Annie Bousquet: zabił ją jej własny entuzjazm
Gdyby nie złamana noga i podsłuchana rozmowa dwóch Włochów o wyścigach samochodowych, być może świat sportów motorowych nigdy by nie usłyszał o kobiecie, która wywarła znaczny wpływ na kolejne pokolenia zawodniczek.
Annie Scheffer – śliczna, drobna blondynka. Wychowywała się w zamożnej austriackiej rodzinie. Czas spędzała na grze w tenisa – jeździe, w zależności od pory roku – konno lub na nartach i słuchaniu muzyki. W trakcie II wojny światowej poznała francuskiego żołnierza, Pierra Bousqueta. Zakochani wyjechali razem do Francji i tam wzięli ślub. Mąż nauczył Annie jeździć samochodem. To był początek jej fascynacji wyścigami.
Wszystko przez złamaną nogę
W lutym 1952 r. Annie Bousquet spędzała czas z rodziną na feriach w Sestriere. Pech chciał, że zjeżdżając ze szczytu jej narty się skrzyżowały i kobieta nieszczęśliwie upadła, łamiąc sobie nogę. Zabawa na stoku się dla niej skończyła.
Spędzając czas w hotelowym lobby, pewnego dnia podsłuchała dwóch Włochów rozmawiających o wyścigach – Alberto Ascariego i Gigi Villoresiego. Oczarowana opowieściami Ascariego o przekraczającym 200 km/h świecie pełnym adrenaliny, tak różnym od jej spokojnej egzystencji, postanowiła zmienić swoje życie.
Jeszcze z nie do końca wyleczoną nogą, Bousquet wystartowała w swoim pierwszym wyścigu – Rajdzie Alpejskim we Francji. Niestety jej Renault 4CV uległo awarii i musiała się wycofać. Jednak ani problemy techniczne, ani protekcjonalne uwagi ze strony męskich konkurentów, nie osłabiły jej entuzjazmu do ścigania.
Spragniona rywalizacji
W 1953 r. Annie dalej ścigała się 4CV, biorąc udział w różnych zawodach organizowanych we Francji. Uzyskała parę niezłych wyników w klasie 750 cm3. Czasem dzieliła się kierownicą ze swoją bliską przyjaciółką Gilberte Thirion, jak np. w trakcie zawodów 24h Spa-Francorchamps, gdzie ścigały się Fiatem 1100.
Jej styl jazdy, będący połączeniem odwagi i zarozumiałości, uczynił z niej gwiazdę. Stała się najpopularniejszym kierowcą we Francji. Bardzo szybko jej twarz zaczęła zdobić okładki licznych czasopism i magazynów. Rzadko jednak udawało się jej przekroczyć linię mety. Bousquet nieustannie flirtowała z ograniczeniami prędkości i fizyki, podsycana coraz większym głodem sukcesu. Opisywano ją jako agresywnego kierowcę, którego entuzjazm przerasta talent. Wypadek był tylko kwestią czasu.
Pierwszy poważny wypadek Annie miała w 1953 r. w Agen. Jadąc DB, zbyt szybko weszła w zakręt i samochód wypadł z trasy. Miesiąc spędziła w szpitalu. Nie zniechęciło to jednak Bousquet to szybkiej jazdy. Jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiła po wyjściu ze szpitala, był zakup wyścigowego Porsche.
Przeczytaj też: Przypominamy najbardziej wybitne zawodniczki sportów motorowych
W 1954 r. zmieniła Porsche na Gordini T17S, wygrywając nim kwalifikacje w GP Nîmes oraz klasę 1100 cm3 w rajdach Agadir i Dakar. Ścigała się też w Mille Miglia, ponownie współpracując z Gilberte Thirion, zajmując 55. miejsce w klasyfikacji generalnej i zdobywając Puchar Kobiet.
Tour de France Automobile zakończył przyjaźń Bousquet z Thirion. Annie razem z Marie Clarie Beaulieu w Porsche 550, rywalizowały z Thirion i Ingeborg Polenski w Porsche 356. Współzawodnictwo nie zawsze było czyste, a dodatkowo panie napuszczały na siebie dziennikarzy. Ostatecznie Bousquet zajęła 8. miejsce w klasyfikacji generalnej i 2. w Pucharze Kobiet, tuż za Gilberte, która w „generalce” była 5. Dla żądnej zwycięstw Annie oznaczało to koniec przyjaźni.
Mistrzyni prędkości
16 sierpnia 1955 r. postanowiła pobić rekord prędkości kobiet na torze w Montlhéry. Było to niezwykle ryzykowne przedsięwzięcie. To, że Montlhéry było miejscem, gdzie jej idol i mentor Alberto Ascari stracił w trakcie wyścigu ojca, nie robiło na niej najmniejszego wrażenia. Była opętana myślą, by pobić rekord okrążenia z 1934 r., wynoszący 215 km/h, ustanowiony przez angielską zawodniczkę Gwendę Hawkes.
Specjalnie dla niej stworzono Porsche 550 Spyder. Wszystko w tym samochodzie zostało zoptymalizowane pod kątem czekającego Annie wyzwania. Samochód wyposażono między innymi w specjalne nadwozie i opony.
I stało się! W zaledwie trzy i pół roku po swoim pierwszym wyścigu, Bousquet osiągnęła szczyt kariery. Na swoim najszybszym okrążeniu uzyskała prędkość 230,5 km/h, zdobywając upragniony rekord świata.
Przeczytaj też: Ustanowić 25 rekordów świata – niektórych do tej pory nie pobito. Dokonały tego wspólnie cztery zawodniczki!
Jednak, jak to już wcześniej bywało, Annie zakończyła dzień w szpitalu. Entuzjastycznie nastawiona do rywalizacji, nabuzowana adrenaliną, natychmiast postanowiła pobić własny rekord. Niestety przy prędkości ponad 200 km/h pękła opona i jej Porsche uderzyło w ścianę. Wszyscy zgromadzeni wtedy na torze odetchnęli z ulgą, gdy przyszedł telegram ze szpitala.
Noga złamana, szyja nie. W dobrym nastroju. Wasza Annie.
Tragiczny koniec
W czerwcu 1956 r., pięć miesięcy po tragicznej śmierci jej męża w wypadku samochodowym, Annie Bousquet postanowiła wziąć udział w wyścigu 12 Heures de Reims.
Porsche naprawiło jej Spydera 550 i dokonało w nim pewnych modyfikacji, jednak samochód był gotowy do jazdy dopiero na dzień przed wyścigiem. Bousquet pojechała do Zuffenhausen odebrać samochód. Przejechała w nocy ponad 500 km, by na czas wrócić do Remis. Tam nalegała, by pozwolono jej przejechać pierwszy stint.
Na 17 okrążeniu, na zakręcie, przy prędkości ponad 165 km/h, pojechała za szeroko, jedno z kół wyjechało poza tor. Samochód wywrócił się, Annie Bousquet została wyrzucona w powietrze i złamała szyję. Natychmiast została zabrana do szpitala, jednak po przybyciu na miejsce lekarz stwierdził jej zgon.
Zakręt, gdzie miał miejsce wypadek, między Bretelle Sud i Bretelle Nord, został nazwany na jej cześć.
Zdaniem Richarda von Frankenberga, zwycięzcy wyścigu 12 Heures de Reims z 1956 r., Annie popełniła błąd, który kosztował ją życie, z powodu zmęczenia. Prawdopodobnie przed zawodami nie spała co najmniej jedną, jeśli nie dwie noce. Była jednak niesamowicie zdeterminowana, aby rozpocząć wyścig i zrobić pierwsze godziny.
Po śmiertelnym wypadku Annie Bousquet, Automobile Club de l’Ouest, organizator 24-godzinnego wyścigu Le Mans, zakazał kobietom udziału w tym wyścigu. Decyzję tę odwołano dopiero w 1971 r. Z kolei Francuska Federacja Samochodowa ustanowiła „Challenge Annie Bousquet”, nagrodę specjalną, wręczaną zwyciężczyni rajdowych mistrzostw kraju.
Annie stała się ofiarą własnego entuzjazmu, którego niebezpieczeństwo było oczywiste dla wszystkich oprócz niej. W trakcie krótkiej, lecz intensywnej kariery, wielokrotnie ocierała się o śmierć. Kochała prędkość i to ona dawała jej energię do życia. I to ona ją tego życia pozbawiła.
Najnowsze
-
Test Alpine A290 GTS – świetny elektryk, ale czy rasowy hot hatch?
Alpine A290 GTS to samochód, który na pierwszy rzut oka robi dokładnie to, co powinien: przyciąga wzrok i sugeruje, że pod tą karoserią kryje się całkiem sporo sportowego charakteru. Bazuje na Renault 5, ale nie próbuje ukrywać, że chce być czymś więcej niż tylko jego “bardziej ekstrawagancką” odmianą. Jest szersze, mocniejsze, ma bardziej wyraziste detale […] -
TEST Renault Clio E-Tech. Niepozorny bohater codzienności
-
TEST Alpine A390 GT – Nauczy Cię wszystkich swoich sztuczek
-
Test Alfa Romeo Junior Elettrica. Włoski charakter nadal tu mieszka
-
TEST Mercedes G 580 EQ – Profanacja, a może strzał w dziesiątkę?
Zostaw komentarz: