Katarzyna Frendl

Wygraj samochodową książkę autora Jamesa Bonda!

„Bang Bang! Wystrzałowy samochód” miał premierę 19 lipca, a już dziś możesz ją wygrać na Motocaina.pl! To książka napisana dla dzieci, jedyna w twórczości Iana Fleminga, autora Jamesa Bonda!

{{ tn(14775) left }}Twórca Jamesa Bonda, Ian Fleming, wraca na polskie salony księgarskie. Po ponad 50 latach od premiery, wreszcie ukazuje się polskie wydanie książki „Chitty Chitty Bang Bang” – jedynej powieści w dorobku Fleminga napisanej dla nieco młodszego czytelnika. Ale niech to Was nie zrazi, bondowskich nawiązań tutaj nie brakuje. Nadal jest gorąco i wybuchowo. A dlaczego Fleming przesiadł się z Astona Martina do rodzinnego, ale nadal wyścigowego kabrioletu? I co wspólnego z tym miał hrabia polskiego pochodzenia?  Kreator postaci agenta 007 zaprasza Was na przejażdżkę!

Gdy rodzice kupują stary samochód, bliźniaki Jemima i Jeremy nie mają wątpliwości, że ich tata przywróci życie zdezelowanej maszynie. W końcu jest prawdziwym odkrywcą i wynalazcą! Ale nawet on nie spodziewa się, jakie niezwykłe możliwości kryją się pod maską, ani dokąd pojazd zabierze nowych właścicieli. Wakacyjna wycieczka może się zakończyć w sklepie ze słodyczami, wśród zatopionych wraków albo… w kryjówce gangsterów.
{{ tn(14774) left }}Ian Fleming – dziennikarz i pracownik brytyjskiego wywiadu w czasie II wojny światowej, zasłynął jako autor powieści o Jamesie Bondzie. Zainspirowany legendarnym pojazdem wyścigowym, stworzył dla swojego syna opowieść o niezwykłym samochodzie. Bohaterowie tej historii wystąpili także w musicalu familijnym „Nasz cudowny samochodzik” według scenariusza Kena Hughesa i Roalda Dahla.

Do wygrania mamy jeden egzemplarz tej unikalnej książki! Wystarczy pod tym artykułem napisać dlaczego akurat Ty chcesz wygrać „Bang Bang! Wystrzałowy samochód”? Na Wasze komentarze konkursowe czekamy do końca niedzieli 30.08 (godz. 23.59). Wybierzemy naszym zdaniem najciekawszą argumentację – powodzenia!

Zwycięzcę konkursu ogłosimy w poniedziałek 31.08.2017.

Rozwiązanie konkursu: książkę wygrywa osoba o nicku Ola TW 200 – gratulujemy! Prosimy przesłać do nas na adres konkurs@motocaina.pl swój adres i telefon dla kuriera.

Najnowsze

Klaudia Podkalicka wystartuje w rajdzie Polskie Safari

Już w najbliższą sobotę, 29 lipca w Przasnyszu rozpocznie się 37. Rajd Polskie Safari. Będzie to 4. runda Rajdowych Mistrzostw Polski Samochodów Terenowych, a także Pucharu Polski Samochodów Terenowych oraz Pucharu Polski w Rajdach Baja 2017. Zawody odbędą się 30 lipca, na starcie nie zabraknie zawodniczki Total Teamu, Klaudii Podkalickiej.

Rajd Polskie Safari rozpocznie się w sobotę o godz. 18.00, uroczystą ceremonią startu honorowego na rynku w Przasnyszu. Zaprezentują się tam zawodnicy i ich maszyny: motocykle, quady i samochody. Będzie możliwość spotkania i porozmawiania z kierowcami, i pilotami, zdobycia autografów, obejrzenia pojazdów z bliska. Drugiego dnia uczestnicy ruszą na trasy czterech Odcinków Specjalnych. 
 
– Rajd Polskie Safari to krótki, jednodniowy rajd. Czekają na nas cztery, około 30-kilometrowe odcinki. Krótkie jak na specyfikę rajdów cross-country, ale podobno bardzo treściwe i szybkie, a takie sprawiają mi najwięcej przyjemności – mówi Klaudia Podkalicka.
 
W Mistrzostwach Polski na starcie pojawi się 15 załóg. Niewiele, a to zdaniem Klaudii Podkalickiej efekt trudności z finansowaniem tej dyscypliny sportu. – Osobiście brakuje mi większej liczby treningów, chciałbym móc nie wysiadać z samochodu. Dzięki intensywnym treningom wiele można osiągnąć. Niestety, najczęściej odbywają się tuż przed zawodami, a to zdecydowanie za mało. Jeśli ktoś chce być świetny w tej dyscyplinie, potrzebna jest ciężka praca, ale to także niesamowite koszty. Z tego powodu pierwszy OS nazywamy żartobliwie treningowym – mówi zawodniczka.

Rajd Polskie Safari odbędzie się pierwszy raz po wieloletniej przerwie. Organizatorem jest Automobilklub Polski, w którego barwach startuje Klaudia Podkalicka. Na zawodników czekają bardzo szybkie trasy, przywodzące na myśl szutrowe odcinki WRC – tyle, że w wersji cross-contry. Klaudia Podkalicka zajmuje obecnie trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. 

Rajdowe Mistrzostwa Polski Samochodów Terenowych mają 7 rund. Trzy z nich już za nami. Polskie Safari jest czwartą, w której weźmie udział zawodniczka Total Teamu. – Mój kolejny start odbędzie się na Baja Poland. To uwielbiany, nie tylko przeze mnie, rajd – najlepsze, ponad 200-kilometrowe odcinki i największa frajda z jazdy. Przepięknie przygotowane, długie trasy, dające wielką satysfakcję z jazdy i przeciwieństwo zakończonego niedawno Warszawskiego Safari, które dla samochodów oznacza wielkie cierpienie – konstatuje zawodniczka. 

Zawodniczka Total Teamu nie porzuciła też marzeń o starcie w legendarnym Rajdzie Dakar.

Najnowsze

Robert Kubica wraca do F1?

Robert Kubica po dwóch jazdach testowych bolidem Formuły 1 z 2012 roku napędzanym silnikiem V8 - E20, które odbyły się na początku czerwca w hiszpańskiej Walencji i francuskim Le Castellet, niebawem zasiądzie za sterami R.S.17 podczas jazd testowych na torze Hungaroring.

Już 2 sierpnia zobaczymy nasłynniejszego na Świecie polskiego kierowcę – Roberta Kubicę na węgierskim torze Hungaroring. Obiekt ten był zawsze mekką polskich kibiców i fanów Roberta. To tu było najwięcej polskich frag i transparentów wsparcia naszego zawodnika. Teraz odbędzie się kolejna faza oceny możliwości Roberta Kubicy. Oto jak ocenił poprzednie występy Polaka Cyril Abiteboul, dyrektor zarządzający Renault Sport Racing.

Dwa pierwsze testy pozwoliły zarówno nam jak i Robertowi zebrać dużo informacji. Najbliższa sesja na torze Hungaroring z wykorzystaniem R.S.17 dostarczy nam precyzyjnych informacji w odniesieniu do aktualnego modelu samochodu i reprezentatywnych warunków. Po jeździe dokładnie przeanalizujemy zebrane informacje, żeby móc określić, w jakich warunkach Robert mógłby powrócić w najbliższych latach do wyścigów.

Jak wiadomo, Robert jest bardzo doceniany w Formule 1 nie tylko jako kierowca wyścigowy, ale osoba, która świetnie przekazuje wszelkie informacje dotyczące samochodów, którymi startuje. Mamy więc nadzieję, że jego spostrzeżenia posłużą do polepszenia własności jezdnych R.S.17 w odniesieniu do tego konkretnego toru, ale znów również zostanie dostrzeżony jego niesamowity, unikalny potencjał jako świetnego kierowcy F1.

Najnowsze

Szalony weekend wyścigowy Gosi Rdest

Gosia przywozi punkty z Holandii z czwartej rundy TCR Germany. W pierwszym wyścigu Polka zajęła 6. miejsce w stawce 44 zawodników. W drugim wyścigu awaria silnika i skrzyni biegów zatrzymała Gosię w boksie.

W miniony weekend na holenderskim torze Zandvoort odbyła się runda ADAC TCR Germany, która dostarczyła wielu emocji kibicom szczelnie zapełniającym trybuny i otaczające tor wydmy. Sobotni wyścig był najbardziej nieprzewidywalnym i ekscytującym w tym sezonie TCR Germany, głównie za sprawą deszczu. Tuż po starcie 44 zawodników zaczęło walczyć o miejsce na torze. Start był dobry dla Gosi Rdest – zyskała 10 pozycji. W wyniku przepychanek dwa samochody wylądowały na trawie. Jasmin Praisig nie mogła kontynuować wyścigu, a Florian Thoma został przewieziony do szpitala. Po dwóch okrążeniach kierowcy zobaczyli czerwoną flagę i wyścig został wstrzymany.

W trakcie kilkunastu minut przed restartem, zaczął padać deszcz. Niektóre zespoły zdecydowały się zmienić opony na deszczowe pomimo bardzo ograniczonego czasu. Ten manewr miał ich potem wiele kosztować. Po wyścigu 14 kierowców zostało ukaranych za zmianę opon w czasie, gdy samochody muszą już stać czterema kołami na asfalcie. Gosia Rdest ukończyła sobotni wyścig na 6. miejscu.

– Miniony weekend wyścigowy ponownie udowodnił mi, że motorsport to prawdziwy rollercoaster emocji. Pierwszy wyścig był trudny i lekko chaotyczny. Deszcz zawsze wprowadza trochę zamieszania. Na mokrej nawierzchni zrobiło się bardzo ciekawie, ale są to warunki, które lubię najbardziej. Zdecydowałam, że zostaję na slickach i to była dobra decyzja. Byłam zadowolona z wyniku. Niestety następnego dnia nie miałam szczęścia. Samochód dopadły dwie awarie – trzeci cylinder i prawdopodobnie skrzynia biegów. Nie mogłam nic zrobić, musiałam zjechać do boksu. Był to dla mnie smutny moment, na szczęście mogłam liczyć na wsparcie kibiców. Niezwykle miło było mi zobaczyć polską flagę na pierwszym zakręcie. Za trzy tygodnie wracam do Zandvoort na kolejną rundę tym razem serii Audi Sport TT Cup. Potraktuję ten weekend również jako trening przed tym wydarzeniem – powiedziała Gosia po weekendzie. 

Drugi wyścig, ku uciesze tłumnie zgromadzonych kibiców, zwyciężył Niels Langeveld, dla którego był to domowy wyścig. W klasyfikacji generalnej nadal prowadzi Josh Files z przewagą 103 punktów. Następna runda ADAC TCR Germany już za dwa tygodnie na Nurburgringu.

Najnowsze

Katarzyna Frendl

Test nawigacji motocyklowej Navitel G550

Przetestowaliśmy nawigację G550, którą Navitel stworzył dla motocyklistów. Na rynku tego typu urządzeń z pewnością wyróżnia ją niska cena. Postanowiliśmy sprawdzić, czy ta cena czyni cuda?

Motocykl to przygoda, a czasem jej częścią jest także szukanie drogi. Bywają dni, kiedy mam czas i lubię się zgubić. Pojechać nową drogą, znaleźć jakiś uroczy zakątek, zobaczyć miejsca nieznane. Jednak często w konkretny punkt dojechać chcę szybko i wtedy zgubienie się, już wcale nie jest komfortowe, a czasem też ma jakieś, przykre konsekwencje. Myślę, że właśnie dlatego ktoś wymyślił nawigację – praktyczne wskazówki jak dotrzeć do celu, wraz z określeniem ilości kilometrów i czasu do końca jazdy. Używanie papierowej mapy wprawdzie ma swój urok, ale wymaga to częstych postojów lub wpatrywania się w mapę, zamiast w drogę.

Motocykliści często radzą sobie z nawigowaniem przy pomocy ogólnodostępnych map google i smartfona. Słabym punktem w tym połączeniu jest szybko wyczerpująca się bateria w czasie pracy w trybie nawigowania oraz uchwyty, które albo przegrzewają telefon (foliowe) lub narażają na zamoknięcie (chwytaki). Kolejny problem to obsługa w rękawiczkach, która jest trudna lub niemożliwa.

Co powstrzymuje motocyklistów przed kupnem nawigacji dostosowanej właśnie do motocykla? Z moich obserwacji wynika, że zwykle jest to cena lub po prostu brak takiej potrzeby. Tym bardziej ucieszył mnie fakt, że moją potrzebę szybkiego trafiania do celu może zaspokoić nawigacja o zdecydowanie niższej cenie, niż większość konkurencyjnych produktów. I tak na kierownicy mojego motocykla pojawiła się nawigacja Navitel G550.

W pudełku znalazłam sporo kabelków, mocowań i wtyczek, ale mimo, że nie mam technicznych zapędów – doskonale sobie poradziłam z rozróżnieniem co jest do czego, bez zaglądania do instrukcji. Mocowanie jest bajecznie proste i co ważne – również łatwe do regulacji przy pomocy wygodnych pokręteł i nakrętek. Obejma z gumowym kołnierzem dostosuje się do każdego rozmiaru kierownicy, a kulkowe mocowanie ramki nawigacji pozwala na korektę jej ustawienia w dowolnym kierunku. W zestawie otrzymujemy także mocowanie samochodowe.

Ramka ma daszek chroniący od słonecznych odblasków, a nawigację trzeba w nią wcisnąć (kliknie) oraz zabezpieczyć śrubką z tyłu. Sama śrubka jest sprytnie zabezpieczona przed wypadnięciem, nawet gdy nawigacji w uchwycie nie ma. Na tylnej obudowie mamy także zamocowany rysik, którego druga strona przydaje się np. do podważania gumy zabezpieczającej gniazda z boku urządzenia.

Nawigację możemy ładować w domu przez USB, a bateria wystarcza wtedy na ponad 2 godziny użytkowania ciągłego. Urządzenie ma także możliwość podpięcia do akumulatora poprzez gniazdo zapalniczki (można zakupić taki zestaw i zamontować na dowolnym motocyklu). Jako, że sama jeszcze gniazda nie mam, to wybrałam kolejny sposób – przez USB podpięłam nawigację do mini powerbanku.

Wyświetlacz 4,3 cala w urządzeniu mógłby być lepszy, ale zadanie swoje spełnia. Początkowo jest na nim przydatna, lekko matowa folia ochronna, a po jej zdjęciu wyświetlacz staje się mocno błyszczący. Nie jest też bardzo ostry (jeździłam zwykle na 60% jasności), jednak nie miałam większych problemów z zauważeniem tego, co mi wskazuje, nawet w dzień słoneczny. Nie trafiło mi się tylko słońce świecące przez ramię na wyświetlacz, więc nie wiem, czy w takiej sytuacji czytelność zostanie zachowana. Kąt położenia nawigacji ustawiłam tak, by daszek spełniał swoje zadanie, jednak wtedy nie widać wcale umieszczonego na górze ekranu paska postępu w pokonywania trasy (zdecydowanie powinien być na dole ekranu).

{{ tn(14755) left }}Po lewej stronie mamy informację za ile metrów i jaki będzie kolejny manewr, niżej jest drugi manewr w kolejności, potem prędkość jazdy i ilość czasu, która będzie prawdopodobnie nam potrzebna, by dotrzeć do celu. Informacje te są podane w przejrzysty sposób, dlatego wystarczy rzut oka, by wiedzieć wszystko. Szukanie sygnału GPS i kalkulacja trasy nie trwa bardzo długo, pozycja na mapie też zwykle jest precyzyjna (bez przeskoków), tylko po zjechaniu z wytyczonej drogi, kalkulacja nowej trasy trwa pewną chwilę, co nieco denerwuje (motocykl pokona w tym czasie spory odcinek drogi).

Zdziwiło mnie, że precyzyjność dotyku wzrasta wraz z użyciem rękawic! Dotyk palcem czasami nie kontaktuje i wymaga powtórzenia, jednak w rękawicach skuteczność ma pełną. Jest to bardzo wygodne, kiedy np. oczekując na zmianę świateł możemy sobie przybliżyć lub oddalić trasę, czy zmienić coś w ustawieniach – bez zdejmowania rękawic. Warto dodać, że G550 jest urządzeniem o wzmocnionej budowie, a także wodoodpornym i pyłoszczelnym – spełnia normę IP67. Także żaden deszcz nie spowoduje paniki w chowaniu sprzętu, a zabezpieczone przed wodą są także połączenia przewodów i wszelkie gniazda.

{{ tn(14754) left }}Przejdźmy do trafiania w cel, bo oprócz praktycznej budowy urządzenia, do szczęścia motocyklisty potrzebna jest jeszcze celność jego wytycznych. Navitel oferuje bezpłatne i dożywotnie aktualizacje swoich map 4 razy w roku. W wytyczaniu trasy spodobało mi się to, że nie jest mi ona narzucana, a mogę ją wybrać dotykiem spośród 3 propozycji (oczywiście jeżeli nie jest na to zbyt krótka), znając ich długość i przybliżony czas pokonania. Opcje pozwalają na: wybór kategorii pojazdu (razem jest sklasyfikowany: samochód/motocykl), unikanie dróg płatnych, nieutwardzonych, promów. Menu jest intuicyjne i nie sprawia większych problemów (no może nie wliczając opcji usuwania celu pośredniego z trasy).

Nie ma możliwości wyboru trasy najszybszej czy krętej, więc wybór pada na jedną spośród przedstawionych propozycji lub wyznaczamy własną trasę wedle uznania. I tu zaczyna się zabawa, która wymaga nieco wprawy, by zrobić to szybko. Do wyznaczenia trasy jaka nam odpowiada, musimy wytyczyć określone punkty naszego przejazdu, poprzez: wskazanie ich na mapie, wpisanie ich adresu lub dodanie do bazy zapamiętanych punktów. A następnie określić (klikając w każdy z nich) czy będą startem, punktami pośrednimi czy metą. Cała procedura zajmuje nieco czasu, ale pomocne jest to, że wystarczy podać miasto, bez konieczności wpisania ulicy i numeru domu. Powiedzmy, że po zaplanowaniu kilku nietypowych tras, można dojść w tym działaniu do wprawy.

{{ tn(14759) left }}O ile w trasach dłuższych z punktu A do B, nawigacja mnie nigdy nie zawiodła, to podczas jazdy po mieście (Wrocław i Brzeg Dolny) robiła mi czasem nieco psikusów. Raz wskazała mi drogę pieszo-rowerową, jako jedyną i słuszną w dotarciu do celu, innym razem trafiłam na remont wskazanej, niewielkiej drogi bez objazdu. A jeszcze innym nie skręciłam we wskazaną drogę, bo zauważyłam ją zbyt późno. W każdym z wymienionych wypadków nawigacja oczywiście, zaraz po moim ruszeniu z miejsca w przeciwnym kierunku – wytyczała mi inną trasę dojazdu, tyle że… po małej rundce po okolicy, znów doprowadzała mnie w ten sam punkt, czyli drogę w remoncie i ścieżkę rowerową.

Myślę, że jedynym rozwiązaniem w tym przypadku jest wyznaczenie punktu pośredniego na mapie, który powinien spowodować wskazanie innej drogi do celu lub po prostu intuicyjna, tradycyjna jazda wg mapy. Na szczęście tego typu sytuacje nie zdarzają się często, a na plus zaliczam czytelność mijanych nazw ulic i numerów oraz dział techniczny marki Navitel, który chętnie przyjmuje wszelkie uwagi i obiecuje je wykorzystać w poprawie pracy i map swojego produktu.

Jeżeli chodzi o komendy, to są one jedynie uzupełnieniem obrazu, ale go nie zastąpią. Np. czasami komenda do skrętu pada dopiero po dojechaniu na skrzyżowanie, więc trzeba wcześniej wzrokowo upewnić się, za ile metrów jest jakaś zmiana kierunku ruchu i być na nią gotowym. Mamy do wyboru dość przyjemne dwa głosy damskie i dwa męskie w języku polskim, a słuchawki możemy podłączyć przewodem lub przez funkcję bluetooth. W ten sam sposób możemy słuchać muzyki (o ile ją wgramy w oddzielny folder na karcie SD, którą umieścimy w urządzeniu).

Dodatkowo możemy być ostrzegani o przekroczeniu wskazanej prędkości (czego nie polecam, bo nawigacja nie podaje precyzyjnie danych o prędkości dozwolonej, szczególnie w terenach zabudowanych), a w mieście możemy włączyć „ściągę” z kierunków poszczególnych pasów ruchu – co bardzo pomaga przy ich zmianie. Dodatkowo po aktualizacji otrzymałam bazę fotoradarów, ekstra!

W przydatnych punktach „Najbliższe miejsce” mamy oczywiście stacje benzynowe, myjnie, parkingi, sklepy i wiele innych zakładek – jednak te mniej popularne oferują punkty jedynie czeskie czy niemieckie (a szkoda). Do szybkiego wyszukiwania miejsc już odwiedzonych bardzo przydaje się zakładka „Ulubione” oraz „Historia”. Super sprawą jest też aktywność ostatniej trasy po włączeniu urządzenia. Dzięki temu możemy np. wieczorem zaplanować sobie trasę na kolejny dzień i rano, po włączeniu urządzenia – od razu w nią wyruszyć.

{{ tn(14757) left }}Podsumowując – urządzenie Navitel G550 uważam za całkiem dobrą nawigację motocyklową. Dzięki niej mogłam perfekcyjnie zaplanować sobie przyjemne wycieczki, a kilka moich, drobnych uwag – być może stanie się bazą do udoskonalenia tego produktu. Wielki plus daję za cenę, odporność nawigacji na czynniki atmosferyczne i możliwość obsługi w rękawicach. Jeżeli jest to wersja rozwojowa – to kolejna edycja nawigacji motocyklowej Navitela może być bezkonkurencyjna i oczywiście z chęcią ją przetestuję!

Najnowsze