Kolejny kierowca chciał się wymigać od mandatu. Takiego obrotu spraw się nie spodziewał
Internetowy wniosek o umorzenie miał rozwiązać sprawę - tak przynajmniej wydawało się kierowcy, który przekroczył prędkość. Inspektorzy zajmujący się tą sprawą nie dali tak łatwo za wygraną
123 km/h na liczniku przy ograniczeniu prędkości do 60 km/h miał kierowca, któremu zdjęcie zrobił fotoradar przy ul. Pułkowej w Warszawie. Do właściciela pojazdu wysłano dokumentację, zawierającą informację o zdarzeniu. Pomimo załączonych druków oświadczeń, właściciel zdecydował o przesłaniu do CANARD pobranego z internetu wniosku o umorzenie postępowania. Nie miał on żadnych podstaw prawnych, o czym zawiadomiono listownie posiadacza samochodu.
ITD zaczęło na własną rękę szukać informacji o tym, kto prowadził samochód w momencie zrobienia zdjęcia. Zwróciło się m.in. do referatu dowodów osobistych o udostępnienie zdjęcia właściciela pojazdu, aby porównać je ze zdjęciem zarejestrowanym przez fotoradar. To wystarczyło by potwierdzić, że w chwili popełnienia wykroczenia, za kierownicą auta siedział jego właściciel. Został on wezwany na przesłuchanie w charakterze sprawcy wykroczenia, ale nie stawił się na nie. Wyraził natomiast zgodę na przyjęcie mandatu karnego za odmowę wskazania kierującego pojazdem, nadal licząc, że nie odpowie za przekroczenie prędkości.
W związku z tym, że inspektorzy nie mieli wątpliwości co do sprawcy wykroczenia, skierowali wniosek o ukaranie do sądu. Sąd również nie miał żadnych wątpliwości i zasądził grzywnę w wysokości 800 zł. Mężczyzna stracił również prawo jazdy na trzy miesiące.
Wbrew pozorom może mówić on o szczęściu. Niedawno wymigać się od odpowiedzialności próbował w podobny sposób kierowca Porsche, ale dla niego sąd nie był tak pobłażliwy.
Zostaw komentarz:
Najnowsze
-
Test Alpine A290 GTS – świetny elektryk, ale czy rasowy hot hatch?
Alpine A290 GTS to samochód, który na pierwszy rzut oka robi dokładnie to, co powinien: przyciąga wzrok i sugeruje, że pod tą karoserią kryje się całkiem sporo sportowego charakteru. Bazuje na Renault 5, ale nie próbuje ukrywać, że chce być czymś więcej niż tylko jego “bardziej ekstrawagancką” odmianą. Jest szersze, mocniejsze, ma bardziej wyraziste detale […] -
TEST Renault Clio E-Tech. Niepozorny bohater codzienności
-
TEST Alpine A390 GT – Nauczy Cię wszystkich swoich sztuczek
-
Test Alfa Romeo Junior Elettrica. Włoski charakter nadal tu mieszka
-
TEST Mercedes G 580 EQ – Profanacja, a może strzał w dziesiątkę?
Komentarze:
Anonymous - 5 marca 2021
Bardzo dobrze! Chamstwo kierowców zaczyna przekraczać wszelkie granice. Nie dość, ze leszcz naraża innych na niebezpieczeństwo, to gdy już go złapią, czerpie mądrość z filmu uwielbianego przez podobnych mu cepów i mówi, ze to nie jego ręka.