Życie Julii Łuczyńskiej w rytmie „Rock N' Bikes” - wywiad

22 lutego 2021
15
1
Julia Łuczyńska poznawała motocykle od dziecka i zawsze z muzyką rock 'n' roll w tle. Miało to duży wpływ na jej życie, pasje i decyzje. Teraz gra i śpiewa w rock’owym zespole, jeździ motocyklem i stawia pierwsze kroki w ich przerabianiu.

„Rock N' Bikes” to miejsce, gdzie muzyka spotyka się z motocyklami? W Twoim życiu się spotkały?

Niektórzy żartują sobie, że urodziłam się na motocyklu (śmiech), bo odkąd ktokolwiek pamięta, miałam bzika na punkcie jednośladów. Mając zaledwie dwa lata, rodzice zaczęli zabierać mnie na zloty motocyklowe, a około siedem lat później tato pokazał mi Komara... Wtedy należałam do najniższych i najdrobniejszych ze wszystkich, więc nie dosięgałam do ziemi i nie miałam siły wcisnąć sprzęgła, a co dopiero wbić lewą ręką pierwszy bieg! Cała "nauka" jazdy w wykonaniu mojego taty polegała na: przytrzymywaniu Rometa, dociskaniu mojej dłoni w celu wbicia biegu i… przy słowach „Nie mów mamie", puszczeniu mnie przed siebie (śmiech).

A to wszystko działo się na tle dobrego, starego, polskiego rocka. Zawsze leciały u nas kasety zespołów takich jak: Dżem, Ira, Perfect, Lady Pank, Hey, O.N.A, Kobranocka, Defekt Muzgó itd.. W czasach szkoły podstawowej, Dżem był moim faworytem. Któregoś dnia, podczas słuchania ich utworów, zaczęłam lepiej słyszeć gitary. W moim odbiorze były na poziomie wokalu, który dotychczas wydawał mi się być zawsze na przodzie. Wtedy właśnie poczułam, że nie mogę odpuścić i namówiłam rodziców na naukę gry na gitarze w szkole muzycznej.

Czyli jesteś nie tylko koneserem muzyki rockowej, ale też sama ją grasz?

Szkoła muzyczna to jednak nie było to, czego tak bardzo pragnęłam. Zamiast uczyć się grać "Wehikuł czasu" na gitarze elektrycznej, dostałam etuidy i inne takie wygibasy w klasycznym stylu. Najbardziej jednak zniechęciły mnie lekcje teorii i chór. Dlatego odłożyłam gitarę na dłuższy czas, żeby pod koniec 2017 roku chwycić ją ponownie. Wtedy właśnie poczułam, że to jest to - ta wolność i energia! Obudziło się we mnie coś podobnego do emocji, które czuję, kiedy wsiadam na motocykl. Nie mogło skończyć się inaczej i na początku 2018 roku kupiłam moją pierwszą gitarę elektryczną Les Paul. Z tej pasji zrodził się zespół, w którym jestem gitarzystką i wokalistką - PLAN B. 

Gracie koncerty, nagrywacie, czy wszystko przed Wami?

W lutym 2020r. mięliśmy przyjemność zagrać nasz debiutancki koncert, składający się z setu dziewięciu utworów starego, dobrego rock and roll’a. Odbyło się to na scenie wrocławskiego klubu Firlej. Emocje, które towarzyszyły naszej czwórce: Michałowi, Tomkowi, Wiktorowi i małej mi (śmiech) – są nie do opisania i nie do zapomnienia!

Niestety pandemia pokrzyżowała nam plany i nie mogliśmy zagrać jeszcze dwóch lub trzech zaplanowanych koncertów, na które mięliśmy wielką ochotę po debiucie. Wraz z wejściem nowych zasad sanitarnych, zaczęliśmy tworzyć swoje utwory – dwa są niemalże kompletne, a trzy inne w częściach. Z przykrością muszę przyznać, że ucichliśmy, razem z tematem wspólnego grania. Jednakże pocieszający jest fakt, iż dwa tygodnie temu podjęliśmy próbę reaktywacji. Nasz basista zaaranżował swój pokój na mini studio, gdzie przywieźliśmy gitary i mikrofon. Właśnie kończymy nagrywać jeden z naszych autorskich utworów, który nosi roboczą nazwę „Słoik”.

Jakie motocykle skradły Twoje serce?


Tato, który pokazał mi motocyklowy świat, zawsze jeździł starymi klasycznymi motocyklami, takimi jak: Junak, IŻ, później Intruder, Shadow, Harleye. Zatem obracałam się w środowisku "harleyowców", ale nie ominęły mnie fascynacje crossami i ścigaczami. Pierwszym moim jednośladem po motorynce M1, był "mini chopper", stworzony przez mojego tatę z części po motorynce i komarze. Wtedy pierwszy raz asystowałam i podglądałam jak to się robi.

W wieku szesnastu lat zrobiłam prawo jazdy kat. A1 i zaczęłam jeździć Hondą NS1, a później Yamahą YZFR-125. Wynika to też m.in. z faktu, że tylko ścigacze w klasie 125ccm wyglądały dla mnie atrakcyjnie i nie przypominały motorowerów. Rozpoczynając kurs na prawo jazdy kat. A2, zaczęłam rozglądać się za większym i konkretnym sprzętem. Nie zastanawiałam się już nad typem, lecz modelem. Początkowo myślałam o Virago 535, Intruder 600, Shadow 600 i Savage LS650.

To co tam powstaje w Twoim garażu i na jakim etapie tego tworzenia motocykla jesteś?

Finalizuję swój pierwszy duży projekt. We wrześniu ubiegłego roku zakupiłam oryginalny, lekko pordzewiały i wyblakły motocykl z 1999r. Jest to Suzuki Savage LS650. Już niewiele dzieli mnie od „zawładnięcia szosami” i pochwalenia się światu tym, co tworzę przez ostatnie miesiące. Zostało mi tylko oklejenie tłumika, polerowanie chromów, zamontowanie lamp i kierunkowskazów oraz części, które znajdują się u areografa.

Od początku miałaś jedna wizję tego motocykla, czy też pomysłów jest wiele i koncepcja budowy się zmienia?

Jedyne co wiedziałam od początku to to, że musi mieć charakter. Ma być stanowczy i mówić za siebie! Niewiele to mówi? Mi też niewiele mówiło (śmiech). Koncepcji było całe mnóstwo, a kombinacji jeszcze więcej! Pierwszą decyzją, nad którą nie musiałam się długo zastanawiać, to kierunek – tu postawiłam na choppera. Savage są genialną ramą dla bobberów, które również siedzą mi w głowie, ale takich projektów jest mnóstwo. To było tylko utwierdzenie, że muszę zmierzać w innym kierunku, który nota bene jest bliższy memu sercu. Po wstępnym odchudzeniu, obniżeniu tyłu i wydłużeniu przodu, pojawił się chwilowy brak pomysłów…

Pamiętam jeden z moich projektów, który bardzo chciałam zrealizować. Nazwałam go Iron Rooster, ponieważ przyszedł mi do głowy w trakcie słuchania utworu o tym samym tytule. Zobaczyłam wtedy oczyma wyobraźni Savage, całego w surowym stylu - chciałam pozbyć się lakieru, aż do czystego odcienia blachy. Nie, raczej nie zdecydowałabym się na namalowanie czerwonego koguta (śmiech), ale myślałam o czerwonych elementach. To ciekawy pomysł, który być może powstanie w przyszłości. Nie został przypisany do Savage, ponieważ żałowałabym pokrycia czerwonym lakierem tak eleganckich chromów. Natomiast zostawienie ich wszystkich, poskutkowałoby przesadną, w mojej opinii, jednolitością. Podsumowując - w trakcie tworzenia powstało wiele koncepcji, których wypadkową będzie już prawie gotowa wersja ostateczna.

Masz smykałkę techniczną? Na ile radzisz sobie sama we wszelakich naprawach motocykla i wprowadzaniu w nim zmian?

Wszystkiego nauczył mnie tato, który nadal asystuje mi w garażowych pracach. Bez niego nie byłabym w stanie odkręcić niejednej zardzewiałej śruby i poradzić sobie z podobnymi, fizycznie ciężkimi elementami. To także dzięki niemu potrafię ciąć, spawać, szlifować, naprawiać i przerabiać motocykle. Nie jesteśmy specjalistami, a fascynatami, którzy uczą się metodą prób i błędów. Moja garażowa historia zaczęła się całkiem niedawno, a tato działa tak od 30 lat. Prędzej czy później nastąpi dzień, w którym nie będzie już stał, z silną ręką czy podpowiedzią, tuż nad moim ramieniem i ubrudzonymi dłońmi. Wtedy będę wysyłać mu zdjęcia i zapraszać, od czasu do czasu, na oględziny (śmiech). Taki sobie stawiam cel - nie przestawać się doskonalić i tworzyć.

Chciałabyś z tych pasji wyłonić kiedyś swój zawód? Czy też masz inny pomysł na życie?

"Rock N’ Bikes" to nieodłączne elementy mojej osoby. Bezustannie działam w tych dziedzinach i nie wyobrażam sobie mojego życia bez nich. Oczywiście, że wspaniale byłoby zostać gwiazdą rocka, która na swoje koncerty przyjeżdża, stworzonym przez siebie, motocyklem, a pomiędzy komponowaniem nowych utworów, przerabia jednoślady na zamówienie. To na pewno ze mną zostanie i być może będzie dodatkowym źródłem dochodu. Jednak w ciągu najbliższych miesięcy, tuż po ukończeniu liceum, udam się na studia psychologii biznesu, aby ułatwić rozwój startup’u, który współtworzę z ponad dwudziestoosobowym zespołem. Kolejno planuję zająć się tym projektem i biznesem, a w przerwach od pracy będę grać na gitarze i jeździć motocyklami.

Jak lubisz korzystać z motocykli? Lubisz dłuższe czy krótsze wypady? Może zloty z dobrymi koncertami?

Nie ma dla mnie znaczenia gdzie i jak daleko jadę. Dla mnie liczy się właśnie to, co czuję kiedy wsiadam na motocykl i odjeżdżam. Nie jest to dla mnie tylko kupa żelastwa i dwa koła. Wsiadając na motocykl, staję się jego częścią - to dodaje mi niesamowitej siły. Niezależnie czy jest to krótsza, czy dłuższa przejażdżka, zawsze sprawia mi to radość i ciągle mi mało! Motocykl nie jest dla mnie tylko formą rozrywki, narzędziem do zwiedzania świata i poznawania wspaniałych ludzi. O! Mogłam dodać "środkiem transportu", ale nie! Nigdy nie pomyślałam tak o jednośladzie! Zawsze ta funkcja jest głęboko zakopana przez przyjemność, poczucie niezależności i „niedoścignienia”, towarzyszące mi, dzięki dwóm kółkom. Bardzo często jazda motocyklem jest też moim złotym środkiem na wszystkie trudności, smutki i kłopoty. Daje mi wolność także w takim wymiarze - pozwala odciąć się od zmartwień i dodać mocy do działania. Zawsze się sprawdza!

Strona Facebook: https://www.facebook.com/RockNBikes13

 

Komentarze

Lusa
02 marca 2021 17:01
Super wywiad. Super dziewczyna. Życzę realizacji tego wszystkiego w przyszłości. Tak trzymaj