Toyota napędzana krowimi odchodami – wideo

Producenci ciągle poszukują odnawialnych źródeł energii, które pozwolą uniezależnić się od paliwowego lobby. Toyota chwali się, że jej najnowszy model może być zasilany paliwem, w którego produkcji biorą udział... krowy.

Najnowszy klip Toyoty wyreżyserowany przez Morgana Spurlocka dotyczy modelu Mirai, który będzie pierwszą, seryjnie produkowaną Toyotą zasilaną przez wodór.

Film pokazuje, że paliwo do nowej Toyoty może być produkowane praktycznie ze wszystkiego. Tym razem padło na krowy oraz ich odchody. Okazuje się, że z nich również można wytworzyć wodór, który zasili model Mirai. 

Wodorowe samochody to w tej chwili melodia przyszłości, ale producenci coraz bardziej uświadamiają sobie korzyści z rozprzestrzeniania tej technologii. Być może za kilka lat ujrzymy więcej samochodów generujących parę wodną zamiast trujących spalin.

Dla przypomnienia: Toyota Mirai będzie kosztować 57 500 dolarów i będzie wyposażona w silnik zasilany wodorem, który pozwoli na sprint auta do setki w 9 sekund. Pełen bak wodoru pozwoli na przejechanie 483 kilometrów.

 

Źródło filmu: Toyota USA, tłumaczenie: Toyota News PL

Najnowsze

Kupiła BMW za drobniaki

Pewna klientka w Chinach postanowiła kupić sobie luksusowe BMW serii 7. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zapłaciła drobnymi.

Pani Li mieszkająca na co dzień w Zhengzhou postanowiła się udać do lokalnego przedstawiciela bawarskiej marki celem zakupu nowego BMW 730 Li. Po wybraniu idealnego egzemplarza przyszedł czas zapłaty. Wtedy Pani Li wyciągnęła część kwoty w gotówce, która składała się ze 100 tysięcy drobnych banknotów. 

Żeby przeliczyć pieniądze potrzeba było 20 pracowników salonu, którzy poświęcili na to sześć godzin. Resztę kwoty Pani Li uiściła przy pomocy karty płatniczej. 

Zapłata drobnymi banknotami nie była w żadnym wypadku złośliwością ze strony klientki. Przez lata oszczędziła ona na wymarzone auto prowadząc biznes gastronomiczny, gdzie klienci płacą pieniędzmi o niewielkich nominałach. Postanowiła zbierać je dopóki nie przyjdzie czas na zakup nowego samochodu. I w końcu nadszedł.

Po przeliczeniu pieniędzy zadowolona Pani Li odjechała swoim nowym BMW 730 Li.

Najnowsze

Policja i ITD sprawdzą spaliny

Koniec z jeżdżeniem z wymontowanym katalizatorem lub filtrem DPF. Policja wraz z Inspekcją Transportu Drogowego będą kontrolować co wydostaje się z rur wydechowych.

Nie wgłębiając się zbyt mocno w dyskusję na temat tego, co powoduje zanieczyszczenia powietrza oraz smog w dużych miastach, mamy świadomość, że po części odpowiadają za to samochody. I to nie tylko ciężarowe, ale przede wszystkim osobówki, których w naszym kraju jest prawie 25 milionów. Duży procent z nich to auta technologicznie przestarzałe oraz niesprawne, emitujące sporo szkodliwych substancji do atmosfery.

Od kilku lat funkcjonuje w naszym kraju opłata za przejazd drogami w zależności od spełnianych norm emisji spalin. Dotyczy to jednak wyłącznie aut dostawczych i ciężarowych. Jednak wymusiło to na wielu firmach transportowych wymianę floty pojazdów.

Na stan rynku aut osobowych w Polsce wpływ ma wiele czynników, jednak pewne organy zamierzają ukrócić jazdę zdezelowanymi maszynami lub samochodami pozbawionymi filtrów cząstek stałych czy katalizatorów.

Policja wraz z Inspekcją Transportu Drogowego zapowiada coraz częstsze kontrole spalin w samochodach. Urządzenie służące do kontroli pokaże, czy układ wydechowy samochodu jest w pełni sprawny. Oczywiście, za przekroczenie norm kierowca otrzyma mandat do 500 złotych, a funkcjonariusz będzie mógł zatrzymać dowód rejestracyjny pojazdu naruszającego przepisy związane z ochroną środowiska.

Najnowsze

Test Ford C-Max i Grand C-Max: pierwsza jazda na Majorce – zauroczenie

Jest ładny, przestronny i dobrze wykonany. Pomieści nie tylko rodzinę, lecz całe pokolenie. Ale to, co najlepsze, jest niewidoczne dla oka. Warto nim pojeździć i skutecznie dać się uwieść - nowy Ford C-MAX oferuje całkiem sporo zaskoczenia. Gdzie czyha niespodzianka? Jak kierowca czuje się na zakrętach? Za nami pierwsza jazda, a wraz z nią, nasze pierwsze wrażenia.

Mimo że oferty producentów nie przestają się rozrastać, nadal o zakupie samochodu decyduje rozum. Nasz środek transportu zazwyczaj musi być komfortowy, przestronny, mieć spory bagażnik i w miarę dobrze się prowadzić zarówno w mieście, jak i poza nim.Choć serce podsuwa nam inne oferty (Ford Mustang?), to właśnie zwykle rozsądek zazwyczaj bierze górę. Ford C-max od lat wzbudza w użytkownikach zaufanie, o czym może też świadczyć prestiżowe wyróżnienie, nadane przez organizację Dekra. Rodzinne auto od Forda okazało się najbardziej niezawodnym pojazdem w swojej klasie. A my mówimy „sprawdzam” jego najnowszej wersji.

Ford C-max drugiej generacji ani trochę nie stracił ze swojego charakteru. To nadal pojemny samochód rodzinny. Dla tych, którzy oczekują więcej przestrzeni, producent przygotował 7-osobową wersję: Ford Grand C-max. Projektanci nie rozpętali rewolucji w wyglądzie zewnętrznym, za to inżynierowie postarali się o cały szereg systemów wspomagających bezpieczeństwo na pokładzie. Jednym z nich jest Cross Traffic Alert, który – podczas wyjazdu z miejsca parkingowego tyłem – ostrzega kierowcę przed innymi pojazdami znajdującymi się na drodze. Przydatnym może się również okazać system zapobiegania kolizjom przy małych prędkościach, zwłaszcza w ruchu miejskim. Jego działanie polega na przygotowaniu do działania układu hamulcowego. Jeżeli zatem kierowca nie zareaguje, a samochód znajdzie się zbyt blisko poprzedzającego pojazdu, system automatycznie wykona czynność hamowania za nas. W poprzednim modelu działanie zostało ograniczone do prędkości 30 km/h. W najnowszej generacji system zareaguje podczas jazdy z prędkością do 50 km/h. To, co jednak najlepsze w tym samochodzie, kryje się zupełnie gdzie indziej. Nasze wrażenia z jazdy nabierały kształtu na odcinku 140 kilometrów, za kierownicą egzemplarza wyposażonego w benzynowy, turbodoładowany silnik EcoBoost o pojemności 1.5 litra i mocy 150 KM oraz momencie obrotowym 240 Nm. Całość współpracowała z manualną, 6 biegową skrzynią.

Już po pierwszych pokonanych kilometrach samochód sprawiał naprawdę dobre wrażenie. Na słowa pochwały zasługuje jednostka napędowa, która pracowała cicho niczym duch. Do kabiny pasażerskiej docierał jedynie subtelny szum powietrza, zaś dyskretny odgłos pracy silnika dało się słyszeć dopiero na autostradzie przy prędkości 120 km/h – docenią to na pewno matki, których dzieci chcą spać podczas jazdy. Do tego silnik okazał się bardzo elastyczny reagując na każdorazowe dotknięcie pedału gazu, praktycznie niezależnie od biegu, na którym aktualnie pracował silnik. Wspomniany pedałem trzeba było się intensywnie się posługiwać – trasa, na jakiej przyszło nam testować nowego Forda C-Max, była bardzo kręta i wiodła często pod górę. Przed każdorazowym wejściem w zakręt trzeba było delikatnie przyhamować, aby podczas wyprowadzania samochodu z zakrętu dodać z kolei nieco więcej gazu. Silnik radził sobie w tych warunkach wręcz wyśmienicie – miała na to wpływ niska masa pojazdu (1394 kg) i dobre rozłożenie mas. Tak wymagająca droga obnażyła również pracę zawieszenia, które z kolei jest najmocniejszą stroną tego samochodu. Podczas kiedy w konkurencyjnych modelach z tego segmentu na zakrętach buja niczym na łóżku wodnym, nowy Ford C-Max zachowywał się niczym rasowy sportowiec. Nawet podczas pokonywania bardzo ostrych  zakrętów samochód sprawiał wrażenie, jakby w całości został odlany z jednej masy.

Piotr Biesiekirski ukończył wyścigi w Jerez na siódmym i szóstym miejscu

Przeszkodą nie było nawet dość długie nadwozie (4379 mm, w przypadku wersji Grand C-Max – 4519 mm). Wręcz wzorową pracą zawieszenie wykazało się również podczas pokonywania nierówności w postaci „leżących policjantów” (z przodu niezależne zawieszenie na kolumnach MacPhersona, z tyłu niezależne zawieszenie wielowahaczowe z powiększonymi amortyzatorami podwójnie mocowanymi do nadwozia). Odnosiłam wrażenie, że samochód nabierał rozpędu i wręcz przeskakiwał przez każdą tego typu przeszkodę. Można wieźć ze sobą porcelanową zastawę, koszyk przepiórczych jajek czy też malutkie, śpiące dziecko – zawieszenie w tym samochodzie weźmie na siebie po prostu wszystko. I mimo że Ford przez wiele lat zdążył nas przyzwyczaić do faktu, że ma świetne zawieszenie, to te, zastosowane w najnowszym C-Max i Grand C-Max nadal pozostaje ogromną niespodzianką. Po pokonaniu całego dystansu ciężko było odczuć jakiekolwiek oznaki zmęczenia. Dźwignia zmiany biegów pracowała z precyzją snajpera, a każdy z wybranych biegów posłusznie wskakiwał na swoje miejsce. Oklaski należą się również dla układu kierowniczego, który był bezpośredni, ale nie na tyle, aby zmęczyć kierowcę podczas pokonywania licznych łuków na drodze. Dzięki takiemu zestrojeniu samochód nie wydawał się zbyt nerwowym i przesadnie reagującym na każdorazowy ruch kierownicą. A cała radość z jazdy po tych wymagających, krętych drogach, została zwieńczona zużyciem paliwa na poziomie 9 litrów na setkę.

Czy w tym całym gąszczu zalet ten samochód ma jakiekolwiek wady? Owszem, jedną z nich jest niewątpliwie nawigacja. Jej minusem jest szybkość, a raczej jej brak. Potrafiła komunikować skręt za 20 metrów, podczas kiedy samochód właśnie się znajdował na jego wysokości. Plus za fakt, że na rondach numerowała zjazdy (pierwszy zjazd, drugi zjazd itd.), dzięki czemu łatwo można było samodzielnie to sprawdzić a nie zawierzać jedynie wyświetlanemu obrazowi, który zresztą potrafił się obracać wraz z kierunkiem jazdy, co było czasem mylące dla kierowcy).

Część odcinka testowego udało się również pokonać nieco większą wersją Grand C-Max, wyposażoną w wysokoprężny, turbodoładowany, 4-cylindrowy silnik o pojemności 2.0 l i mocy 150 KM. Tutaj warto podkreślić, że wprawdzie różnica w gabarytach tkwi jedynie w długości nadwozia (Grand C-Max jest dłuższy jedynie o 140 mm), to powiększona wersja oferuje dodatkowe dwa miejsca w bagażniku oraz tylne, przesuwne drzwi, będące na wagę złota podczas wyjmowania dziecka z fotelika na zatłoczonych parkingach.

Choć silnik wysokoprężny generuje dokładnie taka samą moc, co benzynowa jednostka, to moment obrotowy jest tu zdecydowanie większy (400 Nm), a zużycie paliwa mniejsze (7,8 l/100 km). To właśnie moment sprawiał, że silnik momentalnie rozpędzał ten, w końcu niemały, samochód. Tu także 6-biegowa skrzynia biegów działa bez zarzutu, a zawieszenie skutecznie dbało, aby nikt na pokładzie nie odczuł nawet minimalnego odchylenia nadwozia na ostrych zakrętach.

Zarówno nowy Ford C-Max jak również Grand C-Max będzie dostępny w trzech wersjach wyposażenia: Trend, Edition oraz Titanum. Paletę silników otwierają benzynowe, turbodoładowane jednostki:

1.0 EcoBoost  ( 100 KM i 125 KM)

1.5 EcoBoost (150 KM i 182 KM)

1.6 Ti-VCT (85 KM i 125 KM)

Oferta silników diesla jest znacznie bogatsza:

1.5 TDCi (95 KM, 105 KM, 120 KM)

2.0 TDCi (150 i 170 KM)

Ceny modelu C-MAX  startują  od 73 600 zł zaś Grand C-MAX od 76 650 zł. O tym jak ten wyrostek radzi sobie w mieście, jaki ma apetyt na paliwo podczas postoju w korkach i jak reagują systemy bezpieczeństwa w miejskiej dżungli dowiecie się z naszego redakcyjnego, nieco dłuższego testu.

Dane techniczne Ford C-MAX 1.5 EcoBoost oraz Ford Grand C-MAX 2.0 TDCI:

Model / Silnik

C-MAX 1.5 EcoBoost

Grand C-MAX 2.0 TDCI

Pojemność

1499 cm3

1997 cm3

Moc

150 KM przy 6000 obr/min

150 KM przy 3500 obr./min.

Moment obrotowy

240 Nm przy 1600-4000 obr/min

400 Nm przy 2000-2500 obr/min

Masa własna

1394 kg

1577 kg

Dł. /Szer. / Wys.

4379/2067/1610 mm

4519/2067/1642 mm

Pojemność zbiornika

55 litrów

60 litrów

Pojemność bagażnika

627 l

728/800 litrów

Najnowsze

Goodc

Zawodniczki gotowe na Rajd Świdnicki-Krause

25 kwietnia rozpocznie się pierwsza runda LOTOS Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski – 43. Rajd Świdnicki-KRAUSE. Na trasach Przedgórza Sudeckiego najlepsi zawodnicy, a w tym 7 kobiet, zainaugurują zmagania w sezonie 2015.

Rajd Świdnicki 2015 to przede wszystkim nowość i awans dla wielu zawodników Rajdowego Pucharu Polski, który został rozwiązany z końcem ubiegłego sezonu. To też nowy harmonogram, który właściwą rywalizację rozpoczyna dopiero w sobotnie popołudnie.

W sobotę 25 kwietnia od godziny 8.00 do 12.00 zawodnicy będą mogli sprawdzić ustawienia rajdówek, podczas odcinka testowego (shakedown) zlokalizowanego na trasie Witoszów-Modliszów. Ceremonia Startu 43. Rajdu Świdnickiego-KRAUSE rozpocznie się na Rynku w Świdnicy, a pierwsi zawodnicy przejadą przez rampę startu o 14.00.
Pierwszy odcinek specjalny (Rościszów-Walim) wystartuje o godzinie 15.10 i tego dnia załogi będą miały do pokonania cztery odcinki specjalne. W niedzielę zawodnicy rozpoczną rywalizację od godziny 9.00 odcinkiem specjalnym Kamionki – Jawornik. Następnie odbędzie się próba Dziećmorowice Walim (start o 10.00). Załogi podczas drugiej pętli przejadą te same odcinki o 12.40 i 13.40.

Ostatnim, ale niesamowicie widowiskowym i interesującym odcinkiem specjalnym będzie próba rozgrywana na ulicach Świdnicy. W tym roku, w myśl nowych przepisów, próba ta będzie dodatkowo punktowana, dzięki czemu walka na nim powinna być jeszcze bardziej interesująca. Start odcinka miejskiego Świdnica (Power Stage) jest zaplanowany na 15.08. A meta 43. Rajdu Świdnickiego-KRAUSE wraz z wręczeniem pucharów odbędzie się na świdnickim Rynku o 16.30.

{{ tn(8958) left }}Pierwszą kobietą na Liście Zgłoszeń jest Magdalena Lukas u boku Wiesława Ingrama w bardzo mocnym Subaru Impreza STI z numerem 12. Po małej rozgrzewce z 2014 roku i wspólnych startach w Rajdzie Wisły i Rajdzie Ziemi Bocheńskiej – przyszedł czas na Rajd Świdnicki.

Nowy sezon to również debiutantki w RSMP i bardzo cieszy fakt, że za kierownicą! W nowej klasie 4f dla Fordów Fiesta wystąpią dwie kobiety: Balbina Gryczyńska i Małgorzata Kosińska. Obydwie zawodniczki poważnie podeszły do sprawy i na rozgrzewkę tydzień temu wystartowały w Rajdzie Mikołowskim.

Balbina  Gryczyńska ma mocne, rajdowe korzenie, ponieważ jej tato – Robert Gryczyński z sukcesami startował w latach 80 i 90-tych w RSMP. Zobaczymy ją w Fordzie Fiesta  z numerem 54, a jej pilotem będzie dawny pilot jej taty – Tadeusz Burkacki. Po kilku, pojedyńczych startach w Mistrzostwach Śląska przyszła pora na większe wyzwanie:

– Rajd Świdnicki jest dla mnie skokiem na głęboką wodę. W dorobku mam zaledwie kilka rajdów okręgowych, jednak chcąc stawiać czoła kolejnym wyzwaniom w sezonie 2015, mam w planie wystartować w całym cyklu RSMP. Im lepszy wynik osiągnę na Rajdzie Świdnickim, tym lepiej, jednak głównym celem jest zdobywanie niezbędnego doświadczenia. Mnóstwo pracy przede mną, ale zabieram się do niej z uśmiechem na twarzy – mówi Balbina.

Konkurować z nią w klasie będzie Małgorzata Kosińska, która ma doświadczenie w sportowej jeździe samochodem, ale w innej dyscyplinie:

– To mój pierwszy, poważny rajd – nie uczestniczyłam do tej pory w rajdach płaskich. Natomiast miłe jest to, że odbywa się on na terenach mi bliskich, gdyż pochodzę właśnie z tych okolic. Przejście z Cross Country do rajdów płaskich to duża zmiana. Zupełnie inny samochód, zupełnie inny sposób jazdy i jeszcze dużo nauki przede mną. Oczywiście jest stres, ale mobilizujący. Chcę nauczyć się jak najwięcej i mam taką możliwość. Pracuję ze świetnymi ludźmi, Grzesiek, mój pilot jest bardzo doświadczony i wyrozumiały, pomaga mi jak tylko może. Mamy ustalony, konkretny plan rozwojowy na najbliższy sezon i będziemy go stopniowo realizować – tłumaczy zawodniczka.

Małgosię i Grzegorza Dachowskiego w roli pilota, zobaczymy z numerem 57:

– W tym roku jedziemy cały sezon RSMP i mamy w planie jeszcze kilka mniejszych rajdów. Dzięki sponsorowi mamy świetny team, więc wszystko jest przygotowane, sprawdzone i dopięte na ostatni guzik. W tamtym tygodniu mieliśmy „próbę generalną” na Mikołowskim i wszystko zagrało na 200%, więc tym razem będzie tak samo. Do tego w klasie Gość przyjechałam na 10 miejscu – z czego jesteśmy bardzo dumni! Znam swoje mocne i słabe strony, wiem jak powinnam pojechać  i czego pilnować. Nie skupiamy się teraz na „dowiezieniu” konkretnego wyniku. Stawiamy na naukę, rozwój, poprawianie własnych wyników, a nie ściganie lepszych kierowców. Wiadomo, że wygrywanie jest przyjemne, ale nie o to w tym sezonie chodzi – mówi Małgosia.

Porsche Cayenne E-Hybrid: producent zwiększył zasięg jazdy „na prądzie”

Kolejna załoga z kobietą na pokładzie to Andrzej i Aleksandra Krawczyk w Renault Clio Sport z numerem 73:

– Rajd Świdnicki zawsze wywołuje u mnie dreszczyk emocji! Już sama myśl  o powrocie za parę dni na Dolny Śląsk i kultowe odcinki, bardziej lub mniej mi znane, powoduje, że staram się jak najlepiej przygotować do pierwszego rajdu w sezonie 2015. W naszej klasie jest duża konkurencja. Po dość długiej przerwie jedziemy przede wszystkim po nowe wrażenia, ale oczywiście będziemy też walczyć o jak najlepsze czasy. Postaramy się nawiązać walkę z załogami, które startują regularnie. Nowe rozgrywki RSMP oczywiście stawiają przed zawodnikami nowe wyzwania. No cóż – podnoszenie poprzeczki sprzyja rozwojowi i trzeba iść naprzód, a ja jestem jak najbardziej ZA!  Jeśli chodzi o nasz udział rajdach w tym sezonie  to trudno mi mówić w tej chwili o konkretnych planach. Zależą one od wielu czynników, ale chcielibyśmy się pojawiać  jak najczęściej – podsumowuje Ola.

{{ tn(8950) left }}A Martę Momot zobaczymy w Hondzie Civic z numerem 77, dyktować trasę będzie Michałowi Kozłowskiemu:

– Rajd Świdnicki jest dla nas pierwszą rundą RSMP jaką jedziemy, a tak naprawdę to drugi rajd, który jedziemy razem. Przygotowaliśmy się głównie na to, aby dojechać do mety oraz poznać specyfikacje i charakter RSMP. Na ten moment mamy zaplanowany jeszcze jeden, wspólny start – w Rajdzie Karkonoskim i tam na pewno postaramy się już powalczyć o wynik. Nastawienie oczywiście pozytywne i cieszę się, że będę miała możliwość sprawdzić się przy nieco dłuższych odcinkach, niż dotychczas. Trzymajcie kciuki za metę! – mówi Marta.

Kolejna kobieta w roli pilota to Katarzyna Pytel-Majkowska u boku Rafała Horeckiego w Hondzie Civic z numerem 80:

– Założeniem na ten rok są wybrane rundy (minimum 5), a jak wszystko poukłada się po naszej myśli – to i w walka o najwyższe lokaty już od pierwszego odcinka. Nasza grupa liczy 12 aut, więc jest lepiej, niż w poprzednim sezonie. Czujemy się mocni i zakładamy, że pojedziemy fajnym, szybkim i równym tempem, że wiele rzeczy których się nauczyliśmy, przy odrobinie szczęścia – zaowocują walką o pudło w klasie. Jesteśmy małym zespołem, który zaczyna starty na tak poważnym poziomie, jednak staramy się podchodzić do startów z pełnym profesjonalizmem. Myślę, że na dzień dzisiejszy nie moglibyśmy być lepiej przygotowani. Cały zespół pracował bardzo ciężko, aby wszystko działało tak, jak powinno i wierzę, że tak właśnie będzie przez cały weekend! A Rajd Świdnicki to jeden z moich ulubionych rajdów. Zawsze dobrze zorganizowany, przychylni organizatorzy i fantastyczne rejony. Lubię górskie, nierówne i szybkie odcinki. Startuję w tym rajdzie po raz szósty i zawsze przyjeżdżam do Świdnicy z radością. Jakiś czas temu pilotowałam w RSMP, więc długość odcinków i dwudniowy charakter zawodów nie są mi obce. Mój kierowca może nie miał możliwości startu na odcinkach 20 kilometrowych, ale myślę, że spokojnie sobie poradzi. Z pewnością jest to bardzo ekscytujące doświadczenie, kiedy wchodzi się na taki szczebel współzawodnictwa. Bardzo cieszymy się, że wspólnie będziemy mogli przejechać takie odcinki jak Rościszów – Walim czy Miłków – Kamionki. Kultowe odcinki, czego chcieć więcej ? – mówi wesoło Kasia.

Motocykliści polskiego Wójcik Racing Team ukończyli 24-godzinny wyścig na siódmym miejscu

Trzecią kobietą za kierownicą będzie Klaudia Temple w Hondzie Civic z numerem 81:

– Rajd Świdnicki to nowe wyzwanie, bo pierwszy start w RSMP, choć już trasy rajdu nie są dla nas nowością. Bardzo nas cieszy, że możemy wystartować i mamy zamiar czerpać jak najwięcej przyjemności z jazdy. Moim pilotem będzie Kamil Wróbel, a samochód to nadal N- grupowa Honda Civic.

Zapraszamy w ten słoneczny weekend do pikniku na łonie natury, z rajdówkami oraz pięknymi i szybkimi kobietami w tle! Wszystkie potrzebne informacje o rajdzie (harmonogram, mapy dojazdu i wyniki) znajdziecie na jego oficjalnej stronie: http://rajdkrause.pl/2015/ .

Najnowsze