Test Volkswagen Passat 2,0 TDI DSG Highline - uczeń czy perfekcjonista?

Test Volkswagen Passat 2,0 TDI DSG Highline - uczeń czy perfekcjonista?

29 grudnia 2015
23
4
Każdy Volkswagen Passat jest niczym wzorowy uczeń. Niekiedy wręcz potrafi być uczniem i szkołą jednocześnie, co w naszym teście próbuje udowodnić najbogatsza wersja Highline z dwulitrowym dieslem i skrzynią DSG.

Deja Vu
Chodząc do szkoły podstawowej pamiętam moją empatię pomieszaną z niechęcią do koleżanek i kolegów dumnie noszących przyszytą do mundurka czerwoną plakietkę z napisem „Wzorowy Uczeń”. Jej posiadacz nigdy nie podpadł nauczycielce, zawsze był przygotowany, miał odrobioną pracę domową, a w worku buty na zmianę i/lub na wf.  Świecił przykładem innym uczniom nie tylko w trakcie samych zajęć, ale również w czasie przerw. Schludny i czysty, nawet wtedy (czego przyznam nie kojarzę) gdy  jadłospisie stołówki szkolnej pojawił się egzotyczny arbuz. Na uroczystym zakończeniu roku szkolnego poza świadectwem z czerwonym paskiem, „Wzorowy Uczeń” odbierał z rąk samego Dyrektora dodatkową nagrodę w postaci papierowej wersji własnego alter-ego. Inaczej mówiąc atlasu świata, zwierząt lub kolejnej nudnej encyklopedii, którą przecież i tak znał na pamięć.

Po trzydziestu latach jakie minęły od tamtych wydarzeń, siedząc w najnowszej generacji Volkswagena Passata mam „deja vu”. Choć szczerze powiedziawszy, jako dziennikarz motoryzacyjny odczuwam to za każdym razem, mając styczność z tym modelem Volkswagena. I chyba nie skłamię twierdząc, że nie ja jedna!

Przyznaję, nie znam odpowiedzi dlaczego akurat Passat dla tak wielu osób (szczególnie tych anonimowych w Internecie) jest obok Skody Octavii motoryzacyjnym synonimem „generatora hejtu” a kolejne modele sagą o roboczym tytule „M jak nienawiść”. Natomiast domyślam się, czemu każdy dziennikarz motoryzacyjny recenzując Passata ma nie lada problem, lub tak jak ja, wspomniane wcześniej „deja vu”.

Mundurek
Zacznijmy od wyglądu. Ponoć o gustach się nie dyskutuje, podobnie jak na długiej przerwie zazwyczaj nie rozmawiało się z wzorowym uczniem. Pomyślmy, co moglibyśmy zarzucić Passatowi? Skoro nie to, że jest za mały lub za duży, może „manię wielkości”?  Niestety pudło! Nawet tak absurdalny zarzut jest niezwykle łatwo obalić.  Wraz z nową odsłoną Passat wykorzystuje modularną platformę podłogową koncernu, zachowując jednakże wymiary zewnętrzne poprzednika. Jego nadwozie mierzące 477 cm długości, choć krótsze o 10 cm od największej w segmencie Skody Superb, nadrabia przestronnością we wnętrzu. Dopóki więc siedzimy z przodu, drobne różnice między Volkswagenem i Skodą na korzyść czeskiego auta są niezauważalne. Również bagażnik Passata w odmianie sedan ma większą pojemność niż najpoważniejsi rynkowi rywale, jak Ford Mondeo czy Mazda 6.

W zasadzie jedyne, co można zarzucić Volkswagenowi, to wysoko umieszczony próg załadunkowy utrudniający pakowanie cięższych bagaży.

Technokrata
Pierwszy Passat B1 debiutował na rynku w 1973 roku i choć zaledwie garstka rodaków miała wystarczające środki finansowe w postaci dewiz oraz bezcenne „układy”, by móc przekonać się o tym osobiście, jest więcej niż pewne, że już wtedy jakość materiałów użytych do wykończenia kokpitu czy obić tapicerskich Passata B1 była o niebo lepsza od nieprzepuszczającego powietrza sztucznego materiału, z jakiego uszyto „szkolne wdzianka” moje i reszty uczniów Klasy 1B.

Nie dziwi więc budząca zaufanie solidność, namacalnie dobra jakość oraz dobór materiałów z jakich wykonano wnętrze najbogatszej w specyfikacji wersji wyposażeniowej Passata B9, tradycyjnie w Volkswagenie noszącej nazwę Highline. Kiedyś uczeń podstawówki, chcąc napić się herbaty w szkole, mógł liczyć jedynie na wrzątek, bo szklankę, herbatę czy cukier musiał sobie zorganizować we własnym zakresie. Analogicznie było u Volkswagena, gdzie odpowiednikiem wrzątku były ubogo wyposażone podstawowe wersje modeli. Na szczęście czasy, kiedy w Passacie dopłaty wymagało drugie lusterko wsteczne, nie mówiąc o takich luksusach jak antena czy radio, odeszły do lamusa.

Najnowszy Passat odrobił lekcję i nawet „najbiedniejsza” wersja wyposażeniowa w standardzie ma klimatyzację, radio czy elektrycznie regulowane szyby.

Hojnie obdarzonej wszelakimi „ficzerami” specyfikacji Highline, nie sposób znowu nie porównać do wzorowego ucznia. Trzystrefowy układ elektronicznej klimatyzacji Passata nie tylko potrafi „dmuchać zimnym” efektywnie rozprowadzając po kabinie orzeźwiające powietrze w upalne dni, ale też zapobiegać zaparowaniu szyb, gdy temperatura na zewnątrz drastycznie spada. Będąc wyposażony w cały arsenał asystentów wspomagających kierowcę, kolokwialnie rzecz ujmując, Passat potrafi też „dmuchać na zimne”. Topowa wersja wykryje zmęczenie prowadzącego i - zupełnie jak w szkole - sygnałem dźwiękowym i jednoczesnym komunikatem graficznym w postaci filiżanki parującej kawy „zarządzi” przerwę w podróży. Swoja drogą, czekam na pierwszego dziennikarza, który fakt, że Passat sam nie potrafi nam jej przyrządzić, osłodzić i podać, uzna za jego istotną wadę skutkującą odjęciem kilku punktów w kategorii „wnętrze”.

Prowadzący Passata kierowca zostanie ostrzeżony o każdej niezamierzonej zmianie pasa, autach znajdujących się w „martwym polu” lusterek i miniętym na drodze znaku ostrzegawczym. Już samo to, że w polskich realiach drogowych system rozpoznawania znaków ani na chwilę się nie gubi, czyni Passata tworem obdarzonym wyższą inteligencją od osób odpowiedzialnych za oznakowanie dróg krajowych.

Jeśli w porę nie zaczniemy hamowania przed poprzedzającym pojazdem, Passat zrobi to za nas. Domknie także szyby i napnie pasy, gdy stwierdzi ryzyko wystąpienia kolizji. Milisekundę później, inny system zwiększy ciśnienie w układzie hamulcowym. Gdy już dojdzie do najgorszego, system teleinformatyczny w aucie powiadomi odpowiednie służby o wypadku i poda naszą lokalizację, jeszcze zanim opadnie obłok gazu wywołany detonacją poduszek powietrznych, których każdy Passat ma przynajmniej sześć. Wszystko wymienione powyżej jak i aktywny tempomat nie wymaga dopłat w specyfikacji Highline.

Z rzeczy, które warto dokupić, polecam równie efektowne jak efektywne aktywne reflektory diodowe, imponujący rozdzielczością ekran Active Info Display, wyświetlający mapę lub inne wybrane przez kierowcę wskazania pomiędzy wirtualnymi zegarami, czy nawigację Discover Pro z 8-calowym, rewelacyjnie działającym dotykowym ekranem umieszczonym w centralnej części deski rozdzielczej.

Klasyka i nowoczesność
Jeśli po tym, co przeczytaliście uważacie, że priorytetem konstruktorów najnowszego Passata był software a hardware udoskonalono jedynie poprzez jego update, jesteście w błędzie. Silnik Volkswagena wciąż nazywa się 2,0 TDI, ale tak naprawdę to jedyne, co łączy go z tym pracującym pod maską Passata B8. Nowa jednostka jest mocniejsza i cichsza, ale przede wszystkim cechuje się znacznie wyższą kulturą pracy i płynniej rozwija moc. Dlatego wybór preselekcyjnej przekładni DSG wydaje się być idealnym mechanizmem do dystrybucji napędu z silnika o takiej charakterystyce i w samochodzie o tak szerokim spektrum zastosowań, jak Volkswagen Passat.

Już po pierwszych kilku kilometrach jazdy daje się wyczuć, że trudno w Passacie o bardziej trafne zestawienie, niż 150-konny silnik TDI i sześciostopniowa przekładnia DSG.

Co ciekawe, nawet celowo powodując nagłe zmiany obciążeń i balansu między osiami lub raptowne zmiany kierunku jazdy nie jesteśmy w stanie zmusić do kapitulacji miękko zawieszonego Passata. W ostrych zakrętach czy szybko pokonywanych łukach, zdecydowanie bardziej odczuwalne są przechyły boczne nadwozia niż typowa dla aut z przednim napędem podsterowność.

Niezmąconą ciszę i błogi spokój panujący w kabinie Passata porównać można jedynie do atmosfery na kartkówce w klasie złożonej wyłącznie z wzorowych uczniów. Ewentualnie meczu szachowego o mistrzostwo świata.

Świadectwo z „Paskiem”
Jeśli pamięć mnie nie myli, nigdy nie wróciłam do domu pokazując z satysfakcją rodzicom świadectwo z czerwonym paskiem. Na szczęście nigdy nie było aż tak źle, żeby tuż po jego okazaniu, Ojciec lub ktokolwiek inny, w nagrodę „udekorował” mnie tatuażem tylnej części mojego ciała, wykorzystując do tego swój pasek od spodni. Nie byłam, nie jestem i nie zamierzam być ideałem. Paradoksalnie Passat też nim nie jest i nie chce być!

To co czyni go wyjątkowym autem na tle innych, może ładniejszych czy tańszych od niego, to pewna suma. Suma drobiazgów, która przy obecnym poziomie dopracowania konstrukcji nie tylko w tym segmencie pozwala wychwycić najdrobniejsze różnice na niekorzyść lub, jak w przypadku Passata, na korzyść.

Na TAK
To Passat

Na NIE
To Passat

Konkurenci – Skoda Superb, Opel Insignia, Mazda 6, Ford Mondeo

Ceny
Volkswagen Passat Sedan 2,0 TDI 150 KM 6-biegów Trendline – 111 790 złotych
Volkswagen Passat Sedan 2,0 TDI 150 KM DSG 6-biegów Highline   – 136 690 złotych

Dane techniczne Volkswagen Passat 2,0 TDI DSG Highline

Silnik:

turbodiesel, common rail, R4

Pojemność skokowa:

1968 cm3

Moc:

150 KM przy 3500 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

340 Nm 1750 obr./min.

Skrzynia biegów:

DSG, 6 biegowa

Prędkość maksymalna:

218 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

8,7 s

Długość/szerokość/wysokość:

4776 x 1832 x 1460 mm

Komentarze

Basia
10 stycznia 2016 02:14
fajny!
Ja
04 kwietnia 2016 22:03
nawet bardzo fajny
kasia
10 grudnia 2016 17:49
bardzo brzydki
Zygmunt z Bemowa
26 grudnia 2016 13:07
Dobry tekst, fajnie się czyta, no i dobry samochód :) Skąd się biorą hejterzy VW, też się zastanawiam? Od około 2-3 lat widzę stado hejterów tej marki... Ludzie piszą że to zakompleksieni użytkonicy Daewoo, Hyundaiów, Kii i Dacii :D Leczą w ten sposób kompleksy w Internecie.