Zapłacił 23 tys. zł kar i znów wpadł. Za to samo

Konsekwencje ostatniej kontroli podlaskiej Inspekcji Transportu Drogowego nie nauczyły litewskiego przewoźnika przestrzegania przepisów. Zatrzymana po kilku dniach ta sama ciężarówka przewoziła baseny ogrodowe i znów była za szeroka i jechała bez pilota. Kierowca nie posiadał właściwego zezwolenia na przejazd drogą, gdzie został zatrzymany do kontroli.

Surowe konsekwencje nieprzestrzegania przepisów transportowych nie zawsze odstraszają przewoźników od niewłaściwego wykonywania przewozów. Z taką sytuacją mieli do czynienia inspektorzy ITD, którzy zatrzymali na odcinku drogi krajowej numer 65 w Białymstoku zespół pojazdów przewożący baseny ogrodowe z Litwy do Austrii.

Okazało się, że zaledwie tydzień wcześniej ta sama ciężarówka została skontrolowana przez patrol ITD z Suwałk nieopodal przejścia granicznego w Budzisku. Dopuszczalna szerokość pojazdu była znacznie przekroczona i wynosiła 3,62 metra. Kierowca okazał niewłaściwe zezwolenia na przejazd pojazdu nienormatywnego i jechał bez wymaganego w tym przypadku pilota. Kontrola ITD zakończyła się wówczas skierowaniem pojazdu na parking strzeżony do czasu wpłacenia kaucji w wysokości 23 tys. 500 zł na poczet przewidywanej kary dla przewoźnika oraz uzyskania przez niego właściwego zezwolenia. 

Mimo surowych konsekwencji kolejne spotkanie z patrolem ITD zakończyło się w ten sam sposób. Transport odbywał się ponownie bez wymaganego pilotażu. Kierowca okazał zezwolenie, które nie obowiązywało na odcinku drogi, gdzie został zatrzymany do kontroli. 

Wobec litewskiego przedsiębiorcy wszczęto kolejne postępowania administracyjne w związku z naruszeniem przepisów ustawy o transporcie drogowym i prawo o ruchu drogowym. Przewoźnikowi grozi 23 tys. zł kary, a osobie zarządzającej transportem w przedsiębiorstwie 500 zł kary. Ciężarówka ponownie trafiła na parking strzeżony do czasu wpłacenia kaucji i uzyskania właściwego zezwolenia przez przewoźnika. Pytanie tylko czy po raz ostatni.

Najnowsze

Matizem pod prąd na drodze ekspresowej

Przerażające jest to, że ciągle można spotkać kierowców, którzy ryzykują życiem i zdrowiem swoim oraz innych kierujących, w imię wygody i przeświadczenia, że „może się uda”.

Jazda pod prąd drogą ekspresową lub autostradą to stwarzanie śmiertelnego zagrożenia. Nawet poruszając się pasem awaryjnym możemy wystraszyć innego kierującego i doprowadzić do groźnej sytuacji. A dlaczego zdarzają się tacy potencjalni samobójcy? Często dobrze wiedzą, że popełnili poważny błąd, ale zamiast zawrócić i nadłożyć trochę drogi, wolą ryzykować życiem swoim i innych.

Tym razem winowajcą był kierowca Matiza, który poruszał się lewym pasem drogi S14. Z jego perspektywy był to prawy pas, więc może uważał to za bardziej bezpieczne. Prawdopodobnie zrozumiał swój błąd i po prostu chciał dotrzeć do najbliższego zjazdu.

Najnowsze

Fotoradar, który płaci za przepisową jazdę!

Nietypowy pomysł na odwrócenie logiki działania fotoradaru, zastosowano w jednym z holenderskich miast. Z jakim skutkiem?

Założenie było proste – zamiast powszechnie stosowanego kija, zaproponowano kierowcom marchewkę. W miejscowości Helmond na południu Holandii postawiono fotoradar, który nie robi zdjęć samochodom łamiącym przepisy, ale zapisuje numery rejestracyjne pojazdów poruszających się prawidłowo.

Logika stojąca za tym pomysłem jest taka, że chęć bycia nagrodzonym, będzie u kierowców większa, niż strach przed karą. Nawet jeśli z tej nagrody bezpośrednio nie skorzystają. Za każdy prawidłowy przejazd można „zarobić” 10 eurocentów, ale tylko pięciokrotnie w ciągu jednego dnia. Pieniędzy tych nie zobaczy jednak żaden kierowca – trafiają one na specjalny fundusz, z którego środki mieszkańcy mogą wykorzystać na wybrany przez siebie cel społeczny.

Nietypowy fotoradar ustawiono w zeszłym roku i już w ciągu trzech pierwszych tygodni, udało się w ten sposób uzbierać 500 euro. Inne holenderskie miasta z zainteresowaniem przyglądają się temu pomysłowi i niektóre wyrażają chęć skopiowanie go. I czy tylko my się zastanawiamy skąd pochodzą pieniądze „uzbierane” przez przepisowo jadących kierowców?

Najnowsze

Toyota GR Supra GT4 przepustką do świata wielkich wyścigów?

Najlepsze tory świata i niesamowita rywalizacja z innymi autami tej klasy to nie jedyna możliwość ścigania się w najnowszym aucie kategorii GT4.

Toyota GR Supra GT4 wchodzi na bardzo ciekawy rynek samochodów GT4, które z roku na rok zyskują na popularności. GT4 to kategoria dla samochodów wyścigowych spełniających wymogi homologacji SRO dla aut typu Grand Tour. Jest pozycjonowana poziom niżej od kategorii GT3 i stanowi ważny punkt na motorsportowej mapie rozwoju. Coraz więcej zespołów chce oferować takie wyścigówki dla swoich klientów, bo oferują one wysokie osiągi przy dość racjonalnym poziomie kosztów. Wszyscy liczący się producenci aut sportowych mają taki model w swojej gamie. Toyota GR Supra GT4 stanowi ciekawą alternatywę tym bardziej, że cena 175 tys. euro netto jest konkurencyjna.

Toyota GR Supra GT4 to profesjonalnie przygotowana wyścigówka w oparciu o model GR Supra. Samochód ma pełne wyposażenie z zakresu bezpieczeństwa – klatkę, fotel, pasy. Trzylitrowy, sześciocylindrowy rzędowy silnik z pojedynczą turbiną typu Twin-Scroll ma wyjściowo 430 KM, siedmiobiegowa, sportowa automatyczna skrzynia biegów z łopatkami przy kierownicy do zmiany przełożeń, mechanizm różnicowy osi tylnej o ograniczonym poślizgu, zawieszenie sportowe, wydech również, a elementy aerodynamiczne wykonano z kompozytów włókien naturalnych – wszystko po to, by prowadzenie na torze było jak najlepsze.

Europa mekką GT4
Toyota GR Supra GT4 trafi do sprzedaży najpierw w Europie (marzec 2020), bo tu możliwości ścigania jest najwięcej. SRO, czyli promotor cyklu, który ustala regulamin tej kategorii, organizuje serię wyścigową GT4 European Series, która jeździ po najbardziej legendarnych torach. Na sezon 2020 zaplanowano sześć rund, a kierowcy odwiedzą Silverstone, Paul Ricard, Zandvoort, Spa, Nurburgring i Hungaroring. 

SRO udziela też lokalnych licencji na organizowanie rywalizacji w GT4 – swoje serie mają Niemcy (ADAC GT4 Germany), Francja, Skandynawia, Hiszpania z Portugalią, Wielka Brytania. Co je łączy? Podobny format i liczba wyścigów, przepisy oraz zbliżone koszty startów. Na wpisowe trzeba przygotować w zależności od kraju od 20 do 25 tys. euro za sezon. Wyścigi w ramach tych regulacji organizowane są też w USA i Azji.

Startując w wyścigach pod banderą GT4 mamy gwarancję startów tylko z autami tej klasy, a rywalami są kierowcy o podobnym poziomie umiejętności i doświadczenia. Motorsportowe gwiazdy nie są dopuszczone do ścigania, bo GT4 ma promować wyścigi wśród amatorów. We wszystkich seriach organizuje się przynajmniej po dwie sesje treningowe, a także dwie sesje kwalifikacyjne oraz dwa wyścigi, które trwają do godziny. W GT4 w jednym aucie ściga się dwóch zawodników, zmiana za kierownicą jest obowiązkowa. Dodatkowo, by wyrównać szanse, w sezonie stosuje się SRO BoP (Ballance of Performance), czyli przepisy, które sprawiają, że rywalizacja jest wyrównana np. poprzez zmianę mocy silnika lub dodanie balastu do auta. A to gwarancja emocji zarówno dla zawodników, jak i kibiców, którzy podziwiają jazdę zderzak w zderzak.

I Nürburgring, i WSMP
Chcąc ścigać się Toyotą Suprą GT4 nie jesteśmy ograniczeni jedynie do serii wyścigowych skupiających auta tej klasy. Samochody GT4 startują w też w innych seriach wyścigowych na całym świecie, w tym w tak uznanych jak Super Taikyu Series w Japonii oraz VLN Endurance Championship Nürburgring w Europie czy Michelin Pilot Challenge Series w USA. Homologacja umożliwia de facto rywalizację na całym świecie, a do auta można zamówić dodatkowe wyposażenie, które ułatwi choćby rywalizację w wyścigach długodystansowych np. w Dubaju, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, czy wyścigach na torach w Barcelonie, Spa  czy Monza w ramach 24H Series.

Ale samochód tej klasy dobrze sprawdzi się też w wyścigach organizowanych na mniejszą skalę. Wyścigowe Samochodowe Mistrzostwa Polski dopuszczają auta GT4 do rywalizacji zarówno w sprintach jak i na długim dystansie. Toyotą GR Suprą GT4 można się pościgać też w regionalnych cyklach jak FIA CEZ czy coraz popularniejszym w krajach bałtyckich BATCC.

Najnowsze

Futuron Concept – nowy elektryczny SUV w stylu coupé marki Kia

Kia zaprezentowała model studyjny o nazwie Futuron Concept – nowego SUV-a w stylu coupé wyposażonego w napęd na cztery koła, który daje przedsmak tego, jak mogą wyglądać przyszłe auta elektryczne koreańskiej marki.

Futuron zadebiutował dziś na międzynarodowej wystawie China International Expo 2019 (CIIE) w Szanghaju, która potrwa do 10 listopada. Kia Futuron Concept liczy 4850 mm długości i 1550 mm wysokości, rozstaw osi mierzy 3000 mm. Zwiększony prześwit współgra z niskim nadwoziem i nadaje autu dynamiczny wygląd.

Proporcje nadwozia Futuron Concept zapewnia w dużej mierze elektrycznemu układowi napędowemu z akumulatorem o dużej pojemności, który jest umieszczony pod podłogą. Energia elektryczna trafia do czterech mocnych silników, które znajdują się bezpośrednio przy kołach. Zwiększony prześwit nie zdradza ani nisko położonego środka ciężkości, ani tego, że kryje najnowocześniejszy układ przeniesienia napędu e-AWD, który zapewnia błyskawiczną reakcję na polecenia kierowcy.

Koncepcyjny Futuron zapewnia nowy rodzaj interakcji między samochodem a kierowcą. Przedni błotnik płynnie wnika do kabiny, tworząc swego rodzaju połączenie między fotelem kierowcy a drogą przed autem. Do wnętrza auta wpada sporo naturalnego światła przez panoramiczny szklany dach w kształcie rombu, który łączy się z maską. Znajduje się w nim sieć czujników LiDAR, które służą jako czujniki światła, określają odległość do poprzedzającego pojazdu i zapewniają autonomiczną jazdę na poziomie 4, czyli bez konieczności trzymania rąk na kierownicy i obserwowania drogi w większości sytuacji.

Nowy przód z charakterystycznym „tygrysim nosem”
Podobnie jak było w wypadku modelu studyjnego Imagine by Kia pokazanego na początku 2019 roku, także Futuron Concept zdradza nowy design przyszłych samochodów elektrycznych koreańskiej marki. Szerszy niż dotychczas „tygrysi nos” oraz innowacyjne reflektory Star Cloud nadają autu nowy wygląd zarówno w dzień, jak i w nocy. Geometryczną mozaikę oświetlenia w technologii LED zastosowano również z tyłu, dzięki czemu Futuron Concept jest łatwo rozpoznawalny także od tyłu.

Funkcjonalna i autonomiczna kabina
Dwa przednie fotele są wykonane z elastycznych materiałów i gwarantują zarówno pionową pozycję do prowadzenia samochodu, jak i odchyloną podczas odpoczynku przy włączonym autonomicznym trybie jazdy. Pod względem szerokiego zakresu regulacji są zbliżone do foteli w lotniczej klasie biznes. Po uruchomieniu autonomicznego trybu jazdy kierownica chowa się w pulpicie przed kierowcą.

Jedną z najważniejszych cech kabiny Futuron Concept jest „kokpit” zbudowany wokół kierowcy. Graficzny interfejs „wyrasta” z drzwi po stronie kierowcy i otacza kierownicę, łącząc się z zestawem wskaźników pośrodku deski rozdzielczej i wyświetlaczem umieszczonym na kierownicy. Interfejs obsługuje się za pomocą rzeczywistości rozszerzonej, wyświetlając przydatne informacje na temat autonomicznej jazdy, układu napędowego czy nawigacji.

Najnowsze