Katarzyna Frendl
Redaktor

Test Volvo V60 Cross Country - czy można chcieć więcej?

02 kwietnia 2019
29
Dziś każdy chce jeździć samochodem wszechstronnym, lajfstajlowym, ale przede wszystkim modnym. Producenci widząc to kończą produkcje klasycznych samochodów, by w każdym segmencie rynku zaproponować klientom SUV-a lub crossovera. Co jednak z tymi, którzy nie chcą iść z nurtem, a pragną auta wyjątkowego? Volvo doskonale wie, że nic nie zastąpi dobrego rodzinnego kombi.

Seria Cross Country to pionierska linia samochodów Volvo. Dziś ewoluowała do skrótu XC przed nazwą modelu. Dla ortodoksyjnych klientów pozostała jednak odrębna seria podwyższonych kombi, które nie muszą udawać terenówek, a spełniają wszystkie wymagania stawiane im przez nowoczesnych kierowców. V60 Cross Country, podobnie jak większy V90 Cross Country i mniejszy V40 Cross Country dojadą wszędzie tam, dokąd większość przednionapędowych (ale też większość 4x4) crossoverów chciałaby dotrzeć. I nie muszą niczego udawać, bo duży prześwit i dopracowany napęd pozawalają na bezstresowy wypad na biwak, czy na terenowy rajd rowerowy. No może trochę przesadziłam z możliwościami V40 CC, ale pozostałe dwa to twarde sztuki.

Kanciaste piękno
V60 Cross Country bazuje naturalnie na klasycznym kombi V60. Wykorzystuje więc wszelkie elementy nowej linii stylistycznej Volvo. Długa maska i smukła linia boczna nadają sylwetce sporo dynamiki. Prześwit nadwozia 21 cm wprowadzi w zakłopotanie wielu konkurentów, bo wiele crossoverów nie może się pochwalić takim wynikiem. Nadwozie zaopatrzone zostało plastikowymi listwami chroniącymi zderzaki, progi i nadkola. Nie straszne mu więc kamienie podrywające się z szutrowej drogi. Całość robi dobre wrażenie. Samochód prezentuje się dynamicznie i obiecuje wyjątkową przygodę.



Wsiadam więc do środka i z niecierpliwością czekam na jazdę. Wnętrze nie nawiązuje już w niczym do terenowego charakteru V60 CC. Wszystko jest na swoim miejscu i po modelach S/V90 oraz SUV-ach nie zaskakuje niczym szczególnym. Po prostu eleganckie, przytulne Volvo. Kierownica dobrze leży w dłoniach, a wieniec jest przyjemnie sprężysty. Centralnym punktem deski rozdzielczej jest oczywiście wyświetlacz, za pomocą którego komunikujemy się z samochodem. Jego obsługa wymaga pewnego przyzwyczajenia, ale moje doświadczenia z S90 i XC60 pokazują, że nie trzeba kończyć studiów na politechnice, by sprawnie poruszać się po zakamarkach menu. Może niektóre funkcje mogłyby być bardziej dostępne, ale dla mnie ten poziom intuicyjności jest w porządku.

Niestety sam ekran bardzo mocno się „palcuje”, co strasznie uwiera moją pedantyczną stronę osobowości. „Palcują się” także bardzo przyciski na kierownicy, wykończone skądinąd elegancką, fortepianową czernią. Często sięgałam po szmatkę i jak przestępca dokładnie usuwałam wszelkie ślady odcisków palców. Za to fotele skutecznie wyciszały cały mój stres. Są perfekcyjnie ukształtowane i niezwykle wygodne. Volvo, jako prekursor światowego bezpieczeństwa wie doskonale, że spokojny i wypoczęty kierowca, to kierowca bezpieczny. Z tyłu również jest bardzo wygodnie, ale jak już wspominałam przy okazji testu modelu S60, z tyłu powinny podróżować dwie osoby. Dla środkowego pasażera nie przewidziano miejsca na nogi. Wysocy pasażerowie nie będą mieli jednak problemów z przestrzenią nad głową. Jest jej tu pod dostatkiem.

Bagażnik to bardzo dobra średnia w klasie. 529 litrów i równe kształty pozwalają na sprawne spakowanie sprzętu sportowego, wózka z gondolą, czy po prostu walizek na wyjazd wakacyjny. Na burtach znajdziemy haczyki do mocowania toreb z supermarketu, a przestrzeń bagażnika możemy łatwo podzielić podnosząc sprytną przegrodę. Mniejsze bagaże nie będą się wtedy przemieszczać po całej przestrzeni.

Rodzinny zen
Uruchamiam silnik i ruszam. W aucie jest cicho, pomimo że pod maską pracuje znany z innych modeli dwulitrowy silnik wysokoprężny D4 o mocy 190 KM. Jednostka wydaje się być optymalną do tego samochodu. O ile w V90 niektórym mogłoby brakować mocy, tu jest fantastycznie. Silnik współpracuje z 8-biegową, automatyczną skrzynią biegów Geartronic. Skrzynia pracuje praktycznie niezauważalnie zmieniając biegi w górę jakby była to konstrukcja bezstopniowa. Czasem podczas redukcji zdarza się jej nieco zaznaczyć swoją obecność, ale nie ma mowy o jakimś mocniejszym szarpnięciu. Zawieszenie zestopniowano tak, żeby móc komfortowo poruszać się po drogach gruntowych. Ma to wpływ na zachowanie się auta na autostradzie i w zakrętach, gdzie wyczuwalna jest jego miękkość. Karoseria przechyla się zakrętach, ale nie przekłada się to na samo prowadzenie. Auto jedzie dalej pewnie i podąża dokładnie tam, gdzie chce tego kierowca. Nie odczułam też zbytniego wzrostu hałasu w porównaniu do cywilnego V60. Jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Silnik chętnie korzysta z momentu obrotowego, którego maksymalna wartość to 400 Nm. Dzięki temu jest bardzo elastyczne i dobrze reaguje na prawą stopę kierowcy. Delikatnie traktowany silnik potrafi się odwdzięczyć niskim zużyciem. W mieście bez problemu zmieścicie się w 8 litrach, a na trasie wynik na poziomie 6,5 l / 100 km także nie będzie problemem.

Cross Country oznacza jednak, że samochód potrafi trochę więcej niż normalny samochód. V60 CC prowadzi się po szutrze jak marzenie i tam, gdzie ESP na asfalcie ingerowało zbyt wcześnie, tak tu, przyhamowując nieco poszczególne koła, daje sporo frajdy. Dodatkowo jest tak przewidywalne, że wprawny kierowca niemal poczuje, które koło jest w danej chwili zwalniane. Osłony progów i błotników sprawiają, że kamyki nie robią na Volvo żadnego wrażenia. Powiecie pewnie, że to potrafi wiele aut. Zgadzam się, ale jeśli teren zacznie być bardziej wymagający, wtedy Volvo pokazuje swoje największe walory i to, za co zapłaciliśmy w salonie. Korzenie, muldy, piach, podjazdy… Wydaje się, że ciężko jest zatrzymać nowe V60 CC. Moim zdaniem najczęściej samochód ten jednak spotykać będziemy pod stokami narciarskimi i w pobliżu plaż, gdzie spotykają się kite surferzy. To zdecydowanie miejsca, dla których stworzono ten samochód.

Czyli jaki?
Volvo V60 Cross Country możemy kupić za 205 850 złotych. Będzie to egzemplarz, ze 190-konnym dieslem i 8-biegową skrzynią automatyczną pod maską. 250-konna benzyna jest o 2 tysiące złotych droższa. Nasz, doposażony o wszystkie „bajery” egzemplarz, wyceniony został na 302 480 złotych. Wybór dodatków jest więc odpowiedni jak na klasę premium.

Na koniec muszę przyznać, że V60 Cross Country dzielnie broni swojej tożsamości na rynku  zalewanym przez crossovery i SUV-y. To bardzo ciekawy samochód, który choć wygląda na zwyczajny, kryje w sobie zalety rodzinnego kombi i możliwości samochodu terenowego. Jestem pewna, że znajdzie wielu nabywców i z pewnością zobaczymy go już zimą na miejscach parkingowych położonych najbliżej stoków narciarskich.

Mnie ten samochód kupił już samym wyglądem, bo po prostu lubię takie kanciaki. Do tego przestrzeń wewnątrz i własności jezdne, ale też świetne audio na pokładzie, a z drugiej strony dobre wyciszenie środka auta powodują, że z chęcią widziałabym je w moim garażu. 

NA TAK
- dynamiczny i oszczędny silnik;
- świetna skrzynia biegów;
- wysoki prześwit;
- dobre właściwości terenowe;
- wygodne wnętrze;
- przestronny bagażnik.

NA NIE
- brak miejsca dla trzeciego pasażera na tylnej kanapie;
- wysoka cena w pełni wyposażonego egzemplarza.

Dane techniczne Volvo V60 Cross Country

Silnik

Wysokoprężny Turbo R4

Pojemność skokowa

1969 cm3

Moc

190 KM przy 4250 obr./min

Maksymalny moment obrotowy

400 Nm przy 1750 – 2500 obr./min

Skrzynia biegów

Automatyczna 8-biegowa

Prędkość maksymalna

210 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

8,3 s

Długość/szerokość/wysokość

4761/1850/1499 mm

    Komentarze

    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!