Walka na ringu o Audi 1

Za nami już połowa trzymającego w napięciu serialu o Audi 1. Tym razem samochód nie gra w nim głównej roli, a zamiast szalonych wyścigów mamy damsko-męską walkę na ringu. 1:0 dla Toni!

Dzięki „The next big thing” od 3 tygodni moje wtorki są zdecydowanie bardziej ciekawe. Cały czas zastanawiam się, na jakie jeszcze pomysły wpadnie reżyser filmu i producent Audi; jak tym samym potoczą się losy John’a i Toni, ale także czy tak rozbudowana promocja, przyjmująca dość nietypową formę, już jesienią zachęci rzesze klientów do odwiedzania salonów i rozważań na temat zakupu zgrabnej A1.

Przed nami trzecia część serii, dochodzimy więc do jej połowy i czekamy na kolejne trzy odcinki by dowiedzieć się, czy Audi A1 jest tylko komfortowym i ładnym środkiem transportu głównego bohatera, czy może jest prowodyrem całej akcji i nieporozumień. W tym odcinku obu bohaterom uda dostać się do wnętrza hangaru, pod którym skończył się drugi epizod cyklu, by następnie po namiętnym, pierwszym w serialu pocałunku stoczyć walkę na ringu. Nie muszę dodawać, że to kobieta jest tą, która zadaje celne ciosy. Mamy też przyłożoną do głowy lufę, ostrą wymianę zdań i… serial urywa się w pół zdania, by za tydzień dać jego fanom nową dawkę emocji. Tym razem A1 jest tylko tłem dla akcji i poza prezentacją jego centralnego zamka, niewiele można się o nim dowiedzieć.

Zapraszamy na trzeci odcinek „The next big thing” z Justinem Timberlakiem, Danią Ramirez i Audi A1.

 

Najnowsze

Patentowi potentaci motoryzacyjni

Elektroniczne hamulce ręczne, nawigacje, sterowanie radia przyciskami na kierownicy - dziś ma je wiele samochodów, ale najpierw ktoś musiał je wymyślić. Przed wami ciekawy ranking firm, które mają za sobą najwięcej opatentowanych rozwiązań.

To logo występuje na największej ilości opatentowanych wynalazków motoryzacyjnych w zeszłym roku.
fot. Toyota

Choć pewne rozwiązania weszły już do kanonu wyposażenia standardowego samochodów różnych marek, najpierw trudzono się nad ich zaprojektowaniem, wcieleniem w życie i opatentowaniem tak, by konkurencja oferując podobne rozwiązanie, oferowała jednak coś znacznie gorszego.

Trzeba przyznać, że samochody naszpikowane są dziś rozwiązaniami, o których pięć lat temu nawet nie marzyliśmy, ale gdy próbuje się określić ich potencjalną ilość, wydaje się, że nie może być ich więcej niż kilkaset. Tymczasem jak podaje niezależna firma analityczna Thomson Reuters, w ubiegłym roku złożono na całym świecie w branży motoryzacyjnej prawie 100 tys. wniosków patentowych. Zgodnie z trendami rozwoju technologii samochodowych, głównie skupiały się one wokół napędów alternatywnych, systemów nawigacji oraz bezpieczeństwa.

Przed wami zestawienie koncernów, które zdecydowały się zgłosić w 2009 roku największą ilość patentów w kategorii „napęd”. Czy nie wydaje wam się szokująca różnica między pierwszym i drugim miejscem i czy spodziewałyście się Toyoty jako zwycięzcy kategorii? Należy dodać, że część firm np. Denso, Hitachi czy Sumitomo to nie producenci aut, a wytwórcy części.

– Toyota: 2 379
– Nissan: 490
– Hyundai: 464
– Honda: 348
– Matsushita/Panasonic: 329
– Denso: 276
– General Motors: 261
– Sanyo Electric: 185
– Hitachi: 166
– Sumitomo Electric: 159

 

Najnowsze

Ślepi Norwegowie za kierownicą. A Polacy?

Około 50 000 norweskich kierowców ma zbyt słaby wzrok, by prowadzić. Wsiadają za kółko, choć nie są w stanie w pełni ocenić warunków na drodze. W Polsce nie jest lepiej.

Wybierając okulary przeciwsłoneczne decyduj się na te z atestem i filtrami UV. Inne mogą Cię dezinformować na drodze.
fot. Motocaina

Do dobrych okularów przywiązujemy się tak samo jak do funkcjonalnych zegarków, czy ulubionych ubrań – nie mamy ochoty wyrzucać, dokąd się zupełnie nie zniszczą. Przywiązanie do starych okularów może się jednak okazać wyjątkowo niebezpieczne, jak dowiodły badania przeprowadzone ostatnio w Norwegii. Okazało się, że wielu norweskich kierowców nie zmienia okularów lub szkieł kontaktowych nawet, gdy pogorszenie się wady wzroku uniemożliwia im ocenę sytuacji na drodze. Inni noszą „bajeranckie” okulary słoneczne, nie zdając sobie sprawy, że nie tylko eksperci „czarno to widzą”. Wiele wypadków o trudnych do wyjaśnienia przyczynach zaczęło się właśnie od kłopotów ze wzrokiem. 

Niebezpieczne okulary słoneczne
Pierwsze badania tego typu przeprowadzono w Norwegii w roku 1992. Okazało się wtedy, że kłopoty z widzeniem ma 3% z ponad 1,5 miliona norweskich kierowców. Najgorzej było ze wzrokiem starszych kierowców. Po publikacji badań rekomendowano, by każdy, kto przekroczył 65 rok życia, poddawał się corocznym badaniom wzroku, jeśli chce zachować prawo jazdy. Pomysł się nie przyjął, obowiązkowe testy w Norwegii przechodzą dopiero 70-latkowie. 

fot. Motocaina

Badania powtórzono kilka tygodni temu. Okazało się, że sytuacja nie uległa poprawie ani na jotę. 5% badanych nie nadawało się do jazdy nawet, gdy używało noszonych na co dzień okularów. 

Problem nie dotyczy wyłącznie starszych kierowców z wadami wzroku. Zagrożenie na drodze stanowią również młodzi kierowcy noszący okulary przeciwsłoneczne o zbyt ciemnych szkłach. Niektórzy decydują się na najtańsze modele okularów ze stacji benzynowych, nie zdając sobie sprawy, że wiele tanich szkieł deformuje obraz. Już po kilku minutach noszenia niewłaściwych szkieł kierowcy trudno jest ocenić obiektywnie swoją zdolność widzenia, bowiem oczy próbują wykonać swoje zadanie jak najlepiej i dostosować się do warunków. Po pół godzinie używania zbyt ciemnych, zniekształcających lub niedopasowanych do wady wzroku szkieł oczy są tak zmęczone wykonywaną „ponadwymiarową” pracą, że nie mogą właściwie spełniać swojej roli. Kierowca jedzie na wpół ślepy, często przekonując się, że winne jest słońce i jego refleksy, ból głowy, zmęczenie. 

Nie tylko Norwegowie
Kłopoty ze wzrokiem mają nie tylko kierowcy w Norwegii. Nic nie wskazuje na to, by w Polsce było lepiej. W dyskusjach na temat bezpieczeństwa jazdy rzadko kiedy pojawia się wątek dobrze dobranych okularów. Dla bezpieczeństwa swojego i innych warto nie tylko zapiąć pasy, ale też sprawdzać regularnie wzrok i dobierać szkła, które zamiast przeszkadzać, będą pomagać podczas jazdy.

 

 

Najnowsze

WMMP Brno 2010 – Natalia Florek blisko podium!

Natalia Florek, startująca pod patronatem Motocaina.pl, atakuje już od pierwszej punktowanej rundy w Wyścigowych Mistrzostwach Motocyklowych Polski! W treningach zajęła 4., a we właściwych zawodach 5. miejsce na 30 doświadczonych zawodników w klasie Rookie 600. Oto co powiedziała po wyścigach.

W  miniony weekend na torze w Brnie odbył się drugi występ z cyklu Wyścigowych Mistrzostw Motocyklowych Polski (WMMP).  Po nieudanej, rozpoczynającej sezon 2010 rundzie w Modlinie (ze względu na zastrzeżenia dotyczące niebezpiecznego toru zrezygnowano z punktowania tej rundy), na czeski obiekt przybyli wszyscy czołowi polscy zawodnicy, spragnieni prawdziwych wyścigów i pierwszych punktów. Wśród 30 motocyklistów startujących w mocno obsadzonej klasie Rookie 600, prawdziwy sezon wyścigowy rozpoczęła również startująca pod patronatem Motocaina.pl Natalia Florek. Był to jej pierwszy występ na tym torze, więc tym bardziej zachwycają wyniki, które tam osiągnęła.

fot. Jazda.pl

Mimo niesprzyjającej aury – było zimno i deszczowo – Natalia wykazała się doskonałymi umiejętnościami, które z pewnością zaprocentują w kolejnych rundach sezonu. Warto podkreślić, że z Hondy CBR125, dzięki której zajęła w zeszłym sezonie II miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu CBR125R , młoda motocyklistka przesiadła się na mocną Hondę CBR 600RR.

Już w czwartkowych treningach zawodniczka pokazała, że będzie groźną rywalką dla wielu, nawet tych bardziej doświadczonych zawodników. Jazda po mokrym torze okazała się dla niej igraszką, podczas gdy reszta startujących borykała się z problemami. Natalia wykazała się nie tylko odwagą, ale świetnym opanowaniem i wyczuciem nowego, bardziej wymagającego motocykla, którym startuje w sezonie 2010.  Dzięki niesamowitej determinacji uzyskała wysoką, 4 lokatę.

fot. Jazda.pl

W piątek było jeszcze trudniej. Natalia borykała się ze słabą widocznością, ze względu na zaparowaną szybę w kasku oraz ciągłe uślizgi opon na mokrym torze. Jednak te niesprzyjające okoliczności nie powstrzymały jej od walki o najwyższe pozycje. Ostatecznie, po wyczerpującym wyścigu i stoczonej walce na ostatnich trzech kółkach z Bartłomiejem Sirko o miejsce w pierwszej piątce, Natalia Florek zajęła 5. Lokatę zdobywając tym samym swoje pierwsze punkty w sezonie.

– Będąc trzy lata temu w Brnie na MotoGP nie sądziłam, że kiedykolwiek będę miała możliwość jeździć, a co dopiero ścigać się na tym wspaniałym torze – opowiada Motocainie Natalia. – Różnica poziomów, szerokie i techniczne zakręty, długość toru 5,4 km – rewelacja! W środę zaczęłam poznawać obiekt – z okrążenia na okrążenie czułam się pewniej. W czwartek jeździłam kwalifikacje w deszczu – okazało się, że jestem czwarta wśród Polaków, co bardzo mnie ucieszyło. Wiedziałam jednak, że prawdziwy wyścig jest dopiero w piątek i tak naprawdę mogło się jeszcze wiele zdarzyć. Postanowiłam, że póki go nie ukończę, muszę zachować zimną krew i mobilizować siły na następny dzień.

fot. Frendl

Piątkowy poranek nie nastrajał zbyt dobrze – wydawało się, że zawody odbędą się w deszczu. Nadszedł czas warm-up’u i choć przestało padać, tor był jeszcze dość mokry. Wyjechałam na dosłownie dwa kółka, bo deszczowe opony zużyłyby się zbyt szybko na przesychającej dopiero nawierzchni. Kropił delikatnie deszcz, ale tor zaczynał być coraz bardziej suchy. Nad głowami zawodników wisiały jeszcze dość ciemne chmury, więc nie miałam pojęcia, czy za chwilę nie zacznie lać. Wyścig ogłoszono jako mokry mimo, że właściwie połowa toru była już przeschnięta. Założyliśmy opony na suchy tor. Zgasły czerwone światła i zaczęło się! Na drugim okrążeniu zaczęło bardziej kropić, co chwilę ktoś wylatywał z toru. Moje opony ślizgały się, dlatego trochę zwolniłam, aby nie narazić się na upadek, bardzo zależało mi na ukończeniu wyścigu i dowiezieniu pierwszych punktów do mety. Deszcz okazał się chwilowy, więc znów można było przyspieszyć . Ulżyło mi, choć w wyścigu cały czas trzeba było bardzo uważać na uślizgi. Poza tym ciągle parowała mi szybka w kasku, co mocno utrudniało widoczność. Jestem zadowolona, że w wyścigu nie jechałam sama, tylko w grupie, miałam możliwość wyprzedzić kilku zawodników, nie było nudy (śmiech, przyp. red.). Poprawiłam swój czas z treningów wolnych i kwalifikacji. Z uwagi na to, że prawie wszyscy zawodnicy w mojej klasie jeździli już wcześniej w klasie 600 oraz znali obiekt w Brnie, uważam swoje 5 miejsce jako całkiem przyzwoite. Liczę, że następna rudna w Słowacji będzie równie udana. Dziękuję za wsparcie zespołowi TNTuning, firmie AFA-TRANS.pl, portalowi Motocaina.pl oraz wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki.

fot. Jazda.pl

W Wyścigowych Mistrzostwach Motocyklowych Polski, w tej samej klasie Rookie 600, wzięła udział również doświadczona zawodniczka – Katarzyna Kędzior, która zajęła 11 miejsce (relację Kasi zamieścimy niebawem). Wyniki kobiet nastrajają optymizmem, bo wszystko wskazuje na to, że obie motocyklistki mogą dużo namieszać w Top 10 w swojej klasie.

Dla Natalii Florek jednak nie był to koniec wyścigowego weekendu. Prosto z Brna pojechała do Starego Kisielina na drugą rundę Pucharu Polski w wyścigach skuterów, aby zająć początkowo 2 miejsce w treningach, a ostatecznie równie wysoką, 4 lokatę.

Gratulujemy świetnych wyników i życzymy rychłego zajęcia miejsca na podium!

Wyniki klasy Rookie 600, czwartek 13.05
1 Adrian Pasek 
2 Mariusz Łowicki 
3 Cezary Chrobot 
4 Natalia Florek 
5 Adam Osiński 

Wyniki klasy Rookie 600, piątek 14.05
1. Adrian Pasek 
2. Cezary Chrobot 
3. Stanisław Assman
4. Mariusz Łowicki 
5. Natalia Florek

Wyniki II Rundy Pucharu Polski Skuterów, klasa 2-50 ccm

 Wyniki treningu oficjalnego

M-ce

 Nazwisko i Imię

 ŻYŁA Krzysztof

 FLOREK Natalia

 KASPROWICZ Anna

 URBANIAK Szymon

 BESZTERDA Dariusz

 TOMASZEWSKI Paweł

 
Wyniki oficjalne zawodów – klasyfikacja indywidualna

M-ce

 Nazwisko i Imię

 ŻYŁA Krzysztof

 BESZTERDA Dariusz

 URBANIAK Szymon

 FLOREK Natalia

 TOMASZEWSKI Paweł

 KASPROWICZ Anna

 

Najnowsze

Rajdowa pani prawnik – rozmawiamy z Dominiką Duziak

Doktoryzuje się z prawa, pracuje dla poważnej instytucji bankowej i wprowadza Polskę do stery euro. Na codzień nosi "garniturek", lecz coraz częściej przywdziewa rajdowy kombinezon. Zdarza się, że musi dopchać auto do mety... w szpilkach.

Skąd jesteś i czym się zajmujesz na co dzień?
Jestem rodowitą Warszawianką, mam 27 lat, skończyłam Prawo na WPIA UW i aktualnie jestem w trakcie studiów doktoranckich w tymże kierunku. Tematem mojego doktoratu są alternatywne metody regulacji usług płatniczych. Pracuję w Związku Banków Polskich i koordynuję projekty z zakresu obrotu bezgotówkowego, innowacyjnych usług rozliczeniowych. Moim „dzieckiem” jest Projekt SEPA (Single Euro Payments Area) polegający w dużym skrócie na wprowadzeniu Polski w Jednolity Obszar Płatności w Euro. 

 

fot. Jola Żuk

Poważnie to wszystko brzmi. Pracę umysłową za biurkiem dobrze jest równoważyć podnoszeniem adrenaliny? Czujesz taką potrzebę?
Dla mnie rajdy nie są jakąś wielką adrenaliną, jest to raczej super zabawa i relaks (oczywiście w zupełnie innym wymiarze). Mimo, że jest to także stres, to inny, niż ten codzienny. Kiedy w ciągu tygodnia musisz się spinać, co rano przywdziewać „garniturek” i być strasznie poważnym człowiekiem, w strasznie poważnym świecie to… marzysz o tym, żeby się oderwać, wyluzować, totalnie oczyścić swój umysł. I tym właśnie są dla mnie rajdy. 

Jak doszło do Waszego spotkania z Emilem i jak to sie stało, że zostałaś jego pilotką?
Z Emilem znamy się jeszcze z KJS-ów, jesteśmy również obydwoje członkami Automobilklubu Królewskiego i spotykaliśmy się przy okazji różnego rodzaju imprez motoryzacyjnych. A poza tym, znajdujemy również wspólny język w innych kwestiach. Więc, gdy zwolnił się prawy fotel u Emila, to zgodziłam się bez wahania zostać jego pilotem. Ponieważ nie miałam licencji, a bardzo chciałam wystartować jak najszybciej, musiałam w tempie ekspresowym zrobić ją, tuż przed Rajdem Dolnośląskim. To był mój pierwszy rajd i miałam od razu szansę poczuć smak najwyższej ligi, ponieważ Puchar Polski jechał wtedy razem z RSMP. Oczywiście wielu „starych rajdowych wyjadaczy” odradzało mi udział w tym rajdzie z całych sił, mówiąc: że to najgorszy, najtrudniejszy rajd w całym sezonie, że na początek to zbyt wymagające zadanie, że nie dam sobie rady, że za szybko, za kręto, że zginę w płonącej kuli ognia… Ja na pewno byłam bardzo podekscytowana, trochę zestresowana o kwestie formalne, ale tu Emil (który zna chyba wszystkie regulaminy i załączniki na pamięć) bardzo mi pomagał. 

 

fot. Adam Roch

Więc, jako pilot wskoczyłaś od razu na głęboką wodę. Jakbyś miała doradzić innym dziewczynom, to lepiej w ten sposób, czy stopniowo uczyć się roli pilota?
Jeśli chodzi o początki to… z tym podobno trzeba się urodzić? Ja zaczynałam od KJS-ów, ale polecam tylko te, organizowane poza Warszawą, gdzie poza placami z pachołkami są bardziej mini-oesy. Pierwszy raz dyktowałam opis kątowy na Rajdzie Dębicy, który odbywał się w ramach cyklu ClassicAuto – była to bardzo cenna lekcja i szczerze polecam. Moim pierwszym rajdem w Pucharze Polski był Rajd Dolnośląski – według wielu osób najtrudniejszy rajd w sezonie i skok na głęboką wodę dla nowicjusza. Owszem, zdarzały mi się chwile rozkojarzenia, ale na dojazdówkach, poza tym nie miałam (jak sądzę) jakichś większych problemów. I, jeżeli miałabym komuś doradzać, to powiedziałabym: „jeżeli to czujesz i chcesz, to po prostu to zrób!” Ja żałuję, że zrobiłam to dopiero teraz!

Jak się rozumiecie z Emilem w rajdówce?
Nie mamy problemów z komunikacją w rajdówce, zawsze jest wesoło, ponieważ rajdy – nie ważne na jakim miejscu kończysz – to przede wszystkim zabawa! Jeżeli chodzi o samo zapoznanie i opis – nie mieliśmy najmniejszych problemów, bo już wcześniej ustaliliśmy, że zmieniamy dotychczasowy sposób opisu (do którego przyzwyczajony był Emil) i okazało się to świetnym rozwiązaniem. 

 

fot. Mateusz Senko

Od kiedy interesujesz się tym sportem, jak to się zaczęło?
Motoryzacją interesuję się od dziecka dzięki tatusiowi. Najpierw bawiłam się matchboxami, teraz mam samochody w skali 1:1 – traktuję to jako naturalny krok w drodze ewolucji. Bardzo dobrze czuję się w fotelu pilota, dlatego staram się jeździć w miarę możliwości jak najczęściej – w zasadzie na przemian w RPP i KJS-ach. Nie jestem fanatykiem rajdów. Owszem, sporty motorowe znajdują się w zakresie moich zainteresowań, ale wynika to z faktu, że od dziecka były w moim domu. Jak już wspominałam, tata jest ogromnym pasjonatem, więc od niepamiętnych czasów niedziele z Formułą 1 są święte! Każdy z moich chłopaków również interesował się tym sportem, więc siłą rzeczy kanały TV i strony internetowe w temacie motoryzacyjnym mam ogarnięte.

Jak się przygotowujesz do startu? Co powinien przyswoić pilot do momentu startu w rajdzie?
Przygotowania do rajdu są dla mnie nieco stresujące – zawsze strasznie się boję, że o czymś zapomnę, chociażby o: temperówce na zapoznanie (bo notuję ołówkiem), dodatkowych ołówkach (gubię je masowo), o tym, że zaśpię (a śpię jak kamień,  śpię w każdych warunkach, nawet na dojazdówkach!). Martwię się o to, czy zabiorę wszystkie gadżety, wyposażenie bezpieczeństwa, czy są baterie do interkomu, czy wszystkie papiery ok. Ale mam takie szczęście, że mój team składa się z niesamowicie kompetentnych osób i każdy doskonale ogarnia nie tylko swoją rolę, ale i inne pola. Emil niesamowicie zna się na przepisach i wszystkich formalnościach i mimo tego, że jest kierowcą i powinien cedować wszystkie sprawy na mnie, to trzyma cały czas rękę na pulsie. Bogdan Wysocki (szef serwisu) nie daje nam się martwić o samochód i kwestie techniczne – także przygotowania do startu przebiegają dość spokojnie.

 

fot. fotorobart

Jakie cechy charakteru pomagają w byciu pilotem? Na ile je posiadasz, a nad czym musisz pracować?
Jeśli chodzi o cechy, które pomagają być dobrym pilotem, czy takie, które wzorowy pilot powinien mieć – to chyba póki co, pytanie nie do mnie. Ja dopiero się kształtuję, pracuję nad sobą. Z tego, co wiem już teraz, to przede wszystkim – zaangażowanie, bez tego ani rusz. Zorganizowanie, poukładanie – jest niezbędne, ale ja mam tu jeszcze delikatny problem. I zimna krew – na pewno, bo w samochodzie pilot nie może piszczeć, składać notatek, czy zwalniać kierowcę. Pilot musi mieć także dobry głos, ważna jest moim zdaniem dykcja i odpowiednia intonacja. Dobrze byłoby, gdyby był również wesołym, sympatycznym człowiekiem, bo to rozluźnia atmosferę w aucie. 

Chciałabyć startować jako kierowca?
Sama startowałam swoim cywilnym samochodem w ramach CSP Cup organizowanym na torze Centrum Szkolenia Policji w Legionowie przez AK Królewski. Efekt: zaszczytne 2 miejsce w Klasie Pań, popękany zderzak, kępy trawy w każdej możliwej szczelinie i bezcenne wspomnienia! Rozważałam wielokrotnie opcję kupna jakiejś rajdówki i spróbowania swoich sił w roli kierowcy, ale z różnych względów cały czas sobie to odpuszczam. Wcześniej, gdy był jeszcze wymóg przejechania 6 KJS-ów do licencji, myśl o tym, że mam jeździć po tych naszych „pachołkolandiach” odrzucała mnie skutecznie. Teraz, gdy nie jest to już koniecznością, powstrzymuje mnie z kolei wybór samochodu. Bo widzisz… z dziewczynami to tak jest, że nie tylko musi być szybko, ale musi być też ładnie! A że ja zakochana w Lancerach jestem… 

 

fot. AK Królewski

Pomiędzy okrojonymi startami z Emilem, planujesz starty z innymi kierowcami?
Niestety, z uwagi na możliwości czasowe, starty Emila rzeczywiście zostały bardzo okrojone. A ja przyznam szczerze, liczyłam w tym roku na więcej, przede wszystkim na starty w RSMP. Jednak po drodze zdarzyły się różne przygody, odwołane rajdy, wyjazdy itp. i brakuje mi nadal 3 punktów do licencji R-Codriver. Otrzymywałam już zaproszenia na występy gościnne z innymi kierowcami z Pucharu, póki co, nie udało się, ale jestem otwarta na propozycje. 

Ale nie odpuszczasz startów jako pilotka w KJS?
W ramach KJS jeżdżę w okolicach Warszawy, wybieramy sobie jednak już tylko co ciekawsze, najbardziej klimatyczne imprezy – więc nie jeżdżę tak często, jak bym chciała. Startuję teraz z Przemkiem Kiewiczem w Fordzie Fiesta. Przemek niedawno zaczął tę zabawę, a Fiesta próbuje średnio 3 razy na rajd „popełnić samobójstwo”, więc zdarza nam się mnóstwo komicznych momentów, jak np. ten na zdjęciu – dopychanie auta do mety (w szpilkach!) na Super Próbie w Wyszkowie. 

Jakie jest Twoje marzenie rajdowe które się spełniło? A jakie jeszcze czekają na spełnienie?
Bycie pilotem nie było moim największym życiowym marzeniem – po prostu nagle tak się stało. Ale od kiedy tak się stało, pojawiły się marzenia w tym obszarze… Po przeczytaniu biografii Ari Vatanena zamarzyły mi się rajdy: Korsyki czy Monte Carlo, oczywiście Szwecję czy Finlandię na prawym, rajdowym fotelu również chciałabym zwiedzić. Nigdy nie kryłam mojej miłości do Evo, więc naturalnie wszystkie te rajdy chciałabym przejechać Lancerem!

Najnowsze