Tragiczny wypadek karetki na przejeździe w Puszczykowie. Czy musiało do niego dojść?

Tragiczny wypadek karetki na przejeździe w Puszczykowie. Czy musiało do niego dojść?

07 kwietnia 2019
1
W minioną środę Polską wstrząsnęła wiadomość o karetce pogotowia, która utknęła na przejeździe kolejowym i została zmieciona przez pociąg. Zginęły dwie z trzech osób nią podróżujących. Wraz z pojawieniem się nagrania z tego zdarzenia, możemy zastanowić się nad jego przyczyną oraz nad tym, czy można było coś więcej zrobić.

W środę 3 kwietnia, przed godziną 16, na przejazd kolejowy w podpoznańskiej miejscowości Puszczykowo wjechała karetka pogotowia, której załoga spieszyła się do pacjenta z bezpośrednim zagrożeniem życia. Według relacji świadków ambulans wjechał na tory, kiedy jeden ze szlabanów był już zamknięty, a drugi właśnie się opuszczał. Kierowca karetki musiał uznać, że zdąży jeszcze przejechać.

Nie zdążył, samochód został uwięziony, więc kierujący zaczął ustawiać go równolegle do torów w nadziei, że uda mu się usunąć z drogi nadjeżdżającego pociągu. Jeden ze świadków relacjonował potem, że był przekonany, iż manewr się uda. Niestety, pociąg staranował i kompletnie zmiażdżył karetkę. Na miejscu zginął ratownik medyczny i lekarz, natomiast stan kierowcy określany jest jako ciężki, ale stabilny. Utrzymywany jest on w stanie śpiączki farmakologicznej.

Dokładny zapis zdarzenia można zobaczyć dopiero teraz, dzięki filmowi zamieszczonemu przez Ochotniczą Straż Pożarną. Widać na nim jak karetka powoli i ostrożnie wjeżdża na przejazd, a kierowca na widok zamykających się rogatek, zamiast zatrzymać się i cofnąć, wjeżdża na tory i zostaje uwięziony. Manewrując później nie ustawia się obok torów, ale na nich, przodem do zbliżającego się pociągu. Dlaczego nikt nie próbował uciekać z pojazdu, skoro wszyscy trzej musieli widzieć, że dosłownie sekundy dzielą ich od zderzenia?

W mediach pojawiły się anonimowe wypowiedzi ratowników, którzy sugerowali, że kierowca nie wyłamał szlabanu w obawie przed koniecznością pokrycia uszkodzeń karetki z własnej kieszeni. Wielu komentujących zwraca natomiast uwagę, że w takiej sytuacji nie czas jest na tego typu kalkulacje. Szczególnie, że rogatki można z łatwością wyłamać gołymi rękami! To nie są pancerne szlabany, które mają uwięzić jakiegoś pechowego kierowcę – wręcz przeciwnie, mają umożliwić łatwą i bezpieczną ucieczkę.

Sprawą zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Poznaniu, która w czwartek wszczęła śledztwo. Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym oraz sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.

Tej tragedii można było uniknąć. Pamiętajcie, aby nie wjeżdżać na przejazd kolejowy, kiedy świeci się czerwony sygnał - zaraz po nim opadają rogatki. Pamiętajcie, że rogatki możecie wyłamać sami, albo delikatnie popychając je samochodem. Pamiętajcie, żeby w ostateczności po prostu wyskoczyć z samochodu - uratujecie swoje życie, a to jest najważniejsze.

Komentarze

Alvin
12 lutego 2020 18:55
Ogladalem wiele przypadkow na torach, ale nie rozumiem, szlaban to nie sciana, da sie wyjechac, przynajmniej ja bym tak zrobil.