Anarchia na drodze, czyli brak zasad

11 września 2009
Polskie sposoby na zaponowanie nad chaosem na drodze doskonale znamy. Wiemy też, że są mało skuteczne. Holendrzy wpadli na nietypowy pomysł zlikwidowania wszelkich znaków drogowych i sygnalizacji świetlnej na głównym skrzyżowaniu w mieście. Co z tego wynikło?
Loading module...

fot. Motocaina
Sygnalizacja świetlna co 200 metrów i znaki drogowe - duuuużo znaków drogowych. Ten system zwiększania bezpieczeństwa w miastach zna każdy z nas, z naszego polskiego podwórka. I chociaż podobno jest najlepszy i najskuteczniejszy, dziwią statystyki - liczba wypadków i wykroczeń drogowych wcale nie maleje.

Na przekór polskim zwyczajom, władze holenderskiego miasta Drachten zdecydowały się na wprowadzenie dość innowacyjnego sposobu zwiększenia bezpieczeństwa, a co za tym idzie zmniejszenia liczby wypadków drogowych. Główną zasadą systemu jest... brak zasad. Usunięcie sygnalizacji świetlnej i znaków drogowych z pełnego rowerów, pieszych, samochodów i ciężarówek głównego skrzyżowania miasta, ma zdaniem władz miejskich wprowadzić mały chaos, a tym samym sprawić, by kierowcy wykazywali większą ostrożność i koncentrowali się na wykonywanych manewrach. Na przekór polskiej logice system działa - brak pewności wyostrza bowiem zmysły i sprawia, że prowadzenie samochodu jako czynność już dobrze wyuczona staje się mniej automatyczna.

Ponieważ jednak w Polsce światła i znaki drogowe rosną nam jak grzyby po deszczu pamiętajcie, by nie dać omamić się wrażeniu, że wszystkie są potrzebne i zastąpią nasze myślenie.

O szczegółach projektu poczytasz klikając tu.

Komentarze

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!