Z Berlina na wyspę Man na customowych motocyklach BMW – film Mission Manx już w kinie! Trailer

Oto filmowa historia czterech berlińczyków z "MotoCircus", którzy na customowych, klasycznych motocyklach BMW pokonali 4000 kilometrów.

Z Berlina na wyspę Man na customowych motocyklach BMW – film Mission Manx już w kinie.
fot. BMW

Z niemieckiej stolicy dotarli na Wyspę Man jadąc poprzez Belgię, Francję i Londyn. Ich ukończony film – “Mission Manx” – miał swoją premierę 8 marca i niedługo będzie dostępny dla fanów BMW na całym świecie.

Jakimi motocyklami jechało 4 wspaniałych? BMW z 1955 R 50 „Bomber Doll”, BMW z 1978 R 100/7 „Brown Sugar”, BMW z 1983 R 80 RT „Toaster Roadster” oraz BMW z 1983 R 80 G/S „Earl Grey”.

W wyłącznym wywiadzie Christoph Köhler, Marko Kramer, Tim Adler oraz Martin ‘Lemmi’ Lemcke opowiedzielil BMW Motorrad przed premierą o marzeniu, na którego realizację czekali tak długo…

Minęło już trochę czasu odkąd wróciliście z tej podróży, czy wydaje się wam ona odległym wydarzeniem?
Christoph: To wszystko nadal się dla nas dzieje, „Misja Manx” ciągle zajmuje nasz czas – przesyłamy dane na naszą witrynę internetową i przygotowujemy światową premierę odsłony „filmu drogi”.

Czy ta podróż w jakikolwiek sposób zmieniła wasze życie?
Lemmi: Dobra wyprawa zawsze jakoś zmienia twoje życie. W drodze doświadczasz kontaktu z interesującymi ludźmi, rozmawiasz z nimi. Spotkaliśmy Marka Wilsmore w Ace Café i na Wyspie Man. Wysłuchaliśmy wielu starych wyścigowych opowieści  z ust Tony Wall’a and Dereka Whaley’a, którzy nas bardzo zainspirowali i zmienili nasz punkt widzenia na brytyjską historię i na ludzi ścigających się na torze Mountain Course.

Christoph Köhler, Marko Kramer, Tim Adler oraz Martin ‘Lemmi’ Lemcke – MotoCircus
fot. BMW

Jak długi jest film po ukończeniu i jak długi był materiał, z którego go zmontowaliście?
Marko: Zgromadziliśmy ponad 20 godzin materiału filmowego, a zadaniem naszego zespołu postprodukcyjnego było skrócić go do ok 25 minut!

Jesteście zadowoleni z efektu?
Marko: Film nie jest jeszcze całkiem wykończony, ale będzie gotowy bezpośrednio przed planowaną premierą. Materiał, który zobaczyliśmy dotychczas był niesamowity i naszym celem jest utrzymać jakość na tym samym poziomie jak ten, który możecie zobaczyć w trailerze.

Jaka była pierwotna wizja tego filmu? Myślicie, że udało się wam osiągnąć cel?
Christoph: Naszym zamiarem była podróż na Wyspę Man, bez założonych wcześniej etapów, z wyjątkiem zatrzymania się w Ace Café. Miała to być oldskulowa wycieczka, na naszych starych motocyklach, wioząc wszystko co potrzebne w sakwach albo przytroczone do maszyn. To podejście do podróżowania obiecywało atmosferę przygody i pewnego luzu. Sądząc po komentarzach, jakie otrzymaliśmu po pokazaniu trailera „Misji Manx”, możemy stwierdzić, że efekt końcowy jest lepszy niż przewidzieliśmy na początku.

Lemmy, Marko i Christoph w Roadrunner’s Club, gdzie miała miejsce premiera filmu.
fot. BMW

Czy wiecie, że zainspirowaliście niejednego entuzjastę BMW do zbudowania swojego własnego motocykla albo do zaplanowania podobnej wycieczki?
Lemmi: Tak, wiemy i jesteśmy z tego faktu bardzo zadowoleni, ponieważ chcieliśmy dokonać jednej wielkiej rzeczy – zainspirować innych do wzięcia się za swoje motocykle, dostosowanie ich do swoich własnych potrzeb i wreszcie – zaplanowania takiego wypadu jak ten.

Jak blisko współpracowaliście z producentem filmu podczas montażu, żeby uzyskać efekt, jakiego pragnęliście?
Marko: Oczywiście odbyliśmy z nimi kilka spotkań w naszym Herrenzimmer (męskim azylu) zanim zabrali się do pracy. Opowiedzieliśmy im całą historię, obejrzeliśmy z nimi trochę materiału filmowego i posłuchaliśmy muzyki, właśnie po to, żeby pokazać im jaki styl i jakość preferujemy. Pokazaliśmy im także filmy, takie jak „Riding September”, zrobiony przez naszych przyjaciół z Blitz Motorcycles, a także realizację Scott’a G. Toepfer’a. Kochamy te obrazy, ale nie chcielibyśmy ich skopiować – chcemy stworzyć nasz własny oryginalny styl i sposób przekazywania naszych emocji. W efekcie, jak myślę, zrobiliśmy to bardzo dobrze, a w dodatku zmieściliśmy się w niewielkim budżecie!

Źródło: BMW Motorrad

Więcej o MotoCircus tu.

BMW z 1955 R 50 „Bomber Doll”, BMW z 1978 R 100/7 „Brown Sugar”, BMW z 1983 R 80 RT „Toaster Roadster” oraz BMW z 1983 R 80 G/S „Earl Grey”.
fot. BMW

Najnowsze

Test Nissan Navara XE – przewieźć konia z kopytami

Użytkowanie tego samochodu do złudzenia przypomina związek kobiety z mężczyzną - to nieustanny kompromis. Auto ma sporo do zaoferowania, ale też trzeba mu wiele wybaczyć. Jak zatem wygląda życie z Nissanem Navarą? Oto nasz test.

Duże samochody z napędem 4 x 4 przez lata stanowiły luksus. Na ich zakup mogli sobie pozwolić jedynie wybrańcy. Pick-up? Prędzej można było zobaczyć na polskiej drodze jednorożca niż tego typu auto.

Przeczytaj nasze inne, najnowsze testy Nissana:
Nissan 370Z
Nissan Micra
Nissan Note

Jednak kilka lat temu coś się zmieniło. Pick-up’y wtargnęły na rynek rozjeżdżając wszelkie stereotypy. Dzięki możliwości odliczenia VAT-u przy zakupie, kawał wozu można było nabyć w cenie dobrze wyposażonego kompaktu. Tym sposobem polskie ulice zamieniły się w plan  filmowy amerykańskiej produkcji pt. „Zaklinacz koni”. Za całym zamieszaniem stanęła wielka trójka: Toyota Hilux, Mitsubishi L200 i nasza bohatera – Nissan Navara.

Galeria zdjęć z testu Nissana Navary tutaj.

Zdecydowanie jest najładniejsza, chociaż uroda odgrywa tu drugorzędną rolę. W białym kolorze nadwozia przypomina lodowiec, o który rozbił się Titanic. To by tłumaczyło, dlaczego czarny lakier cieszy się w sprzedaży większym powodzeniem. Czy jest duża? Jest potężna. To prawdziwy Goliat wśród samochodów. W dodatku została stworzona do konkretnej misji – ma udźwignąć wszystkie problemy swojego właściciela. Skrzynia ładunkowa bez problemu pomieści na pace 845 kilogramów. Fortepian, motocykl (albo dwa), quad, para łosi – Nissan Navara jest w stanie przewieźć wszystko. Jakieś minusy? Owszem. Warto pomyśleć o wykupieniu zabudowy w jednym z trzech dostępnych kształtów, a to niesie pewne ograniczenia. W wersji z podwójną kabiną (double cab) nie zmieścimy fortepianu a jedynie pianino, zamiast motocykla spakujemy skuter, a para łosi będzie zmuszona ustąpić miejsca parze owiec. Cóż, tak właśnie wygląda sztuka kompromisu.

Nissan Navara XE 2,5D
fot. Anna Nazarowicz

To jest Sparta!
Navara jest duża, silna i zawsze nam pomoże. Dlatego też wygląd wnętrza trzeba jej wybaczyć, co do łatwych zadań wcale nie należy. Warunki są tu iście spartańskie. Plastiki są twarde i wszechobecne, pokrętła kształtem przypominają koła zębate, a fotele wyglądają przeciętne i są co najmniej średnio wygodne. Ale przecież ten samochód został stworzony do ciężkiej pracy, a nie rozpieszczania kierowcy! Jakieś plusy? To właśnie ten minimalizm. Kawałek mokrej szmatki pomoże nam utrzymać kabinę we względnej czystości. Zbyt słaby argument? Za dodatkową opłatą można przekształcić wnętrze Navary w istne centrum multimedialne z zestawem audio marki Bose, ośmioma głośnikami, odtwarzaczem CD i DVD oraz nawigacją. Jeszcze mało? Możliwością konfiguracji urządzeń za pomocą Bluetooth i słuchania muzyki z iPoda oraz kamerą cofania Navara powinna już przekupić każdego.

Tylna kanapa przypomina kształtem ławkę w parku, na której miejsce zajmą trzy dorosłe osoby. Siedzisko jest krótkie i niewygodne, ale – ponownie – coś za coś. Kierowca i pasażer zdecydowanie nie będą narzekać na brak miejsca z przodu. Niezależnie od wersji wyposażenia użytkownik zawsze ma do dyspozycji 3 warianty pracy układu napędowego: 2WD (napęd na tylną oś), 4H (napęd 4×4) oraz 4LO (napęd 4×4 z włączoną redukcją). Ten ostatni doskonale sprawdzi się w trudnym i stromym terenie oszczędzając sprzęgło przed zbyt mocnym zużyciem. Podczas kiedy inne samochody wywieszą białą flagę, Navara zakasa rękawy i dzielnie ruszy naprzód. Pomocny okazuje się napęd 4 x 4 – dzięi temu, że moment obrotowy rozkładany jest równomierniena na obie osie, Navara wydostaje się z  najgłębszych opresji. Kto się zakopie, ten doceni.

Otwieram niewielkie drzwiczki i wdrapuję się do środka. Przed przednią szybą rozciąga się maska wielkości Australii, a ja siedzę 12 metrów nad poziomem morza. Tak, to zdecydowanie więcej niż tylko samochód – to pomniejszona ciężarówka. Ale najlepsze dopiero przede mną.

Nissan Navara – wnętrze
fot. Anna Nazarowicz

King Kong w wielkim mieście
Pod maską testowanej Navary pracuje turbodoładowany silnik diesla o pojemności 2.5 litra, mocy 140 KM oraz momencie obrotowym 350 Nm. To najsłabsza jednostka napędowa oferowana przez producenta w tym modelu. Wprawdzie jest w stanie zmusić do ruchu tę „kruszynkę” ale zdecydowanie warto się zainteresować turbodoładowanym dieslem o mocy 190 KM. Zwłaszcza jeżeli zamierzamy używać Navary do przewożenia ciężkich ładunków. Aby jechać w miarę dynamicznie czeka nas sporo pracy lewarkiem zmiany biegów – tylko wcześniej trzeba się oswoić z faktem, że pracuje on na podobieństwo kija wetkniętego w beczkę smoły. Do tego podczas jazdy w kabinie będzie głośno, bo silnik nie pracuje, tylko się wydziera. Nieeee, to nie jest kołysanka dla małych dzieci.

Cała „przygoda” zaczyna się po wjechaniu do miasta. Ten samochód trzeba pokochać, albo sprzedać po dwóch dniach. Inaczej czeka nas długi i burzliwy związek, w którym łatwo nie będzie. Jadąc autem wielkości kiosku ruchu człowiek czuje się panem wszechświata. Błąd! Podczas beztroskiej przejażdżki nigdy nie należy zapominać, że właśnie ujeżdżamy blisko dwie tony i wyhamowanie z prędkości 70 km/h może nam zająć nawet dwa dni. Warto również obserwować na szczęście czytelny prędkościomierz. Navara – wbrew pozorom – potrafi być zdradliwa jak uśmiech Putina. Niezależnie od tego, czy jedziemy z prędkością 80 czy 120 km/h i tak zawsze będziemy się czuć, jak podczas jazdy 40 km/h.

Wypad do centrum handlowego to śmiech przez łzy. Bagażnik pomieści największe zakupy świata, ale zaparkowanie pod supermarketem wymaga opracowania dokładnej strategii. Szerokość całkowita (1848 mm) nie stwarza problemów. Za to długość (5396 mm) znacznie wykracza poza obrys miejsca na parkingu – trzeba czasem zająć dwie przestrzenie postojowe.

Gorzej, jeżeli ktoś wraz z mieszkaniem wykupił miejsce w garażu podziemnym. Navara prędzej zadowoli się kawalerką niż niewielkim skrawkiem betonu. Warto również mieć na uwadze tak prozaiczne sytuacje jak wizyta na myjni. Nasza bohaterka brudzi się równie mocno jak inne pojazdy, o ile nie mocniej. Duży prześwit oraz napęd 4×4 prowokują do zabawy w terenie. Pan z obsługi stacji benzynowej szybko mnie uświadomił: „Na myjnię automatyczną pick-u’ów bez zabudowy nie wpuszczamy”. Nie poddaję się, jadę na myjnię ręczną. Tam cena za usługę rośnie wraz z gabarytami. Jak nietrudno się domyślić, kąpiel Navary była droższa niż moja wizyta u fryzjera. Czy ten samochód w takich sytuacjach potrafi się podlizać? Owszem. Zużyciem paliwa w cyklu miejskim na poziomie 9.6 litra skutecznie wywoła uśmiech na twarzy.

Nissan Navara
fot. Nissan

Nissan Navara wykazuje też mocną nadsterowność. Wystarczą niewielkie opady deszczu, aby na zakrętach odczuć, jak tył niebezpiecznie nam ucieka. Jest to efekt nierównomiernego rozkładu masy; przód jest bardzo ciężki a tył lekki i bywa bardzo niepokorny. Zwłaszcza gdy silnik całą moc przekazuje na tylną oś. Czy jest na to sposób? Oczywiście, ostrożność.  Nie zaszkodzi również dociążyć tylną część za pomocą… worka gruzu. Jazda z napędem 4×4 zalecana jest jedynie po miękkiej, szutrowej, zabłoconej lub pokrytej śniegiem nawierzchni.

Czy można z Navarą być udaną parą?
Jeżeli zamiast perfum, używasz whisky i zamiast kosmetyczki wozisz całą łazienkę, to ten samochód jest zdecydowanie dla Ciebie. W kraju, w którym zima notorycznie zaskakuje drogowców, Ty zawsze będziesz zwycięzcą, a manewr „na rondzie prosto” nabierze  zupełnie nowego znaczenia. Duże gabaryty w mieście nieco utrudniają życie, a wizyta w centrum handlowym będzie drogą przez mękę. Jednak stosunkowo niewielkie zużycie paliwa skutecznie te wady rekompensuje.

Nissan Navara będzie jednak idealna dla wszystkich tych, którzy mieszkają poza miastem, potrzebują możliwości przewozowych, dla motocyklistów (enduro i motocross) potrzebujących dowieźć gdzieś jednoślady oraz osób uprawiających aktywny tryb życia, którzy wożą ze sobą sprżęt sportowy.

Nową Nawarę z dwudrzwiową kabiną pasażerską w najsłabszej wersji wyposażenia z silnikiem diesla  2.5 litra o mocy 140 KM można kupić za 111 000 złotych. Za wariant z 4-drzwiową kabiną musimy dopłacić  7000 złotych więcej. Za dodatkową opłatą producent oferuje całą masę dodatków do wykorzystania w przestrzeni ładunkowej, którą dostosujemy do przewożenia dosłownie wszystkiego. Nabudowy, pokrywy, mocowania i przegrody – dzięki licznym rozwiązaniom Nissan Nawara posłuży nam nawet jako lądowisko dla śmigłowca.

Dane techniczne:

Silnik – turbodoładowany 2.5 D

Moc  – (106 kW) 144 KM

Skrzynia – 6 biegowa manualna

Masa – 1960 kg

Szerokość / wysokość / długość – 1848 / 1907/ 5396 mm

Przestrzeń bagażowa (szerokość / wysokość  /długość) – 1560/457/1611 mm

Pojemność zbiornika paliwa – 80 litrów

Zużycie paliwa w naszym teście w cyklu miejskim – 9.6 l /100 km

Napęd – 4 x 4

Autorka dziekuje za możliwość zrobienia zdjęć Stajni Sawanka.

Najnowsze

BMW X4 nadjeżdża – galeria

Nowe BMW X4 bazuje technicznie na BMW X3, ale ma własny charakter. Konkretnie jaki?

Nowe BMW X4 łączy w sobie typowe cechy rodziny BMW X ze elegancją klasycznego samochodu coupe. Czego można się spodziewać po nowym modelu? Paleta najnowocześniejszych silników, napędu na cztery koła xDrive, 18-calowych obręczy, skórzanej kierownicy z łopatkami zmiany biegów, czy ksenonowych lampy głównych.

Galeria zdjęć BMW X4tutaj.

BMW X4
fot. BMW

W porównaniu z BMW X3 siedziska przednie są tu umieszczone niżej o 20 mm, a tylna kanapa swą formą sugeruje dwuosobowy charakter. Zarazem jednak X4 ma zapewniać obfitość miejsca dla nawet pięciu osób, a dzięki seryjnie dzielonemu w proporcji 40:20:40 oparciu kanapy, także wysoką funkcjonalność.

BMW X4 wnętrze
fot. BMW

Silniki z rodziny BMW EfficientDynamics montowane w X4: 3 benzynowe i 3 turbodiesle, mają moc od 184 KM do 313 KM i wszystkie spełniają normę emisji spalin EU6.

Najmocniejszy silnik benzynowy w modelu X4 xDrive35i to 6-cylindrowa jednostka o pojemności 3,0 l, i mocy 306 KM, 400 Nm momentu obrotowego, ma zużywać – wg producenta – (miasto/trasa/średnia) 10,7/6,9/8,3 l/100 kilometrów. Model ten potrzebuje na rozpędzenie się do 100 km/h 5,5 s.

BMW X4
fot. BMW

W X4 wykorzystano również pakiet technologiczny BMW EfficientDynamics, obejmujący m.in. funkcję Auto Start Stop i żeglowania (tylko przy 8-stopniowej automatycznej skrzyni biegów Steptronic), odzysk energii hamowania, a także aktywację agregatów pomocniczych (pompy etc.) tylko wówczas, gdy są potrzebne.

W systemie ConnectedDrive zastosowanym w nowym BMW X4 znalazł się sterownik iDrive zintegrowany z gładzikiem (touch pad na wierzchu pokrętła), pozwalający wprowadzać litery i cyfry za pomocą palca, asystent parkowania, pełnokolorowy wyświetlacz przezierny Head-Up Display, nieoślepiający system głównych lamp dalekosiężnych oraz Driver Assistent Plus, obejmujący m.in. ostrzeżenie o niezamierzonym opuszczeniu pasa, aktywny regulator prędkości z funkcją Stop&Go oraz ochroną pieszych, dopływ informacji drogowych w czasie rzeczywistym (RTTI), usługa Consierge oraz inteligentne wzywanie pomocy.

Dzięki funkcji Apps można pozostawać w stałym kontakcie z takimi serwisami sieciowymi, jak Facebook, Twitter, AUPEO! czy platformy muzyczne Napster lub Deezer.

Najnowsze

Kierowcy wybierają samochody SUV z silnikami Diesla

Popularność samochodów typu SUV (Sport Utility Vehicle) potwierdzają statystyki nowo rejestrowanych samochodów prowadzone przez niemiecki urząd ruchu drogowego KBA. Popularność modeli takich jak VW Tiguan, BMW X3 oraz Audi Q5 sprawia, że już co szósty nowo rejestrowany samochód w Niemczech to SUV.

Z kolei w USA udział rynkowy tej kategorii wynosi już ok. 30%. W nadchodzących latach, zgodnie z zapowiedziami, pojazdy te będą coraz popularniejsze na całym świecie. Do 2017 roku zostanie wprowadzonych ok. 50 nowych modeli SUV-ów.

Silnik Diesla preferowany w segmencie SUV-ów
Decyzje zakupowe kierowców SUV-ów podyktowane są głównie komfortem (wysoka pozycja fotela kierowcy, dobra widoczność zza kierownicy) oraz bezpieczeństwem jazdy (duża, masywna karoseria). Według nabywców wysoki komfort nie powinien jednak wiązać się z dużym zużyciem paliwa. W samochodach typu SUV klienci wybierają najczęściej silnik Diesla – w samej tylko Europie udział SUV-ów z silnikiem Diesla wynosi ok. 80%.

Mercedes ML 350
fot. Bosch

Wysoki moment obrotowy gwarantuje przyjemność z jazdy i sprawia, że nawet kompaktowe SUV-y mogą być z powodzeniem wykorzystywane do ciągnięcia przyczepy kempingowej lub przyczepy z łodzią. Wysokociśnieniowy układ wtryskowy Common Rail obniża zużycie paliwa i zwiększa zasięg pojazdu. Kierowcy nowych samochodów osobowych z silnikiem Diesla mogą na jednym tankowaniu przejechać ok. 30% więcej kilometrów niż kierowcy wersji benzynowych.

Pierwsze SUV-y z Dieslem także w Ameryce
W SUV-ach na rynek USA i Azji wersje z silnikami Diesla należą do rzadkości. Wyjątek stanowi produkowany przez grupę Chrysler samochód Jeep Grand Cherokee. To pierwszy amerykański SUV dostępny w wersji z silnikiem Diesla. W nadchodzących latach na amerykański rynek trafią kolejne dieslowskie SUV-y. Jednak wśród samochodów importowanych nadal przeważają wersje benzynowe.

Inną alternatywą dla SUV-ów są napędy hybrydowe typu Plug-in. Stanowią one połączenie oszczędnego silnika spalinowego z wydajnym napędem elektrycznym. Hybryda plug-in pozwala pokonać do 60 kilometrów z napędem czysto elektrycznym. Przy konsekwentnym ładowaniu akumulatora z gniazdka można zaoszczędzić do 90% kosztów energii.

Sprawdź ekonomiczność auta online
Układy hybrydowe typu Plug-in wciąż pozostają rozwiązaniem niszowym. W nadchodzących latach ich znaczenie będzie wzrastać. Jednak do tego czasu większość nabywców SUV-ów będzie musiała zmierzyć się z pytaniem: diesel czy benzyna? Pomocą w dokonaniu prawidłowego wyboru służy portal www.fuel-pilot.de. Można tutaj bezpłatnie sprawdzić i porównać ekonomiczność wybranego samochodu. Narzędzie uwzględnia takie czynniki, jak cena paliwa, koszty serwisowania, ubezpieczenie, podatki oraz utratę wartości. Fuel Pilot wskazuje kierowcy najkorzystniejszą dla niego wersję napędu. Przykładowo, wersja wysokoprężna Mercedesa ML 350 jest opłacalna w zasadzie już od pierwszych przejechanych kilometrów. Także kompaktowe SUV-y, takie jak Opel Mokka w wersji Diesla, przekonują o 20% niższym zużyciem paliwa i ok. 1/3 wyższym momentem obrotowym.

Silniki benzynowe pozostają opcją dla kierowców, którzy cenią sobie dużą elastyczność silnika, kosztem większego zużycia paliwa.

Źródo: Bosch

Najnowsze

Podgrzewane siedzenia w samochodach i motocyklach są niezdrowe?

Podgrzewane fotele lub siedzenia w samochodach i motocyklach to wynalazek ostatnich czasów. Mają wpływ na nasze samopoczucie w zimne dni, ale czy są niezdrowe?

Mimo zimy, jeździć trzeba. Znając zimny klimat naszego obszaru geograficznego, chętnie przyjmujemy takie nowinki jak podgrzewane fotele w samochodach, czy ciepłe motocyklowe kanapy. Jednak takie dodatkowe źródło ciepła może nam poważnie zaszkodzić.

Sprawdzili to Niemcy na Uniwersytecie Gissen, którzy wybraną grupę mężczyzn „podgrzewali” na ciepłych fotelach przez 90 minut. Panowie byli w pełni zdrowi a przedmiotem badań były ich narządy rozrodcze. Po godzinie przebywania w ciepełku temperatura męskich narządów intymnych wzrosła z 36,7 do 37,3 stopni Celsjusza. Taka temperatura może mieć negatywny wpływ na męską płodność. Do tego dorzućmy noszenie telefonów komórkowych w kieszeniach spodni i trzymanie na kolanach rozgrzanych laptopów – źle to wróży dla ludzkości…

Podgrzewane fotele niebezpieczne?
fot. Renault

Optymalna temperatura dla męskiego nasienia to 1-2 stopnie Celsjusza niżej niż temperatura reszty ciała. W samochodach spędzamy bardzo dużo czasu dojeżdżając do pracy, czy udając się w podróże służbowe. Badania dowodzą, że codzienne trzy godziny w samochodzie, siedzący tryb pracy, mały zakres ruchu, stosowanie używek, jak papierosy, kawa czy alkohol prowadzą do problemów z płodnością wśród mężczyzn.

Z pewnością krótkie przejażdżki z włączonym ogrzewaniem siedzeń nie zaszkodzą trwale męskiemu zdrowiu, ale w przypadku dłuższych podróży może się to źle skończyć. Warto korzystać z podgrzewania z opamiętaniem, bo mogą być przyczyną EAI (erythema ab inge), czyli rumienia oparzeniowego. Jest to nieprzyjemna dolegliwość skórna charakteryzująca się bolesnym pieczeniem, swędzeniem. Nie jest to skomplikowana dolegliwość, ale może być bardzo uporczywa i bolesna, mogąca się przeobrazić w owrzodzenia i rany. Ta dolegliwość może dotyczyć każdego użytkownika podgrzewanych siedzeń w samochodzie, ale można się jej również nabawić od długotrwałego trzymania komputera na kolanach lub na brzuchu, bądź stosowania elektrycznych kocyków lub poduszek rozgrzewających.

Najnowsze