Karolina Chojnacka

120 lat czeskiej pasji do wyścigów. Historia Škoda Motorsport

120 lat, tyle trwa już zaangażowanie Škody w sporty motorowe. W 1901 roku motocykl L&K stworzony przez założycieli firmy, Václava Laurina i Václava Klementa, wziął udział w wyścigu na dystansie 1200 kilometrów pomiędzy Paryżem i Berlinem. Cztery lata później firma L&K rozstała się z motocyklami na rzecz samochodów, zyskując renomę także w świecie wyścigów samochodowych. Po takich osiągnięciach, jak wygrane w Rajdzie Monte Carlo i w 24-godzinnym wyścigu Spa-Francorchamps w Belgii, Škoda święciła kolejne triumfy w rajdach i na torach wyścigowych w latach 70. i 80.

Miłość Škody do wyścigów sięga czasów założycieli marki – Václava Laurina i Václava Klementa. Zaledwie kilka lat po otwarciu zakładu zajmującego się naprawą i wytwarzaniem rowerów rozpoczęli oni produkcję motocykli.

Motocykle L&K Slavia po raz pierwszy pojawiły się na drogach w listopadzie 1899 roku. Z kolei ich sportowy debiut nastąpił dwa lata później, kiedy wystartowały w międzynarodowym wyścigu Paryż-Berlin na trasie o długości 1200 kilometrów. Okazało się, że wydarzenie dało początek długiej serii motocyklowych sukcesów Škody. Ciekawostką jest też fakt, że jeden z pierwszych pojazdów wyścigowych zbudowanych przez Laurina i Klementa działa do dziś. Jego dźwięku można posłuchać pod tym LINKIEM.

120 lat czeskiej pasji do wyścigów. Historia Škoda Motorsport

W okresie międzywojennym w wyścigach sukcesy zaczęły święcić samochody Škoda nowej generacji. W styczniu 1936 roku roadster Škoda Popular zajął drugie miejsce w kategorii 1500 cm3 w Rajdzie Monte Carlo. W kolejnym roku świetnie wypadły modele coupé Rapid. Po drugiej wojnie światowej trzy Škody 1101 zajęły pierwsze miejsce w swojej klasie w 24-godzinnym wyścigu w Spa w Belgii. Specjalne doładowane wersje Sport i Supersport oraz roadstery i coupé Škoda 1100 OHC zostały wyprodukowane na potrzeby zawodów motorowych w 1957 roku i 1959 roku. Potem nastąpiła słynna era serii Škody Octavia, która przyniosła trzy kolejne zwycięstwa w Rajdzie Monte Carlo w latach 1961-1963.

120 lat czeskiej pasji do wyścigów. Historia Škoda Motorsport

W 1964 roku zadebiutował model Škoda 1000 MB z nadwoziem skorupowym i silnikiem montowanym z tyłu. Następnie na drogach pojawiły się Š 110 L Rallye, Š 120 S, a przede oraz legendarne coupé Škoda 130 RS. Samochód ten zajął pierwsze miejsce w swojej klasie w Rajdzie Monte Carlo (1977) i Rajdzie Akropolu (1978, 1979 i 1981), nie wspominając o zwycięstwie w klasyfikacji marek w European Touring Car Championship (1981).

120 lat czeskiej pasji do wyścigów. Historia Škoda Motorsport

Przeczytaj też: Test Skoda Fabia Monte Carlo – totalne zaskoczenie

Współczesna historia udziału Škody w sportach motorowych rozpoczęła się na początku lat 90. ubiegłego wieku, kiedy to hatchback Favorit pojawił się w Rajdzie Monte Carlo. Załoga Pavla Sibery i Petra Grossa wygrywała w swojej klasie aż cztery lata z rzędu. W 1999 roku Škoda wprowadziła model Octavia WRC, dzięki któremu zespół fabryczny Škody po raz pierwszy wziął udział w Rajdowych Mistrzostwach Świata na najwyższym poziomie. Kolejnym reprezentantem marki w tej kategorii była Fabia WRC (2003-2007).

W 2009 roku emocje w świecie wyścigów wzbudziła Fabia Super 2000 z napędem na wszystkie koła. Załoga Jana Kopeckiego i Pavla Dreslera wygrała dwa mistrzostwa kierowców w ERC, a później w RRSO. Od 2009 do 2014 roku kierowcy Škody Fabia Super 2000 zwyciężyli aż 50 razy w mistrzostwach krajowych i międzynarodowych.

120 lat czeskiej pasji do wyścigów. Historia Škoda Motorsport

Škoda Fabia R5/Rally2 stała się flagowym modelem sportów motorowych marki w 2015 roku. Model zbudowany przez załogę Škoda Motorsport pozwolił zwyciężyć pięć razy w klasyfikacji zespołowej w latach 2015-2019. Sukces odniosły również zespoły klientów Škody, które pięciokrotnie zwyciężyły w mistrzostwach FIA oraz zajmowały pierwsze miejsce w mistrzostwach krajowych aż 23 razy.

W 2018 roku w Polsce powstał zespół  Škoda Polska Motorsport, który dwa sezony startów w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski zakończył z dwoma tytułami mistrzowskimi w klasyfikacji producentów. Miko Marczyk wraz z Szymonem Gospodarczykiem wywalczyli Vice-Mistrzostwo Polski w klasyfikacji generalnej w swoim debiucie w aucie klasy R5 w 2018 roku, a już rok później sięgnęli po najwyższe trofeum zdobywając tytuł Rajdowych Mistrzów Polski. Jednocześnie Miko Marczyk został najmłodszym mistrzem Polski w historii RSMP. Załoga Miko Marczyk/Szymon Gospodarczyk w barwach zespołu Škoda Polska Motorsport w klasyfikacji generalnej RSMP pięć razy stanęła na najwyższym stopniu podium. Znakomity duet zwyciężył w 53 odcinkach specjalnych. W sezonach 2018 i 2019 wystartowali łącznie w 20 rajdach.

120 lat czeskiej pasji do wyścigów. Historia Škoda Motorsport

W 2020 roku Škoda FabiaR5 evo zmieniła nazwę na Škoda Fabia Rally2 evo, by zachować zgodność z nowym system klas Międzynarodowej Federacji Samochodowej (FIA). W tym samym czasie Škoda Motorsport zmieniła swoją strategię startów w Rajdowych Mistrzostwach Świata: zrezygnowano z zespołów fabrycznych na rzecz niezależnych załóg w Škodzie FabiiRally2 evo. Jedna z takich załóg, Toksport WRT, zdobyła drużynowe mistrzostwo WRC2 w 2020 roku. Spośród 14 tytułów i trofeów zdobytych przez klientów Škody Motorsport w 2020 roku jeden stanowi historyczne osiągnięcie dla czeskiego producenta: Barry McKenna i James Fulton z Irlandii wygrali Krajowe Mistrzostwa ARA w USA, zdobywając pierwszy taki tytuł dla Škody FABIA Rally2 evo.

Sezon WRC 2021 rozpoczął się od kolejnej wygranej Škody Fabia Rally2 evo. Załoga Andreas Mikkelsen/Ola Fløene (NOR/NOR) w odświeżonej generacji modelu z 2021 roku, prowadzonej przez zespół Toksport WRT wspierany przez Škoda Motorsport, zdobyła pierwsze miejsce w kategorii WRC2 w Rajdzie Monte Carlo.

Przeczytaj też: Test Skoda Octavia Scout 4×4 – rodzinny ideał?

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Pirelli zostaje w Formule 1 na kolejny rok

Kontrakt Pirelli na dostawę opon do Formuły 1 został przedłużony o rok.

Obecna umowa Pirelli, włoskiego producenta opon, z Formułą 1 obejmowała lata 2020-2023.

Wraz z początkiem sezonu 2021 planowano przejście na 18-calowe opony (zamiast dotychczas używanych 13-calowych). Nowe opony miały być jednym z elementów zapowiadanej przez F1 rewolucji technicznej, jednak pandemia koronawirusa spowodowała opóźnienie debiutu nowych regulacji.

Przeczytaj też: Koniec polewania się szampanem na podium w F1

W ramach rekompensaty za poniesione nakłady na rozwój nowych opon, FIA i F1 zaproponowały Pirelli przedłużenie obecnej umowy o rok, do zakończenia sezonu 2024. Dyrektor generalny Pirelli, Marco Tronchetti Provera powiedział:

Jesteśmy oczywiście bardzo zadowoleni z porozumienia, które przedłuży do 2024 roku naszą obecność na samym szczycie świata sportów motorowych.Motorsport jest częścią naszego DNA, a F1 działa niczym poligon doświadczalny, pozwalając nam zastosować w samochodach drogowych wiedzę zdobytą na torze.

Przeczytaj też: Formuła 1, AMG i E Performance: to przepis na sportową hybrydę

Najnowsze

Jego auto nie miało prawa wyjechać na drogę, więc dla niepoznaki wziął tablice z innego auta. Ale nie tylko dlatego ma kłopoty

Powód zatrzymania kierowcy Volkswagena był błahy i on sam zwrócił na siebie uwagę policjantów. Kontrola szybko wykazała jednak długą listę przewin.

Policjanci z kieleckiej grupy Speed patrolujący miasto, zauważyli kierującego Volkswagenem, który złamał przepisy, rozmawiając przez telefon w czasie jazdy. Nie miał także zapiętych pasów bezpieczeństwa. Szybko okazało się, że ten kierowca miał na sumieniu znacznie więcej.

Niereformowalny taksówkarz szósty raz zatrzymany bez prawa jazdy

Po pierwsze 62-latek podróżujący Volkswagenem ma cofnięte uprawnienia do kierowania, co w myśl prawa stanowi przestępstwo. Kiedy policjanci z kolei sprawdzili samochód, okazało się, że numery rejestracyjne nie pochodzą z Volkswagena, ale Skody należącej do innej osoby! Policjanci w swoim komunikacie zażartowali, że co prawda z technicznego punktu widzenia samochody są sobie bliskie (zatrzymany podróżował Borą, więc domyślamy się, że drugim autem była Octavia), jednak to nie uprawnia do tego typu „zamian”.

Kierowca tira idealnie podłożył się policji

62-latek co prawda tablic nie ukradł, a tylko „pożyczył” z samochodu swojej żony. Ale zrobił to dlatego, że jego Volkswagen nie ma aktualnych badań technicznych i obowiązkowego ubezpieczenia, za co grożą kolejne poważne konsekwencje.

Policjant może nawet potrącić pieszego na pasach i nic mu za to nie grozi!

Sprawa mężczyzny trafi teraz do sądu. Poza wysoką grzywną, kierowca Volkswagena może usłyszeć wyrok nawet 5 lat pozbawienia wolności.

Najnowsze

Kierowca Mercedesa za wszelką cenę chciał być szybszy od innych. Tylko się ośmieszył

Nikt nie lubi wlec się w gęstym ruchu drogowym. Ale czasami po prostu nic nie jesteśmy w stanie na to poradzić i trzeba to zaakceptować. Nie każdy to potrafi.

Kierowca białego Mercedesa od początku nagrania zachowywał się nietypowo. Mieliśmy wrażenie jakby chciał ominąć auta stojące na pasie do skrętu w lewo i wjechać przed sygnalizator. Pojechał jednak dalej. I było tylko gorzej.

Kierowca Audi chciał być najszybszy. Udało się, ale zmiótł pieszego z chodnika

Oba pasy przed nim były mocno obłożone, ale on kombinował, jakby tu choć jedno auto wyprzedzić. Z lewego pasa zjechał na prawy, ale pojazdy jechały jednym tempem. Zastanawiał się, czy nie wrócić na lewy, ale auto z kamerą mu to uniemożliwiło. Wreszcie wpadł na genialny plan.

Kierowca busa chciał być najszybszy. Teraz ma poważne kłopoty

Szybko wskoczył na pas do skrętu w prawo, wyprzedził nim dwa samochody i musiał wrócić, ponieważ tam też stały pojazdy. Wcisnął się przed Passata i ustawiając auto w poprzek, zmusił kierowcę samochodu z kamerę, żeby go przed siebie wpuścił. Tymi oto ryzykownymi manewrami wywalczył sobie taką pozycję… jaką miałby tak czy inaczej, gdyby tylko jechał spokojnie przed siebie. Mamy nadzieję, że jest dumny ze swojego sprytu i umiejętności.

Najnowsze

Zmiany w ustawie akcyzowej zalegalizują podpisywanie umów „na Niemca”?

Sejm od jakiegoś czasu pracuje nad nowelizacją, która ma na celu uszczelnienie pobierania podatku akcyzowego. Jak alarmuje Związek Dealerów Samochodów, proponowane zmiany mogą usankcjonować patologiczne praktyki i oszustwa!

Sejm zakończył już prace nad ustawą, której celem jest uniemożliwienie uchylania się od zapłacenia akcyzy za sprowadzone samochody. Inicjatywa słuszna (nikt nie lubi płacić podatków, ale to nie usprawiedliwia oszustwa), ale niestety autorstwa… może nie laików, ale z pewnością osób, które nie mają szerokiej wiedzy na temat tego, jak działa rynek pojazdów używanych.

Dobrym przykładem jest zapis zgodnie z którym, akcyzę będzie musiał zapłacić właściciel dostawczaka, jeśli zapragnie przerobić go na kampera. Nie osoba która go świeżo sprowadziła, tylko nawet wieloletni właściciel! Skąd taki pomysł? Zdarzały się sytuacje, w których ktoś ściągał zza granicy drogie, ekskluzywne auto jako… pojazd ciężarowy lub specjalny. Ferrari jako pomoc drogowa brzmi absurdalnie, ale to pozwala na ogromne oszczędności na akcyzie. Autorzy nowelizacji chcieli zniechęcić do podobnych praktyk zapisem, zgodnie z którym prędzej czy później zaległy podatek trzeba będzie zapłacić, przerejestrowując pojazd na osobowy. Rykoszetem dostaną w ten sposób osoby, które samochody faktycznie ciężarowe, przerobią na osobowe (na przykład na kampera).

Akcyza na hybrydy zmniejszona o połowę. Kto zyska najwięcej?

Z kolei inny zapis nowelizacji ma znieść z urzędów obowiązek ustalania rzeczywistego podatnika. Intencja wydaje się znowu szczera – liczy się fakt wpłynięcia akcyzy. Urzędnicy którzy nie będą musieli weryfikować kto dokonał wpłaty, będą mieli więcej czasu na inne sprawy, w domyśle zapewne na tropienie nieprawidłowości. Co w tym założeniu jest nie tak?

Ano to, że w ten sposób urzędy przestaną wykrywać przypadki podpisywania umów „na Niemca”. Skoro przestaną wykrywać i w konsekwencji karać nieuczciwych handlarzy samochodów, to dostaną oni właściwie milczące przyzwolenie na dokonywanie oszustw!

Nie kupuj używanego auta „na Niemca”

Na czym polega metoda „na Niemca?”. To proste. Handlarz kupuje samochód za granicą (większość przyjeżdża do nas z Niemiec, stąd przyjęte określenie), ale nie rejestruje go, ani nie wnosi żadnych opłat. Gdy znajdzie się zdecydowany kupiec, proponuje mu podpisanie umowy, ale nie ze sobą czy ze swoją firmą, ale z poprzednim właścicielem auta. To oczywiście oszustwo, ponieważ taka umowa jest fikcyjna (poprzedni właściciel sprzedał auto handlarzowi, a nie podpisał umowę in blanco) i grozi za to do 5 lat pozbawienia wolności. To dlaczego kupujący godzą się na taki proceder?

Chodzi im oczywiście o niższe koszty zakupu auta. Ponieważ handlarz nie zarejestrował auta i nie zapłacił ubezpieczenia, zaoszczędził kilkaset złotych. Poza tym skoro to nie on auto sprzedał, odpada podatek od czynności cywilnoprawnych, a gdyby sprzedawał jako firma, to podatek dochodowy. Handlarz nie ponosi tych kosztów, nie musi więc przerzucać ich na klienta i może zaoferować samochód w nieco lepszej cenie. Proste?

Sprowadzenie samochodu z zagranicy – o czym warto wiedzieć?

Tutaj dochodzimy do sedna, czyli do podatku akcyzowego. Prawo wymaga, aby opłacić go w ciągu 30 dni od sprowadzenia pojazdu. To kolejne pieniądze, jakie handlarz musiałby zainwestować i czekać na kupca, żeby mu się zwróciły. Podpisując umowę „na Niemca” akcyzę płaci już kupujący (wpisuje się fikcyjną datę sprowadzenia, żeby nie przekroczyć terminu), a ponieważ nalicza się ją od wartości pojazdu, to przecież można wartość też przy okazji „zoptymalizować”, żeby podatek wyszedł mniejszy. W tym właśnie miejscu wkracza Urząd Skarbowy, który łatwo może sprawdzić, że akcyzę zapłaciła inna osoba, niż ta która wwiozła pojazd do kraju. Taka sytuacja rodzi podejrzenia i szybko może doprowadzić do wykrycia oszustwa i ukarania winnych (również kupującego!). Poza oskarżeniem o oszustwo, może dojść oskarżenie o celowe zaniżanie akcyzy, a także problemy z firmą ubezpieczeniową. Skoro umowa została sfałszowana, to nie byliście faktycznym właścicielem pojazdu i nie mogliście zawrzeć polisy. Jeśli w tym czasie mieliście jakąś szkodę na koncie, czekają was kolejne poważne problemy.

Myślicie, że to w sumie nie tak źle, bo dzięki nowemu prawu nie będą wam groziły te wszystkie konsekwencje? Bez względu na kształt przyszłych przepisów, podpisując umowę „na Niemca” tylko sobie szkodzicie. Po pierwsze w razie gdyby auto miało ukryte wady, nie macie się do kogo zwrócić – przecież kupiliście go od jakiegoś Niemca, a nie nieuczciwego polskiego handlarza. Same dane Niemca często są też fałszywe. Z kolei firmy ubezpieczeniowe mają dane z firm działających za granicą, więc same mogą wykryć oszustwo.

Najnowsze