Zapłać za taksówkę za pomocą telefonu – film

Od września można płacić w Olsztynie za taksówkę... telefonem komórkowym! Innowację wprowadziła pierwsza w Polsce korzystająca z platformy płatności mobilnych korporacja taksówkowa.

fot. Sky Cash

Żeby zapłacić za kurs taksówkowy wystarczy uruchomić zainstalowaną w telefonie aplikację i wysłać kwotę na numer identyfikacyjny kierowcy, podany na naklejce w pojeździe. Transakcja jest dla klientów bezpłatna, a jej realizacja odbywa się w czasie rzeczywistym. Oznacza to, że już w kilka sekund po dokonaniu przelewu kierowca ma płatność na koncie.

System płatności, oprócz dokonywania płatności w handlu i usługach, pozwala także na transakcje pomiędzy właścicielami telefonów komórkowych i doładowania GSM.  

– SkyCash został zintegrowany z popularnym w Polsce systemem zarządzania zleceniami sieci taksówkowych, który działa w oparciu o sieć GSM. Do sprawnej wymiany informacji z centralą korporacji taksówkowej, co jest dziś kluczową sprawą dla jakości usług, kierowca potrzebuje tylko komórki – mówi Arkadiusz Trzeciak, właściciel Green Taxi. – Takie rozwiązanie pozwala uniknąć opłat za dzierżawę terminali i wysokich prowizji od transakcji kartami płatniczymi. 

Ze SkyCash można korzystać w każdej sieci GSM i na wszystkich telefonach z dostępem do Internetu, czyli ponad 90% komórek, których używają obecnie Polacy; zarówno tych z abonamentem, jak i na kartę. Nawet gdy zgubimy komórkę, czy zostanie skradziona, to osoby niepowołane nie mogą skorzystać ze środków będących w systemie. 

 

Najnowsze

Bolid F1 z butelek oleju? Film

Para artystów z grupy Smeerolie Arts Collective zbudowała naturalnej wielkości model bolidu Formuły 1, wykorzystując do tego 1500 butelek oleju silnikowego łacząc je za pomocą specjalnej techniki topienia.

kadr z filmu

Kiedyś kończą się marketingowcom pomysły na promocję własnych produtów i postanawiają mysleć „kreatywnie”. Ale co zrobić, aby dotrzeć do różnych środowisk z informacją o oleju silnikowym?

– Poprosiliśmy artystów ze Smeerolie Arts Collective o spojrzenie na nasz produkt w nowy
i kreatywny sposób – mówi Otto Nijdam z ExxonMobil. 

W efekcie powstał bolid zbudowany w 1500 butelek po oleju Mobil 1 New Life. Artyści mieli jedynie problem z połączeniem opakowań:

 – Na początku myśleliśmy, że możemy zwyczajnie skleić butelki ze sobą, ale ostatecznie technika łączenia była całkowicie inna. Podczas budowy bolidu Mobil 1 używaliśmy suszarki i żelazka! – mówi Lory Caldarella.

Cóż, czego to nie wymyślą…

Najnowsze

8 pilotek w Rajdzie Karkonoskim – relacja

Pilotki Agnieszka Hankiewicz i Katarzyna Kiewrel stanęły na podium w Rajdzie Karkonoskim! Była to 7 runda Rajdowego Pucharu Polski i jednocześnie 2 Runda Pucharu Łużyc (Lausitz Cup), więc na jeleniogórskich trasach mogliśmy podziwiać 8 zawodniczek z trzech krajów - w roli pilotek.

Agnieszka (już) Hankiewicz – na pierwszym stopniu podium
Stare rajdowe przysłowie mówi, że każdy zawodnik jest szybki… do ślubu, a po nim rozsądek bierze górę nad odwagą. Na szczęście ta zasada nie działa w przypadku, gry związek małżeński zawiera rajdowa załoga. I potwierdzają to Paweł i Agnieszka Hankiewicz (Wierzchowska), którzy dwa tygodnie po swoim ślubie zdominowali rywalizację w 25. Rajdzie Karkonoskim, siódmej rundzie Rajdowego Pucharu Polski 2010. 

– Jest to dopiero nasza pierwsza wygrana w tym roku, sytuacja zaczyna się więc zdecydowanie poprawiać po pierwszej połowie sezonu. Dwa tygodnie temu wzięliśmy z Agnieszką ślub, więc był to nasz pierwszy występ pod jednym nazwiskiem – zatem to przemiły prezent! – podsumowuje Paweł. 

Załoga Citroena C2 dzięki wygranej na tym rajdzie zdobyła 15 punktów w klasyfikacji rocznej RPP i awansowała na trzecią pozycję tego cyklu! 

Agnieszka Moskal pcha z Teodorem rajdówkę.
fot. mat. prasowe

Agnieszka Moskal – na mecie pchając rajdówkę
Teodor Stolarek z Agnieszką Moskal w Suzuki Swifcie mieli na ostatniej pętli całą serię usterek w samochodzie i każdy kilometr był dla nich walką o ukończenie rajdu:
– Trzecia pętla była bardzo ciężka, straciliśmy prawy tylny amortyzator. Do tego olej z niego lał się na wydech i mieliśmy dość poważną zadymę za autem, a co gorsza także w kabinie. Żeby było weselej, współpracy odmówił alternator, a w połowie ostatniego oesu cewka zapłonowa. Jako, że przy okazji rozszczelnił się także wydech, poruszaliśmy się z prędkością 50 km/h, ale hałasu robiliśmy chyba więcej, niż wszystkie pozostałe rajdówki razem wzięte. W tej chwili jesteśmy w trakcie przywracania wszystkiego do porządku i już za niespełna dwa tygodnie wybieramy się na Rajd Wisły – opowiada Teodor. – Kompletnie nie mamy szczęścia do rund Lausitz Cup. Tegoroczny Karkonoski jest 5 imprezą należącą do tego cyklu, w której wystartowaliśmy i dopiero pierwszą dojechaną. Choć dojechaną chyba cudem! – podsumowuje kierowca. Przed metą doszło do takiej sytuacji, że rajdowa para musiała wpychać swoją rajdówkę na rampę, a dopiero po zjeździe z niej auto odpaliło.

Agnieszka starała się zmotywować kierowcę do szybszej jazdy:
– Pod koniec rajdu Teodor jechał już w miarę szybko, więc jest szansa, że na Rajdzie Wisły przestanie przynosić nam wstyd. Powiem nawet, że na koniec coś troszkę się wystraszyłam, bo było aż tak szybko – więc nadzieja jest! – żartuje Agnieszka.

Ziębicka załoga ukończyła rajd na drugim miejscu w klasie A5 i 27 w klasyfikacji generalnej RPP oraz na 4 miejscu w klasie K2 i 18 w generalce Lausitz Cup.

Kasia Kiewrel na mecie.
fot. mat. prasowe

Katarzyna Kiewrel – nowe oklejenie i pierwsze podium w klasie
Rajd Karkonoski okazał się dla załogi: Ryszard i Katarzyna Kiewrel, trudny do opisania:
– Od początku tego sezonu nie mieliśmy żadnych problemów z przygotowaniem poprawnego opisu, aż do Rajdu Karkonoskiego. Praktycznie co przejazd zapoznawczy, mieliśmy spore korekty w notatkach, gdyż albo „gubiły” nam się zakręty, albo mieliśmy ich „nadmiar”. Więc z duszą na ramieniu w sobotni poranek pojawiliśmy się na strefie serwisowej. Padający deszcz także nie wpływał na nas korzystnie. Jak się okazało po pierwszym OS-ie, nie taki diabeł straszny i w całkiem przyzwoitym (jak na nas) tempie, dojechaliśmy do mety. W kilku momentach było stresująco, jednakże auto było prawie cały czas pod kontrolą (prawie, gdyż tuż za metą lotną drugiego odcinka, wykręciliśmy pięknego bączka). – opowiada Kasia. – Drugie miejsce zajęte na tym rajdzie bardzo nas cieszy. Miło było usłyszeć od naszych kolegów – konkurentów, że widzą progres w naszej jeździe. A to nowe oklejenie wszystkim się podobało i przyniosło nam pierwsze podium w klasie N2 – podsumowuje zawodniczka. Załoga była także klasyfikowana w Pucharze Łużyc, gdzie zajęła 6 miejsce w klasie. 

Czeska załoga – Karel Macek i Pavla Fricowa dzięki zajęciu 5 miejsca na Rajdzie Karkonoskim awansowała na liderów cyklu Lausitz Cup. Załogę mogliśmy podziwiać w nietypowym (i jedynym na tym rajdzie) aucie S2000 – Toyocie Corolla.

Alicja Konury
fot. mat. prasowe

Wyżej, na podium została sklasyfikowana Alicja Konury pilotująca Kacpra Puszkiela w BMW M3. Wrocławska załoga zajęła 3 miejsce w klasie Gość i w cyklu Lausitz Cup.

W Rajdzie Karkonoskim wystąpiły jeszcze trzy niemieckie pilotki, jedna z nich – Peggy Holm wycofała się z rywalizacji na 6 odcinku specjalnym. W Nissanie Micra na 3 miejscu w klasie, eliminację Pucharu Łużyc zakończyła załoga: Ronny Teichmann i Dorit Seibt. Rajd był także eliminacją Międzynarodowego Pucharu Trabanta i w jednym z nich zasiadała Susen Geuthner pilotująca R. Eckla. Załoga zajęła 3 miejsce w klasie K1.

Podczas kolejnych dwóch weekendów września, polscy zawodnicy i zawodniczki, nie będą próżnować. Już  w dniach 3-5 września zostanie rozegrana runda mistrzostw Polski – Rajd Warszawski, a tydzień później na trasę powrócą pucharowicze startujący w Rajdzie Wisły.

Najnowsze

Verva Street Racing – relacja, galeria, film

Ponad 75 tysięcy widzów przybyło do Warszawy na tymczasowy tor uliczny w centrum stolicy, aby obserwować na żywo zmagania najszybszych samochodów sportowych na świecie! Oto relacja z tego wydarzenia. Jeśli masz własne zdjęcia z Verva Street Racing, weź udział w konkursie.

Zmagania na Verva Street Racing trudno było nazwać prawdziwym wyścigiem; była to raczej prezentacja możliwości samochodów i motocykli oraz ich utalentowanych kierowców, lecz mimo to dostarczyła tłumom widzów nie lada rozrywki. Towarzyszył temu świetny komenatrz m.in. Tomasza Gorazdowskiego z Radiowej Trójki (prowadzenie), Mikołaja Sokoła z portalu f1.pl (Formuła 3 i Formuła 1) oraz Jacka Czachora (prezentacja samochodowo – motocyklowa na Dakar).

Na dobry początek wyścig Porsche Street Racing.
fot. Frendl

Sportową część imprezy inaugurował wyścig Porsche Street Racing. Tak jak podczas prawdziwej rywalizacji, poprzedziły go kwalifikacje. Do finału przeszła czołowa piątka, która na liczącym 2,3 km torze wykręciła najlepsze czasy. W tym gronie nie zabrakło Polaków – Robert Lukas do wyścigu wystartował z pole position, a Kuba Giermaziak z 3-go pola startowego. Na takich samych miejscach ukończyli wyścig finałowy. Między zawodników Verva Racing Team wskoczył jeszcze Ronny Wechselberger. 

W niecodziennym pojedynku BMW 320si (seria WTCC), za kierownicą którego usiadł znakomity Augusto Farfus, a motocyklem BMW S 1000 RR z Andrzejem Pawelcem, jako pierwszy na mecie zameldował się Farfus wyprzedzając Pawelca zaledwie na jednym okrążeniu aż o 10,873 s. 

Wyjatkowo widowiskowe były pokazy stuntu motocyklowego.
fot. Frendl

W drugim pojedynku Mercedesa S63 AMG, a zabytkowym monstrum Mercedesem 300 SEL 6.8 AMG niespodzianek już nie było. Zwyciężył ten pierwszy, ale już z mniejszą przewagą niż w pierwszym wyścigu BMW. 

W wyścigu Formuły 3 na pierwszym miejscu finiszował Jimmy Eriksson, drugi był – występujący gościnnie Kuba Giermaziak, a na trzecim miejscu rywalizację ukończył Kevin Kleveros.  

Następnie zobaczyliśmy Krzysztofa Hołowczyca w jego nowym BMW X3 CC, w którym już od przyszłego sezonu będzie się ścigał w rajdach cross country. Napędzane silnikiem diesla BMW daje Hołkowi realne szanse na podium w legendarnym rajdzie Dakar! W pojedynku z kolegą z zespołu Guerlain Chicherit, polski zawodnik niestety musiał przerwać swój wyścig przez nieprawidłowe parametry jednego
z elementów osprzętu silnika.
– Spokojnie mogłem jechać dalej, ale nie chcieliśmy zbytnio ryzykować. Nie startowaliśmy przecież w rajdzie, dlatego – na wszelki wypadek – podjęliśmy decyzję o wcześniejszym zjeździe do Paddocku – powiedział Krzysztof Hołowczyc.  

Każdy mógł sobie zrobić zdjęcie przy unikalnych samochodach w Polsce.
fot. Frendl

Szacunek wzbudził także przejazd pokazowy dwóch zespołów znanych z Rajdu Dakar: Orlen Team i X-raid, które zaprezentowały swoje potężne ciężarówki serwisowe. Motocyklowa reprezentacja polskiego zespołu w składzie Jacek Czachor i Kuba Przygoński dotarła na Verva Street Racing dosłownie prosto z samolotu, powracając po wyczerpującym rajdzie Rally Dos Sertoes w Brazylii.  

W gościnnym pojedynku KTM Supermoto najlepszy okazał się Marek Dąbrowski finiszując przed Jakubem Przygońskim oraz Klausem Kinigardnerem. Polski duet (Jacek Czachor nie startował) pokonał w pokonanym polu min. Norwega Ullevalsetera, drugiego zawodnika ostatniego Dakaru.    

Dużą owację publiczności zebrały również wyczyny stunterów na motocyklach, pokaz VTG oraz drifterów, w szczególności Kuby Przygońskiego z Orlen Team, który przed tysiącami widzów zaprezentował się w swoim Nissanie 200sx. Kuba pojechał dosłownie po bandzie zostawiając na torze elementy karoserii.  

Można było również zobaczyć całą gamę supersportowych aut, które niestety rzadko spotykamy na rodzimych drogach. Nie zabrakło takich marek jak Ferrari, Porsche oraz Lamborghini. Publiczność mogła również zobaczyć bolidów Formuły 1, które niegdyś ścigały się w zespołach Jordan Grand Prix, Arrows Grand Prix International oraz Renault F1.   

Najbardziej emocjonujący był przejazd bolidów.
fot. Frendl

Publiczność miała do dyspozycji ponadto 6 stref gastronomicznych, 9 telebimów, które pozwalały obserwować poczynania na torze, czy sklepy z motoryzacyjnymi gadżetami.

Oprócz światowej klasy zawodowych kierowców mogliśmy zobaczyć wyścig celebrytów, którzy rywalizowali o najlepszy czas na gokartach, przemierzając dokładnie ten sam tor, po którym poruszały się samochody sportowe. Zwycięzcą został Alan Andersz uzyskując czas 1:41, znany z sympatii, którą darzy tę dyscyplinę motosportu. Poza tym w Race of Celebrities wzięli udział Daria Widawska, Michał Figurski, Marina Łuczenko, Paweł Deląg, Przemysław Saleta, Małgorzata Kożuchowska, Anna Bosak, Hirek Wrona, Tomasz Iwan, Matylda i Mateusz Damięccy, Sonia i Maja Bohosiewicz, Ola Szwed i Krzysztof Banaszyk. 

Wszyscy, którzy 21 sierpnia fotografowali i filmowali pierwsze wyścigi uliczne w Warszawie podczas Verva Street Racing, mogą wygrać cenne nagrody: karty paliwowe o wartości 1000 zł lub jeden z zestawów gadżetów. Konkurs fotograficzny i filmowy został uruchomiony na portalu Facebook: www.facebook.com/vervastreetracing.

Zadaniem jest publikacja w aplikacji konkursowej swojego zdjęcia lub filmu oraz zebranie jak największej liczby głosów dla swojej pracy. Uczestnik konkursu może korzystać z narzędzi wspierających udostępnionych w aplikacji, które pozwalają np. na umieszczanie na Tablicy informacji dla znajomych z prośbą o oddanie głosu. Konkurs trwa do 15 września 2010 r.

Najnowsze

Relacja Idalii Czarnockiej z kartingowych Mistrzostw Słowacji

Przedostatnia runda Pucharu Moraw odbyła się w ostatni weekend sierpnia na moim ulubionym torze w czeskim Pisku - relacjonuje zawodniczka kartingowa - Idalia Czarnocka.

Idalia zawsze bojowo nastawiona do startu.
fot. z archiwum Idalii Czarnockiej

Po powrocie z pechowego Gostynia pojechałam na rentgen i na szczęście okazało się, że wszystko jest w porządku. Choć moja ręka wciąż była spuchnięta i boląca, zdecydowałam się wystartować.

Od samego początku towarzyszyła nam „wspaniała” pogoda – padać zaczęło już w czwartek w nocy. Z powodu ostatnich kilku rund, które odbywały się głównie na mokrej nawierzchni, miałam dość jakiejkolwiek wilgoci, błota i wszystkich innych czynników związanych z deszczem.
W piątek mieliśmy treningi na mokrej nawierzchni, praktycznie przez cały dzień padało. Początkowo jeździłam ostrożnie, ponieważ po raz pierwszy startowałam na tym torze w deszczu – najbardziej zdradliwa była bardzo ciasna szykana na szczycie oraz zjazd w dół. Po kilku treningach zdecydowaliśmy się zamontować drugi silnik, „wyścigowy” i sprawdzić jak się spisuje. Przy większym deszczu czołówka robiła czasy w okolicy 59 s-1 min. Ja na teoretycznie lepszym od poprzedniego silniku osiągnęłam czas 1:05 min. Poprosiłam tatę o zmianę silnika, ponieważ „nie wyjeżdżał z zakrętów”. Tata nie zgodził się jednak, twierdząc, że jestem beztalenciem i to jedynie moja wina. Tym bardziej zdziwiona byłam, kiedy poparł go mój mechanik, który kiedyś jeździł i powinien widzieć różnicę na prostej pomiędzy mną a innymi zawodnikami. Dopiero w sobotę po kilku treningach zgodzili się go zmienić. Różnica była ogromna – brakowało mi tylko około 0.5 s do najlepszego sobotniego okrążenia w mojej kategorii. W związku z tym, że wyszło słońce, dwa ostatnie treningi przed czasówką poświęciliśmy na odpowiednie ustawienie silnika. Mimo to na czasówce zajęłam dopiero 12 miejce.

Liczy się wsparcie otoczenia.
fot. z archiwum Idalii Czarnockiej

Nasz pierwszy niedzielny wyścig odbywał się przy świecącym słońcu. Dzięki wyścigom w Polsce wiele razy widziałam bardzo ładnie poprowadzony najazd na start – na Słowacji jest z tym niestety dość duży problem i nikt nic z tym nie robi – tradycyjnie prowadzący od ostatniego zakrętu przed startem jedzie na przysłowiową „pałę”. Tym razem jednak było inaczej. Nigdy wcześniej nie widzałam tak wolnego najazdu. Jednemu z zawodników przede mną silnik zgasł przed startem jakieś 5 razy. Niezadowolenie mojego motoru bardzo wyraźnie było widać po puszczeniu startu – trochę się zalał i nie chciał przyspieszać, w związku z czym znalazłam się na przedostatniej pozycji. Cały wyścig (który w Mistrzostwach Słowacji ma tylko 10 okrążeń) zajęło mi odrabianie straty, który ukończyłam na 12 miejscu. Start do drugiego wyścigu poszedł mi dobrze, niestety na pierwszym zakręcie dostałam „strzał” z tyłu i obróciłam się. Po dogonieniu stawki przebiłam się o jedną pozycję w górę względem pozycji startowej.

Idalię łatwo rozpoznać na torze, po różowym kasku.
fot. z archiwum Idalii Czarnockiej

Przed naszym trzecim wyścigiem zaczęło padać, w związku z czym start został przesunięty. Deszcz szybko się jednak skończył i znów wyszło słońce, przez co zaczęłam się zastanawiać czy nie zaryzykować i nie założyć slicków. Uznałam, że zjazd w dół, który jest w lesie, z pewnością będzie bardzo śliski, więc zostaliśmy przy oponach na mokrą nawierzchnię. Tylko jeden z zawodników założył opony na sucho i na okrążeniu rozgrzewającym wypadł z toru. Bardzo późno wjechał na swoje miejsce (kilka metrów za linią, do której można wrócić na swoją pozycję startową), ale w związku z tym, że jest „słowacką maskotką” na zawodach, sędzia jedynie pogroził mu palcem. Na starcie mój silnik ponownie nie chciał współpracować i straciłam kilka pozycji. Na początku jechało się dość dziwnie – zdarzały się śliskie miejsca, gdzie bardzo mocno świeciło słońce, a wydawało się, że tor jest tam suchy. Po 3 okrążeniach złapałam swój rytm i z przedostatniej pozycji wylądowałam na 9, z czwartym czasem okrążenia. Było mi bardzo przykro, że jedziemy tylko 10 okrążeń, ponieważ z powodu kiepskiego startu nie udało mi się już dogonić reszty.

Zawody ukończyłam na 8. miejscu (średniozadowolona, chociaż podbudował mnie 4. czas), a przede mną była ostatnia runda Rotax Max Challenge Polska w Zielonej Górze oraz ostatnia runda Mistrzostw Słowacji w Dunajskiej Stredzie.

Najnowsze