Zasilał instalację LPG w swoim BMW z domowej butli

"Potrzeba matką wynalazków" musiał pomyśleć pewien właściciel BMW, wykorzystując domową butlę gazową w samochodowej instalacji LPG.

Sytuacja miała miejsce w Świdniku, gdzie przechodzień idący ul. Niepodległości wyczuł charakterystyczną woń gazu. Zgłosił to pod numerem alarmowym, a przybyłe na miejsce służby rozpoczęły poszukiwania miejsca ulatniania się gazu.

Duże musiało być ich zdziwienie, kiedy odkryły, że źródłem jest zaparkowane przy drodze BMW. Jak się okazało, w jego bagażniku znajdowała się domowa butla gazowa, którą wężykiem połączono z instalacją dedykowanym w zbiorniku LPG, który również znajdował się w aucie w miejscu na koło zapasowe.

Przeróbka dokonana została w sposób nieprofesjonalny i oczywiście nielegalny. Ulatnianie się gazu mogło doprowadzić do nieszczęścia – w skrajnym przypadku nawet do wybuchu. Dlatego osoba odpowiedzialna za samowolną ingerencję w instalację LPG będzie odpowiadać za narażenie osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, za co grozi kara pozbawienia wolności do lat 3.

Najnowsze

Edyta Klim

Motocyklowa wyprawa do Hiszpanii odmieniła życie Kasi Pastuszak

Kasia Pastuszak prowadzi profil na Facebooku. „Nie dosięgam do ziemi”. Jednak niski wzrost nie jest dla niej żadną przeszkodą, jeżeli chodzi o podróżowanie na motocyklu po świecie.

Kiedy motocykle pojawiły się w twoim życiu?

W zasadzie, to od zawsze interesowało mnie wszystko, co związane było z motorami. Motorami właśnie, a nie motocyklami, bo z wszelkiego rodzaju silnikami. To było dla mnie coś fascynującego. Przez to, że wychowałam się w górach, to sezon motocyklowy trwał tam bardzo krótko, więc jednak zostałam przy tych czterech kółkach i wciągnęła mnie jazda off-road. W czasach szkolnych rozwinęłam kolejne pasje, takie jak jazda na snowboardzie, konno, a także taniec.

O motocyklach dowiedziałam się więcej, dzięki mojemu (byłemu już) partnerowi, który jeździł motocyklem, choć akurat wtedy go nie posiadał. Pewnego razu obejrzałam film „Why we ride” i pomyślałam, że czemu nie? Mam 30 lat, mam czas i trochę wolnych środków. Pierwszy motocykl Suzuki GS500 kupiłam pod Wrocławiem, jeszcze przed zdaniem egzaminu. Po zakupie jechaliśmy nim na kołach, więc to był właściwie mój pierwszy raz na motocyklu w roli pasażera. Nie mogłam się doczekać możliwości jazdy, więc zakupiłam też motocykl o pojemności 125 i na tym etapie zachwyciły mnie modele sportowe. Moją CBR-kę nazwałam pieszczotliwie „Baby Zebra”. Kolejne było Kawasaki 250 Ninja, które traktowałam bardziej, jak motocykl turystyczny. Zrobiłam nim ok. 5000 km po Polsce i jednak brakowało mi tej wygody, choć uwielbiałam go i pięknie brzmiał (miał przelotowy wydech, zakończony tłumikiem Leo Vince).

Wtedy przyszła kolej na model turystyczny?

Tak. Jak pojechałam na kobiecy zlot ”Baby na motóry” do Ciężkowic, to okazało się, że jedna z dziewczyn sprzedaje BMW 650 GS. Zobaczyłam go i przepadłam, a kolejnego dnia już go kupiłam! Byłam jednak przekonana, że będzie to dużo cięższy i z racji niskiego wzrostu – trudniejszy do opanowania motocykl. I tu wielkie zaskoczenie! Wcale tak nie było, bo prowadził się świetnie i wcale nie czułam jego gabarytów. Dodatkowo był bardzo wygodny i nawet w długich trasach nie męczyła mnie na nim pozycja. A kolejny zlot dla dziewczyn zorganizowałam już sama w Karpaczu.

A o co chodzi z tym niedosięganiem do ziemi na motocyklu?

Chodzi o to, że mam 154 cm wzrostu i nawet na tej CBR 125 nie miałam możliwości postawienia obu stóp na ziemi. Przy kolejnych wcale nie było lepiej…

I żadne modyfikacje motocykla, celem jego obniżenia, nie przyniosły rezultatu?

W mojej Hondzie XR 125L faktycznie, własnoręcznie „wydziubałam” pół kanapy i dało to pewne obniżenie. Wcześniej próbowałam to zrobić na lagach, ale wtedy traciłam w nim prześwit, który przydaje się w terenie. Generalnie przestałam się tym przejmować, bo moim zdaniem lepszy efekt daje opanowanie techniki jazdy i na tym się skupiłam. Brałam udział w wielu szkoleniach, żeby bezpieczniej i pewniej czuć się na motocyklu. Obecnie jeżdżę na BMW F650 GS „Benio” i to jest motocykl relatywnie niski. Jednak na nim dosięgam do ziemi jedynie paluszkami obu stóp.

I tak się właśnie zatrzymujesz?

Tak, staram się obiema, kontrolując też równość nawierzchni. Choć zdarza mi się na chwilę podpierać na jednej, całkiem położonej stopie – lekko się przesuwam i wspieram motocykl na udzie. Jak model będzie jeszcze wyższy, to wtedy będę się zastanawiać. Aczkolwiek tak szybko zmiany motocykla nie planuję.

Nie zdarzyło ci się przez to właśnie wywrócić motocykla?

Nie, nie zdarzyło mi się. Jedyna wywrotka wydarzyła mi się na parkingu, ale wtedy na nim nawet nie siedziałam. Ponoć mam dobre wyczucie równowagi, być może wyniesione z tańca i jazdy konnej. Oczywiście brak wywrotek nie dotyczy jazdy w terenie – brnąc w błocie zwykle, co chwilę ląduję na ziemi! (śmiech)

Może jakieś buty na platformie testowałaś?

Nie, jedynym moim wymaganiem jest elastyczność butów. Gdy są zbyt sztywne, to nie mam możliwości, żeby w nich stanąć na palcach (śmiech).

Polska, Polska, a tu nagle samotny wyjazd do… Hiszpanii? Ale jak to?

Poszłam za radą jednej koleżanki, która powiedziała, żebym zrobiła najpierw trochę kilometrów po Polsce, zanim pojadę gdzieś dalej. Bo oczywiście już miałam plany na Chorwację i Włochy. Zdecydowanie to wyszło mi na dobre, bo zdobyłam doświadczenie w jeździe motocyklem. Polskie drogi są dość wymagające i jak się potem wyjedzie z kraju, to zwykle nie jest tam trudniej. A Hiszpania to jest kraj, w którym chcieliśmy z chłopakiem za rok zamieszkać i w sumie się do tego już przygotowywałam. Upatrzyłam sobie Walencję i tam często bywałam poza sezonem turystycznym. Poznałam już wielu fajnych ludzi i znałam też drogi, bo jakiś czas temu pracowałam jako pilot wycieczek zagranicznych. To miejsce zdecydowanie mnie przyciąga, więc miało się stać bazą wypadową, ale planowałam też objazd dookoła Hiszpanii.

Wszystko szło zgodnie z planem?

Nie do końca, bo już na miejscu dowiedziałam się przez telefon, że mój związek właśnie się rozpadł… Plany na przeprowadzkę jednak pozostały, bo już mnie nic w Polsce nie trzymało. Uświadomiłam sobie, że właściwie niepotrzebnie byłoby wracać na motocyklu do kraju, skoro mam zamiar mieszkać w Hiszpanii. Tym samym, zakup biletu na powrót samolotem, zagwarantował mi tydzień więcej do objeżdżania Hiszpanii. Pojechałam zatem na wschód, potem północ i przy Portugalii już wracałam na południe. Kilka dni przed wyjazdem poznałam bardzo fajnego, hiszpańskiego motocyklistę. On polecał mi trasy, punkty do zwiedzenia, „asekurował” telefonicznie podczas tej podróży i zawsze mogłam na niego liczyć. Jeszcze przed wylotem do Polski poznaliśmy się nieco lepiej, zaiskrzyło i teraz on przyjeżdża w odwiedziny do Krakowa. Historia trochę jak z filmu, ale pożyjemy, zobaczymy…

Pierwszy raz w takiej trasie, to jakoś specjalnie się przygotowywałaś?

Nie bardzo, bo tak się złożyło, że sporo rzeczy przed wyjazdem mi się nawarstwiło. Nawet postanowiłam iść na studia. I w zasadzie, to wiedziałam, że mam: dętki, smary, oleje i zestaw narzędzi. Pierwsze pakowanie zrobiłam dzień przed wyjazdem, a ledwo się wszystko zmieściło (śmiech). To było prawdziwe tornado życiowe, a jak wyjechałam to nastał spokój, jak w oku cyklonu. Zostawiłam wszystko za sobą… To chyba odwrotnie, niż ma większość podróżników.

Plan wyprawy był szczegółowy?

Założyłam sobie odwiedzenie kilku miejsc, ale plan nie był szczegółowy. Spałam raczej na kampingach, choć potem się okazało, że taniej jest w hostelach (tylko przy braku parkingu nieco więcej noszenia bagaży). Zwiedzałam głównie rano, potem szłam na kawę i planowałam dalszą trasę, uwzględniając czas i finanse. Najczęściej jeździłam poza autostradami, które są dość nudne. Jeśli już musiałam nadrobić czas do kolejnego przystanku, to korzystałam z niepłatnych, starych autostrad o równoległej trasie do nowych. Tylko w połowie wyjazdu moja nawigacja kompletnie odmówiła posłuszeństwa i musiałam robić sobie taki roadbook na kartce, czyli listę miast, które powinnam odwiedzić, kierunki i przybliżoną ilość kilometrów, które powinnam danego dnia przejechać, by trafić do celu.

I jakaś awaria się „Beniowi” też przytrafiła?

Tak, ale była to ostatnia wycieczka, która nie była w sumie planowana. Taka przejażdżka z moim nowym kompanem w jego rodzinne strony. Było super, piękne górskie pejzaże, rzeki, wąwozy i na jednym z przystanków motocykl mi już wcale nie odpalił! Na szczęście to był ostatni dzień, kiedy miałam jeszcze ochronę assistance. Okazało się, że to alternator, albo regulator napięcia, więc „Benio” wrócił już na lawecie i postanowił poczekać na mój powrót w Hiszpanii.

Widywałaś w Hiszpanii motocyklistki?

To było dla mnie spore zaskoczenie, że tam dziewczyny praktycznie nie jeżdżą na motocyklach. Z jednej strony to kraj, gdzie jest dużo jednośladów, jednak kobiety widywałam jedynie na skuterach. Dlatego też, wzbudzałam swoją osobą dość duże zainteresowanie. Ale było to pozytywne przyjęcie, z całkowitą akceptacją. Każdy mówił, że fajną mam pasję, pytał gdzie jadę i skąd jestem. Podróżując przez Francję i Niemcy też wzbudzałam zdziwienie w innych motocyklistach, jak np. omijałam gigantyczny korek pomiędzy samochodami, bo oni grzecznie w nim stali. Raz się odważył za mną pojechać pewien Francuz i potem był bardzo tą sytuacją podekscytowany (śmiech).

Jak jeżdżą Hiszpanie?

W Hiszpanii jeździ się różnie, mniej lub bardziej przepisowo, w zależności od rejonu. Motocykliści pozdrawiają się jedynie na odległych trasach, bo w miastach to chyba tej ręki by nie odkładali, więc ma to swoje uzasadnienie. Uwielbiają okupować środkowy pas, ale najbardziej jestem pod wrażeniem ich opanowania na drodze – nie ma żadnych awantur, trąbienia, nerwowości. Hiszpanie jeżdżą na luzie, motocykliści też. To, co jest w Hiszpanii trudniejsze, to jazda bez nawigacji, bo nie ma tam widocznych numerów dróg, a jedynie drogowskazy na jakieś najbliższe miejscowości, zwykle na malutkie miasteczka tzw. „puebla”. Na szczęście wjazdy na płatne autostrady były bardzo dobrze oznaczone i był czas, żeby zawrócić. Trzeba też pamiętać o tankowaniu, bo stacje są czynne np. do 18, a te automatyczne dystrybutory nie zawsze chciały przyjąć moją kartę płatniczą. Na szczęście w Hiszpanii ceny samego paliwa są zbliżone do polskich.

Co będziesz porabiać w tej Hiszpanii po przeprowadzce?

Plan jest taki, by organizować podróże motocyklowe (i nie tylko) po Hiszpanii. Mam spore doświadczenie w turystyce, znam także język (studiowałam przez rok filologię hiszpańską), kulturę i już sporo tras. Wszystkie rejony autonomiczne udało mi się odwiedzić. W Polsce też prowadziłam kilka razy działalność gospodarczą, a koszty utrzymania firmy w Hiszpanii są nawet niższe. Raczej nie boję się o przyszłość, bo nie mam jeszcze tej firmy, a już jest sporo zapytań, a 14 listopada będę oprowadzać pewną motocyklistkę po Andaluzji.

Masz już jakiś plan tych wycieczek?

Najbardziej chciałabym organizować podróże po północy Hiszpanii, która jest przepiękna. Są tam niesamowite góry i świetne wybrzeże z klifami i jaskiniami, zdecydowanie mniej oblegane przez turystów, ale zachwycające. Dla motocyklistów są genialne serpentyny, węższe i szersze, pomiędzy ścianami skał. Jadąc tamtędy, co chwilę chciałam się zatrzymywać i robić zdjęcia! A w dodatku nie ma tam barierek, więc adrenalina jest gwarantowana! Pogoda podczas sezonu nie jest tak tropikalna, jak na południu – gdzie można się roztopić w 40-stopniowych upałach. Ważne, że drogi są bardzo dobrze oznakowane pod względem zagrożeń (zakrętów czy ostrych wzniesień).

Na początek będą to wycieczki dla ludzi z własnym sprzętem, transportowanym z Polski, ale w dalszych planach jest własna, mała “flota” motocykli do wypożyczenia. Nie nastawiam się na duże grupy i również nie będą to wyjazdy typu all inclusive, podane na tacy. Chciałabym robić wycieczki elastyczne, dla osób, które chcą przeżyć jakąś przygodę. Nie chcę też pomnażać kosztów, tylko robić plany bardziej „budżetowe”, żeby więcej osób mogło z takiej oferty skorzystać. Myślę także o typowo kobiecej wersji takich wypraw.

Normalnie wszystko się tak poukładało, jakby ci to było pisane. Oby tak dalej!

Jak patrzę teraz na swoje życie, to widzę, że prowadziło mnie z małej miejscowości do coraz większych i większych, bardziej odległych miast, a ta Hiszpania ciągle się gdzieś przewijała. Nie za bardzo wierzę w przypadki, wszystko co mi się wydarzyło, to jakby potwierdzenie, że w tej Hiszpanii mam zostać. Odpowiada mi też jej klimat, bo jestem ciepłolubna. Czuję też dużą więź z napotkanymi tam ludźmi, jakbyśmy się znali od lat, a w Walencji mamy bardzo pozytywną Polonię! Myślę, że wszystko się uda. Czarnowidzem bywam tylko, kiedy nie ma słońca, więc w Hiszpanii mi to nie grozi! (śmiech).

Przygody Kasi możecie śledzić na jej profilu: https://www.facebook.com/niedosiegamdoziemi/

Najnowsze

BMW X7 nadjeżdża – ceny, dane techniczne i galeria

Oto długa oczekiwana premiera bawarskiej marki, produkowane w USA BMW X7. W Europie możemy się go spodziewać w marcu przyszłego roku. Ile będzie kosztować?

Produkowany w amerykańskich zakładach BMW w Spartanburgu X7 to największy model marki. Ma długość 5151 mm, szerokość 2000 mm, wysokość 1805 mm i rozstaw osi 3105 mm. Prezentuje się doskonale z eleganckim, a jednocześnie agresywnym frontem (reflektory diodowe w standardzie, światła laserowe jako opcja), dużymi powierzchniami szyb, sporym prześwitem i długą linią dachu. Tył wieńczy ciekawa, dwuczęściowa klapa. Na karoserii znajdziemy też kilka ładnych, chromowanych „smaczków”. Całość osadzono na 20-calowych obręczach kół ze stopów lekkich w wyposażeniu standardowym, lub 21- i 22-calowych w wyposażeniu dodatkowym. Auto można personalizować w programie BMW Individual, a dla chętnych niemiecka marka oferuje pakiet sportowy M.

BMW X7 ma trzy rzędy siedzeń – siedem miejsc w standardzie. Środkowy rząd jest oferowany opcjonalnie z dwoma indywidualnymi fotelami. Nawet w trzecim rzędzie można spodziewać się podłokietników, uchwytów na napoje, czy gniazd USB. Wszystkie fotele na pokładzie są regulowane elektrycznie i są obite skórą (standard). Bagażnik jest łatwo konfigurowalny (zobacz w naszej galerii zdjęć) i może mieć pojemność od 326 do nawet 2120 litrów.

We wnętrzu możemy spodziewać się 4-strefowej klimatyzacji, oświetlenia ambientowego i trzyczęściowego, szklanego dachu panoramicznego w standardzie. W opcji można zamawiać 5-strefową klimatyzację, pakiet Ambient Air, panoramiczny szklany dach Sky Lounge, audio od Bowers & Wilkins oraz system rozrywki z tyłu.

Auto osadzono na pneumatycznym zawieszeniu obu osi i wyposażono w adaptacyjny układ jezdny z elektronicznym sterowaniem amortyzatorów. W najmocniejszym Dieslu BMW X7 M50d zamontowano standardowo także mechanizmem różnicowy M (opcjonalnie w pozostałych wersjach silnikowych). Gdyby kierowca zechciał zjechać z utwardzonych dróg może się wesprzeć zaprogramowanymi trybami jazdy (pakiet offroad): xSand, xGravel, xRocks i xSnow.

{{ download(225) }}

Na pokładzie X7 oczywiście znalazło się mnóstwo systemów asystujących tj.: asystent kierowania i pasa ruchu, ostrzeganie przy zmianie pasa ruchu i ostrzeganie przed zjechaniem z pasa ruchu, ochrona przed kolizją boczną, asystent omijania, ostrzeganie przed ruchem poprzecznym, przed pierwszeństwem przejazdu i przed jazdą pod prąd, wyświetlacz BMW Head-Up, asystent parkowania.

Przed oczami kierowcy tkwi w pełni cyfrowy zestaw wskaźników i monitor pokładowy, oba o przekątnej 12,3 cala. System operacyjny umożliwia obsługę niektórych funkcji auta za pomocą ekranu dotykowego, kontrolera iDrive, przycisków na kierownicy, sterowania głosem i gestami. W prowadzeniu samochodu może pomóc asystent osobisty – cyfrowy współpasażer i ekspert. Także cyfrowy klucz (podobny do tego z serii 7) umożliwia dostęp do pojazdu i uruchamianie silnika za pośrednictwem smartfona.

Modele / silniki / zużycie / emisja CO2

BMW X7 xDrive40i: zużycie paliwa w cyklu mieszanym: 9.0 – 8.7 l/100 km,
emisja CO2 w cyklu mieszanym: 205 – 198 g/km, norma emisji spalin: EU6d-TEMP
Cena w Niemczech: 86 300 euro

BMW X7 xDrive30d: zużycie paliwa w cyklu mieszanym: 6.8 – 6.5 l/100 km,
emisja CO2 w cyklu mieszanym: 178 – 171 g/km, norma emisji spalin: EU6d-TEMP
Cena w Niemczech 84 300 euro

BMW X7 M50d: zużycie paliwa w cyklu mieszanym: 7.4 – 7.0 l/100 km
emisja CO2 w cyklu mieszanym: 193 – 185 g/km, norma emisji spalin: EU6d-TEMP
Cena w Niemczech (w wersji M Performance) 109 900 euro

Polskie ceny BMW X7 nie są jeszcze znane.

Najnowsze

Gosia Rdest debiutuje w wyścigach serii GT3

Gosia Rdest w weekend 19 - 21 października zadebiutuje w wyścigach serii International GT Open na torze w Barcelonie. Wystartuje w najbardziej prestiżowej klasie GT3 za kierownicą Audi R8 LMS GT3 w zespole OLIMP Racing.

Już w ten weekend, 19 – 21 października, odbędzie się finałowa runda International GT Open na torze  Circuit de Barcelona – Catalunya. Gosia Rdest przesiada się do GT3 na zaproszenie firmy Olimp Laboratories, która jest właścicielem zespołu Olimp Racing, uczestniczącego w wyścigach tej serii. Gosia spróbuje swoich sił za kierownicą Audi R8 LMS GT3, dzieląc samochód ze Stanisławem Jedlińskim.

To duży krok dla młodej zawodniczki, która do tej pory miała do czynienia z samochodami klasy GT4. W 2018 roku Gosia wzięła udział w pełnym sezonie GT4 European Series, również za kierownicą Audi.

– Ta propozycja była dla mnie sporym zaskoczeniem, bo będzie to mój pierwszy wyścig w klasie GT3. Oczywiście przyjęłam ją, bo uwielbiam nowe wyzwania, a GT3 było moim marzeniem od dawna. Jestem wdzięczna zespołowi OLIMP Racing za zaufanie i szansę sprawdzenia się w wyższej kategorii. Będzie to dla mnie przede wszystkim weekend nauki. GT3 znacznie różni się od GT4, przede wszystkim pod względem aerodynamiki pojazdu, skrzyni i prędkości pojazdu w zakręcie. Ostatnie kilka dni przed wylotem do Barcelony spędziłam na symulatorze. Zamierzam dać z siebie wszystko i wyciągnąć jak najwięcej lekcji z tego weekendu na przyszłość, którą wiążę właśnie z klasą GT3 – uważa zawodniczka.

odczas finałowej rundy International GT Open będzie można oglądać dwa samochody w barwach zespołu OLIMP Racing – w żółto-czarnym mistrz Europy Strefy Centralnej Marcin Jedliński, którego zmiennikiem będzie Mateusz Lisowski. W drugim czerwono-czarnym samochodzie zobaczymy właśnie Gosię Rdest i Stanisława Jedlińskiego.

Na profilu na Facebooku zespół OLIMP Racing napisał: „Niezmiernie miło nam powitać najszybszą zawodniczkę w polskim motosporcie w szeregach OLIMP Racing. Zebraliśmy zatem całkiem niezłą ekipę, którą chcielibyśmy trochę namieszać na koniec sezonu GT Open. Damy z siebie wszystko!”.

Wyścigi International GT Open można oglądać na kanale Motowizja oraz za pomocą transmisji online: https://www.youtube.com/user/GTOPENseries

Format weekendu wyścigowego przedstawia się następująco:

PIĄTEK 18.10.

10:45 – 11:45 Wolny trening 1

14:55 – 15:55 Wolny trening

SOBOTA 20.10.

11:05 – 11:35 Kwalifikacje 1 (pierwszy kierowca)

15:40 – 16:50 Wyścig 1

NIEDZIELA 21.10.

10:20 – 10:50 Kwalifikacje 2 (drugi kierowca)

14:15 – 15:15 Wyścig 2

Najnowsze

„Staszic” – nowy motocykl elektryczny zbudowany przez studentów AGH

Większa prędkość i moc silnika oraz dłuższy czas przejazdu na jednym ładowaniu - tak w porównaniu do swojego poprzednika wypada „Staszic”. To już drugi terenowy motocykl elektryczny zbudowany przez studentów Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie z zespołu E-Moto AGH. Oficjalna premiera pojazdu odbyła się 18 października na terenie kampusu uczelni, jednak maszyna już osiągnęła pierwsze sukcesy w minionym sezonie.

Motocykl „Staszic” został nazwany tak przez studentów na cześć patrona AGH przy okazji zainagurowanego niedawno 100. roku akademickiego. W porównaniu do pierwszego pojazdu, nowa maszyna została udoskonalona i wzbogacona o dodatkowe funkcjonalności. „Staszic” posiada niemal czterokrotnie większą moc od swojego poprzednika. Zmienił się też czas, jaki motocykl może przejechać na jednym ładowaniu – w tym momencie są to dwie godziny, czyli o pół godziny dłużej niż poprzednik. „Staszic” osiąga też znacznie większą prędkość niż debiutancka maszyna i rozpędza się do 120 km/h. Na zwiększenie wydajności motocykla wpłynęła także zmiana lokalizacji silnika elektrycznego – obecnie, zamiast w tylnym kole, jest on umiejscowiony w ramie pojazdu.

Dodatkowym aspektem, który dopracowali studenci w swojej konstrukcji jest bardziej rozbudowana aplikacja na telefon. Dzięki niej można odczytywać więcej parametrów motocykla. Bardziej rozbudowany jest też interfejs komputera umieszczonego w pojeździe. W znacznie większym stopniu wykorzystano również druk 3D do stworzenia elementów maszyny. Wciąż najważniejszy dla twórców jest jednak aspekt ekologiczny konstrukcji. Zastosowanie alternatywnego źródła energii do zasilania napędu daje przewagę nad pojazdami z silnikiem spalinowym, eliminując nie tylko problem zanieczyszczenia, ale również hałas towarzyszący pracy silnika.

Największym dotychczasowym osiągnięciem nowego motocykla był tegoroczny start w Red Bull Megawatt 111, najbardziej prestiżowych zawodach dla motocykli terenowych, jakie odbywają się w Polsce. Studenci z AGH na jednym torze mogli startować z profesjonalnymi zawodnikami.  Motocykl zespołu z AGH wystartował również w zawodach SmartMoto Challenge w Barcelonie i we Wrocławiu, gdzie rywalizował z innymi studenckimi pojazdami z całej Europy. W obydwu startach motocykl zdobył 3. miejsce.

E-Moto AGH to organizacja skupiająca  czterdzieści osób z trzech kół naukowych. SKN Mechaników z Wydziału Inżynierii Mechanicznej i Robotyki – koordynator projektu – zajmuje się konstrukcją, napędem i częścią mechaniczną pojazdu, SKN Hydrogenium z Wydziału Energetyki i Paliw odpowiada za układ zasilania oraz baterię, SKN Spectrum z Wydziału Informatyki Elektroniki i Telekomunikacji zajmuje się komunikacją bezprzewodową.  

Najnowsze