Valerie Thompson bije motocyklowy rekord prędkości

W czasie tegorocznego World of Speed na słonej równinie Boneville Amerykanka Valerie Thompson pobiła rekord prędkości w klasie MPS-G 1000, pędząc średnio ponad 208 mil na godzinę (336 km/h) swoim BMW S 1000 RR.

Tegoroczny 28 World of Speed odbywał się w dniach 6-9 września. Valerie Thompson przybyła jednak na równiny Boneville miesiąc wcześniej, aby wziąć udział w poprzedzających World of Speed zawodach Speed Week, oraz spróbować swych sił w ramach Bonneville Motorcycle Speed Trials. Speed Week został niestety odwołany z powodu intensywnych opadów deszczu, a stan toru i panujące potem warunki atmosferyczne utrudniały  Valerie ustanowienie kolejnych rekordów w ramach Speed Trials (choć udało jej się w tych trudnych warunkach osiągnąć prędkość 203.77 mil na godzinę).

Na szczęście podczas World of Speed determinacja Valerie przyniosła wyniki. Sześć na osiem przejazdów pokonała z prędkością powyżej 200 mil na godzinę. Ostatni z tych przejazdów okazał się najlepszy – wtedy czerwone BMW S 1000 RR należące do Valerie pomknęło w jedną stronę z prędkością 209,85 mil na godzinę, a w trasie powrotnej 207,71 mil na godzinę, co dało średnią 208, 81 mil na godzinę, czyli nieco ponad 336 km/h.

Valerie Thompson bije motocyklowy rekord prędkości
fot. BMW

Ten wspaniały wynik jest nie tylko rekordem MPS-G 1000, ale także zapewnił Valerie dożywotnie członkostwo w prestiżowym klubie Red Hat Boneville, zarezerwowanym wyłącznie dla kierowców, którzy przekroczyli prędkość 200 mil na godzinę. Dostanie się do tego klubu jest marzeniem wielu zawodników i było też życiowym marzeniem Valerie odkąd zaczęła ścigać się na słonych równinach w Utah. Gratulacje!

Valerie jest już wielokrotną rekordzistką, a swój rekord życiowy – 212 mil na godzinę – osiągnęła w marcu 2013 w czasie zawodów Texas Mile. Posiada też własną drużynę startującą w tego typu zawodach:  Valerie Thompson Land Speed Racing Motorcycle Team. Wystąpiła w filmie „Why we Ride”, prowadzi też działalność charytatywną, pomagając spełniać marzenia niepełnosprawnych dzieci.

Najnowsze

Test Audi A7 Sportback 3.0 TFSI quattro (pierwsza jazda)

W 2010 roku Drużyna Pierścienia zyskała nowego zawodnika. Audi A7 Sportback był rozgrywającym na pograniczu wygodnej limuzyny i sportowego coupe. „Zawsze może być lepiej” powiedzieli konstruktorzy i zabrali się do pracy. Jaki jest jej efekt?

Na pierwszy rzut oka niewiele się zmieniło. Wprawdzie subtelnie przemodelowano przedni oraz tylni zderzak jak również atrapę chłodnicy ale nadwozie nadal ma ten sam, uwodzicielski kształt. Ale to jedynie przedsmak. Reflektory w technologii LED, do niedawna wymagające dopłaty, teraz są już dostępne w standardowym wyposażeniu. Opcjonalnie Audi oferuje reflektory diodowe Matrix LED – emitują bardzo intensywne światło i jednocześnie nie oślepiają innych użytkowników ruchu. Oferta wzbogaciła się również o 5 nowych wzorów obręczy oraz siedem kolorów lakieru. Tyle na zewnątrz.

Audi A7 Sportback 3.0 TFSI quattro
fot. Anna Nazarowicz

Wnętrze nadal jest szczytem elegancji z domieszką sportowej nuty. Fotele są duże i niesłychanie wygodne. Dostępne w czterech wariantach oraz pięciu kolorach tapicerki z pewnością spełnią oczekiwania nawet tych najbardziej wymagających (czarna pikowana w romby skóra podbije niejedno serce). Opcjonalnie fotele mogą zostać wyposażone w wentylację oraz najlepszą na rynku funkcję masażu. Na kokpicie pojawiło się nielakierowane, matowe drewno orzechowe Beaufort. Uwagę zdecydowanie przykuwa wariant barwiony na czarno, sprasowany z paskami aluminium. Największe zmiany czyhają jednak pod maską.

Co pod maską?
Nowe Audi A7 Sportback oferuje pięć jednostek napędowych: trzy benzynowe 2.0 TFSI o mocy 252 KM i 370 N, 3.0 V6 TFSI o mocy 333 KM i 440 Nm oraz 4.0 V8 TFSI o mocy 450 KM. Ta jednostka jest jednak dostępna wyłącznie w odmianie S7. Wbrew pozorom ten ostatni miotacz mocy, ze względu na oszczędność paliwa, został wyposażony w system Cylinder on Demand odpowiedzialny za wyłączanie z pracy części cylindrów podczas jazdy przy niższych prędkościach. W szatańskiej odmianie RS7 ten sam silnik został uzbrojony w podwójne turbodoładowanie generując tym samym moc 560 KM.

Audi A7 Sportback 3.0 TFSI quattro
fot. Anna Nazarowicz

Do kompletu w gamie znalazły się również trzy jednostki wysokoprężne: Ultra 3.0 V6 TDI 218 KM i 500 N, Clean Diesel 3.0 TDI 272 KM i 580 Nmoraz 3.0 V6 TDI bi-turbo clean diesel 320 KM i 650 Nm. Wszystkie zostały seryjnie wyposażone w system Start/Stop oraz spełniają normę emisji spalin Euro 6. Współpracują z automatyczną, dwusprzęgłową siedmiobiegową przekładnią biegów S-tronic lub ośmiobiegową przekładnią  Tiptronic.

Tańczący z emocjami
Testowany egzemplarz został uzbrojony w nową jednostkę benzynową o pojemności 3.0, która zyskała dodatkowe 23 KM. W efekcie kierowca otrzymuje do dyspozycji  333 KM mocy. Nie zdradza ona jednak swojej obecności jakimkolwiek odgłosem pracy silnika. W kabinie pasażerskiej podczas jazdy jest tak cicho, że prędzej można usłyszeć szum wskazówki prędkościomierza pnącej się do góry. A ta pnie się dosyć szybko, bo Audi A7, mimo sporej masy (1810 kg), prowadzi się z lekkością mydlanej bańki. Magia? Raczej „przewaga dzięki technice” jak głosi slogan reklamowy Audi; nadwozie wykonano głównie z aluminium oraz stopów stali. Na górskich serpentynach doskonale sprawdził się również napęd quattro. Dzięki niemu samochód wgryzał się w asfalt nawet w tych najostrzejszych zakrętach. Dopełnieniem emocji jest dwusprzęgłowa skrzynia S-tronic, szybka jak dźwięk. Zmiana biegów następuje tak błyskawicznie oraz tak subtelnie, że wychwycenie tego momentu, jest wręcz niemożliwe. Samochód standardowo został wyposażony w Audi Drive Select (system wyboru dynamiki jazdy). W praktyce oznacza to, że auto podczas prowadzenia odkryje przed nami niejedną twarz i każdy kierowca będzie mógł się o tym przekonać.

Audi A7 Sportback 3.0 TFSI quattro
fot. Anna Nazarowicz

Układ kierowniczy jest bardzo czuły. Można odnieść wrażenie, że kierowca dopiero się zastanawia, jaki manewr wykonać, a układ kierowniczy już zabiera się za jego wykonanie. Jednak do tego Audi zdążyło nas już przyzwyczaić. Ciężko się również oprzeć wrażeniu, że A7 Sportback jest bardziej zwrotny, niż na to wskazują jego gabaryty (4,97 m długości nadwozia).

Oprócz sportowego, pięciodrzwiowego coupe Sportback to połączenie komfortowej limuzyny i przestronnego nadwozia typu avant (kombi). Z tej roli Audi A7 wywiązuje się wzorowo – z przodu miejsca jest wręcz w nadmiarze, z tyłu wygodnie zasiądą nawet panowie z reprezentancji polskiej siatkówki. Bagażnik? Pochłonie 535 litrów, a po złożeniu tylnej kanapy nawet 1390 litrów. Wszelkiego rodzaju udogodnieniom oraz technologicznym rozwiązaniom nie ma tu końca.

Ceny:
3.0 TFSI quattro – Stronic (333 KM) 301 600 zł
3.0 TDI ultra – Stronic (218 KM) – 272 000 zł
3.0 TDI quattro – Stronic (218 KM)- 286 500 zł
3.0 TDI quattro – Stronic (272 KM) – 300 500 zł
3.0 TDI quattro – Tiptronic (320 KM) – 317 400 zł

Najnowsze

BMW Art Car Collection – opis i galeria zdjęć

Od 23 września do 19 października 2014 roku w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie można obejrzeć słynną kolekcję BMW Art Car. Opisujemy poszczególne auta i publikujemy galerię zdjęć z wystawy.

BMW Art Car – Roy Lichtenstein, 1977, BMW 320i, samochód wyścigowy grupy 5
fot. Katarzyna Frendl

Zapowiedź wystawy – tutaj.

Od 1975 r. wybitni artyści z całego świata tworzą artystyczne kreacje samochodów BMW, odzwierciedlając trendy danego okresu, za każdym razem dokonując też znaczących artystycznych deklaracji. Wśród siedemnastu powstałych dotychczas modeli BMW Art Car Collection znajdują się prace tak wybitnych artystów jak Alexander Calder, Roy Lichtenstein, Andy Warhol, David Hockney, Jenny Holzer czy Jeff Koons.

Bogatą galerię zdjęć z wystawy oraz fotografi BMW Art Cars obejrzysz tu.

Inspiratorem powstania kolekcji był francuski kierowca wyścigowy Hervé Poulain oraz dyrektor BMW Motorsport Jochen Neerpasch. W 1975 roku Poulain zwrócił się do przyjaciela, amerykańskiego artysty Alexandra Caldera, aby ten pomalował jego auto wyścigowe BMW 3.0 CSL. Kreacja Caldera miała uzyskać efekt ruchu i dynamiki. Okazało się to iskrą, która rozpaliła ideę założenia zbioru BMW Art Car Collection. W pierwszych latach trwania projektu w dzieła sztuki przekształcano przede wszystkim samochody wyścigowe – niektóre z nich startowały nawet w słynnym wyścigu 24h Le Mans. Później kolekcję rozszerzono także o samochody produkowane seryjnie.

O dwunastym samochodzie BMW Art Car z kolei, który jako pierwszy projekt nosi podpis kobiety – Esther Mahlangu, piszemy szerzej tu.

W kolekcji BMW Art Cars oprócz modeli prezentowanych w Warszawie znajdują się prace takich artystów, jak Frank Stella, Ernst Fuchs, Robert Rauschenberg, M.J. Nelson, Ken Done, Matazo Kayama, César Manrique, A.R. Penck, Esther Mahlangu, Sandro Chia czy Olafur Eliasson. Ten wyjątkowy zbiór składa się z 17 dzieł. Na co dzień BMW Art Cars są wystawiane w Muzeum BMW w Monachium, prezentowane są również na wystawach międzynarodowych na całym świecie. BMW Art Cars to dzieła sztuki doce-nione przez wiele najważniejszych galerii i muzeów: paryski Luwr, wenecki Palazzo Grassi, muzeum Powerhouse w Sydney czy muzea Guggenheima w Nowym Jorku i Bilbao. W roku 2006 w ramach intensywnego tournee Art Cary odwiedziły Malezję, Singapur, Filipiny, Koreę, Australię, Indie, Taiwan, Chiny, Rosję i Afrykę. Między 2007 a 2010 rokiem gościły w muzeach w USA, Meksyku i Kanadzie. W lipcu 2012 roku szesnaście z nich pokazano na wystawie „Art Drive!” podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Wystawa została zorganizowana we współpracy z Instytutem Sztuki Współczesnej oraz Burmistrzem Londynu. Samochody wyeksponowano na wielo-poziomowym parkingu w centrum miasta.

BMW Art Car – Alexander Calder, 1975, BMW 3.0 CSL
fot. Katarzyna Frendl

BMW Art Car – Alexander Calder, 1975

„Kiedy wszystko jest perfekcyjne, osiągnięcie spełnienia nie jest możliwe” – Alexander Calder.

Model BMW 3.0 CSL, którym artysta w 1975 roku zainicjował powstanie kolekcji Art Cars, był także jedną z jego ostatnich prac. Jako znakomity rzeźbiarz, który sam kreował kształty swoich prac, Calder zdołał się uwolnić od formy auta wyścigowego i – przemalowując je – starał się nadać mu swój charakterystyczny styl. Podobnie jak w przypadku rzeźb i mobilnych instalacji użył intensywnych kolorów i miękko nakła-danych podkładów, którymi szczodrze pokrył błotniki, maskę i dach.

Urodzony w Filadelfii w 1898 roku, Alexander Calder rozpoczął swoją karierę jako inżynier, a dopiero później, idąc śladami swojego ojca oraz dziadka, został rzeźbiarzem. Jego pasja łączenia sztuki i technologii zaowocowała stworzeniem unikatowego stylu rzeźbiarskiego, charakteryzującego się monumentalnymi formami, które jednak zacho-wywały lekkość i wydawały się unosić w powietrzu. Zyskał sławę dzięki abstrakcyjnym instalacjom – tzw. mobilom, które krytycy okrzyknęli najbardziej innowacyjnymi ame-rykańskimi rzeźbami XX wieku. Zmarł w Nowym Jorku w 1976 roku mając 78 lat.

Alexander Calder – BMW 3.0 CSL

• silnik rzędowy, 6-cylindrowy

• 4 zawory na cylinder

• 2 górne wałki rozrządu

• pojemność skokowa: 3210 cm3

• maksymalna moc: 480 KM

• maksymalna prędkość: 291 km/h

W roku 1975 Art Car zaprojektowany przez Alexandra Caldera wystartował w wyścigu

24h Le Mans. Kierowcami byli Amerykanin Sam Posey oraz Francuzi Jean Guichet i Hervé Poulain. Był to pierwszy i ostatni start tego samochodu w wyścigu. Po siedmiu godzinach auto zakończyło wyścig z powodu awarii wału napędowego. Od tamtej pory samochód jest eksponatem wystawowym.

BMW Art Car – Alexander Calder, 1975, BMW 3.0 CSL
fot. Katarzyna Frendl

BMW Art Car – Roy Lichtenstein, 1977

„Bardzo długo nad nim myślałem i włożyłem w niego tyle wysiłku, ile tylko potrafiłem” – Roy Lichtenstein.

„Chciałem, aby namalowane przeze mnie linie były jak droga pokazująca samochodowi, dokąd ma jechać” – powiedział artysta, komentując swoje BMW 320i. „Design ukazuje także krajobraz, przez który auto przejechało do tej pory. Można to nazwać próbą oddania wszystkiego, czego samochód doświadcza – natomiast to konkretne auto odzwierciedla wszystkie te rzeczy, jeszcze zanim w ogóle wyruszyło w drogę”.  I rzeczywiście – patrząc z bliska, odnosi się wrażenie, jakby na samochodzie widać było mijany krajobraz. Charakterystyczne przeskalowane kropki (technika Benday Dots) nasuwają na myśl słynne na cały świat obrazy Lichtensteina namalowane w konwencji gazetowych komiksów.

BMW Art Car – Roy Lichtenstein, 1977, BMW 320i, samochód wyścigowy grupy 5
fot. Katarzyna Frendl

Urodzony w Nowym Jorku w 1923 roku, Roy Lichtenstein uważany jest za jednego z twórców amerykańskiego pop-artu. Do roku 1938 malował portrety muzyków jazzowych oraz był członkiem Ligi Studentów Sztuki. Studiował w Ohio. Jego wcześ-niejsze prace reprezentowały różne style – od abstrakcjonizmu po ekspresjonizm. Dopiero pod koniec lat 50. zainteresował się „kulturą trywialną”, jak wówczas określano komiksy oraz reklamy. Malarstwem popartowym zajął się na początku lat 60., następnie zaczął tworzyć karykatury „amerykańskiego stylu życia”, po czym rozpoczął ekspe-rymenty ze znanymi dziełami sztuki, rzeźbami i filmem. Zmarł w Nowym Jorku w 1997 roku.

Roy Lichtenstein – BMW 320i, samochód wyścigowy grupy 5

• silnik rzędowy, 4-cylindrowy

• 4 zawory na cylinder

• 2 górne wałki rozrządu

• pojemność skokowa: 2000 cm3

• maksymalna moc: 300 KM

• maksymalna prędkość: 257 km/h

Art Car projektu Roya Lichtensteina miał aż dwie premiery: jako dzieło sztuki został zaprezentowany w Centrum Pompidou w Paryżu, z kolei jako samochód wyścigowy wziął udział w wyścigu 24h Le Mans w czerwcu 1977 roku. Samochód prowadzili Francuzi Hervé Poulain i Marcel Mignot. Auto z numerem 50 wygrało w swojej klasie i zdobyło dziewiąte miejsce w klasyfikacji generalnej.

BMW Art Car – Andy Warhol, 1979, BMW M1, samochód wyścigowy grupy 4
fot. BMW

BMW Art Car – Andy Warhol, 1979

„Uwielbiam ten samochód! Okazał się lepszy niż samo dzieło sztuki” – Andy Warhol.

Ktoś, kto ogłosił puszkę zupy dziełem sztuki lub chciał zamknąć dom towarowy, by zachować go jako muzeum dla potomności, nie dostrzeże sprzeczności między technologią a twórczością. Tak właśnie pracował Andy Warhol. Zamiast – jak jego poprzednicy – zaprojektować najpierw swój model w mniejszej skali i pozostawić realizację swoim asystentom, legenda pop-artu pomalowała BMW M1 samodzielnie od początku do końca. Warhol opowiadał: „Starałem się stworzyć żywy obraz prędkości. Jeśli samochód jest naprawdę szybki, wszystkie kontury i kolory będą rozmyte”.

Nazwisko Andy’ego Warhola to kwintesencja pop-artu. Urodził się w Pittsburghu w USA w 1928 roku. Pomiędzy 1945 a 1949 rokiem studiował w Carnegie Institute of Tech-nology. Karierę zaczął jako twórca reklam i już w roku 1952 doczekał się własnej wystawy w Nowym Jorku. W 1956 roku jego pracę nagrodzono słynną Art Director’s Club Award. W roku 1962 stworzył legendarną pracownię Fabryka – będącą negacją i odwrotnością tradycyjnych idei artystycznych. Sławę zdobyły jego portrety celebrytów i obrazy codziennych, zwykłych przedmiotów. Warhol zmarł w Nowym Jorku w 1987 roku.

Andy Warhol – BMW M1, samochód wyścigowy grupy 4

• silnik rzędowy, 6-cylindrowy

• 4 zawory na cylinder

• 2 górne wałki rozrządu

• pojemność skokowa: 3500 cm3

• maksymalna moc: 470 KM

• maksymalna prędkość: 307 km/h

To dzieło sztuki na czterech kołach wyjechało na tor wyścigowy po raz pierwszy i ostatni w 24-godzinnym wyścigu Le Mans w 1979 roku. Zaprojektowane przez Warhola BMW M1 wystartowało z numerem 76, a jego kierowcami byli Niemiec Manfred Winkelhock oraz Francuzi Hervé Poulain i Marcel Mignot. Ukończyli wyścig na szóstym miejscu w klasyfikacji generalnej i drugim w swojej klasie.

BMW Art Car – Andy Warhol, 1979, BMW M1, samochód wyścigowy grupy 4
fot. Katarzyna Frendl

BMW Art Car – David Hockney, 1995

„Ten samochód ma cudowne linie – ja po prostu podążyłem za nimi” – David Hockney.

„BMW dało mi egzemplarz tego modelu, a ja na okrągło się w niego wpatrywałem” – tak artysta opowiadał o procesie tworzenia swojego Art Cara. „Wreszcie uznałem, że do-brym pomysłem będzie pokazanie auta jakby widocznego od wewnątrz”. Hockney dosłownie wywrócił samochód na lewą stronę i uczynił go „przezroczystym”. Maska prezentuje stylizowaną reprodukcję kolektora dolotowego, kierowca jest widoczny przez drzwi, widać też jamnika siedzącego na tylnej kanapie. Detale abstrakcyjnego krajobrazu przekształcają emocjonujące doznania, jakie odczuwamy podczas jazdy, w przyswa- jalne, codzienne doświadczenie.

Urodzony w 1937 roku w Anglii, David Hockney od początku lat 60. był jedną z naj- bardziej wyrazistych i wpływowych postaci międzynarodowej sceny artystycznej. Ukończył studia na londyńskim Royal College of Art w 1962 roku i wkrótce awansował do elity „swingującego Londynu”. Zdobył ogromną popularność, kreując w swoich pracach zupełnie autorski świat, całkowicie własną formę międzynarodowego pop-artu. Tematem jego prac są ludzie i ich otoczenie. Szczególną popularność zdobyły jego obrazy ukazujące słońce, baseny, palmy i błękitne niebo.

David Hockney – BMW 850 CSi

• silnik widlasty, 12-cylindrowy

• pojemność skokowa: 5576 cm3

• maksymalna moc: 380 KM

• maksymalna prędkość: 250 km/h

Art Car Davida Hockneya powstał wyłącznie jako eksponat i dzieło sztuki – nigdy nie wyjechał na drogę ani tor wyścigowy.

BMW Art Car – Jenny Holzer, 1999, BMW V12 LMR
fot. Katarzyna Frendl

BMW Art Car – Jenny Holzer, 1999

CHROŃ MNIE PRZED TYM, CZEGO PRAGNĘ

NIEOSIĄGALNE JEST NIEZMIENNIE ATRAKCYJNE

JESTEŚ TAK SKOMPLIKOWANY, ŻE NIE REAGUJESZ NA ZAGROŻENIE

BRAK CHARYZMY MOŻE BYĆ ŚMIERTELNY

MONOMANIA TO WARUNEK WSTĘPNY SUKCESU

JAKI POPĘD ZBAWI NAS TERAZ, SKORO SEKS NIE MOŻE?

Art Car zaprojektowany przez amerykańską artystkę konceptualną Jenny Holzer pokryty jest hasłami, które „zapewne nigdy nie staną się nieistotne”. Artystyczna koncepcja autorki bazuje na tradycyjnych kolorach i materiałach stosowanych w wyścigach samo-chodowych. Aby charakterystyczne dla BMW kolory (niebieski i biały) pozostały wi-doczne w trakcie 24-godzinnego wyścigu Le Mans, Holzer użyła odblaskowych liter chromowanych oraz fluorescencyjnych barw. W ciągu dnia niebo odbija się w literach, w nocy folia „oddaje” niebieski blask zachowanego za dnia światła.

Prace Jenny Holzer, która urodziła się w roku 1950 w stanie Ohio w USA, nie dają się zdefiniować poprzez klasyczne kategorie. Od końca lat 70. odrzucała tradycyjne formy ekspresji, takie jak malarstwo reprezentatywne, pracując z literami i słowami zamiast obrazów. Artystka tworzy kompletne instalacje, zestawiając przekazy „z ledowego” liternictwa z grawerowanymi tekstami na plakietkach, ławkach lub kamiennych sarko-fagach. To właśnie gra słów, przestrzennych obiektów i kontekstu jako równo-rzędnych elementów czyni jej projekty tak unikatowymi. Prace Jenny Holzer są jednymi z najchęt-niej wystawianych obiektów sztuki na świecie.

Jenny Holzer – BMW V12 LMR

• silnik widlasty, 12-cylindrowy

• pojemność skokowa: 5990,5 cm3

• maksymalna moc: 580 KM

• maksymalna prędkość: 340 km/h

Na początku maja 1999 roku Art Car Jenny Holzer wziął udział we wstępnych kwali-fikacjach do 24h Le Mans, ale w samym wyścigu nie wystartował. Inny model BMW V12 LMR, prowadzony przez Joachima Winkelhocka (Niemcy), Pierluigiego Martiniego (Włochy) i Yannicka Dalmasa (Francja), zajął pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej.

BMW Art Car – Jeff Koons, 2010, BMW M3 GT2
fot. Katarzyna Frendl

BMW Art Car – Jeff Koons, 2010

„Te wyścigowe auta to esencja życia, są potężne i pełne energii. Możesz się przyłączyć, dodać coś od siebie, wreszcie pozwolić się ponieść. Pod maską kryje się mnóstwo energii, a ja chciałem pozwolić moim pomysłom, aby poniosła je ta energia samochodu, aby się z nią połączyły” – Jeff Koons.

W trakcie procesu twórczego artysta gromadził zdjęcia samochodów wyścigowych oraz otoczenia wyścigów, ich żywej kolorystyki, szybkości i temperamentu. Ostatecznie dzieło Koonsa stworzone z wykorzystaniem jaskrawych barw wywołuje wrażenie siły, ruchu i emanuje energią. Srebrne wnętrze samochodu w połączeniu z pełnym mocy designem jego nadwozia współtworzą dynamiczny obraz nawet wtedy, gdy auto stoi w miejscu.

Jeff Koons, jeden z najsłynniejszych artystów naszych czasów, urodził się w 1955 roku w miejscowości York położonej w USA w stanie Pensylwania. Dzieła Koonsa wysta-wiane są na całym świecie, znajdują się też w wielu kolekcjach publicznych, w tym w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku, Muzeum Sztuki Amerykańskiej im. Gertrude Whitney w Nowym Jorku, Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku, Galerii Narodowej w Waszyngtonie i wielu innych.

Jeff Koons – BMW M3 GT2

• silnik widlasty, 8-cylindrowy

• pojemność skokowa: 3999 cm3

• maksymalna moc: 500 KM

• maksymalna prędkość: 300 km/h

Po premierze 2 czerwca 2010 roku w paryskim Centrum Pompidou już 12 czerwca tego samego roku Art Car Jeffa Koonsa wziął udział w 24-godzinnym wyścigu Le Mans. Zaprojektowany przez artystę samochód prowadzili Andy Priaulx (Wielka Brytania), Dirk Müller (Niemcy) i Dirk Werner (Niemcy). Auto było faworytem kibiców. Samochód z nu- merem 79 – w hołdzie dla Art Cara Andy’ego Warhola z roku 1979 – musiał się zmagać z ogromnymi problemami technicznymi, w efekcie czego załoga wycofała się po zale-dwie 5 godzinach wyścigu.

Wystawa BMW Art Car Collection, 23.09–19.10.2014

Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie, ul. Jazdów 2

Wstęp wolny

Najnowsze

Motocyklowa, kobieca podróż dookoła świata – „One Step Beyond”

Pochodząca z Wielkiej Brytanii Steph Jeavons wyruszyła w marcu 2014 roku w samotną motocyklową podróż dookoła świata, przez wszystkie siedem kontynentów. Steph chce pokonać ponad 51 tys. kilometrów jadąc przez 42 kraje swoją Hondą CRF250L.

Steph Jeavons

O wyprawie Steph i jej dokładnej trasie pisałysmy także tu – przed rozpoczęciem jej podróży.

Steph Jeavons nazwała swoją wyprawę „One Step Beyond” i w ten sposób zbiera pieniądze na dobroczynna fundację Rally 4 Life.

W tej chwili Steph przebywa na wyspie Phuket w Tajlandii, gdzie postanowiła zrobić krótką przerwę w trasie. Przy okazji dotarła do niej wiadomość, że w wieku 38 lat została babcią, gdyż jej 20-letniemu synowi urodziła się córeczka. Steph ma więc szansę zostać nie tylko jedyną kobietą, która przejedzie samotnie na motocyklu przez siedem kontynentów, ale jedyną babcią, która tego dokona.

Aby dotrzeć na Tajwan, Steph musiała pokonać 22 530 km. Wyruszyła z Londynu i przejechała już m.in. przez Turcję, Iran, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Indie i Nepal. Przed nią jeszcze 38,6 tys. kilometrów, ale już może powiedzieć, że wybrała motocykl, który doskonale spisuje się na takiej trasie. Honda CRF250L, która nosi wdzięczne imię Rhonda, nie zawiodła jej jeszcze ani razu. Jeavons mówi, że wybrała ten motocykl dlatego, że spełniał wszystkie wymagania, jakie stawiała przed swoim wyprawowym sprzętem: miał być ekonomiczny, lekki, niezawodny i nie mieć problemów z jazdą poza asfaltem. Niewielki jednocylindrowiec doskonale czuje się zarówno w jeździe miejskiej, jak i na bezdrożach.  Oto jak Steph podsumowuje swoje doświadczenia z CRF: „Honda okazała się świetną towarzyszką. Zapala bez problemu za każdym razem, wwiozła mnie na wysokość powyżej 5,5 tys. m.n.p.m. nie uskarżając się na nic, przejechałyśmy razem przez monsunowe deszcze, ekstremalne upały, błoto, piasek, śnieg i kompletnie szalony ruch uliczny. Nie ma problemu, z którym ten motocykl sobie nie poradzi. A do tego jest niesamowicie ekonomiczny, a jazda na nim to czysta frajda. Jeśli chcecie przygody, weźcie ze sobą ten motocykl.”

Trzymamy kciuki za pomyślne ukończenie wyprawy. Relacje z trasy i informacje o podróży można śledzić na stronie Steph Jeavons: http://www.stephmoto-adventurebikeblog.com/p/blog-page.html

Najnowsze

Verva Street Racing 2014 – kobiece akcenty, relacja i galeria

4 zawodniczki na torze, mnóstwo znanych kierowców rajdowych, ekstremalne samochody i motocykle, a wszystko to w atmosferze pełnej dymu, kurzu i spalin, czyli tego, co fani motoryzacji kochają najbardziej - oto relacja z Verva Street Racing 2014.

Do budowy nietypowego toru zostało wykorzystanych 4000 m³ gliny i 2000 m³ piasku, przywiezionych przez ponad 400 ciężarówek. I to od samego początku imprezy robiło wrażenie na wchodzących na Stadion Narodowy. Co jeszcze mogło się podobać?

Mega galeria zdjęć z Verva Street Racing 2014 tutaj.

Kobiece akcenty – zawodniczki
Zanim nastąpiła jednak główna część programu, publiczność zagrzewali do kibicowania i okrzyków radości znani kierowcy rajdowi. Nie zabrakło tym razem – i chwała za to organizatorom – akcentów kobiecych. Na Stadionie Narodowym w trzech Polonezach Truck’ach i jednym Tarpanie pojawiły się kolejno: Natalia Kowalska (kierowca kartingowy i wyścigowy, zawodniczka Formuły Renault 2.0, Formuły 2; testowała również F3), Małgorzata Rdest (Kartingowa Mistrzyni Polski w kategorii KF2, jedyna Polka w BMW Talent Cup, zawodniczka Formuły 4, obecnie zawodniczka Volkswagen Castrol Cup), Idalia Czarnocka (kierowca kartingowy serii Rotax i ROK CUP Poland oraz pilotka rajdowa w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Śląska), Magda Wilk (kierowca wyścigowy i rajdowy, zawodniczka Kia Picanto Cup, Rajdowego Pucharu Polski jako kierowca i pilotka – w tej ostatniej roli stawała na podium u boku Tomasza Sawickiego, współorganizatorka samochodowych zawodów dla kobiet i wieloletnia współpracowniczka Motocaina.pl). To wiemy my. Niestety prowadzącym nie udało się – poza imieniem i nazwiskiem – powiedzieć choć zdania na temat zawodniczek. Szkoda.

Zawodniczki w Polonezach (i jednym Tarpanie) – dostojna jazda w rytm Poloneza.
fot. Motocaina.pl

Zawodniczki dostały możliwość zaprezentowania się w na Verva Street Racing, jednak pojazdy, jakimi mogły pokonać kilka okrażeń toru zdecydowanie odbiegały od specyfikacji rajdowej (co charakteryzowało w większości inne pojazdy, w których występowali mężczyźni) – były to najzwyklejsze samochody, jakie można spotkać na drogach publicznych. Przez to panie nie mogły pokazać publiczności swoich umiejętności jazdy – a zapewniamy, że akurat te dziewczyny stać na zdecydowanie więcej, niż powolny przejazd w rytmie… Poloneza. Zaraz po nich wjechały wściekłe rajdówki, które z łatwością zamiatały szuter, a ich przejazdy robiły wrażenie. Daleko nam do feminizmu, ale przyjemniej by było zapewne zarówno zawodniczkom, jak i oglądającym je widzom, jeśli mogliby zobaczyć pełną moto-emocji rywalizację kobiet w autach rajdowych. Cóż, być może w przyszłym roku.

Ech, Ci prowadzący celebryci
Prezenter, konferansjer, a po staremu – wodzirej, zagrzewający widzów do udziału w pewnych aktywnościach – to naprawdę trudny zawód i sztuka. Do tej roli wybrano nie byle kogo, bo jednych z najlepiej opłacanych, rozpoznawalnych i miłych dla oka prowadzących: Agnieszkę Szulim i Marcina Prokopa. Dla znających Agnieszkę, nie było zaskoczeniem jej pojawienie się na motocyklu i był to najciekawszy punkt w jej harmonogramie na tę imprezę. Chaos informacyjny, który zapanował potem, uniemożliwił parze profesjonalne prowadzenie imprezy. Część winy można zapewne zwalić na organizatora, który nie dość dokładnie poinstruował parę konferansjerów, na czym polegają zawody (wygrywa ten, kto ma najszybszy czas okrążenia, a nie ten, kto przyjedzie na metę pierwszy). Niestety jednak nie rozpoznanie znanych kierowców (Jarek Kazberuk), czy przypisanie wygranej innym (Marcin Prokop zdziwiony przywitał na mecie Kubę Przygońskiego po widowiskowym rajdzie „Dakarowych” motocyklistów) to delikatnie pisząc blamaż. Wypadałoby jednak poświęcić więcej czasu na odpowiednie przygotowanie się do prowadzenie imprezy motoryzacyjnej, czy przestudiowanie twarzy i sylwetek znanych kierowców, bioracych udział w Verva Street Racing. Ponadto komentarze konferansjerów były czasem zdecydowanie za ciche, przygłuszone rykiem silników. Brakowało również zapowiedzi, w których wszyscy dokładnie dowiedzieliby się, co teraz nastąpi, na co czekamy, lub jaki dokładnie zawodnik (znany z jakiej dyscypliny, rajdu, czy Mistrz jakiej dyscypliny) za chwilę pojawi się na torze.

Wyścig żużlowy z udziałem Jarosława Hampela.
fot. Motocaina.pl

Także Paolo Cozza i Kevin Aiston nie rozgrzali widzów wystarczająco – mimo sympatii do ich telewizyjnych wcieleń, na imprezie motoryzacyjnej się nie sprawdzili. Oczywiście nie za sprawą samych siebie, a scenariusza, który im napisano. Stąd gwizdy jakie pojawiły się na Stadionie podczas ich wystąpień.

Bitwa Mistrzów
W Bitwie Mistrzów czasem brakowało tempa i zaskakujących zwrotów akcji, ale to nie znaczy, że nie było na co popatrzeć. Kierowcy obu zespołów ścigali się w kolejnych kategoriach i w zależności od osiągniętej pozycji zbierali punkty na konto swojego zespołu. W międzynarodowym starciu – co oczywiste – biało-czerwoni zwyciężyli z Resztą Świata w sześciu rajdowych kategoriach.

Nie lada atrakcją była obecność Carlosa Sainza podczas Verva Street Racing 2014.
fot. Motocaina.pl

Po pierwszej rundzie prowadzenie objęli goście za sprawą prawdziwych legend motorsportu – Carlosa Sainza i Marcusa Grönholma. Z kolejnych zmagań, tym razem w kategorii motocykli, zwycięsko wyszedł  Kuba Przygoński z ORLEN Team, który pokonał Marca Coma, czterokrotnego zwycięzcę Dakaru oraz Rubena Farię. W rywalizacji na quadach i ciężarówkach szala przechyliła się na stronę Polski i nie zmienił tego wyniku wyścig w pojazdach buggy z udziałem m.in. Bryana Bouffier. Szóstą dakarową rundą były samochody cross country, w której udział wzięło sześciu kierowców. Wielką niespodziankę publiczności zgotował Adam Małysz, prezentując swój nowy tylnonapędowy samochód, który przygotowuje do startu w Rajdzie Dakar 2015. Dzięki dobrym czasom kierowców Orlen Teamu, Polska utrzymała przewagę nad zespołem „Reszta Świata”. W finałowej, widowiskowej konkurencji, niszczącym Destruction Race, udało się przypieczętować triumf w tym pojedynku.

Motoryzacyjny charakter imprezy został dopełniony występem na żywo zespołu Jamiroquai, który dodawał muzycznej energii publiczności i zawodnikom pomiędzy dakarowymi rundami. Na skalistej scenie, która współgrała z pustynnym krajobrazem, pasjonat samochodów Jay Kay wykonał m.in. takie hity jak „Cosmic Girl”, „Travelling without Moving” czy „Canned Heat”.

Poza tym, wśród najciekawszych atrakcji znalazły się m.in. akrobacje FMX, skutery śnieżne, które wykonywały salta do tyłu po wyskoku z potężnych kickerów, wyścigi maluchów w specyfikacji dakarowej, występ tancerek z miotaczami ognia, wyścig żużlowy z udziałem Jarosława Hampela.

Fotograficzna relacja z Verva Street Racing 2014 tutaj.

Destruction Race – jedna z najbardziej widowiskowych cześci Verva Street Racing 2014.
fot. Motocaina.pl

Klasyfikacja Bitwy Mistrzów

Samochody rajdowe

  1. Carlos Sainz
  2. Szymon Ruta
  3. Marcus Grönholm
  4. Tomasz Kuchar

Motocykle

  1. Kuba Przygoński
  2. Marc Coma
  3. Ruben Faria
  4. Jakub Piątek

Quady

  1. Łukasz Łaskawiec
  2. Kamil Wiśniewski
  3. Armand Monleon
  4. Jordi Viladoms

Ciężarówki

  1. Jarosław Kazberuk / Mateusz Kazberuk
  2. Rafael Tornabell / Albert Gryszczuk

Buggy

  1. Leszek Kuzaj
  2. Marcus Grönholm
  3. Kuba Przygoński
  4. Bryan Bouffier

Cross Country

  1. Miroslav Zapletal / Maciej Marton
  2. Marek Dąbrowski / Jacek Czachor
  3. Martin Kaczmarski / Jacek Wyrzykowski
  4. Adam Małysz / Rafał Marton
  5. Yuri Sazonov / Arslan Sakhimov
  6. Christian Lavieille

Najnowsze