Utrata prawa jazdy za prędkość – co grozi za ponowne kierowanie?

Ponad 33 tys. praw jazdy zatrzymanych za przekroczenie prędkości o 50 km/h w terenie zabudowanym – tak przedstawia się bilans po roku od wprowadzenia nowych przepisów drogowych. Co grozi tym, którzy mimo braku uprawnień usiądą za kierownicą?

W środę 18 maja mija rok od kiedy zaczął obowiązywać zmieniony kodeks drogowy, zgodnie z którym za przekroczenie prędkości o 50 km/h w terenie zabudowanym traci się prawo jazdy na 3 miesiące. Jak podaje Komenda Główna Policji dokumenty straciło w związku z tym aż 33 500 kierowców[1]. Jeśli ukarani zdecydują się pomimo „zawieszenia” usiąść za kierownicą, w przypadku kontroli okres bez prawa jazdy wydłuży się o kolejne 3 miesiące. Jeśli i to nie poskutkuje, może zostać podjęta decyzja o cofnięciu uprawnień, co oznaczać będzie konieczność powtórnego zdania egzaminu. Jazda bez dokumentów może mieć jednak także inne konsekwencje – finansowe.

Kierowcy poruszającemu się bez prawa jazdy, jak każdemu innemu uczestnikowi ruchu drogowego, grozi udział w kolizji czy wypadku – jako poszkodowany lub sprawca. Zazwyczaj w takiej sytuacji ochronę zapewniają ubezpieczenia OC i AC. Jednak brak uprawnień sprawia, że wypłata odszkodowania może być niekiedy po prostu niemożliwa. Oznacza to, że jazda bez dokumentów, a więc z pominięciem prawa, na pewno będzie dla kierowcy kosztowna.

Możliwe skutki wypadku drogowego z udziałem kierowcy bez prawa jazdy obrazują trzy poniższe sytuacje:

Sytuacja 1: Ubezpieczenie OC – sprawca wypadku nie ma prawa jazdy

Obowiązkowe ubezpieczenie OC zapewnia osobom poszkodowanym w wypadku komunikacyjnym wypłatę odszkodowania z polisy posiadanej przez sprawcę zdarzenia. Jeśli wypadek spowodował kierowca nieposiadający uprawnień do prowadzenia pojazdu, to OC i tak zadziała, a więc poszkodowani otrzymają pieniądze. Jednak za wyrządzone szkody sprawca będzie musiał zapłacić z własnej kieszeni. W takiej sytuacji ubezpieczyciel ma bowiem prawo zastosować regres, czyli zażądać od sprawcy zwrotu wypłaconych świadczeń. Ten przepis wynika bezpośrednio z zapisów ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych i stosują się do niego wszyscy ubezpieczyciele.

Sytuacja 2: Ubezpieczenie OC – poszkodowany nie ma prawa jazdy

Zdarzyć się może także, że to nieposiadający uprawnień do kierowania autem zostaje poszkodowany na drodze. W takim przypadku ubezpieczyciel ocenia związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy brakiem prawa jazdy, a powstaniem szkody lub jej rozmiarem. W zależności od okoliczności towarzystwo może w części lub całościowo uchylić się od odpowiedzialności za zdarzenie. Jednak w praktyce trudno jest udowodnić, że brak uprawnień miał wpływ na powstanie szkody. Oznacza to, że z dużym prawdopodobieństwem brak prawa jazdy nie wyklucza wypłaty odszkodowania. Może mieć natomiast znaczący wpływ na jego wysokość.

Sytuacja 3: Ubezpieczenie AC – właściciel pojazdu nie ma prawa jazdy

Gdy kierowca bez prawa jazdy zechce skorzystać z własnego AC, aby naprawić uszkodzony z własnej winy pojazd, może się okazać, że jest to niemożliwe. Co prawda istnieje cień szansy, że ubezpieczyciel pozytywnie rozpatrzy jego zgłoszenie, ale prawdopodobieństwo takiego rozwiązania jest niewielkie. Z punktu widzenia ubezpieczycieli taka sytuacja jest jednym z podstawowych wyłączeń odpowiedzialności. Zapis o tym znajduje się w ogólnych warunkach ubezpieczeń (OWU) większości firm. Niekiedy swego rodzaju okoliczność łagodzącą może stanowić to, że brak uprawnień nie miał wpływu na powstanie szkody.

To od oceny okoliczności konkretnego zdarzenia przez ubezpieczyciela zależy, czy brak uprawnień do kierowania pojazdem nie jest przeszkodą do wypłaty odszkodowania. Na pewno jednak nie warto w ten sposób testować zakładów ubezpieczeń, czyli w przypadku braku uprawnień do kierowania pojazdami mechanicznymi po prostu nie siadać za kierownicą.

Źródło: Superpolisa.pl

 

[1] Dane Komendy Głównej Policji, stan na 17.05.2016 r.

Najnowsze

Fantastyczny występ Joanny Miller w Mistrzostach Świata Kobiet MX

Joanna startowała na francuskim torze w Saint Jean d'Angely (4/5 czerwca). Nasza zawodniczka zajęła znakomite 6-te miejsce zdobywając 27 punktów, co awansowało ją w klasyfikacji Mistrzostw na 16-tą pozycję.

Lepiej było tylko w Arco di Trento, gdzie w 2012 roku Joanna stanęła na podium. Już kwalifikacje zapowiadały ogromne emocje, bowiem dziewiąty czas Miller to nadzieja na udany wyścig. I tak też się stało…

Najpierw bardzo dobry start a potem walka o każdy metr na czele stawki. Co prawda zawodniczki zajmujące w klasyfikacji generalnej pierwsze cztery miejsca są jeszcze poza zasięgiem Joasi, ale jeśli tak dalej pójdzie to kto wie, czy któregoś dnia Polka znowu nie stanie na pudle.

Jej pierwszy przejazd był wręcz wzorcowy, jechała agresywnie, ale bardzo płynnie. Wystartowała jako szósta i szósta dotarła do mety.

W drugim przejeździe zajeła co prawda „dopiero” 9-te miejsce, ale suma punktów wystarczyła, aby w klasyfikacji generalnej znaleźć się w „złotej dziesiątce”. Warto dodać, że Asia we Francji pokonała wszystkie rywalki startujące w Pucharze Europy Kobiet w Cieszynie, w tym zwyciężczynię Sarę Andersen. Najszybszą zawodniczką okazała się Holenderka Nancy Van de Ven, tuż za nią, mimo upadku w pierwszym wyścigu, uplasowała się Francuzka Livia Lancelot. Trzecia była aktualna Mistrzyni Świata Kiara Fontanesi, która ciągle ma kłopoty ze znalezieniem „właściwego śladu”. Kolejne zmagania dziewczyn już pod koniec czerwca we włoskiej miejscowości Mantova.

Najnowsze

Serwis Volvo nie musi być kosztowny!

Auta szwedzkiej marki są generalnie uważane za kosztowne w eksploatacji. A jak jest w rzeczywistości?

Problem z samochodami Volvo polega przede wszystkim na tym, że faktycznie w początkowych latach ich obecności na polskim rynku, koszty serwisu tych aut mogły się wydawać nieco zawyżone. Oryginalne części Volvo nierzadko kosztowały krocie, w porównaniu na przykład z elementami eksploatacyjnymi do aut konkurencji.

Aktualnie, ten problem już nie występuje. Współcześnie, osoby posiadające Volvo raczej nie powinny uskarżać się na ponadprzeciętnie wysokie koszty serwisowania tych samochodów. Części do Volvo oferowane są w podobnych cenach, jak elementy do aut konkurencyjnych marek.

Pozostaje jednak pytanie – co z serwisem? Cóż, zdecydowanie warto wybrać ten autoryzowany. Dlaczego? Wytłumaczenie poniżej

Dlaczego warto serwisować auto u dilera?
Przede wszystkim, pracownicy serwisu Volvo (lub dowolnej innej marki) postępują wedle ściśle określonych procedur, mających zapewnić autu pełną sprawność. Wizyta w serwisie Volvo pozwoli na maksymalnie rzetelne sprawdzenie kondycji samochodu – niezależni mechanicy często traktują procedury po macoszemu, wychodząc z założenia, że skoro klient nie skarży się na żadne problemy, to te zwyczajnie nie istnieją.

Błąd!

Współcześnie produkowane samochody pod względem swojej konstrukcji coraz bardziej przypominają urządzenia elektroniczne niż auta znane choćby z wcześniejszych epok. Oznacza to, że nieraz wykrycie usterki oznacza konieczność bardzo dokładnego sprawdzenia wielu modułów pojazdu.

ASO nie musi być drogie!
Wśród polskich kierowców ciągle żywe jest przekonanie o tym, jakoby serwis auta w autoryzowanej stacji obsługi kosztował krocie. To jednak nieprawda. W ostatecznym rozrachunku, jak mówi pracownik warszawskiego serwisu Volvo (http://domvolvo.volvocars-partner.pl/oferta/serwis/dlaczego-autoryzowany-serwis/), wizyty w ASO, jak często określa się tego rodzaju miejsca, oznaczają mniejsze koszty niż wyprawy do niezależnych mechaników.

Wizyta w autoryzowanym serwisie Volvo minimalizuje bowiem ryzyko pomyłki mechanika. Współcześnie produkowane samochody trudno naprawić za pomocą młotka i śrubokręta, jak to było powszechne jeszcze kilka lat temu. Wiedza na temat procedur serwisowych w przypadku każdego auta to pilnie strzeżona tajemnica każdego producenta.

Oczywiście, pracownicy serwisów autoryzowanych taką wiedzę posiadają. Osoby zatrudnione w takich miejscach regularnie przechodzą szkolenia dotyczące obsługi najnowszych rozwiązań, zatem nie ma ryzyka, że będą pracowały “na ślepo”, jak to często ma miejsce w wypadku niezależnych mechaników.

Nie trzeba chyba wspominać o tym, że nieprawidłowa obsługa samochodu może zemścić się bardzo szybko, choćby w postaci lawiny awarii? Można nad tym ubolewać, lecz taka jest konstrukcja współczesnych aut.

Kierowca udający się do ASO przed rozpoczęciem jakichkolwiek prac zostanie dokładnie poinformowany o przewidywanych kosztach. Ostatecznie, kto jak kto, ale pracownicy serwisu Volvo doskonale znają auta i ich ewentualne przypadłości, a co za tym idzie będą w stanie szybko i sprawnie określić koszt wizyty i usunięcia problemu bądź zabiegów obsługi okresowej samochodu.

W przeciwieństwie do wielu warsztatów niezależnych, serwis autoryzowany nigdy nie stosuje ukrytych kosztów, które mogłyby dosyć znacznie podwyższyć ostateczny rachunek. Klient przed rozpoczęciem napraw otrzymuje dokładny kosztorys poszczególnych działań – tu nie ma żadnych niespodzianek!

Wyprawa do autoryzowanego serwisu Volvo to też często jedyny sposób na to, by samochód mógł być rzetelnie obsłużony. Diagnostyka wielu przypadłości wymaga specjalistycznego sprzętu, do którego dostęp mają tylko pracownicy autoryzowanych serwisów marki. Zwykłe komputery diagnostyczne, którymi chwalą się mechanicy niezależni, stają się bezużyteczne!

Części zamienne
Korzystanie z usług autoryzowanego serwisu to również propozycja dla osób, które cenią sobie swój czas. Zlecając obsługę samochodu w takim miejscu, kierowca zyskuje pewność, że wszystkie, nawet najbardziej zaawansowane problemy, zostaną usunięte w krótkim czasie.

Autoryzowane serwisy Volvo mają bowiem nieograniczony dostęp do części zamiennych, a przy zamawianiu mniej typowych elementów – priorytet przy ich wysyłce z magazynu. Nie ma tu zatem ryzyka oczekiwania na to aż “dojdzie część”, jak to nieraz bywa w warsztatach nieautoryzowanych.

Warto również w tym miejscu rozwiać mit na temat kosztów zakupu poszczególnych części zamiennych. Nierzadko bywa tak, że pracownik autoryzowanego serwisu będzie w stanie zaoferować znacznie lepszą cenę danego podzespołu niż mechanik niezależny! Warto pamiętać o tym, że autoryzowana stacja obsługi kupuje części hurtowo, a co za tym idzie, otrzymuje od producentów znacznie lepsze ceny niż warsztaty niezależne.

Warto jechać do ASO?
Jak pokazują powyższe akapity, serwisowanie Volvo w autoryzowanej stacji obsługi wcale nie musi być tak kosztowne, jak to się powszechnie wydaje. Jest to doskonały wybór dla kierowców, którzy najbardziej cenią sobie czas i wysoką jakość obsługi (a we współczesnych autach o to coraz trudniej).

Najnowsze

Tysiące Fordów stworzyło najdłuższy korek drogowy

Kilka dni temu na jednej z dróg niedaleko Sofii pojawiło się 1527 samochodów z logo błękitnego owalu na masce. Nie był to przypadek, bowiem właśnie został pobity Rekord Guinessa.

W ostatni weekend do stolicy Bułgarii zjechało się sporo Fordów. Celem było stworzenie najdłuższego łańcucha na drodze składającego się z modeli tej samej marki i zgłoszenie tego faktu do Księgi Rekordów Guinessa. 

Finalnie pojawiło się ponad 2300 samochodów, które zbudowały kolejkę o długości 3,2 kilometra. Jednak wiele z nich zostało zdyskwalifikowanych, gdyż nie były zarejestrowane jako samochody osobowe. Finalnie zaliczono 1527 pojazdów marki Ford, a wśród nich pojawiły się takie modele jak Fiesta, Focus, Mondeo, ale także Taunus, Probe, Mercury, Granada, Maverick czy Cougar. Pojawiły się również klasyczne samochody takie jak Model A z 1930 roku.

Próba pobicia Rekordu Guinessa się powiodła. Poprzedni taki wyczyn miał miejsce w Ameryce Północnej i składał się z parady 829 samochodów. Miało to miejsce w 2014 roku. 

Do tej pory kilka razy organizowano podobne bicie rekordów. W zeszłym roku udało się to fanatykom marki Jeep (2420 egzemplarzy) w USA oraz Toyoty (742 egzemplarze) na Cyprze.

Najnowsze

Stare Mini zmieściło się w nowym

Od wielu lat nie jest zaskoczeniem, że samochody z generacji na generację mają coraz większe rozmiary. Rekordzistą w ten kwestii może być Mini, które pomieściło w swoim wnętrzu kartonowy odpowiednik sprzed kilku dekad.

Magazyn Practical Classics postanowił zademonstrować jak przez ostatnie lata uosły modele Mini. Wykorzystano w tym celu kartonową makietę Morrisa Mini z 1959 roku, którego wciśnięto do wnętrza nowego Mini Countryman.

Ten ciekawy eksperyment przeprowadzono w Holandii. Pomysłodawcy nie musieli się dużo napocić żeby wstawić kartonowe Mini do środka. Jedyny problem był z przednią częścią makiety, która opierała się o deskę rozdzielczą.

Porównanie suchych danych technicznych mówi nam, że nowy Countryman jest o 34 procent dłuższy w stosunku do modelu klasycznego. Szerokość wzrosła o 43 procent podczas gdy auto jest wyższe o zaledwie 16 procent. Rozstaw osi jest większy o 27 procent. Największa rozbieżność jest w masie obu pojazdów. Z 620 kg Mini „przytyło” do 1335 kg.

Nowe Mini Countryman jest również dużo szybsze niż poprzednik. Teraźniejszy model potrzebuje 11,9 sekundy żeby rozpędzić się od 0 do 100 km/h. Jego protoplasta potrzebował na to 27,1 sekundy. Prędkość maksymalna wynosi 175 km/h kontra 115 km/h. Nie mówiąc już o kwestiach bezpieczeństwa.

Najnowsze