Wielkopolanki za kółkiem 2016 – relacja

6 marca czyniąc zadość pięknej i wieloletniej tradycji męska część Automobilklubu Wielkopolski z okazji Dnia Kobiet zorganizowała specjalnie dla Pań wyjątkowe wydarzenie. W niedzielny poranek na Tor „Poznań” przybyło 120 Pań w blisko 50 samochodach by wziąć udział w kolejnej edycji Rajdu Samochodowego „Wielkopolanki za Kółkiem”, któremu od trzech lat patronuje Klementyna Śliwińska - pierwsza wielkopolska automobilistka.

Na tym jedynym tego rodzaju obiekcie w Polsce zlokalizowany był start, mety poszczególnych odcinków oraz próby samochodowe. W  tegorocznej edycji rajdu próby ustawione były poza nitką toru jednak dzięki uprzejmości firmy Carrera Cars Team, która w tym dniu organizowała „Tor Poznań Track Day”, Panie mogły uczestniczyć w Super Taxi Drive, czyli przejażdżkach po torze wyścigowym sportowymi samochodami w towarzystwie wytrawnych kierowców. I chociaż pogoda nie sprzyjała zaprezentowaniu pełnych możliwości tych aut, większość Pań doznała wyjątkowych wrażeń w czasie tych jazd.

Mimo trudnych warunków atmosferycznych wszystkie Panie dotarły na metę bez przykrych niespodzianek za to w dobrych nastrojach.  Po przybyciu na metę czekał ciepły posiłek wraz ze słodkim poczęstunkiem a w czasie oczekiwania na wyniki otwarte były 2 spośród 4 prób sprawnościowych, na których Panie mogły wielokrotnie poprawiać czasy. Obydwa puchary za te dodatkowe konkurencje przypadły Joannie Piotrowskiej. W klasyfikacji wszystkich 4 prób sprawnościowych liczonych do klasyfikacji rajdowej zwyciężyła  Klementyna Michalska (imię jak widać zobowiązuje). Imprezę zakończyła ceremonia wręczenia nagród. Pierwsze miejsce przypadło Agnieszcze Bocian i Barbarze Dąbrowskiej, drugie – Monice Bzdziel i Annie Rajewskiej a trzecie Dorocie Kolber i Magdalenie Wojciechowicz.

Wśród nagród było 8 samochodów na weekend z pełnymi zbiornikami paliwa od firm Pol-Car, Nissan Polody, Lee Motors, Krotoski-Cichy i Opel Szpot, karnety na zajęcia fitness od Just4Fit, tygodniowy specjalistyczny catering od Fit&More oraz niezliczona ilość przydatnych w domu przedmiotów ufundowanych przez Automobilklub Wielkopolski. Wszystkie Panie zostały obdarowane okolicznościowym kubkiem, dyplomem ze swoim zdjęciem. Serdecznie dziękujemy sponsorom i partnerom.

Sprawność organizacyjna oraz fachowość uprawnionych do tej pracy sędziów sprawiły, że impreza odbyła się bez opóźnień i z zapewnieniem jak najlepszych warunków bezpieczeństwa. Najlepszą zapłatą za włożony trud kilkunastoosobowej grupy organizatorów z Komisji Sportu Popularnego i Turystyki i Komisji Pojazdów Zabytkowych pracujących pod kierunkiem Komandora Huberta Piątka był uśmiech Pań od początku do końca imprezy. Już dziś zapraszamy Panie na przyszłoroczną imprezę.{{ download(124) }}

Najnowsze

Ewa Pikosz: tytuł miss Lady in Red zdobyty!

"Chciałabym podziękować czytelnikom Motocaina.pl za wsparcie - tytuł miss Lady in Red zdobyty!" - pisze do nas motocyklowa zawodniczka cross country Ewa Pikosz.

W minioną sobotę odbył się wyścig Cross Country na Poligonie w Cieninie k./Wrocławia. Impreza skupiła miłośników 4×4 jak również motocykli oraz quadów.

Trasa nie była zbytnio zróżnicowana, ale dzięki odcinkom specjalnym w lesie oraz błotnistym przeprawom okazała się całkiem ciekawa. Szybkie proste miały również swój urok.

– Organizację zawodów oceniam na 5 plus, głównie dzięki bardzo dobrze oznaczonej trasie na odcinku ok. 5 km. Zawody były dla mnie świetną rozgrzewką przed sezonem. Oczywiście w zawodach wziął udział mój pratner Łukasz Kubicki, który tworzy ze mną team Husqvarny – opowiada nam Ewa Pikosz. – Już w najbliższy weekend przed nami szkolenie super enduro w Słupsku u Marcina Spirowskiego. Mam pewne obawy, ale cóż trzeba ćwiczyć to czego się nie umie – nieprawdaż ?!

Trzymamy kciuki za kolejne sukcesy Ewy!

Najnowsze

Goodc

Test Mitsubishi Outlander 2.2 DID 4WD Intense Plus – do wszystkiego?

Nowy Mitsubishi Outlander wjechał niedawno do polskich salonów. Czy ta Japończyk zawojuje segment SUV'ów na naszym rynku?

 Wg producenta nowy model Outlandera przeszedł 100 modyfikacji w porównaniu do poprzedniej wersji. I to w każdym zakresie: począwszy od nadwozia, przez wnętrze a kończąc na kwestiac mechanicznych. Oczywiście nie jestem w stanie podać wam całej listy zmian, ale na pewno zwrócę uwagę na najważniejsze. Zresztą i tak nikt z was idąc do salonu po nowego Outlandera nie będzie sprawdzał i analizował „każdej śrubki”. Chociaż…

{{ tn(11526) left }}Uroda rodem z programu „rolnik szuka żony”
Testowany Outlander trzeciej generacji to sygnał nowej tożsamości wizualnej marki, zwanej Dynamic Shield, która będzie przejawiać się w kolejnych modelach koncernu. Czuć tu powiew świeżości, ducha nowoczesności. Jest LED-owe oświetlenie (przód i tył), chromowane elementy z każdej strony. Przetłoczenia na karoserii i przyciemniane szyby w tylnej części nadwozia. Z przodu nowy grill z logo japońskiej marki. Całość czeka na mnie na 18-calowych felgach, które w standardzie dostępne są w każdej wersji z silnikiem Diesla. Mniejsze, 16- calowe występują tylko w wersji benzynowej. Przyznacie jednak, że muszą trochę śmiesznie wyglądać w tak dużym samochodzie.

Nowe Mitsubishi może się podobać, zwłaszcza tym, którzy lubią spore auta. A skoro mowa o gabarytach to Outlander został wydłużony o 4 cm, choć długi już był – teraz ma prawie 4,7 metra długości. Przy takich parametrach muszę się liczyć z tym, że manewrowanie na zatłoczonym parkingu nie będzie należało do najłatwiejszych czynności. Pomocna w tym wypadku okazała się kamera cofania. Szkoda jednak, że zabrakło tradycyjnych czujników parkowania w tylnym zderzaku. Po prostu ostry sygnał dźwiękowy lepiej na mnie działa niż obraz na monitorze.

Japoński sznyt
Testowany egzemplarz w kolorze brązowy metalik (Outlander występuje w 8 kolorów do wyboru, przy czym dopłata za lakier metalizowany lub perłowy wynosi 2900 złotych) to wersja Intense Plus, czyli z licznymi dodatkami. Za enigmatycznym określeniem kryje sie przede wszystkim 7-osobowa kabina. Zgodzicie się, że trzecia kanapa (dość prosto rozkładane dwa ostatnie siedzenia, które niestety „zabierają” nam sporo przestrzeni bagażowej) zwykle nie jest najbardziej komfortowa, ale mając dużą rodzinę albo potrzebę przewiezienia większej liczby osób, najmniejsza „dwójka” musi się przemęczyć. Zresztą wyboru większego nie ma, chyba że „pozostanie w domu” też uznamy za jakiś „wybór”. Zabierając jednak wszystkich, przy dłuższych podróżach wręcz wskazane są częstsze postoje na przysłowiowe wyprostowanie nóg.

Wracam jednak tam, gdzie moje miejsce, czyli na przedni fotel kierowcy. Wygodnie zasiadam i powoli odkrywam wnętrze nowego Outlandera. Tak samo jak nadwozie również przeszło modyfikacje choć tu są zdecydowanie mniejsze.

Pierwsze na co zwracam uwagę to dwa zegary na wprost mnie. Pomiędzy nimi umiejscowiono 4,2-calowy wyświetlacz ciekłokrystaliczny. Pokazuje informacje dotyczące m.in. zużycia paliwa, temperatury silnika. Kieruję wzrok w prawą stronę, gdzie na środku deski rozdzielczej tkwi lekko przestarzały wizualnie, dotykowy ekran o przekątnej 6,1 cala. Nie jest to najnowszy cud techniki, jednak daje dostęp do radia, telefonu czy też audio. Tuż pod ekranem widzę gumowy panel, który zaburza moje poczucie estetyki i nie pasuje do pozostałych, plastikowych elementów w kabinie.

Przypadła mi do gustu wielofunkcyjna kierownica. Wydaje się być duża, ale świetnie leży w dłoniach. Do tego ma łopatki do zmiany biegów, które razem z listwami imitującymi karbon (tworzywo występuje na desce rozdzielczej i wewnętrznej stronie drzwi), są ciekawym, sportowym akcentem w tym japońskim SUV’ie.

Duże auto, mniejsze możliwości
Decydując się na zakup nowego Outlandera zbyt dużego wyboru nie mamy. Dostępne są tylko dwa silniki (oba o mocy 15O KM): 2-litrowa benzyna lub jednostka wysokoprężna o pojemności 2.2 litra (testowy). W tym drugim przypadku jest pewność, że auto jest w wersji 4WD, bo samochód z Dieslem napędzany jest wyłącznie na obie osie. A jak działają napędy, które w prosty sposób możemy przełączać przyciskiem 4WD? Bo do wyboru mamy jeden z trzech trybów: ECO, AUTO i LOCK. ECO to tak naprawdę stały napęd na przednią oś (tylna dołączona zostanie w momencie wykrycia uślizgu przedniej osi). Tryb AUTO to przeznaczony do normalnej jazdy napęd na wszystkie osie. Największą różnicę zauważymy w trybie LOCK (blokada centralnego mechanizmu różnicowego), stworzonym do jazdy w terenie lub w trudnych warunkach drogowych. Te, w których ja się znalazłam, nie były typowo off-roadowe: wąska droga, trochę śniegu. Auto nie miało jednak problemów z podjazdem czy też zjazdem ze wzniesień. Układ kierowniczy dość szybko reagował na ruchy kierownicą, co pomagało wydobyć się z kopnego śniegu (efekt usztywnionej konstrukcji nadwozia w porównaniu do modelu poprzedniej generacji). Niestety minusem okazała się standardowa 6-biegowa automatyczna przekładnia. Przy wolnej jeździe działała bez zarzutów, jednak przy dynamicznym wciśnięciu pedału gazu (chociażby na autostradzie), „mieliła” biegami jak szalona. Zdecydowanie lepiej wypada na tym tle nowa, automatyczna, bezstopniowa przekładnia CVT. Niestety nie jest dostępna w jednostkach wysokoprężnych.

Przyspieszamy…
Outlandera o masie 1610 kg rozpędzimy od 0 do 100 km/h w 11,6 s. Wynik średni, aczkolwiek nie jest to przecież mała, zgrabna „osobówka” a dość spory SUV. Nie mniej jednak tym pokaźnym autem jeździ się bardzo przyjemnie. Poza terenem sprawdziłam to również w mieście, jak i na trasie. W ciągu kilku dni przejechałam około 1500 kilometrów i naprawdę nie zmęczyło mnie prowadzenie tego samochodu. Jazda w mieście, a raczej parkowanie, sprawia trochę problemów, ale te wynikają głównie z mojego przyzwyczajenia do zdecydowanie mniejszych aut.

Na trasie nowy Outlander pozytywnie mnie zaskoczył. Przy większych prędkościach (między 140 a 160 km/h) stabilnie trzymał się drogi. Na zakrętach nadwozie nie wychylało się na boki, żwawo jechałam przed siebie. Dzięki zmianom w zawieszeniu, silniku, elementach karoserii, kabina została wyciszona, co pozytywnie przełożyło się na komfort jazdy.

A gdyby podczas podróży zaczęło się nudzić to można pobawić się w „ekologa”. Wystarczy włączyć wspomnianą funkcję Eco (wpływa na pracę klimatyzacji i napędu 4WD) i zbierać listki, które pojawią się na ekranie, między zegarami. Im więcej listków, tym mniejsze zużycie paliwa. I tak z moich 8,3 l/100 km (średnie zużycie) próbowałam zejść do 5,8 l/100 km, które podaje producent. Mój wynik przy dynamicznej jeździe jest zadowalający.

Poza poduszkami bezpieczeństwa (sztuk 7) oraz systemem kontroli trakcji i stabilizacji toru jazdy, w testowanej wersji znalazł się również system wspomagający ruszanie na wzniesieniu (HSA) oraz system monitorowania ciśnienia w oponach  (TPMS). Niestety dodatkowy system ostrzegający o niezamierzonym opuszczeniu pasa ruchu (LDW), aktywny tempomat (ACC) czy też system ograniczający skutki kolizji czołowych (FCM), dostępne są jedynie wersji benzynowej Instyle Navi.

Czyli jaki?
W pierwszej chwili nowy Mitsubishi Outlander nie zrobił na mnie dużego wrażenia. Jednak mijając często na drodze jego starszą wersję (nawet nie zdawałam sobie sprawy jak dużo ich jest), doszłam do wniosku, że japońskiemu koncernowi wyszedł naprawdę bardzo udany SUV. Zmiany, głównie te dotyczące nadwozia czy też wnętrza, są dostrzegalne gołym okiem, a nowy Outlander przeistoczył się w dynamiczne, nowoczesne auto klasy średniej. Zresztą niech najlepszą rekomendacją dla niego będą słowa Mistrza Polski w rajdach samochodowych, który po przejechaniu nim kilkudziesięciu kilometrów skomentował, że to całkiem fajny samochód: „idealne auto dla rolnika w pole, do przemieszczania się i jeszcze za 110 tysięcy złotych w wersji 4WD!”. Racja – wersja z napędem na 4 koła zaczyna się już od kwoty 112 990 zł.

W sumie Mistrz ma rację. Nowy Mitsubishi Outlander to nie tylko auto dla rolnika, świetnie sprawdza się właściwie wszędzie.

Na tak:
– 7-osobowa kabina;
– zwrotność;
– wyciszone wnętrze.

Na nie:
– skrzynia biegów;
– brak czujników parkowania z tyłu.

Dane techniczne Mitsubishi Outlander 2.2 DID 4WD Intense Plus
Silnik: diesel
Pojemność: 2268  cm3
Moc maksymalna:  150 KM przy 3500 obr/min
Maksymalny moment obrotowy: 360 Nm w zakresie 1500-2750  obr./min             
Napęd: na obie osie
Pojemność bagażnika w litrach: 591 l
Masa własna: 1610 kg
Sumaryczny koszt testowanej wersji  – 148 890 zł brutto

Najnowsze

Magda Wilk oraz policjantki drogówki we wspólnym patrolu

Od wizyty w redakcjach radiowych "Eska" i „Mazowsze” oraz promowaniu na antenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym rozpoczęła się nietypowa akcja mazowieckiej drogówki. Później patrol złożony z policjantek drogówki i mistrzyni rajdowej - Magdaleny Wilk, wyjechał na radomskie ulice.

Cały poprzedni tydzień mazowieccy policjanci przypominali o tym, jak być bezpieczniejszym na drogach województwa. Zaczęło się od ubiegłej niedzieli, gdy na corocznym radomskim biegu „Kaziki” mundurowi promowali używanie elementów odblaskowych przez niechronionych uczestników ruchu drogowego. Rozdawali także biegaczkom zaproszenia na specjalne szkolenie „Mężczyzna kobiecie”, które odbyło się z okazji Dnia Kobiet. Dokładnie 8 marca na kartodromie Automobilklubu Radomskiego policjanci z mazowieckiej drogówki wraz z Mariuszem Nowocieniem – kierowcą rajdowym z załogi „Teleexpressu” pokazywali, jak bezpiecznie prowadzić samochody.

Tym razem to kobiety w mundurach zajęły się bezpieczeństwem mężczyzn. Z okazji Dnia Mężczyzny zaprosiły do współpracy Magdalenę Wilk, radomiankę, którą jednak najczęściej można spotkać na trasach rajdowych. Jest jedną z nielicznych w Polsce kobiet, mających licencję kierowcy rajdowego.

Ogromne było zaskoczenie zatrzymywanych mężczyzn, którzy za bezpieczną i zgodną z przepisami jazdę otrzymywali od kontrolujących drobne upominki. Na nagrody zasługiwali ci kierowcy, którzy zachowywali się właściwie na drodze, mieli zapięte pasy bezpieczeństwa, ustępowali pieszym na przejściach, a swoją kulturą na drodze stanowili wzór do naśladowania dla swoich bliskich i innych uczestników ruchu drogowego.

Jak podkreślały funkcjonariuszki z Wydziału Ruchu Drogowego KMP w Radomiu, KWP zs. w Radomiu oraz towarzysząca im Magdalena Wilk: poprzez właściwe zachowanie na drodze, mężczyzna sam może zdecydować, kim chce być: prawdziwym i odpowiedzialnym: synem, ojcem, mężem, czy skrajnie nieodpowiedzialnym „macho” na drodze.

Nie obyło się również bez wspólnych zdjęć, a akcja „Prawdziwy mężczyzna za kierownicą” spotkała się z ogromną życzliwością wśród radomskich kierowców. Działania mazowieckich policjantów wpisały się także w program profilaktyczny „B&N” czyli B jak Bezpieczny i N jak Niechroniony, którego inicjatorem jest KWP zs. w Radomiu i poprzez który mundurowi chcą pokazać, że Policja może kojarzyć się nie tylko z represją, ale przede wszystkim z profilaktyką.

Najnowsze

Goodc

5 zaskakujących sposobów na uniknięcie kłopotów w motocyklowej podróży

Doświadczeni podróżnicy motocyklowi mają swoje „patenty” na uniknięcie kłopotów w trasie. Zdradzamy kilka z nich.

      {{ tn(11522) left }}1. Nawiercenie dźwigni

Bardzo często przy upadku motocykla kierownica wykręca się w taki sposób, że złamaniu lub wygięciu ulega dźwignia hamulca, bądź sprzęgła. Jeszcze częściej zdarza się to w jeździe off-roadowej i nie zawsze handbar tą „klamkę” jest w stanie ocalić.

Jest jednak prosty sposób – punkt kontrolowanego pęknięcia, żeby „zaprogramować” złamanie w ten sposób, by istniała możliwość dalszej jazdy. Wystarczy osłabić dźwignię w odpowiednim miejscu, czyli nawiercić ją na wysokości 2/3 długości (od strony mocowania). Otwór może mieć maksymalnie średnicę 1/3 szerokości dźwigni. 

{{ tn(11518) left }}2. Filtr do kawy

To nie jest pomysł, który ma służyć zaparzaniu aromatycznej kawy w podróży. Jednak zabranie ze sobą takich filtrów w podróż po krajach mniej cywilizowanych powinno być obowiązkowe. Przez filtr do kawy wlewamy wtedy… paliwo. Szczególnie, gdy bierzemy je z niezbyt pewnych źródeł. Czasem nie warto być mądrym po szkodzie.

{{ tn(11519) left }}3. SuperGlue

Gdy zależy nam na porządnym sklejeniu  – w podróż powinniśmy zabrać klej dwuskładnikowy. Jednak SuperGlue uratuje nas, gdy musimy cos skleić na szybko i… udzielić pierwszej pomocy. Klej ten świetnie łączy także materiały organiczne (czego każdy raczej doświadczył na własnych palcach) i bywa, że jest wykorzystywany do sączących się, ciętych ran – celem ich zabezpieczenia i przyspieszenia procesu gojenia, poprzez sklejenie brzegów skóry (przy czym należy unikać bezpośredniego kontaktu kleju z krwią i wodą). Skuteczność tej metody po raz pierwszy sprawdzona została podczas wojny w Wietnamie. Nieco szokujące, ale zadziała, gdy nie mamy pod ręką innych możliwości pomocy zranionej osobie.

{{ tn(11516) left }}4. Żel BHP do mycia rąk na sucho

Środki tego typu (Motul Hands Clean M4, Dreumex Plus, Americol żółty) jest idealny do usuwania ciężkich zabrudzeń, takich jak: olej, smar, smoła, farba, klej czy lakier. Wyjątkowe jest jednak to, że nie potrzebujemy do niego ani kropli wody. Smarujemy, czekamy chwilkę, wycieramy (rolujemy) i gotowe! Gdy awaria dopadnie nas w szczerym polu, nie musimy już zużywać zapasu wody czy długotrwale szorować ręce mokrymi chusteczkami.

{{ tn(11517) left }}5. Fix przeciw przebiciu opony bezdętkowej

Znamy sporo środków pozwalających poruszać się motocyklem, już po złapaniu kapcia. Ale czy można temu zapobiec? Można. Specjalną mieszankę wpuszcza się do opony i wtedy tworzy się w niej powłoka wewnętrznie wzmacniająca. Produkt nie niszczy opony, a nawet dodatkowo ją wyważa. Ipone Kit Puncture Prevention Road to wydatek rzędu 110 zł.

Już wkrótce przygotujemy dla Was listę rzeczy, które należy zabrać ze sobą na długą wyprawę oraz listę spraw, które należy zrobić przy motocyklu przed takim wyjazdem.

 

Tekst powstał przy współpracy z RideNow! – sklepem i serwisem  motocyklowym z Wrocławia (www.ridenow.com.pl).

Najnowsze