Zatrzymania obywatelskie – co Polak by zrobił z pijanym kierowcą?

Jaka byłaby nasza reakcja po zobaczeniu nietrzeźwej osoby, która zamierza prowadzić samochód? Takie pytanie zadano ankietowanym w badaniu, którego celem było sprawdzenie jak kwestia zatrzymań obywatelskich jest w Polsce odbierana społecznie.

O wzorowych obywatelach, którzy zabierają pijanym kierowcom kluczyki, informują dość regularnie media lokalne. Przynajmniej kilkanaście przypadków rocznie trafia również na YouTube. Policja nie prowadzi dla tych interwencji odrębnych statystyk, choć od czasu do czasu dzieli się co ciekawszą historią na swojej stronie internetowej[1].

Polacy kontra nietrzeźwi kierowcy
Wynik badania pokazuje, że zdecydowna większość z nas czuje w sobie potrzebę aktywnej interwencji w przypadku, gdy widzimy kogoś, kto siada za kierownicę po pijanemu. Ponad połowa (58,2%) zapytanych deklaruje, że powstrzymałyby taką osobę przed odjazdem i powiadomiłałby o zdarzeniu policję. Kobiety są tu bardziej zdecydowane (63,7%) od mężczyzn (53,6%).

Tylko co dziesiąty ankietowany (10,1%) ograniczyłby się wyłącznie do zgłoszenia sytuacji na numer alarmowy. Co wydaje się interesujące, blisko jedna czwarta badanych (23,8%) próbowałaby zatrzymać nietrzeźwego kierowcę, ale bez powiadamiania policji. Pobłażanie, przynajmniej w teorii, nie wchodzi w grę – jedynie 3,5% osób w badaniu zadeklarowało brak działania.

Co mówi prawo?
Kodeks postępowania karnego[2] nie nakłada na nas obowiązku zatrzymania obywatelskiego. Jeśli widzimy, że ktoś siada za kierownicę będąc nietrzeźwym, możemy, ale nie mamy obowiązku aktywnie mu w tym przeszkodzić.

Kluczowym warunkiem zgodnego z prawem zatrzymania obywatelskiego jest ujęcie pijanego kierowcy na gorącym uczynku, a więc podczas prowadzenia samochodu. Nie wystarczy samo podejrzenie, że ktoś z kluczykiem w dłoni zamierza wsiąść do auta i odjechać. Jeśli zdecydujemy się interweniować, lepiej zachować zdrowy rozsądek. Należy być ostrożnym i przede wszystkim, jak najszybciej skontaktować się z policją.

Możemy również podjąć bezpośredni pościg za samochodem kierowanym przez nietrzeźwego i dokonać zatrzymania. Dopuszczalne jest to jednak tylko w sytuacji, gdy nie znamy tożsamości kierującego i zachodzi podejrzenie, że ten ucieknie. Jeśli wiemy kto prowadzi samochód i dokąd jedzie, powinniśmy ograniczyć się do przekazania wszystkich szczegółów organom ściagania.

Prawo precyzuje również, że po obywatelskim zatrzymaniu musimy ujętą osobę niezłocznie oddać w ręce stróżów prawa. To istotne, biorąc pod uwagę, że prawie co czwarty ankietowany w badaniu wolałaby nie informować policji o fakcie powstrzymania nietrzeźwego kierowcy. Takie działanie jest prawnie ryzykowne i może się na nas zemścić. Szczególnie jeśli w trakcie próby zatrzymania zrobi się nieprzyjemnie i dojdzie do szarpaniny lub bójki.

Co z użyciem siły?
Podczas obywatelskiego zatrzymania to nam, a nie sprawcy, przysługuje prawo do obrony koniecznej. Jeśli więc zostaniemy w trakcie interwencji zaatakowani przez pijanego kierowcę, stosowanie przymusu jest dopuszczalne – o ile jest współmierny do sytuacji.

Większość Polaków deklaruje, że jest gotowa powstrzymać nietrzeźwego kierowcę. Jest to postawa  godna pochwały, jednak pamiętajmy, że zatrzymanie obywatelskie nie jest koniecznością. Pierwszym krokiem zawsze powinien być telefon na numer alarmowy 112. Ruszenie w pościg lub próba zabrania kluczyków nietrzeźwemu kierowcy jest ryzykowne, więc tego typu działanie należy traktować jako ostateczność radzi Hunter Abbott, ekspert bezpieczeństwa ruchu drogowego z firmy AlcoSense Laboratories.

Badanie SW Research dla AlcoSense Laboratories przeprowadzono w maju 2019 roku, na reprezentatywnej grupie 1090 polskich kierowców.

Najnowsze

Kolejna wielka inwestycja Toyoty w Polsce

Toyota Motor Europe ogłosiła zwiększenie mocy produkcyjnych w polskiej fabryce koncernu o drugą linię produkcyjną silnika 1,5 l oraz elektrycznych przekładni hybrydowych.

Wysokie zainteresowanie hybrydami w Europie osiągnęło już ponad 50 procent całości zamówień na modele Toyoty. Zaowocowało to decyzją o ulokowaniu dwóch kolejnych inwestycji w polskiej fabryce koncernu. Ogłoszone dwa nowe projekty związane są z budową kolejnej linii produkcyjnej elektrycznych przekładni hybrydowych e-CVT oraz współpracujących z nimi silników benzynowych TNGA 1,5 l. Hybrydowe zespoły napędowe z Polski będą montowane m.in. w czwartej generacji Toyoty Yaris, która zadebiutuje na europejskim rynku w 2020 roku.

Utworzenie dodatkowych linii planowane jest w wałbrzyskim zakładzie Toyoty, w którym będzie rozbudowywana hala obróbki i montażu silników oraz hala odlewni, a części do produkcji będą pochodzić między innymi z zakładu w Jelczu-Laskowicach. Całość inwestycji ma zostać zakończona do 2022 roku.

„To znamienne, że Toyota, która od 20 lat funkcjonuje w wałbrzyskiej strefie, wciąż decyduje się na inwestycje rozwojowe w naszym regionie. Stanowi to dowód, że wciąż jesteśmy jednym z najatrakcyjniejszych miejsc na rozwój przemysłu motoryzacyjnego i sektora elektromobilnego. Cieszy nas fakt, że kolejne inwestycje koncernu związane z napędami hybrydowymi przełożą się na zwiększenie ilości miejsc pracy, w tym zatrudnienie dla polskich inżynierów” – podkreśla Piotr Sosiński, prezes Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej „Invest-Park”.

W 2020 rozpocznie się rekrutacja co najmniej kilkudziesięciu nowych pracowników do fabryki w Wałbrzychu. Dzięki wszystkim projektom związanym z technologią hybrydową wartym łącznie 2 miliardy złotych poziom inwestycji w obu zakładach Toyota Motor Manufacturing Poland wzrośnie do ponad 5,5 miliardów złotych, a zatrudnienie do blisko 3000 osób.

Najnowsze

Akcyza na hybrydy zmniejszona o połowę. Kto zyska najwięcej?

Prezydent podpisał nowelizację ustawy, która zakłada zmniejszenie o połowę akcyzy na samochody wyposażone w napęd hybrydowy. Decyzja jest powszechnie chwalona, ponieważ upatruje się w niej promowanie niskoemisyjnych pojazdów. Ale jak to będzie wyglądało w praktyce?

Przypomnijmy, że w Polsce podatek akcyzowy wynosi 3,1 proc. dla samochodów z silnikami o pojemności do 2000 ccm oraz 18,6 proc. dla pojazdów mających większe silniki. Zgodnie z podpisaną nowelizacją stawki te spadną do 1,55 proc. oraz 9,3 proc. (ale tylko w przypadku silników do 3500 ccm).

Jest to kolejny krok rządu w stronę promowania ekologicznych samochodów, po czasowym zwolnieniu z akcyzy aut elektrycznych (wcześniej wynosiła ona 3,1 proc.). Efekt będzie jednak podobny, jak wcześniej, czyli – naszym zadniem – nikły wpływ na faktyczną sprzedaż samochodów, które rząd chce promować.

Największą barierą w przypadku zakupu aut hybrydowych jest ich wyraźnie wyższa cena, ale najbardziej popularne modele mają silniki o pojemności poniżej 2 litrów. Nie trzeba być olimpijczykiem z matematyki, żeby przewidzieć, że nowelizacja będzie miała mały, bądź żaden wpływ na cenę takich aut. Przykładowo najtańsza Toyota Corolla z napędem hybrydowym kosztuje 89 900 zł. Akcyza zmniejszona do 1,55 proc. obniży jej cenę o niecałe 1400 zł. Z kolei w przypadku Volkswagena Passata GTE zyskamy już (przynajmniej teoretycznie) około 2600 zł. Ale to dlatego, że obecnie ten model kosztuje 169 990 zł!

O realnych korzyściach będą mogli mówić jedynie nabywcy hybryd z większymi silnikami, a więc także znacznie droższych. Przykładowo decydując się na Toyotę RAV4 zapłacimy mniej o ponad 12 tys. zł (przy cenie bazowej 134 900 zł). A co powiecie na obniżkę o ponad 40 tys. zł? Tyle powinniśmy teraz oszczędzić na Porsche Cayenne E-Hybrid (cena od 440 tys. zł).

Na koniec tych wyliczeń mała ciekawostka – zgodnie z nowymi przepisami zostanie nam w kieszeni około 27 tys. zł, jeśli kupimy Audi A6 z 3-litrowym dieslem oraz około 34 tys. zł, jeśli zdecydujemy się na 435-konnego Mercedesa-AMG E 53. Jak to możliwe? Ustawodawca wrzucił do jednego wora hybrydy, hybrydy plug-in oraz tak zwane miękkie hybrydy. Te ostatnie są coraz powszechniej stosowane w samochodach jako kolejny sposób na obniżenie zużycia paliwa. Przykładowo Audi podaje, że model A6 50 TDI dzięki tej technologii zużywa o 0,7 l / 100 km mniej. Trudno porównywać to szczególnie z hybrydami, zwłaszcza tymi ładowanymi z gniazdka, które mogą przejechać zwykle 30-40 km bez uruchamiania silnika spalinowego. Można powiedzieć, że to posunięcie ustawodawcy „ze skrajności w skrajność”, gdzie pierwszą skrajnością było nadanie przywilejów tylko tym autom elektrycznym, które nie mają (używanego w awaryjnych sytuacjach) spalinowego range extendera.

A jak wy oceniacie przyszły wpływ podpisanej nowelizacji? Wpłynie ona na zainteresowanie samochodami z napędem hybrydowym?

Najnowsze

Edyta Klim

Czego pragnęły kobiety w latach 50-tych?

Kobiety w latach 50-tych pragnęły cukierkowego Dodge – takiego zdania byli specjaliści od marketingu Chryslera. Jednak wprowadzony na rynek Dodge La Femme częściej kurzył się w salonach, niż był kupowany.

W 1955 roku Dodge wprowadził na rynek model La Femme – samochód zaprojektowany przez mężczyzn dla kobiet. Jego koncepcja została oparta na dwóch prototypach Chryslera z sezonu 1954 roku: Le Comte i La Comtesse. Postanowiono, że będzie to dwudrzwiowe coupe z twardym dachem, malowane w kolorach: „Sapphire White” i „Heather Rose” wraz złotym oznaczeniem „La Femme” na przednich błotnikach.

Wnętrze zostało starannie przemyślane (ponoć) pod kątem kobiecych pragnień. Wnętrza zostały obite specjalnym materiałem gobelinowym z różowymi pąkami róż na jasnosrebrno-różowym tle i z jasnoróżowym winylowym wykończeniem. Za siedzeniem kierowcy znajdował się schowek na płaszcz przeciwdeszczowy, czapkę i parasol z tym samym wzorem pąków róż.

La Femme była dostarczana z różową torebką ze skóry cielęcej, dopasowaną do wnętrza samochodu, którą można było schować za siedzeniem pasażera. Każda torebka była wyposażona w zestaw akcesoriów marki „Evans”, a w tym: kompaktowy puder do twarzy, etui z pomadką, etui na papierosy, grzebień, zapalniczkę, portmonetkę. Wszystko wykonane z tworzywa sztucznego w kolorze skorupy żółwia, różowej skóry i ze złotymi akcentami.

Mimo szeroko zakrojonego marketingu kobiety wcale nie szturmowały salonów. Nieco zmieniona (mniej różowa, a bardziej lawendowa i bez kosmetyczki) wersja z roku 1956 roku sprzedała się jedynie w 1500 egzemplarzach, a całkowita sprzedaż La Femme z dwóch lat, ponoć nie przekroczyła 2500 sztuk. Ten mały eksperyment podważył sens produkcji i sprzedaży samochodów ze szczególnym uwzględnieniem płci. Choć być może błąd polegał na tym, że o zdanie nie zapytano samych kobiet?

 

Najnowsze

27 tys. zł kar za przeładowane ciężarówki

Inspektorzy ITD na drodze wojewódzkiej numer 409 zatrzymali do kontroli trzy zespoły pojazdów z drewnem. Wszystkie ciężarówki należały do czeskich przedsiębiorców i wiozły surowiec z Czech do Strzelec Opolskich.

Ilość drewna na pojazdach i deklarowana wielkość transportu w dokumentach przewozowych wzbudziła podejrzenia inspektorów, że ciężarówki mogą być przeładowane.

W trakcie pomiarów ładunku i przeprowadzonego ważenia potwierdziły się podejrzenia kontrolerów. Każdy z zatrzymanych pojazdów miał przekroczoną dopuszczalną masę całkowitą. Najcięższy ważył z ładunkiem 48 ton zamiast dopuszczalnych 40 ton. Pozostałe dwie ciężarówki były przeładowane o blisko tonę.

Stwierdzone naruszenia skutkowały wszczęciem postępowań administracyjnych wobec przewoźników. Stwierdzono naruszenia na łączną kwotę 27 tysięcy złotych. Czescy przedsiębiorcy wpłacili kaucje na poczet przewidywanych kar. Transporty drewna zostały wstrzymane do czasu rozładunku nadmiaru drewna na inne pojazdy.

Najnowsze