Zmiany w ustawie akcyzowej zalegalizują podpisywanie umów „na Niemca”?

Sejm od jakiegoś czasu pracuje nad nowelizacją, która ma na celu uszczelnienie pobierania podatku akcyzowego. Jak alarmuje Związek Dealerów Samochodów, proponowane zmiany mogą usankcjonować patologiczne praktyki i oszustwa!

Sejm zakończył już prace nad ustawą, której celem jest uniemożliwienie uchylania się od zapłacenia akcyzy za sprowadzone samochody. Inicjatywa słuszna (nikt nie lubi płacić podatków, ale to nie usprawiedliwia oszustwa), ale niestety autorstwa… może nie laików, ale z pewnością osób, które nie mają szerokiej wiedzy na temat tego, jak działa rynek pojazdów używanych.

Dobrym przykładem jest zapis zgodnie z którym, akcyzę będzie musiał zapłacić właściciel dostawczaka, jeśli zapragnie przerobić go na kampera. Nie osoba która go świeżo sprowadziła, tylko nawet wieloletni właściciel! Skąd taki pomysł? Zdarzały się sytuacje, w których ktoś ściągał zza granicy drogie, ekskluzywne auto jako… pojazd ciężarowy lub specjalny. Ferrari jako pomoc drogowa brzmi absurdalnie, ale to pozwala na ogromne oszczędności na akcyzie. Autorzy nowelizacji chcieli zniechęcić do podobnych praktyk zapisem, zgodnie z którym prędzej czy później zaległy podatek trzeba będzie zapłacić, przerejestrowując pojazd na osobowy. Rykoszetem dostaną w ten sposób osoby, które samochody faktycznie ciężarowe, przerobią na osobowe (na przykład na kampera).

Akcyza na hybrydy zmniejszona o połowę. Kto zyska najwięcej?

Z kolei inny zapis nowelizacji ma znieść z urzędów obowiązek ustalania rzeczywistego podatnika. Intencja wydaje się znowu szczera – liczy się fakt wpłynięcia akcyzy. Urzędnicy którzy nie będą musieli weryfikować kto dokonał wpłaty, będą mieli więcej czasu na inne sprawy, w domyśle zapewne na tropienie nieprawidłowości. Co w tym założeniu jest nie tak?

Ano to, że w ten sposób urzędy przestaną wykrywać przypadki podpisywania umów „na Niemca”. Skoro przestaną wykrywać i w konsekwencji karać nieuczciwych handlarzy samochodów, to dostaną oni właściwie milczące przyzwolenie na dokonywanie oszustw!

Nie kupuj używanego auta „na Niemca”

Na czym polega metoda „na Niemca?”. To proste. Handlarz kupuje samochód za granicą (większość przyjeżdża do nas z Niemiec, stąd przyjęte określenie), ale nie rejestruje go, ani nie wnosi żadnych opłat. Gdy znajdzie się zdecydowany kupiec, proponuje mu podpisanie umowy, ale nie ze sobą czy ze swoją firmą, ale z poprzednim właścicielem auta. To oczywiście oszustwo, ponieważ taka umowa jest fikcyjna (poprzedni właściciel sprzedał auto handlarzowi, a nie podpisał umowę in blanco) i grozi za to do 5 lat pozbawienia wolności. To dlaczego kupujący godzą się na taki proceder?

Chodzi im oczywiście o niższe koszty zakupu auta. Ponieważ handlarz nie zarejestrował auta i nie zapłacił ubezpieczenia, zaoszczędził kilkaset złotych. Poza tym skoro to nie on auto sprzedał, odpada podatek od czynności cywilnoprawnych, a gdyby sprzedawał jako firma, to podatek dochodowy. Handlarz nie ponosi tych kosztów, nie musi więc przerzucać ich na klienta i może zaoferować samochód w nieco lepszej cenie. Proste?

Sprowadzenie samochodu z zagranicy – o czym warto wiedzieć?

Tutaj dochodzimy do sedna, czyli do podatku akcyzowego. Prawo wymaga, aby opłacić go w ciągu 30 dni od sprowadzenia pojazdu. To kolejne pieniądze, jakie handlarz musiałby zainwestować i czekać na kupca, żeby mu się zwróciły. Podpisując umowę „na Niemca” akcyzę płaci już kupujący (wpisuje się fikcyjną datę sprowadzenia, żeby nie przekroczyć terminu), a ponieważ nalicza się ją od wartości pojazdu, to przecież można wartość też przy okazji „zoptymalizować”, żeby podatek wyszedł mniejszy. W tym właśnie miejscu wkracza Urząd Skarbowy, który łatwo może sprawdzić, że akcyzę zapłaciła inna osoba, niż ta która wwiozła pojazd do kraju. Taka sytuacja rodzi podejrzenia i szybko może doprowadzić do wykrycia oszustwa i ukarania winnych (również kupującego!). Poza oskarżeniem o oszustwo, może dojść oskarżenie o celowe zaniżanie akcyzy, a także problemy z firmą ubezpieczeniową. Skoro umowa została sfałszowana, to nie byliście faktycznym właścicielem pojazdu i nie mogliście zawrzeć polisy. Jeśli w tym czasie mieliście jakąś szkodę na koncie, czekają was kolejne poważne problemy.

Myślicie, że to w sumie nie tak źle, bo dzięki nowemu prawu nie będą wam groziły te wszystkie konsekwencje? Bez względu na kształt przyszłych przepisów, podpisując umowę „na Niemca” tylko sobie szkodzicie. Po pierwsze w razie gdyby auto miało ukryte wady, nie macie się do kogo zwrócić – przecież kupiliście go od jakiegoś Niemca, a nie nieuczciwego polskiego handlarza. Same dane Niemca często są też fałszywe. Z kolei firmy ubezpieczeniowe mają dane z firm działających za granicą, więc same mogą wykryć oszustwo.

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze