Wypadek do którego by nie doszło, gdyby nie jechał motocyklem

To kolejne nagranie pokazujące przykrą prawdę o kierowcach oraz niebezpieczeństwach jazdy na motocyklu. Zawiera w sobie też bonusową scenkę, z której także możemy wyciągnąć ważne wnioski.

Ta sytuacja jest tak (niestety) typowa i tak (niestety) banalna, że aż trudno coś o niej powiedzieć. Oto kolejny kierowca samochodu, który na prostej drodze i w biały dzień nie zauważył motocyklisty. Oto kolejny motocyklista, który nagle znalazł się w sytuacji bez wyjścia.

Wjechał w motocyklistę, żeby zepchnąć go z pasa

Ktoś może powiedzieć, że rider jechał zdecydowanie za szybko i sam się naraził na niebezpieczeństwo. Tego nie wiemy i wolimy nie rzucać oskarżeń bazujących na domysłach. Pewne jest tylko to, że w takim miejscu (przejścia dla pieszych, skrzyżowania, wyjazdy z posesji) trzeba jechać z niewielką prędkością, bo nigdy nie wiemy, kiedy ktoś lub coś nagle pojawi się przed nami.

Jak rozjeżdżać uprawy rolnikom – uczy Mistrz Polski w motocrossie

A tak z innej beczki. Oglądaliście to nagranie z dźwiękiem? Można usłyszeć interesujący dialog:

– A czemu ty pasa nie masz?

– A kto powiedział, że blisko jedziemy, nie potrzebuje?

No tak. „Blisko jadę, to nie muszę zapinać pasa” – jakie to typowe. Motocyklista też wcale nie musiał jechać daleko, żeby stać się ofiarą wypadku. Choć jesteśmy pewni, że gdyby zamiast motocyklem osoba ta poruszała się równie szybko samochodem, kierowca Peugeota zauważyłby ją bez trudu.

Najnowsze

„Jezdnia jest dla wszystkich” tłumaczy rowerzysta, narażający swoje zdrowie i życie

Też macie wrażenie, że niektórzy rowerzyści uważają, że mają pełna prawo jeździć po każdej drodze? Nawet jeśli przeczą temu przepisy, zdrowy rozsądek albo chociaż instynkt samozachowawczy?

Rowerzysta, a zarazem autor tego nagrania, jest człowiekiem spokojnym i rzeczowym. Spokojnie rozmawia  z taksówkarzem, który na niego trąbił. Rzeczowo mu wyjaśnia, że droga krajowa to nie droga szybkiego ruchu. Poucza go też, że „jezdnia jest dla wszystkich” i zwraca mu uwagę, że chociaż jest taksówkarzem, to nie zna przepisów.

Dlaczego „kolarze” nie jeżdżą po drogach dla rowerów – wyjaśnia „król rowerów”

Tylko jaką to drogą jechał rowerzysta? Dlaczego taksówkarz mówił, że to jest droga ekspresowa? No cóż, sprawdziliśmy to miejsce. Rowerzysta wjeżdżał właśnie do Rzgowa drogą krajową 91 od strony węzła Rzgów, gdzie krzyżuje się ona z drogą S8. W miejscu widocznym na nagraniu obowiązuje ograniczenie prędkości do 70 km/h. Tylko teraz pytanie – skąd przyjechał rowerzysta? Z drogi S8? Czy może poruszał się dwupasmową drogą, która co prawda nie jest ekspresowa, ale można nią jechać 100 km/h?

Rowerzysta przepisów znać nie musi?

Ustawodawca nie bez powodu określił, że jeśli na danym odcinku drogi można jechać szybciej, niż 50 km/h, to rowerzysta ma prawo korzystać z chodnika. Nie jest wszak tajemnicą jak poważnym zagrożeniem może być duża różnica prędkości między uczestnikami ruchu. Jeśli samochody jadą 50 km/h, a rowerzysta 30 km/h, to jest to w miarę bezpieczne. Ale jeśli auta poruszają się z prędkością 100 km/h? Mamy nadzieję, że autor nagrania nigdy nie będzie musiał przekonać się na własnej skórze jak poważne może to być niebezpieczeństwo.

Najnowsze

Jak rozjeżdżać uprawy rolnikom – uczy Mistrz Polski w motocrossie…

Artur Puzio to dwukrotny Mistrz Polski, a obecnie trener motocrossu. Ostatnio znów zrobiło się o nim głośno, ale tym razem nie za sprawą jego niezaprzeczalnego talentu, ale wojny z "rolnikami", którą pochwalił się w internecie.

Wszystko zaczęło się od filmu, jaki zamieścił Artur Puzio w sieci, na którym jedzie przez pole ze wschodzącym zbożem. Czy Mistrz Polski pomylił się i pomyślał, że to łąka? Nie – podczas rozjeżdżania upraw komentuje, że jedzie właśnie przez świeżo posiane zboże. Ale radzi swoim widzom, żeby sami tego nie robili. Wiecie dlaczego? Ponieważ rolnicy to „skubańcy, którzy potrafią być mściwi, wbrew pozorom”.

Puzio pierwszym zdobywcą Pucharu Polski FMX

Nagranie to wypłynęło dzięki portalowi Świat Rolnika, który zamieścił go na swoim Twitterze z nałożonym komentarzem. Zwraca w nim uwagę, że jeżdżenie po polach to zwyczajne niszczenie czyjejś pracy i pomniejszanie jego szansy na zarobek. Takie zachowanie oburza szczególnie teraz, kiedy rolnicy muszą zmagać się z kryzysem spowodowanym epidemią koronawirusa oraz trwającą suszą.

Powiecie może, że no trudno, stało się. Każdy może popełnić błąd. Puzio przejechał co prawda po polu, żeby skrócić sobie drogę, ale tylko po to. Nie niszczył go ostrą jazdą, więc trudno mówić o jakichś dużych stratach dla rolnika. Powinien nagrać film z przeprosinami, przyznać się do błędu i obiecać, że podczas prowadzenia treningów będzie uczulał swoich uczniów, żeby szanowali cudzą własność.

Quady i ich kierowcy niszczą pola uprawne oraz tereny podlegające ochronie

Tak zrobiłby ktoś rozsądny i mający trochę pokory. Ale nie Artur Puzio. Po ostrej reakcji internautów motocyklista postanowił usprawiedliwić swoje zachowanie… wrzucając kolejne nagranie, na którym niszczy łąkę należącą do innego rolnika. Opatruje je komentarzem, w którym nazywa osoby krytykujące jego zachowanie „burakami” oraz „niedorajdami życiowymi” i mówi, że „do człowieczeństwa im daleko”. Doprawdy, postawa godna mistrza…

Puzio udostępnił wspomniane wideo, aby uzasadnić dlaczego wcześniej powiedział, że „rolnicy potrafią być mściwi”. „Mściwość” polegała na tym, że Mistrz Polski nagrywał wideo instruktażowe, na którym pokazywał jak skakać przez rowy na crossie. I tak jeździł, skakał i rył rozmokłą ziemię, aż w pewnym momencie pojawił się mocno zdenerwowany rolnik z dużym kijem w rękach. Puzio próbował  mu uciec i przeskoczyć przez rów, ale tym razem trenerowi motocrossu zupełnie się to nie udało i przewrócił motocykl.

– Ale o co panu chodzi? – zapytał przestraszonym głosem Puzio.

– Po moich łąkach będziesz (…) rył? – odpowiedział mu rolnik.

– Ale po jakich łąkach? – zdziwi się Puzio, który przez poprzednie sześć minut filmu rył łąki.

Ze słów rolnika wynika, że to nie pierwszy raz, kiedy miłośnicy crossów niszczą jego własność. Niewykluczone też, że rozpoznał, iż również był to Puzio (tak można przypuszczać z rozmowy). Mistrz Polski najpierw twierdzi, że zupełnie nie wie o co chodzi, a kiedy słyszy nazwę konkretnego miejsca odpowiada, że „trzeba było dzwonić na policję”. Oczywiście, że tak. Ale problem z dzwonieniem na policję jest taki, że zanim przyjedzie, to motocyklista może już dawno odjechać,  lub na widok radiowozu uciec przez pola i bezdroża. Jakoś nas nie dziwi, że rolnik postanowił sam odstraszyć miłośników upalania w błocie. Choć owszem, topienie Puzia w rowie było przesadą.

Jakby samoośmieszania się było mało, to Mistrz Polski wrzucił do mediów społecznościowych „odezwę” do rolników. Stwierdza w niej, że niewiele trzeba było, aby „wywołać wilka z lasu” oraz pyta czy „boli prawda teraz”. Czyżby mówił sam do siebie?

Te nagrania wywołały kolejną falę komentarzy w sieci i nie były to komentarze pochlebne wobec Mistrza Polski. Wreszcie ktoś mu chyba wyjaśnił jak bardzo się ośmiesza podobnymi wpisami oraz wyczynami. A przynajmniej dał do zrozumienia, że kiedy cały świat mówi ci, że robisz coś karygodnego, to nie należy się tym chwalić i tego bronić, bo jeszcze bardziej się pogrążasz. Artur Puzio wypowiedział się więc po raz kolejny, ale tym razem po raz pierwszy przemówił ludzkim głosem.

Cieszy nas, że wreszcie zdobył się na przeprosiny i przyznanie do błędu. Szkoda tylko, że trwało to tak długo i że tak długo utrzymywał, że to on jest tutaj ofiarą. Najpierw rolników, a potem hejterów. Czy to tak dużo wymagać trochę rozsądku, pokory i szacunku dla czyjejś ciężkiej pracy? Szczególnie od osoby znanej?

Oburzony postawą Artura Puzio jest też Polski Związek Motorowy, który ogłosił, że odbiera mu licencję instruktora. Miejmy nadzieję, że Mistrz Polski wyciągnie z całej tej historii właściwą naukę.

Najnowsze

Chińskie BYD chce zawojować Europę, ale zaczyna skromnie

U nas to marka zupełnie nierozpoznawalna, ale BYD jest drugim największym producentem samochodów elektrycznych na świecie. Chińska marka niedawno ogłosiła, że zamierza spróbować swoich sił również w Europie.

Wyjątkowo restrykcyjne normy emisji spalin oraz niemożliwe do osiągnięcia dla silników spalinowych (przynajmniej obecnie) limity CO2, raczej nie zachęcają do rywalizacji na europejskim rynku. Chyba że mówimy o samochodzie elektrycznym.

Elektryki są bardziej czyste od aut spalinowych? Ujawniamy prawdę

Dlatego Chińczycy chcą zainteresować klientów na Starym Kontynencie swoim elektrycznym SUV-em – modelem Tang EV600. Samochód może być napędzany jednym silnikiem o mocy 245 KM, umieszczonym z przodu, albo dwoma takimi jednostkami (drugi silnik znajduje się z tyłu i napędza tylną oś). Bateria ma pojemność 82,8 kWh, a zasięg wynosi około 520 km.

BYD bez wątpienia liczy na duże zainteresowanie tym modelem na naszym kontynencie, ale póki co przedstawiono bardzo zachowawcze plany. Tang EV600 dostępny będzie tylko w Norwegii, która znana jest ze swojego zamiłowania do elektryków. Auto zadebiutuje tam jeszcze w tym roku i Chińczycy rozpoczęli już współpracę z firmą, która zajmie się dystrybucją oraz serwisowaniem samochodów.

Stworzyli nowe baterie – tańsze i 8 razy bardziej wydajne!

BYD Tang to SUV którego rozmiary plasują go w klasie wyższej. Ma 487 cm długości i aż 195 cm szerokości. W Chinach występuje także w wersji benzynowej oraz jako hybryda plug-in, ale teoretyczne szanse na pojawienie się w Europie ma tylko druga z nich. Możliwe jednak, że BYD będzie chciało się pozycjonować na naszym kontynencie jako producent samochodów wyłącznie elektrycznych.

W dalszej perspektywie BYD chce rozszerzyć ofertę o pojazdy użytkowe – niedużego vana, samochód dostawczy o dopuszczalnej masie całkowitej 7,5 tony oraz 19-tonową ciężarówkę. Oczywiście wszystkie elektryczne.

Najnowsze

Gosia Rdest – pierwsza Polka i jedyna kobieta w Alpine Elf Europa Cup

Podczas konferencji prasowej przeprowadzonej online przedostatniego dnia kwietnia Gosia Rdest ogłosiła swoje plany startowe na sezon 2020. Potwierdziła swój powrót do startów w wyścigach GT.

Uczestnicy tej prestiżowej serii ścigają się w specjalnie przygotowanych samochodach legendarnej marki Alpine – Alpine A110 Cup. To auto dobrze znane polskiej zawodniczce, która pod koniec ubiegłego roku zaliczyła swój debiut w pucharze podczas rundy na torze Paul Ricard.

Gosia Rdest - pierwsza Polka i jedyna kobieta w Alpine Elf Europa Cup

Alpine Elf Europa Cup 2020 składa się z 4 rund, z których trzy odbędą się we Francji a jedna w Portugalii. Rozpoczęcie sezonu będzie miało miejsce 22-23 sierpnia w Nogaro, gdzie odbędzie się także dzień testów przedsezonowych. We wrześniu Gosia Rdest i jej rywale rywalizować będą w Magny-Cours, a miesiąc później na Paul Ricard – oba tory są doskonale znane większości kierowców wyścigowych z organizacji Grand Prix Formuły 1. Ostatnia runda odbędzie się w Portimao na przełomie października i listopada.

Gosia Rdest - pierwsza Polka i jedyna kobieta w Alpine Elf Europa Cup

Ogromnie się cieszę, że finalnie mogłam ogłosić plany na sezon 2020. Start w pucharze Alpine będzie dla mnie nowym wyzwaniem. Auto jest mi znane, startowałam gościnnie w ostatniej rundzie pucharu na torze Paul Ricard w zeszłym roku. Liczę na zaciętą walkę i nowe trofea do kolekcji. Tory takie jak Nogaro czy Magny-Cours są dla mnie nowe, natomiast dobrze znam Paul Ricard i Portimão. Jestem wdzięczna organizatorom, że pomimo iż kalendarz został skrócony, została zachowana w nim liczba 10 wyścigów. Przede mną jeszcze kilka miesięcy przygotowywań, aby móc pojechać na testy i walczyć o najwyższe lokaty już w sierpniu – mówi Gosia Rdest, polska zawodniczka.

Kalendarz serii wyścigowej w 2020 roku:

  • 22-23.8 Nogaro
  • 11-13.9 Magny-Cours
  • 2-4.10 Paul Ricard
  • 30.10-1.11 Portimão

Najnowsze