Małgorzata Czaja

Ya Man this is Jamaica! Motoryzacyjna relacja Małgosi Czaji

18 stycznia 2017
18
Mała wyspa na Morzu Karaibskim opanowana została przez japońską motoryzację w transporcie osobowym i wielkie amerykańskie ciężarówki do przewozu towarów. Tłok, korki i dziury to norma.

Jak jeździ się na Jamajce? Pod prąd - ruch lewostronny jest spuścizną po angielskich kolonialistach. Szybko jeździć się nie da, bo drogi są w fatalnym stanie. Często „brakuje” połowy jezdni, a „dziura” jest tak duża, że trzeba dosłownie jechać pod prąd.

Trąbienie jest na porządku dziennym. Trąbi się, żeby pozdrowić znajomego (na Jamajce wszyscy są znajomymi), popędzić innych kierowców, kiedy się wyprzedza, kiedy się skręca, jest się na łuku, na turystów, żeby zasygnalizować, że ma się miejsce, żeby podwieźć turystę, na przechodniów, na pieszych… Nie trąbi się jedynie na kozy. Mimo to kierowcy są uprzejmi w stosunku do siebie, chętnie ustępują pierwszeństwa i pozwalają włączyć się do ruchu. Nie to co u nas.

Karaibski klimat sprzyja używaniu klimatyzacji w aucie, jednak Jamajczycy jej nie włączają. Najprzyjemniejsza jest jazda z bez klimy, z otwartymi oknami i głośnym reggae z głośników. Sama to praktykowałam, jeździłam niczym rodowita Jamajka, chłonęłam zapachy, wilgotne oceaniczne powietrze i przyjemne ciepło. Kobiet za kierownicą widziałam mało, raczej podróżują w charakterze pasażerek taksówek.

7-osobowe lokalne taxi kursują między mieścinami. Jeżdżą nimi wszyscy, bo nie ma innego transportu. Ludzi zabierają ile się da - ja przykładowo podróżowałam w 7 osób, wraz z wiertarką i butlą gazową. Po drodze często „wyskakują” niespodzianki w postaci stada krów lub kóz. Wszystkie taksówki, jak Jamajka długa i szeroka, na wykładzinie mają położoną gazetę a na nią gustowną makatkę pod nogi. Gumowych dywaników brak, chyba, że w prywatnych autach. Z lokalnego folkloru najciekawsze jednak były podkładki pod rejestracje w fantazyjne wzory.

Warunki dla użytkowania samochodów są trudne i tylko japońskie auta są w stanie wytrzymać dziurawe drogi oraz niesprzyjający klimat. Wszelkie naprawy odbywają się "pod palmą" i remont silnika na poboczu jest częstym zjawiskiem.

Auta europejskie są bardzo drogie; widziałam jedynie kilka Mercedesów i BMW. W Montego Bay, drugim co do wielkości mieście na wyspie, owszem - są salony samochodowe europejskich marek, ale na takie samochody stać tylko najbogatszych Jamajczyków.

Warto czasem poobserwować egzotyczne problemy w egzotycznym kraju, by zdać sobie sprawę, że zmagania z dziurami, naprawami i użytkowaniem samochodów dotyczą wszystkich samochodziarzy. Jamaica no problem!

    Komentarze

    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!