"Najbrzydszy samochód świata", czyli wielka miłość do... Wartburga!

10 czerwca 2020
1
Pan Bogdan, jego matka Kazimiera i 51-letni Wartburg to bohaterowie filmu dokumentalnego „Najbrzydszy samochód świata” Grzegorza Szczepaniaka.
Loading module...

Dokumentalista Grzegorz Szczepaniak kręci swoje filmy z dystansem. Lubi doszukiwać się w rzeczywistości absurdu i humoru. Dokładnie taki jest jego film „Najbrzydszy samochód świata”. Na pomysł jego nakręcenia wpadł przypadkiem, gdy jeden z jego znajomych, interesujących się motoryzacją retro, powiedział mu, że jest taki bardzo sympatyczny duet: pani Kazimiera i pan Bogdan. Pojechał na pierwsze spotkanie i tak zaczęła się ich wspólna historia...                                                                      

Kino drogi
Tytułowy najbrzydszy samochód świata to ponad 50-letni Wartburg. Wszystkie jego części są oryginalne – nigdy nie zostały wymienione. Jego właściciel wygrywa wszystkie konkursy na szpetne pojazdy.

„Najbrzydszy samochód świata” to film drogi. Kamera towarzyszy panu Bogdanowi, jego 94-letniej matce Kazimierze i Wartburgowi w podróży do Magdeburga, ponieważ pan Bogdan chce zobaczyć miejsce, gdzie w czasie wojny jego mama pracowała w obozie pracy przymusowej. Najprawdopodobniej ta wyprawa do Niemiec jest ich ostatnią wspólną podróżą. Wartburg też pewnie nie wytrzyma już kolejnej eskapady w nieznane. Jego dni są policzone.

Reżyser momentami obawiał się o życie i zdrowie bohaterów swojego filmu, jednak doświadczenie pana Bogdana w jeździe Wartburgami rozwiało jego wszelkie wątpliwości:

Pan Bogdan już od 20 lat jeździ tylko Wartburgami, bardzo dobrze je zna i praktycznie nigdy nie miał żadnego wypadku. Po drugie, jeździ dość wolno. Po trzecie zawsze wybiera boczne drogi. Raz tylko była taka sytuacja, że musiałem go stopować, bo nie działał prędkościomierz i nie wiedział, że zbliżał się już do setki. Co prawda na pustej, bocznej drodze, ale i tak… wyprzedziłem go i zatrzymałem. Zazwyczaj jednak jeździł 40-50 km/h.

Przeczytaj też: Anne de Mortemart: pierwsza osoba na świecie, która dostała mandat za przekroczenie prędkości

Niezwykła miłość do samochodu
Odkąd zmarł jego ojciec, czyli od ponad 20 lat, pan Bogdan razem z matką spędzają praktycznie całe swoje życie na zlotach starych samochodów, w podróży. Jak zdradził reżyser:

Pan Bogdan ma trochę fioła na punkcie jeżdżenia, zlotów i Wartburgów.

Oglądany przez widzów na ekranie samochód był praktycznie w stanie rozsypki. Nie miał kluczyka i stacyjki, więc pan Bogdan odpalał go jak złodziej, po kablach. Dodatkowo właściciel wiekowego Wartburga to straszny bałaganiarz, który w ogóle nie dba o swoje auto, więc można było w nim znaleźć praktycznie wszystko.

I tutaj wyjawia się tajemnica miłości pana Bogdana:

On tak naprawdę kocha Wartburgi: to jest miłość do marki, a nie konkretnego samochodu. Lubi konkretne modele, którymi jeździ. Wygląda to tak, że pojeździ nim przez parę lat, on się zużywa przez to, jak je traktuje i wtedy jakimś cudem znajduje kolejnego Wartburga. Ten z filmu umarł po zakończeniu zdjęć. Został odstawiony na plac, gdzie pan Bogdan ma już kilka innych Wartburgów i… zastąpiono go kolejnym.

A skąd ta miłość? Jak wyznał Szczepaniakowi Pan Bogdan jego ojciec zawsze marzył o Wartburgu, bo w latach 60. i 70. mieć taki samochód to było coś. Dla niego posiadanie Wartburga to też pewien luksus i realizacja marzenia ojca.

Przeczytaj też: Fiat 126p najbardziej kultowym samochodem PRL-u

Loading module...

Komentarze

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!