Triumf Kuzaja na Kaszubach

Wykończyły zawodników odcinki specjalne Rajdu Lotos, odbywającego się w pierwszy weekend czerwca na Pojezierzu Kaszubskim. Na trudnych szutrowych trasach najlepiej poradził sobie Leszek Kuzaj, wygrywając po raz pierwszy od zeszłorocznego Rajdu Magurskiego. Czoper, którego pilotowała Magda Lukas nie polubił kaszubskich szutrów tłumacząc, że stworzony jest do asfaltowych tras.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Fot. Piotr Nurczyński

Zacięta walka trwała już od otwierającego rajd super oesu na stadionie żużlowym w Gdańsku. Zwyciężył mistrz prologów – Tomasz Kuchar w Peugeocie 207 S2000. Jednak już podczas prawdziwych prób, Tomek nie był w stanie odnaleźć swojego rytmu i popełniał błędy. Ostatecznie zajął siódme miejsce w rajdzie, przed swoim imiennikiem Czopikiem. – To był generalnie świetny rajd: trudny, techniczny, bardzo wymagający ze względu na zmienną aurę – powiedział na mecie Tomek Kuchar. Oczywiście jestem zawiedziony wynikiem. Ale taki jest już motosport, że zdarzają się czasem różnego rodzaju usterki. Do zakończenia sezonu daleko…

Kajetanowicz z nowym pilotem Jarkiem Baranem dojechali na piątym miejscu
Fot. Piotr Nurczyński

Czoper, którego pilotowała Magda Lukas także nie polubił kaszubskich szutrów tłumacząc, że stworzony jest do asfaltowych tras. Pięć sekund dzieliło na mecie popularnego QHR’a od Maćka Oleksowicza, który w tym sezonie wsiadł do auta S2000 i z uśmiechem na twarzy wjechał na metę rajdu. Sporo emocji dostarczył swoim fanom Kajetan Kajetanowicz – podczas pierwszego dnia zbyt mocno przyciął jeden z zakrętów. – Niestety, popełniłem błąd na drugim odcinku, gdy nieprecyzyjnie przyciąłem zakręt. Wyglądało bardzo groźnie i mogło się to dla nas naprawdę źle skończyć. Gdybym miał taką przygodę w aucie innym niż Subaru, zapewne nie byłbym w stanie pojechać dalej. Na szczęście w tym modelu chłodnica intercoolera zlokalizowana jest w bezpiecznym miejscu – komentował swój wyczyn Kajetan. Na szczęście mechanicy spisali się doskonale i drugiego dnia Kajto sprawnym autem wdrapywał się, kończąc ostatecznie rajd na piątym miejscu.

Widowiskowa i równa jazda Bryana Bouffier dowiozła go na drugie miejsce na podium
Fot. Piotr Nurczyński

Michał Sołowow także miał przygodę, która kosztowała go ponad minutę. Na jednym z ciasnych nawrotów na OS-4 zakopał swojego Peugeota w szutrowych koleinach. Ruszył dalej do boju i notował bardzo dobre czasy, wygrywając dwie próby w rajdzie zakończył walkę na czwartym miejscu w generalce. – Początek był całkiem niezły. Potem przydarzył się pechowy czwarty oes, na którym zagrzebaliśmy się w piachu na nawrocie. Straciliśmy półtorej minuty i przez to wypadliśmy trochę z gry o zwycięstwo – skomentował swój występ Sołowow. Zbigniew Staniszewski znany jest ze swojego uwielbienia do tras na luźnej nawierzchni. Wystartował w Rajdzie Lotos treningowo, ponieważ jego celem na ten sezon jest udział w Rajdzie Polski. Stanik, jak nazywają go kibice, zakończył rywalizację na trzecim miejscu, tracąc ponad dwie minuty do zwycięzcy. Do doskonałej formy powrócił Bryan Bouffier. Jadąc Mitsubishi Lancerem nawiązywał walkę z autami S2000. Chciał wygrać, ale powtarzał na każdej strefie, że nie jest w stanie dogonić Kuzaja, choć robi co może. Francuz marzy, by ponownie usiąść w aucie Super 2000, jednak póki co brak mu budżetu.

Leszek Kuzaj w drodze po zwycięstwo
Fot. Piotr Nurczyński

Na starcie rajdu Leszek Kuzaj życzył sobie, aby nie popełnić błędów. Kuzi wrócił do formy i triumfował w rundzie mistrzostw Polski po raz pierwszy od Rajdu Magurskiego, rozgrywanego prawie półtora roku wcześniej. Dostarczył też swoim wiernym fanom nie lada emocji, informując podczas serwisu, że ma ogromne problemy z silnikiem i nie wiadomo, czy w ogóle ukończy rajd. Mimo wszystko cisnął i wygrywał kolejne oesy, uzyskując łączny czas lepszy o ponad 20 sekund od Bryana. – To był dla nas bardzo udany rajd i cieszymy się razem z Jarząbem z wygranych dwóch dni i zdobycia maksymalnej ilości punktów. Rajd bardzo nam potrzebny. Dodał nam tyle sił i energii, że możemy patrzeć optymistycznie w przyszłość. Nie liczyłem, że będę na drugim miejscu w klasyfikacji punktowej – mówił Qzi.

Wśród zawodników pojawiły się na mecie aż cztery kobiety. Magda Lukas wspólnie z Tomkiem Czopikiem dojechali na ósmym miejscu. Punktowaną dziesiątkę zamknął Zbigniew Maliński, którego pilotowała Joanna Madej. Na prawy fotel Citroena C2 R2 prowadzonego przez Ariela Piotrowskiego powróciła Anna Wódkiewicz. W Subaru Imprezie, którą kierował Jarosław Pawliński, zasiadła posiadaczka kanadyjskiej licencji rajdowej Pamela Pawlińska.

Kolejną rundą Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski będzie Rajd Karkonoski, rozgrywany na malowniczych trasach w okolicach Jeleniej Góry w drugi weekend lipca.

Wyniki:

1. Leszek Kuzaj/Robert Hundla (Peugeot 207 Super 2000) 1:28.53,4 godz.

2. Bryan Bouffier/Xavier Panseri (Mitsubishi Lancer Evo IX) +24,5 sek.

3. Zbigniew Staniszewski/Bartlomiej Boba (Mitsubishi Lancer Evo IX) +2.08,6 min.

4. Michał Sołowow/ Maciej Baran (Peugeot 207 Super 2000) -+2.30,2 min.

5. Kajetan Kajetanowicz/Jarosław Baran (Subaru Impreza) +3.02,2 min.

6. Maciej Oleksowicz/Andrzej Obrębowski (Peugeot 207 Super 2000) +3.21,4 min.

7. Tomasz Kuchar/Daniel Dymurski (Peugeot 207 Super 2000) +3.26,0 min.

8. Tomasz Czopik/Magdalena Lukas (Mitsubishi Lancer Evo IX RS) +4.04,0 min.

9. Zbigniew Maliński/Joanna Madej (Mitsubishi Lancer Evo IX) +12.06,9 min.

10. Paweł Stefanicki/Bartosz Bil (Honda Civic FN2 R3) +12.17,9 min.

Klasyfikacja RSMP po Rajdzie Lotos:

1. Bryan Bouffier/Xavier Panseri  50 pkt

1. Leszek Kuzaj/Robert Hundla 45 pkt

3. Michał Sołowow/ Maciej Baran 39 pkt

4. Tomasz Kuchar/Daniel Dymurski 38 pkt

5. Kajetan Kajetanowicz 37 pkt

6. Tomasz Czopik/Magdalena Lukas 22 pkt

7. Zbigniew Staniszewski/Bartlomiej Boba  19 pkt

Maciej Oleksowicz/Andrzej Obrębowski 19 pkt

9. Radosław Typa/Ryszard Ciupka  7 pkt

10. Michał Bębenek/Grzegorz Bębenek  5 pkt

 

Najnowsze

Autoriada – Wielki Finał Programu Autochodzik

200 dzieci ze wszystkich 40 przedszkoli w Olsztynie wzięło udział w „Autoriadzie", wydarzeniu podsumowującym Przedszkolny Program Edukacji Komunikacyjnej „Autochodzik". Warmia i Mazury to drugie po Pomorskiem województwo w kraju, w którym realizowany jest pilotażowy program mający na celu wpajać dzieciom bezpieczne zachowania na drodze. 

„Autoriada” była podsumowaniem kilkumiesięcznego Przedszkolnego Programu Edukacji Komunikacyjnej „Autochodzik”, którego celem było opanowanie przez przedszkolaków zasad bezpiecznego uczestnictwa w ruchu drogowym. Dzieci bawiły się w kierowców, poznawały znaki drogowe, a podczas Autoriady zdobyły swoje pierwsze prawo jazdy. Program objął wszystkie 40 przedszkoli w Olsztynie. 

Zestaw „Autochodzik” składa się z samochodów wykonanych z miękkiej gąbki oraz drogowego miasteczka obejmującego ponad 100 elementów takich jak znaki drogowe, przejścia dla pieszych oraz sygnalizacja świetlna. Nauczyciele prowadzący zajęcia zostali dodatkowo wyposażeni w komplet kilkudziesięciu ćwiczeń i zabaw edukacyjnych. 

„Chcemy nadal rozwijać program. Liczymy, że w przyszłości zestawy „Autochodzik” trafią
do przedszkoli w całej Polsce” – powiedziała Ewa Konopka, rzecznik prasowy Michelin Polska S.A. 

fot. Michelin

Jak wynika z raportu WHO (World Health Organization) wypadki drogowe stanowią najczęstszą przyczynę wszystkich wypadków śmiertelnych wśród dzieci i młodzieży
na świecie. Według danych Policji, około 5 milionów dzieci w wieku szkolnym wychodzi codziennie na polskie drogi. Najczęstszymi przyczynami wypadków drogowych jest nagłe wtargnięcie na jezdnie oraz zabawy na jezdniach i poboczach drogi.                  

Projekt „Autochodzik” jest organizowany przy wsparciu rządowego programu „Razem bezpieczniej” realizowanego przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. 

Raport World Health Organization:
http://www.who.int/violence_injury_prevention/child/injury/world_report/en/index.html

Najnowsze

Wywiad z Chrisem Pfeiffer’em – specem od akrobacji motocyklowych

Rozmawiamy z Chrisem Pfeiffer'em - kaskaderem i motocyklistą, stunterem. Ze swojej pasji do motocykli uczynił sposób na życie. Wywiad zamieszczamy także w wersji oryginalnej, w języku angielskim.

Chris już  jako mały chłopiec przejawiał zainteresowanie motocyklami
fot. za zgodą Chris’a Pfeiffer’a

Chris opowiedział nam o tym, że już jako 10- letni chłopiec zaczął jeździć na motocyklach. Jak sam o sobie mówi jest szczęśliwcem, który może spełniać swoje marzenia. Od 1996 roku uprawia zawodowo stunt i swoje umiejętności prezentuje w setkach występów na całym świecie wciąż przesuwając granicę własnych możliwości. Co roku wprowadza do pokazów nowe ewolucje, a ponadto prowadzi przeróżne projekty i bierze udział w zawodach off-road Extreme Riding. Od 2000 roku intensywnie trenuje na seryjnych motocyklach i to właśnie takich maszyn, którymi każdy z nas może wyjechać
z salonu, coraz częściej używa podczas swoich występów. Czterokrotnie, za każdym razem pośród aplauzu wielotysięcznej widowni, Chris sięgnął po tytuły Stunt Riding World Champion i European Stunt Riding Champion. Ma na swoim koncie rekordowy, bo najdłuższy skok bez użycia rampy najazdowej nad 33 osobami leżącymi obok siebie. Jako jedyny także odbijając się od dachu Hummera wskoczył na motocyklu BMW G 450 X  na wznoszący się 20 metrów nad wodą wąski łuk mostu Via Tina we Włoszech.

Jeśli wolisz czytać po angielsku, kliknij tu.

Jak wyglądał początek Twojej drogi ku chwale? Twoje pierwsze kilometry na motocyklu? Na pewno uprawiałeś jakieś sporty motorowe… W jakich dyscyplinach?
– Zacząłem jeździć, kiedy mój tata powrócił do jazdy na motocyklu, po przerwie jaką zrobił sobie ze względu na założenie rodziny. Miałem wtedy 5 lat. Najpierw ćwiczyłem w ogrodzie rodziców, a kiedy miałem 10 lat zacząłem pokonywać przeszkody – to był klasyczny „trial”. W wieku 22 lat rozpocząłem przygodę z freestyle, najpierw na motocyklach trialowych, a potem szosowych.

Chris Pfeiffer
fot. Red Bull

Ile lat zajęło Ci doprowadzenie swoich umiejętności do takiej perfekcji? Czy rodzice Ci w tym towarzyszyli, pomagali, czy ktoś – być może jakiś trener, czy Twój autorytet – stanął na Twojej drodze do sukcesu?
– Dzięki wieloletniej praktyce w trialu miałem bardzo dobrą kontrolę nad motocyklem, a to jest świetne przygotowanie do jeżdżenia jako stunt (kaskader motocyklowy). Uważam, że trial jest najlepszą szkołą każdej dziedziny sportów motocyklowych. Mój tato zawsze mnie wspierał, ale nigdy nie namawiał  na uprawianie sportu zawodowo i nie trenował ze mną. Zawsze ćwiczyłem więcej, niż rodzice oczekiwali. Miałem dobre wyniki w nauce, więc nie było przeszkód, żebym mógł sporo czasu poświęcać jeździe na motocyklu. Szczerze mówiąc ćwiczyłem każdego popołudnia kręcąc się wokół domu. Moim idolem był Jean Pierre Goy, a później AC Farias, który zainspirował mnie do zmiany dyscypliny z trialu na stunt.

Uprawiasz jednak dosyć niszowy sport. Czy ta unikatowość Ci odpowiada, czy myślisz w przyszłości o wypłynięciu na szerokie wody i zaangażowaniu np. w wyścigi, enduro, trial itd.? Czy kibicujesz szczególnie jakieś dyscyplinie sportów motorowych?
– Ciągle myślę jeszcze o wyścigach extreme enduro. To wyjątkowo trudne imprezy, takie jak Erzberg, czy Hellgate. Ale musiałem zdecydować: enduro albo stunting i teraz wiem, że podjąłem właściwą decyzję. Nie można w dzisiejszych czasach odnosić sukcesów w dwóch dyscyplinach. Ciągle jednak kocham trial, więc jeżdżę kilka razy w miesiącu.

Chris w Cape Town podczas
Red Bull Trial to be Wild
fot. Kolesky, Red Bull Photofiles

Jesteś doświadczonym stunt’em. Czy dzielisz się swoją wiedzą z młodymi adeptami tej dyscypliny? Czy w Niemczech są miejsca, gdzie można ćwiczyć tego rodzaju akrobacje?
–  Mam dwa takie miejsca, gdzie mogę trenować: halę gokartową zimą i szkołę nauki jazdy i sportów motorowych latem. Czasem inni kierowcy odwiedzają mnie i trenujemy razem, ale głównie ćwiczę sam.

Wiadomo, że na niemieckich autostradach w wielu miejscach nie ma ograniczeń prędkości. Jeździsz na co dzień motocyklem, czy samochodem? Masz tendencję do szybkości, czy raczej poruszasz się spokojnie
i bezpiecznie?

– W życiu codziennym wolę samochód. Motocykle oznaczają dla mnie sport ekstremalny i wolę jeździć na nich w zamkniętej przestrzeni. Lubię szybkość, ale to nie oznacza, że zawsze przekraczam ograniczenia prędkości prowadząc samochód. Zwykle prowadzę spokojnie i bezpiecznie.

Zdarzyła Ci się w życiu jakaś wyjątkowa porażka czy wyczekiwany sukces, który na zawsze utkwił Ci w głowie?
– No cóż, miałem poważny wypadek w 1999 roku z powodu problemów technicznych przedniego hamulca. Po tym zdarzeniu przygotowujemy moje motocykle wyjątkowo dokładnie do każdej próby. Ciągle nie mogę darować sobie, że nie zdobyłem tytułu Mistrza Świata w 2004 roku. Poziom mojego występu był naprawdę dobry, ale nie mogłem odnaleźć rytmu w trakcie zawodów i popełniłem wiele drobnych błędów.

Erberg, Austria
fot. Bernhard Spöttel, Red Bull Photofiles

Nie zaprezentowałem też nowych tricków i znalazłem się na drugim miejscu. 
Jest wiele dni, pełnych sukcesów, których nigdy nie zapomnę ale wyjątkowym i zadziwiającym był ten, kiedy zdobyłem Mistrzostwo Świata w 2003 roku. To był pierwszy raz, kiedy brałem udział w zawodach i nie mogłem uwierzyć, że stoję na najwyższym stopniu podium naprzeciwko mojego bohatera AC Fariasa.

 

Widziałyśmy Cię na Motorrad Days w GaPa na BMW G 450 X; jak zwykle byłeś niesamowity! Co sprawia Ci większą radość, ujeżdżanie enduro czy freestyle? Co sądzisz o motocyklach, na których jeździsz obecnie? Czy jest w nich coś szczególnego, co Cię urzeka?

– Po pierwsze moją pasją jest „stunting” i choć ciągle kocham enduro i trial to traktuję to bardziej jako zabawę i jako ćwiczenie umiejętności, czy trening dla zachowania sprawności fizycznej. Jestem absolutnie zakochany w moim F800R. Jest to mój ulubiony motocykl.

Osiągnąłeś już tyle, że chyba więcej w tej dyscyplinie nie można. Oczywiście gratulujemy Ci utrzymania pozycji lidera w Indoor World Champs, ale zastanawiamy się, czy cieszysz się z kolejnej nagrody, czy to już pewien rodzaj rutyny?

Indoor World Champ, Zurich 2008
fot. Bernhard Spöttel, Red Bull Photofiles

– Nie, absolutnie nie rutyna. Trzecie  z kolei zwycięstwo w Indoor World Championship napawa mnie jeszcze większą dumą niż drugie. Łatwiej zwyciężyć raz, niż utrzymać tytuł i dlatego to świetne uczucie wygrać po raz kolejny tak trudne zawody. Współzawodnictwo nie jest jednak dla mnie najważniejsze w sporcie. Przygotowywanie nowych ewolucji i ich kombinacji jest prawdziwą motywacją.

Jak długo przygotowywałeś się do skoku nad 33 osobami? Jak to przebiegało? Chyba nikt przy tym nie doznał uszczerbku na zdrowiu?
– Nikt oczywiście nie ucierpiał! W trakcie treningów skakałem wielokrotnie przez ułożone paczki. Szybciej
i szybciej. Dalej i jeszcze dalej. Do ćwiczeń używałem motocykla trialowego.

Na jakich motocyklach jeździłeś wcześniej, przed BMW F800R? Czy masz do jednego z nich jakiś sentyment?
– Zanim przesiadłem się na BMW jeździłem na Ducati i Suzuki. Ciągle zresztą kocham wygląd i dźwięk Ducati, ale akrobacje na nim nie były zbyt łatwe. Zrobiłem wielki krok do przodu, kiedy zacząłem jeździć na BMW F800.

Wiemy, że Twoja obecna beemka jest zbliżona do wersji seryjnej. Jednak jak bardzo  ingerujesz w mechanikę swojej maszyny? Sam w niej „dłubiesz”, czy raczej oddajesz w ręce fachowców?
– Mam swojego własnego mechanika. Jest moim pracownikiem i przygotowuje moje motocykle tak, jak tego potrzebuję. Samo BMW udziela nam wsparcia technicznego, ale największa część pracy wykonywana jest w moim domowym garażu, gdzie pracuje Hans – mój mechanik.

Chris bardziej prywatnie
fot. Simon Pukl, Red Bull Photofiles

Twój kalendarz jest mocno napięty. Czy cały czas musisz trenować pomiędzy imprezami, czy możesz sobie pozwolić na kilka tygodni laby? Co lubisz robić poza jeżdżeniem na motocyklu?
– Muszę przyznać, że nie znoszę faktu, że tyle dni wypełniają mi podróże i spędzam je na lataniu, lub na autostradach i nie mogę trenować. Kiedy jestem w domu ćwiczę dwie godziny dziennie. Mój poziom techniczny nie ucierpi, jeśli odpuszczę trening przez kilka tygodni. Tylko to nie jest kwestia utrzymania poziomu, ale stawania się coraz lepszym.
Mój program ćwiczeń obejmuje jazdę na rowerze górskim, jogging, narciarstwo biegowe, gimnastykę i streching. Nie podnoszę ciężarów i nie chodzę do studia fitness. A dla zabawy lubię jeździć na nartach i oczywiście uprawiam trial i enduro.

 

Znasz jakiś polskich freestylowców / stunt’ów motocyklowych? Być może zetknąłeś się na świecie z jakąś kobietą uprawiającą podobny sport, która wywarła na Tobie wrażenie?
– Spotkałem się z Hubertem „Raptownym”, kiedy byłem w Warszawie i muszę stwierdzić, że prezentuje dość dobry poziom. Jest także młody Polak, który występował w Indoor World Championship (Rafał Pasierbek, przyp. red.). Jest bardzo dobry i ma talent. Jest kilka kobiet kaskaderek, ale ich występy nie są jeszcze na wysokim poziomie.

Czy u własnego syna Hannes’a, a może u córek zauważasz już jakieś predyspozycje motocyklowe? Będziesz chciał, żeby Twoje dzieci najpierw dzieliły, a potem być może kontynuowały Twoją pasję?
– Hannes ma dopiero 2 lata i już zwariował na punkcie dwukołowych pojazdów. Pierwszym słowem rano jest : moto, moto. Imituje moje triki na swoim trójkołowym rowerku i uwielbia przejażdżki ze mną na enduro w ogrodzie. Moje córki mają małe 50-tki oraz quada i lubią towarzyszyć mi kiedy biegam. Ale oprócz tego chyba wolą narty, taniec i muzykę. Dla mnie i mojej żony najważniejsze jest, aby miały pasję, jakąkolwiek.

Dziękujemy bardzo za rozmowę i życzymy wszystkiego najlepszego.

Najnowsze

Jak podróżować samochodem z psem?

Przed nami długi weekend. Wiele z nas wyruszy w podróż z całą rodziną, zabierając czworonożnych pupili. Powstały specjalne akcesoria samochodowe, które umożliwiają łatwiejsze i bardziej komfortowe ich przewożenie, a Volvo opracowało nawet poradnik dla kierowców, zawierający zasady bezpiecznego podróżowania z psem.

Zatrzymuj się na postoje, aby pies mógł się napić i wybiegać
fot. Volvo

Na co należy zwracać uwagę podczas podróży samochodem z psem?

Większość psów lubi jeździć autem. Dzięki wyposażeniu samochodu w odpowiednie akcesoria, właściciel czworonoga może zapewnić mu właściwą wygodę. Jednak zabierając go w podróż powinniśmy wziąć pod uwagę szereg istotnych kwestii:
– należy zatrzymywać się w regularnych odstępach czasu na spacery;
– zwierzak powinien mieć zapewniony dostęp do wody (nie możemy zapominać o przerwach w podróży na napojenie pupila); 
– należy sprawdzić, czy tylna klapa samochodu jest dobrze zamknięta. Jest to niezwykle ważne,
ponieważ zapewnia psu bezpieczeństwo podczas podróży eliminując ryzyko otwarcia klapy;

Warto zamontować w bagażniku kratę oddzielającą bagaż od miejsca dla psa
fot. Volvo

– dobrym pomysłem jest oduczenie psa wyskakiwania z samochodu, za wyjątkiem wyraźnego polecenia właściciela;
psa absolutnie nie można zostawiać zamkniętego w samochodzie, zwłaszcza
w okresie letnim, kiedy samochody bardzo szybko się nagrzewają;

– niektóre psy mogą cierpieć na chorobę lokomocyjną. Jeśli poświęcimy wystarczająco dużo czasu, większość psów można wytresować tak,
aby zapobiec temu problemowi. Jedna ze sztuczek
to dać psu kość do gryzienia. W przypadku psów szczególnie wrażliwych na chorobę lokomocyjną można również poprosić weterynarza o odpowiednie lekarstwa.

Bezpieczne przewożenia psa w bagażniku
fot. Volvo

Udogodnienia w samoochodach dla czworonożnych członków rodziny

Szwedzka firma Volvo zaproponowała właścicielom czworonogów w modelach V50, XC60, V70, XC70 oraz XC90 szeroką gamę akcesoriów ułatwiających podróże psom i ich właścicielom podczas wspólnej wycieczki samochodem. Są to:

1) ochronna krata umieszczona pomiędzy miejscem dla pasażerów i bagażnikiem, dzięki której pies, podczas podróży w bagażniku samochodu kombi jest bezpieczny. 

2) Ścianka dzieląca bagażnik wzdłuż na dwie części. Jedna część przeznaczona jest dla psa, a druga – na bagaż. Jest to praktyczne, gdy przewozimy zakupy lub inne pakunki, do którego nie powinny mieć dostępu zwierzęta. Aby zainstalować ściankę, konieczna jest również instalacja ochronnej kraty. 

3) Rolety zasłaniające okno tylne i okna boczne. Zapewniają one maksymalną ochronę przed wysoką temperaturą i drażniącym psa słońcem (niezależnie od tego, nie można psa zostawiać w samochodzie latem, ponieważ wnętrze auta nagrzewa się bardzo szybko).

Krata powinna być wyższa, jeśli mamy sporego pieska
fot. Volvo

4) Mata bagażnika wykonana z wytrzymałego i odpornego na zabrudzenia winylu. Mata pokrywa podłogę, panele boczne i oparcia tylnych foteli, chroniąc wnętrze samochodu, gdy zwierzak jest mokry lub brudny.

5) Praktyczny pojemnik na bagaż wykonane z formowanego wtryskowo plastiku, który chroni także wnętrze samochodu przed brudnymi łapami twojego zwierzaka. Łatwe do utrzymania w czystości.

Volvo stworzyło również linię akcesoriów przeznaczonych dla psów, dzięki którym podróż samochodem jest teraz dla nich znacznie wygodniejsza. Są to m.in. ręczniki, koce, szaliki, miski na wodę i smycze.

Samochodowa miska dla psa
fot. Volvo

Niektóre marki także oferują akcesoria do przewożenia psów w samochodach. Należy pytać
o nie u dealera danego modelu, którego jesteśmy właścicielkami.

Ręcznik dla psa, 100% bawełny
fot. Volvo
Koc dla psa, 100% polar
fot. Volvo

 

Najnowsze

Hummer dla muzeum WP

W związku z obchodami 10. rocznicy przystąpienia RP do struktur NATO oraz 90. rocznicą nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i RP odbyło się uroczyste zdeponowanie do zbiorów Muzeum Wojska Polskiego pierwszego pojazdu typu HMMWV M1151.

 

Fot. Milcar

Deponowany pojazd jest pierwszym, który trafi do polskiego muzeum. Jego właścicielem jest producent AM General Corporation.

Historia HMMWV rozpoczęła się pod koniec lat 70. XX wieku, gdy armia amerykańska rozpisała konkurs na nowy uniwersalny samochód użytkowy; projekt nazwano High Mobility Multipurpose Wheeled Vehicle – wielozadaniowy pojazd kołowy wysokiej mobilności, w skrócie HMMWV. Humvee został oficjalnie przyjęty do służby w US Army w 1984 roku, kiedy to zamówiono pierwszą partię aut liczącą 55 tysięcy pojazdów, wartą 1,2 miliarda dolarów.

Zamiar przyjęcia do uzbrojenia Wojska Polskiego pierwszych HMMWV sygnalizowano już w latach 90. XX wieku, ale ostatecznie dopiero na początku nowego milenium podjęto w tym celu konkretne kroki.

W 2002 roku model M1097A2 był testowany w Wojskowym Instytucie Techniki Pancernej i Samochodowej w Sulejówku, w listopadzie 2003 roku zaś przedstawiciele Polski i USA podpisali porozumienie w sprawie przekazania Wojsku Polskiemu pierwszych 217 pojazdów HMMWV w ramach amerykańskiej zagranicznej pomocy wojskowej (Foreign Military Financing – FMF).

Najnowsze