Test skutera Kawasaki J300 – diabeł tkwi w szczegółach

Oto wrażenia z jazdy pierwszym w historii, europejskim skuterem Kawasaki J300. Czy jest wart zainteresowania?

Jazda Kawasaki J300 to sama przyjemność.
fot. Kawasaki

O modyfikacjach Kawasaki J300 w stosunku do Kymco DT300i przeczytasz tutaj.

Przyznaję – gdy usłyszałam o tym, że Kawasaki wjedzie na rynek Europy z pierwszym skuterem, byłam bliska zakrztuszenia się yerba mate. I nie chodziło tu o japońskiego producenta, do którego szacunek żywię od dawna. Po prostu zawsze miałam wrażenie, że skutery wzbudzają emocje porównywalne do pasji zawodów w hodowli roślin doniczkowych. Ale – jak w filmach – doznałam pewnej przemiany…

Rzut oka na skuter J300 i wszystko wiadomo: wiśniówką na torcie, jak zwykł mawiać Czesław Mozill, jest z pewnością malowanie – jaskrawozielone wstawki na owiewkach, sportowo ukształtowana szyba, czy wykrój świateł nawiązują ewidentnie do stylizacji sportowych motocykli Ninja – czynnik „wow!” na dzielni gwarantowany. Brak tu zbędnych ozdób – jest czysta funkcjonalność. Wszystko pasuje do siebie jak marynarka do spodni – uszyte na idealną miarę.

Co z oczu (i uszu), to z serca
Zanim jednak zajmę miejsce za kierownicą wsłuchuję się w dźwięki dobiegające od ujeżdżanych już przez kolegów J300. Na pewno kojarzycie te warszawskie przecinaki Telepizzy, które jak śmigną Ci przed nosem, to masz wrażenie, że właśnie przejechał koło ciebie cały festiwal Woodstock. A w J300? To właśnie dźwięk jako pierwszy złapał mnie za serce. Nie to, że jest upojny; ale miarowy, spojony. Nie drażni uszu. Jednostka brzmi zatem wyjątkowo dobrze, na swój zautomatyzowany sposób.

Wydawać by się mogło, że design kokpitu będzie pełen odgrzewanych po Kymco gołąbków, a tu niespodzianka – metalowa, matowa obudowa zegarów rozjaśnia kokpit i pozwala na większą czytelność wskazań prędkościomierza, obrotomierza, czy komputera pokładowego (wskazuje m.in. dystans od wyzerowania, zasięg, temperaturę silnika). Przy prawej manetce króluje przycisk zapłonu i świateł awaryjnych. Co ciekawe, stacyjka J300 jest chroniona specjalną zapadką przed próbą mechanicznego uszkodzenia. Kluczyk działa jak pilot zwalniający zapadkę.

Poza praktycznym hakiem do zaczepienia zakupów, czy toreb, dostrzegam schowek z lewej strony przy kierownicy. Jaki duży! Pomieści sporego smartfona, ipoda, małe dokumenty, nawigację (ma wewnątrz gniazdko 12 V), klucze do domu, czy moją nieodzowną szminkę. Niestety sposób jego otwierania został – zdaje się – zaprojektowany z myślą o masochistach. W rękawiczkach trudno go otworzyć, a i bez nich delikatne paznokcie kierowcy mogą się lekko podłamać. Może to kwestia wprawy lub odpowiedniego patentu otwierania – każdy go sobie pewnie wyrobi w miarę użytkowania.

Kawasaki J300 dostępny jest w 3 kolorach lakieru: zielono-czarnym, grafitowym i srebrnym.

Decyduję się na wrzucenie wszystkiego do bagażnika pod kanapą. Przekręcam kluczyk w stacyjce maksymalnie w lewo, siedzisko grzecznie odskakuje do góry, a ja mu tylko lekko pomagam się zdecydować na pełne otwarcie. Lekko, bo w kufrze (niczym w autach) znajduje się siłownik hydrauliczny ułatwiający dotarcie do wnętrza schowka. Jego przepastne przestrzenie i zawartość (apteczka) oglądam uważnie dzięki lampce podświetlającej zwykle czarną czeluść. Idealne rozwiązanie nie tylko na nocne wojaże, ale i w pochmurne dni. Wrzucam tu spory aparat fotograficzny i spodnie motocyklowe na zmianę. Zostaje miejsce na jeden kask.

Wreszcie, żądna jednośladowych wrażeń zasiadam za kierownicą Kawasaki J300. Siedzisko na idealnej dla mnie (mam 170 cm wzrostu) wysokości pozwala przyjąć wygodną, wyprostowaną pozycję. Zarówno dla tych z metra ciętych, jak i dryblasów, kanapa leży na dość uniwersalnym poziomie; odległość dzieląca siedzisko od kierownicy powinno zadowolić nawet osobników z rękami do pasa.

Hajda na koń – miasto
Fakt – jestem podekscytowana. Moje entuzjastyczne nastawienie do jazdy potęguje „motocyklowe” uruchomienie jednostki i obudzenie do życia zegarów – wskazówka sięga na chwilę diabelskiego pola rozkoszy, by błyskawicznie wrócić na swoje niskoobrotowe miejsce. Patrząc na ciemniejące chmury zastanawiam się, czym Kawasaki J300 zamierza przekonać motocyklistkę, której trudno wmówić, że coś może być „dynamiczne”, gdy ma 28 KM i masę 191 kilogramów.

Przeczytaj też nasze inne testy motocykli tej marki: Kawasaki KLE 650 Versys ocenia Joanna Modrzewska; Kawasaki KLX 125 i Kawasaki ER-6n – okiem kobiety.

Zaczyna kropić, padać, a w końcu lać – ruszam. Manewrując wśród kolegów dziennikarzy, którzy dosiedli już swoich rumaków, staram się przebić na czoło peletonu. Niczym w korku, czy ciasnym parkingu usiłuję bez obcierki przedrzeć się do pilota „wycieczki”. Ku mojemu zdziwieniu J300 okazuje się niebywale zwrotny (zwrotność a promień zawracania – czytaj tutaj). Nieduży promień skrętu (kiedy przednie koło jest maksymalnie skręcone) daje poczucie: „ja się nie przecisnę?!”. Co więcej, manewry postojowe lub te przy niedużych prędkościach, ułatwia pewny kontakt stóp z podłożem. Kawasaki wpadło na zacny pomysł, aby „wykroić” nieco podnóżek na wysokości, gdzie zwykle kierowca zestawia na asfalt nogi. Dzięki temu sprytnemu zabiegowi nie czułam się jak westernowy John Wayne z powykrzywianymi na boki nogami, a całkiem nieźle radząca sobie z takimi ćwiczeniami skuterzystka.

Kobiety na Kawasaki J300 prezentują się naprawdę fajnie.
fot. Motocaina.pl, Katarzyna Frendl

Tymczasem czuję, że moje żwawe zapędy zostaną mocno przystopowane ze względu na aurę. Liczę w duchu, że wysoka szyba i ukształtowanie przedniej części skutera uchronią mnie przed stylizacją na „zmokłą kurę”. Jadąc przez miasto powoli zaczynam rozumieć fenomen skuterów. One temperują zapędy, uspokajają; płyniesz nimi jak żaglówką i nie w głowie Ci skoki adrenaliny. Może to zasługa skrzyni automatycznej? Płynnego, liniowego przyspieszania? Bo gdy jedziesz nafaszerowaną sterydami beemką, suzuki, czy hondą, wszyscy próbują zmierzyć się z tobą spod świateł i każdy zezuje na Ciebie jak na potencjalnego rywala. W przypadku Kawasaki J300 nikt nie stara się dotrzymać ci tempa i wcale nie musisz jechać jak wariat. Na skuterze ani ty, ani twoja maszyna nie kipi agresją, masz czas i pokojowe nastawienie do świata.

Co więcej, zamiast pełni rynsztunku, całej motocyklowej uprzęży (często skórzanej), kasku (szczękowego, integralnego), możesz mieć na sobie to samo, ale w lżejszym wydaniu (ciuchy goretex, kask na skuter – ja miałam Shoei J-Cruise). Nawet rękawiczki – skoro nie jeździsz z prędkością światła – możesz mieć jak do operacji chirurgicznych, byle usztywnione gdzie trzeba. Wiadomo: lżej znaczy lepiej (zrozumie to większość kobiet), zwłaszcza na jednośladzie, gdzie każdy gram jest na wagę złota.

W wyposażeniu dodatkowym znalazły się m.in.: top case’y o pojemnościach 39 i 47 litrów, wysoka szyba, torba na drobiazgi zaczepiana między kanapą a bakiem, przykręcany uchwyt do nawigacji, mufki, wodoodporna i wiatroodporna osłona nóg.

Na portugalskich drogach, gdzieniegdzie, muszę pokonać progi zwalniające, omijać studzienki, nieliczne dziury w jezdni. Tu znów – przyzwyczajona do sztywnych jak Pal Azji zawieszeń – mam wrażenie, że na miejsce sprężyn zamontowano ptysie z kremem (5-stopniowa regulacja napięcia wstępnego sprężyny umożliwia dostosowanie zestrojenia zawieszenia do wagi kierowcy czy warunków na drodze, zatem można ustawić sobie bardziej sportowy charakterek pracy amortyzatorów). Co najgorsze – mi się to podoba! Czuję się jak we francuskiej, luksusowej limuzynie, gdzie życie upływa jedynie w komforcie. Wyrwana z relaksującej jazdy nagle muszę zareagować –  na śliskim od deszczu rondzie wystąpił cień nadsterowności, który skwapliwie J300 pomógł mi zredukować. Wygaszanie ewentualnego poślizgu było praktycznie niewyczuwalne. Skuter wybaczył mój błąd – zbyt szybką jazdę po mokrym.

Powoli przestaje padać. Oglądam się ze wszystkich stron – deszcz obszedł się ze mną delikatnie. J300 uchroniło mnie przed śmiesznością. Dla bardziej niż ja przewidujących kierowców, Kawasaki przewidziało płaszczyk ochronny na kolana i mufki montowane na manetki, chroniące dłonie przed zimnem.

Górskie podboje
Rozpogadza się. Opuszczona przeciwsłoneczna blenda w kasku skutecznie poprawia moją widoczność. Przede mną górskie szczyty, do których prowadzi długa prosta – jak by ją wykorzystać? Wiadomo nie od dziś, że przyspieszanie działa na prowadzącego jak szczypta chili w potrawie – dodaje pikanterii jeździe. Jeszcze tylko kilka pojazdów toruje mi drogę do swobody… Dziarsko wyprzedzam auta, co przychodzi Kawasaki z energią porównywalną do motocykla o niedużej pojemności. Raduje także fakt odpowiedniej dawki mocy już od niskich prędkości obrotowych silnika. Odginasz prawy nadgarstek do oporu i już jesteś z przodu peletonu. Maksymalna dozwolona prędkość w Portugalii wskakuje na licznik w mgnieniu oka. Czysta przyjemność! A jaki komfort – szyba skwapliwie ratuje mnie przed niszczycielskim wiatrem.

Pnę się wyżej; dźwięk skutera coraz bardziej demoluje błogą, górską ciszę; tymczasem J300 bohatersko pokonuje poskręcane niczym loki Wodeckiego zakręty. Prawie jak motocykl. Prawie, bo jadę nieco wolniej niż zwykle, tylko właściwie – po co mam się spieszyć? Kiedy widoczki przepiękne, słonko przygrzewa? Deficyt mocy odczuwalny jest jedynie podczas wjazdu pod strome, naprawdę spore wzniesienie; wówczas prędkość szybko wyparowuje. Gdy jednak jest w miarę płasko Kawasaki pozytywnie zaskakuje: w sekwencji zakrętów lewo prawo, J300 z ochotą przytula się do asfaltu z jednej strony i momentalnie – niczym oparzony – odbija w przeciwną stronę. Nie trzeba się specjalnie natrudzić, żeby tego dokonać – to zasługa nisko położonego środka ciężkości, co z pewnością docenią kobiety o słabszej kondycji. Nawet totalnym laikom taka zabawa może sprawić przyjemność.

Nawet w górach, poza miastem, Kawasaki J300 potrafi dostarczyć radości z jazdy.
fot. Kawasaki

Rozstania i podsumowań czas
Muszę oddać kluczyki? Naprawdę? Czuję się jak dziecko, któremu jakiś łobuz właśnie zabrał lizaka. Zerkam na zegary i zużycie paliwa. A właściwie jego brak. Podczas gdy w motocyklu im większa ambicja kierowcy i jego maszyny, tym mniej ekonomiczna jazda (bo przecież stado koni czymś trzeba napoić), w J300 po 150 kilometrach żwawej jazdy nieśmiało drgnęła wskazówka zasięgu. Pozwala mi to sądzić, że Kawasaki zaspokoiło się na tym dystansie niewiele ponad czterema litrami paliwa, co przełoży się na rzadsze wizyty na stacjach i większy zasób funduszy na własne przyjemności. A jako kobieta, mogłabym je mnożyć i mnożyć…

Poza tym, żeby kupić Kawasaki J300, nie musisz sprzedawać nerki (patrz dane poniżej), jak u bawarskiej konkurencji. Za około 20 tysięcy złotych otrzymasz zgrabny, markowy pojazd do jazdy na co dzień, z praktyczny schowkiem, wygodną kanapą, komfortową pozycją za kierownicą i niskim zużyciem paliwa. W komplecie jest elektryczny starter, chłodzony cieczą silnik, automatyczna bezobsługowa skrzynia biegów oraz wtrysk paliwa w jednostce napędowej.

Podczas jazdy J300 odnosi się wrażenie, że zachowuje się niczym elegancka dama – z wrodzonym spokojem, gracją i wdziękiem. Jest przy tym nieco zalotna i zwinna – bardzo rzadko miewa kaprysy. Wszyscy doceniają jej intelekt, szacowne pochodzenie i tradycje rodzinne. Bo przecież Kawasaki ma doświadczenie w produkcji dobrych jednośladów od dziesięcioleci i w tym skuterze to czuć; w protoplaście zmodyfikowano co było trzeba (czytaj tutaj). Zresztą, jak rzekł pewien klasyk*: doskonałość osiąga się nie wtedy, kiedy nie można już nic dodać, ale kiedy nie można już nic ująć. Tak jest z Kawasaki J300.

Podsumowując: jeszcze niedawno uważałam, że dzieci są przydatne, bo małymi rączkami potrafią doczyścić felgi, motocykl musi być szybszy od przeciągu, a samochód z dieslem i automatem to profanacja. Teraz jestem zwolenniczką ograniczenia prędkości przy szkołach, moje auto napędza jednostka wysokoprężna, a ja rozważam kupno J300… Może to starość, a może po prostu rozsądek.

* Antoine de Saint-Exupery

Kawasaki J300
fot. Kawasaki

Dane techniczne Kawasaki J300
Typ silnika: chłodzony cieczą, czterosuwowy, jednocylindrowy
Pojemność 299 cm3
Średnica x skok tłoka 72.7 x 72.0 mm
Stopień sprężania 10.8:1 +/-0.2
Maksymalna moc 20.3 kW {28 KM} / 7,750 obr./min.
Maks. moment obrotowy 28.7 Nm / 6,250 obr./min.
Rozrząd SOHC, 4 zawory
Układ paliwowy: wtrysk paliwa ø 34 mm x 1
Smarowanie: wymuszone, mokra miska
Skrzynia biegów: przekładnia bezstopniowa, sprzęgło odśrodkowe
Przeniesienie napędu: pas
Typ ramy: stalowa
Opona przednia 120/80-14 M/C 58S
Opona tylna 150/70-13 M/C 64S
Zawieszenie przednie 37 mm widelec teleskopowy
Zawieszenie tylne: dwa amortyzatory z 5-stopniową regulacją napięcia
Hamulce przednie: pojedyncza tarcza o średnicy 260 mm, zacisk dwutłoczkowy
Hamulce tylne: tarcza pojedyncza 240 mm, zacisk dwutłoczkowy
DŁ. x SZER. x WYS. 2,235 x 775 x 1,260 mm
Rozstaw osi 1,555 mm
Prześwit 145 mm
Wysokość siedziska 775 mm
Masa własna 191 kg
Poj. zbiornika paliwa 13 litrów
Gwarancja 24 miesiące z możliwością przedłużenia do 48 miesięcy
Cena: 19 900 zł / 21 500 zł (ABS) / 21 500 zł (lakierowanie zielono-czarne)

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze