Test Volkswagena CC w mroźnym Czorsztynie

Piętnaście stopni na minusie, wieje zimny wiatr. Słońce jednak świeci, niebo jest błękitne, a nowe Volkswageny CC błyszczą w oddali. Wyglądają tak kusząco, że nawet mróz nie jest w stanie nas odstraszyć.

Podchodzimy więc bliżej. Mroźny szron osiadł na całym czterodrzwiowym coupe, który teraz wygląda jak obsypany brokatem. Już na pierwszy rzut oka widać zmiany, które Volkswagen wprowadził do nowego modelu CC w porównaniu do poprzednika – Passata CC. Volkswagen CC pozycjonowany jest między Passatem a Phaetonem – producenci często więc powtarzali, że ich najnowsza produkcja nie powinna być już nazywana Passatem CC, ponieważ jest odrębnym modelem. I to naprawdę widać.

Testowana przez nas wersja, najmocniejsza zaproponowana przez Volkswagena, to 300 konna V6 o pojemności 3.6 – miałyśmy szczęście!

Przednie reflektory Bi-ksenonowe, do tego diody (służące od jazdy za dnia). Chromowana osłona chłodnicy z 3 poprzecznymi listwami. Z tyłu światła LED z systemem wykorzystującym rozpraszanie światła w elementach światłowodowych – teraz w nocy nie ma szans, żeby pomylić nowe CC z innym samochodem. Tylne logo w klapie bagażnika ukrywa kamerę cofania.

Zimny wiatr nie daje nam długo oglądać CC z zewnątrz, więc z wielką ochotą wsiadamy do środka.

Volkswagen CC bez problemu pokonuje zaspy
fot. Irena Gajczyk

Przestrzeń, jaką zaoferowało nowe CC, jest ogromna – zarówno z przodu jak i z tyłu czułam się niesamowicie komfortowo. A właściwie to niemal zagubiona, z uwagi na przyzwyczajenie do samochodów kompaktowych i małych.

Deska rozdzielcza została zmodyfikowana w 2011 roku. Teraz zamiast dwóch schowków nad konsolą środkową (jak w pierwszej generacji CC) znajduje się analogowy zegarek który w zestawieniu z masą cyfrowych wyświetlaczy i przycisków wygląda dosyć śmiesznie, ale już jasna skórzana tapicerka w połączeniu z brązową deską rozdzielczą stanowią elegancką całość.

Czas ruszać. Odpalamy bez najmniejszego problemu.

Volkswagen CC napędzany jest silnikami benzynowymi i wysokoprężnymi z bezpośrednim wtryskiem. Wszystkie silniki wysokoprężne (TDI) są wyposażone seryjnie w system Start-Stop i system rekuperacji (odzyskiwanie energii hamowania). Silniki benzynowe również mają funkcję rekuperacji.

Nasza wersja rozwija maksymalny moment obrotowy 350 Nm (2400 do 5300 obr./min) i przyspiesza czterodrzwiowe coupé do 100 km/h w 5,5 sekundy. Czyli – będzie ciekawie!

Widać, że jesteśmy w Czorsztynie
fot. Irena Gajczyk

Wrażenia

Samochód naszpikowany jest elektroniką dbającą o nasze bezpieczeństwo – system rozpoznawania znaków drogowych, system rozpoznawania zmęczenia kierowcy, dynamiczne doświetlanie zakrętów, system pilnujący jazdy po jednym pasie ruchu, systemy wspomagające zmianę pasa ruchu… i wiele innych. Jak można się domyślić, na krótkich trasach nie byłyśmy w stanie przetestować większości z tych systemów.

To, co się przydaje zawsze, to systemy wspomagające parkowanie – w nowym CC działają bez zarzutu i niewątpliwie ułatwiają manewrowanie samochodem na małych powierzchniach, nawet osobom takim jak ja, które nie są przyzwyczajone do prowadzenia dużego samochodu. Kamera tylna i czujniki po bokach samochodu skutecznie wychwytują zbliżające się przeszkody, ale informujące o nich piszczenie szybko stało się irytujące.

Czasami przy skręcie miałam wrażenie, że prowadzę ogromnego busa – nie ma się co dziwić, w końcu to przecież limuzyna, a nie mały sportowy kompakt.

Zacięcie sportowe, sugerowane już samą pojemnością naszej testówki, łatwo dawało się odczuć i zachęcało czasami do wciśnięcia gazu do oporu.

Trasy testowe, ze względu na panujące temperatury, były oblodzone i nie dawały szans pełnego wykorzystania potencjału samochodu, nad czym ubolewam do chwili obecnej…

Kusiły już z daleka…
fot. Irena Gajczyk

Dużym minusem w mojej oceni jest fakt, iż żeby odkryć piękne brzmienie V6, trzeba było usiąść z tyłu. Z przodu dźwięk nie był już tak efektowny. Nowy CC jest świetnie wyciszony. Możliwość pełnej regulacji siedzenia, kierownicy i zagłówka to dobre rozwiązanie dla drobnych kobiet. A i podgrzewane fotele przy panującej temperaturze stanowiły duży plus.

Dzięki napędzie na cztery koła samochód, mimo lodu, świetnie wchodził w szybkie zakręty. Możliwość przełączenia charakterystyki zawieszenia ze standardowej na sportową przydaje się na krętych drogach. 4MOTION okazało się nieocenione, kiedy wjechaliśmy w nieoczekiwanie głęboki śnieg. Samochód bez problemu wydostał się z zaspy, a czujniki cofania oraz OPS natychmiast reagowały, kiedy auto zbliżało się do kolejnej podobnej przeszkody.

W trakcie dynamicznej jazdy testowaną V6 spalanie, o dziwo, nie odbiegało w specjalny sposób od danych podawanych przez producenta (9,3 l/100 km).

Ogólne wrażenia z jazdy – pozytywne. Pytanie tylko, czy dołożenie do standardu tak dużej liczby dodatków i bajerów jest w stanie z Volkswagena CC zrobić całkiem nowy model, który nie będzie się już kojarzył z Passatem?

 

 

 

Najnowsze

Książki dla motocyklistek

Popularność motocykli rośnie z każdym rokiem. Kursy na prawo jazdy skupiają amatorów tych maszyn; ci nieco bardziej zaawansowani ruszają motocyklem w daleki świat, a ich zmagania są publikowane w formie blogów internetowych lub książek.

Wiosną w dużych miastach słychać jednostajne ryki potężnych silników i widać jednoślady przeciskające się na swoje pole-position wśród oczekujących na zielone światło samochodów. Szeroko pojęty motocyklizm zatacza coraz większe kręgi. W takim razie, czy na potrzeby rynku motocyklowego przygotowany jest również rodzimy rynek książki? Wsiądźmy na motocykl i przejdźmy się po polskich księgarniach. Kaski włóż i w drogę!

Bieg pierwszy czyli poradniki z górnej półki

Ustawiamy motocykl do pionu. Siadamy na kanapie. Składamy nóżkę. Przekręcamy kluczyk. Sprzęgło, zapinamy bieg pierwszy, rozrusznik, trochę gazu. Lekko i delikatnie (ale stanowczo) sprzęgło i do przodu. Potem znowu gaz i kolejne biegi. Proste. Jednak nie zawsze się udaje. Jeśli damy za mało gazu i puścimy sprzęgło, to motocykl szarpnie do przodu i zgaśnie. Jeśli damy za dużo gazu – ruszymy, ale trochę za szybko. Wszystko trzeba robić z rozwagą i ostrożnie – i przy okazji patrzeć na drogę i słuchać silnika.

Dlatego część adeptów motocyklowej sztuki szuka pomocy we wszelkiego rodzaju poradnikach, których w Polsce pojawia się coraz więcej. Biblią motocyklistów w Stanach Zjednoczonych jest książka „Motocyklista doskonały” Davida L. Hough, którą u nas wydało wydawnictwo Buk Rower w 2005 roku. Od tamtej pory Buk Rower, które specjalizuje się w poradnikach sportowych, opublikowało kilka poradników dla motocyklistów. Oprócz „Motocyklisty doskonałego” (obecnie dostępne w dwóch częściach) możemy zapoznać się z poradami Lee Parksa w książce „Pełna kontrola. Techniki jazdy dla motocyklistów” oraz Keitha Code’a, autora „Przyspieszenia”.

Motocyklową biblioteczkę uzupełnia książka wspomnianego już autora Davida L. Hough „Strategie uliczne”, która pomoże opanować trudną sztukę poruszania się motocyklem po mieście. Pod względem edytorskim książkom nie można nic zarzucić – zawierają fotografie i rysunki. Tekst podparty jest wykresami, tabelkami i wynikami badań. Wartość merytoryczna natomiast jest sprawą sporną. W rozmowach z instruktorami okazuje się, że nie wszystkie opisane techniki sprawdzą się na polskiej drodze – z racji mentalności polskich kierowców czy utrudnień na drogach. Dlatego też warto na niektóre sprawy patrzeć z dystansem i wszelkie wątpliwości konsultować z wytrawnymi motocyklistami czy instruktorami.

I jeszcze jedna książka – „Pierwszy motocykl” Aleksandra Ostrowskiego (wydawnictwo Pascal). Porządna garść informacji o różnych typach maszyn, strojach do jazdy, poprawnych zachowaniach, a do tego trochę o literaturze, trochę o filmie, trochę o tym i tamtym. Po prostu fajna, bardzo wszechstronna książka.

 

Wrzuć na luz czyli motocyklem dookoła świata

W 2004 roku dwóch aktorów, Ewan Mcgregor i Charlie Boorman, wyruszyli w wielką motocyklową wyprawę dookoła świata. Podróż zaczęła się w Londynie a zakończyła w Nowym Jorku. Wspólnie, na wielkich maszynach BMW R1200 GS, przemierzyli zachodnią Europę, przez Czechy, Słowację i Ukrainę dotarli do Rosji. Dalszy etap podróży to Rosja (trzykrotnie), Kazachstan, Mongolia, Alaska, Kanada i Stany Zjednoczone. Podróż została sfilmowana i pokazana w telewizji. Przedsięwzięcie o nazwie Long Way Round okazało się wielkim sukcesem, dlatego bohaterowie wydali książkę z dziennikiem podróży. Opatrzona w zdjęcia i komentarze w Polsce nakładem wydawnictwa Sonia Draga ukazała się w 2006 roku pod tytułem „Wielka wyprawa. Niezwykła motocyklowa podróż dookoła świata”. Przyjaciele nie próżnowali i już dwa lata po azjatyckiej wyprawie ruszyli w następną podróż, którą również opisali w kolejnej książce. Publikacja wyszła i u nas i swoim wyglądem zbliżona jest do anglojęzycznego oryginału. Tym razem w książce znajdziemy obszerną relację z podróży przez Afrykę, kontynent, który wciąż budzi wiele emocji w podróżnikach i turystach szukających wrażeń. Okazuje się, że Afryka, mimo upalnego klimatu i zagrożeń dla zdrowia, jest rajem dla motocyklistów – bezdroża Afryki jak żadne inne nadają się do podróżowania motocyklem.

Jednak nie tylko ludzie Zachodu ruszają w świat na motocyklu. Małgorzata Rzadkosz i Wojtek Ilkiewicz motocyklem objechali świat (i też na BMW). Byli prawie wszędzie, bo chcieli sprawdzić, czy… Ziemia naprawdę jest okrągła. Ich podróż zaowocowała książką pod mylącym tytułem „Dzienniki motocyklowe” (pierwsze skojarzenie miałam raczej z Che Guevarą i jego dziennikiem motocyklowej podróży po Ameryce Południowej z lat 50. XX wieku). Książkę wydało w 2007 roku Towarzystwo Słowaków w Polsce. Zwarta lakierowana oprawa, wielki wybór fotografii z każdego zakątka świata, pomocne informacje – a przede wszystkim płynąca z każdego słowa ogromna wiara w to, że podróżować można daleko i blisko, różnymi środkami transportu i na różne sposoby. A marzenia potrafią się spełniać. Publikacja jest trudna do zdobycia – nakład się wyczerpał dawno temu, a wznowień jak dotąd nie było. Zainteresowanym polecam serwisy aukcyjne, tam znalazłam swój egzemplarz.

W kwietniu 2010 wydawnictwo Pascal wydało książkę Ani Jackowskiej pt. „Kobieta na motocyklu”. Publikacja ukazała się w serii „Mój prywatny świat”. Ania w 2009 wybrała się na samotną wyprawę do Syrii i Jordanii. W trakcie podróży pisała internetowego bloga i robiła zdjęcia, uwieczniając swoją podróż. Ale „Kobieta na motocyklu” to nie tylko relacja z podróży na Bliski Wschód i opis zmagań z motocyklem (BMW f650 GS), to przede wszystkim książka o tym, że warto marzyć, że marzenia się spełniają i że trzeba mieć odwagę, aby zmieniać swoje życie i czynić je lepszym. Ania sporo podróżuje, dlatego do księgarń trafiła również jej książka „Samotnie po Bałkanach” (także Pascal), a „Kobieta na motocyklu” zyskała nową szatę graficzną. Ania odwiedziła też Stany Zjednoczone i Argentynę, o których na pewno napisze. O motocyklach pisze także dziennikarka Martyna Wojciechowska. W wydanej jesienią 2011 roku książce „Automaniaczka. Od rometa do Rajdu Dakar” opowiada o swojej motoryzacyjnej pasji – zarówno tej moto, jak i auto. Inną znaną osobą, która opublikowała moto-książkę, jest bokser Przemek Saleta. W publikacji pt. „Australia Tour” wraz z Jackiem Czachorem, motocyklistą Orlen Team, opowiada o podróży przez drogi i bezdroża Australii. A o samej Australii pisze sam Marek Tomalik, dziennikarz, podróżnik, znawca tematu.

Jest jeszcze jedna wyjątkowa podróżnicza książka – dziennik z wyprawy z Druskiennik do Szanghaju. Halina i Stanisław Bujakowscy w 1934 roku ruszyli w motocyklową podróż przez Azję. Halina pisała dziennik, który wiosną zeszłego roku opublikowało wydawnictwo W.A.B.. Książka zawiera sporo archiwalnych fotografii i jest formą podróżniczego pra-bloga, jak napisała o niej artystka Maria Peszek.

Pozostając w temacie podróży jeszcze, warto wspomnieć o przewodniku wydanym przez Bezdroża – „Polska. Przewodnik motocyklowy”. Autorzy Marek Harasimiuk, Grzegorz Łabędź i Jarosław Spychała to motocykliści z dużym podróżniczym doświadczeniem. Piszą o najlepszych motocyklowych trasach w Polsce, opisują najciekawsze miejsca. Książka zawiera również mapy.

Bieg drugi czyli motocykle w lakierowanej oprawie

Wiedzę o motocyklach i ich historii z pewnością uzupełnią wydawnictwa encyklopedyczne i kolekcjonerskie. A o takie nietrudno, bo to głównie one znajdują się na księgarskich półkach w dziale hobby. Do wyboru mamy kilka pozycji wydawniczych, które kuszą szata graficzną i fotografiami. Warto sięgnąć do książki „Motocykle. Encyklopedia” (red. Roger Hicks, wyd. Muza 2007). W publikacji znajdziemy opisy ponad 2000 modeli motocykli wraz ze zdjęciami i specyfikacją techniczną. Podobną treść prezentuje książka „Legendarne Motocykle” Luigiego Corbetta (wyd. Muza 2009). W publikacji zawarto opisy i fotografie najbardziej pożądanych motocykli świata, które większość z nas może jedynie podziwiać z perspektywy wiecznego widza.

Podobne publikacje to „Motocykle” Enzo Ritzo (Pascal 2009) oraz „Motocykle Marzeń. 1001 fotografii” (Olesiejuk Sp. z o.o. 2009). Warto wybrać sobie przynajmniej jedną z tych publikacji, aby móc zdać sobie sprawę tego, że motocykle to wdzięczny temat i na książkę, i na obiekt fotograficzny.

Dział zagranica

Ostatnio wpadła mi w ręce bardzo fajna książka dotycząca najlepszych tras motocyklowych świata. Książka ‘The World’s Great Adventure Motorcycle Routes: The Essential Guide to the Greatest Motorcycle Journeys in the World’ została wydana na początku 2012 roku i dotyczy najciekawszych dróg motocyklowych, nie zawsze łatwych.

30 szlaków przez świat opisanych przez moto-podróżnika Roberta Wicksa, do tego informacje praktyczne, mapy, fantastyczne zdjęcia, piękny papier, twarda oprawa i obwoluta. Książka raczej nie nadaje się do zabrania w podróż, bo jest spora i ciężka, ale będzie wspaniałą ozdobą biblioteki i dobrym, sprawdzonym źródłem wiedzy w czasie przygotowań do drogi. Książka do nabycia w internetowej księgarni Amazon.

Kolejne propozycje książkowe dla motocyklistek, tym razem okiem Edyty Wruchy znajdziesz tutaj.

Najnowsze

Kosmetyki, które trzeba zabrać w podróż

Kosmetyki w podróży: ręczniki szybkoschnące, kubeczki menstruacyjne, mydło w listkach? Co wziąc ze sobą w podróż, zwłaszcza motocyklową, aby zadbac o swoją higienę?

Szybkoschnące ręczniki
fot. seatosummit.com

Kosmetyczka nie musi ważyć dwóch kilogramów i wcale nie trzeba zabierać ze sobą całej drogerii, żeby w podróży zadbać o swoje ciało. Są sposoby na to, żeby nawet bez dostępu do łazienki i tzw. „normalnych warunków” czuć się dobrze i świeżo.

Ręcznik kiedyś był zmorą moich podróży – duży, bo przecież trzeba wytrzeć całe ciało, ciężki – po użyciu przeważnie mokry lub wilgotny. No i wysychał długo i często brzydko pachniał. Ręcznikom, które zajmują pół plecaka lub pół motocyklowego kufra mówimy stanowcze nie. Zostawiamy je w domu!

Producenci wychodzą naprzeciw potrzebom współczesnych podróżników i odciążają ich bagaż. Dlatego stworzono ręczniki szybkoschnące, które sprawdzają się zawsze i wszędzie. Taki ręcznik jest znacznie cieńszy niż zwykły i potrafi wchłonąć znacznie więcej wilgoci. Do tego łatwo go uprać – szybko odzyskuje świeżość, no i przede wszystkim bardzo szybko wysycha. Dużo lepiej sprawdzają się ręczniki, które swoją strukturą przypominają klasyczne ręczniki frotte – nie sztywnieją, są miękkie i miłe w dotyku. Gorzej sprawdzają się ręczniki gładkie, przypominające szmatkę z mikrofibry – lubią się sprać, robią się szorstkie i niestety nie są aż tak chłonne. Nadają się bardziej do wycierania twarzy lub rąk. Ręczniki szybkoschnące są sprzedawane w przewiewnych woreczkach transportowych lub w saszetkach. Po użyciu można ręcznik włożyć do takiego woreczka i umieścić np. na zewnątrz bagażu.

Producenci oferują spory wybór kolorów, jednak dominują zielenie i niebieskości, czyli kolory maskujące. Ręcznik można prać w pralce, w temperaturze do 40 stopni. Ręczniki kupicie w każdym sklepie outdoorowym, zarówno internetowym, jak i naziemnym. Najbardziej znani producenci to Cocoon, Care Plus, Sea to Summit. Ceny zaczynają się od kilkunastu złotych za ręcznik do twarzy do kilkudziesięciu za duży ręcznik. Ręczniki kąpielowe to już wydatek ponad 100 złotych.

Kosmetyczka jak piórko

Zestaw kieszonkowych kosmetyków
fot. seatosummit.com

Z doświadczenia wiem, że dobre i sprawdzone kosmetyki są nam potrzebne w wielu różnych sytuacjach, a w podróży pełnią ważną rolę. Okazuje się, że panowie lubią nam je podkradać, a o tym, że czegoś używali, świadczy nie tylko gwałtownie obniżający się poziom żelu do mycia twarzy ale, również takie na przykład zdanie: – A zabrałaś ze sobą ten kremik? (tak, miłe Panie, kremik) –A który? –No, ten dobry.

I wszystko jasne. W związku z tym kosmetyczka w podróży często musi pomieścić kosmetyki dla dwóch osób.

Naprawdę nie musi ważyć dużo. Jeśli lubicie swoje kosmetyki, możecie jest po prostu zmniejszyć, przekładając lub przelewając do opakowań zastępczych. Takie fiolki, pudełeczka i słoiczki są przydatne, jeśli zabieramy kosmetyki na pokład samolotu, ale motocyklowe kufry nie są z gumy, więc i w moto podróży wspomniane pojemniki się przydadzą. Wiele kosmetyków można kupić też w miniaturowej wersji – po ok. 60-100 mililitrów. Dotyczy to też płynów do soczewek kontaktowych i pasty do zębów. To jednak nie wszystko. Można kupić sobie mydło, szampon lub środek do ręcznego prania

Mydło w listkach
fot. tropiker.pl

ubrań. Ale nie taki zwykły, bo w postaci cienkich listków. Produkty są przyjazne dla środowiska, więc można je stosować również w czasie kąpieli w rzece lub jeziorze. Są też lekkie i skuteczne. Ważne, żeby płatki wyjmować z pudełka suchymi placami. Tego typu produkty znajdziecie również w sklepach outdoorowych. Poza tym w wyjazdowej kosmetyczne musi znaleźć się też ochronny sztyft do ust oraz preparaty chroniące przed nadmiernym działaniem promieni słonecznych.

Zdrowa skóra i czyste ręce

W podróży dobrze dbać o higienę rąk, zwłaszcza przed posiłkiem. Polecam chusteczki antybakteryjne (są nawet specjalne dla motocyklistów, dostępne w sklepie Touratech). Takie chusteczki kupicie w każdej aptece. Dodatkowo można zaopatrzyć się w żele, które oczyszczają dłonie bez użycia wody. Żele usuwają do 99% bakterii zgromadzonych na dłoniach. Trzeba pamiętać, żeby nie wkładać świeżo oczyszczonych dłoni do ust, czy nie zatrzeć oczu – większość preparatów ma gorzki smak, a oczy mogą ulec podrażnieniu.

Skóra wystawiana na słońce powinna być dobrze zabezpieczona. Dlatego zabierzmy ze sobą kremy z filtrem, faktor w zależności od rodzaju i wrażliwości skóry. W tej materii nie będę doradzać, bo na pewno każda z was ma swoje ulubione kosmetyki.

Intymnie

Mooncup
fot. mooncup.com

W podróży dobrze sprawdzają się nawilżane chusteczki do higieny intymnej. Warto je zabrać przede wszystkim dlatego, że współgrają z kwaśnym środowiskiem narządów rodnych i w związku z tym zapewniają właściwą higienę. Nie należy używać innego typu chusteczek – w podróży jesteśmy bardziej podatne na zakażenia i bakterie i łatwo uszkodzić naturalną florę bakteryjną pełniącą ważną funkcję ochronną. Dobrze zabrać ze sobą również płyn do higieny intymnej, który można nabyć również w mniejszych buteleczkach.

A co zrobić, kiedy zaczyna boleć brzuch i wiemy, że właśnie zbliża się okres? Oczywiście każda z nas ma swoje sposoby. Dziewczyny, które chcą mieć niezawodną i zdrową ochronę, mogą pomyśleć o kubeczku menstruacyjnym. Mooncup lub Lady Cup (takie dwie firmy udało mi się wyszperać w internecie) to wykonany z silikonu kubeczek, który jest alternatywą dla tradycyjnych podpasek i tamponów. Ważne, aby go dobrze założyć (na początku może być trudno, ale z czasem nabiera się wprawy). Silikon łatwo dopasowuje się do kształtu ciała i nie sprawia kłopotu. Można używać go przez pięć lat – na tyle czasu został przygotowany. Kubeczek zakończony jest wypustką, którą można dociąć według upodobania. Kubeczki produkowane są w dwóch rozmiarach. Rozmiar A jest przeznaczony dla kobiet, które skończyły trzydziesty rok życia i mają za sobą poród naturalny. Rozmiar B jest dla tych pań, które są jeszcze przed trzydziestką i nie rodziły lub rodziły przez cesarskie cięcie. Kubeczek należy wygotować przed pierwszym użyciem, należy go też gotować po każdym cyklu. W bagażu zajmuje mało miejsca, a spakowany w specjalny woreczek zmieści się w każdej kosmetyczce.

Teraz może zastanawiacie się, jak go opróżniać…..na początku jest to trochę kłopotliwe. Nie skłamię, jeśli napiszę, że moje początki były trudne. Kubeczek trzeba lekko podważyć placem tak, żeby odłączył się od ścianki pochwy. Potem pójdzie już gładko. Kubeczek można opłukać wodą lub wytrzeć papierem toaletowym czy chusteczką. Dobrze mieć też ze sobą nawilżane chusteczki do rąk (jeśli brakuje nam wody).

Kubeczek nie jest tani, bo to wydatek ok. 130 złotych, ale tyle mniej więcej wydajemy rocznie na podpaski i tampony, więc jest to wydatek opłacalny.

Kubeczek może budzić kontrowersje, jego stosowanie może wydać się bardzo skomplikowane, ale myślę, że jeśli się do niego przekonacie, to nie będziecie żałować.

Spokojny sen

Lekka wkładka do śpiwora
fot. tropiker.pl

Sen w czasie każdej podróży jest bardzo ważny. Niewyspany podróżnik to podróżnik zły i zmęczony. W podróży śpimy w różnych miejscach, często pod namiotami, ale też w pociągach, autobusach, hostelach. Dla tych, którzy cenią sobie wygodę oraz zadbany czysty śpiwór, polecam specjalne wkładki do śpiworów, które pełnią funkcję wewnętrznej wkładki – łatwe do wyprania, utrzymują śpiwór w czystości i przedłużają jego „żywotność”. Wkładka może służyć również jako śpiwór właściwy do spania w tropikach, czyli tam, gdzie ciepły śpiwór nie jest potrzebny. Poza wkładkami są również prześcieradła podróżne. Wszystkie te produkty wykonane są z lekkich materiałów, jak np. jedwab albo bawełna egipska. Można je dowolnie rolować lub składać. Tego typu wkładki produkuje m.in. firma COCOON. Do kompletu jeszcze dmuchana poduszka i w drogę.

Najnowsze

II Rajd Polski Kobiet – kobiety w walce z nowotworem

Już w najbliższy weekend rusza druga edycja Rajdu Polski Kobiet, organizowanego przez fundację Teraz Kobiety. Jego celem jest walka z chorobami nowotworowymi u kobiet i promowanie wykonywania badań profilaktycznych.

Do sportowej rywalizacji stanie kilkadziesiąt załóg, w składzie których znajdą się m.in. Ewa Kopacz (marszałek sejmu), Joanna Mucha (minister sportu i turystyki), Agnieszka Kozłowska – Rajewicz (pełnomocnik rządu ds. równego traktowania), Beata Małecka-Libera (wiceprzewodnicząca Sejmowej Komisji Zdrowia), Anna Popek, Joanna Zientarska, Dorota Deląg, Katarzyna Jankowska. Twarzami tegorocznej edycji Rajdu są aktorka Ewa Gawryluk oraz rajdowiec Jarek Kazberuk. Nowością tegorocznej edycji będzie udział załóg męskich w charakterze wsparcia operacyjnego. W rajdowych autach zasiądą m.in. Paweł Szkopek, Przemysław Saleta, Waldemar Błaszczyk, Kamil Butruk oraz Michał Fajbusiewicz. Patronat nad rajdem objął minister zdrowia, Bartosz Arłukowicz.

Uroczyste rozpoczęcie tegorocznej edycji Rajdu odbędzie się w sobotę 26 maja ok. godz. 9:15 w Warszawie przy ul. Malowniczej 29. Stąd załogi udadzą się na rajdowe trasy, przygotowane przez komandora Rajdu – Witolda Prószyńskiego, wiodące przez podwarszawskie miejscowości (Otwock, Karczew, Góra Kalwaria, Podkowa Leśna, Lesznowola, Otrębusy, Konstancin, Piaseczno).

Tak było w czasie I Rajdu Kobiet
fot. materiały organizatora

W trakcie II edycji Rajdu Polski Kobiet uczestniczki będą miały zorganizowane badania mammograficzne oraz cytologiczne w Centrum Onkologii – Instytut im. Marii Skłodowskiej – Curie w Warszawie oraz Europejskim Centrum Zdrowia w Otwocku. Na całej trasie rajdu rozstawione będą  mammobusy, cytobusy oraz ambulanse do poboru krwi, z których będą mogły skorzystać mieszkanki okolicznych miejscowości. W tych miastach, w których znajdują się placówki szpitalne, np. w Piasecznie – specjalne dyżury pełnić będą gabinety ginekologiczne i mammograficzne.

Ewa Gawryluk podczas pierwszej edycji Rajdu
fot. materiały organizatora

„Organizując Rajd chcemy nie tylko pokazać, że kobiety doskonale radzą sobie za kółkiem. Podstawowym jego celem jest zwrócenie uwagi na rosnące statystyki zachorowań na raka i uświadomienie potrzeby dbania o zdrowie. Chcemy zachęcić kobiety do przeprowadzania cyklicznych badań, takich jak mammografia, USG piersi i narządów rodnych, badań cytologicznych, okresowych badań specjalistycznych na poziom hormonów. Świadoma profilaktyka jest najprostszym czynnikiem poprawiającym skuteczność leczenia i zapobiegania chorób nowotworowych u kobiet” – mówi dr Krystyna Backiel, prezes zarządu fundacji Teraz Kobiety, pomysłodawczyni i organizator Rajdu Polski Kobiet.

 

Najnowsze

Jak kupić dobre wycieraczki do samochodu?

Najpierw na szybie pojawiają się delikatne smugi. Z czasem jest ich coraz więcej i znacznie ograniczają widoczność podczas jazdy w deszczu, a wycieraczki jedynie ślizgają się po szybie i piszczą. Oznacza, to że nadszedł czas na wymianę piór wycieraczek w naszym aucie.

fot. Motocaina.pl

Różnorodność mocowań oraz bogactwo oferty na sklepowych półkach sprawiają, że przed wymianą wycieraczek w samochodzie, oprócz długości piór, należy zwrócić uwagę na jeszcze kilka parametrów. Już na samym początku stajemy bowiem przed niełatwym wyborem między wycieraczkami klasycznymi (z przegubowym stelażem) a wycieraczkami płaskimi (bezprzegubowymi). Oba rozwiązania mają bowiem swoje wady i zalety.

Wycieraczki bezprzegubowe są droższe, lecz ich płaskie pióra są bardziej aerodynamiczne, dzięki czemu powodują mniejszy opór powietrza Mogą być jednak problematyczne, jeżeli szyba w naszym aucie jest bardzo wypukła. Wtedy źle dopasowane wycieraczki bezprzegubowe nie będą odpowiednio przylegać do szyby i się nie sprawdzą. Jeżeli więc zdecydujemy się na zakup konkretnych wycieraczek bezprzegubowych, koniecznie sprawdźmy na ich opakowaniu, czy są one przeznaczone do naszego pojazdu. Samo kompatybilne mocowanie oraz długość wycieraczek nie dają bowiem gwarancji, że ich wygięcie będzie odpowiednio dopasowane do szyby w naszym aucie.

Jeżeli chodzi o wycieraczki ze stelażem, sprawa jest teoretycznie prostsza – wystarczy wybrać takie, które mają odpowiednią długość oraz mocowanie. Jeżeli jeździmy starszym autem, możemy mieć problem ze znalezieniem do niego odpowiednich wycieraczek płaskich. Takiego kłopotu nie będziemy mieli w przypadku wycieraczek ze stelażem. Wycieraczki klasyczne sprawdzą się, jeżeli jeździmy stosunkowo spokojnie i nie rozwijamy ogromnych prędkości.

Niezależnie od typu wycieraczek, aby mieć pewność, że kupujemy pióra, które na pewno będą pasowały do naszego pojazdu, zawsze sprawdzajmy opis na opakowaniu i listę zamieszczonych tam modeli aut wraz z rocznikami.

O ile zakup nowych piór wycieraczek przedniej szyby nie powinien sprawiać kłopotu, o tyle w przypadku niektórych aut większy problem może być z wycieraczką tylną. Niektóre pojazdy są bowiem wyposażone w tylne wycieraczki o dość nietypowej konstrukcji. Gdy zajdzie potrzeba ich wymiany, musimy kupić nowe pióro wraz z całym ramieniem, co znacznie podnosi koszt wymiany wycieraczki – nawet do kilkudziesięciu lub kilkuset złotych. Na szczęście tylna wycieraczka jest używana znacznie rzadziej i co za tym idzie – nie zużywa się tak szybko.

Eksperci zalecają wymianę wycieraczek średnio co sześć miesięcy. W praktyce pióra wymienia się wtedy, gdy przestają one w zadowalającym stopniu zbierać wodę z szyby. Bardzo wiele zależy od tego, jak intensywnie korzystamy z wycieraczek i w jaki sposób się z nimi obchodzimy – szczególnie w okresie zimowym, kiedy to niektórzy kierowcy mają w zwyczaju odśnieżanie czy też odszranianie szyb właśnie za pomocą wycieraczek. Decydując się na zakup droższych wycieraczek (za kilkadziesiąt złotych), kupujemy pióra, które mogą być bardziej wytrzymałe i działać dłużej, aniżeli standardowe wycieraczki za kilkanaście złotych, lecz nigdy takiej gwarancji nie otrzymujemy.

Niezależnie jednak od ceny, kupując wycieraczki należy zwrócić uwagę, czy ich pióra zawierają domieszkę grafitu. Obecność tego składnika sprawia, że wycieraczki nie piszczą przy użytkowaniu. W grafitowe pióra nie są wyposażone najtańsze wycieraczki, które możemy znaleźć na dziale motoryzacyjnym w hipermarkecie, lecz mają je już oferowane za kilkanaście złotych wycieraczki ze średniej półki cenowej. One też wydają się być najlepszym kompromisem między ceną a jakością.

Najnowsze