Edyta Klim

Zakręceni w zakrętach – Ewa Szymańska i Mariusz Słomka

Gdy Ewa z Mariuszem się poznali - nie mieli do motocykli ani grama słabości... Jednak los popchnął ich w stronę motocykli tak niespodziewanie i tak skutecznie, że teraz nie wyobrażają sobie życia bez motocyklowych podróży!

Tradycyjny przebieg motocyklowej znajomości jest następujący: on ma motocykl, ona wzdycha do niego i do motocykla. A potem każdy ma swój motocykl i żyją długo i szczęśliwie… Tak było?

Ewa Szymańska: A właśnie, że nie! (śmiech) Parą z Mariuszem jesteśmy ok. 5 lat i wcale nie połączyła nas motocyklowa pasja. Można powiedzieć, że wręcz przeciwnie – połączyła nas dużo mniej fascynująca dziedzina, jaką jest… praca (śmiech). Mało tego, jak się poznaliśmy, to żadne z nas nawet nie miało prawka na motocykl. Krótkie urlopy spędzaliśmy, przemierzając Europę samochodem. Na jednej z wycieczek wstąpiliśmy do muzeum BMW w Monachium i tam pierwszy raz siedzieliśmy na motocyklu. No i chyba zaiskrzyło! (śmiech) A już na pewno u Mariusza, który po powrocie zapisał się na motocyklowy kurs nauki jazdy. Ja w tamtym momencie obstawałam za kursem paralotniarskim, jednak tego planu nie udało mi się zrealizować. Natomiast Mariusz, jak najbardziej – wyjeździł godziny, zdał za pierwszym razem i zakupił motocykl.

A kiedy Twoje plany skręciły w stronę motocykli?

To właśnie historia zakupu motocykla Mariusza, stała się zaczątkiem mojej przygody z motocyklami. Na jednym z portali znaleźliśmy ogłoszenie sprzedaży BMW F650 GS, zamieszczone przez czule o nim piszącą kobietę. Na tyle opis motocykla nas przekonał, że postanowiliśmy jechać w weekend go obejrzeć. Na miejscu ujrzałam filigranową „zwyczajną” (czyli taką normalną, niczym się nie wyróżniającą dziewczynę, jak ja) i piękny, żółty, figlarny motocykl – i to właśnie była miłość od pierwszego wejrzenia! Tak, tak, a przecież wcale nie jechaliśmy kupować motocykla dla mnie, bo nawet nie miałam prawka! (śmiech) Mariusz przejechał się kawałek, pooglądał go z każdej strony, a ja w tym czasie rozmawiałam z Weroniką Kwapisz, właścicielką motocykla i jej mamą. Weronika opowiadała mi o swoich dotychczasowych wyjazdach, o planach związanych z motocyklami na przyszłość, o ciekawej osobie, jaką jest jej babcia, prowadząca warsztat motocyklowy – a moje zdumienie, zaciekawienie i zauroczenie motocyklami (a szczególnie tym jednym) – rosło!

I faktycznie kupiłaś go dla siebie?

Mariusz wrócił z przejażdżki, wziął mnie na bok i spytał, co myślę? Chyba nie miał wątpliwości, co ja mogłam myśleć, było jednak kilka „ale”… Przyjechaliśmy bez osoby zorientowanej technicznie, a sami nie znaliśmy się na motocyklach. Ja się nakręciłam strasznie i nie myślałam racjonalnie, bo w końcu był to nasz, a w sumie Mariusza – pierwszy motocykl! Jednak po krótkim zastanowieniu decyzja zapadła, podpisaliśmy umowę, wpłaciliśmy zadatek i umówiliśmy się na odbiór motocykla w następnym tygodniu. Już w drodze do domu w mojej głowie układał się iście szatański plan – zaciskam pasa i zbieram kasę na motocykl, zapisuję się na prawko i ten żółty malec będzie mój, a Mariuszowi kupimy coś gabarytowo większego. Jako plecaczek pojeździłam z Mariuszem tylko kilka razy na krótkie, jednodniowe wypady. I tak jak zaplanowałam, późną jesienią zapisałam się na prawko i 25 listopada pozytywnie zdałam egzamin. Wtedy mój plan doczekał się 100%-owej realizacji! Jeszcze przed zdaniem (tego, chyba najważniejszego dla mnie egzaminu w życiu), stałam się posiadaczką najpiękniejszego, niezawodnego i towarzyszącego mi do dnia dzisiejszego motocykla BMW F650 GS z 2004 r., a Mariusz w zamian otrzymał nieco większy gabarytowo, równie niezawodny motocykl marki Suzuki DL 650 V-Strom. Są to nasze pierwsze motocykle i towarzyszą nam do dzisiaj.

Jak Ci szła nauka jazdy na motocyklu? Co Cię na początku przerażało i jak pokonałaś swoje lęki?

To było coś! (śmiech) Pamiętam, jak pierwszy raz w październiku 2011 spotkałam się z instruktorem na placu do nauki jazdy. A on, niewiele myśląc, oddał w moje ręce motocykl i powiedział, że mam wsiadać i zobaczymy, ile potrafię. Jakież było jego zdziwienie, jak powiedziałam, że będę na motocyklu siedziała pierwszy raz, więc raczej najpierw powinien mi wytłumaczyć jak on działa (śmiech). Już pierwszego dnia z tupetem obtarłam się o stojący na mojej drodze żywopłot. Ostatecznie jednak nauka jazdy poszła mi szybko i sprawnie, choć warunki pogodowe mi zdecydowanie nie sprzyjały. Wiecznie jeździłam w deszczu, zimnie i przy wichurach, oczywiście bez kompletnego stroju motocyklowego, którego wtedy jeszcze nie miałam….

A jak poszedł sam egzamin?

Na egzamin zapisałam się pod koniec listopada, wprawdzie nie wyjeździłam jeszcze wszystkich godzin, lecz pogoda nie zwiastowała niczego dobrego i groziło mi czekanie do wiosny. Egzamin zdałam za pierwszym razem, choć było to jedno z gorszych przeżyć w moim życiu i trzy razy pytałam współtowarzyszy, czy napis „pozytywny” oznacza, że na pewno zdałam? (śmiech) Od początku wszystko szło nie tak… Po pierwsze, otrzymałam kask w kilku rozmiarach za duży, który całą trasę musiałam trzymać i poprawiać, bo zasłaniał mi oczy. Po drugie, egzaminator nie wydawał poleceń mówiąc wyraźnie, tylko krzyczał na mnie, co nie sprzyjało koncentracji na jeździe. Po trzecie, zestresowało mnie to, że kilka osób przede mną, ubranych w stroje motocyklowe (wydawało się, że egzamin to dla nich tylko formalność) – oblało! No ale jak widać, dla chcącego nic trudnego i udało się zdać egzamin za pierwszym razem.

Prawko odebrałam dopiero w styczniu, więc pierwszy raz na mojego BMW F650 GS, ważącego blisko 200 kg, wsiadłam na wiosnę 2012r. Usiadałam, odpaliłam, poczułam tę masę i moc w każdej części mojego ciała. W mojej głowie wirowały sprzeczne uczucia, z jednej strony podekscytowanie i zadowolenie, a z drugiej przerażenie i obawy przed tym, czy dam temu potworowi radę? Gdyż na swoim motocyklu ledwo sięgam nogami do podłoża, co zdecydowanie nie ułatwia mi zadania.

Było strasznie czy tylko „strach miał wielkie oczy”?

Strasznie nie było, tak nie można powiedzieć, ponieważ już po kilku minutach poczułam to „coś”, co czują pewnie wszyscy motocykliści i wiedziałam, że jazda na motocyklu to jest to, co chcę w życiu robić! Oczywiście czasem zdarzają mi się gorsze momenty w jeździe, świadczące o braku umiejętności – dlatego też uważam, że należy się cały czas doszkalać i uczyć, a także pokonywać własne słabości. Jednak wywrotki nadal mi się zdarzają (liczę je skrupulatnie – były 4), oczywiście są zazwyczaj  niegroźne, tzw. parkingówki – po prostu tej długości własnej nogi czasem mi zabraknie. Ale była też i jedna, która skończyła się skręceniem kostki i późniejszym pokonaniem ok. 2,5 tysiąca kilometrów, bez używania prawej nogi, czyli bez tylnego hamulca (gwarantuję, że się da!). W związku z tym na nadchodzący rok mam w planach naukę podnoszenia własnego motocykla, gdyż podobno da się podnieś te 200 kg, nawet przy moich gabarytach (śmiech). Poza tym, muszę się koniecznie doszkolić w jeździe poza asfaltem, tym bardziej, że coraz częściej zdarza się nam zjeżdżać z głównych szlaków, a wybierane przez nas kierunki są coraz bardziej wymagające.

Kiedy odbyłaś pierwszą podróż motocyklową poza granice naszego kraju?

Udało się w drugim sezonie mojego jeżdżenia, czyli w 2013 r., gdy pojechaliśmy z grupą znajomych na przedłużoną majówkę. I nie ukrywam, że wtedy było to dla mnie wyzwanie! Tego samego roku w sierpniu zaliczyliśmy również słynną motocyklową trasę Grossglocknerstrasse i od tego też sezonu obiecaliśmy sobie, że co roku będziemy się starali odbyć co najmniej dwa wyjazdy: jeden dłuższy i jeden krótszy. Bardzo się cieszymy, że jak do tej pory – plan udaje się realizować! Nasze dotychczasowe wyprawy możecie prześledzić na blogu: http://ewaimariuszwpodrozy.blogspot.com/p/motowyprawy.html .

Staracie się łączyć podróżowanie z pracą i zarabianiem na nie? Jak Wam to wychodzi?

Nie tylko się staramy, ale musimy godzić pracę z podróżami. Nasza praca raczej nie sprzyja jeżdżeniu na motocyklach. Dlaczego? Ano dlatego, że gdy jest sezon motocyklowy, jest też i sezon w branży budowlanej, w której pracujemy. Zatrudnieni jesteśmy w jednej firmie i nasza praca wiąże się z ciągłymi delegacjami. Tak naprawdę, cały czas jesteśmy poza domem, mamy więc czas na jeżdżenie tylko w weekendy i podczas urlopu. Ale chcemy udowodnić, że pracując w ogromnej korporacji i mając do dyspozycji tylko 26 dni urlopu w roku (z czego kilka musimy przymusowo wykorzystać w określonych dniach) – można nadal realizować swoje marzenia! Oczywiście wolelibyśmy mieć tego czasu więcej i móc pozwolić sobie na dłuższe, niż tygodniowe czy maksymalnie dwutygodniowe wypady. Na razie jednak musimy radzić sobie z takim stanem rzeczy i godzić nasze obecne zajęcie z największa pasją, jaką są dla nas motocykle. Choć być może przyjdzie taki dzień, kiedy zaczniemy szukać innego zajęcia, pozwalającego w większym stopniu pogodzić pracę i motocykle…

Po tylu, przeróżnych wypadach – spakowanie się na motocyklu to dla Ciebie „pikuś”?

Pakowanie to zdecydowanie moja domena (śmiech). Zarówno na wyjazdy, jak i w trakcie naszych podróży – Mariusz nie tyka pakunków i upychaniem wszystkiego, co niezbędne, zajmuję się ja. Na początku pakowałam w kufry np. suszarkę i mini żelazko, dziś już takiego, zbędnego balastu nie zabieramy – tym samym zostawiamy sobie miejsce na kilka butelek wina, przywożonych za każdym razem z odwiedzanych przez nas krajów. Dziś pakujemy się tylko w dwa wałki bagażowe, no i mamy na swoich motocyklach po jednym kufrze centralnym. Kufry boczne leżą w garażu, gdyż nie są nam już potrzebne.

Oczywiście dzisiejsze wynalazki ułatwiają mi zadanie. W każdą podróż zabieramy np. ręczniki nie zwykłe, a te z mikrofibry – bo są dużo mniejsze. Rewelacyjnym wynalazkiem jest również odzież termoaktywna do wyboru: uniwersalna, ocieplająca, chłodząca, więc na każdą pogodę. A miejsca zajmuje naprawdę niewiele i w przeciwieństwie do bawełnianej odzieży można ją spokojnie nosić kilka dni, bez cierpienia z powodu nieprzyjemnych zapachów (śmiech). Ważna jest również odpowiednia odzież motocyklowa, koniecznie trójwarstwowa z wypinanymi podpinkami.

Dodatkowo bierzemy: duży i mały aparat fotograficzny, kamerę, nawigację, tablet i całą reklamóweczkę ładowarek do tychże sprzętów (śmiech). Z ubrań zabieram: parę dżinsów i spodenek, kilka koszulek, kosmetyczkę, buty, klapki, a także rękawice motocyklowe na zmianę i podpinki z odzieży motocyklowej. Zabieramy również całe mnóstwo motocyklowych części, smarów, olejów i innych „bibelotów” dla naszych motocykli – ale pakowaniem z tego zakresu zajmuje się już Mariusz i przeznaczony jest do tego prawie cały, jego duży kufer centralny.

Czy jako kobieta musisz rezygnować w podróży z wielu rzeczy, udogodnień? Jak to znosisz?

Na początku musiałam, dzisiaj nie rezygnuję, bo na co dzień ich już raczej nie potrzebuję. Właśnie uświadomiłaś mi tym pytaniem. jak zmieniło się moje podejście do rzeczy niezbędnych mi w codziennym życiu…

Obieracie bałkańskie kierunki i nieco azjatyckich? Jak typujecie swoją kolejną trasę? Jakie kraje lubicie najbardziej i dlaczego?

Nasze podróżowanie zaczęliśmy od Polski, potem przez Europę, a teraz sięgamy planami w coraz dalsze zakątki świata. Oczywiście problemem jest praca i mało wolnego czasu, a wiadomo, że im dalej chce się wyjechać – tym dłużej taka podróż trwa. Niestety na dzień dzisiejszy nie możemy pozwolić sobie na więcej, niż dwutygodniowy urlop, co bardzo ogranicza nasze plany.

Jeśli chodzi o kierunki, które wybieramy, to jak widać są one bardzo różne. Na pewno w czołówce ulubionych krajów znajduje się Czarnogóra. Coraz częściej marzą nam się jednak dalekie podróże w trochę mniej uczęszczane i znane zakątki świata. Stąd ostatnio bardziej ciągnie nas we wschodnie, azjatyckie kierunki. Nie można jednak stanowczo stwierdzić, co najbardziej lubimy i co nas najbardziej pociąga, gdyż każdy, nowo odwiedzony kraj olśniewa nas zupełnie czymś innym. Uwielbiamy zarówno kręte alpejskie drogi, egzotykę i nieprzewidywalność krajów azjatyckich, jak i gościnność oraz różnorodność krajów bałkańskich. Każdy kraj, każda kultura i ludzie spotkani w różnych zakątkach świata są inne i po prostu wyjątkowe. A wyjazdowych kierunków jakie chcemy zrealizować, w naszych głowach jest całe mnóstwo!

A co takiego wyjątkowego jest w Czarnogórze?

Nie do końca wiem, ale po prostu lubimy wracać w ten europejski zakątek. Może to też dlatego, że za pierwszym razem nie do końca udało się nam ten kraj (w takim stopniu jak chcieliśmy) zobaczyć. Najpierw w przejechaniu słynnej, widokowej trasy w parku Durmitor przeszkodziła nam pogoda (w nocy przed wjazdem spadło 5 m. śniegu i trasa była nieprzejezdna), wybraliśmy więc alternatywną trasę za namową właściciela kwatery, w której nocowaliśmy. Jednak realizację planu tym razem uniemożliwiła moja wywrotka i kontuzja, tuż przed pokonaniem kanionu Sušica. W poprzednim roku wróciliśmy i przejechaliśmy trasę przez Durmitor, ale jeszcze tam wrócimy, bo trzeba jeszcze przejechać przez kanion Sušica, zanim zdążą go wyasfaltować (śmiech).

Ale plany na obecny sezon już są?

Tak, w planach na ten rok mamy MotoMajówkę na Ukrainie, potem w czerwcu planujemy dłuższy, dwutygodniowy urlop i tu opcje są dwie: wyjazd do Gruzji i Armenii (z wcześniejszym transportem motocykli na miejsce) albo po raz trzeci Bałkany, jednak w trochę zmienionej konfiguracji (Ukraina, Mołdawia, Rumunia, Bułgaria, Grecja, Albania, Czarnogóra, BiH). No i koniecznie po zasmakowaniu w 2015 r. Azji, chcemy tam wrócić, więc w planach jest także wyjazd do Indii bądź Tajladii oczywiście z motocyklowym akcentem. Ewentualnie inny, bardziej egzotyczny, pozaeuropejski wyjazd.

Patrząc z perspektywy czasu – na ile motocykle zmieniły Wasze wspólne życie? Co wniosły i czy było warto?

Najpierw odpowiem na Twoje drugie pytanie – czy było warto? Oczywiście! To chyba najlepsze, co mi się w życiu mogło przydarzyć, no może poza spotkaniem Mariusza (śmiech). A czy motocykle zmieniły nasze życie? Myślę, że wywróciły je do góry nogami. Zmieniły się nam priorytety. Dziś najważniejsza nie jest już praca, a jest ona tylko sposobem na realizację motocyklowych marzeń. Plany na urlop mamy zawsze związane są z motocyklami, a weekendy często spędzamy, grzebiąc przy naszych maszynach, umazani w smarach, snując plany na następne motocyklowe wypady, a nie chodząc po centrach handlowych i wydając kasę na kolejne, niepotrzebne ciuchy i bibeloty. Motocykle stały się więc nieodłącznym i niezastąpionym elementem naszego wspólnego życia. 

Najnowsze

Nissan dostarczy pizzę na stoku

Gdy na drogach leżą śnieżne zaspy, jazda samochodem nie należy do najprzyjemniejszych. Chyba, że mamy do dyspozycji nowy projekt Nissana o nazwie Rogue Warrior.

Nie jest to pierwszy szalony projekt japońskiego producenta. Jakiś czas temu Nissan zaprezentował model Juke Nismo RSand, który bez problemu radził sobie na pustyni.

Specjalnie na zimową aurę japońscy konstruktorzy przygotowali model Nissan Rogue, który jest amerykańskim odpowiednikiem X-Traila, w specjalnej edycji Warrior. Zamiast kół pojawiły się gąśienice, którym niestraszne są wielodniowe opady śniegu. 

Ten wielki skuter śnieżny z dachem jest wyposażony w silnik benzynowy o pojemności 2,5 litra (170 KM, 237 Nm), z którego moc trafia na obie osie. Prędkość maksymalna ze względów technicznych (oraz bezpieczeństwa) została ograniczona do 100 km/h. Jednak to i tak wystarczające, by była z tego niesamowita frajda.

Zobaczcie, jak Nissan Rogue Warrior dostarcza pizzę na stoku.

Najnowsze

Ex-Stig pokazuje możliwości Focusa RS

Odkąd Ben Collins przestał być Stigiem, stał się bardzo popularną personą zapraszaną do testowania różnych samochodów. Tym razem Ford poprosił go, aby pokazał możliwości nowego Focusa RS.

Nowy Ford Focus RS pojawił się w zeszłym roku, ale jego możliwości były długo skrywane przez producenta. Dopiero po jakimś czasie dowiedzieliśmy się, że auto dysponuje mocą 350 KM, które generuje czterocylindrowa jednostka EcoBoost o pojemności 2,3 litra. 

Jednak największą ciekawostką, a zarazem nowinką, w tym modelu jest system zmieniający tryby jazdy. Wśród nich pojawiło się ustawienie „Drift”. Ben Collins postanowił zabrać samochód na specjalnie przygotowany tor i pokazać, co potrafi. 

Po włączeniu tego trybu amortyzatory i układ kierowniczy pracują w trybie normalnym, podczas gdy silnik, system kontroli trakcji i wydech przechodzą w tryb sportowy. Zmienia się także rozkład napędu, który jako priorytet stawia tylną os. Dzięki temu Focus RS zamienia się w maszynę do driftowania lub zabawy na torze.

Najnowsze

Edyta Klim

Przegląd butów motocyklowych z obcasem

Pewność położenia stopy podczas zatrzymania motocykla to postawa - pomoże w tym obuwie z antypoślizgową podeszwą. A co jeśli do pewności brakuje kilku centymetrów?

Często zdarza się tak, że wymarzony motocykl jest dla nas za wysoki, a dotykanie podłoża jedynie palcami – zdecydowanie nie jest dobrym pomysłem! Na szczęście istnieje kilka rozwiązań tego problemu.

Motocykl bardzo często można obniżyć u mechanika, a niektóre modele mają taką regulację wbudowaną (do ustawiania przez użytkownika). Nieco centymetrów można także uzyskać, zamawiając nową, bardziej wyciętą kanapę. Trzeba podkreślić, że nie jest to już duży wydatek, ponieważ usługa wymiany stała się dość popularna (można wybrać kolor, materiał obicia i do wypełnienia).

Motocyklistki mają tę przewagę, że mogą liczyć jeszcze na… buty na obcasie! Kobiece buty motocyklowe stanowią niewielki procent obuwia motocyklowego, a te na obcasie procent znikomy… Niektóre sklepy internetowe nie posiadają nawet (o zgrozo!) podziału na kategorię kobiecą, a damskich modeli trzeba wypatrywać na wielu stronach z butami. 

Poniżej przedstawiamy kilka propozycji motocyklowych butów na obcasie, choć osobiście do jazdy polecamy tylko te z szerokim, stabilnym obcasem i przyczepną podeszwą.

Modeka Lady Star

To popularny od lat i najbardziej dostępny model turystycznych butów motocyklowych z obcasem. Wykonany ze skóry bydlęcej z oddychającą, wodo- i wiatroodporną membraną Hipora (wysokość cholewki ok. 26 cm). Posiadają: wzmocnienia palców, pięty i kostki, odblaskowe elementy, i przyczepną podeszwę.

Cena: od 390 zł

Forma Diamond

Ten włoski model powstaje z wysokiej jakości skóry. Buty są wodoodporne (membrana DRYTEX), mają antypoślizgową podeszwę, konieczne usztywnienia newralgicznych miejsc stopy oraz odblaskowe wstawki. O higienę dbają: antybakteryjna wkładka i Air Pump System, który zapewnia cyrkulację powietrza wewnątrz buta.

Cena: od 340 zł

Forma Ivory

Kolejny model od Formy zapewnia wszystkie cechy z powyższego modelu, a dodatkowo ma elastyczny panel, który dostosowuje się do obwodu łydki. Wygląda bardziej klasycznie, ma ozdobną klamrę.

Cena; ok. 499 zł

 

Falco Ayda

Włoskie buty Falco stworzono z naturalnej skóry bydlęcej, a wnętrze wykonano w technologii HIGH-TEX (hipoalergiczne i antybakteryjne), zapewniające odprowadzanie wilgoci. Posiadają wzmocnienia na kostce, pięcie i nosku oraz klasyczny wygląd.

Cena: 539 zł

 

Gibi Colorado

Polski producent ma w swojej ofercie buty motocyklowe typu kowbojki dla dowolnej płci. Stworzono je z wodoodpornej skóry bydlęcej, olejowanej (6 godzin udowodnionej odporności na opady!), a w opcji możemy skorzystać z dobrodziejstwa membrany TE-POR Klima. Skórzana podeszwa ma szytą wkładkę benzyno- i olejoodporną oraz podkuty obcas.

Cena: 499 zł

 

Gibi Nevada

W sklepie prospeed odkryłyśmy inne buty marki Gibi, które są całkiem kobiece i oferują obcas, aż 6 centymetrowy, a w komplecie dostajemy zapasowe fleki. Buty są wykonane z identyczną dbałością o komfort i bezpieczeństwo, jak model opisywany powyżej.

Cena: 520,00 zł

 

DRIVE Comfort

Buty są w pełni skórzane, posiadają membranę PREMIUM POLO-TEX, 100% wodo-, wiatroodporną i oddychającą. Posiadają twarde wzmocnienia golenia, pięty, kostki i są elastyczne na wysokości łydki.

Cena: 629,00 zł

 

Jeżeli spodobał się Wam powyższy model, to mamy dobre wieści. Identycznie wyglądający model dostaniecie pod marką RAINERS VEGA w promocyjnej cenie: 276 zł!

 

 

Spirit Chopper

To kolejny model unisex, wykonany ręcznie, metodą tradycyjną z podszyciem z prawdziwej skóry oraz skórzaną podeszwą. Powstały z naoliwionej, licowej skóry bydlęcej.

Cena: 499 zł

Jednakowe, ale pod marką Falco Biker znajdziecie już za 320 zł.

Seria Xelement

Seria promowana u boku Harley’a Davidsona jest dość bogata w modele kobiece, które stworzono nawet z obcasem 9-centymetrowym! Świetnie wyglądają, są wykonane ze skóry, mają przyczepną podeszwę. Czy to wystarczy, by na motocyklu czuć się bezpiecznie? Oceńcie same…

Cena: ok. 350 zł

 

Bering Lady Tera

Na koniec model, którego nie znalazłyśmy w krajowej sprzedaży, ale na tyle wyjątkowy, że trzeba o nim wspomnieć. Te wodoodporne i niesamowicie zgrabne buty powstały z woskowanej skóry i materiału tekstylnego. Posiadają wzmocnienia i odblaski.

Cena: ok. 560 zł

Najnowsze

Arrinera Hussarya GT – polska wyścigówka

Podczas światowych targów motorsportu (Autosport International Racing Car Show) w brytyjskim Birmingham, polska ekipa zaprezentowała długo wyczekiwany projekt samochodu wyścigowego - Arrinera Hussarya GT4.

Na polskim stoisku w Birmingham pojawiła się dwójka młodych i mocno rokujących na przyszłość zawodników: Gosia Rdest i Maciej Dreszer. Obok nich dumnie prezentowała się polska wyścigówka. 

Arrinera Hussarya GT została zaprojektowana przede wszystkim z myślą o wyścigach. Nad aerodynamiką i technologią w tym projekcie czuwał profesor Janusz Piechna z Politechniki Warszawskiej. Jego zespół stworzył rozwiązanie pozwalające na zwiększenie siły docisku, przy minimalnej stracie prędkości i przyspieszenia. Całość uzupełnia dolny splitter z tzw. wargą spiętrzającą oraz płaska podłoga.

Samochód będzie produkowany na zamówienie. Jest zasilany jednostką V8 o pojemności 6,2 litra. Potężny motor generuje od 420 do 650 KM, a jego maksymalny moment obrotowy w zależności od wersji to 580 lub 810 Nm. Silnik współpracuje z sekwencyjną skrzynią 6-biegową Hewland LLS, sterowaną półautomatycznie za pomocą łopatek.

Konstruktorzy mocno pracowali nad obniżeniem masy samochodu, która wynosi 1250 kg. Rama przestrzenna została zbudowana zgodnie z homologacją FIA, a nadwozie wykonano z włókna węglowego oraz kevlaru.

Znamy także cenę polskiej wyścigówki. Konstruktorzy Arrinery życzą sobie za samochód w tej specyfikacji od 139 tys. funtów.

Najnowsze