Zobaczcie film z Muzeum Mercedes-Benz nakręcony dronem. Spektakularne efekty!

Z okazji ponownego otwarcia Muzeum Mercedes-Benz prezentuje nowy film wideo, nakręcony z drona. Dynamiczny klip zachwyca zjawiskowymi ujęciami.

Co czeka na widzów? Na przykład przelot przez uniesione drzwi legendarnego 300 SL „Gullwing”. Albo wizyta w kabinie autobusu Mercedes-Benz LO 1112 z Argentyny. Film z perspektywy lecącego drona prezentuje praktycznie wszystkie poziomy muzeum: prowadzi od tarasu na dachu przez kolejne sale z motoryzacyjnymi legendami oraz sekcje poświęcone fascynującym rozwiązaniom technicznym aż do głównego wyjścia. Nietypowe ujęcia pozwalają odkryć wiele ekscytujących detali.

Zespół Muzeum Mercedes-Benz oraz twórcy filmu – Daniel Wagner i André Jung z minidrone.studio – wykonali zdjęcia w czasie, gdy muzeum było zamknięte z powodu koronawirusa. Już wstępny plan zakładał, że oprócz zdjęć z zewnątrz i wewnątrz minidrony muszą przelatywać przez wnętrza pojazdów. To odważna koncepcja, biorąc pod uwagę, że wartość muzealnych eksponatów nierzadko liczy się w milionach. Jednocześnie była to jednak okazja, by przedstawić muzeum z nieznanych dotąd perspektyw.

Ostateczny rezultat powstał w ciągu 3 dni produkcji i montażu. Twórcy przyznają, że praca nad filmem nie była tak „fajna”, jak może wydawać się podczas jego oglądania. Jak mówi Daniel Wagner, tylko szybki lot zapewniał estetyczne, płynne zdjęcia, więc o powolnych lotach w pobliżu samochodów nie było mowy. Wymagało to dużego doświadczenia i praktyki. W przypadku gotowego wideo prędkość nagrywania w wielu miejscach została cyfrowo spowolniona, tak aby osiągnąć optymalny efekt dla widza – np. na zakręcie w sali z samochodami wyścigowymi i rekordowymi maszynami Mercedes-Benz.

Trwający około 4 min film można oglądać na kanałach społecznościowych Muzeum Mercedes-Benz (@mercedesbenzmuseum na Instagramie i Facebooku, @MB_Museum na Twitterze), a także na wielu innych kanałach społecznościowych Mercedesa w sieci (na przykład na YouTubie: ). Produkcja spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem: w ciągu pierwszych kilku dni wideo było oglądane już około 6 milionów razy.

Najnowsze

Poznań Moto Fest odbędzie się w ostatni weekend czerwca. Gratka dla miłośników motoryzacji!

Przez dwa dni teren Międzynarodowych Targów Poznańskich wypełni bogata ekspozycja, w której znajdzie się ponad 200 wyjątkowych pojazdów, w tym samochody, motocykle i kampery.

Poznań Moto Fest to piknik motoryzacyjny, będący częścią wspólnej kampanii Grupy MTP, Miasta Poznań oraz lokalnych firm i instytucji – #WracamyDoGry. 

Fani czterech kółek będą mogli podziwiać zarówno nowoczesne, sportowe auta, jak i klasyczne, zabytkowe modele. Spodziewanych jest ponad 50 super-samochodów oraz pojazdów kolekcjonerskich. Na zwiedzających czekają również nowości zaprezentowane przez czołowych poznańskich dealerów samochodowych oraz auta tuningowe. Miłośnicy jednośladów będą mogli z kolei podziwiać pokazy motocyklowego Stuntu. To wszystko uzupełnią liczne atrakcje dla całej rodziny, a także zabawy i aktywności dla najmłodszych. 

Wiosenne plany pasjonatów motoryzacji zostały w tym roku mocno pokrzyżowane. Wreszcie, po dłuższej przerwie możemy zaprosić ich do wzięcia udziału w bardzo ciekawym wydarzeniu – mówi Łukasz Wołonkiewicz, Dyrektor Projektu. – Poznań Moto Fest to doskonała impreza dla wszystkich fanów motoryzacji. Coś dla siebie znajdą zarówno młodsi, jak i starsi, dlatego na Międzynarodowe Targi Poznańskie zapraszamy całe rodziny. Nie mam wątpliwości, że przez te dwa dni czeka nas świetna i przede wszystkim bezpieczna zabawa – dodaje. 

Wszystkie informacje związane z atrakcjami, jakie czekają nas podczas Poznań Moto Fest można znaleźć na facebookowym wydarzeniu oraz stronie WWW targów Poznań Motor Show. Najbliższe dni przyniosą nam pierwsze informacje na temat wystawców, którzy wystąpią w ramach Poznań Moto Fest.  

Sprzedaż biletów wystartuje jeszcze w tym tygodniu. Cena wejściówek oraz wszystkie szczegóły związane z procedurą zakupu zostaną podane już niebawem.   

Najnowsze

Goodc

Hybrydowe modele Lexusa po rosyjskim tuningu – przerost formy nad treścią?

Rosyjski tuner SCL Global Concept przygotował bardzo odważny i kontrowersyjny pakiet modyfikacji dla nowych modeli Lexusa. Na pierwszy rzut oka przód samochodów przypomina bohaterów science fiction i godnego rywala dla... gigantycznych nerek BMW? Czy auta te znajdą swoich wielbicieli?

Nikomu dotąd nieznany tuner SCL Global Concept wziął na warsztat nowe modele Lexusa. Nie da się ukryć, że rosyjscy kierowcy lubią się wyróżniać na drodze – podobnie jak japońscy. Liczy się rozmiar, blichtr, błysk. Im ciekawiej, tym lepiej. 

Przyjrzyjmy się najpierw modelowi RX, który otrzymał pakiet Goemon – to zestaw agresywnych modyfikacji nadwozia. Co wchodzi w zakres modyfikacji? Specyficzna atrapa chłodnicy,  nakładki na zderzakach, nowa maska oraz ogromne spoilery na pokrywie bagażnika.

Hybrydowe modele Lexusa po rosyjskim tuningu - przerost formy nad treścią?

Trzeba przyznać, że na uwagę zasługują duże, 23-calowe felgi, które dodają szyku i urody całemu nadwoziu. Nowe modele Lexusa wyróżniają się dość dynamicznymi kształtami, więc w tej nowej odsłonie po tuningu cały pomysł wydaje się dość spójny. Tunerzy zdecydowanie postawili na liczbę dodatków i „upiększeń”. 

Hybrydowe modele Lexusa po rosyjskim tuningu - przerost formy nad treścią?

W przypadku mniejszego modelu Lexusa NX tuner wprowadził nieco delikatniejsze zmiany, ale nie mogło zabraknąć tej olbrzymiej atrapy chłodnicy – czy bawarski producent ma się czego bać? W Rosji z łatwością modyfikują potocznie zwane „grille” projektując je na całą szerokość samochodu! NX otrzymał solidne dokładki na zderzakach i progach bocznych. 

Hybrydowe modele Lexusa po rosyjskim tuningu - przerost formy nad treścią?

Ile kosztuje taki pakiet dla hybrydowych modeli Lexusa? Tuner wycenia swój pomysł na modyfikację RX-a na 10 tysięcy dolarów, dodatkowo musicie doliczyć koszty przesyłki, czyli łącznie blisko 40 tysięcy złotych.

Hybrydowe modele Lexusa po rosyjskim tuningu - przerost formy nad treścią?

Modyfikacje dla NX-a wycenione zostały na niebagatelną kwotę prawie 7 tysięcy dolarów. Do tego oczywiście koszty przesyłki około 2 tysięcy dolarów. 

Bylibyście chętni na taką zmianę waszego samochodu? 

Najnowsze

Toyota Celica VI to samochód dla entuzjastów. Praktyczny poradnik przed zakupem

Jesteś entuzjastą motoryzacji i chcesz mieć kultowe auto? Toyota Celica VI to samochód, który łączy atrakcyjny wygląd, radość z jazdy i technologie sprawdzone w motorsporcie. Na co należy zwrócić uwagę, szukając tego modelu?

Szósta generacja Celiki (1994-1999) będzie miała ponad 20 lat, a jej sportowe geny raczej nie namawiały do spokojnej jazdy, więc przed zakupem powinniśmy się dobrze przyjrzeć każdemu z egzemplarzy.

Agresywna stylistyka, nawiązująca do Supry Mk4, nadal przykuwa uwagę. Aż chce się kupić Celikę oczami. Trzeba być jednak czujnym. “Atrakcyjnie wyglądające drzwi bez ramek to pierwsza rzecz, na której powinniśmy się skupić. Uszczelki szyb po pewnym czasie będą po prostu odstawać w wyniku zużycia.” – mówi Konrad Pełka z Celica-Club Poland. Ich zużycie powoduje nieprzyjemny hałas w środku, ale przede wszystkim dostaje się przez nie woda. Czasami wystarczy prosta regulacja, zazwyczaj jednak kończy się na wymianie uszczelek. Używane uszczelki w dobrym stanie są trudne do zdobycia na szczęście można  zakupić nowe w ASO, jednakże ich cena jest wysoka.

Toyota Celica VI to samochód dla entuzjastów.

Kolejny na liście “do sprawdzenia” jest lewy tylny błotnik, w którym zamontowano wysuwaną elektrycznie antenę. Tam też lubi zbierać się woda. “Toyota przewidziała te problemy i w drzwiach zrobiła specjalne kanaliki, a przy antenie zamontowała gumowy przewód do odprowadzania wody. Mało kto jednak o tym pamięta, kanaliki się zatykają, a przewód notorycznie spada, co powoduje sporą korozję

Kupując egzemplarz za 10 tys. zł, powinniśmy być przygotowani na to, że doprowadzenie auta do porządnego stanu pochłonie kolejne 2-3 tys. zł. Ceny napraw blacharskich są na standardowym poziomie, ale problemem może być dostępność dobrej jakości gotowych reperaturek, których w zasadzie nie ma.

W sportowym samochodzie musimy być przygotowani na większe zużycie elementów przeniesienia napędu. Agresywną jazdę odczuje sprzęgło i synchronizatory skrzyni biegów (w szczególności 3. bieg). Podatne na korozje są półosie. Przednią dłuższą półoś trzeba sprawdzić w miejscu montażu gumowego odbojnika, bo korozja może doprowadzić nawet do jej pęknięcia. Przeguby także wymagają uwagi, bo potrafią się wypinać.

Toyota Celica VI to samochód dla entuzjastów.

W zawieszeniu spotkamy klasyczne kolumny McPhersona lub ich połączenie z wielowahaczem z przodu nazwane Super Strut Susspension (SSS), które gwarantuje znakomite właściwości jezdne. Trwałość jednego i drugiego typu zawieszenia będzie podobna, ale koszt serwisowania wersji z SSS będzie wyższy. Najszybciej zużywają się łączniki stabilizatora, sworznie wahaczy, górne łożyska kolumn McPhersona, amortyzatory i łożyska kół.

W dwudziestoletnich samochodach elementy zawieszenia będą miały powierzchniową korozję. Jeśli planujemy dłużej jeździć zakupioną Celiką, warto wyczyścić i polakierować te podzespoły, a gumowe elementy wymienić na poliuretanowe. 

Regularnie serwisowane egzemplarze, nawet z dużym przebiegiem, nie powinny przysporzyć problemów i dadzą ich użytkownikom wiele radości z jazdy. Celica może nam służyć do spokojnej i dostojnej jazdy na co dzień (w szczególności w wersji cabrio) oraz dawać wiele sportowych emocji (wersje GT i legendarny GT-Four).

Toyota Celica VI to samochód dla entuzjastów.

Wybór wersji z silnikiem o pojemności 1,8 litra to dobre rozwiązanie dla osób z mniejszym budżetem. Łatwiej taką znaleźć w dobrym stanie blacharskim i mniej zużytą. Możemy zdecydować się też na wymianę silnika na niezawodny dwulitrowy (ze skrzynią biegów i osprzętem), a koszt takiej operacji to kilka tysięcy złotych wraz z zakupem używanego silnika.

Toyota Celica regularnie występuje w ogłoszeniach motoryzacyjnych, zarówno w wersji 1,8 l jak i 2,0 l, z nadwoziem liftback (unoszona tylna klapa z szybą). Bardzo rzadko trafia się wersja cabrio, a już całkowitym rarytasem jest wersja coupe (uchylna klapa bagażnika, bez szyby). Ceny modeli 1,8 l to ok. 5000-8000 zł. Za wersje dwulitrowe GT trzeba zapłacić powyżej 10 000 zł, w zależności od stanu. Warto poszukać zadbanych egzemplarzy od fanów marki lub z dedykowanych warsztatów. Te samochody są przeważnie w bardzo dobrym stanie, po wielu godzinach pracy włożonych w rewitalizację. Taki samochód przejedzie kolejne dekady i przyniesie właścicielowi dużo frajdy.

Najnowsze

Nissan prezentuje system sterowania napędem na wszystkie koła. Jak to działa?

Na masowym rynku samochodów elektrycznych coraz mocniej zaznacza się trend koncentracji na osiągach. Nissan właśnie zaprezentował nową technologię sterowania napędem na wszystkie koła w samochodach elektrycznych. Jak działa i jaki ma wpływ na właściwości jezdne?

W uproszczeniu e-4ORCE to zaawansowany system oparty na układzie dwóch silników elektrycznych. Dotychczas wszystkie samochody elektryczne Nissana były wyposażane w jeden silnik elektryczny, napędzający zazwyczaj przednie koła. Wprowadzenie napędu na obie osie jest logiczną konsekwencją dywersyfikacji oferty elektrycznych samochodów marki Nissan. Przyszłość elektrycznych crossoverów wskazuje w szczególności model Ariya Concept.

Dzięki technologii sterowania elektrycznym zespołem napędowym samochód wyposażony w system e-4ORCE reaguje na polecenia kierowcy z najwyższą precyzją, w czasie trzykrotnie krótszym niż mrugnięcie okiem. Nie tylko błyskawicznie i płynnie przyspiesza, ale także jest łatwiejszy do opanowania w różnych sytuacjach drogowych. Imponująca dynamika przy ruszaniu z miejsca jest oczywistością, natomiast pełnię swoich zalet e-4ORCE ujawnia przede wszystkim w trakcie nagłych manewrów, gdy kierowca musi wyminąć na przykład zwierzę lub inną niespodziewaną przeszkodę na drodze. System płynnie i sprawnie odczytuje i realizuje zamiary i oczekiwania kierowcy.

Nissan prezentuje system sterowania napędem na wszystkie koła. Jak to działa?

Technologia e-4ORCE umożliwia zrównoważone sterowanie zawieszeniem, utrzymywanie kierunku jazdy oraz precyzyjną pracę układu kierowniczego. Dzięki temu charakterystyka pojazdu jest przewidywalna nawet w trakcie gwałtownych manewrów. System nieustannie koryguje moc każdego z dwóch silników elektrycznych oraz hamowanie poszczególnych kół, pozwalając kierowcy w pełni zapanować nad pojazdem.

W trakcie przyspieszania na zakręcie samochód ma zwykle tendencję do „uciekania” na zewnątrz łuku, co zmusza kierowcę do zacieśnienia toru jazdy poprzez zwiększenie kąta skrętu kierownicy lub zmniejszenie prędkości (podsterowność). e-4ORCE rozdziela moment obrotowy na przednie i tylne koła w celu maksymalizacji przyczepności opon, z uwzględnieniem charakterystyki nawierzchni i położenia pojazdu. Domyślnie moc jest rozdzielana między przednią i tylną oś w proporcji 50/50, ale e-4ORCE może skierować nawet 100% mocy na przednie lub tylne koła, lub zmieniać te proporcje w pełnym zakresie w zależności od rodzaju drogi i warunków jazdy.

Jazda w trudnych warunkach, na przykład po mokrej, oblodzonej lub zaśnieżonej nawierzchni, bywa stresująca nawet dla najbardziej wprawnego kierowcy. Precyzja sterowania elektrycznym zespołem napędowym i układem hamulcowym, jaką zapewnia e-4ORCE, sprawia, że moc jest przekazywana na koła mające w danej chwili najlepszą przyczepność oraz stabilizuje ruch pojazdu, przyczyniając się do poprawy właściwości jezdnych i ułatwiając utrzymanie toru jazdy. Gdy kierowca zbyt mocno naciśnie pedał przyspieszenia, system rozdzieli moc w taki sposób, aby można było opanować pojazd i utrzymać tor jazdy nawet na śliskiej nawierzchni.

Najnowsze