Zobacz pierwszy trailer nowego Top Gear!

Emisja pierwszej serii nowego Top Gear dopiero za kilka miesięcy, ale już teraz nowa ekipa przygotowała trailer, który zapowiada motoryzacyjne show, które będzie teraz prowadzone przez sześcioosobowy skład.

Po głośnej aferze z udziałem Clarksona, po której musiał odejść z Top Gear, przyszedł czas na nowe rozdanie. Najpierw poznaliśmy głównego prowadzącego najpopularniejszego, motoryzacyjnego show, czyli Chrisa Evansa. Później BBC przedstawiło oficjalnie resztę ekipy, w skład której wchodzą Matt LeBlanc, Chris Harris, Eddie Jordan, Sabine Schmitz, Rory Reid oraz niezastąpiony Stig. 

Emisja pierwszej serii dopiero za kilka miesięcy, ale już teraz Top Gear opublikowało pierwszy trailer, który zapowiada, jakie smaczki czekają na widzów w nowym wydaniu programu. Na pewno pojawią się tam takie supersamochody jak McLaren 675 LT, Ferrari F12 Tdf, Ariel Nomad, Aston Martin Vulcan.

Prowadzący pojawią się w takich krajach jak: Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Francja, Maroko, Emiraty Arabskie.

Fani w końcu poznają owiany tajemnicą powód mdłości Chrisa Evansa na torze w Kalifornii oraz zobaczą fragment podróży Matta LeBlanca  trójkołowym Reliantem z Londynu do Blackpool.

Nowa seria Top Gear odpala już w maju.

 

Najnowsze

Tesla Model 3 – auto elektryczne dla mas

Po wielu miesiącach oczekiwania Tesla pokazała w końcu Model 3, który dołączy do Modelu S i pokazanego niedawno Modelu X. Nowy samochód ma zrewolucjonizować rynek aut elektrycznych.

Elon Musk, właściciel marki Tesla, wybrał wyjątkowy dzień na zaprezentowanie swojego najnowszego modelu. To właśnie dziś, 1 kwietnia, objawił się światu najmniejszy i najtańszy samochód amerykańskiego producenta, którego zadaniem będzie wprowadzenie rewolucji na rynku samochodów elektrycznych. I to wcale nie brzmi jak żart!

Głównym założeniem przy projektowaniu tego samochodu miała być jego dostępność. Będzie to jeden z najtańszych samochodów elektrycznych na świecie. Jego cena to 35 tys. dolarów. Zainteresowanie tym samochodem było tak duże, że przez pierwszych kilkanaście godzin zebrano 132 tys. zamówień na łączną kwotę 4 mld dolarów. Każdy, kto chciał zamówić ten samochód musiał wpłacić 1 tys. dolarów zadatku.

Najnowsza Tesla Model 3 przypomina stylistycznie Model S. Jednak w oczy rzuca się brak tradycyjnego grilla w przednim pasie nadwozia. Interesujące są także chowane w karoserii klamki drzwi. Tył samochodu jest również bardzo charakterystyczny.

Model 3 jest zasilany w pełni elektrycznie. Do setki przyspiesza w czasie krótszym niż sześć sekund, ale producent zapowiada pojawienie się szybszych wersji. Maksymalny zasięg samochodu to 345 kilometrów. Producent podaje, że będzie to najbardziej przestronny samochód w klasie, dzięki bateriom zamontowanym płasko pod podłogą. We wnętrzu jest dość ascetycznie. Brakuje tradycyjnych pokręteł i przełączników. Centrum sterowania jest dotykowy wyświetlacz o całkiem sporych rozmiarach. 

Tesla Model 3 przeszedł już testy bezpieczeństwa przeprowadzane przez NHTSA i otrzymał najwyższą ocenę. Mimo że producent już teraz zbiera zamówienia na samochód, Tesla Model 3 pojawi się na drogach dopiero w przyszłym roku.

Najnowsze

Hak – demontować czy zostawiać?

Zamontowanie haka holowniczego to większa wygoda oraz ładowność - teoretycznie za jazdę z nim w Europie nic nam nie grozi. Warto jednak poznać możliwe konsekwencje zbyt głębokiej wiary w zunifikowane przepisy.

Posiadanie haka holowniczego to większa wygoda oraz ładowność, a co za tym idzie, powiększenie możliwości transportowych, niezależność w podróży i szerszy wybór lokalizacji wakacyjnych. Wszystko za sprawą wyposażenia pojazdów w zaczep holowniczy i zainwestowania w przyczepę lub bagażnik. Dłuższy wyjazd z hakiem to dylemat, czy pozostawić urządzenie, kiedy nie ciągniemy przyczepy czy też wymontować jego wystającą część. W przypadku większości modeli haków nie stanowi to problemu. Teoretycznie również za jazdę z zamontowanym urządzeniem nigdzie w Europie nic nie grozi. Warto jednak poznać możliwe konsekwencje zbyt głębokiej wiary w zunifikowane przepisy.

Dobrze dobrany hak samochodowy umożliwia bezpieczne korzystanie z przyczep kempingowych czy transportowych. Warto więc zaufać w tej kwestii specjalistom. Obecnie rynek zaczepów holowniczych umożliwia wybór różnego rodzaju haków. To jaki ostatecznie zostanie zamontowany w naszym pojeździe zależy głównie od jego możliwości technicznych, indywidualnych potrzeb i od zasobności portfela. Jednak oszczędność przy kupnie haka nie jest wskazana. Wyższa cena produktu oznacza jego dobrą jakość oraz zastosowanie w nim najnowszych rozwiązań technologicznych. Wysoka jakość znacznie zwiększa bezpieczeństwo podczas ciągnięcia przyczepy, natomiast najnowsze rozwiązania technologiczne mogą być przydatne właśnie w przypadku, kiedy z haka nie korzystamy.

Polskie przepisy
Regulacje prawne obowiązujące na polskich drogach nie narzucają wymogu demontowania lub chowania wystającej części haka holowniczego. Przepisy zabraniają jedynie poruszania się po drogach z kulą zaczepu, która ogranicza widoczność tablicy rejestracyjnej lub świateł przeciwmgielnych. Oprócz aspektów czysto prawnych warto wziąć pod uwagę wpływ zainstalowanego urządzenia na bezpieczeństwo pozostałych uczestników ruchu. Nawet niegroźna kolizja z pojazdem z rozłożonym hakiem holowniczym może mieć  groźne skutki, zarówno dla sprawcy kolizji, gdzie hak może głęboko wbić się w pojazd, jaki i poszkodowanego, gdzie hak przymocowany trwale do ramy pojazdu może przy kolizji wpłynąć na statykę pojazdu po uderzeniu. Mając to na uwadze producenci haków holowniczych prześcigają się w dostarczaniu na rynek coraz to nowszych rozwiązań. Najnowocześniejsze modele haków samochodowych łączą funkcjonalność, bezpieczeństwo oraz łatwość ich użytkowania.

Na rynku haków samochodowych dostępnych jest wiele nowoczesnych rozwiązań, które umożliwiają szybkie i proste wypięcie kuli zaczepu, kiedy nie jest ona używana. Do najchętniej wybieranych produktów należą haki demontowane poziomo oraz pionowo – mówi Robert Lichocki, dyrektor sprzedaży Brink Group w Polsce. – W zależności od tego na czym najbardziej nam zależy, możemy dobrać hak, którego uchwyt jest niezauważalny bez zamontowanej kuli lub taki, który jest niezwykle łatwy w użytkowaniu – dodaje Lichocki.

Chociaż polskie przepisy na chwilę obecną nie przewidują wymogu demontowania lub chowania wystającej kuli zaczepu, sytuacja może wyglądać  inaczej poza granicami naszego kraju.

Z hakiem przez Europę
Dojeżdżając do zachodniej granicy wielu kierowców pojazdów wyposażonych w system holowniczy, zastanawia się, co należy zrobić z wystającą kulą. Niektórzy demontują ją przed przejazdem przez granicę. Inni, kierując się wcześniejszym doświadczeniem, pozostawiają kulę zamontowaną, nakładając jedynie tzw. „czerwony kapturek” – element ochronny zwiększający widoczność wystającej części haka. Obydwa rozwiązania są zgodne z prawem. Polscy kierowcy w przypadku kontroli drogowej w państwach, w których zabronione jest poruszanie się z nieużywaną kulą mogą powołać się na dodatkowe regulacje chroniące ich prawa, jako użytkowników dróg niezameldowanych w danym kraju. Mianowicie na Konwencję Wiedeńską o ruchu drogowym.

Konwencja Wiedeńska gwarantuje kierowcom poruszanie się po terenie państw sygnatariuszy z wyposażeniem pojazdu, które obowiązuje na terytorium kraju zarejestrowania pojazdu. Stąd właśnie wynika możliwość poruszania się z hakiem holowniczym nie ciągnącym przyczepy jedynie z ochronnym „czerwonym kapturkiem” – wyjaśnia Paulina Chmielińska, specjalistka ds. turystyki i informacji PZM INFO – W praktyce wskazane jest jednak stosowanie się do przepisów obowiązujących w danym kraju – dodaje Chmielińska.

W sytuacji kontroli oraz otrzymania mandatu kierowca może powołać się na zapisy ze wspominanej Konwencji Wiedeńskiej. Praktyka jednak pokazuje, że nie zawsze powołanie się na przepisy skutkuje automatycznym anulowaniem mandatu i zakończeniem kontroli. Może się okazać, że kierowca zobligowany będzie do przyjęcia mandatu i opłacenia kary finansowej. Dopiero po przyjęciu mandatu można się od niego odwołać, powołując się na Konwencję. Jest to jednak żmudna i długotrwała procedura.

Problemy mogą pojawić się także w innej sytuacji – kiedy poruszając się z wystającą kulą zaczepu, zostaniemy uderzeni przez jadący za nami samochód. Jeśli takie zdarzenie będzie miało miejsce np. w Niemczech, firma ubezpieczeniowa może wnioskować o pokrycie przez nas części kosztów naprawy szkód w samochodzie sprawcy. Chociaż to nie my doprowadziliśmy do tego wydarzenia, to zamontowany w naszym samochodzie zaczep spowodował rozleglejsze uszkodzenia, niż gdyby pojazd poruszał się bez niego.

Rozwiązania stosowane w nowoczesnych, demontowanych systemach holowniczych umożliwiają użytkownikowi szybkie wymontowanie kuli zaczepu bez użycia dodatkowych narzędzi. Jeśli posiadamy taki model warto zaoszczędzić sobie niepotrzebnych problemów i kosztów i przestrzegać przepisów obowiązujących w danym kraju – podsumowuje Lichocki.

Materiał wideo – wpinanie i wypinanie haka demontowanego pionowo: https://www.youtube.com/watch?v=7YXIJYKCgG8

Profesjonalny montaż
W większości nowych samochodów systemy holownicze montowane są fabrycznie. Najwięksi producenci na rynku haków samochodowych podejmują współpracę z projektantami samochodów na długo przed wypuszczeniem nowego modelu na rynek.

Już w fazie projektowej przedstawiciele firmy Brink nawiązują kontakt z producentami samochodów w celu stworzenia zaczepu jak najlepiej dopasowanego do ich nowego modelu – wyjaśnia Robert Lichocki, dyrektor sprzedaży w Brink Group w Polsce. – Rezultatem tej współpracy jest hak dedykowany konkretnemu modelowi zaprojektowany już na dwa lata przed pojawieniem się samochodu na rynku – dodaje Lichocki.

Jeśli nasz samochód nie jest fabrycznie wyposażony w zaczep holowniczy, nic nie stoi na przeszkodzie, aby zamontować hak we własnym zakresie. Na stronach internetowych producentów oraz na stronach autoryzowanych punktów sprzedaży i montażu systemów holowniczych znajdują się wyszukiwarki dostępnych produktów. Po wybraniu modelu samochodu, typu (np. SUV lub kombi) oraz daty produkcji zostaną nam przedstawione haki dopasowane do naszego pojazdu. Teraz decyzja, który zaczep wybierzemy, zależy tylko od indywidualnych potrzeb. Wybór haka warto skonsultować z ekspertem, a montaż pozostawić wykwalifikowanemu mechanikowi, który zamontuje zaczep w odpowiednio wyposażonym warsztacie. Profesjonalnie zamontowany hak da nam pewność, że wyjeżdżając z przyczepą na drogę nie spowodujemy zagrożenia dla siebie i innych użytkowników ruchu.

System poboru opłat
Poruszając się po drogach z przyczepą musimy także pamiętać o obowiązku uiszczania opłat za przejazd wybranymi odcinkami płatnych dróg krajowych. Od 2011 roku obowiązek płacenia został nałożony także na kierowców zespołów pojazdów składających się z samochodu osobowego oraz przyczepy, których dopuszczalna masa całkowita przekracza 3,5 t (DMC >3,5t).

Jak sprawdzić czy obowiązek opłat nas dotyczy? Wystarczy zsumować DMC samochodu oraz DMC przyczepy, które znajdziemy w ich dowodach rejestracyjnych, a dokładnie w rubryce F2. Jeśli uzyskana wartość przekracza 3,5 tony musimy podjąć dodatkowe działania, aby nasz wyjazd nie zakończył się niechcianymi karami.

Przede wszystkim musimy zdobyć dodatkowe uprawnienia, dzięki którym będziemy mogli kierować tego typu zespołem pojazdów (kategoria B+E lub dodatkowy Kod 96). Następnym krokiem jest rejestracja w systemie viaTOLL, który służy do poboru opłat. W trakcie rejestracji otrzymamy specjalne urządzenie viaBOX. Odpowiednie zamontowanie urządzenia w naszym samochodzie jest bardzo istotne, ponieważ to dzięki niemu do systemu trafiają opłaty za pokonywane przez nas płatne odcinki dróg krajowych. Jeśli opłata nie zostanie pobrana ze względu na źle funkcjonujące urządzenie lub brak środków na naszym koncie, nałożone zostaną na nas kary finansowe. Mogą one wynosić od 250 do 500 zł. Ostateczna wartość kary zależy od tego, czy byliśmy w stanie opłacić chociaż część kwoty za przejechany odcinek (250 zł), czy opłata w ogóle nie została pobrana (500 zł).

Decydując się na montaż systemu holowniczego pamiętajmy o jego odpowiednim użytkowaniu oraz przestrzeganiu dodatkowych przepisów, aby nieprzewidziane opłaty czy stresujące kontrole drogowe nie przyćmiły licznych korzyści związanych z posiadaniem w naszym samochodzie zaczepu holowniczego.

Najnowsze

Joanna Miller z pierwszymi punktami w Mistrzostwach Świata Kobiet w Motocrossie!

Joanna Miller wraca do Polski z pierwszymi zdobytymi punktami w Mistrzostwach Świata Kobiet w Motocrossie. Warunki na torze w Valkenswaard były ekstremalne, padający deszcz sprawił, że zawodnicy walczyli nie tylko z czasem, ale także z grząskim błotem.

Joasia podczas kwalifikacji zajęła 19. miejsce (na 39 startujących zawodniczek). Była to znakomita pozycja, aby podczas pierwszego wyścigu znaleźć się w czołówce stawki. Niestety, mniej więcej w połowie biegu podczas wyprzedzania jednej z rywalek, motocykle riderek sczepiły się i Polka wylądowała na ziemi. Na szczęście bardzo szybko się podniosła i z miejsca 29. udało jej się przesunąć na pozycję 25. Gdyby wyścig trwał kilka minut dłużej, wynik byłby zapewne jeszcze lepszy. Szybkość, z jaką poruszała się Joanna pozwalała mieć nadzieję, że poniedziałkowy przejazd będzie dużo lepszy. Potwierdził to poranny warm-up, na którym Polka uzyskała 15. czas! I to w pogarszających się z minuty na minutę warunkach atmosferycznych: znowu zaczął padać deszcz i zerwał się silny wiatr, wiejący momentami z prędkością ponad 40km/h.

Po starcie Miller znalazła się mniej więcej w połowie stawki, ale z okrążenia na okrążenie poprawiała swoją pozycję: 24…23…20…18. Był progres. Gdy większość zawodniczek w miarę upływu czasu słabła, Asia jechała coraz szybciej, by ostatecznie dojechać do mety jako 15-ta! Pierwsze punkty zdobyte! W klasyfikacji generalnej Miller jest 20-ta. Rundę w Holandii wygrała Van Den Ven.

Kolejne zawody 8 maja w Teutschnenthal (Niemcy).

Trochę statystyki: średnia prędkość Polki w pierwszym wyścigu to 39,2km/h, gdy zwyciężczyni wyścigu Van Den Ven pojechała z prędkością 43,1km/h. Najszybsze okrążenie Miller: 2.22.078, Van Den Ven 2.09.283.

Najnowsze

Polacy jedzą za kółkiem niebezpieczne i niezdrowo

Monotonna trasa, męczące korki, głód, czy też zwykła nuda za kierownicą sprawiają, że podczas prowadzenia samochodu chętnie sięgamy po różnego rodzaju przekąski. Niestety, najczęściej spożywamy produkty, które powodują dekoncentrację i opóźniają czas reakcji – wynika z ankiety przeprowadzonej wśród kierowców.

Za kierownicą najchętniej jemy kanapki i słodycze – tak wynika z badań przeprowadzonych przez Mixit.pl, platformę specjalizującą się w mieszankach musli i kasz na życzenie. Aż 56 proc. spośród 300 ankietowanych z całej Polski za swój ulubiony posiłek za kierownicą uznało kanapki. Prawie połowa, bo aż 48 proc. badanych równie chętnie prowadzenie pojazdu umila sobie słodyczami. Eksperci biją na alarm.

– Spożywanie tego typu posiłków przez kierowcę stwarza niepotrzebne zagrożenie. Kierowca jedzący kanapkę ma zajętą jedną rękę. Kiedy prowadzi samochód z manualną skrzynią biegów, ryzykuje kolizję, a nawet wypadek. W mieście, gdzie co chwilę wykonujemy różne manewry, jak hamowanie, przyspieszanie, skręcanie, jedzenie kanapki to wręcz proszenie się o stłuczkę – mówi Katarzyna Frendl, naczelna portalu motoryzacyjnego dla kobiet, Motocaina.pl. – Kierowcę dekoncentrują też wszelkie czynności związane z jedzeniem, bo zamiast obserwować co dzieje się na drodze, musi się skupić na przykład na tym, żeby sos z hamburgera nie spadł jej na kolana – dodaje Katarzyna Frendl.

Także słodycze – niemal równie popularne za kierownicą, co kanapki, również nie są najlepszym wyborem.

– Cukier osłabia koncentrację, spowalnia czas reakcji i zmniejsza wydajność pracy mózgu. Dlatego słodycze, mimo iż na chwilę dodają nam energii, na dłuższą metę nie są najlepszym posiłkiem dla kierowców – mówi Magdalena Kuklik, technolog żywienia Mixit.pl.

Smaczniej i bezpieczniej
Jeśli musimy już coś zjeść za kierownicą, warto wybrać wartościowe produkty, które nie zajmują nam rąk i nie absorbują zbytnio naszej uwagi. Odpowiednie są drobne rzeczy, takie jak orzechy, pestki z dyni, rodzynki lub modne ostatnio, liofilizowane owoce. Jeśli mamy nieodpartą ochotę na słodycze, niezdrowy batonik możemy zastąpić kilkoma słodkimi daktylami, w tym wypadku najlepiej bez pestek.

– Orzechy i nasiona są źródłem wartościowych kwasów tłuszczowych Omega 3 i Omega 6, dzięki czemu poprawiają koncentrację, która u kierowców jest bardzo ważna. Oprócz tego zawierają żelazo, cynk, potas i wiele innych mikro- i makroelementów, które poprawiają pracę umysłu. W owocach za to znajdziemy dużo witamin z grupy B, C i E, odpowiedzialne za sprawne funkcjonowanie układu nerwowego – mówi Magdalena Kuklik.

Orzeszki nerkowca, orzechy ziemne, włoskie, laskowe, brazylijskie, pestki dyni, suszone morele, liofilizowane maliny, truskawki – gdybyśmy zastąpili kanapki i słodycze tego typu przekąskami, nasz umysł wskoczył by na wyższe obroty równie łatwo co silnik wspomagany turbiną.

– Zaletą tego typu przekąsek z pewnością jest to, że można je szybko zjeść, np. podczas postoju na światłach czy na dłuższej prostej. Istnieje też stosunkowo małe ryzyko, że kierowca ubrudzi tapicerkę samochodu lub też siebie samego – komentuje Katarzyna Frendl.

Takie zdrowe przekąski są bardzo kaloryczne. Czasem nie trzeba zjadać ich wiele, by zaspokoić palący głód. Warto mieć gdzieś w samochodzie przygotowaną mieszankę bakalii albo opakowanie owoców liofilizowanych. Nigdy nie wiadomo, kiedy uratują nas one przed koniecznością skorzystania z usług restauracji oferujących niezdrowe jedzenie, które często kupujemy przecież nie tyle z własnej woli, co z konieczności albo z braku czasu lub też z braku innych alternatyw.

Niestety, to, co zdrowe jest jeszcze stosunkowo mało popularne wśród naszych kierowców. Dla przykładu, bakalie i suszone owoce spożywa 22 proc. kierowców. Prawie tyle samo, bo 20 proc. badanych wybrało chipsy i chrupki. Świeże owoce spożywa 30 proc. ankietowanych. Te jednak, mimo swoich niezaprzeczalnych walorów smakowych i odżywczych mogą mocno dekoncentrować kierowców, zwłaszcza, gdy są duże i soczyste.

Kobiety „grzeszą” częściej
Według wyników badań, na stopień konsumpcji za kierownicą nie ma żadnego wpływu to, czy kierowcy jeżdżą zawodowo czy tylko prywatnie. W obydwu grupach zdecydowana większość ankietowanych przyznała się do tego, że spożywa posiłki za kierownicą. Zaledwie 10 proc. spośród wszystkich udzielających odpowiedzi nie je w ogóle podczas prowadzenia samochodu.

Odpowiedzi wyglądają nieco inaczej, kiedy przyjrzymy się podziałom ze względu na płeć. Okazuje się, że tylko cztery na sto kobiet nigdy nie konsumuje za kierownicą. Mężczyzn, którzy tego nie robią jest znacznie więcej, bo prawie jedna czwarta. Uogólniając, prawie wszystkie panie coś za kierownicą przegryzają. Często lub sporadycznie, ale jednak chętniej niż panowie, panie dopuszczają się konsumpcyjnych „grzeszków”. Dlaczego tak się dzieje?

– Mimo, iż przemiany kulturowe zmierzają w kierunku partnerstwa, wiele kobiet nadal czuje się przytłoczona ilością codziennych obowiązków. W rezultacie starają się one oszczędzać czas, łącząc ze sobą rożne czynności, jak np. jazdę samochodem z jedzeniem, makijażem czy nauką języków obcych – mówi Ksenia Buchta-Malinowska, psycholog. – Ponadto, znaczna cześć kobiet nie docenia swoich umiejętności kierowania samochodem i prowadząc auto, zwłaszcza w miejscach sobie nieznanych, przeżywa stres. W związku z tym stara się rozładować swoje napięcie i niepokój, a częstym i szybkim sposobem jest właśnie jedzenie – dodaje.

Nieświadomi powagi sytuacji
Okazuje się więc, że niewielu kierowców ma świadomość tego jak wielkim zagrożeniem w krytycznej sytuacji na drodze może być kanapka w naszych dłoniach. Respondenci, zapytani o opinię dotyczącą bezpieczeństwa czynności, jaką jest jedzenie podczas prowadzenia samochodu wydają się dość luźno podchodzić do tematu. Mniej niż połowa ankietowanych uważa, że może to negatywnie wpłynąć na ich bezpieczeństwo oraz bezpieczeństwo innych użytkowników dróg, z czego tylko 14 proc. respondentów jest o tym naprawdę przekonana. Pozostali ankietowani albo nie mają zdania na ten temat albo uważają, że raczej nie ma to większego wpływu. Wyniki badań świadczą więc że bagatelizujemy tę sprawę.

– Zazwyczaj tacy kierowcy są przekonane, że nie doświadczą wypadku, choroby, czy innego nieszczęścia. Do pewnego stopnia ten sposób myślenia jest naturalny i wręcz niezbędny w funkcjonowaniu każdego z nas. Pozwala on bowiem radzić sobie z wyzwaniami codzienności. Jednocześnie ma on również swoje konsekwencje. Często przyczynia się do minimalizowania, a nawet negowania zagrożeń płynących z rożnych działań, na przykład z podjadania za kierownicą – wyjaśnia Ksenia Buchta-Malinowska.

Mandat za jedzenie?
Za rozmawianie przez telefon przy uchu możemy dostać mandat. Za jazdę bez pasów również. Ale  czy policja może nas ukarać za to że jedliśmy swoje śniadanie w drodze do pracy, bo w domu już nie zdążyliśmy? Przepisy nie określają tego zbyt jasno, dlatego poprosiliśmy o wyjaśnienie Katarzynę Frendl z portalu Motocaina.pl.

– Kodeks drogowy nie zabrania spożywania pokarmów podczas jazdy kierowcom samochodów osobowych, pod warunkiem, że nie przewożą zawodowo osób. Taksówkarz lub kierowca autobusu, który dopuści się złamania tego zakazu może zostać ukarany mandatem w wysokości 50 zł, bez punktów karnych. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy policjant uznaje, że wykonywaliśmy czynność, którą narażaliśmy siebie oraz innych uczestników ruchu na niebezpieczeństwo. Wtedy może się on powołać na Art. 86. § 1. kodeksu wykroczeń drogowych, mówiący, że „kto, nie zachowując należytej ostrożności, powoduje zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, podlega karze grzywny”.

W takim przypadku grzywna wynosi od 20 do 500 złotych.

Ankieta została przeprowadzona przez Mixit.pl na próbie 300 kierowców, z czego 21 proc. to kierowcy zawodowi.

Najnowsze