, więc postanowiłam zwiedzić jeszcze jedną odnogę tej trasy. Droga wspinała się wysoko na Czarną Górę, była trochę kręta o zmiennej nawierzchni betonowo-asfaltowej. I tym sposobem, zupełnie nieświadomie zdobyłam wieżę na szczycie góry! Całkiem mi się podobała ta droga, ale trzeba było szybciutko wrócić na wyścig.

Okazało się, że był wypadek i przymusowa przerwa w ściganiu, to spokojnie mogłam się położyć na kurtce i odpocząć na słoneczku. Jakoś wcześniejsze problemy, całkowicie rozmyły się w mojej pamięci i myślałam już tylko o tym, by jeszcze wrócić na szczyt góry. Wyścig dodatkowo podniósł mi poziom adrenaliny, bo wyścigówki i rajdówki kręcą mnie od zawsze. Od rana nic nie jadłam i żyłam tylko tą adrenaliną – do późnego wieczora.

fot. motorsfera.blog.motocaina.pl

Po zakończeniu wyścigu, tabuny kibiców ruszyły w dół trasy, więc raczej nie w głowie mi było, robienie slalomu między nimi. Pobajerowałam z panem na motocyklu BMW, który zaparkował koło mnie, a potem zdobyłam wieżę po raz drugi.

A wracając z niej oczywiście musiałam się zgubić – wspominałam już o słabej orientacji w terenie? Przydała by się nić Ariadny, albo jakieś znaczenie drzew scyzorykiem? Jak już przejechałam przez mały strumyk, to wiedziałam, że gdzieś nie skręciłam prawidłowo…

Z pomocą przyszła mi para turystów, siedzących na belach drewna – wyciągnęli wielką mapę i mnie nakierowali na właściwe ścieżki. Potem już droga mi znana, wyskok na trasę 33 – rany, jak tam zapierdzielają! Nowa i prosta droga, więc kierowcy wyprzedzali mnie w takim tempie, że ledwo zdążyłam zauważyć w lusterku, że jakieś auto za mną jedzie. Już nie mówię o nagminnym przekraczaniu linii ciągłej…

Odbiłam szybko na Bystrzycę i swoimi wioskami beztrosko rozpoczęłam drogę powrotną do domciu. Jak tylko widziałam zainteresowanego motocyklem dzieciaka – to od razu mu machałam. Bo mi w dzieciństwie machali rajdowcy i wyrosłam na zmotoryzowaną dziewczynkę!

Po dojechaniu na miejsce, zsiadając ze Stringa, nie miałam siły przełożyć nogi przez motocykl. Ale, czym jest zmęczenie i siniaki przy takiej przygodzie?

Więcej wpisów znajdziesz na www.motorsfera.blog.motocaina.pl

Najnowsze

Fiat 500 Abarth i 300 koni?

Choć Fiat 500 Abarth sam w sobie jest autem ze sportowym zacięciem, firmy tuningowe prześcigają się, by wycisnąć z każdego centymetra sześciennego jego silnika możliwie najwięcej mocy i... zawstydzić konkurencję.

Niedawno pojawiła się 260-konna odmiana Fiata 500 Abarth – Monza Special Edition. Najwidoczniej taka moc to dla niektórych za mało. 

Włoska firma zajmująca się profesjonalnym tuningiem zwłaszcza aut z grupy Fiata, Romeo Ferrari, nie musiała usprawniać silnika, by wycisnąć z niego więcej. Wręcz przeciwnie, eksperci użyli 1.4-litrowego silnika rajdowego i obniżyli jego moc z 360 do 300 koni, by nadawał się do użytku „drogowego”. To mniej więcej taka moc, jak BMW 850 z 1989 roku (z V12), Ferrari 348 (z V8), że nie wspomnimy o Fordzie Mustangu z 2009 roku, którego jednostka V8 generuje właśnie 300 KM. Silnik Abartha nadal jest turbodoładowany i mamy nieodparte wrażenie, że z łatwością zmiecie z ulicy droższą i nadętą konkurencję. 

Niewielka masa samochodu daje do myślenia – to musi być potwornie szybkie auto! Może i wygląda nieco komicznie (patrz spojler), ale matowy lakier wyjątkowo pasuje do tej odmiany. Więcej dowiemy się już w ten weekend, gdy Fiat 500 Abarth Romeo Ferrari zostanie zaprezentowany na słynnym torze Vallelunga.

Fiat 500 Abarth by Romeo Ferrari
fot. Fiat

Najnowsze

Citroen DS3 Racing w teledysku Pixie Lott

Angielska gwiazdka pop, Pixie Lott, przygotowała we współpracy z Citroenem nowy teledysk. Razem z amerykańską raperką Pushą T pokażą, co da się wycisnąć z ponad dwustukonnego silnika tego ekscytującego auta.

Pixie Lott
fot. Citroen
fot. Citroen

Zaledwie dwudziestoletnia Pixie Lott otrzymała już 3 platynowe płyty, a jej piosenki od kilku lat królują na toplistach w Wielkiej Brytanii. Nic więc dziwnego, że ekipa Citroena zainteresowała się piosenkarką, szczególnie, że kampania DS3 Racing skierowana jest do młodszego pokolenia. 

Najnowszy teledysk What Do You Take Me For reżyserowany przez Declana Whiteblooma to mieszanka tańca nowoczesnego i efektów specjalnych. Dostępny jest od 7 października na oficjalnej stronie Pixie na Facebooku. Wyświetlanie teledysku online jest, jak mówią producenci, kolejnym plusem na rzecz promocji DS3 Racing, bo wizerunek nowoczesnego, energicznego i sportowego auta trafi właśnie do młodych i modnych ludzi. 

Dla przypomnienia: Citroen DS3 Racing wyposażony jest w silnik o mocy 207 KM, który rozpędza auto do setki w zaledwie 6,2 sekundy. Producent donosi, że średnia spalania wynosi niecałe 5,5 l./100 km. Samochód wyróżnia się kontrastowymi dodatkami zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz.

Najnowsze

Vettel został mistrzem świata F1

Niemiecki kierowca - Sebastian Vettel z ekipy Red Bull-Renault, obronił tytuł mistrza świata Formuły 1, zajmując trzecie miejsce 9 października w wyścigu o Grand Prix Japonii.

Jenson Button był jedynym kierowcą, który mógłby przeszkodzić Vettelowi w powtórnym zdobyciu tytułu mistrza świata. Jednak musiałby wygrać pięć ostatnich wyścigów, a Niemiec nie mógłby w nich zdobyć, ani jednego punktu.

Podczas sobotnich kwalifikacji Vettel spisał się najlepiej, pokonując o 0,009 sekundy Jensona Buttona oraz Lewisa Hamiltona o 0,151 s. Jako czwarty został sklasyfikowany Brazylijczyk Felipe Massa z Ferrari – pokonany o 0,338 s. Więc, kierowca Red Bull-Renault po raz dwunasty w tym sezonie wystartował z pierwszego pola do wyścigu.

Tuż po starcie Button ruszył w pogoń za Vettelem i próbował go wyprzedzić. Niemiec jednak zaczął go spychać na bok toru i jako lider wszedł w pierwszy wiraż. Sędziowie analizowali ten incydent, ale nie dopatrzyli się w nim przekroczenia regulaminu. Wymuszone hamowanie sprawiło jednak, że Button stracił drugą pozycję na rzecz Hamiltona:

– Sebastian był blisko mnie na starcie. Cały czas był niedaleko, zbliżał się. Zjechałem trochę na trawę, przez co musiałem zdjąć nogę z gazu. Moglibyśmy mieć w przeciwnym razie wypadek na pierwszym zakręcie. Po wyścigu powiedział mi, że w ogóle mnie nie widział, aż do momentu, gdy zacząłem się wycofywać. Przez to straciłem pozycję – wspomina Button.

W Japonii przewaga czołowych kierowców nad resztą stawki była zdecydowana, a zasadniczą rolę w końcowej klasyfikacji miała strategia postojów w alei serwisowej. Wszyscy zjeżdżali do niej po trzy razy, początkowo zakładając opony miękkie, a dopiero przy ostatniej wizycie twardą mieszankę.

Losy zwycięstwa rozstrzygnęły się między 20. a 21. okrążeniem, kiedy najpierw Vettel o blisko trzy sekundy dłużej od rywali został przetrzymany przez swoich techników w boksie, a chwilę później opony zmienił także Button, ale wrócił do rywalizacji przed Niemcem.

Między 24. a 28. okrążeniem kierowcy podążali za samochodem bezpieczeństwa, bowiem obsługa toru musiała usunąć z niego fragmenty roztrzaskanych nadwozi z bolidów Massy i Hamiltona. Para ta walczyła w GP Japonii o 4. miejsce, kiedy na 22. okrążeniu wjeżdżając w pierwszy zakręt ostatniej szykany Brazylijczyk spróbował minąć rywala po zewnętrznej. W tej samej chwili Hamilton zjechał na lewą stronę i uderzył  przednim lewym kołem w Ferrari, uszkadzając jego przednie skrzydło. Lekko ucierpiała też podłoga w bolidzie Massy. Sędziowie potraktowali to zdarzenie, jako zwykły incydent wyścigowy, bez wskazywania winnego.

Hamilton przekonywał, że nie widział Massy:  – Nic nie widziałem w moich lusterkach, podczas dohamowania tak mocno wibrowały, że nie miałem pojęcia, że on tam jest.

Brazylijczyk po wyścigu był wściekły: Powiem szczerze, że nie interesuje mnie, co mówi Hamilton. Ważne jest to, co robi. Był wolny w zakręcie 130R i pozostał po prawej stronie toru. Ja byłem dużo szybszy i zjechałem na lewo. Dohamowywałem i pozostawałem na mojej linii, a wtedy on skręcił i dotknął mnie.

Neutralizacja wyścigu zniwelowała różnice w czołówce, co pomogło Alonso znaleźć się przed Vettelem po ostatniej serii wizyt w alei serwisowej. Do końca Hiszpan skutecznie odpierał jego ataki, a obaj ruszyli w pościg za Buttonem, regularnie zmniejszając dystans do niego.

Najlepszy na torze Suzuka był Brytyjczyk Jenson Button z zespołu McLaren-Mercedes. Drugi linię mety minął Hiszpan Fernando Alonso z Ferrari. Trzeci w Japonii, a pierwszy na świecie jest – Sebastian Vettel! Zespół polecił mu dowieść to miejsce, by mógł świętować tytuł.

Wyniki Grand Prix Japonii:
1. Jenson Button, McLaren-Mercedes, 1:30:53,427
2. Fernando Alonso, Ferrari, +0:00:01,160
3. Sebastian Vettel, Red Bull-Renault, +0:00:02,006
4. Mark Webber, Red Bull-Renault, +0:00:08,071
5. Lewis Hamilton, McLaren-Mercedes, +0:00:24,268
6. Michael Schumacher, Mercedes GP, +0:00:27,120
7. Felipe Massa, Ferrari, +0:00:28,240
8. Sergio Perez, Sauber-Ferrari, +0:00:39,377
9. Witalij Pietrow, Lotus Renault GP, +0:00:42,607
10. Nico Rosberg, Mercedes GP, +0:00:44,322
11. Adrian Sutil, Force India-Mercedes, +0:00:54,447
12. Paul Di Resta, Force India-Mercedes, +0:01:02,326
13. Kamui Kobayashi, Sauber-Ferrari, +0:01:03,705
14. Pastor Maldonado, Williams Cosworth, +0:01:04.194
15. Jaime Alguersuari, Scuderia Toro Rosso-Ferrari, +0:01:06,623
16. Bruno Senna, Lotus Renault GP, +0:01:12,628
17. Rubens Barrichello, Williams-Cosworth, +0:01:14,191
18. Heikki Kovalainen, Team Lotus, +0:01:27,824
19. Jarno Trulli, Team Lotus, +0:01:36,140
20. Timo Glock, Virgin-Cosworth, +2 okr.
21. Jerome d’Ambrosio, Virgin Cosworth, +2 okr.
22. Daniel Ricciardo, HRT-Cosworth, +2 okr.
23. Vitantonio Liuzzi, HRT-Cosworth, +3 okr.

Drugi pod rząd tytuł Mistrza pozwala Niemcowi dołączyć do elitarnego klubu kierowców, którym udało się zdobyć tytuł przynajmniej dwa razy z rzędu. Do zacnego grona zaliczają się takie legendy jak Fernando Alonso, Jack Brabham, Juan Maual Fangio, Alberto Ascari, a także Alain Prost, Ayrton Senna, oraz osobisty bohater Sebastiana, Michael Schumacher.

Pod koniec wyścigu, szef Red Bull Racing, Christian Horner powiedział przez radio: – Sebastian, zostałeś mistrzem świata 2011. Dobra robota!

– To fenomenalne, że Sebastian Vettel zdobył drugi tytuł Mistrzostw Świata. Wspaniale jeździł w tym roku i z całą pewnością zasłużył na to zwycięstwo, obejmując dominację już przy pierwszym wyścigu w Melbourne. Powinien być z siebie bardzo dumny. Dzisiejsze zwycięstwo jest zwieńczeniem zarówno ciężkiej pracy Sebastiana jak i całego zespołu – dodał po wyścigu Christian Horner.

Pełny wzruszenia kierowca odpowiedział: – Dziękuję każdemu z osobna. Wszyscy się do tego przyczyniliście! Niczego nie zakładaliśmy z góry, a i tak daliśmy radę! To jest po prostu niesamowite uczucie!

Najnowsze