Test żarówek samochodowych Philips X-TremeVision+130%

12 listopada 2015
6
Kupując nasze redakcyjne Renault od razu wiedziałam, że wymienię żarówki. Dlaczego? Bo wiem, że dobre oświetlenie działa cuda! Ale po kolei.

Nasze Renault Clio Grandtour zostało kupione z oświetleniem standardowym, które do wybitnych nie należy. Wjeżdżając w "strefę mroku", czyli nieoświetlone miejskie rewiry, lub wyjeżdżając poza stołeczną aglomerację, wielokrotnie przeklinałam francuską markę za to, że sprzedają coraz lepsze samochody, lecz ze sporo gorszym oświetleniem niż u konkurencji. Do żarówek tylnych lamp się specjalnie przyczepić nie mogę, bo zadanie swoje spełniają należycie. Z przednimi reflektorami nie jest już tak doskonale. Jest wręcz tragicznie.

Bezpieczeństwo to nie przelewki!
Od zakupu auta minęło trochę czasu - zdołałam nieco popsuć sobie wzrok, wypatrując potencjalnych niebezpieczństw na drodze lub wpatrując się usilnie w końcówkę obszaru oświetlonego przez lampy przednie. I nie chodzi tu - bo o to mnie przecież raczej nie podejrzewacie - o źle ustawioną wysokość świateł. Tę regularnie sprawdzam w zaprzyjaźnionej stacji kontroli pojazdów, a przy większym obciążeniu samochodu poprostu obniżam obszar oświetlenia z przodu pojazdu, dzięki regulacji wewnątrz auta, przez co - mam nadzieję - nie oślepiam kierowców jadących z naprzeciwka.

Miarka się przebrała, gdy wyjechałam latem na wakcyjny wypad w wyjątkowo słabo oświetlone rejony Polski północno-wchodniej. Oczywiście zrobiłam to z premedytacją, bo miejsca te są wyjątkowo urokliwe, także nocą, kiedy niebo rozświetlają miliardy gwiad - w Warszawie ciężko je dostrzec. Aby jednak bezpiecznie poruszać się po często w tamtych obszarach nieutwardzonych drogach, w lesie, na wsiach, trzeba być odpowiednio wyposażonym w dobre oświetlenie przed samochodem. Bo na drogę potrafi wbiec kuna, dzik, czy inne dzikie zwierze, a i pijani miejscowi się trafiają. Miałam jedną niebezpieczną sytuację, spowodowaną niedostatecznym oświetleniem drogi przez moje żarówki. I to był gwóźdż do trumny. Dobrze, że nie mojej.

Postanowiłam rozeznać się w ofercie żarówkowej na polskim rynku. Tego typu jakościowego towaru nie jest aż tak dużo, jakby się można było spodziewać. Prym wiodą znane marki, które dają pewność, że ich oświetlenie nie zawiedzie. Mój wybór padł na produkt Philips X-TremeVision+130% , bo nie dość, że marka dobrze mi się kojarzy, opakowanie do mnie przemawia i daje dość wyczerpujące informacje o żarówkach wewnątrz, to to, co producent oferuje, wyjątkowo mi się w aucie przydaje. Czego oczekiwałam? Jak najdłuższego pasma oświetlenia drogi jak najjaśniejszym światłem - niby mało, ale okazuje się, że żarówka żarówce nie równa...

Pech, bo w redakcyjnej cliówce montujemy żarówki typu H7, a te niestety akurat są najdroższe (cena zestawu dwóch żarówek H1 to 75 złotych, H4 to 80 złotych, a H7 110 złotych). Uznałam jednak, że zdrowie i bezpieczeństwo moich bliskich, czy innych uczestników ruchu (włączając w to również zwięrzęta wylatujące na drogę) jest warte tej inwestycji. Dlaczego?

Co w nich takiego, że warto je mieć?
Otóż nowa generacja żarówek do reflektorów samochodowych Philips X-TremeVision+130% - jak zapewnia producent - daje zgodnie z nazwą do 130 proc. więcej światła w porównaniu ze standardowymi żarówkami samochodowymi. Czy jesteś w stanie odczuć te różnicę? No jasne! Jest kolosalna. Jest to najbardziej widoczne podczas jazdy w nocy, w bardzo pochmurne dni lub gdy zapada zmrok. Nagle wszystko staje się jasne! Dosłownie! Producent zmierzył tę odległość i okazało się, że kierowca widzi dalej na odległość nawet do 45 metrów większą niż w przypadku zwykłych reflektorów halogenowych. Co to oznacza? Przy prędkości 80 km/h to aż dwie dodatkowe sekundy na dostrzerzenie przeszkody i reakcję na potencjalne niebezpieczeństwo na drodze. Ocalenie czyjegoś życia lub ochronienie własnego staje się pewniejsze...

Ktoś powie, ok - świeci dalej, ale przecież zawsze można zainstalować ksenony. Po pierwsze nie do każdego auta. Po drugie to rozwiązanie droższe i bardziej skomplikowane, no i wymaga samopoziomowania oraz spryskiwaczy reflektorów. A na żarówkę halogenową stać raczej każdego kierowcę. Co do barwy światła - otóż kupione przez nas żarówki świecą bielszym światłem (zgodnie z opakowaniem o temperaturze barwowej 3700 K). To wygląda naprawdę dobrze w zasadzie w każdym aucie - zarówno youngtimerze, aucie sportowym, czy rodzinnym. Nasze nowe żarówki mają też ciekawą technologię powlekania, która pozwala uzyskać właśnie wyższą temperaturę barwową i mocniejsze światło. Przez to żarówki dają lepsze postrzeganie kontrastu z daleka, a co za tym idzie - pewnie się jeździ z nimi nocą.

A technicznie rzecz ujmując? Żarówki te mają wysokociśnieniowe wypełnienie gazem (13 barów), no i zastosowano w ich produkcji wysokiej jakości szkło kwarcowe odporne na działanie promieni UV i wilgoci. Jest też bardzo odporne na zarysowania. Producent testował żarówki H4 i H7 przy standardowym napięciu 13,2 V i okazało się, że wytrzymują do 450 godzin. Tego narazie nie jestem w stanie potwierdzić, ani zaprzeczyć. Szczęśliwi, bezpieczni i zdrowi czasu nie liczą...

Philips X-TremeVision+130% dostępna jest w najbardziej popularnych typach H1, H4 i H7.

Komentarze

Blaszka
20 września 2016 07:51
Ale reklama...
Jadzia
07 grudnia 2016 19:46
Test bez pomiarów czy choćby fotek, które pokazują jak żarówki świecą. Reklama pełną gębą...
naiwny inaczej
26 lutego 2017 22:17
Naprawdę amatorszczyzna. Ludzie, łykacie takie naiwne wstawki reklamowe?...
Rrrr
10 grudnia 2017 00:57
18 dni świecenia hehehe
Pandemur > Rrrr
30 sierpnia 2018 21:15
Ale cymbale przecież nie jeździsz 24 h na światłach i to codziennie... Przeciętny kierowca jeździ ok 3,5 h dziennie z non stop włączonymi światłami, z reguły te żarówki starczają na 6 do 8 mcy i trzeba pamiętać że to nie są long-live.
Sla > Pandemur
19 lipca 2019 23:44
3,5h dziennie przy żywotności 450h to 4 miesiące, a nie 6 do 8 cymbale