100 kilometrów za kilkanaście złotych – utopia czy rzeczywistość?

19 czerwca 2012
W czasach, gdy litr paliwa kosztuje prawie tyle, ile wynosi minimalna stawka za godzinę pracy, samochód osobowy ponownie staje się dobrem luksusowym. Nikt już chyba nie wierzy, że paliwo będzie tańsze, dlatego producenci prześcigają się w tworzeniu samochodów, które  obchodzą się z nim jak najoszczędniej.
Loading module...

Koszt paliwa potrzebnego na przejechanie stu kilometrów najczęsciej jednak kończy się na "-dziesiąt". Czy da się dzisiejszymi samochodami przejechać setkę za kilkanaście złotych? Wydaje się to mało realne, ale... może jednak? Sprawdźmy!

"Paliwo drożeje tak samo jak wszystko".  Doprawdy?

Wszyscy narzekamy na zbyt drogie paliwo. Pamiętamy, że jeszcze całkiem niedawno mogliśmy kupić litr benzyny 95 w cenie poniżej 5 złotych. Obecnie taka cena wydawałaby nam się bardzo atrakcyjna. Niestety szybko zapomnieliśmy, że ceny paliw jeszcze w 1999 roku oscylowały w okolicach 2 złotych za litr! Trzykrotna podwyżka cen w ciągu kilkunastu lat tłumaczona wzrostem ogólnego poziomu cen, zarobków, wreszcie drożejącą baryłką ropy przestała nas szokować. Przecież wszystko zdrożało. Jednak gdy porównamy ceny paliwa z cenami innych popularnych produktów, będziemy zaskoczeni. Cukier, którego gwałtownie rosnące ceny były przyczyną ogólnopolskich protestów szeroko nagłośnionych przez media, kosztuje obecnie średnio 3,84 zł, podczas gdy w 1999 roku kosztował 1,95 zł. Jak więc widać, jego cena wzrosła już tylko dwukrotnie! Chleb? W 1999 roku kupowaliśmy kilogram za 1,81, obecnie cena wynosi 3,20 zł.

Nasze średnie zarobki również rosną wolniej niż ceny paliwa, a nic nie wskazuje na to, aby ta tendencja miała się odwrócić. Wręcz przeciwnie, specjaliści szacują, że będzie tylko gorzej.

Dość matematyki. Kilka podanych przykładów wystarczy, żeby zauważyć, do jak kuriozalnej sytuacji doszło.Samochód bowiem ponownie staje się dobrem luksusowym nie dlatego, że on sam jest za drogi, ale z powodu ogromnych kosztów utrzymania!  W takich warunkach ekonomiczność samochodu staje się czynnikiem mającym duży wpływ na wybór konkretnego modelu i marki.

Mit ekonomicznych hybryd

Producenci samochodów lansują dwie drogi ograniczenia zużycia paliwa – downsizing i napędy hybrydowe. Pierwsza polega na zastosowaniu niewielkich silników wyposażonych w turbodoładowanie, które poprzez wykorzystanie energii spalin zwiększa sprawność i moc silnika. Dzięki temu dostajemy taką samą moc przy mniejszej masie i spalaniu. Wzrasta jednak koszt napraw, gdyż silniki turbo są bardziej czułe na niepoprawną eksploatację, sama turbosprężarka również się zużywa, a nie jest to tanie urządzenie. Drugą drogą są napędy hybrydowe, stanowiące inteligentne połączenie silników spalinowych z elektrycznymi. W specyficznych warunkach, głównie tocząc się w korku, są one w stanie wykazywać stosunkowo niskie spalanie. Najczęściej jednak obiecywane oszczędności są trudne do uzyskania w ruchu miejskim. Na domiar złego dodatkowe baterie nie dość, że pogarszają komfort i prowadzenie z powodu dużej masy, to jeszcze zwiększają cenę samochodów czyniąc zakup mało opłacalnym. Nie wspominając już o tym, że wyprodukowanie i transport baterii dla takich samochodów niszczy środowisko bardziej, niż eksploatacja zwykłego samochodu.

Ceny benzyny straszą kierowców po nocach
fot. materiały prasowe

Czy jesteśmy więc skazani na wysokie koszty eksploatacji naszego wymarzonego auta?

Okazuje się, że z reguły zapominamy o trzeciej opcji. Nie jest ona tak modna jak pseudoekologiczne hybrydy, mimo że jest bardziej przyjazna środowisku. Wspomniana w dyskusji, zawsze dzieli jej członków na dwa obozy – jedni ją kochają, drudzy nienawidzą. Zapoznani z najnowszymi osiągnięciami tej technologii, szybko dochodzą jednak do wniosku, że jest to godna uwagi propozycja. Co wzbudza tak skrajne emocje?

Liczba oktanowa 120... paliwo wyścigowe? Nie, LPG!

Mowa o fabrycznej instalacji LPG.  Pierwsze skojarzenia: stary, rozsypujący się polonez? Wybuchy spod maski? Zapach kuchenki turystycznej? Możesz zapomnieć o każdej z tych atrakcji. Nowoczesne instalacje gazowe potrafią znacznie więcej niż te sprzed choćby 5 lat. Tkwi w nich potencjał, który  w połączeniu z technologią silników nowych samochodów może nam dać... auta oszczędniejsze niż kiedykolwiek. Przy okazji będą też bardziej przyjazne dla środowiska niż każda hybryda. Jak to się dzieje? Sekret tkwi w naturze gazu propan-butanu. Inny skład chemiczny od benzyny sprawia, że spalanie LPG emituje o 24% mniej szkodliwych azotanów i aż o 60% mniej powodującego efekt cieplarniany dwutlenku węgla. Innymi słowy, samochód spalający 10 litrów LPG emituje tyle CO2, ile samochód spalający 4 litry benzyny. Dobrze, powie ktoś, ale przecież samochód z LPG spala go jednak znacznie więcej niż benzyny, czyż nie? Okazuje się, że to też nieaktualne.

Z powodu bardzo wysokiej, sięgającej nawet 120 liczby oktanowej LPG,  można zastosować agresywniejsze mapy paliwowe bez ryzyka spalania stukowego. Dzięki temu,mimo niższej wartości opałowej od benzyny, możliwe jest uzyskanie tej samej, a czasem nawet wyższej mocy przy praktycznie niezmienionym zużyciu paliwa. Nie ma więc obawy, że samochód spalający 5 litrów benzyny nagle zacznie palić 8 litrów gazu. Przykładem jest Skoda Citigo: wyjeżdża z fabryki z bardzo oszczędnym silnikiem 1.0 MPI, który w połączeniu z instalacją Landi Renzo pozwala spalić średnio 4,5 litra LPG na każde sto kilometrów.

Łatwo obliczyć, że przejechanie stu kilometrów kosztuje zaledwie 13 złotych. Gdybyśmy chcieli uzyskać taki wynik w aucie benzynowym, musiałoby spalać niewiele ponad 2 litry na sto kilometrów.

A chyba nikt nie ma wątpliwości, że ceny benzyny będą rosnąć...

Autor: Bartłomiej Piechota

Loading module...

Komentarze

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!