„Into the dust”, czyli Marta Kondracka podbije motocyklem Maroko

18 lutego 2015
22
3
Stawianie sobie wyzwań i smakowanie nowego – takie motto ma Marta Kondracka od najmłodszych lat. Zwiedziła z plecakiem wiele krajów, poznała wiele kultur, a teraz planuje objechać Maroko motocyklem i stworzyć przewodnik dla surferów!
Loading module...

Podróże to pokarm dla Twojej duszy? Można powiedzieć, że to już takie uzależnienie?
Podróżowanie to moja największa życiowa miłość i mam nadzieję, że tak pozostanie. Jestem totalnie uzależniona od zmiany miejsc, nowych kontaktów i smakowania nowego. Bycie w podróży towarzyszyło mi i mojej rodzinie prze całe życie. Od kiedy pamiętam, rodzice pracowali za granicą, więc i mi wkradł się taki sposób na życie. Jeśli niczego nie planuję, to czuję jakbym stała w miejscu. A organizowanie każdego, kolejnego wyjazdu to niesamowita dawka ekscytacji i spełnienia. Praktycznie jestem w podróży cały czas z większymi lub mniejszymi przerwami na podładowanie baterii i planowanie kolejnych wyjazdów.

Jak udaje C się połączyć pracę z tyloma podróżami? Musisz na nie zarobić?
Do tej pory studiowałam, więc pieniądze, które miałam na podróże po prostu pochodziły z oszczędności. W niektórych krajach, takich jak Nowa Zelandia czy Australia rzeczywiście trochę pracowałam, dzięki czemu wyruszyłam dalej do Azji. Generalnie staram się szukać nowych możliwości i przy okazji łączyć je z podróżami. Tak też było w przypadku stypendiów z Erasmusa czy wyjazdów na szkolenia i warsztaty z programów finansowanych przez UE. Podczas swoich podróży zazwyczaj nie wydaję więcej, niż w codziennym życiu. Choć tak naprawdę podróżowanie to mój sposób na życie i mam nadzieję, że uda mi się połączyć to z karierą zawodową. Szczególnie należy podziękować firmie Halvarssons, która zaoferowała mi swoje wsparcie sprzętowe!

 

Mieszkasz w Polsce czy wracasz tu tylko czasami?
Od 7 miesięcy mieszkam w Hiszpanii, gdzie udało mi się wyjechać na stypendia z programu Erasmus i zrealizować praktyki studenckie, a następnie absolwenckie. Gdy kończyłam studia magisterskie i mieszkałam w Toruniu, to prawie co miesiąc wyjeżdżałam na projekty finansowane z UE, dzięki którym odwiedziłam m. in.: Rosję, Turcję, Szkocję, Norwegię, Irlandię, Niemcy, UK. Wcześniej zrealizowałam roczną podróż przez Nową Zelandię, Australię i Azję Południowo-Wschodnią oraz pół roku w Salamnace (Hiszpania), gdzie studiowałam dzięki zacnemu Erasmusowi (śmiech). Można więc powiedzieć, że Polska jest takim, dłuższym przystankiem między moimi wyjazdami.

Od kiedy jesteś motocyklistką?

Tak naprawdę od niedawna, bo swój pierwszy motocykl kupiłam w listopadzie zeszłego roku. Wcześniej, albo jeździłam na sprzęcie pożyczonym od brata albo wypożyczałam coś podczas moich podróży. Zawsze ciągnęło mnie bardziej do motocykli niż samochodów, ale wolałam przeznaczać mój zaoszczędzony budżet na dalsze podróże backpackerskie. Po przeprowadzce do Hiszpanii przekonałam się, że kultura jazdy jest trochę inna, niż w Polsce, dlatego być może warto kupić swój pierwszy motocykl właśnie tu. Tak tez się stało… A, że zima w Andaluzji nie doskwiera, tak jak w Polsce, to mogę trochę pojeździć i przy okazji pozwiedzać. Z moją kumpelą przejechałyśmy już kawałek Portugalii, ostatnio Giblartar, a w tym tygodniu śmigamy do Granady. Bardzo kręci mnie podróżowanie na sprzęcie typu enduro i doświadczanie kontaktu z przyrodą. Tak też widzę swoje kolejne wyjazdy.

Na czym polega ta różnica w kulturze jazdy? Czujesz się w Hiszpanii bezpieczniej na dwóch kołach?
Czuję się bezpieczniej i mam wrażenie, że kierowcy są bardziej cierpliwi. Jeżdżą stosunkowo wolno i jeśli tylko ktoś z przechodniów zbliża się do pasów - to ustępują mu pierwszeństwa. Ponadto w Hiszpanii dominują jednoślady, więc kierowcy samochodów są prawdopodobnie bardziej uważni, ponieważ większość z nich też ma motocykl czy skuter. Dochodzi jeszcze sieć i stan dróg, która jest naprawdę dobrze rozwinięta. Dzięki czemu można przemieszczać się po prostu szybciej i właściwie nie ma szans na korek. Co do Cadiz, jest to bardzo małe miasto, a światła i przejścia dla pieszych są gęsto rozmieszczone, dlatego nie ma możliwości rozwijania dużych prędkości. Nikt też nigdy nie „obtrąbił” mnie na drodze, kiedy zgasł mi motocykl. A na światłach przepuszcza się przodem motocykle i skutery, żeby jechały przed samochodami. Być może kultura ta wynika z przepisów, a być może z bezproblemowych kierowców.

Prawo jazdy robiłaś tez w Hiszpanii? Jaki jest Twój pierwszy motocykl? Jesteś z niego zadowolona czy to tymczasowy wybór?

Nie mam prawa jazdy na motocykl, a jedynie od 6 lat na samochód. Wcześniej nigdy nie było czasu, żeby zrobić kurs, bo wciąż gdzieś jeździłam albo miałam inne priorytety. Natomiast po moim studenckim mieście Toruniu zawsze jeździłam ukochanym rowerem. Yamaha YBR 125 jest moim pierwszym sprzętem i na chwilę obecną jestem z niego bardzo zadowolona. W mieście i na trasie daje radę, choć przyznajmy szczerze - mocą nie zachwyca. Ale w zamian za to ma to wspaniałe, ekonomiczne spalanie! Jest to mój chwilowy wybór i po powrocie do Polski zabieram się za robienie prawa jazdy i szukanie nowego motocykla!

W jaki sposób przemieszczałaś się wcześniej, zanim pojawił się motocykl? Jaka forma podróżowania najbardziej Ci odpowiada?
Najpierw były zorganizowane wyjazdy harcerskie, w których uczestniczyłam od 7 roku życia. W gimnazjum pojawiło się pragnienie organizowania wyjazdów na własną rękę i w wieku 16 lat pierwszy raz pojechałam stopem do Pragi. I to było wielkie odkrycie! (śmiech) Co prawda, dalej spałam pod namiotem albo na dziko, ale byłam za granicą! W liceum jeździłam już regularnie stopem do szkoły i po Europie. Podczas studiów zaczęłam korzystać z tanich linii lotniczych. A na Erasmusie w Hiszpanii aplikowałam o wizę do Nowej Zelandii i następnie ruszyłam w pierwszą roczną podróż poza Europę. Niskobudżetowy backpacking totalnie skradł moje serce i nawet poświęciłam mu swoje prace dyplomowe: „Backpacking –podróż w teorii i praktyce” oraz „Samotny kobiecy backpacking w świetle antropologicznej teorii rytuału przejścia”.

Podróżujesz sama, czy w mniejszej/większej grupie?
Różnie, w zależności od charakteru wyjazdu. Lubię podróżować i w grupie, i solo. Podczas wyjazdów bardzo ważny jest dla mnie czynnik ludzki, bo to właśnie dzięki rozmowom z innymi podróżnikami/podróżniczkami czy miejscowymi - najlepiej poznaje się odwiedzane kraje. Wspaniałym odkryciem był dla mnie Couch Surfing, bo dzięki niemu zobaczyłam miejsca, do których sama bym nigdy nie dotarła. Bardzo podoba mi się ta globalna inicjatywa dzielenia się tym, co masz – swoją kanapą w salonie, ulubioną kawiarnią czy rozmowami. Te skromne z pozoru rzeczy, mają dla mnie największa wartość!

Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć, czy wolę podróżować sama czy w towarzystwie. Są to skrajnie różne doznania. Oczywiście to cudowne móc realizować wspólną podróż z przyjaciółmi, znajomymi. Ale samotna podróż, pozwala trochę głębiej spojrzeć w siebie…

Czy czujesz się bezpiecznie będąc kobietą i podróżując po nieznanych lądach, i miejscach?
Strach jest nieodłącznym elementem podróży. Oczywiście, że jako kobieta boję się pewnych sytuacji i czy to jest Polska czy Hiszpania, czy nieznany ląd, nie ma to tak naprawdę znaczenia. Większość kultur jest mocno osadzona na męskim pierwiastku, gdzie świadomie lub nieświadomie - stawia się kobietę w słabszej pozycji. Swoje wyjazdy planuję tak, żeby maksymalnie ograniczyć potencjalne niebezpieczeństwo. Chociaż oczywiście pewnych rzeczy nie da się uniknąć. Myślę, że trzeba podczas samotnej podróży nauczyć się być czujną, zaufać swojej intuicji, a jednocześnie nie pozwolić, żeby sparaliżował nas strach.

Surfowanie to kolejna Twoja pasja - dość egzotyczna w polskich warunkach?

Myślę, że nie tak egzotyczna, jeśli się mieszka nad Bałtykiem. Z tego co wiem, zwłaszcza zimą można tam trochę poszaleć. A jeśli się nie ma warunków, to zawsze można znaleźć jakiś substytut. Np. longboarding, który daje mnóstwo frajdy, ale też adrenaliny – zwłaszcza downhill! Surfowanie jest chyba najtrudniejszym sportem, jakiego próbowałam. Oprócz balansu, elastycznego ciała i świetnej kondycji, dochodzi tu cała gama psychologicznych czynników, takich jak: koncentracja, respekt i cierpliwość. Z moim, dość burzliwym temperamentem nie było mi na początku łatwo zaakceptować tych warunków. Wciąż się uczę i choć chwilami żywioł wygrywa, uwielbiam kontakt z wodą, więc z pewnością będę kontynuować tego typu sporty. Mam nadzieję, że w Maroku uda mi się poprawić surferskie umiejętności. Jest to dość istotny element mojej, przyszłej podróży. Ponadto planuję zebrać materiał, który pomoże mi opracować mini przewodnik dla polskich surferów, bo jednak Maroko jest tańszą alternatywą, niż Hiszpania czy Portugalia. A do tego dochodzi inna kultura, co czyni wyjazd ciekawszym.

 

Kiedy wpadłaś na pomysł podbicia Maroka i dlaczego chcesz jechać akurat tam?
Od razu, kiedy kupiłam motocykl zaczęłam się zastanawiać się nad dłuższą trasą. Początkowo planowałam drogę przez Portugalię, Francję, Niemcy i do Polski. Jednak tyle razy już przejeżdżałam przez te kraje, że nie byłoby to nic nadzwyczajnego. Maroko ze względu na tą odmienność kulturową, kulinarną i krajobrazy jest dla mnie ciekawym i zróżnicowanym krajem. Do tego dochodzi możliwość surfowania, a także spotkania z marokańskimi klubami motocyklowymi.

Chodzi mi też o to, żeby w swoich podróżach wyznaczać sobie nowe cele do zrealizowania i gdzieś tam zachować ten rozwój. A Maroko - ze względu, chociażby na sytuacje na drodze, które są dość chaotyczne - staje się ciekawym wyzwaniem. Pamiętam, że kiedy jeździłam skuterem po Wietnamie i Indonezji, też byłam na początku przerażona pozornym chaosem. Ale tak naprawdę, podczas 6 miesięcy w Azji widziałam tylko jeden wypadek i dobrze się odnajdywałam na drodze. Liczę, że w Maroko będzie podobnie.

Czy trasa, którą wyznaczyłaś sobie do pokonania jest ściśle określona? Czy też stawiasz na spontaniczny kurs? Wszystko zależy od zgromadzonego budżetu czy coś innego kreuje Twoją drogę?

Trasa jest zaplanowana wstępnie i tak, jak podczas każdej mojej podróży, zostawiam sobie pewien margines luzu. Plan jest taki, żeby przejechać Maroko dookoła. Natomiast dokładną trasę wyznaczą spontaniczne decyzje, ludzie spotkani po drodze i inne przygody. Budżet jednak jest ściśle określony, dlatego będę musiała zmieścić się w jego ramach. W razie potrzeby będę miała ze sobą namiot i kontakty do znajomych z Maroka.

Przygotowania już dopięte na ostatni guzik?

Przygotowania ciągle trwają, choć do wyjazdu pozostał niecały miesiąc! Przede mną jeszcze zakupy kilku gadżetów do motocykla. A w tym tygodniu ruszam z projektem na  www.polakpotrafi.pl, gdzie wraz z wydawnictwem BukRower przygotowaliśmy fajne nagrody książkowe dla motocyklistów/motocyklistek i sportowców. Będzie też kilka upominków z Maroka, tak więc mam cichą nadzieję, że uda mi się zebrać wystarczającą kwotę, choć czasu pozostało niewiele... Crowdfunding to bardzo fajna inicjatywa i w zamian za wsparcie ze strony społeczności, uda mi się wpłynąć bezpośrednio na czyjeś decyzje, i zainspirować do podróży.

Widzę, że jesteś otwarta na nowe formy uprawiania sportu, podróżowania i ich finansowania. Lubisz eksperymentować, testować na swojej skórze? Czy wybierasz sprawdzone inicjatywy?
Jestem osobą, która nie chce być dobra tylko w jednej rzeczy, ale woli spróbować setek innych. Swój proces uczenia się i poznawania świata zawsze budowałam na doświadczaniu. Najbardziej pasjonuje mnie stawianie sobie wyzwań i smakowanie nowego. Choć po tym ciągłym doświadczaniu, przyszła mi też ochota na wyspecjalizowanie się zawodowo, co mam nadzieję, bezpośrednio związane będzie z podróżami.

Komentarze

Młot Thora
12 lutego 2017 05:22
Mam nadzieję że kiedyś oddasz to co dostałaś od innych. Życie to nie zabawa, żyję się po "coś" to coś to na pewno nie przyjemności bez końca i umiaru.
Jańcio Wodnik
12 lutego 2017 05:28
Do miesiąca to wycieczka od trzech miesięcy podróż, powyżej trzech miesięcy wyprawa która ma jakiś cel sportowy naukowy kulturowy. Najlepiej zakończona jakąś publikacją. Nazywajmy rzeczy po imieniu
Pan Toti
24 czerwca 2019 16:55
Inspirujące życzę powodzenia