Zuzanna Ścibior podsumowuje sezon 2016 startów na quadach

Jak Zuzia - zawodniczka quadowa - przetrwała ponad pół roku, gdy leczyła kontuzję? Oto jej podsumowanie zeszłego sezonu.

Zeszłoroczny sezon quadowy był dla mnie dość trudny. W momencie przygotowań do sezonu w okresie zimowym jak i na początku sezonu doznałam kontuzji kolan, które zakończyły się operacjami. Czekała mnie długa rehabilitacja i przygotowania treningowe, co opóźniło moją możliwość brania udziału w startach w quadcrossie oraz cross country.

Pierwsze zawody na jakich się pojawiłam to Crosss Country, które odbyły się na początku września. Były one strzałem w 10. Po tych zawodach wiedziałam, że mogę wrócić już do systematycznych treningów na quadzie i startów. Kolejne zawody na jakich się pojawiłam to cross country w Siemiatyczach i Strykowie oraz motocross w Mysiadle.

Sezon 2016 był dla mnie ciężki i dość krótki, ale dzięki tym kontuzjom poznałam przede wszystkim lepiej swój organizm, nauczyłam się cierpliwości i systematyczności. Kontuzje to nie tylko problemy z przygotowaniem fizycznym, ale także psychicznym. Praca nad sobą jest czasochłonna, ale wyniki są najcenniejsze dla zawodnika – na zewnątrz nie są one zbyt widoczne. Wychodzę z tego silniejsza. Rozpoczęłam już przygotowania do kolejnego sezonu. Postaram się, aby był zdecydowanie dłuższy.

Zuzanna Ścibior

Najnowsze

Making a Difference – 2. seminarium FIA Women in Motorsport

Prawie 80 delegatów z 43 federacji narodowych z całego świata spotkało się w Lizbonie na dwudniowym seminarium organizowanym przez Komisję Kobiet FIA - FIA Women in Motorsport. Nie zabrakło również przewodniczącej Zespołu ds. Kobiet PZM.

Hasłem przewodnim spotkania było „Making a Difference”. Na wydarzeniu było obecnych wielu autorytetów, osób związanych z motosportem od lat, co służyło wymianie bogatych doświadczeń i cennych rad oraz pomysłów. Spotkanie otworzył prezes federacji narodowej Portugalii Automóvel Club de Portugal – Carlos Barbosa wraz z przewodniczącą Komisji Kobiet FIA- Michèle Mouton, która zwróciła uwagę na dotychczasową działalność komisji oraz podkreśliła istotę tegorocznego seminarium. Przemawiali również między innymi: Jean Todt Prezydent FIA (prezydent niestety nie mógł być obecny na seminarium jednak zabrał głos poprzez klip video) oraz Graham Stoker Zastępca Prezydenta FIA ds. Sportu. Podczas wydarzenia uczestnicy skupili się na różnorodnych aspektach mających wpływ na dalsze zdefiniowanie strategii dla rozwoju i zachęcania kobiet do udziału w sporcie motorowym.

Podczas pierwszego seminarium kobiet FIA w 2012 roku zdefiniowano 8 zaleceń skierowanych do federacji narodowych. Celem tegorocznego seminarium było przygotowanie kolejnych wytycznych na następne 4 lata.

Wśród 43 federacji narodowych wyróżniono 9, które zastosowały się do rekomendacji z 2012 roku oraz zaangażowały się w najważniejsze projekty FIA.  Wskazano i pochwalono za aktywne działania przedstawicieli z Finlandii, Węgier, Japonii, Madagaskaru, Holandii, Turcji, Iranu, USA oraz Polski tj. działający w ramach Polskiego Związku Motorowego – Zespół ds. Kobiet, który reprezentowała na seminarium jego przewodnicząca Aleksandra Knyszewska.

Na zakończenie dwudniowego wydarzenia, podsumowano wszystkie poruszone tematy, a ich wyniki miały pomóc stworzyć plan dalszych działań, który ma być realizowany przez Komisję Kobiet i jej interesariuszy w ciągu najbliższych czterech lat.

Źródło: PZM

Najnowsze

2016: najlepszy sezon motocrossowy dla Joanny Miller

Joanna Miller sezon 2016 może zaliczyć do najlepszych od 4 lat. Udało się zrealizować wszystkie cele i uniknąć kontuzji. Wszystkie starty były bardzo udane zarówno te na arenie międzynarodowej jak i w Mistrzostwach Polski.

W Mistrzostwach Świata w klasyfikacji generalnej Joanna zdobyła 14 miejsce, mimo braku startu w pierwszej rundzie i problemów w przedostatniej. Lecz należy spojrzeć również na poszczególne rundy. Szczególnie te we Francji i we Włoszech warte są spojrzenia. Uzyskane lokaty 6 i 9, pokazują że jakie miejsca są w jej zasięgu. W pierwszym historycznym Pucharze Europy rozgrywanym w Cieszynie Joanna wywalczyła podczas trzech wyścigów 5 lokatę. Walka była bardzo zacięta i z całej Europy na maszynie startowej pojawiło się około 15 bardzo dobrych zawodniczek, które są obecne również w Mistrzostwach Świata.

W Polsce Joanna zdobyła tytuł Mistrza Polski w klasie Kobiet oraz Vice – Mistrza w klasyfikacji zespołów sponsorskich. W trakcie sezonu udało się również stanąć na maszynie startowej w klasie MX2 wraz z mężczyznami. Nie były to wyścigi o miejsca, lecz o doświadczenie i doskonały trening. Mimo to udawało się zajmować miejsca w połowie drugiej dziesiątki.

Cały sezon nie udałby się gdyby nie cała rzesza ludzi. Podziękowania za sezon 2016 należy skierować do wszystkich sponsorów, którzy wspierali Joannę. Dzięki ich wsparciu udało się uzyskać tak dobre wyniki. Każdy dołożył swoją cegiełkę do sukcesu. Duust KTM (KTM Warszawa) zajęło się motocyklema i kontaktami z fabryką KTM, od Penrite Joanna dostała oleje i spraye do motocykla, polskie firmy Karguii i Brubeck zapewniły ubrania na tor i poza nim. Również dzięki firmom 24MX i 4ride.pl nie musiała się martwić o ochronę ciała na motocyklu. Firma Bridgestone zadbała, abymotocykl miał zawsze nowe opony, a dzięki Acerbis Polska / Moto Ars plastiki i nie tylko, do których okleiny wykonali SM Stickers. W trakcie sezonu motocyklem zajmowali się Bros Racing, a częściami do motocykla Inter Motors (teleskopy Ohlins),  E.M. Motorsport i Parts Europe. A magazyn X – Cross zajął się połączeniem tych wszystkich firm w jedną całość. Nie sposób również nie wspomnieć o tych dla których nie był to pierwszy sezon współpracy o niezastąpionym Enervit podczas zawodów i treningów, o Gdańskim Klubie oraz o Polskim Związku Motorowym. Mimo często trudnych sytuacji w trakcie sezonu wychodzili naprzeciw ze zrozumieniem i pomagali jak tylko mogli w nieprzewidzianych okolicznościach. Lecz trzeba również podziękować wszystkim tym, którzy w jakikolwiek sposób wspierali Joannę, również wirtualnie. Zasięg postów na facebook, polubień i komentarzy często przerastał najśmielsze oczekiwania. I nawet gdy pojawiały się problemy to wsparcie było. Starty na arenie międzynarodowej pokazują, jak wiele potencjału tkwi w naszej rodaczce. Ile dzięki dobremu przygotowaniu fizycznemu i treningom zimą jest ona w stanie osiągnąć. Napawa to wielkim optymizmem na przyszły sezon, który będzie trudny z wieloma startami zagranicznymi.

Od przyszłego roku w kalendarzu motocrossowym pojawia się nowość Mistrzostwa Europy Kobiet. A niestety rok ma tylko 52 tygodnie. Dlatego Joanna musiała podjąć ciężką decyzję gdzie będzie startować, czy skupia się na startach międzynarodowych czy ważne są  Mistrzostwa Polski. Były to ciężkie dyskusje i dylematy czy na pewno da radę to unieść finansowo. Dlatego możemy jako #MillerTeam ogłosić, że w przyszłym roku Joanna Miller będzie startować w pełnym cyklu Mistrzostw Świata i Mistrzostw Europy. Z tego też powodu odpuszcza Mistrzostwa Polski w klasie Kobiet i skupia się na startach zagranicznych. Wspierać ją będą w kolejnym sezonie Duust KTM, Human Therapy, Penrite, KW Race Wear, 4ride.pl, SM Stickers oraz Acerbis Polska / Moto Ars.

Sezon 2017, czas start!

Najnowsze

Edyta Klim

Charytatywne aukcje motoryzacyjne dla WOŚP

Przed nami 25. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i wiele możliwości nie tylko pomagania, ale i wzięcia udziału w wielu motoryzacyjnych akcjach.

To już czwarty finał WOŚP, z którego zebrane środki zostaną przeznaczone dla ratowania życia i zdrowia dzieci na oddziałach ogólnopediatrycznych oraz dla zapewnienia godnej opieki medycznej seniorom.

Dzięki serwisowi Charytatywni Allegro można wziąć udział w licytacji, która nie tylko wesprze ten cel, ale i być może podniesie nieco poziom adrenaliny?

– Możemy np. wylicytować samochód bądź motocykl do dyspozycji na weekend:

http://aukcje.wosp.org.pl/listing?query=na%20weekend&scope=automotive

– Przejechać się samochodem lub motocyklem nowym, a także klasykami:

http://aukcje.wosp.org.pl/listing?query=przejażdżka&scope=automotive

– Wygrać gadżet z autografem naszego idola:

http://aukcje.wosp.org.pl/listing?query=autograf&scope=automotive

– Kupić motoryzacyjny kalendarz na 2017 rok:

http://aukcje.wosp.org.pl/listing?query=2017%20kalendarz&scope=automotive

W wielu miastach odbędą się także licytacje ze sceny, a największa motoryzacyjna impreza odbędzie się w Warszawie na Bemowie. Tam odbędą się liczne licytacje, przejażdżki i koncerty – szczegóły na stronie: http://motoorkiestra.pl .

Auta terenowe, rajdówki, motocykle i klasyki zawitają także na ul Piotrkowską w Łodzi oraz do Krakowa pod Centrum Handlowe M1. Spora ekipa zawodników będzie gotowa do pomagania w Wieliczce pod Hotelem Lenart. Na motodromie w Zbylitowskiej Górze można liczyć na gorącą rywalizację i liczne przejadżki. Moto-orkiestra zagra także w Toruniu na torze rally crossowym przy ul. Bielańskiej 66, a rajdowa w Węgierskiej Górce.

 WOŚP można także wesprzeć:

– wpłatą online: http://www.wosp.org.pl/fundacja/jak-wspierac-wosp/wesprzyj-online

– SMS-owo: http://www.wosp.org.pl/final/wesprzyj/wyslij-sms

Najnowsze

„Na plecaku – Harleyem przez Amerykę” – relacja z motocyklowej podróży Karoliny Kowarskiej

Na tylnym siedzeniu motocykla Harley-Davidson Ultra Limited przemierzyła sporą część Stanów. Jakie są wrażenia osoby, która patrzy na Świat z tej perspektywy? Oto relacja Karoliny Kowarskiej, uczestniczki wyprawy, będącej wygraną w konkursie amerykańskiej marki Discover More.

Wyprawy, a szczególnie road tripy, to od zawsze mój ulubiony sposób poznawania nowych miejsc i kultur. Jednak dopiero dzięki Antonowi poznałam smak podróży motocyklowych, gdyż sama nie mam prawa jazdy na motocykl. W 2014 roku wybraliśmy się na naszą pierwszą dużą wyprawę po Indiach. Przez blisko miesiąc przemierzyliśmy przepięknym Royal-Enfieldem ponad 5000 km. Ta wyprawa była zupełnie wyjątkowa dzięki właśnie wybranemu przez nas motocyklowi, kultowemu w tym kraju Royalowi Enfildowi, który na dodatek został na potrzeby naszej podróży wyposażony w metalowe sakwy. Dawał nam niezależność, jaką daje samochód, ale dawał nam też coś dużo więcej – bezpośredni kontakt ze światem. Ja z natury jestem osobą bardzo ciekawą świata, więc im bliżej tego świata jestem, tym większą sprawia mi to radość.

Pomimo wyjazdów od trzech lat na wyprawy motocyklowe do tej pory nie mam prawa jazdy kategorii A, dlatego sama nie nazywam się nigdy motocyklistką. Natomiast czy mam duszę motocyklistki? W pewnym sensie na pewno! Nie wyobrażam sobie niektórych podróży w sposób inny niż na motocyklu. W każdej z takich podróży odnajduję coś nowego. Tak w Indiach byłam nie tylko plecakiem, ale również GPSem, sprawdzałam co jakiś czas czy nasze bagaże trzymają się drogi, podawałam Antonowi napoje czy jakieś snacki podczas wielogodzinnej jazdy. W Stanach odkryłam, że Harley’e są na tyle wygodne, że można się jako plecak wychylać i cykać całkiem niezłe zdjęcia. A przecież fotografia to jedna z moich pasji! Poza tym widząc jak ciężkie były nasze motocykle nie sądzę, że byłoby mi łatwo nim manewrować, szczególnie na niektórych pochyłych i żwirowych powierzchniach. Także rozkoszowałam się rolą plecaka pozwalałam sobie na koncentrowanie się na otoczeniu, a nie tylko na drodze.

W tym roku nasz urlop miał być nie mniej egzotyczny, a na pewno bardziej wygodny. A to dzięki wygranej w polskiej edycji konkursu Harley-Davidsona Discover More. Wygraliśmy naszą podróż marzeń i zdecydowaliśmy się na USA, bo jakoś tak wewnętrznie czuliśmy, że jeśli Harley to musi być chociaż kawałek Route 66. Jeśli chodzi o model to od razu wybraliśmy na podróż Harley-Davidson Ultra Limited. Mogliśmy wybrać każdy model z dostępnych u dealera (czyli praktycznie większość modeli z roku 2015 i 2016 w USA byłaby dla nas dostępna), ale to jednak wygląd Ultra Limited podbił nasze serca… przynajmniej na zdjęciach. W samym Las Vegas, gdzie odbieraliśmy motocykle, ta piękna maszyna wydała mi się potężna. Z jednej strony cieszyłam się, że dzięki trzem dużym kufrom na pewno uda nam się wszystko zmieścić, ale jednak poczułam gdzieś w głębi, że może okazać się ociężała, albo trudna w manewrowaniu. Na szczęście moje obawy zupełnie się nie spełniły. Dostaliśmy maszyny z silnikiem 1.7 (większym, niż ma moje auto!), także ociężałość na pewno nie była naszym problemem, raczej trzeba było uważać, żeby nie dostać mandatu!

Urlop w 2016 planowaliśmy jeszcze pod koniec 2015 roku. Od kilku lat wybieraliśmy się na wyprawy do Azji, gdzie stosunkowo niedużym kosztem można poznawać egzotyczne dalekie kultury. Tamten kawałek świata, poza pogodą, ma też swój plus w postaci wszechobecnych jednośladów dzięki czemu zawsze możemy chociaż część urlopu spędzić na motocyklach. Tym razem wybraliśmy listopad, gdyż akurat w Azji jest to okres słonecznej i suchej pory roku. Po wygranej Discover More nie mieliśmy już możliwości zmiany terminu urlopu w pracy więc zdecydowaliśmy się pojechać według wcześniej ustalonych dat (czyli od połowy listopada do początku grudnia). Stany to ogromny kraj z wieloma strefami klimatycznymi dlatego stwierdziliśmy, że na pewno gdzieś pogoda będzie ładna. Ja nigdy nie byłam w USA i przyznam szczerze, że jeśli już mnie coś pociągało to The Southwest, czyli regiony dzikiego zachodu. Oczami wyobraźni widziałam jak mkniemy na motocyklach przez Monument Valley  lub przez niekończące się rancza. Natomiast moim najbardziej wyczekiwanym parkiem było White Sands. Po przeczytaniu wielu przewodników, blogów i rozmowach z przyjaciółmi, którzy już swoje w Stanach zobaczyli, ustaliliśmy trasę. Oczywiście za długą, ale uznaliśmy, że damy się ponieść amerykańskim drogom, a w razie potrzeby będziemy improwizować.

W Las Vegas pogoda była doskonała więc już od samego początku zdecydowaliśmy się na modyfikację. Uderzyliśmy na północ, do Utah, żeby odwiedzić dwa parki narodowe, Zion oraz Bryce. Byliśmy przekonani, że dzięki wybranej porze roku nie będziemy musieli dzielić tych wszystkich nieziemskich miejsc z chmarą turystów. W Zion okazało się dodatkowo, że będziemy mogli przemierzyć parkowe trasy, które większość roku są zarezerwowane dla specjalnych autobusów, naszymi motocyklami, gdyż właśnie skończył się sezon i zawiesili transport autobusowy. Była to jak wisienka na torcie. Pogoda nam również sprzyjała przez kolejne dni i kolejne niesamowite miejsca. Po krótkiej wizycie w Kolorado, ruszyliśmy do Nowego Meksyku. Południowy zachód Stanów Zjednoczonych to idealne miejsce na podróże motocyklowe. Większość roku jest tam co prawda bardzo gorąco, ale kwiecień lub październik powinny już być dużo przyjemniejsze. Poza tym w Utah, Kolorado, Arizonie czy Nowym Meksyku jest wszystko co każdy wielbiciel motocykli doceni, czyli mała ilość rocznych opadów, mała ilość miast (a dzięki temu mniej stania na światłach), przepiękne widoki i niesamowite trasy. Sposób dostania się do celu dokonywaliśmy na dwa sposoby, albo jechaliśmy jedyną możliwą trasą albo jeśli był wybór między autostradą, a drogą stanową to praktycznie zawsze wybieraliśmy drogę stanową, lub wręcz lokalną. Są one świetnie utrzymane i najczęściej dużo ciekawsze niż prosta, zatłoczona szybka trasa międzystanowa. Niejednokrotnie kręte trasy na zachodzie, moim zdaniem, dużo bardziej docenia się jadąc motocyklem, niż wielkim vanem lub SUVem zazwyczaj z automatyczną skrzynią biegów.

Jeśli chodzi o motocykle na drodze, to byliśmy zaskoczeni jak niewiele ich spotykaliśmy. Najczęściej widzieliśmy Harley’e lub Indian’y, ale jednak nie było ich tyle ile sobie wyobrażaliśmy. Poza tym widzieliśmy motory crossowe, które podróżowały na tyle ogromnych pickupów Oczywiście na trasie wszyscy motocykliści się witali. Jest to jedna z tych rzeczy, które ja osobiście bardzo lubię. Daje to poczucie pewnego rodzaju wspólnoty, która istnieje między miłośnikami jednośladów. Jeśli natomiast natrafialiśmy na jakimś postoju na motocyklistę to prawie na 100% nawiązywała się między nami rozmowa. Zaskoczyła mnie też otwartość innych Amerykanów. Po drodze spotkaliśmy dziesiątki ludzi, którzy czasem tak po prostu podczas jakiegoś postoju podchodzili do nas i pytali skąd jesteśmy, gdzie się wybieramy i dawali nam całą masę przydatnych informacji dotyczących zarówno najlepszych tras, ale też dobrych miejsc noclegowych, restauracji czy nawet ciekawych do zobaczenia miejsc. Dla nas każda taka informacja była bardzo cenna. Z przewodników znaliśmy największe atrakcje okolicy, ale uznaliśmy, że nie chcemy po prostu pędzić od miejsca do miejsca. Chcieliśmy doświadczać wszystkiego co jest w okolicy, dzięki czemu codzienne odcinki dzieliliśmy na mniejsze kawałki.

Z naszych poprzednich wyjazdów nauczyliśmy się, że w trakcie dwutygodniowej podróży naprawdę warto robić przystanki, żeby rozprostować kości. Tym razem nasze Harley’e zaskoczyły nas pozytywnie – są to motocykle stworzone do takich wypraw. Chłopaki (Anton oraz wieloletni przyjaciel Antona – Aaron) jako kierowcy, bywali bardziej zmęczeni wielogodzinną koncentracją, ale ja jako pasażer przyznam, że niejeden raz walczyłam ze snem podczas jazdy, bo było mi tak wygodnie.

Odwiedzane przez nas miejsca, były również świetnie dostosowane do motocykli. Najczęściej Parki Narodowe mają asfaltową trasę z wieloma przystankami, gdzie można zaparkować, zostawić rzeczy i pójść na wędrówkę wyznaczonym szlakiem. Szlaki są podzielone na dłuższe (nawet kilkugodzinne) i na te naprawdę krótkie (ok. 20-30 min), także każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Pomimo wygody naszych Ultra Limited, chętnie wybieraliśmy się na szlak, żeby móc przyjrzeć się z bliska zarówno florze, jak i faunie. Co do amerykańskiej fauny to mieliśmy okazję, często nawet z bliska, zobaczyć takie zwierzaki jak kojoty, setki żurawi kanadyjskich (spędzają one zimę w USA), znane z bajki Chip & Dale pręgowce, dziesiątki jastrzębi i sokołów, dzikie króliki, jelenie, sarny, słonie morskie oraz ich mniejsze kuzynki uchatki, a w Portoryko nawet iguanę portorykańską. Z tych wszystkich pięknych stworzeń najbardziej obawiałam się saren i jeleni. Po zmierzchu wyskakują one na ulice, a w okolicy Parku Narodowego Bryce dowiedzieliśmy się, że w ciągu poprzedniej doby było, aż 26 wypadków z sarnami. Wypadki te były śmiertelne dla saren, ale ludzie nie ucierpieli. W naszym wypadku takie bliskie spotkanie mogłoby się skończyć dużo poważniej, dlatego jeśli już zdarzyło nam się jechać po zmroku robiliśmy to bardzo ostrożnie.

Jeśli chodzi o florę to wszystko nam się wydawało ciekawe, gdyż są to rośliny zupełnie inne od tych spotykanych w naszym kraju. Podziwialiśmy przepiękne okazy kaktusów saguaro czy opuncji, oraz inną roślinność, taką jak juka, herbatę mormonów czy pinie, z których zbieraliśmy orzeszki piniowe bezpośrednio z szyszek. Wydawałoby się, że z pary – flora i fauna – to fauna może tylko stanowić niebezpieczeństwo na drodze. Jak się okazuje w Stanach zagrożenie może stworzyć również flora. Dowiedzieliśmy się tego już w pierwszym tygodniu podróży jadąc z Jemez Springs do miasteczka Madrid. Poprzedniego dnia zostaliśmy poinformowani przez barmana w knajpce gdzie jedliśmy kolację, że ma być wietrznie. Mi nawet przez myśl nie przyszło, że to jakiś problem, ale barman mówił, żeby uważać na ten wiatr. Jako, że amerykanie mają tendencję do nadmiernego dbania o bezpieczeństwo uznałam, że ten wiatr to pewnie jakaś przesada i nic nam nie będzie. Następnego dnia, jak co dzień, poranek przywitał nas przepięknym słońcem, więc wsiedliśmy na motocykle i… po paru kilometrach okazało się, że wiatr osiąga prędkość do 150 km/h. Nasze maszyny były ciężkie, ale jednak wiatr wiejący z taką prędkością znosił nas skutecznie na pobocze, więc chłopaki musieli się dość męczyć z prowadzeniem. A poza wiatrem, no właśnie, amerykańska flora w akcji, czyli biegacze pustynne znane z kreskówek o dzikim zachodzie. Anton już wypytywał parę dni wcześniej kiedy je zobaczymy, ale jak już je napotkaliśmy, to chcieliśmy jak najszybciej o nich zapomnieć. Biegacze potrafią osiągać rozmiar połowy samochodu i pomimo tego, że są dość lekkie to są uzbrojone w kolce. Zderzenie z większym biegaczem z prędkością 150 km/h mogło dla nas skutkować wywrotką, więc postanowiliśmy zmienić trasę i schroniliśmy się w pobliskim Albuquerque. Po raz pierwszy zrozumiałam, że w USA pogodę bierze się na poważnie. Na szczęście takiego wiatru doświadczyliśmy jeszcze tylko raz w drodze do Arizony. Kolejne dni pomimo nieraz mroźnych poranków były słoneczne, więc parę warstw bielizny termicznej i dobre motocyklowe ubrania zapewniały nam odpowiedni poziom komfortu. Ja osobiście zmarzłam kilka razy kiedy jechaliśmy po zmroku, oraz już pod koniec podróży w okolicach Grand Canyon’u, gdzie temperatury w ciągu nocy były minusowe, a w ciągu dnia rosły do ok. 5 stopni. Anton w swoim HD miał podgrzewane manetki, co nas mile zaskoczyło, gdyż amerykanie kojarzą się z krajem całorocznych opon, a my braliśmy motocykle w znanej z upałów Nevady, więc nie spodziewaliśmy się takich luksusów.

Dla mnie ta podróż to było na pewno spełnienie marzenia o odkrywaniu dzikich zakątków USA i przyznam, że możliwość odbycia tej podróży na tak pięknych motocyklach była czymś wyjątkowym. Dzięki takiemu sposobowi podróżowania doświadczaliśmy wszystkiego dużo bardziej, bo czuliśmy żar słońca, przeszywający wiatr, czy zapach lokalnej roślinności. Samochód nie daje takiego poczucia bycia „tu i teraz”. Na pewno samochodem byśmy zwiedzili te wszystkie miejsca, ale doświadczenie byłoby zupełnie inne. Wiem to, gdyż po oddaniu motocykli wynajęliśmy vana i ruszyliśmy z Las Vegas do San Francisco. Cieszyłam się w Death Valley, że mamy vana, dzięki któremu mogliśmy tam przenocować oraz wtedy, gdy zaczął padać śnieg, ale kiedy tylko dotarliśmy do pełnej zakrętów drogi stanowej nr 1 w Kalifornii biegnącej wzdłuż oceanu od razu westchnęłam mówiąc, że super byłoby mieć tutaj motocykl. Poza tym, podczas podróży Harley-Davidsonami sam nasz widok chodzących w ciuchach motocyklowych w wielu miejscach wywoływał przyjazny uśmiech i pozdrowienie „drive safe!”. A to sprawiało, że czułam, że wszystko nam się uda, gdyż każdy nam tego życzy.

Więcej na: https://www.facebook.com/TheBorderlessAdventure/

Najnowsze