Toyota GT86 z papieru? Zrób to sam w domu!

Jeśli po kilku tygodniach spędzonych w domu szukasz ciekawego zajęcia dla siebie i dzieci, Toyota ma dla ciebie ciekawy pomysł. Możesz zbudować własną Toyotę GT86 z papieru.

Pięć lat temu na słynnym Goodwood Festival of Speed 2015 Toyota w kreatywny sposób przypomniała fanom swoją sportową historię. Widzowie największego brytyjskiego święta motoryzacji mogli obejrzeć sześć coupe GT86 stylizowanych na słynne rajdowe i wyścigowe auta marki.

Toyota GT86 z papieru? Zrób to sam w domu!

Pamiętając o tym sukcesie, brytyjski oddział Toyoty postanowił pomóc zamkniętym w domach fanom marki w znalezieniu ciekawego zajęcia na czas epidemii. Marka udostępniła w internecie szablony sześciu GT86 w sportowych stylizacjach retro. Teraz każdy może sobie wydrukować, wyciąć i skleić ulubioną Toyotę GT86. Wystarczy kolorowa drukarka, nożyczki i klej biurowy. Jeśli jest taka możliwość, warto zwykły papier do drukarki zastąpić nieco sztywniejszym blokiem rysunkowym oraz wydrukować szablony w formacie A3 zamiast A4.

Przeczytaj również: Motoryzacyjne zabawy dla dziecka – kilka pomysłów na nudę w domu

Toyota GT86 z papieru? Zrób to sam w domu!

Samochody, do których nawiązują stylizowane GT86, to Toyota 2000GT Yatabe Speed Trial, Toyota 2000GT Shelby, Toyota Celica 1600GT Ove Anderssona, Toyota Celica IMSA GTU, Toyota Celica GT-Four Castrol oraz Toyota Supra Esso Ultron Tiger. Teraz ich charakterystyczne kolory mogą ozdobić półkę każdego entuzjasty motorsportu.

Pobierz szablony poniżej:

Toyota-2000GT-Yatabe-Speed-Trial.jpg

Toyota-2000GT-Shelby.jpg

Toyota-Celica-1600GT-Ove-Anderssona.jpg

Toyota-Celica-GT-Four-Castrol.jpg

Toyota-Supra-Esso-Ultron-Tiger.jpg

Toyota-Celica-IMSA-GTU.jpg

Najnowsze

Ducati Icon Dark już w Polsce. Także dla młodych kierowców

W polskich salonach Ducati debiutuje najnowszy członek rodziny Scramblerów – Icon Dark. To najtańszy model w gamie, który oferowany jest również młodym kierowcom z prawem jazdy kategorii A2.

W polskich salonach Ducati debiutuje najnowszy model marki o nazwie Icon Dark. Model miał swoją światową premierę pod koniec 2019 roku we Włoszech. 

Icon Dark napędzany jest chłodzonym powietrzem silnikiem typu L-Twin o pojemności skokowej 803 cm3 i mocy 73 KM. Ducati daje możliwość fabrycznego ograniczenia mocy do 48 KM (35 kW), dzięki czemu najnowszy Scrambler staje się dostępny również dla młodszych motocyklistów z prawem jazdy kategorii A2.

Ducati Icon Dark już w Polsce. Także dla młodych kierowców

Na liście wyposażenia standardowego znajdują się stalowy zbiornik z wymiennymi, aluminiowymi panelami bocznymi; lampa przednia z DRL LED, z wymienną osłoną aluminiową; zegary LCD ze wskaźnikami biegu i poziomu paliwa, z wymienną osłoną aluminiową; Cornering ABS; maszynowo wykańczane, aluminiowe osłony pasków; lakierowany na czarno silnik.

Przeczytaj również: Test Ducati Scrambler Sixty2

Na liście wyposażenia dodatkowego znajdują się m.in. dedykowane logo, dedykowana kierownica czy aluminiowa osłona tłumika. Co więcej, dzięki szerokiej gamie oryginalnych akcesoriów oraz obszernym katalogu odzieży jeszcze bardziej można spersonalizować swój nowy nabytek. 

Ducati Icon Dark już w Polsce. Także dla młodych kierowców

Z przodu Icon Dark ma zamontowany widelec z systemem Kayaba i regulowany, pojedynczy amortyzator z tyłu. Pokryto je matową czernią. Kontrastują z nimi wykonane ze stali nierdzewnej boczne panele zbiornika paliwa i wydech. 

Zobacz: Test Ducati Monster 821

Icon Dark jest najtańszym modelem z rodziny Scrambler dostępnym w salonach Ducati. Z 24-miesięczną gwarancją bez limitu kilometrów można go kupić za 41 500 złotych.

Najnowsze

Klasyczny wypadek – kolejny motocyklista był niewidzialny dla kierowcy

Motocyklista jedzie główną drogą, kierowca samochodu przepuszcza inne auta, rusza i nagle okazuje się, że po drogach jeżdżą także jednoślady. Ale jest już za późno.

Tak jak napisaliśmy w tytule – klasyka gatunku. Z drogi podporządkowanej wyjeżdża samochód, którego kierowca doskonale widzi wszystkich uczestników ruchu. Poza motocyklistą.

Potrącenie pieszej, do którego nie mogło dość. Więc jakim cudem doszło?

Oglądając to nagranie można mieć wątpliwości co do tego, czy motocyklista nie jechał zbyt szybko. Tego nie wiemy, ale zauważalnie zwolnił, kiedy mijał znak ograniczenia prędkości oraz informujący o zbliżania się do czarnego punktu (o ironio). Poza tym droga była prosta, pusta, a pogoda świetna. Nic nie zasłaniało widoczności kierowcy i chociaż motocyklista jest trudniejszy do zauważenia, niż samochód, to pojazd z włączonym światłem raczej przyciąga wzrok. Poza tym zapauzujcie wideo i zobaczcie, jak blisko był już motocykl, kiedy samochód nadal stał przed skrzyżowaniem.

Najnowsze

Wybił się z ronda i przefrunął ponad 60 metrów! Samochodem!

Kierowców, którzy za bardzo wzięli sobie do serca polecenie „na rondzie prosto” paru już widzieliśmy. Ale ten lot zdecydowanie przejdzie do historii.

Do zdarzenia doszło w miejscowości Rąbień (województwo łódzkie). Kamera monitoringu zarejestrowała moment, w którym Suzuki Swift wjechało z dużą prędkością na rondo, wzbiło się w powietrze na jego nasypie i pofrunęło hen za kadr.

Jak w prosty sposób zostać potencjalnym mordercą na drodze

Jak się okazało, lot był naprawdę imponujący. Samochód wylądował ponad 60 m dalej, uderzając w budynek miejscowej parafii. Po drodze Suzuki ścięło sosnę.

Za kierownicą siedział 41-letni mężczyzna, który zakleszczył się w samochodzie i został z niego dopiero wydobyty przez strażaków. Interweniujący na miejscu policjanci poinformowali, że wyczuli od niego woń alkoholu.

Dwa radiowozy nie mogą zatrzymać pijanego rowerzysty

Obecnie mężczyzna przebywa w szpitalu z obrażeniami głowy i kręgosłupa. Policja nie może go jeszcze przesłuchać, ale dysponuje już wynikami testu 41-latka na obecność alkoholu. W momencie pobrania próbki było to 2,8 promila, więc stężenie podczas pamiętnego lotu mogło być jeszcze wyższe. Co by tłumaczyło dlaczego nie zauważył ronda.

Najnowsze

COVID-19: czy maseczka w aucie będzie obowiązkowa? Nie, ale są warunki

Koronawirusowej telenoweli ciąg dalszy. Wraz z pojawieniem się informacji o nowych obostrzeniach i zaleceniach, pojawiły się nowe kontrowersje i rozbieżne interpretacje proponowanego rozporządzenia. Wyjaśniamy, jak rozumieć projekt w jego obecnym kształcie, zwłaszcza w kontekście pytania: czy nosić maseczkę ochronną na twarz w także samochodzie?

Jak wszyscy wiemy, ponieważ nadal panuje pandemia, rząd zapowiedział wprowadzenie od 16 kwietnia obowiązku noszenia maseczek ochronnych, za każdym razem kiedy wyjdziemy z domu. Co natychmiast zrodziło sporo pytań dotyczących wyjątków od tej reguły oraz co w ogóle rząd rozumie pod pojęciem „maseczki”.

Maseczka w prywatnym aucie? Niepotrzebna, chyba że…
Z naszego punktu widzenia najbardziej istotna jest oczywiście kwestia podróżowania prywatnym samochodem. Nie jest to przestrzeń publiczna, więc zakładanie w aucie maseczki nie ma zupełnie sensu. Problem w tym, że pierwotnie w projekcie rozporządzenia pojawił się zapis o zakrywaniu ust i nosa „podczas przebywania poza adresem miejsca zamieszkania lub stałego pobytu”. A ponieważ nikt nam nie uwierzy, że mieszkamy w samochodzie, to sprawa jest oczywista: „będzie mandacik panie kierowco”, powie sympatyczny policjant.

Policja zatrzymała motocyklistów za to, że jechali na motocyklach. To w końcu wolno, czy nie?

Wygląda jednak na to, że ktoś w rządzie zwrócił uwagę na ten problem i konieczność doprecyzowania rozporządzenia. Według poprawionego projektu, obowiązek zakrywania ust oraz nosa będzie obowiązywał w komunikacji publicznej oraz w transporcie zbiorowym. Tu wirus może się swobodnie rozprzesrzeniać. Czyli mowa tu o autobusach, tramwajach, metrze, ale także prywatnych przewoźnikach lub na przykład transporcie pracowniczym oraz ogólnie pojazdach mających 10 miejsc siedzących lub więcej. W przypadku zwykłych samochodów osobowych (do 9 miejsc) nie ma obowiązku noszenia maseczki, ale jest warunek. Wszyscy podróżujący muszą „wspólnie zamieszkiwać lub gospodarować”. Innymi słowy, jadąc z domownikami nie potrzebujemy maseczki ochronnej, ale ze wszystkimi innymi (również dalszą rodziną) już tak.

Spod obowiązku wyjęte są osoby, które mają problemy z oddychaniem lub samodzielnym zakryciem usta oraz nosa, a także dzieci poniżej lat dwóch.

Sezonowa wymiana opon w czasie epidemii dozwolona! Ale oczywiście nie dla wszystkich

A jeśli nie mam maseczki ochronnej i nie ma gdzie jej kupić?
Na szczęście jeśli ktoś nie ma maseczki, to nie znaczy, że od czwartku w ogóle nie wyjdzie z domu. W rozporządzeniu jest mowa o dowolnym sposobie zakrycia ust i nosa. Można to zrobić też za pomocą szalika, chustki, komina – ogólnie kawałka materiału, ewentualnie przyłbicy, które to przedmioty mają chronić nas przed zarażeniem koronawirusem.

To co mi to da, skoro mogę zasłonić usta i nos czymkolwiek?
Cytując ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego z jego lutowego wywiadu w radiu RMF: „nic”. Bezużyteczność maseczek ochronnych w przypadku epidemii 2019-ncov została przedstawiona przez ministra jako coś oczywistego. Skąd więc nagle pomysł, żeby wprowadzić obowiązek noszenia ich? Jak wyjaśnił prof. Szumowski w swoim najnowszym wywiadzie dla RMF 14 kwietnia, maseczka nie ma zadania chronić nas przed zarażeniem. Chodzi o ograniczenie możliwości zarażenia innych osób przez nas, na wypadek, gdybyśmy byli zarażeni koronawirusem, ale przechodzili infekcję bezobjawowo. Płyn do dezynfekcji rąk plus maseczka chronna na twarz mają zapewnić innym bezpieczeństwo przebywania w naszym najbliższym otoczeniu. Czy aby na pewno?

Koronawirus opustoszył drogi. Niektórzy myślą, że są na torze wyścigowym

Opinia ministra co do (nie)skuteczności maseczek nie jest niczym zaskakującym. Wiadomo jakie są objawy koronawirusa – to m.in. kaszel i kichanie. Niedawno koreańscy naukowcy przeprowadzili prosty test – osobom zarażonym COVID-19 kazano zakładać na twarz różne rodzaje maseczek, a następnie kaszleć do szalki Petriego z odległości 20 cm. „Zagęszczenie” wirusów było mniejsze o około połowę z maseczką, niż bez niej. Trudno więc mówić tu o prawdziwej ochronie.

Najnowsze