Toyota 2000GT. Biały kruk warty ponad milion dolarów

Toyota 2000GT ma wszystko, co powinno mieć sportowe auto – wyścigową sylwetkę, nowoczesną technologię swojej epoki, zwycięstwa w wyścigach, a nawet występ w filmie o agencie 007. Sprawdzamy, ile dziś ten samochód jest warty na rynku!

Toyota 2000GT jest często zestawiana w jednym rzędzie z innym modelem z Japonii – Nissanem Fairlady Z. Oba auta mają podobną stylistykę i na obecnym rynku klasyków stanowią niszowe unikaty, znane prawdziwym koneserom. Jednak jest między nimi istotna różnica. Kontynuację Nissana Fairlady Z stanowił Datsun 240 Z, najlepiej sprzedające się sportowe coupe swoich czasów – samochód pomyślany jako pojazd popularny i względnie tani. Toyota poszła inną drogą – 2000GT zdobył uznanie koneserów technologią na najwyższym poziomie i osiągami, które umożliwiły jej sukcesy na wyścigach w klasie aut z silnikami do 2 litrów. Dzięki temu Toyota – debiutant w niezwykle wymagającym segmencie sportowych samochodów – udowodniła swoje możliwości jako producent supersamochodu. 

Od debiutu na Tokyo Motor Show 1965 minął prawie rok, zanim Toyota 2000GT trafiła ponownie na pierwsze strony gazet. W czerwcu 1966 roku nowy model wygrał pierwszy w historii długodystansowy wyścig Suzuka 1000 km. 1 października 1966 roku Toyota zrobiła kolejny krok, by udowodnić jakość swojego nowego auta sportowego – na szybkim torze testowym Yatabe pobiła kilka rekordów szybkości pod oficjalnym nadzorem FIA. Podczas trwającego 72 godziny testu 2000GT osiągnął maksymalną prędkość 206,02 km/h, ustanowił trzy światowe rekordy i 13 nowych rekordów międzynarodowych. Po tym wyczynie auto było gotowe do wprowadzenia na rynek.

Auto trafiło w końcu na rynek po dwóch latach od debiutu na targach w Tokio. Jako pierwsi sportową Toyotę przetestowali amerykańscy dziennikarze i od razu uznali za nowego konkurenta Porsche 911. Rynkowa premiera miała miejsce w Stanach Zjednoczonych. Towarzyszyła jej najlepsza reklama, jaką można sobie wyobrazić dla sportowego samochodu: występ w nowym filmie z serii o Jamesie Bondzie „Żyje się tylko dwa razy”. 

Umieszczenie sportowego auta Toyoty na planie nowego odcinka przygód Bonda okazało się trudniejsze niż mogło się wydawać. Mierzący 195 cm Sean Connery o potężnej posturze wyglądał nieproporcjonalnie w niewielkim coupe, w którym z trudem się mieścił, dlatego Toyota specjalnie dla niego zbudowała dwa egzemplarze bez dachu. Film bardzo na tym zyskał, ułatwiając operatorowi zrobienie ciekawych ujęć głównego bohatera w czasie pościgów. 

Toyota 2000GT świetnie nadawała się do scen akcji. Jej osiągi były równie sportowe jak wygląd, a brzmienie sześciocylindrowego silnika przywodziło na myśl tory wyścigowe. To jeden z najlepiej brzmiących samochodów w klasie 2-litrowych aut. Charakterystyczny dla Toyoty silnik R6 lubi duże prędkości i łatwo się rozkręca do 7000 obr./min. Pomaga mu w tym pięciostopniowa skrzynia biegów o krótkim skoku. Samochód został wyważony w proporcji 52% masy na tył – 48 % na przód, co korzystnie wpływa na trakcję i pewność prowadzenia. Zawieszenie z trójkątnymi wahaczami z przodu i z tyłu tylko wzmacnia ten efekt. Z drugiej strony sztywny układ kierowniczy wymaga od kierowcy koncentracji. 

W 1971 roku wprowadzono bardziej restrykcyjne regulacje dotyczące emisji spalin, których 2000GT nie był w stanie spełnić. Dlatego Toyota musiała zakończyć bardzo drogą produkcję w fabryce Yamahy w Hamamatsu. Toyota wyprodukowała tylko 351 seryjnych egzemplarzy modelu 2000GT. 

Jednocześnie Toyota 2000GT była bardzo drogim autem. Cena katalogowa wynosiła 2,4 milionów jenów – było to najdroższe japońskie auto w dotychczasowej historii. W USA samochód kosztował około 6800 dolarów – więcej niż współczesne Porsche i Jaguary, dlatego trudno się dziwić, że Amerykanie kupili około 60 egzemplarzy. W Europie model nie był dystrybuowany, ale kilka egzemplarzy trafiło w ramach prywatnego importu do Szwajcarii, gdzie kosztowały około 30 000 szwajcarskich franków, co odpowiadało 30 400 niemieckim markom. W tym samym czasie Porsche 911 kosztowało na rodzimym rynku 21 000 marek. Toyota nie zarobiła na tym wyrafinowanym, zaawansowanym technicznie i bardzo kosztownym samochodzie, ale zdobyła coś znacznie cenniejszego niż pieniądze – renomę marki, która potrafi produkować supersamochody.

Mimo obłędnych cen zakup 2000GT po latach okazał się świetną inwestycją. Dowodzą tego aukcje na giełdach aut zabytkowych, na których japoński supersamochód osiąga ceny nawet powyżej miliona dolarów. Rekord padł w 2013 roku podczas aukcji Don Davis Collection w Teksasie, kiedy to Toyota 2000 GT została sprzedana za 1,15 miliona dolarów.

Najnowsze

SmartTruck zaprezentowany. 480 KM i kabina GigaSpace

SmartTruck nawiązuje do innowacyjnych rozwiązań Nowego Actrosa. Oficjalna premiera zaplanowana jest podczas zlotu pojazdów ciężarowych Master Trucks 2019, który odbędzie się w dniach 19-21 lipca 2019r. w Nowej Wsi.

SmartTruck jest już piątym wcieleniem ShowTrucka Mercedes-Benz Trucks Polska. Był już Actros by Swanski, Mietek, SkyTruck oraz SpaceTruck. Autor nowego projektu to Tomasz Łęczyński – współczesny artysta, grafik, ilustrator, absolwent warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Swoją pasję do rysowaniai projektowania motoryzacji rozwijał już od najmłodszych lat, jednak tego typu projekt był dla niego nowym doświadczeniem.

Jego nietuzinkowy wygląd to nie wszystko, na szczególną uwagę zasługują innowacyjne rozwiązania. Nowy ShowTruck to nowy Mercedes-Benz Actros 1848 LS, z silnikiem najnowszej generacji OM 471, o mocy 480 KM wraz z zautomatyzowaną skrzynią biegów Mercedes PowerShift 3, systemami: Predictive Powertrain Control Urban (PPC), MirrorCam oraz Multimedia Cockpit. Ponadto SmartTruck wyposażony jest w nowoczesne systemy bezpieczeństwa m. in. Active Brake Assist 5, Active Drive Assist. Dodatkowo Actors posiada kabinę GigaSpace, która może poszczycić się mianem największej kabiny dostępnej na rynku samochodów ciężarowych.

Najnowsze

Młody kierowca przeszarżował na rondzie

Brak doświadczenia połączony przesadną wiarą we własne umiejętności doprowadziły do nietypowej kolizji.

Kamera monitoringu zarejestrowała niefortunny przejazd przez rondo kierowcy Audi. Podczas zjeżdżania ze skrzyżowania przesadził z prędkością, wpadł w poślizg podsterowny i uderzył w latarnię.

Przybyła na miejsce policja ustaliła, że kierowca ma zaledwie 18 lat, a prawo jazdy posiada od trzech miesięcy. Był on trzeźwy i żaden z pięciu podróżnych nie został ranny w wyniku zderzenia. Sprawa zakończyła się na mandacie karnym.

Najnowsze

Wjechał na czerwonym świetle i doprowadził do kolizji

Groźne zdarzenie, do którego doszło na dużym skrzyżowaniu, zostało zarejestrowane przez kamerę miejskiego monitoringu.

Poważny wypadek miał miejsce na skrzyżowaniu ul. Obiegowej z ul. Pstrowskiego w Olsztynie. Według wstępnych ustaleń policjantów pracujących na miejscu zdarzenia, odpowiedzialność za zdarzenie ponosi 48-letni kierowca Citroena, który jadąc ul. Obiegową w kierunku ul. Sikorskiego wjechał na skrzyżowanie w chwili gdy sygnalizator dla jego kierunku jazdy nadawał światło czerwone. Doprowadził w ten sposób do zderzenia z 38-letnią kierującą Volkswagenem, a jego samochód zatrzymał się dopiero w przydrożnym rowie.

Zarówno sprawca jak i poszkodowana byli trzeźwi. 48-latek został przetransportowany do szpitala na obserwację. Policjanci za spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym zatrzymali mu prawo jazdy i skierowali wniosek o ukaranie do sądu.

Najnowsze

Nowy sposób przepuszczania pieszych. Dobry?

Nagranie pokazujące jak umożliwić pieszemu sprawne pokonanie ulicy, bez zakłócania płynności ruchu.

Według polskich przepisów pieszy ma pierwszeństwo przed pojazdami dopiero, gdy znajduje się na pasach. Kiedy stoi przed przejściem, musi ustąpić pierwszeństwa samochodom, motocyklom, itd. Dlatego rozsądny pieszy widząc zbliżające się auto, którego kierowca chce go przepuścić, nie wchodzi na pasy, nim pojazd się nie zatrzyma lub przynajmniej wyraźnie nie zwolni. Ważny jest też kontakt wzrokowy między oboma uczestnikami ruchu, potwierdzający, że widzą się i rozumieją swoje zamiary.

Autor nagrania proponuje inne rozwiązanie. Widząc pieszego stojącego przed przejściem, mruga do niego długimi światłami, tak samo, jakby dawał znać innemu kierowcy, że ustępuje mu pierwszeństwa. W ten sposób ani on nie musiał się zatrzymywać, ani pieszy niepotrzebnie czekać. Jak wam się podoba taki pomysł na upłynnienie ruchu? Uważacie, że wart jest naśladowania?

Najnowsze