Katarzyna Frendl

Zwycięstwo Valentino Rossiego na MotoGP

Hymn Włoch zabrzmiał już podczas pierwszej eliminacji Mistrzostw Świata MotoGP 2015 w ostatnią niedzielę. W Katarze na torze Losail, Valentino Rossi, kierowca zespołu Yamaha Factory Racing, jako pierwszy przejechał pod flagą o wzorze szachownicy.

Legenda wyścigów, Valentino Rossi zmusił przeciwników do „oglądania tylnej opony” swej Yamahy YZR-M1, na której widniało logo Abarth’a, przypieczętowujące dwuletnią współpracę pomiędzy marką z logo Skorpiona, a zespołem Yamaha Factory Racing. Trzeba nadmienić, że w kolejnych dwóch latach, Abarth będzie Oficjalnym Sponsorem i Oficjalnym Dostawcą samochodów dla teamu startującego w Mistrzostwach Świata FIM MotoGP, którego oficjalnymi kierowcami będą Valentino Rossi i Jorge Lorenzo. Poza tym, Abarth będzie dostarczał różne samochody z gamy FCA zespołowi Movistar Yamaha MotoGP na całym świecie.

Z sześcioma zdobytymi tytułami od 2004 roku, Movistar Yamaha MotoGP jest jednym ze światowych zespołów odnoszących największe sukcesy. Tak samo marka Abarth, bardziej niż inne potrafi przekazać ducha panującego na torze oraz łączyć wartości sportowej rywalizacji i chęci dominacji, które wpisane są w DNA zarówno marki z logo Skorpiona, jak i gwiazd motorowego sportu.

Dla marki Abarth jest to powrót w wielkim stylu na motocykle Yamaha: w 2007 roku, podczas australijskich Mistrzostw GP na Wyspie Filipa na motocyklach Yamaha YZR-M1 kierowanych przez Valentino Rossiego i Colina Edwardsa również widniało logo Skorpiona. Impreza ta była uczczeniem powrotu marki Abarth, której pierwsze kroki były związane właśnie z motocyklami. W roku 1928 młody Karl Abarth osiągnął pierwsze sukcesy właśnie w zawodach motocyklowych, a w kolejnym roku zbudował pierwszy motocykl z logo Skorpiona. Dzisiaj, po upływie prawie 90 lat, Abarth jest nadal gwiazdą maszyn na dwóch kołach, z legendarnym zwycięstwem w Katarze w barwach Yamahy.

 

Najnowsze

Katarzyna Frendl

Arrest Me I’m a Drift Girl – wywiad z Agnieszką Percz

Aga Percz uczy się driftu pod okiem swojego chłopaka. Stała się rozpoznawalna dzięki filmikowi w Internecie, gdzie ćwiczy jazdę bokiem pod okiem… policjantów.

Film z Agnieszką Percz i Policją zobaczysz tu.

Twój film z radiowozem wzbudził spore zainteresowanie, zdradzisz jakieś kulisy tej sytuacji?
Tak to prawda, film zrobił trochę zamieszania na różnych motoryzacyjnych portalach i nie tylko. Naprawdę nie spodziewałam się, aż tak dużego zainteresowania (śmiech). Takiej reakcji panów policjantów również się nie spodziewałam i nie ukrywam, że byłam bardzo miło, i pozytywnie zaskoczona – myślę, że jak większość po oglądnięciu filmu. Panowie zapytali mnie jeszcze o kilka technicznych kwestii i pojechali…

Czym trenujesz drift i od kiedy to Twoja pasja?

We wszystko wciągnął mnie mój chłopak, który siedzi w temacie od dobrych, kilku lat.  Zdecydowaliśmy, że idealnym zakupem na początek mojej przygody z driftingiem będzie BMW E36 w kompakcie – samochód dość tani, jednak technicznie wymagający. Miałam szczęście, ponieważ w niedługim czasie od rozpoczęcia poszukiwań, okazało się, że jest taki jeden, tuż pod Krakowem. Długo się nie zastanawiałam i z końcem listopada kupiłam go od razu na miejscu, po pierwszych oględzinach. Zaspawaliśmy dyfer i już tydzień później wyjechałam na mój pierwszy trening, który możecie zobaczyć na moim kanale youtube: 

Gdzie trenujesz i ile na to przeznaczasz czasu? Jesteś zadowolona z postępów jakie robisz?  {{ tn(8763) left }}Jestem zadowolona tylko wtedy, kiedy mój trener, czyli mój chłopak – jest zadowolony z mojej jazdy. Ogólnie mówią, że szybko łapie (śmiech). Wiadomo, są dni lepsze i gorsze… Jeżdżę regularnie co tydzień i staram się nie zwalniać tempa. Trening zajmuje mi zwykle cały dzień z mniejszymi lub większymi przerwami, zależnie od ilości opon i innych samochodów na placu. Bardzo chcę jak najszybciej osiągnąć taki poziom, by móc startować w zawodach. Trenujemy w Krakowie, jednak szczegółów co do miejsca, nie zdradzę (śmiech).

To zdradź może, czy są problemy z takimi miejscami? Ludzie nie denerwują się na hałas itp.? 

Problem z miejscem na trening w Krakowie zawsze był i niestety pewnie będzie, dopóki ktoś konkretny nie zainwestuje w budowę toru z prawdziwego zdarzenia. Dla mnie wystarczy na razie plac, jednak i z tym jest już spory problem. Ja oczywiście staram się jeździć w takie dni i w takich godzinach, kiedy ludzie prawdopodobnie są w pracy i nie odpoczywają w domach np. przy niedzielnym obiedzie (śmiech). Niestety są i tacy, którzy nie znają umiaru i potrafią hałasować, nawet o północy! Aktualnie jesteśmy w trakcie poszukiwań nowej miejscówki, prywatnego placu, który moglibyśmy wynająć pod treningi.

 Czy uważasz, że to problem w naszym kraju, że nie ma gdzie trenować i się rozwijać?  {{ tn(8764) left }}Oczywiście, że jest to wielki problem. Masa ludzi chce jeździć, trenować, przygotowywać się do startów w zawodach, a niestety nie ma gdzie… W zeszłym roku odbyło się głosowanie na rozdysponowanie pieniędzy z Budżetu Obywatelskiego dla Krakowa, jednak wygrały z nami sekundniki na skrzyżowaniach i darmowe wifi. Mam nadzieję, że w końcu ktoś dostrzeże zapotrzebowanie miasta na budowę toru, który naprawdę może być bardzo dobrą i opłacalną inwestycją. Na takim torze mogą odbywać się nie tylko treningi driftu, ale i profesjonalne międzynarodowe zawody driftingowe, jak i zawody z innych dyscyplin motorowych: motocyklowe, gokartowe, testy samochodów, targi motoryzacyjne, pokazy, nauka bezpiecznej jazdy itp. Możliwości jest wiele, już nieraz byłam świadkiem ogromnych imprez motoryzacyjnych, które przyciągnęły tłumy ludzi, a co za tym idzie, sponsorów, więc jest zwrot z takich inwestycji i niemały zarobek. Mam nadzieję, że znajdzie się w końcu inwestor na budowę profesjonalnego toru w okolicach Krakowa.

Co porabiasz w życiu – uczysz się czy pracujesz? Udaje Ci się łączyć obowiązki z nauką driftu?

Studia już skończyłam, obecnie pracuję, a większość wolnego czasu poświęcam mojej, nowej pasji. Staram się też pomagać marketingowo mojemu chłopakowi, który w tym roku wreszcie wyjedzie swoim zmodyfikowanym potworem Nissanem S14 o mocy ponad 500KM i będzie konkurował z najlepszymi w kraju! Planujemy także wyjazd do Japonii – ojczyzny driftingu, gdzie będziemy mieć okazję jeździć na najlepszych światowych torach Ebisu Circuit.

Czyli Twój chłopak i wyjazd do Japonii nakręcają Twoją pasję?

Tak, jest to mocna motywacja do szybkiego podciągnięcia umiejętności w jeździe bokiem, żeby już na miejscu nie dać ciała i skorzystać z wycieczki do Japonii w 110% (śmiech). Przede mną jeszcze długa droga, jednak myślę, że przy dobrych wiatrach wszystko pójdzie zgodnie z planem! Moje postępy z treningów można śledzić na nowym blogu, do lektury którego serdecznie zapraszam: https://www.facebook.com/arrestmeimadriftgirl?fref=ts

Taki wyjazd do Japonii to spora wyprawa – zabieracie swoje samochody? Każdy tam może pojechać i pojeździć na profesjonalnym torze? Jak się taki wyjazd załatwia?

Wyjazd do Japonii na pewno nie jest małym przedsięwzięciem, jednak jak to się mówi – dla chcącego nic trudnego! (śmiech) Żeby taki wyjazd był w ogólne realny, warto dużo wcześniej poszukać promocji lotniczych. My na taką natrafiliśmy podczas obniżenia kursu rubla, stąd też udało się nam kupić bilety po bardzo dobrej cenie w rosyjskich liniach Aeroflot. Samochodów nikt ze sobą nie zabiera, co najwyżej może ktoś wróci z czymś nowym (śmiech). Samochody wypożycza się już na miejscu, na terenie toru. Oczywiście każdy może tam przyjechać i spróbować swoich sił, jednak dobrze jest się do tego odpowiednio przygotować. W Japonii samochody mają kierownicę po prawej stronie, więc dobrze jest wcześniej poćwiczyć np. na symulatorze z przestawionymi biegami na lewo. Tory w Japonii mają różny poziom trudności, niektóre to prawdziwe górskie drogi – przy nieodpowiednim przygotowaniu, nietrudno o tragedię, więc lepiej jeździć z rozwagą.

Co byś na początek poleciła dziewczynom, które tak jak Ty chciałyby spróbować driftu?

{{ tn(8765) left }}Na początek poleciłabym oglądać japońskie filmiki „The Drift Bible” oraz bajkę „Initial D”, by choć trochę na sucho poznać technikę i zasady jazdy w poślizgu od Japończyków – w końcu to oni wymyślili drift i są w nim najlepsi! Następnie znaleźć dobrego trenera – osobę która zna się na rzeczy i potrafi przekazać swoją wiedzę w praktyce. Myślę, że wystarczy kilka lekcji, by zostać dobrze pokierowanym, ponieważ najtrudniej jest oduczyć się złych nawyków. Warto też zainwestować lub pożyczyć kamerkę GoPro i nagrywać każdy trening od środka oraz poprosić znajomego o kręcenie z zewnątrz – to naprawdę dużo daje! Ja w taki sposób oduczyłam się chaotycznie rzucać rękami nad kierownicą, jak i nauczyłam jeździć ciaśniej i dokładniej. Jeśli chodzi o ćwiczenia, to podstawą jest opanowanie jazdy w poślizgu w małych kółeczkach, dokoła np. beczki. Następnie ósemki, większe kółeczka, jazda na wyższym biegu, używanie hamulca ręcznego i coraz szybsza, i bardziej agresywna jazda w rozmaitych kombinacjach.

Ważne, żeby jeździć często, bezpiecznie i poznać swoje auto oraz pilnować temperatury, żeby nie zagotować silnika. Ważne jest też skupienie się nad planowaną trasą jazdy, a nie tylko jechać tam „gdzie nas poniesie” (śmiech). Co do samochodu – uważam, że na początek najlepiej jest kupić coś niedrogiego, najlepiej starsze BMW, do którego części są ogólnodostępne i dość tanie. Można również zapisać się na lekcję do szkół driftu, których jest już kilka w Polsce i jeździć pożyczonym samochodem. Mój chłopak od dłuższego czasu planuje otwarcie szkoły driftu i działa już w tym kierunku, by w niedalekiej przyszłości z projektem wystartować. Doświadczenie ma ogromne i jak widać jest bardzo dobrym nauczycielem (śmiech). Podczas treningów należy także pamiętać o bezpieczeństwie, przepisach i jeździć jedynie w miejscach do tego przeznaczonych.

 

Autorzy zdjęć:

Mariusz Grzyb/Mers Photography https://pl-pl.facebook.com/MersPhotography

Przemysław Login/Fatclan https://www.facebook.com/fatclancrew

Filip Flisek Automotive Photography https://pl-pl.facebook.com/FlisekPhotography

Najnowsze

BMW obstawia nowe Mission: Impossible – wideo

Już niedługo do kin wkracza nowa część Mission: Impossible Rogue Nation, a wraz z nią pojawi się cała plejada samochodów marki BMW.

W wielkich, hollywoodzkich produkcjach bardzo często mamy do czynienia z tzw. lokowaniem produktu. Wystarczy przypomnieć sobie, że w serii z Jamesem Bondem od lat występują samochody marki Aston Martin czy Jaguar. Tak samo z filmem Transporter kojarzy nam się Audi.

W najnowszej produkcji z serii Mission: Impossible pojawią się takie modele jak BMW i8, M3 czy X5. To jednak nie wszystko, bowiem do obsady dołączy także motocykl S 1000 RR, który znajdzie się w rękach złych charakterów.

Zobaczcie trailer filmu, który pojawi się w kinach pod koniec lipca.

Najnowsze

Jechał 300 km/h po obwodnicy Warszawy – wideo

Kilka dni temu w sieci pojawił się filmik, w którym właściciel Porsche Panamera Turbo rażąco łamie przepisy ruchu drogowego.

Parę miesięcy temu było głośno na temat „Bogusia”, który swoim BMW M3 brawurowo poruszał się po Warszawie, za nic mając przepisy. Policja i sąd nie bardzo wiedziały co z nim zrobić. Jak widać zachęciło to kolejnego „śmiałka”, który „chwali” się swoimi popisami w sieci. 

Porsche Panamera Turbo o numerach rejestracyjnych W0 CZORT szaleje od kilku dni po Warszawie i przy okazji pozdrawia „Bogusia z M3”.

https://www.youtube.com/watch?v=jSUFiMBoO74

Zobacz też pojedynek Volkswagena Golfa I vs. Yamaha R1 – kto wygra?

Najnowsze

Katarzyna Frendl

18-letnia Sonia Stando walczy o tory w Polsce!

Sonia od najmłodszych lat była zafascynowana techniką i motoryzacją. Ma już doświadczenie w organizacji imprez motoryzacyjnych, a teraz planuje akcję na wrocławskim rynku - "Torów nie mamy więc spacery uprawiamy".

MOTOLIGA Twojego pomysłu brzmi trochę, jak nazwa zawodów sportowych – czy takie jest założenie tego projektu?

Chcemy walczyć o poprawę bezpieczeństwa na drogach, poprzez naukę jazdy na torach z prawdziwego zdarzenia. Organizować szkolenia, zawody i zrzeszać także inne organizacje, którym przyświecają podobne cele. Pomysł MOTOLIGA (https://www.facebook.com/motoliga) przewijał się w moim życiu od kilku lat, chyba odkąd jeździłam w gokartach – tak od 8 roku życia. Chcąc rozwijać moją motoryzacyjną pasję, razem z tatą napotykaliśmy na wiele przeciwności np. brak toru obok domu. Ale już wtedy zdawałam sobie sprawę z tego, że gokarty dają duży rozwój umiejętności za kierownicą, a podstawy łapią, już nawet 3-latki. Stworzyliśmy pierwszy kartingowy profil na facebooku, gdzie próbowaliśmy przekonywać, że tory są potrzebne i trzeba o nie walczyć. A wiele małych obiektów, lotnisk – nie są torami z prawdziwego zdarzenia i często są niebezpieczne. Zaczęłam działać także w szkole, bardzo chciałam zostać jej przewodniczącą.

Do jakiej szkoły uczęszczasz?

{{ tn(8758) left }}Będę technikiem, mechanikiem pojazdów samochodowych – uczę się drugi rok. Najpierw tato wpadł na pomysł zorganizowania dla uczniów zawodów „Złombol”, gdzie jeździ się samochodami o wartości do tysiąca złotych. Jednak, ja byłam zdania, że to zbyt droga rozrywka dla przeciętnego ucznia. Zorganizowaliśmy za to zajęcia z doskonalenia techniki jazdy na Torze Rakietowa. Chłopcy byli zadowoleni, bo mieli okazję poćwiczyć, co przydało im się potem w codziennej jeździe. Później postanowiliśmy walczyć o coś więcej, szczególnie, że głośno było o złej sytuacji z Torem Lublin i Poznań. Zaczęliśmy też pod projektem MOTOLIGA łączyć całą technikę: samochody, samoloty, motocykle, gokarty. Ostatnio robiliśmy 3-godzinne szkolenia na gokartach z teorią i praktyką. Były też zawody samochodowe z podziałem na klasy, gdzie jedną konkurencją był slalom, a drugą przejazd na czas. Szczególnie slalom dobitnie ukazywał, jak wielu osobom brakuje technicznych umiejętności za kierownicą.

 

 

Młodym ludziom potrzebne są takie zajęcia?

Tak, bo oni często mają potrzebę zbyt szybkiej jazdy, więc lepiej, żeby swoje umiejętności szlifowali na torze. Jeżeli już chcą szybko pokonywać zakręty – to lepiej niech to robią w bezpieczniejszych warunkach, niż szalejąc po mieście. I niech poznają swój samochód, i uczą się go opanowywać w każdej, też niebezpiecznej sytuacji. Na drodze zginął mój kartingowy kolega, inny w wyniku wypadku ma złamany kręgosłup, a jeszcze inny miał dachowanie, bo zbyt szybko pokonywał zakręt. Takie sytuacje dają mi dużo do myślenia i działają na mnie bardzo motywacyjnie! Poza tym, przyszli mistrzowie muszą mieć gdzie się uczyć, nawet Małysz nie byłby tak świetnym sportowcem, gdyby nie miał skoczni „pod domem”.

Kiedy projekt stał się fundacją?

Zarejestrowani jesteśmy od 3 tygodni i dopiero teraz możemy myśleć o jakiś dofinansowanych formach spotkań motoryzacyjnych. Głównym naszym dochodem będzie 1% z podatku, ale też będziemy szukać innych form zbierania funduszy np. w pomysłowy sposób wykorzystywać zużyte części z warsztatów samochodowych, robić recykling, sprzedawać gadżety. Byłaby to też możliwość do wspólnych prac z narzędziami z dziećmi i młodzieżą. Sama miło wspominam takie zajęcia, gdzie mogłam w szkole pokazać opalarkę do drewna i jej działanie (śmiech).

Staramy się również o dofinansowanie z gminy Wisznia Mała na zorganizowanie festynu motoryzacyjnego w sierpniu. Dowiedziałam się przypadkiem o projekcie „Kultura na zakręcie” i wybrałam się na spotkanie, które jakoś nie wyglądało zbyt motoryzacyjnie… Okazało się, że to ośrodek spotkań był zbudowany na zakręcie, a spotkania dotyczyły kultury! (śmiech) Na szczęście z naszym pomysłem też możemy się starać o takie dofinansowanie.

Mówisz o sobie, że jesteś najmłodszym prezesem w Polsce – skąd ta pewność?

Niedawno skończyłam 18 lat i nie widziałam w rejestrach firm młodszej osoby w tej roli. Ale nie to jest ważne, tylko to, co chcę robić. Podkreślam wiek, żeby pokazać, że nie mam wielkiego doświadczenia i może znajdzie się ktoś, kto mi w tym projekcie pomoże.

Skąd u Ciebie motoryzacyjne zainteresowania?

Mój tato ma warsztat samochodowy, a ja już od małego bawiłam się z tatą w naprawianie swojego, małego samochodzika, na którym trzeba było odpychać się nogami. Później miałam biurko, które było takim moim, małym warsztatem. Miałam tam imadełko, dremelkę, lutownicę i wieczny bałagan, o co denerwowała się mama. Od początku byłam ukierunkowana technicznie i wiedziałam do jakiej szkoły pójdę. Jeździłam gokartami, a potem ćwiczyłam też sporo samochodem.

Publikujesz też filmiki w których przepytujesz różne osoby o tory – podoba Ci się taka, dziennikarska rola?

{{ tn(8757) left }}Pytam o tory i o bezpieczeństwo na drogach, a dlatego w formie filmu, bo to jest przekaz lepiej odbierany, niż jakiś długi elaborat. Widać też w nich mój postęp, bo sama je potem montuję. Kręcę też sama, albo pomaga mi tato czy kolega. Pierwsze są słabsze, a kolejne coraz lepsze, też z tego względu, że bardzo się denerwowałam, gdy musiałam zaczepiać ludzi na rynku. Raz mnie nawet zatkało, jak pan mi odpowiedział, że tory nie są potrzebne, bo tylko jeżdżą potem zbyt szybko, a ćwiczyć to można sobie na parkingu!? (śmiech) To mi uzmysłowiło, jak mała jest wiedza o potrzebie doskonalenia techniki jazdy.

Taka krótka forma filmowa to też trudne zadanie, bo materiału zwykle jest dużo, a film musi być „w pigułce”. Zawsze wplątuje w swoje filmy różne wpadki, żeby było zabawnie i żeby zainteresować tematem także przypadkowe osoby, które obejrzą to tylko po to, żeby zobaczyć, jak upada mi kamera (śmiech), jak robię głupią minę.

Planujesz akcję na wrocławskim rynku w obronie torów?

Na pomysł wpadliśmy po akcji ludzi, którzy chodzili po rynku, po zwyżce franka. Na to nie trzeba pozwoleń, bo to tylko spacer (https://pl-pl.facebook.com/events/610483169087126/). Staramy się o ściągnięcie do marszu motocyklistów, którzy będą w tym czasie na imprezie pod Magnolią. Chcemy zobaczyć, ile osób jest chętnych, by nagłośnić problem z torami. Wrocław to duże miasto, a nie mamy toru z prawdziwego zdarzenia. Problemem nie jest położenie takiej nawierzchni, ale koszt samej ziemi. Stadion pochłonął dużo pieniędzy, a wcale nie jest tak bardzo opłacalny. A tor może być wykorzystywany do wielu typów imprez i przyciągnie też inwestorów hotelarstwa, i punkty gastronomiczne czy handlowe. Nie chcemy tu niczego żądać czy nikogo szantażować, tylko uzmysłowić władzom, że jest taka potrzeba. To taki start do kolejnych inicjatyw. Chcielibyśmy także znaleźć poparcie sławnych ludzi, aktorów, którzy się interesują motoryzacją.

Padają zarzuty, że termin jest słaby (25 kwietnia), bo w tym samym czasie będzie niedaleko Rajd Świdnicki?

Co do terminu, to i tak przy bardzo dużym zainteresowaniu może być problem z miejscami parkingowymi dla samochodów w okolicy rynku, dlatego staram się o wsparcie ze strony motocyklistów, których w tym czasie będzie sporo w mieście.

Spotykasz się z przychylnym odbiorem swojej, planowanej akcji na rynku?

Staram się słuchać opinii publicznej. To będzie mój debiut w organizacji takiej akcji, ja się też uczę, ale spotykam się raczej z pozytywnym odbiorem i poparciem. Zdarzają się ludzie, którzy mówią, że to bez sensu i wytykają mi ten młody wiek. Mówią, że już próbowali działać w tym kierunku i nic to nie dało. A ja myślę, że skoro im się nie udało – to może mi się uda! I to jest dobra motywacja. Czasem mam jakieś „dołki”, ale wtedy dostaje dużo wsparcia od rodziców i przyjaciół, żebym dążyła do celu, bo dobrze mi idzie.

Najnowsze