Tragiczny wypadek – ciężarówka dosłownie roztrzaskała samochód

Nagranie przedstawia prawdziwie przerażający wypadek, do jakiego doszło na ośnieżonej, rosyjskiej drodze.

Każdy kto jechał kiedyś częściowo zaśnieżoną drogą wie, że są to szczególnie zdradliwe warunki. Dość dobra przyczepność na szerokich koleinach daje poczucie, że panujemy nad sytuacją i możemy jechać z większą prędkością. Zaskoczenie pojawia się w sytuacji, kiedy nagle trafimy na więcej błota pośniegowego, częściowo oblodzoną nawierzchnię albo spróbujemy wyprzedzić inny pojazd. Wjechanie na pokryty śniegiem fragment drogi może okazać się zgubne.

Nie wiemy czy kierujący autem, które uczestniczyło w wypadku, wyprzedzał inny pojazd. Może po prostu przesadził z prędkością i stracił panowanie nad autem? Na nagraniu widzimy jedynie jak sunie bokiem, tylnymi kołami zmiatając śnieg na poboczu i wpada pod jadącą z naprzeciwka ciężarówkę.

Samochód nie rozbił, ale roztrzaskał się, a siła uderzenia odrzuciła go gdzieś w przydrożne zaspy. W wypadku zginęły dwie osoby.

Najnowsze

Zablokował skrzyżowanie i szybko tego pożałował

Wielu kierowców nie przejmuje się tym czy będą mogli opuścić skrzyżowanie po wjechaniu na nie, czy może zablokują przejazd innym kierowcom. Nie wszyscy niestety pożałowali takiego zachowania.

Na nagraniu widzimy sytuację typową dla polskich dróg. Zielone światło, sznur aut wjeżdża na skrzyżowanie, ale kierowcy nie zastanawiają się czy przed nimi jest na tyle dużo miejsca, żeby się wszyscy zmieścili. Tym razem nie zmieścili się.

Na sytuację natychmiast zareagował patrol w nieoznakowanym radiowozie, który poprosił niefrasobliwego kierowcę o zjechanie na bok w celu przeprowadzenia rozmowy na temat jego zachowania. Nie wiemy tylko dlaczego policjant zainteresował się tylko jednym kierowcą, skoro aż trzech zablokowało skrzyżowanie.

Najnowsze

Trzylatka uszkodziła 10 nowych Audi, diler wystawił ojcu rachunek

Każdy kto ma małe dzieci wie, że nie można ich nawet na moment spuścić z oka, bo nigdy nie wiadomo co znów zmajstrują. Możemy być pewni, że ten ojciec już nigdy nie pozwoli swojej córce odejść choćby na krok.

Sytuacja miała miejsce w Chinach, gdzie pewien mężczyzna poszedł do salonu Audi ze swoją trzyletnią córką. Musiał być tam czymś bardzo zajęty, ponieważ dziewczynka zdążyła w tym czasie znaleźć mały kamień i wydrapać kilka rysunków na nadwoziach dziesięciu aut stojących w salonie (między innymi modele Q3 i Q8).

Sprawa okazała się być bardzo poważna, bo choć uszkodzenia nie były bardzo poważne, wymagały interwencji lakiernika. Problem w tym, że takich aut po poprawkach nie można już sprzedaż jako fabrycznie nowych (grozi za to konieczność wypłaty kupującemu odszkodowania i to równego trzykrotności wartości pojazdu). Samochody wyraźnie więc straciły na wartości.

Diler pozwał ojca trzylatki i domagał się w sądzie wypłaty równowartości około 109 tys. zł. Ta propozycja została odrzucona i strony ostatecznie zgodziły się na kwotę około 38 tys. zł.

Najnowsze

Śmiertelne potrącenie pieszego na chodniku przez ciężarówkę

Żeby doszło do tragedii wcale nie jest potrzebna duża prędkość i brawura. Czasami zwykła nieuwaga może okazać się śmiertelnie niebezpieczna.

Do zdarzenia doszło w Tychach przy ulicy Andersa. 26-letni kierowca cofając ciężarówką przystosowaną do przewożenia kontenerów, potrącił idącego chodnikiem 55-letniego mężczyznę, który zmarł na miejscu.

Obecnie wiadomo tylko, że kierowca ciężarówki był trzeźwy. Policja bada okoliczności zdarzenia, a prokuratura zarządziła sekcję zwłok ofiary wypadku.

Na poznanie przyczyn tej tragedii będziemy musieli trochę poczekać, ale najbardziej prawdopodobny scenariusz wydaje się ten najprostszy. Kierowca ciężarówki po prostu nie zauważył przechodzącego mężczyzny (widzi on tylko przecież to, co pojawi mu się w bocznych lusterkach, a i tu martwe strefy sa znacznie większe niż w przypadku aut osobowych). A dlaczego 55-latek nie zareagował na jadącą w niego ciężarówkę? Nie raz widzieliśmy pieszych, którzy nie zwracają uwagi na zagrażające im pojazdy, a nawet jeśli je widzą, to uważają, że przecież nikt ich nie potrąci. Tu mogło być podobnie.

Źródło: TVN 24

Najnowsze

Pościg policyjnego BMW za dwa razy mocniejszym Mercedesem

Kierowca Mercedesa AMG miał sporo na sumieniu, ale też sporo koni pod maską. Postanowił zrobić z nich użytek, żeby uciec przed nieoznakowanym radiowozem. Nie była to najlepsza decyzja w jego życiu.

Na krajowej „siódemce” w Libertowie patrol grupy Speed z krakowskiej komendy zauważył kierowcę Mercedesa CLK 63 AMG, który popełnił wykroczenie. Z pasa do skrętu w prawo pojechał na wprost, po czym zmieniając pas ruchu, zmusił innego kierowcę do hamowania. Patrol dał kierującemu sygnał do zatrzymania i wskazał miejsce kontroli.

Kierowca Mercedesa jednak zlekceważył te polecenia. Wówczas patrol wyprzedził go i wydał kolejne polecenie – podążania za radiowozem. Ale gdy tylko radiowóz zjechał w kierunku miejsca kontroli, kierowca CLK przyspieszył i rozpoczął ucieczkę. Liczył zapewne, że mając dużą przewagę mocy, uda mu się zgubić radiowóz. Wersja 63 AMG ma bowiem pod maską wolnossące V8 o pojemności 6,2 l i mocy 481 KM. Sprint do 100 km/h zajmuje temu sportowemu kabrioletowi 4,7 s. Policyjne BMW 330i ma jedynie 2-litrową, doładowaną jednostkę legitymującą się mocą 252 KM, ale do 100 km/h przyspiesza w 5,8 s, więc różnica nie jest aż tak duża. Ponadto tego dnia padał deszcz i asfalt był mokry, co faworyzowało BMW mające napęd na wszystkie koła.

Oprócz ogromnej mocy, uciekinier korzystał też z innych sposobów, aby zgubić radiowóz (w pewnej chwili zjechał w zatokę drogową licząc że policjanci go przeoczą). Podczas pościgu pirat popełnił szereg kolejnych wykroczeń, takich jak wyprzedzanie na skrzyżowaniu i kilkukrotne przekroczenie dozwolonej prędkości. Pościg trwał od miejscowości Gaj do Mogilan, gdzie pojazd został zablokowany z mimowolną pomocą postronnych kierowców.

Kierującym Mercedesem okazał się 32-letni mieszkaniec powiatu kazimierskiego. Sprawdzenie w policyjnej bazie danych wykazało, że mężczyzna posiada dwa zakazy prowadzenia pojazdów i jest poszukiwany do odbycia kary aresztu do czterech spraw, w toku których zasądzono mu odbycie łącznie 46 dni odsiadki. Strach przed zakładem karnym, jak tłumaczył, był przyczyną jego zachowania. Dodał, że w trakcie ucieczki konsultował telefonicznie z adwokatem czy zatrzymać się do kontroli.

Ponadto okazało się, że Mercedes, którym się poruszał, nie był zarejestrowany w Polsce i posiadał tablice rejestracyjne od innego pojazdu. Samochód został odholowany na parking strzeżony. 32-latek z kolei został zatrzymany i doprowadzony do aresztu śledczego, gdzie spędzi najbliższe tygodnie. Mężczyzna odpowie między innymi za kierowanie pomimo orzeczonego zakazu oraz za niezatrzymanie się do kontroli. Za samą tylko ucieczkę grozi mu do pięciu lat więzienia.

Najnowsze