Tragiczny wypadek karetki na przejeździe w Puszczykowie. Czy musiało do niego dojść?
W minioną środę Polską wstrząsnęła wiadomość o karetce pogotowia, która utknęła na przejeździe kolejowym i została zmieciona przez pociąg. Zginęły dwie z trzech osób nią podróżujących. Wraz z pojawieniem się nagrania z tego zdarzenia, możemy zastanowić się nad jego przyczyną oraz nad tym, czy można było coś więcej zrobić.
W środę 3 kwietnia, przed godziną 16, na przejazd kolejowy w podpoznańskiej miejscowości Puszczykowo wjechała karetka pogotowia, której załoga spieszyła się do pacjenta z bezpośrednim zagrożeniem życia. Według relacji świadków ambulans wjechał na tory, kiedy jeden ze szlabanów był już zamknięty, a drugi właśnie się opuszczał. Kierowca karetki musiał uznać, że zdąży jeszcze przejechać.
Nie zdążył, samochód został uwięziony, więc kierujący zaczął ustawiać go równolegle do torów w nadziei, że uda mu się usunąć z drogi nadjeżdżającego pociągu. Jeden ze świadków relacjonował potem, że był przekonany, iż manewr się uda. Niestety, pociąg staranował i kompletnie zmiażdżył karetkę. Na miejscu zginął ratownik medyczny i lekarz, natomiast stan kierowcy określany jest jako ciężki, ale stabilny. Utrzymywany jest on w stanie śpiączki farmakologicznej.
Dokładny zapis zdarzenia można zobaczyć dopiero teraz, dzięki filmowi zamieszczonemu przez Ochotniczą Straż Pożarną. Widać na nim jak karetka powoli i ostrożnie wjeżdża na przejazd, a kierowca na widok zamykających się rogatek, zamiast zatrzymać się i cofnąć, wjeżdża na tory i zostaje uwięziony. Manewrując później nie ustawia się obok torów, ale na nich, przodem do zbliżającego się pociągu. Dlaczego nikt nie próbował uciekać z pojazdu, skoro wszyscy trzej musieli widzieć, że dosłownie sekundy dzielą ich od zderzenia?
W mediach pojawiły się anonimowe wypowiedzi ratowników, którzy sugerowali, że kierowca nie wyłamał szlabanu w obawie przed koniecznością pokrycia uszkodzeń karetki z własnej kieszeni. Wielu komentujących zwraca natomiast uwagę, że w takiej sytuacji nie czas jest na tego typu kalkulacje. Szczególnie, że rogatki można z łatwością wyłamać gołymi rękami! To nie są pancerne szlabany, które mają uwięzić jakiegoś pechowego kierowcę – wręcz przeciwnie, mają umożliwić łatwą i bezpieczną ucieczkę.
Sprawą zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Poznaniu, która w czwartek wszczęła śledztwo. Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym oraz sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.
Tej tragedii można było uniknąć. Pamiętajcie, aby nie wjeżdżać na przejazd kolejowy, kiedy świeci się czerwony sygnał – zaraz po nim opadają rogatki. Pamiętajcie, że rogatki możecie wyłamać sami, albo delikatnie popychając je samochodem. Pamiętajcie, żeby w ostateczności po prostu wyskoczyć z samochodu – uratujecie swoje życie, a to jest najważniejsze.
Zostaw komentarz:
Najnowsze
-
-10°C i niemy diesel na parkingu. Winne są nie świece, a ten zapomniany element
Gdy słupek rtęci spada poniżej -10°C, twój diesel może przestać być samochodem, a stać się drogą bryłą lodu. Okazuje się, że za 9 na 10 porannych koszmarów odpowiada ten sam, lekceważony przez kierowców element. -
Opony to za mało. Te 2 płyny w aucie decydują o bezpieczeństwie zimą. Sprawdź przed wyjazdem!
-
Niebezpieczne „mikołajki” pod maską: na 8 z 10 płynów do spryskiwaczy nie można polegać
-
Świąteczny prezent od Forda: hybrydowy van, który ratuje zwierzęta. Zobacz, jak działa „112 dla zwierząt
-
Renault 5 o włos od wygranej! Jak Fiat Panda odniósł zwycięstwo w najważniejszym polskim konkursie Car of the Year?
Komentarze:
Anonymous - 5 marca 2021
Ogladalem wiele przypadkow na torach, ale nie rozumiem, szlaban to nie sciana, da sie wyjechac, przynajmniej ja bym tak zrobil.