Test Volkswagen Passat 2,0 TDI DSG Highline – uczeń czy perfekcjonista?

Każdy Volkswagen Passat jest niczym wzorowy uczeń. Niekiedy wręcz potrafi być uczniem i szkołą jednocześnie, co w naszym teście próbuje udowodnić najbogatsza wersja Highline z dwulitrowym dieslem i skrzynią DSG.

Deja Vu
Chodząc do szkoły podstawowej pamiętam moją empatię pomieszaną z niechęcią do koleżanek i kolegów dumnie noszących przyszytą do mundurka czerwoną plakietkę z napisem „Wzorowy Uczeń”. Jej posiadacz nigdy nie podpadł nauczycielce, zawsze był przygotowany, miał odrobioną pracę domową, a w worku buty na zmianę i/lub na wf.  Świecił przykładem innym uczniom nie tylko w trakcie samych zajęć, ale również w czasie przerw. Schludny i czysty, nawet wtedy (czego przyznam nie kojarzę) gdy  jadłospisie stołówki szkolnej pojawił się egzotyczny arbuz. Na uroczystym zakończeniu roku szkolnego poza świadectwem z czerwonym paskiem, „Wzorowy Uczeń” odbierał z rąk samego Dyrektora dodatkową nagrodę w postaci papierowej wersji własnego alter-ego. Inaczej mówiąc atlasu świata, zwierząt lub kolejnej nudnej encyklopedii, którą przecież i tak znał na pamięć.

Po trzydziestu latach jakie minęły od tamtych wydarzeń, siedząc w najnowszej generacji Volkswagena Passata mam „deja vu”. Choć szczerze powiedziawszy, jako dziennikarz motoryzacyjny odczuwam to za każdym razem, mając styczność z tym modelem Volkswagena. I chyba nie skłamię twierdząc, że nie ja jedna!

Przyznaję, nie znam odpowiedzi dlaczego akurat Passat dla tak wielu osób (szczególnie tych anonimowych w Internecie) jest obok Skody Octavii motoryzacyjnym synonimem „generatora hejtu” a kolejne modele sagą o roboczym tytule „M jak nienawiść”. Natomiast domyślam się, czemu każdy dziennikarz motoryzacyjny recenzując Passata ma nie lada problem, lub tak jak ja, wspomniane wcześniej „deja vu”.

Mundurek
Zacznijmy od wyglądu. Ponoć o gustach się nie dyskutuje, podobnie jak na długiej przerwie zazwyczaj nie rozmawiało się z wzorowym uczniem. Pomyślmy, co moglibyśmy zarzucić Passatowi? Skoro nie to, że jest za mały lub za duży, może „manię wielkości”?  Niestety pudło! Nawet tak absurdalny zarzut jest niezwykle łatwo obalić.  Wraz z nową odsłoną Passat wykorzystuje modularną platformę podłogową koncernu, zachowując jednakże wymiary zewnętrzne poprzednika. Jego nadwozie mierzące 477 cm długości, choć krótsze o 10 cm od największej w segmencie Skody Superb, nadrabia przestronnością we wnętrzu. Dopóki więc siedzimy z przodu, drobne różnice między Volkswagenem i Skodą na korzyść czeskiego auta są niezauważalne. Również bagażnik Passata w odmianie sedan ma większą pojemność niż najpoważniejsi rynkowi rywale, jak Ford Mondeo czy Mazda 6.

W zasadzie jedyne, co można zarzucić Volkswagenowi, to wysoko umieszczony próg załadunkowy utrudniający pakowanie cięższych bagaży.

Technokrata
Pierwszy Passat B1 debiutował na rynku w 1973 roku i choć zaledwie garstka rodaków miała wystarczające środki finansowe w postaci dewiz oraz bezcenne „układy”, by móc przekonać się o tym osobiście, jest więcej niż pewne, że już wtedy jakość materiałów użytych do wykończenia kokpitu czy obić tapicerskich Passata B1 była o niebo lepsza od nieprzepuszczającego powietrza sztucznego materiału, z jakiego uszyto „szkolne wdzianka” moje i reszty uczniów Klasy 1B.

{{ tn(10887) left }} Nie dziwi więc budząca zaufanie solidność, namacalnie dobra jakość oraz dobór materiałów z jakich wykonano wnętrze najbogatszej w specyfikacji wersji wyposażeniowej Passata B9, tradycyjnie w Volkswagenie noszącej nazwę Highline. Kiedyś uczeń podstawówki, chcąc napić się herbaty w szkole, mógł liczyć jedynie na wrzątek, bo szklankę, herbatę czy cukier musiał sobie zorganizować we własnym zakresie. Analogicznie było u Volkswagena, gdzie odpowiednikiem wrzątku były ubogo wyposażone podstawowe wersje modeli. Na szczęście czasy, kiedy w Passacie dopłaty wymagało drugie lusterko wsteczne, nie mówiąc o takich luksusach jak antena czy radio, odeszły do lamusa.

Najnowszy Passat odrobił lekcję i nawet „najbiedniejsza” wersja wyposażeniowa w standardzie ma klimatyzację, radio czy elektrycznie regulowane szyby.

Hojnie obdarzonej wszelakimi „ficzerami” specyfikacji Highline, nie sposób znowu nie porównać do wzorowego ucznia. Trzystrefowy układ elektronicznej klimatyzacji Passata nie tylko potrafi „dmuchać zimnym” efektywnie rozprowadzając po kabinie orzeźwiające powietrze w upalne dni, ale też zapobiegać zaparowaniu szyb, gdy temperatura na zewnątrz drastycznie spada. Będąc wyposażony w cały arsenał asystentów wspomagających kierowcę, kolokwialnie rzecz ujmując, Passat potrafi też „dmuchać na zimne”. Topowa wersja wykryje zmęczenie prowadzącego i – zupełnie jak w szkole – sygnałem dźwiękowym i jednoczesnym komunikatem graficznym w postaci filiżanki parującej kawy „zarządzi” przerwę w podróży. Swoja drogą, czekam na pierwszego dziennikarza, który fakt, że Passat sam nie potrafi nam jej przyrządzić, osłodzić i podać, uzna za jego istotną wadę skutkującą odjęciem kilku punktów w kategorii „wnętrze”.

Prowadzący Passata kierowca zostanie ostrzeżony o każdej niezamierzonej zmianie pasa, autach znajdujących się w „martwym polu” lusterek i miniętym na drodze znaku ostrzegawczym. Już samo to, że w polskich realiach drogowych system rozpoznawania znaków ani na chwilę się nie gubi, czyni Passata tworem obdarzonym wyższą inteligencją od osób odpowiedzialnych za oznakowanie dróg krajowych.

Jeśli w porę nie zaczniemy hamowania przed poprzedzającym pojazdem, Passat zrobi to za nas. Domknie także szyby i napnie pasy, gdy stwierdzi ryzyko wystąpienia kolizji. Milisekundę później, inny system zwiększy ciśnienie w układzie hamulcowym. Gdy już dojdzie do najgorszego, system teleinformatyczny w aucie powiadomi odpowiednie służby o wypadku i poda naszą lokalizację, jeszcze zanim opadnie obłok gazu wywołany detonacją poduszek powietrznych, których każdy Passat ma przynajmniej sześć. Wszystko wymienione powyżej jak i aktywny tempomat nie wymaga dopłat w specyfikacji Highline.

{{ tn(10888) left }} Z rzeczy, które warto dokupić, polecam równie efektowne jak efektywne aktywne reflektory diodowe, imponujący rozdzielczością ekran Active Info Display, wyświetlający mapę lub inne wybrane przez kierowcę wskazania pomiędzy wirtualnymi zegarami, czy nawigację Discover Pro z 8-calowym, rewelacyjnie działającym dotykowym ekranem umieszczonym w centralnej części deski rozdzielczej.

Klasyka i nowoczesność
Jeśli po tym, co przeczytaliście uważacie, że priorytetem konstruktorów najnowszego Passata był software a hardware udoskonalono jedynie poprzez jego update, jesteście w błędzie. Silnik Volkswagena wciąż nazywa się 2,0 TDI, ale tak naprawdę to jedyne, co łączy go z tym pracującym pod maską Passata B8. Nowa jednostka jest mocniejsza i cichsza, ale przede wszystkim cechuje się znacznie wyższą kulturą pracy i płynniej rozwija moc. Dlatego wybór preselekcyjnej przekładni DSG wydaje się być idealnym mechanizmem do dystrybucji napędu z silnika o takiej charakterystyce i w samochodzie o tak szerokim spektrum zastosowań, jak Volkswagen Passat.

Już po pierwszych kilku kilometrach jazdy daje się wyczuć, że trudno w Passacie o bardziej trafne zestawienie, niż 150-konny silnik TDI i sześciostopniowa przekładnia DSG.

Co ciekawe, nawet celowo powodując nagłe zmiany obciążeń i balansu między osiami lub raptowne zmiany kierunku jazdy nie jesteśmy w stanie zmusić do kapitulacji miękko zawieszonego Passata. W ostrych zakrętach czy szybko pokonywanych łukach, zdecydowanie bardziej odczuwalne są przechyły boczne nadwozia niż typowa dla aut z przednim napędem podsterowność.

Niezmąconą ciszę i błogi spokój panujący w kabinie Passata porównać można jedynie do atmosfery na kartkówce w klasie złożonej wyłącznie z wzorowych uczniów. Ewentualnie meczu szachowego o mistrzostwo świata.

Świadectwo z „Paskiem”
Jeśli pamięć mnie nie myli, nigdy nie wróciłam do domu pokazując z satysfakcją rodzicom świadectwo z czerwonym paskiem. Na szczęście nigdy nie było aż tak źle, żeby tuż po jego okazaniu, Ojciec lub ktokolwiek inny, w nagrodę „udekorował” mnie tatuażem tylnej części mojego ciała, wykorzystując do tego swój pasek od spodni. Nie byłam, nie jestem i nie zamierzam być ideałem. Paradoksalnie Passat też nim nie jest i nie chce być!

To co czyni go wyjątkowym autem na tle innych, może ładniejszych czy tańszych od niego, to pewna suma. Suma drobiazgów, która przy obecnym poziomie dopracowania konstrukcji nie tylko w tym segmencie pozwala wychwycić najdrobniejsze różnice na niekorzyść lub, jak w przypadku Passata, na korzyść.

Na TAK
To Passat

Na NIE
To Passat

Konkurenci – Skoda Superb, Opel Insignia, Mazda 6, Ford Mondeo

Ceny
Volkswagen Passat Sedan 2,0 TDI 150 KM 6-biegów Trendline – 111 790 złotych
Volkswagen Passat Sedan 2,0 TDI 150 KM DSG 6-biegów Highline   – 136 690 złotych

Dane techniczne Volkswagen Passat 2,0 TDI DSG Highline

Silnik:

turbodiesel, common rail, R4

Pojemność skokowa:

1968 cm3

Moc:

150 KM przy 3500 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

340 Nm 1750 obr./min.

Skrzynia biegów:

DSG, 6 biegowa

Prędkość maksymalna:

218 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

8,7 s

Długość/szerokość/wysokość:

4776 x 1832 x 1460 mm

Najnowsze

Test Ford Focus ST 2,0 TDCi – STraszak czy poSTrach?

Od niedawna Ford Focus ST dostępny jest również z silnikiem wysokoprężnym. Czy 70 koni mniej niż w benzynowej odmianie wciąż daje podstawy, by mówić o nim „hot hatch”?

Barwna poSTać
ST to zarezerwowany dla Forda skrót od „Sports Technology” oznaczający, że mamy do czynienia ze zwiększoną dawką emocji niż w seryjnym modelu z błękitnym owalem w logo. Nie inaczej jest w przypadku popularnego Focusa, który jako ST pojawił się po raz pierwszy w 2002 roku. Niepozorny hatchback z dwulitrowym benzynowym silnikiem legitymował się mocą 173 KM. W połączeniu ze sportowym zawieszeniem, lepszymi hamulcami i doskonałym zgraniem pikantnie zestrojonego zawieszenia oraz precyzyjnego układu kierowniczego, umożliwiał kierowcy czerpanie pełnymi garściami frajdy z jazdy.

Ford pozostał wierny tej formule i wraz z kolejnymi generacjami Focusa odpowiednio modyfikuje sportowe warianty modelu ulepszając jego skład. Wprost proporcjonalnie rośnie oczywiście moc silnika, a co za tym idzie polepszają się odczucia zza kierownicy. Dlatego Focus ST MkII miał już 225, zaś oferowany obecnie model z dwulitrowej jednostki wyciska całe 250 KM!

Wraz z gruntownym liftingiem Focusa w 2015 roku, gama ST przeszła prawdziwą rewolucję! Ofertę poszerzono o nową wersję nadwoziową kombi, a po raz pierwszy w historii Focusa ST można kupić także z silnikiem Diesla! Dokładnie takim, jaki pod maską miał testowany przez Motocainę hatchback w kolorze Frozen White.

SToimy
Patrząc na Focusa ST z pewnością nie można o nim powiedzieć, że wygląda skromnie! Pod tym względem dzieli go prawdziwa przepaść. Nie tylko w porównaniu z przodkiem, ale również na tle obecnie oferowanych modeli bez oznaczenia ST. Całkowicie nowy pas przedni z wąskimi reflektorami i charakterystyczną osłoną chłodnicy, budzi skojarzenia z Astonem Martinem i wygląda doskonale! Najlepiej w wersji ST z seryjnie rozbudowanym pakietem aerodynamicznym, dyfuzorem z umieszczoną pośrodku podwójną końcówką układu wydechowego i ogromnymi, pomalowanymi na czarno 18-calowymi kołami szczelnie wypełniającymi nadkola. Nie mamy wątpliwości – tak właśnie powinien wyglądać rasowy „hot-hatch”!

Na szczęście, a może nie, Focus ST TDCi na zewnątrz i w środku (poza inaczej wyskalowanym obrotomierzem) nie różni się niczym od benzynowej odmiany. Biorąc pod uwagę wygląd auta działający na innych kierowców niczym płachta na byka, ma to swoje plusy i minusy.

STartujemy!
Prędzej czy później na światłach obok nas stanie inne mocne auto sportowe, a my „poczujemy na sobie” wzrok jego kierowcy oczekującego od nas czegoś w rodzaju „dowodu szybkości”. Czy zatem wiedząc, że w przeciwieństwie do „prawilnej” wersji benzynowej ST, do dyspozycji mamy „tylko” 184 koni, zamiast 250-ciu oznacza, że powinniśmy odpuścić sobie i innym udowadnianie czegokolwiek?

Oczywiście, że tak i zaznaczmy w tym miejscu wyraźnie – ze zgoła innego powodu niż jakikolwiek niedostatek mocy 184-konnej jednostki napędowej Forda. Wręcz przeciwnie!

Udział w tego typu „pojedynkach” za kierownicą Focusa ST jest wysoce niewskazany z dwóch zasadniczych powodów. Pierwszy, to osiem sekund jakie upływa od startu do momentu, w którym na trzy miesiące możemy pożegnać się ze swoim prawem jazdy za przekroczenie dozwolonej prędkości w terenie zabudowanym o 50 km/h.

Drugim, i chyba znacznie ważniejszym, jest świadomość i odpowiedzialność takiego czynu, a w zasadzie jej całkowity brak. Czemu więc służyć ma sytuacja opisana na początku rozdziału, skoro z pewnością nie propagowaniu brawurowej jazdy?

Otóż na tym przykładzie uzmysławiamy, jak jedna z największych zalet auta może być równocześnie jego istotną wadą. Nie trzeba przecież gremium uczonych, by stwierdzić, że 184 KM i 400 Nm w kompaktowym aucie to dla jego posiadacza jednocześnie niebo i piekło. Dodam, że tego stanu rzeczy nie jest w stanie zmienić niewinny biały lakier.

A przecież niezwykły temperament i wigor jaki cechuje naszego Focusa, to dopiero wstęp do atrakcji czekających na kierowcę, po zajęciu miejsca w dobrze dopasowanym, by nie rzec przyciasnym fotelu Recaro. Pamiętając o wykraczających daleko poza przyjętą średnią, znakomitych własnościach jezdnych każdego bez wyjątku modelu Forda, należy przyznać, że ta w modelach sygnowanych „ST” wspina się na wyżyny doskonałości, by we flagowym „RS” osiągnąć jej szczyt!

Wracając do ST należy stwierdzić, że w kluczowych momentach ostrej jazdy w miejscach do tego przeznaczonych, jak choćby tor wyścigowy,  mniejsza moc i masa własna wersji ST z dieslem, pozwala szybko unaocznić jego przewagę nad znacznie mocniejszą i teoretycznie szybszą odmianą benzynową.

Silna podsterowność i słaba trakcja na wyjściu z zakrętu będąca przypadłością mocniejszej wersji, w słabszej odmianie ST jest ledwie wyczuwalna. Do długiej listy zalet istotnych z punktu widzenia nabywcy, dopiszmy precyzyjnie pracującą skrzynię biegów i skuteczne hamulce. Z kolei niepohamowany apetyt na paliwo cechujący benzynową odmianę Focusa ST, w przypadku tej zasilanej olejem napędowym jest średnio o połowę mniejszy. Podczas całego testu zużycie wyniosło zaledwie 6 l/100 km!

Czy Focus ST, mimo swojej zadziorności, pozostał funkcjonalnym hatchbackiem zdolnym w miarę komfortowo przewieźć rodzinę na wakacje, czy choćby dzieci do szkoły? Tak, jeśli nie będzie Wam przeszkadzać mniejsza ilość miejsca dla pasażerów, niż oferuje Golf GTD (nie mówiąc o Skodzie Octavii RS), zaś mówiąc o w miarę komfortowym podróżowaniu, akcent położymy na „w miarę”.

Odpowiadając na pytanie postawione w tytule, Focus ST TDCi z pewnością nie jest postrachem, na pewno nie jest też straszny. Mało prawdopodobne jest również, żeby ktokolwiek, może poza właścicielami mocniejszej wersji, uznał Focusa ST z dieslem za straszaka.

STać mnie?
Ford Focus ST nie jest autem tanim. Nawet zważywszy na ogół zalet jakie za sobą niesie atrakcyjny wygląd, osiągi i niskie koszty eksploatacji, kwota 117 500 złotych, od której startuje cennik tej wersji, trudno uznać za atrakcyjną. A to nie koniec wydatków. Po dokupieniu kilku stylowych dodatków z bogatej listy wyposażenia opcjonalnego, cenę wyjściową łatwo podnieść do sumy, za jaką kupić można podobnie wyposażone, znacznie większe i niewiele wolniejsze od Focusa ST 180-konne Mondeo TDCi.

Na TAK
Wygląd, pierwszorzędne prowadzenie, różnorodność dostępnych wersji nadwoziowych i silnikowych.

Na NIE
Niekompletne wyposażenie standardowe, ceny dodatkowych opcji, przeciętne osiągi na tle konkurencji.

Konkurenci –Volkswagen Golf GTD, Seat Leon FR, Octavia RS TDI, BMW 120d, Volvo V40 D4

Ceny
Ford Focus ST 2,0 TDCi  – 117 500 złotych
Testowany  – 136 120 złotych

Dane techniczne  Ford Focus ST 2,0 TDCi

Silnik:

turbodiesel, R4

Pojemność skokowa:

1997 cm3

Moc:

185 KM przy 3500 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

400Nm 2000 – 2750 obr./min.

Skrzynia biegów:

Manualna, 6 biegowa

Prędkość maksymalna:

217 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

8,1 s

Długość/szerokość/wysokość:

4362 x 1823 x 1471 mm

Najnowsze

Sabine Schmitz i Chris Harris w nowym Top Gear

Wszyscy z niecierpliwością czekamy na start nowej serii Top Gear, która będzie prowadzona przez Chrisa Evansa. Już wiemy, kto dołączy do ekipy.

Na nową odsłonę Top Gear, bez Clarksona, Hammonda i Maya, przyjdzie nam jeszcze chwilę poczekać. Właśnie pojawiły się informacje, kto wystąpi obok Chrisa Evansa w motoryzacyjnym show

Jak donosi brytyjski The Telegraph, w programie pojawi się Sabine Schmitz, która wcześniej była kierowcą wyścigowym oraz regularnie występowała w telewizji. Brała udział w kilku epizodach Top Gear, gdzie stawała do walki w przeróznych konkurencjach z samym Clarksonem. 

Kolejna postać prenendowana na prezentera najsłynniejszego programu motoryzacyjnego Świata, to znany bloger motoryzacyjny Chris Hariss, ktoy zdobył popularność dzięki kanałom „Drive” oraz „Chris Harris on Cars” na Youtube. Od jakiegoś czasu publikuje też swoje felietony w magazynach Autocar, EVO oraz w serwisie Jalopnik.

Niewykluczone, że skład prezenterów zostanie jeszcze poszerzony o kolejną osobę. W kuluarach mówi się, że będzie to były kierowca Formuły 1, David Coulthard. 

Emisja pierwszego epizodu nowego Top Gear została zaplanowana na 8 maja przyszłego roku. W każdej serii zostanie wyprodukowanych 16 odcinków. Przed nowymi prezenterami stoi nie lada wyzwanie, by przebić trójkę dowodzoną przez Clarksona.

Najnowsze

Skonfiguruj sanie u Mercedesa

Do grona producentów, którzy wpadli w świąteczny nastrój dołącza Mercedes. Producent ze Stuttgartu wprowadził do swojego konfiguratora nowy produkt z okazji Bożego Narodzenia - Santa Klasa.

W konfiguratorze Mercedesa oprócz regularnych modeli pojawiła się specjalna, świąteczna edycja. Jest to model Santa Klasa, czyli sanie śnieżne dla Świętego Mikołaja. Użytkownicy będą mogli wybrać jedno z kilku nadwozi. W ofercie jest Silver Arrow, Klasa G oraz bolid F 015. Następnym krokiem jest możliwość wyboru specjalnie przygotowanych lakierów takich jak czerwony „Nos Renifera”, zielony „Świerkowa Igła” oraz czarny „Cicha Noc”. 

Jako opcję można wybrać rodzaj napędu. Jest to zestaw łyżew w wariantach Avantgarde, AMG oraz Exclusive. Do tego można dołączyć opcjonalny napęd 4MATIC (renifery), hybrydowy (konie i renifery) oraz AMG (renifer po kuracji sterydowej ze świecącymi, czerwonymi oczami).

Na liście wyposażenia opcjonalnego nie zabrakło takich opcji jak pakiet bezpieczeństwa (Anioł Stróż), system nawigacji (gwiazda północy) oraz system inteligentnego oświetlenia (gnom z latarką).

Po skonfigurowaniu wymarzonego zestawu użytkownicy mogą udostępnić obrazek na portalu społecznościowym lub wysłać do znajomych.

Najnowsze

Goodc

Wesołych Świąt!

Życzenia świąteczne dla czytelników Motocaina.pl!

Najnowsze