Zawodniczki na Gymkhana GP Wrocław: relacja, galeria, film

28 czerwca we Wrocławiu odbyła się druga runda Gymkhany GP, podczas której wystąpiło, aż 8 kobiet! Najszybsza okazała się Maja, która prowadzi motocyklowego bloga Baba na Motorze na Motocaina.pl.

Zapowiedź II rundy Gymkhana GP we Wrocławiu tutaj.

Druga runda rozegrała się na autodromie przy ul. Na Niskich Łąkach we Wrocławiu, więc do stworzenia trasy posłużyły organizatorom, nie tylko słupki, ale i kształt toru oraz jego rondo. Pogoda była dość zaskakująca, bo na zmianę słoneczna, pochmurna i chwilowo deszczowa.

Agata Rozmus nr 56 TOTKA zajęła drugie miejsce wśród kobiet podczas Gymkhana GP Wrocław.
fot. Pacyfka, motoFUNdacja

Wśród 33 zawodników klasy amator pojawiło się 8 zawodniczek, czyli drugi raz tyle, co podczas pierwszej rundy w Szczecinie. Liderką wśród nich pozostała Maja Staniszewska, jednak na plecach mogła wyraźnie odczuć oddech konkurentek. Prawie wszystkie zawodniczki znacznie poprawiły się w drugim przejeździe, a wyniki obu przejazdów i kar – stworzyły następującą klasyfikację:

11. Maja Staniszewska nr 19 MAIYA – 03:02.6

15. Agata Rozmus nr 56 TOTKA – 03:08.0

16. Marta Maczan nr 68 TUŚKA – 03:09.1

20. Agnieszka Jaszewska nr 4 GRZANKA – 03:17.4

25. Alicja Pospiszil nr 22 – 03:33.2

29. Anna Machoń nr 47 – 03:56.5

30. Aleksandra Pindras nr 49 – 04:12.5

31. Karolina Śliwa nr 44 KAROLINA – 04:29.4

Galeria zdjęć z Gymkhana GP Wrocław 2014 tutaj.

Maja, Agata i Marta wystartowały w obu rundach i z pewnością to nie była ostatnia okazja do ich wspólnej rywalizacji. Wysoki poziom sprawności w jeździe między pachołkami potwierdzają miejsca czołówki kobiet w klasyfikacji generalnej amatorów: 11, 15 i 16. A na uznanie zasługują wszystkie zawodniczki, bo odważnie zmierzyły się z torem i poradziły sobie bardzo dobrze. Karolina i Aleksandra – początkujące motocyklistki, nie przestraszyły się poziomu konkurencji i może nie szybko, ale sprawnie pokonywały tor.

Tak wyglądała trasa i jej pokonywanie można zobaczyć na klipie podsumowującym wrocławską rundę:

Maja Staniszewska wystartowała swoim (wydawać, by się mogło) mało zwinnym Suzuki GSXR600, jednak sposób w jaki pokonała tor robił wrażenie! Wspomnieniami z występu Maja podzieliła się na blogu motocaina.pl – http://www.babanamotorze.pl/2014/07/01/gymkhane-supersportem-czemu-nie/. Dodatkowo, jest ona po dwóch rundach jedyną zawodniczką z punktem do klasyfikacji generalnej sezonu Gymkhana GP.

Maja Staniszewska (1.), Marta Rozmus (2.) i Marta Maczan (3.) – oto czołówka kobiet w Gymkhana GP we Wrocławiu.
fot. Pacyfka, motoFUNdacja

Druga w kobiecej klasyfikacji – Agata Rozmus (Yamaha XJ 600) cieszy się ze swoich postępów w jeździe.

– Gymkhana we Wrocławiu stała się kolejną próbą sprawdzenia umiejętności. Dla mnie jest to nie tylko konkurs, w którym najważniejszy jest czas i wyniki. Uczestnictwo w zawodach, a zarazem przygotowanie się do nich umożliwia mi zdobycie nowych umiejętności, polepszenie kontroli jazdy oraz pozwala nie myśleć o tym, że motocykl kilkakrotnie przewyższa moją, własną wagę. Sama do gymkhany we Wrocławiu przygotowywałam się naprawdę krótko. Jestem jednak bardzo zadowolona, nie tyle z wyników, co z postępów, które udało mi się osiągnąć. Dzięki temu motywacja do dalszego ćwiczenia jest teraz jeszcze większa. Imprezę we Wrocławiu, mimo nie całkiem dopracowanej organizacji i źle przygotowanego toru – zaliczam, jak najbardziej, do udanych. Gymkhana dla każdego motocyklisty może stać się ciekawą przygodą i sporym wyzwaniem. Dlatego też, zachęcałam każdego do spróbowania własnych sił w tego typu zawodach – mówi zawodniczka.

Trzecia zawodniczka w klasyfikacji kobiet, Marta Maczan, sporo ćwiczy przed każdymi zawodami.

– Motocykle to jedna z moich najważniejszych pasji. Przed udziałem w Gymkhanie GP (o której istnieniu dowiedziałam się dopiero w tamtym roku) na moto jeździłam zdecydowanie turystycznie, do czego mój motocykl – Suzuki XF 650 Freewind (funduro) jest stworzony. Jednak dopiero „odkrycie” Gymkhany i treningi do zawodów – bez wątpienia podszkoliły mnie w bezpiecznej, codziennej jeździe po mieście i nauczyły zdecydowanie większego panowania nad motocyklem! Udział w zawodach jest wielką motywacją do treningów. I to chyba one przynoszą mi najwięcej frajdy. Zwłaszcza, że trenuję pośród samych najlepszych, szczecińskich zawodników, którzy na każdej rundzie Gymkhany wypełniają podium lub są tuż za nim. Staram się trenować, co najmniej 2 razy w tygodniu, głównie wieczorami, organizując wolny czas pomiędzy innymi pasjami i zajęciami. Nieustająco uczę się, aby jeździć coraz szybciej i ciaśniej, zwłaszcza na nawrotkach 360 stopni, co pozwoli mi „urwać” jeszcze kilka sekund przy każdym przejeździe – mówi zawodniczka.

– Jeżdżę na motocyklu seryjnym, nieulepszanym do Gymkhany. Jednak po ostatnich zawodach poważnie rozważam zmianę zębatki na większą z tyłu, aby mieć więcej mocy na wyjściu zza przeszkody. Właśnie tego w moim jednocylindrowym funduro zdecydowanie brakuje. Do Gymkhany również istotna jest kierownica, najlepiej szeroka i wysoka, która pozwoli wykonać tzw. full locka i jeszcze bardziej zacieśnić nawrotkę. Na co decyduje się wielu zawodników. Ja mam to szczęście, że mój motocykl jest wyposażony w taką właśnie kierę, także muszę „tylko” opanować full locka (śmiech). Przed rundą wrocławską, jedyne co zmieniłam w moto – to zamontowanie klatki, czyli osłony rurowej, głównie na silnik. Co „mentalnie” poprawia komfort treningów i eliminuje obawy przed szlifami i uszkodzeniem motocykla (śmiech). Najważniejsze jest dla mnie, abym dzięki treningom czuła się bezpieczniej na drodze i aby nic mnie na niej nie potrafiło zakończyć. Same zawody są bardzo pozytywnym wydarzeniem i podsumowaniem tego, co wypracowaliśmy na treningach. Atmosfera panująca na zawodach zarówno na I rundzie w Szczecinie, jak i II we Wrocławiu była niezwykle wyjątkowa, dzięki organizatorom, zawodnikom – nieprzypadkowym kierowcom jednośladów oraz kibicom. Uwielbiam tę adrenalinę przed startem i zapoznawaniem się z trasą, emocje towarzyszące –  już jako kibic – przy przejazdach zaprzyjaźnionych zawodników oraz atmosferę jaka panuje wśród wszystkich. Mimo iż zawody zrzeszają motocyklistów z praktyczne całego kraju, integracja jest nieodzowną częścią zawodów, zwłaszcza na after party (śmiech). Podsumowując II rundę we Wrocławiu, mimo zajęcia 3 miejsca wśród 8 motocyklistek i 16. wśród wszystkich 33 amatorów, czuję lekki niedosyt. Wiem, że mogłam jechać ciaśniej i wcześniej odkręcać gaz na wyjściu zza przeszkody. Zapewne każdy zawodnik mógłby powiedzieć to samo, ale i tak wygrywa najlepszy i nie można usprawiedliwiać siebie „uwierającym rąbkiem od spódnicy” (śmiech). Na pewno nie będę ustawała w treningach, i to nie tylko dla poprawy wyniku na kolejnych zawodach, ale dlatego, że Gymkhana uzależnia! – podsumowuje Marta.

Zwyciężczyni Maja Staniszewska z redaktorką Motocainy – Edytą Wruchą. Obie prowadzą blogi.
fot. Klaudia Miś

Agnieszka Jaszewska wystartowała pożyczonym motocyklem – Kawasaki Ninja 250.

– Startowałam w zawodach Gymkhany już w zeszłym sezonie i zawsze jest to świetna zabawa. Można poznać wielu różnych ludzi, przekrój jest naprawdę duży – od totalnych laików do ludzi w skórach, jeżdżących wiele lat. I właśnie to jest najlepsze w tych zawodach, że może w nich startować każdy. Jeżeli chodzi o mój przejazd, to jestem trochę rozczarowana wynikiem – 20 miejsce wśród amatorów, ale biorąc pod uwagę fakt, że startowałam na nie swoim motocyklu, którym jeździłam zaledwie tydzień i w tym sezonie, ani razu nie trenowałam – nie jest źle! Żałuję jedynie, że w tej edycji nie mógł wystartować najlepszy trener i rekordzista gp8, a zarazem mój ukochany Oscar Kubicki, który wraz z Zacharem był organizatorem tych zawodów. Zachęcam wszystkich do udziału w zawodach, ponieważ startując można się naprawdę wiele nauczyć i poprawić swoje umiejętności panowania nad motocyklem, a zarazem świetnie się bawić – mówi „Grzanka”.

Alicja Pospiszil (Kawasaki ER-5) na zawody przyjechała bez przygotowania i wyciągnęła jeszcze tatę.

– O zawodach dowiedziałam się dzień wcześniej na profilu na FB „Wrocławskie Motocyklistki„. Nigdy wcześniej nie słyszałam o Gymkhanie, ale lubię wyzwania – dlatego chciałam spróbować. Impreza okazała się świetną zabawą dla każdego motocyklisty, niezależnie od umiejętności. Przyjechałam z tatą, który jeździ dopiero pierwszy sezon, ale poradził sobie całkiem nieźle. Sama jeżdżę dopiero drugi sezon i nigdy nie brałam udziału w żadnych treningach, a jednak udało mi się ukończyć zawody, nie na ostatnim miejscu (śmiech). Wynik byłby lepszy, gdybym w drugim przejeździe nie pomyliła trasy.

Aleksandra Pindras (Yamaha YBR 125) mimo małego doświadczenia w jeździe, postanowiła pobawić się na zawodach:

– Jeździłam wtedy od 2 tygodni i byłam przekonana, że będę pierwsza – ale, od końca (śmiech), jednak się to nie udało. W związku z tym byłam przeszczęśliwa! Wrocławską gymkhanę wspominam bardzo miło, choć spodziewałam się czegoś, zupełnie innego. Szczerze mówiąc, trochę się nudziłam, bo dla mnie treningi były za długie, a cały dzień spędzony na słońcu dał się we znaki – wspomina zawodniczka.

Na pewno pojawię się na kolejnej rundzie – bo to świetna okazja, żeby potrenować i sprawdzić swoje umiejętności – mówi zawodniczka.

Organizatorem cyklu jest motoFUNdacja z siedzibą w Szczecinie, a czekają nas jeszcze 3 rundy w tej edycji: 26 lipca w Łodzi, 30 sierpnia w Warszawie i finałowa runda w Szczecinie – 20 września. Zainteresowanych startem, a szczególnie powiększeniem konkurencji w klasie kobiet, zapraszamy na oficjalną stronę zawodów gymkhana-gp.pl po dalsze informacje.

Autorkami galerii są: Pacyfka (motoFUNdacja) i Klaudia Miś

Najnowsze

Sara i Richard Mason – piąte Mistrzostwo Nowej Zelandii!

W rekordowym tempie, bo już w połowie sezonu - małżeństwo Richard i Sara Mason z Nowej Zelandii może się cieszyć z piątego, rajdowego tytułu mistrzowskiego swojego kraju.

Richard jest teraz najlepszym kierowcą w 38-letniej historii rajdów w Nowej Zelandii. Zdobył 5 tytułów mistrzowskich w latach: 2005, 2006, 2011, 2012, 2014 oraz 27 zwycięstw w rajdach. Jego żona – Sara, zdobyła 4 tytuły jako pilotka i ma za sobą 24 wygrane rajdy, czyli w historii rajdów Nowej Zelandii wyrównała wynik z Bobem Haldane.

Richard i Sara Mason z Nowej Zelandii rajdowymi mistrzami swojego kraju.
fot. materiały prasowe

Wygrywając pierwsze 4 rajdy sezonu, rajdowe małżeństwo zapewniło sobie 144 punkty w klasyfikacji rocznej w sytuacji, gdy zawodnik za nimi – zdobył ich jedynie 58. Spośród 45 rozegranych w tym sezonie odcinków – wygrali, aż 38! Takie zdeklasowanie rywali pozwoliło na przyznanie im tytułu mistrzowskiego, już w czerwcu. Rekordowa była też wygrana w ostatniej rundzie Trusthouse Racetech Rally Wairarapa, ponieważ załoga BNT Mason Motorsport wygrała go, aż 8 razy podczas 10-ciu lat jego rozgrywania w mistrzostwach.

Rajdowa pasja Sary sięga wieku 13 lat, gdy w telewizji zobaczyła, jak wygrywa Tommi Makinen i postanowiła brać udział w rajdach. Za wszystkie oszczędności kupiła starego Morrisa i na nim uczyła się jazdy. Na 15-ste urodziny od rodziców dostała rajdówkę Datsun Sunny. Szło jej całkiem dobrze, bo w swojej klasie zdobyła drugie miejsce w mistrzostwach kraju. Ale wtedy poznała Richarda i zmieniła fotel na ten prawy – pilota oraz została menagerem wspólnego zespołu rajdowego. W zdobyciu pierwszego, wspólnego tytułu w 2005 roku przeszkodziły jej egzaminy na uniwersytecie, ale już od kolejnego sezonu odbierała tytuł mistrzowski razem z Richardem, a miała wtedy zaledwie 20 lat.

Richard i Sara to najbardziej zgrany i skuteczny duet w historii rajdów Nowej Zelandii. Gratulujemy!

Richard i Sara Mason
fot. materiały prasowe
Sara Mason
fot. materiały prasowe

 

Najnowsze

Odwiedź Muzeum Porsche w Stuttgart-Zuffenhausen!

Jeśli kochacie szybkie samochody i adrenalinę, nie macie co robić w weekend 14-15 czerwca, koniecznie wybierzcie się do Muzeum Porsche w Stuttgarcie.

Małgorzata Czaja w Muzeum Porsche
fot. Małgorzata Czaja

W ten weekend muzeum będzie po raz pierwszy w historii otwarte 24 godziny i ta liczba nie jest przypadkowa, bo właśnie wtedy będzie odbywał się najsłynniejszy samochodowy wyścig – 24 Le Mans. Muzeum przygotowało sporo atrakcji – wyścig będzie można oglądać na żywo na kilku monitorach wewnątrz i na zewnątrz budynku, planowane są specjalne zajęcia dla najmłodszych i darmowy wstęp dla wszystkich. Atrakcjom towarzyszy czasowa wystawa poświęcona samochodom Porsche startującym w wyścigu.

Austro-Daimler
fot. Małgorzata Czaja

Będzie można obejrzeć 919 Hybrid, najszybsze laboratorium badawcze i najbardziej złożony samochód wyścigowy Porsche, jaki kiedykolwiek zbudowano, który walczy o zwycięstwo w tegorocznym wyścigu. W muzeum wystawione jest oryginalne nadwozie, bez napędu, jednak różnicy nie dostrzeże nawet wprawne oko. Warto przyjrzeć się bliżej temu technologicznemu monstrum i porównać z autami, które startowały w latach 70-tych, a jest co podziwiać: Porsche 908/2 Spyder z 1969 roku, Porsche 911 T/R z 1971, Porsche 911 3.0 RSR z 1974, Le Mans Winner Porsche 936 z 1977, Porsche 911 GT2 Le Mans, 962 GT dauer Le Mans, a także WSC LMP1 z 1998 roku.  Dla fanek dużego ekranu przygotowano fotosy ze startów Steva McQueen’a.

Porsche Typ 64
fot. Małgorzata Czaja

Regularna wystawa obejmuje 80 samochodów od najstarszych – Austro – Daimler ADS R „Sascha” z 1922, poprzez futurystyczny Typ 64 z 1934, który był przygotowany do bicia rekordów prędkości i stał się wyznacznikiem charakterystycznego stylu Porsche, oraz kultowy Typ 356 Roadster z 1948 rok. Dalej jest już tylko stylowa uczta dla oczu egzemplarzy z lat 60-tych, 70-tych aż do współczesnych aut. Towarzyszące wystawie samochodów historyczne opowieści o słynnym wyścigu na audiobooku i wystawione technologiczne innowacje – kaski, tarczowe hamulce z Porsche 956, silniki, a także dziennik Ferry Porsche uzupełnią zwiedzanie.

Porsche Typ 356
fot. Małgorzata Czaja

Muzeum otwarte jest codziennie od godziny 9.00 do 18.00. Bilet normalny kosztuje 8 euro, ulgowy 4 euro. Mieści się przy Porscheplatz 1, 70435 Stuttgart-Zuffenhausen.

http://www.porsche.com/museum/de/

Porsche 919 Hybrid
fot. Małgorzata Czaja

Najnowsze

Małgorzata Czaja w historycznym wyścigu Le Mans Classic!

W historycznym wyścigu Le Mans weźmie udział ponad 400 aut, oprócz Astona Martina, Porsche, Maserati można będzie zobaczyć Talboty, Bentleye, Panhardy, Lotusy i Lole! W tym znamienitym gronie pojawi się Mini Marcos z Polski: jako jedyne brytyjskie auto, które ukończyło 24 Le Mans, jest dopuszczone do udziału w Le Mans Classic. Motocaina objęła patronatem wyjazd polskiej załogi, której kierowcą jest kobieta - Małgorzata Czaja.

Małgorzata Czaja
fot. Strop Studio Fotograficzne, w ramach projektu ODDycham WROcławiem; http://odd.wroclaw.pl/

W dniach od 4 do 6 lipca na torze w Le Mans odbędzie się jedna z najbardziej wyczekiwanych przez fanów zabytkowej motoryzacji imprez – Le Mans Classic. Jest to spotkanie, wyścig i wielkie święto motoryzacyjne, które tradycją nawiązuje do legendarnego wyścigu i pielęgnuje jego tradycje. W Polsce sam wyścig 24 Le Mans jest mało popularny, a o Le Mans Classic wie jeszcze mniej osób.

Le Mans Classic po raz pierwszy został zorganizowany w 2002 i jest spełnieniem marzeń wielu fanów, by cofnąć się w czasie i przeżyć niesamowitą przygodę z legendarnymi kierowcami i samochodami startującymi w 24 Le Mans w ubiegłym wieku. Impreza odbywa się co dwa lata i jest jedną z najbardziej prestiżowych w świecie motoryzacji, do udziału dopuszczone są tylko marki i typy samochodów, które brały udział w historycznym wyścigu. Dostęp jest limitowany, dla uczestników na terenie autodromu obowiązuje dress code. W 2014 roku wydarzenie odbędzie się po raz siódmy.

Le Mans Classic w 2010 roku odwiedziło 100 000 osób a w 2012 było to już 120 000 osób. Organizatorzy liczą na frekwencyjny rekord w tym roku.

Małgorzta Czaja i jej Mini Marcos
fot. Strop Studio Fotograficzne, w ramach projektu ODDycham WROcławiem; http://odd.wroclaw.pl/

Widzów mają przyciągnąć liczne imprezy towarzyszące, wystawy, a przede wszystkim legendarne samochody i kierowcy. Oczekuje się, że wśród rajdowych sław pojawią Emanuele Pirro, który karierę zaczynał od kartingu, poprzez bolidy F1, by z sukcesami startować w 24-godzinnym wyścigu Le Mans, gdzie osiągnął łącznie pięć zwycięstw, w najwyższej klasie LMP1 w latach 2000-2002 oraz 2006-2007. W tym roku zobaczymy go w Alfie Romeo 33TT12.

Mini Marcos z Polski, które weźmie udział w Le Mans Classic 2014
fot. Strop Studio Fotograficzne, w ramach projektu ODDycham WROcławiem; http://odd.wroclaw.pl/

Startować w Fordzie GT 40 będzie Paul Belmondo, były francuski kierowca wyścigowy, syn aktora Jeana-Paula Belmondo.

Kobiecym akcentem jest udział Vaniny Ickx w Fordzie Mustangu Shelby 350. Trzykrotnie brała udział w Rajdzie Paryż Dakar, regularnie startowała w 24-godzinnym wyścigu na torze Spa-Francorchamps, a także w Mistrzostwach Świata Prototypów FIA. W latach 2004-2005 startowała w Mistrzostwach Belgii Samochodów Turystycznych za kierownicą Mini-Coopera, gdzie wygrała Ladies Trophy – klasyfikację kobiet. o Vaninie więcej pisałyśmy tu.

Mini Marcos w Le Mans
fot. Mini Marcos Owners Club

Najnowsze

Monster X Tour 2014 we Wrocławiu – relacja i galeria

Wielkie i głośne Monster Trucki znów zawitały do Wrocławia, w ramach kolejnej edycji Monster X Tour w Polsce, realizowanego przez największego niezależnego producenta wydarzeń sportów motorowych w USA - Monster Truck Entertainment. 14. czerwca na Stadionie Miejskim można było usłyszeć ryk potężnych silników.

Imprezie towarzyszy iście amerykański show, okraszony głośną muzyką i specyficzną konferansjerką, ale dla widzów najważniejsze były Monster Trucki. Od godziny 13 można było podziwiać je z bliska na Pit Party, które było doskonałą okazją dla wszystkich fanów motoryzacji do zapoznania się z budową ogromnych pojazdów, zrobienia sobie zdjęcia przy ponad 1,5 metrowych oponach i zdobycia autografów zawodników. Podczas prezentacji samochodów można było dostrzec szczegóły techniczne, które pozwalają na akrobacje a także zapewniają bezpieczeństwo kierowcom. Obowiązkowo montowane są  klatki bezpieczeństwa chroniące kabinę przed zmiażdżeniem oraz trzy wyłączniki odcinające zapłon, na wypadek utraty przez kierowcę kontroli nad pojazdem. W akrobacjach najważniejszym elementem jest zawieszenie – lekkie i odporne na ogromne obciążenia powstające podczas skoków z ramp i ewolucji. Napędzane metanolem silniki osiągają do 1,5 tysiąca koni mechanicznych mocy i rozpędzają się do 150 km/h.

Monster X Tour 2014 we Wrocławiu
fot. Małgorzata Czaja

Pierwszy monster powstał w 1974 roku – jego konstruktor Bob Chandler zbudował go na bazie  swojego pick-upa F-250 i nazwał BIGFOOT. W ciągu kilku lat auto stało się sławne w całych Stanach, a sam Chandler znalazł wielu naśladowców, którzy podobnie jak on, zajęli się konstruowaniem aut-gigantów. Od połowy lat 80-tych zaczęto organizować zawody i pokazy w całej Ameryce.

Na wrocławskim Pit Party tłumnie oblegany był specjalnie przygotowany Monster do przejażdżek, z którego chętnie korzystali zarówno dorośli jak i dzieci. Można też było porozmawiać z bohaterami widowiska – kierowcami trucków, motocyklowymi kaskaderami i zawodnikami Quadcross i Cross Country, a wśród nich – dwie dziewczyny Agnieszka i Zuzanna Ścibior – zawodniczka na quadzie, której patronuje Motocaina.pl.

Monster X Tour 2014 we Wrocławiu
fot. Małgorzata Czaja

Po oficjalnej prezentacji rozpoczęła się rywalizacja kilkutonowych samochodów podczas ekstremalnych wyścigów i zawodów Freestyle, widzowie oceniali przejazdy i wysokość „skoków”. Motocyklowi kaskaderzy z FMX Stunt Riders zaprezentowali się w zapierających dech w piersiach powietrznych akrobacjach, był też wyścig quadów. Kierowcom nie pomagała pogoda i po ulewie, która przeszłą nad stadionem na płycie było bardzo ślisko. Monstery mimo ogromnej mocy z trudem radziły sobie na błocie i początkowe skoki nie były tak spektakularne. Widzowie mimo to dobrze się bawili, aktywnie włączani w show, oczywiście dzieci miały najwięcej frajdy.

Zawody monster trucków to rodzinna rozrywka, która zamienia zwykłą sobotę w niezapomniany dzień pełen ryku silników, zapachu spalin i niewiarygodnych samochodowych akrobacji.

Najnowsze