Edyta Klim

Zawodniczki podsumowują 36. Rajd Polskie Safari

Rajd Polskie Safari 2015 był wyjątkowy, gdyż wrócił po długiej przerwie do Warszawy, jest najstarszym rajdem terenowym w naszym kraju, a do tego – wystartowało w nim, aż 13 zawodniczek.

Piątkowy prolog odbył się pod Centrum Olimpijskim PKOL, sobotnie odcinki na obrzeżach Warszawy (poligon obok Rembertowa), zaś uroczyste zakończenie – w samym centrum stolicy, pod Pałacem Kultury i Nauki. Na załogi rywalizujące w Pucharze Polski w Rajdach Baja (PPRB) oraz Rajdowym Pucharze Polski Samochodów Terenowych (RPPST) czekało łącznie 104,73 km ścigania, a nieco dłuższą trasę przewidziano dla ekip z Rajdowych Mistrzostw Polski Samochodów Terenowych (RMPST) –  129,09 km.

Wypowiedzi Joanny Modrzewskiej i Kasi Bąk na motocyklach oraz Agaty Stefaniak na quadzie – dostępne są tu: https://www.motocaina.pl/artykul/joanna-modrzewska-kasia-bak-i-agata-stefaniak-na-motocyklach-i-quadzie-w-polskim-safari-13070.html

W 36. Rajdzie Polskie Safari swój start zapowiedziało ponad 90 ekip. Do rywalizacji przystąpiło także 13 zawodniczek: 3 za kierownicą, 7 w roli pilota, dwie na motocyklach i jedna na quadzie. Poniżej mamy możliwość zapoznania się z ich opiniami, wrażeniami i podsumować start w Rajdzie Polskie Safari.

Piątkowe postępy Piotra Biesiekirskiego w motocyklowych MŚ Moto2

Marcin Łukaszewski i Magdalena Duhanik-Persson wygrali Rajd Polskie Safari powtarzając sukces z Baja Drawsko. Marcin i Magda jeżdżą razem od 7 lat, wcześniej startowali w rajdach przeprawowych, a od dwóch lat w cyklu RMPST. Tym razem załoga na swoim koncie zgromadziła komplet wygranych oesów i radość była wielka, gdyż przez poprzednie trzy rajdy trafiało się im wiele technicznych problemów (w następstwie pożaru w komorze silnika):

– Start w 36 Rajdzie Polski Safari był dla naszej załogi bardzo udany. Wygraliśmy prolog i wszystkie odcinki specjalne, uzyskując na mecie rajdu prawie 3 minuty przewagi nad kolejną załogą – zespołem Bewa. Cieszymy się, że przerwaliśmy złą passę problemów technicznych, uniemożliwiających nam ukończenie dwóch poprzednich eliminacji do Mistrzostw Polski. Rajd nam się podobał i chcielibyśmy mieć możliwość startów w tej eliminacji w kolejnych latach. Zdobyte w Warszawie punkty przesunęły nas na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnie Mistrzostw Polski i dały nadzieję na walkę o tytuł. Przed nami dwa kolejne rajdy: Baja Poland pod koniec sierpnia i Baja Żagań w październiku – mówi jedyna kobieta na podium klasyfikacji generalnej RMPST.

Czy czeka nas najszybszy 24-godzinny wyścig Le Mans w historii?

Na ostatnim stopniu podium klasy T2 stanęli Marcin Sobiech i Inez Kieliba w Mitsubishi Pajero V88W:

– Rajd, będący IV rundą RMST, mimo iż najkrótszy w sezonie 2015 – okazał się być bardzo wymagający. Trasa była zróżnicowana, przebiegała zarówno przez szerokie czołgowiska, jak i wąskie partie leśne.  Odcinek specjalny liczył 43km długości i należało pokonać trzykrotnie. Już podczas pierwszego przejazdu okazało się, że trasa jest bardzo dziurawa i wyniszczająca, zarówno dla sprzętu jak i uczestników. Mając to gdzieś z tyłu głowy, pojechaliśmy trochę zachowawczo i po pierwszym przejeździe uplasowaliśmy się na 4 pozycji w naszej klasie. Podczas drugiego przejazdu skupiliśmy się już bardziej na wyniku, co zaowocowało 2 miejscem na odcinku. Na trzecim odcinku trasa znacząco się pogorszyła, ogromne koleiny i dziury utrudniały jazdę…  ale mieliśmy cel – stanąć na podium i uzyskać kolejne punkty w klasyfikacji całego sezonu. Udało się – mamy III miejsce! Jesteśmy usatysfakcjonowani wynikami rajdu i przepiękną oprawą ceremonii wręczenia nagród z Pałacem Kultury i Nauki w tle – podsumowuje zawodniczka.

Piątkowe postępy Piotra Biesiekirskiego w motocyklowych MŚ Moto2
Tuż za tą załogą i na 10. miejscu klasyfikacji generalnej, dojechała Klaudia Podkalicka w Mitsubishi Pajero V88W z pilotem został Błażejem Czekanem. Zmiana samochodu i pilota mają na celu umożliwić Klaudii walkę o tytuł Mistrza Polski na koniec sezonu. Zawodniczka lepiej się czuje na szybkich, szutrowych odcinkach, dlatego nie do końca jest zadowolona z poligonowej trasy tego rajdu, jednak cieszy się, że mogła się pokazać w stolicy, mieście w którym teraz mieszka.

W klasie T2 na 7. lokacie (15. w klasyfikacji generalnej) została sklasyfikowana druga kobieta za kierownicą – Katarzyna Rebeka Jankowska w Nissanie Navara Double Cab D40 (pilot: Grzegorz Jankowski):

Skoda Enyaq iV - zanim ten elektryk trafi w ręce klientów to przejdzie prawdziwą próbę przetrwania
– Do mety zabrakło 8 kilometrów. To był bardzo ciężki, trudny rajd, szczególnie dla samochodów. Zapamiętamy go na długo … Dziękujemy, za doping i wsparcie! Wyciągamy wnioski z jazdy, samochodu – przygotowując się do Baji Poland – pisała na facebooku zawodniczka, która jest kierowcą w rajdach terenowych od 9 lat, a także posiada licencję kierowcy rajdowego FIA.

Kolejna rajdowa para zajęła 17. lokatę w klasyfikacji generalnej i 4. w klasie T1. Pasją Marka i Agnieszki Janaszkiewicz są przede wszystkim podróże, ale uprawiają także dwa rodzaje off-roadu: sportowy i podróżniczo-wyprawowy. Do wypraw używają zabytkowego, 20-letniego i specjalnie przygotowanego do tego celu Land Rovera Serii III, a do rajdów przeprawowych mają zmodyfikowanego Land Rovera Defendera. Agnieszka lubi duże wyzwania – jest pilotką od ponad 15 lat i równie dobrze daje sobie radę za kierownicą w długodystansowych przeprawach:

– Co do 36 edycji Polskiego Safari, to mam mieszane uczucia. Bardzo dobrze, że Warszawa wróciła na mapę rajdów Cross Country, wiadomo większa publiczność, więcej informacji w mediach – to bardzo dobrze dla naszego sportu. Jednak Organizatorzy powinni też pamiętać o dobrym (odpowiednim) przygotowaniu samej trasy. Wydaje mi się, że przygotowanie ograniczyło się jedynie do jej wytyczenia. Nie była wcale wcześniej przygotowana, tak jak miało miejsce w innych rundach tegorocznych RMPST (chociażby w Czarnym, gdzie organizatorzy wyrównali, na ile było to możliwe, całą trasę po której ścigali się zawodnicy). Trasa na poligonie w Rembertowie w 90% praktycznie nie nadawała się do rajdów Cross Country. W zdecydowanej większości były to tzw. w naszym żargonie „wyrypy”, czyli „dziura za dziurą, dziurą pogania”. Nie pozwalało to na rozwinięcie większych prędkości i nie wymagało od kierowców praktycznie żadnych umiejętności technicznych. Jedyne na czy trzeba było się skupić – to nie uszkodzenie auta, a nie o to chodzi w rajdach Cross Country. Fakt, że do mety nie dojechało tak dużo załóg z powodów awarii (głównie zawieszeń), zdaje się potwierdzać to, o czy mówię. Pokonywanie takiej trasy nie daje zawodnikom przyjemności z jazdy, a przecież o to chodzi, aby mieć satysfakcję z tej zabawy. Może być trudno technicznie i nawigacyjnie – to nie problem, ale trasa musi być odpowiednia dla rodzaju imprezy i startujących w niej aut. Mam nadzieję, że w przyszłym roku organizatorzy bardziej się przyłożą do przygotowania trasy, a my będziemy mieć frajdę z jej pokonania, tak aby poziomem dorównała znakomitej oprawie imprezy – podsumowuje Agnieszka.

Pierwszą lokatą grupy Open mogą się pochwalić zespół Odejewscy Team. Od 1998 roku zespół tworzy rodzeństwo: Hubert i Dominika. Dawniej startowali osobno, a teraz tworzą zgrany duet w Toyocie Tacoma, jednak ten rajd dał im mocno w kość:

– Polskie Safari to rajd będący IV rundą rozegraną w tym roku. My wystartowaliśmy w trzech i w każdej z nich zajęliśmy pierwsze miejsce w grupie Open. Polskie Safari zakończyło się dla nas ogromnym sukcesem, bo wywalczyliśmy I miejsce w Grupie, a w klasyfikacji wszystkich samochodów – zajęliśmy fantastyczne IV miejsce. To bardzo wysoko biorąc pod uwagę fakt, że nasz silnik pracuje w trybie awaryjnym – mówi Dominika.

– Zawody rozpoczęły się Prologiem pod Centrum Olimpijskim w Warszawie, tuż przy Wisłostradzie. Nasz występ w tym krótkim, zaledwie 3 kilometrowym Prologu, był bardzo efektowny. Na pierwszym lewym nawrocie nasze auto niemal dachowało, ku uciesze kibiców i mediów. Jechaliśmy na dwóch kołach i tylko zimna krew, doświadczenie i wyczucie samochodu przez kierowcę sprawiło, że spadliśmy na „4 łapy”. Mamy z naszej przygody chociaż fantastyczne zdjęcia, bo czas w którym pokonaliśmy odcinek nie był dla nas satysfakcjonujący. W sobotę do przejechania mieliśmy Odcinek Specjalny o długości 40 km, pokonywany trzykrotnie. Poligon w Sulejówku był nam dotąd kompletnie nieznany. Niestety wyznaczona trasa nie bardzo przypominała te, na których ścigamy się od kilku lat. Niemal 70% trasy została poprowadzona czołgówkami, na których jazda przypominała tą na rodeo a nie na cross country. Dla naszych kręgosłupów (Huberta zwłaszcza) była to katorga i jazda przez mękę, a nasz sprzęt nadaje się do gruntownego remontu. Nie tylko dla nas trasa była makabryczna. Na jej wyboje, na których zamiast się ścigać, skakaliśmy z prędkością 40km/h, narzekałi niemal wszyscy zawodnicy, a niemal połowa w ogóle nie ukończyła rajdu bez awarii. Skutki jazdy w takim terenie nasza załoga odczuwa boleśnie do dzisiaj. Wierzymy, mamy nadzieję, że wracając po kilku latach organizatorzy musieli zdobyć zaufanie zarządcy terenu i za rok trasa będzie poprowadzona inaczej lub zostanie po prostu przygotowana. Bo w tym roku miałam wrażenie, że organizatorzy sobie z nas po prostu zakpili. Po ciężkiej walce z autem i naszym zdrowiem ma trasie Polskiego Safari w efekcie pod Pałacem Kultury i Nauki odebraliśmy puchary za I  miejsce w Grupie. Rajd zrobiony z medialną pompą, ale zważywszy na fakt, że w Warszawie mieszka 7 cyfrowa liczba mieszkańców – to ilość kibiców na mecie w Centrum Warszawy nie była większa od mety pozostałych rajdów w małych miejscowościach – relacjonuje zawodniczka.

Škoda Octavia w wersji e-TEC z technologią miękkiej hybrydy

– Na szczęście nasz samochód wytrzymał sam rajd, więc nie mieliśmy żadnych problemów technicznych .Teraz, przed kolejną rundą, będzie miał porządny remont, bo rajd dał w kość tak, jakbyśmy przejechali 2 sezony! Wiele podzespołów nadaje się do wymiany i naprawy. Na szczęście do kolejnego rajdu pozostało kilka tygodni więc mamy nadzieję, że zdążymy przygotować auto – dodaje.

– Trzeci start i trzeci raz pierwsze miejsce jest dla nas ogromnym, zaskakującym  sukcesem. Założeniem sezonu 2015 było dopracowanie auta i wtopienie się na nowo w klimaty mistrzostw cross country. Start nowym autem, w przypadku naszej Toyoty – zupełnie nową w Polsce konstrukcją, zawsze wiąże się z problemami, których nie da się przewidzieć na etapie projektu i budowy. Zatem 100% jak na razie skuteczność, to sukces o jakim nam się nie śniło. Do końca sezonu pozostały jedynie dwa, ale bardzo długie rajdy: w Szczecinie i Żaganiu. Liczymy, ze nasze auto wytrzyma w dobrej kondycji i dojedziemy je do końca – podsumowuje zawodniczka.

2021 Ford Mustang Mach-E Cyber Orange

Na najniższym stopniu podium grupy Open stanęła kolejna kobieta w roli pilota – Aleksandra Kujawa u boku Krzysztofa Bieguna w Nissanie Patrol:

– Rajd okazał się dla nas udany i wróciliśmy do domu z pucharami za 3 miejsce w grupie Open, a cały RMF 4RACING Team zajął również 1 miejsce w klasyfikacji zespołów! Trasy okazały się bardzo wymagające dla naszego sprzętu i już na piątkowym prologu nabawiliśmy się awarii turbiny w naszym samochodzie. Na szczęście RMF 4RACING Team ma najlepszy serwis na świecie i udało się szybko usunąć usterkę. Natomiast sobotnie trasy zaskoczyły nas niekończącymi się kilometrami dziur, które o dziwo tym razem zadziały na naszą korzyść. Bardzo dobre zawieszenie w Patrolu, którym jeździmy dało nam przewagę nad konkurencją i pomogło w zdobyciu podium – podsumowuje Ola.

W klasyfikacji pucharowej mamy jeszcze jedną kobietę za kierownicą, a jest nią Magdalena Gadaj w Mitsubishi Pajero. Razem w pilotem i tatą – Mieczysławem Gadajem, załoga zajęła 9. miejsce w klasie S2, a przygód nie zabrakło:

– To kolejny rajd pod znakiem awarii i nerwów, ale tym razem (w końcu) szczęśliwie na mecie! A na dodatek – mecie pod Pałacem Kultury! Zaczęliśmy zachowawczo, ponieważ ja nie lubię prologów, a dodatkowo małą ryskę na psychice zrobiło dachowanie załogi, startującej kilka aut przed nami (nic się nikomu nie stało). Pierwszy sobotni odcinek jechało nam się dobrze, mimo licznych wyboi na trasie i ciasnych zakrętów. Niestety jakieś 10 km przed metą wyskoczył nam błąd silnika i auto straciło moc, dodatkowo w piątek ze względu na opady zdecydowaliśmy się jechać na MT-kach, co nie ułatwiało jazdy w kopnym piachu. Podczas serwisu okazało się, że padła nam turbina… Całe szczęście, że chłopaki z Thunder Team mieli takową na zbyciu. Wymiana turbiny poskutkowała taryfą za drugi odcinek, ale umożliwiła jazdę na trzecim. Do tego, ostatniego odcinka wystartowaliśmy już treningowo, ale mimo wszystko chcieliśmy osiągnąć dobry wynik. Większą część trasy jechało się super i udało nam się wyprzedzić dwie załogi startujące przed nami. Niestety chwila rozkojarzenia na tzw. „patelni” z piachem, poskutkowała złym wejściem w zakręt i zakopaniem się! Zanim udało się nam wydostać (między innymi dzięki załodze 227- za co dzięki!), cenny czas przelał się przez palce i mogliśmy zapomnieć o dobrym czasie. Koniec końców osiągnęliśmy plan minimum czyli metę w centrum Warszawy, ale apetyt był na więcej – wspomina Magdalena.

Czy czeka nas najszybszy 24-godzinny wyścig Le Mans w historii?
– Duże podziękowania i uznanie należą się organizatorom, że udało się zrobić rajd terenowy w stolicy! Mamy nadzieję, że impreza na stałe zagości w kalendarzu terenowym i będzie tylko lepsza, bo jak to mówią pierwsze koty za płoty! Podziękowania, też należą się naszym mechanikom, partnerom – Chemistik, Penrite, Proftec, a ja osobiście dziękuję mojemu pilotowi, czyli tacie, że dzieli ze mną tą pasję – podsumowuje zawodniczka.

Magdalena Wruszak to kolejna pilotka w pucharze i klasie S1, która wraz z Maciejem Manejkowskim startowała Mitsubishi Pajero. Załoga zajęła 2. miejsce w grupie S1+3000 i 3. w połączonej S1:

– Nie było lekko, mimo pełnej mocy, mimo dobrze pracującego zawieszenia musieliśmy uznać wyższość aut na sztywnych mostach – o ogromnym skoku zawieszenia i znacznie niższej masie. Biorąc pod uwagę fakt, że trasa najzwyczajniej w świecie nie była CrossCountry, to drugie miejsce w klasie traktujemy jako ogromny sukces, którego ceną jest praktycznie kompletnie zniszczone auto, począwszy od zagotowanych amortyzatorów, a na uszkodzonych przegubach skończywszy – czytamy na facebookowym profilu zespołu.

W klasyfikacji Baja i w samochodzie UTV, na 5. miejscu metę osiągnęła załoga: Waldemar i Kaja Wojnar w Polarisie RZR XP1000 w barwach NAC Rally Team:

– Pogoda nie sprzyjała naszej załodze, która jeździ praktycznie otwartym pojazdem, a padający deszcz powodował problemy z widocznością. Dodatkowo trasa odcinka zrobiła się bardzo śliska, co wymagało wzmożonej koncentracji ze strony Waldka. Nasza załoga wystartowała do niego jako pierwsza w klasie UTV. Dzięki mojej, dobrej nawigacji oraz determinacji i doświadczeniu Waldka, uzyskaliśmy czas 2m39s, co dało nam pierwsze miejsce w klasie. Mieliśmy dobre zawieszenie w naszym Polarisie, co pozwoliło nam uniknąć przykrych niespodzianek, szczególnie na hopach. Kolejny dzień to trzy odcinki na poligonie w Rembertowie, gdzie do pewnego momentu wszystko szło zgodnie z planem. Niestety kilka kilometrów po starcie w Polarisie zerwaniu uległ pasek napędowy i po szybkiej jego wymianie, Waldek z nogą wyprostowaną na pedale gazu – próbował odrobić straty. Niestety pomimo szaleńczego tempa, OS 2 skończył się stratą prawie 16 minut do prowadzących – mówi zawodniczka.

– Na OS 3 pech nas nie opuszczał – uszkodzeniu uległa skrzynia biegów i w tym momencie marzenia o dobrym wyniku w stolicy rozpłynęły się jak mgła. Nie wystartowaliśmy do ostatniego odcinka i ostatecznie zajęliśmy 6 miejsce w klasie UTV. Dziękujemy organizatorom i  sponsorom za możliwość wzięcia udziału w tym rajdzie i możliwości zaprezentowania się warszawskiej publiczności. Przed nami jeszcze dwa rajdy cyklu Baja. Naszym fanom obiecujemy, że nie złożymy broni i będziemy walczyć do końca o jak najlepsze wyniki w każdym z rajdów i klasyfikacji generalnej – podsumowuje Kaja.

Przed zawodniczkami dwa kolejne rajdy: Baja Poland pod koniec sierpnia i Baja Żagań w październiku. Wypowiedzi pozostałych kobiet – Joanny Modrzewskiej i Kasi Bąk na motocyklach i Agaty Stefaniak na quadzie – dostępne są tu: https://www.motocaina.pl/artykul/joanna-modrzewska-kasia-bak-i-agata-stefaniak-na-motocyklach-i-quadzie-w-polskim-safari-13070.html

Dziękujemy za udostępnienie galerii zdjęć:
www.facebook.com/Xrepo – reportaże foto i video głównie z rajdów offroadowych na całym świecie min. Dakar, Tuareg Rallie, Hellas.

Najnowsze

Koniec ze wskazywaniem kierowcy?

Obecnie funkcjonujące przepisy wymuszają na właścicielu pojazdu wskazanie kierowcy odpowiedzialnego za popełnienie wykroczenia. Jednak może się to zmienić. Już niebawem Trybunał Konstytucyjny będzie ponownie oceniał przepisy.

Aktualny stan prawny stanowi, że właściciel pojazdu, który nie wskaże na żądanie odpowiedniego organu, komu powierzył pojazd, w czasie gdy doszło do popełnienia wykroczenia, może zostać ukarany grzywną w wysokości kilkuset złotych. 

Jakiś czas temu Prokuratura Generalna zaskarżyła ten przepis do trybunału. W jej opinii żadna służba nie ma prawa wymagać od właściciela samochodu udowodnienia własnej niewinności odnośnie jakiegokolwiek wykroczenia, a tym bardziej dostarczania dowodów własnej winy. Tym bardziej, jeżeli fotografia nie pozwala na identyfikację kierowcy, a potwierdza jedynie fakt wykroczenia lub niedostosowania się do sygnalizacji świetlnej. Zasada domniemania niewinności stoi w tym przypadku na przeszkodzie by przypisać komukolwiek winę za wykroczenie. Tym bardziej winy nie można przypisać właścicielowi lub posiadaczowi samochodu uwiecznionego na zdjęciu z fotoradaru.

Trybunał Konstytucyjny już raz wypowiadał się w tej kwestii. Jeden z sądów zauważył wtedy, że obowiązek wskazywania sprawcy dotyczy raczej przestępstw, aniżeli wykroczeń. Trybunał stwierdził wtedy, że taki przymus poprawi bezpieczeństwo na drogach i potwierdził zgodność tych zapisów z ustawą zasadniczą.

Te wątpliwości rozstrzygną się już 22 lipca, kiedy trybunał rozpatrzy sprawę w pełnym składzie. Jak tylko dowiemy się o wyniku tej sprawy, niezwłocznie Was powiadomimy.

Najnowsze

Volvo wchłonęło Polestar

Marka Polestar będzie teraz dla szwedzkiego producenta tym samym, co AMG dla Mercedesa, czy dywizja M dla BMW. Koncern kilka dni temu zakupił sto procent udziałów w firmie.

Na razie Volvo wydało komunikat nie udzielając szczegółów tej transakcji. Wiadomo tylko tyle, że od teraz pracownicy firmy Polestar stali się częścią załogi Volvo. Obie firmy współpracowały od 1996 roku. W ostatnich latach ich współpraca coraz bardziej się zacieśniała przy produkcji modeli osobowych. 

W tym roku Volvo zamierza sprzedać 750 egzemplarzy modeli V60 oraz S60 sygnowanych logo Polestar. Prognozy na następne lata są już bardziej ambitne. Firma zamierza dostarczyć na rynek co najmniej tysiąc samochodów rocznie, a docelowo półtora tysiąca.

W niedalekiej przyszłości Volvo przy pomocy specjalistów z Polestar wprowadzi do swoich samochodów napęd elektryczny, a także zaoferuje dla swoich modeli zestawy podnoszące wydajność.

W ramach tej transakcji nie doszło do przejęcia zespołu wyścigowego Polestar. Ekipa została w rękach Christiana Dahla, do którego wcześniej należała cała marka, ale niebawem ma zmienić nazwę. Jednak szwedzki producent samochodów zamierza nadal współpracować z tą ekipą.

Test Volvo XC60 w wersji Polestar czytaj tu.

Najnowsze

Szef Hondy nie ma samochodu! Czeka na…

Być szefem dużego koncernu motoryzacyjnego to znaczy mieć nieograniczony dostęp do najnowszych i najdroższych produkowanych modeli. Okazuje się, że szef marki Honda przez ostatnie lata nie miał własnego samochodu.

Szef Hondy, Takahiro Hachigo, zaskoczył ostatnio świat swoim wyznaniem. Przyznał, że od kilku lat nie ma samochodu. Jednak niedługo ma się to zmienić za sprawą pewnego modelu. 

Po kilkuletnim pobycie za wielką wodą, Takahiro Hachigo wrócił do Kraju Kwitnącej Wiśni by objąć dowództwo nad marką Honda. Ze względu na częste, zawodowe podróże nie czuł on potrzeby posiadania samochodu. Jedyne auto w jego domowym garażu to kei car Honda N-ONE należący do jego żony. Od czasu do czasu jego piękniejsza połówka zasiada na motocyklu Honda VTR250.

Jednak już niebawem w garażu pojawi się nowy pojazd, który będzie należał do Takahiro. Będzie to nowa Honda Civic Type-R, która niestety nie jest jeszcze oferowana w Japonii. Pierwsza partia produkcji z brytyjskiej fabryki w Swindon trafia do Europy. W Japonii pierwsze egzemplarze pojawią się dopiero jesienią, a do Stanów Zjednoczonych Type-R trafi dopiero w przyszłym roku.

Na razie do Hondy Civic Type-R należy rekord najszybszego samochodu napędzanego na przednią oś. Czas, jaki udało się osiągnąć na torze Nurburgring to 7:50.63. Honda zapowiedziała już, że w momencie pobicia tego rekordu przez konkurencję, wystawi specjalnie przygotowaną wersję, która będzie jeszcze szybsza i bardziej odchudzona, by odzyskać tytuł.

Najnowsze

Przejedź się Fordem Mustangiem po torze

Pewnie niewiele osób miało w życiu okazję przejechać się najnowszym Mustangiem po torze wyścigowym, z profesjonalnym kierowcą siedzącym za kółkiem. Ford właśnie daje taką możliwość.

Europejski oddział Forda bardzo intensywnie promuje obecność Forda Mustanga na Starym Kontynencie. Ikona amerykańskiej motoryzacji pojawiła się na torze Silverstone, gdzie przygotowano specjalny film – wideo pozwala poczuć się jak w kabinie samochodu. 

Wykorzystując możliwości serwisu YouTube amerykański producent nakręcił film, który daje efekt obracania kamery o 360 stopni. Są ujęcia „wyjścia poza kabinę samochodu” i z kadry z przyczepionej do przedniego zderzaka kamery.

Obserwując przejazd no torze możemy sprawdzić aktualną prędkość, a także swoją pozycję na nitce obiektu.

Żeby taki film mógł powstać, Ford zamontował aż sześć kamer GoPro, wypuścił w powietrze drona z kamerą i przyczepił kamery do nadwozia. Podczas oglądania możemy się rzeczywiście poczuć jak na prawym fotelu.

A już niebawem nasze wrażenia z pierwszych jazd Fordem Mustangiem na torze!

Najnowsze