Tir wpadł w poślizg i prawie staranował policjantów i strażaków

Kierowca ciągnika siodłowego powinien zachować w tych warunkach większą ostrożność. Ale czy tylko on tu zawinił?

Na nagraniu widzimy policjantów i strażaków zabezpieczających miejsce wypadków, przed nimi stoi radiowóz z włączonymi sygnałami świetlnymi. Nagle zza zakrętu wyjeżdża tir, którego kierowca dopiero teraz orientuje się w sytuacji i zaczyna nagle hamować, doprowadzając do poślizgu naczepy. Jakimś cudem udało mu się zatrzymać zestaw nim uderzył w radiowóz.

Kierowca tira nie był gotowy na niespodziewaną sytuację, którą mógł zobaczyć za łukiem, a do tego jechał po mokrej i śliskiej nawierzchni. Z drugiej strony gdyby radiowóz stał przed zakrętem o ile łatwiej byłoby uniknąć takiej sytuacji. Ale prawdopodobnie wychodzący zza naczepy strażak został oddelegowany do stania na łuku i ostrzegania nadjeżdżających kierowców.

Najnowsze

„Nieudana próba wymuszenia odszkodowania”. A może wcale nie?

Autor tego nagrania wprost oskarża innego kierowcę o celowe stwarzanie zagrożenia na drodze. Czy aby na pewno słusznie?

Według kierowcy auta z kamerą drugi kierujący specjalnie zbyt mocno zahamował, żeby doprowadzić do kolizji. Autor wideo uniknął zderzenia zjeżdżając lewą stroną auta na pobocze. Jak sam później napisał w komentarzu, na szczęście nie uszkodził koła.

Przeanalizujmy jednak styl jazdy kierującego z kamerą. Auto przed nim zjeżdża na prawy pas, ponieważ na lewym inny samochód zwalnia i sygnalizuje skręt w lewo. Autor nagrania nie widzi tego (może z powodu mocno zużytych wycieraczek?), zmienia pas na lewy i dopiero po chwili zauważa swój błąd. Odbija więc w prawo, później znowu w lewo i dogania samochód przed nim. Pomimo tego, że auto z przodu również zjechało na lewy pas z powodu zwężenia i wyraźnie widać, że hamuje i to na kilka długich sekund przed ryzykiem kolizji. Wygląda więc na to, że niebezpieczna sytuacja wyniknęła z nieuważnej jazdy autora. Też tak to oceniacie?

Najnowsze

Na dwóch kołach wokół Sardynii – relacja Łobuziary

Motocyklowy trip wokół Sardynii, czemu nie? Objechanie włoskiej wyspy na dwóch kołach, samym wybrzeżem w tydzień - wydawało się planem realnym do zrealizowania. A marzenie pokonania tych niesamowitych serpentyn z widokami zapierającymi dech w piersiach - było na wyciągnięcie ręki. Więc, skoro marzenia należy spełniać to... lecimy na ten epicki trip!

Wyprawa na Sardynię wyszła bardzo spontanicznie. Rok wcześniej miałam okazję pojeździć jej drogami jako „plecak” na motocyklu. Tym razem opcja była znacznie bardziej kusząca. Za kierownicą dwóch kółek, przez całe siedem dni i plan objazdu całej wyspy wybrzeżem. Znalazło się kilku szaleńców o tym samym pomyśle, a więc nie trzeba było długo czekać, aby zakupić bilety lotnicze z Krakowa do Cagliari i zabukować maszyny na miejscu. Termin wybrany na wrzesień, bo rok temu mieszkańcy Sardynii poradzili, aby wrócić na nią właśnie na jesień. Podobno jest wówczas najpiękniej. 

25 września pełni pozytywnego nastawienia w deszczowej aurze w Polsce ruszyliśmy na lotnisko. Spakowani w niewiele rzeczy, ciesząc się, że pogoda na włoskiej wyspie zanosiła się na „plażową”, o późno wieczornej godzinie wylądowaliśmy w Cagliari. Nie udało się usiedzieć na miejscu i jeszcze wieczorem zrobiliśmy jakieś 7 kilometrów pieszo, aby zobaczyć najsłynniejsze Poetto. Kolejnego dnia o poranku pojechaliśmy odebrać motocykle do znajomej już wypożyczalni – CarBustec. Miło było spotkać ponownie tych życzliwych ludzi, którzy jak zwykle przyjęli nas ciepło i zasypali wieloma poradami odnośnie naszej podróży. A więc 3..2..1.. startujemy z wyprawą!

Wyjechaliśmy z Cagliari na wschód, drogą wzdłuż wybrzeża, ale… oczywiście musiały pojawić się pierwsze przygody – maszyny zaczęły nam lekko odmawiać posłuszeństwa. Jednak będąc w kontakcie z wypożyczalnią, bardzo szybko rozwiązaliśmy problemy. Nie zmieniło to faktu, że patrząc na te „znaki na niebie” – dojechaliśmy do Costa Rei i uznaliśmy, że na dziś wystarczy, aby nie wydarzyło się przypadkiem już nic złego. Wybraliśmy się na plażę, lecz po tej stronie o zachodzie Słońca można jedynie pomarzyć. A więc? Warto wstać o 6.00 rano i zobaczyć jego wschód. Tak właśnie rozpoczęliśmy kolejny dzień. Potem śniadanko, mycie zębów i na dwa koła. Następnym przystankiem było urocze miasteczko Tortoli (zakochałam się w nim już rok wcześniej) oraz wyjątkowy półwysep Arbatax. Dlaczego wyjątkowy? Przez krajobraz wzbogacony o niesamowite czerwone skały, piękny klif i dźwięk fal uderzających o kamienie.

Dobrze było ponownie zobaczyć to miejsce. Skosztowaliśmy włoskiej kawy i ruszyliśmy dalej. Do Cala Liberotto, gdzie czekał na nas kolejny nocleg. Tym samym przejechaliśmy już ponad połowę wschodniego wybrzeża. Nie dało się dotrzeć do wszystkich pięknych, polecanych przez wszelkie przewodniki – miejsc, gdyż zwyczajnie zabrakło by nam czasu na zrealizowanie planu objazdu wyspy. Drogi wschodniego wybrzeża powodują uśmiech z radości w kasku. Kręte, szerokie, piękne winkle a do tego widoki, które trudno opisać słowami. Dzika Sardynia, góry, wybrzeże i ty – na dwóch kołach. Potrzeba czegoś więcej do szczęścia? W małych zajazdach po drodze FoodTrucki z kawą i przekąskami a z głośników muzyka, która w moment porywała do tańca. Temperatura 30 stopni nie pozwalała jeździć w pełnym motocyklowym stroju, a z resztą na własną odpowiedzialność chciało się złapać nieco promieni słońca. 

Kolejnego dnia z Cala Liberotto wyruszyliśmy już na północ, omijając Olbię, dotarliśmy do Santa Teresy – półwysep na północy Sardynii. Piękne miasteczko z widokiem na Korsykę, która była niemalże na wyciągnięcie ręki. A kusi również zdobycie tej francuskiej wyspy, bo przecież też słynie z wyjątkowych dróg dla motocyklistów. Po małym incydencie z kelnerem w restauracji, który zupełnie (o dziwo) nie wiedział czym jest „espresso” ruszyliśmy do Isola Rossa na północy, gdzie czekało na nas dla mnie wymarzone miejsce. Motocykle pod drzwiami domku, z którego wychodząc patrzyło się na plażę, morze, pływające łódki i zachód Słońca. Istna bajka. Wystarczyło przejść kilka schodków, aby być na plaży i szukać kolejnych pamiątkowych muszelek, a do tego zjedzona pizza na wynos właśnie tam, smakowała jak nigdzie indziej. 

Następny dzień szykował nam wiele atrakcji, o których nie mieliśmy pojęcia. Dotarliśmy najpierw do Groty Neptuna tuż na północno-zachodnim półwyspie – drogą, która prowadziła zapierającymi dech winklami na dość wysokie wzniesienie. A potem do przejścia zaledwie setki schodków, aby zwiedzić to wyjątkowe miejsce. Tak, kondycja zerowa. Później zachodnim wybrzeżem, przez Alghero, cudownymi drogami, dotarliśmy do Arborea. Z maleńkim opóźnieniem…, bo jeden motocyklista zgubił się nam po drodze. Następnego dnia dotarliśmy na malutką wysepkę na południowym-zachodzie Sardynii. Można na nią normalnie dojechać, dzięki istniejącemu mostowi, łączącego właśnie Sant’Antioco z resztą wyspy. I tam mieliśmy zabawić dwa dni, aby dotrzeć na baseny skalne i nieco w końcu odpocząć, bo koniec wyjazdu tuż tuż. Jakim zdziwieniem obdarzyli nas mieszkańcy, którzy obserwowali naszą konsumpcję „pseudo” obiadu, czyli parówek i bułek, na ławce przy porcie, ponieważ o godzinie 15.00 nie zjecie nigdzie posiłku – Włosi mają przecież siestę. A my umieraliśmy z głodu.

Całe szczęście, że niewielki supermarket siesty nie miał. Przedostatniego dnia objechaliśmy Sant’Antioco, przy okazji plażując, kąpiąc się, a na koniec dnia znaleźliśmy sposób na siestę – zorganizowaliśmy zakupy i samodzielnie zrobiliśmy dobrego polskiego grilla. W dzień powrotu do kraju, gdy lot mieliśmy dopiero o godzinie 20.00, dojechaliśmy do Cagliari, gdzie jeszcze udało się kupić kilka pamiątek i prezentów, pospacerować, oddać maszyny i z przesympatycznym taksówkarzem udać się na smutny powrót na lotnisko. Nieco zmęczeni, ale bardzo usatysfakcjonowani.

W skrócie? Sardynia jako wyspa jest niesamowita. Krajobrazy wyjątkowe, drogi, dzięki którym chce się jechać więcej i więcej, czując ciągły niedosyt. Wielokrotnie oczy uśmiechały się, a w kaskach piszczało się z radości. Tubylcy przeróżni. Niektórzy charyzmatyczni i przesympatyczni, pomocni i zupełnie normalni. Inni? Zupełnie na odwrót. W wielu miejscach widać, że nie dbają o swoją wyspę, bo niestety w miastach i nie tylko widać ich bałaganiarstwo. Baterie naładowane na kolejne miesiące, a w głowie już plany następnej wyprawy na dwóch kółkach. Ale gdzie? To się okaże!

Najnowsze

Walka serca i rozumu. Na co zwrócić uwagę kupując używane auto?

Uniknięcie ewentualnych rozczarowań, a w wielu przypadkach także nieprzewidzianych kosztów, związanych z naprawami autami, wynikającymi z jego złego stanu technicznego, wymaga nie lada wiedzy, a czasami także po prostu szczęścia. Jak zatem poszukiwać samochodu używanego, aby ustrzec się przed przykrymi niespodziankami i cieszyć się jego dalszą eksploatacją?

W gąszczu ofert, które dostępne są na rynku wtórnym, znalezienie dobrego samochodu używanego jest pewnego rodzaju wyzwaniem. Patrząc na wyniki badania opinii zrealizowanego przez Kantar TNS na zlecenie Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów, aż 36% Polaków uważa, że zakup dobrego auta używanego jest wyzwaniem, ponieważ rynek jest zdominowany przez auta sprowadzane zza granicy, w przypadku których historia eksploatacji, serwisowania i napraw powypadkowych oraz przebieg nie są wiarygodne. Jednocześnie 58% Polaków uważa, że można kupić dobry samochód używany, ale wymaga to dużej ilości czasu oraz wiedzy i zawsze istnieje ryzyko, że auto nie będzie spełniało oczekiwań. 

Jeśli już wiemy, że chcemy kupić auto używane, wiemy też jakie marki samochodów nas interesują – możemy zacząć poszukiwania. Polacy są bardzo świadomi jeśli chodzi o parametry i cechy samochodów używanych, których oczekują. Jak pokazują wyniki badania, 82% wskazuje, że największe znaczenie przy zakupie auta ma dla nich udokumentowany stan techniczny. 80% zwraca uwagę na udokumentowany przebieg, a 67% na w pełni udokumentowaną historię serwisową i napraw blacharsko-lakierniczych. Nie jest to zaskoczeniem, gdyż kupując samochód zależy nam na tym, aby był sprawdzony i po zakupie nie dostarczał nam dodatkowych kosztów. A znając jego historię możemy oszacować, jakie naprawy będą konieczne i jednocześnie mniej więcej z jakimi kosztami się to wiąże.

Polacy zapytani o to dlaczego byli niezadowoleni z zakupu auta z rynku wtórnego wskazują 3 najważniejsze przyczyny. 40% przyznaje, że samochód był w złym stanie technicznym, o czym nie wiedzieli. Tyle samo badanych podkreśla, że auto miało ukryte przez sprzedawcę wady np. rdzę lub usterki techniczne. Z kolei 35% osób wskazuje, że samochód okazał się awaryjny. Jednak co ciekawe, 30% osób z grupy niezadowolonych z zakupu auta z rynku wtórnego przyznaje, że mimo złych doświadczeń, przy następnym zakupie także wybiorą auto używane.

Cena samochodów po wynajmie długoterminowym jest zawsze rynkowa i uzależniona od faktycznego stanu konkretnego egzemplarza oraz jego przebiegu. Pamiętając, że każde auto było regularnie serwisowane, zgodnie z zaleceniami producenta, nie należy obawiać się aut z nieco większym przebiegiem, który automatycznie ma wpływ na niższą cenę. Nie oznacza to oczywiście, że wśród ofert samochodów po wynajmie długoterminowym nie znajdziemy takich, których przebieg będzie wynosił kilkadziesiąt tysięcy kilometrów. 

Obecnie w Polsce oferowanych jest ok. 60 – 70 tys. aut używanych po wynajmie długoterminowym rocznie, ale ich liczba, ze względu na bardzo dynamiczny rozwój tej branży w naszym kraju, będzie szybko rosła. Do sprzedaży trafiają praktycznie wszystkie marki i modele aut oferowane w sieciach dealerskich na polskim rynku. Samochody po wynajmie długoterminowym stanowią interesującą alternatywę dla importowanych do Polski na masową skalę aut zza granicy. 

Najnowsze

KIA PLATINUM CUP – ostatnie zmagania o mistrzowskie tytuły

Kierowcy KIA PLATINUM CUP mają za sobą już pięć rund tegorocznej rywalizacji. W tym tygodniu zakończą zmagania i walkę o mistrzowskie tytuły. Areną finałowej batalii będzie legendarny włoski tor Monza, gdzie przekonamy się, kto zostanie najlepszym kierowcą sezonu. Poza zawodnikami KIA PLATINUM CUP w najbliższy weekend w Monzy ściągać się także będą zespoły serii TCR Europe i International GT Open.

Szanse na mistrzowski tytuł ma jeszcze czterech kierowców, wśród których największym faworytem jest Nikodem Wierzbicki. Do ostatniego metra z pewnością będą walczyć także Dawid Borek, Kamil Serafin i Jakub Szablewski, a w mistrzowski pojedynek wmieszać się mogą również pozostali kierowcy, co zapowiada niesamowite emocje. Wierzbicki obecnie ma 27 punktów przewagi nad Borkiem, 50 nad Serafinem i 68 nad Szablewskim.

– Przed nami ostatnia runda tegorocznego sezonu KIA PLATINUM CUP i podejdę do niej jak do każdej w tym sezonie. W całym roku niezwykle ważny jest każdy punkt, więc już w kwalifikacjach dam z siebie wszystko, by wywalczyć ich jak najwięcej. To postawi mnie w komfortowej sytuacji przed wyścigami, w których będę mógł kontrolować sytuację. Upragniony tytuł jest już o krok. Monza jest specyficznym torem dla kierowców Picanto i sytuacja z pewnością będzie zmieniać się z okrążenia na okrążenie, co gwarantuje ogromne emocje. Nagroda za mistrzostwo Polski będzie idealnym zwieńczeniem tego roku – mówił Wierzbicki.

– Tor Monza z pewnością będzie areną fantastycznego finału KIA PLATINUM CUP. W obecnej sytuacji mogę tylko atakować i mam nadzieję, że w weekend zaprezentuję sto procent swoich umiejętności. Chcę na koniec powiedzieć, że dałem z siebie wszystko i zrobiłem, co w mojej mocy. To jest dla mnie najważniejsze. Wywalczenie tytułu mistrza Polski byłoby świetną rzeczą, ale wiem, że będzie to niezwykle trudne, zwłaszcza że stawka na torze Monza będzie tasować się przez cały czas trwania wyścigów. Utrudnia to dobranie odpowiedniej taktyki, ale będę walczył do ostatniego metra rywalizacji – komentował Borek.

– Na ostatni weekend KIA PLATINUM CUP mamy jasno postawione cele. Wiemy, o co walczymy i co musimy zrobić, by to zdobyć. Trzeba podejść do zmagań z chłodną głową, co pozwoli zaliczyć dwa solidne wyścigi. Kluczowe będzie unikanie problemów na torze. W ten sposób możemy wywalczyć maksymalną liczbę punktów – zapowiadał Serafin.

Zanim kierowcy rozpoczną walkę o punkty, na czwartek zaplanowano dwa 30-minutowe treningi. Piątek będzie stał pod znakiem kwalifikacji. 20-minutowe Q1 rozpocznie się o 10:48, 15-minutowe Q2 o 14:50, a 10-minutowe Q3 o 17:01. Ostateczna batalia o mistrzowski tytuł odbędzie się podczas sobotnich wyścigów. Pierwszy rozpocznie się o 12:15, a drugi o 17:40. Oficjalną galę zakończenia sezonu zaplanowano na 21:00. Mistrz Polski, poza trofeum, odbierze również czek na kwotę 35 tysięcy złotych.

Najnowsze