Test Skoda Rapid Spaceback 1,6 TDI 115 KM

Przepis na dobre auto kompaktowe jest znany od dawna. Niezbyt ekstrawagancka sylwetka, dobre proporcje nadwozia, obszerne wnętrze i atrakcyjne wyposażenie. Gdy zmieszamy te składniki i ostrożnie dodamy cenę otrzymamy Skodę Rapid Spaceback. Jaka jest?

Spaceback nie jest klasycznym hatchbackiem. Jest nadwoziowym połączeniem kombi z hatchbackiem, łączy więc zalety auta rodzinnego i miejskiego, którym w założeniu bezpiecznie zawieziemy dzieciaki do szkoły, dojedziemy do pracy, a w weekendy ruszymy za miasto. W porównaniu do klasycznego Rapida, który jest liftbackiem, nasz bohater został skomponowany bardziej sportowo. Ścięty tył, wyposażony w szklaną pokrywę bagażnika mieści mniejszy bagażnik niż jego brat, ale na tle konkurencji 415 litrów i foremne kształty sprawiają, że Spaceback jest liderem pod względem pakowności w swojej klasie. Dodatkowo liczne uchwyty pomagają zakotwiczyć mniejsze przedmioty. Mistrzostwem w wykorzystaniu prostych patentów jest zastosowanie małych plastikowych kątowników wyposażonych w rzepy, dzięki którym unieruchomimy na przykład pudełko z nowo zakupionymi szpilkami…

Zobacz też nasz test Skody Rapid Spaceback z 2016 roku wraz z filmem z jazd.
https://www.motocaina.pl/artykul/test-skoda-rapid-spaceback-ambition-joy-zwykly-niezwykly-20630.html

Pozostając jeszcze przy wnętrzu, a w zasadzie jego wielkości, kilka słów należy się miejscu na tylnej kanapie. Choć optycznie wnętrze wydaje się dość wąskie, to ilość miejsca dla dwóch pasażerów będzie więcej niż wystarczająca. Powietrza nad głową nie zabraknie, oparcie kanapy jest dobrze wyprofilowane, a przestrzeni na nogi jest tak wiele, że auto mogłoby służyć jako shuttle bus do wożenia modelek na pokazy mody. W ogóle w kwestii miejsca na nogi Skoda stała się już wzorem do naśladowania. Tłumacząc to na język rodziców: w Skodzie Rapid pozbędziecie się problemu małych stópek kopiących rytmicznie w oparcia przednich foteli. Dla mnie jest to znaczący argument, żeby przemyśleć zakup tego auta. Dodatkowo seryjne uchwyty Isofix pozwalają na bezpieczne umieszczenie fotelików. Tu mała podpowiedź. Foteliki zmieszczą się tylko dwa, ale to problem większości dzisiejszych aut i to również tych z wyższych segmentów.

Z przodu miejsca jest w bród. Kierowca i pasażer będą mieli naprawdę wygodnie, a obszerne fotele zapewnią komfort na dłuższych trasach. Być może mogłyby być umiejscowione nieco niżej, co pozwoliłoby poczuć się w Spacebacku bardziej sportowo. Wielofunkcyjna kierownica dobrze leży w dłoniach, a obsługa jest intuicyjna i nie zabiera uwagi kierowcy. Podobnie sprawa ma się z instrumentami na desce rozdzielczej. Duży, ośmiocalowy wyświetlacz pełni rolę centrum multimedialnego. Nawigacja, system audio, kamera cofania, to jego oczywiste wykorzystanie. Najciekawszą funkcją, jaką możemy jednak adaptować do tego systemu jest SmartLink, który pozwala na przeniesienie treści smartfona na ekran. Funkcja ma zadanie zwiększyć bezpieczeństwo użytkowania telefonu podczas jazdy, a także umożliwić kierowcy korzystanie z przydatnych aplikacji, jak choćby zasobów cyfrowej muzyki. Bardziej dociekliwi kierowcy mogą skorzystać z gadżetu o nazwie SmartGate. Ta opcja pozwoli kierowcy na przeniesienie wskazań komputera pokładowego do telefonu. Będzie mógł przeanalizować swoją jazdę i zmieniać  nawyki tak, aby każda kolejna eskapada była bardziej efektywna od poprzedniej. Skoro mówimy o efektywności podróżowania, to należy w tym miejscu płynnie przejść do wrażeń z jazdy czeskim hatchbacko-kombi.

Nasz egzemplarz wyposażony został w wysokoprężny, doładowany silnik o pojemności 1,6 litra i mocy 115 koni mechanicznych. W połączeniu z dość wysokim momentem obrotowym wynoszącym 250 Nm daje to niezłą maszynkę do przemieszczania się. Dynamika jest bardziej niż wystarczająca, a sprężyste zawieszenie bardzo dobrze radzi sobie z utrzymaniem auta na właściwym kursie. Silnik nie jest nachalnie głośny, ale w wyższych partiach obrotów mamy pewność, że jedziemy dieslem. Problem z hałaśliwością silnika może przeszkadzać jednak tylko, jeśli damy się ponieść na autostradzie. Według producenta Skoda Rapid Spaceback jest w stanie pojechać nawet 198 km/h, a to dużo, biorąc pod uwagę, że na gałce zmiany biegów nie znajdziemy przełożenia oznaczonego cyfrą 6. W ruchu miejskim, nie zabraknie nam za to dynamiki, a dodatkowo silnik obchodzi się z paliwem bardzo oszczędnie. Średni wynik 6 litrów na 100 kilometrów osiągniemy tylko, jeśli pedał przyspieszenia będziemy utrzymywać w pobliżu tapicerki podłogi. Podczas spokojnego przemieszczania auto zadowoli się mniejszą dawką, nawet poniżej 5 litrów.

Cennik Skody Rapid Spaceback otwiera liczba 57 600 zł za podstawową wersję Active z benzynowym silnikiem 1,0 TSI i mocy 95 KM. Nasz dobrze wyposażony egzemplarz w wersji Ambition to kwota wyższa niż 74 100 zł. Jeśli się uprzemy, jesteśmy w stanie skonfigurować Rapida na poziomie 90 000zł, a to już poważna kwota.

Nam auto się podoba. Jest przemyślane konstrukcyjnie, przyjazne kierowcy i pasażerom, ma wiele prostych, ale bardzo przydatnych gadżetów ułatwiających codzienne podróżowanie, a w dodatku fajnie wygląda jesli zdecydujemy się na intensywny niebieski lub zielony kolor nadwozia. Przymykając oko na pewne niedoskonałości możemy mieć wiernego przyjaciela zarówno na codzienne dojazdy do pracy, jak i dalsze wypady z rodziną i znajomymi.

NA TAK:
– sprytne połączenie kombi i hatchbacka;
– zwrotność  w mieście;
– spora przestrzeń wewnątrz;
– ogromna ilość miejsca na nogi z tyłu;
– dynamiczny silnik;
– multimedia.

NA NIE:
– brak szóstego biegu;
– hałaśliwość silnika na wysokich obrotach.

Dane techniczne Skoda Rapid Spaceback 1,6 TDI 115 KM

Silnik:

Wysokoprężny R4 – doładowany

Pojemność skokowa:

1596 cm3

Moc:

115 KM przy 3500 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

250 Nm przy 1500 – 3000 obr./min

Skrzynia biegów:

manualna, 5 biegów

Prędkość maksymalna:

198 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

9,9s

Długość/szerokość/wysokość:

4304/1706/1459 mm

Najnowsze

Edyta Klim

Girlstrip – motocyklistki, podróże i pomaganie

Kasia K8 Wasilkowska opowiedziała nam historię klubu Girlstrip. A już za kilka dni motocyklistki wyruszą w kolejną podróż i jak zwykle, mają w tym wyższy cel!

Kiedy i jak powstała grupa motocyklistek Girlstrip?

Za powstanie Girlstrip odpowiedzialne jesteśmy wspólnie z Jolą, która zaczynała wtedy swoje pierwsze, samodzielne kroki na motocyklu oraz z Lidką, która zaufała mi na tyle, by razem ze mną podróżować na jednym motocyklu. Pewnego pięknego dnia postanowiłyśmy udowodnić wszystkim niedowiarkom (głównie facetom), że damy radę wspólnie odbyć podróż i tak też zrobiłyśmy! To był rok 2014 i jesienny, mokry, weekendowy wyjazd w Bieszczady. Miało być nas więcej, ale w końcu pojechały dwa motocykle i trzy dziewczyny. Jednak tak nam się spodobało, że przed końcem wyjazdu w głowach już miałyśmy plan, następnego babskiego wyjazdu na rozpoczęcie sezonu motocyklowego.

Na kolejnych wycieczkach obsada była większa?

Tak, pojechałyśmy już w cztery motocykle na Mazury. Zabawa była super, a nam ciągle było mało!

{{ vimeo(115688151) }}

Pomyślałyśmy, że warto kultywować tradycje babskich wyjazdów i wymyśliłyśmy ponad tygodniowy wyjazd na wakacje. Celem wyjazdu był przepiękny włoski Triest, ale wpadłyśmy na pomysł, żeby ta podróż przyniosła radość nie tylko nam. Wtedy właśnie powstała nasza strona internetowa i pomysł na pomaganie Madzi, córki naszego kolegi, która potrzebowała funduszy na rehabilitację.

Czy Wasz klub od razu miał takie założenia, czy poszczególne wyjazdy i plan pomagania przy okazji – powstawały spontanicznie?

Wyjazdy powstają u nas spontanicznie, ale też często są ze sobą powiązane. Do wspólnych wypadów wykorzystujemy często majówki i tam też zapadają decyzje, co do wyjazdów wakacyjnych. Ustalamy gdzie jedziemy, jaki będzie cel wyjazdu. Z założenia klub nie miał istnieć w takiej formie, ale wszystkie znaki na niebie wskazywały, że właśnie w tym kierunku będzie się rozwijał. Bawimy się dobrze, pokazując nasze historie wyjazdowe, dzielimy się nimi na naszej stronie internetowej, fanpage’u Facebook i od niedawna na Instagramie. W zamian liczymy, na choćby małe zainteresowanie i wsparcie finansowe akcji dla której jedziemy. Kiedyś wpadłyśmy na pomysł, żeby to było 10 groszy za kilometr. Przejechałyśmy tamtego lata swoje pierwsze, wspólne, ponad 5000 kilometrów i na koncie fundacji pojawiły się pierwsze pieniądze! Dodało nam to skrzydeł i kolejne kilometry również chcemy tak przejeździć. Oprócz tego, bierzemy udział w różnych akcjach (między innymi w Motomikołajkach), pomagając też innym w podobnych inicjatywach.

Opowiedz, jakie do tej pory wyjazdy udało Wam się wspólnie odbyć i który najmilej wspominacie?

Do tej pory odbyłyśmy kilka wspólnych wyjazdów po Polsce w większym składzie i 3 wyjazdy poza granice naszego kraju. Najdłuższa wyprawa odbyła się w 2015 roku do Triestu we Włoszech. Pojechałyśmy tam przez Mostar w Bośni i Hercegowinie, zwiedzając po drodze m.in. Chorwację i Słowenię. Nieco bliższy, ale wcale nie łatwiejszy wyjazd był na Łotwę, gdzie musiałyśmy wykazać się niemałym sprytem i nabyć kilka technicznych umiejętności, podczas awarii jednego z motocykli. Była też Litwa, tajemnicza Wielkopolska i Pojezierze Kujawsko-Pomorskie, przepiękne jesienne Mazury, nierozpieszczające nas pogodą Bieszczady oraz ostatnio przesympatyczna Małopolska. Każdy wyjazd jest w swoim rodzaju „najbardziej super!”, na każdym dużo się dzieje, bo my nigdy nie potrafimy się nudzić, więc wspomnień mamy mnóstwo! (śmiech)

Wasze wyjazdy są głównie asfaltowe? Jaki stopień trudności trasy sobie narzucacie?

Wyjazdy są asfaltowe, chociaż zdarzają się i odcinki szutrowe, ale występują raczej w formie remontowanych dróg lub nieplanowanej wcześniej dojazdówki. Trasy są proste, każda z nas jest w stanie sobie na nich poradzić, ponieważ są z nami dziewczyny, które kilka lat jeżdżą motocyklem, ale są też takie, dla których wyjazd z nami był pierwszym wyjazdem poza miejsce zamieszkania. Staram się planować tak, żeby nikt nie czuł się niekomfortowo.

W planie też czas na zwiedzanie i integrację?

Każdy wyjazd jest po to, żeby coś nowego poznać , zobaczyć. Czy to architekturę, kulturę, sztukę, ludzi, czy lokalną kuchnię. Wszystkiego jest po równo: jazdy, zwiedzania i imprez (śmiech). Jeśli chodzi o noclegi to wszystko w zależności od wyjazdu. W Polsce warto mieć wszystko zaplanowane, więc chcąc nie chcąc, musimy wszystko dopinać na ostatni guzik. Za to planowany właśnie wyjazd do Rumuni ma wyznaczoną jedynie trasę. Zabieramy ze sobą namioty i potrzebny sprzęt turystyczny, bo nigdy nie będziemy wiedzieć gdzie nas zastanie noc (śmiech).

Czy skład grupy jest od początku ten sam, czy z czasem się zmieniał?

Z roku na rok nasz team się powiększa. Każda z nas jeździ innym motocyklem i w różnych latach pochłonęła nas pasja motocyklowa. Wszystkie dziewczyny są bardzo dzielne i nie zdarzyło się, by się ugięły przed jakąś przeszkodą! Mamy przecież na celu pokazanie, że jazda bez facetów jest też fajna i że potrafimy sobie poradzić w różnych sytuacjach, tych ekstremalnych również. Niejednokrotnie radzimy sobie nawet lepiej i nie ukrywam, że czasem urok osobisty bardzo nam w tym pomaga (śmiech).

Nowe osoby dołączają z polecenia czy już z popularności Waszej strony www?

Poznajemy się na różnych wyjazdach, zlotach i mam nadzieję, że dołączą do nas dziewczyny, które oglądając naszą stronę, stwierdzą, że następny wyjazd chcą przeżyć właśnie z nami, wspierając nasze inicjatywy. Na wyjazd  na Litwę zdecydowały się dwie nowe motocyklistki i do tej pory nie wiem, skąd się dowiedziały o naszym istnieniu, a teraz nie wyobrażam sobie naszego teamu bez nich! (śmiech)

Zawsze udaje się zgranie charakterów?

Każda z nas to inny charakter i temperament, dzięki temu może nie jest nudno. Ale w najważniejszych momentach – potrafimy coś wspólnie zaplanować, uzgodnić i jeszcze o dziwo rozmawiamy ze sobą (śmiech).

Bloga i stronę prowadzicie wspólnie? Czy każdy ma swoje zadania, w których czuje się najlepiej?

Powoli zaczynamy się dzielić obowiązkami, bo jakby nie patrzeć świat idzie do przodu, więc trzeba nadążać za cywilizacją (śmiech). Za dużo jest już pracy, jak na jedną osobę, stąd coraz częściej zwracam się do dziewczyn z prośbą o pomoc np. przy napisaniu relacji, zrobieniu logo na koszulki wyjazdowe, czy o dopilnowaniu konta na Instagramie. Każda z nas ma swój dom, życie, pracę, dzieci (lub dopiero je planuje), więc oczywiście nie ma żadnego nacisku na to pomaganie. Poza tym, jest nas coraz więcej i odkrywamy w naszej grupie nowe talenty, więc pewnie niejednym jeszcze zaskoczymy! (śmiech)

Z jaką wyprawą startujecie wkrótce?

Za tydzień wyruszamy do Rumuni (od 23.06 do 2.07), gdzie odwiedzimy ostatnie hipisowskie miasteczko Vama Veche, znajdujące się kilka kilometrów od granicy z Bułgarią nad Morzem Czarnym. Wyjazd chcemy zaliczyć do tych nisko-budżetowych, więc noclegi planujemy pod namiotami, a w kwestii jedzenia musimy polegać wyłącznie na własnych umiejętnościach kulinarnych. Oczywiście specjały kuchni regionalnych mamy też w planach, jak i odwiedzenie  najważniejszych miejsc w Rumunii, czyli między innymi: Wesołego Cmentarza w Sapancie, Wąwozu Bicaz, Zamku Chłopskiego w Rasnov. Zamierzamy też przejechać się sławną trasą  Transfogarską i zaasfaltowaną już Transalpiną,

Jaki jest tym razem jej cel i jak się do wyjazdu przygotowujecie?

Aktualnie prawie wszystko już mamy dograne, listy rzeczy do zabrania zrobione, dziury w namiotach połatane (śmiech), kuchenki, śpiwory posprawdzane, motocykle prawie wszystkie dopieszczone i niecierpliwie oczekujemy przyszłego tygodnia! W tym roku chcemy, żeby nasza kilometrówka wspomogła Dom Dziecka w Policach, a dokładnie zakup dużego stołu do jadalni dla dzieci, żeby mogły wspólnie spożywać posiłki. Dyrektorką Domu Dziecka jest Kasia, która wyrusza wraz z nami, na swoją pierwszą tego typu wyprawę. Bardzo nam wszystkim zależy, żeby spełniło się kolejne marzenie o poprawieniu warunków mieszkaniowych tych dzieci. Udało się już wyremontować łazienki i kilka innych pomieszczeń. Niestety fundusze szybko stopniały, więc do akcji zbiórki postanowiłyśmy przystąpić wspólnie – stąd właśnie nasze tegoroczne hasło wyjazdowe: „12 kół po jeden stół”, a szczegóły zbiórki znajdziecie pod linkiem: http://girlstrip.pl/dwanascie-kol-po-jeden-stol-gt-rumunia-2017/

Najnowsze

Test wideorejestratora Overmax Camroad 5.1

Obecnie videorejestratory cieszą się coraz większą popularnością. Z szerokiej oferty urządzeń, przetestowałyśmy jeden z modeli marki Overmax.

Kamery samochodowe stają się coraz popularniejsze. Zapewne spowodowane jest to doświadczeniami z dochodzeniem swojej racji z policją, firmą ubezpieczeniową czy też osobami biorącymi udział w kolizji. Wybór urządzenia rejestrującego nie jest jednak łatwy ze względu na sporą liczbę marek i modeli. Przetestowałyśmy jeden z rejestratorów dostępnych na rynku – Overmax Camroad 5.1.

W skład zestawu wchodzą: kamera przednia, kamera tylna, kabel USB, uchwyt na szybę, ładowarka samochodowa, naklejka mocująca. Kartę Micro SD należy dokupić na własną rękę, pamiętając, że musi być przynajmniej 6 klasy.

Niestety nie udało nam się sprawdzić działania kamery tylnej ze względu na przyciemniane szyby. Bateria rejestratora pozostawia wiele do życzenia. Trzeba się przyzwyczaić, że będzie musiał być podłączony na stałe do ładowarki. Mocowanie do szyby nie wygląda specjalnie solidnie, ale spełnia swoją funkcję w stu procentach.

Poza tym wszystko działa intuicyjnie, nie trzeba się wczytywać w instrukcję, aby w mig pojąc większość funkcji urządzenia. Poza wymienionymi wcześniej wadami spełnia swoje zadanie. Jakoś obrazu jest wystarczająca, aby móg dochodzic swoich ewentualnych rozczeń, choć wszystko i tak zależy od sądu – czy dopuści taki dowód.

Urządzenie Overmax wygląda estetycznie, nie rysuje się jego powierzchnia, a całość odpowiada jakością w stosunku do ceny.

Najnowsze

Volvo Group Trucks podsumowuje 2016 rok

Bez wątpienia rok 2016 był bardzo dobrym rokiem dla branży, a Volvo Trucks Polska może zaliczyć go do szczególnie udanych.

Jednym z sukcesów był rekordowy wynik sprzedaży – już w październiku firma przekroczyła swój historyczny rekord 3399 sprzedanych pojazdów o dmc 16t i powyżej, by dwa miesiące później zamknąć rok liczbą 4519 sztuk sprzedanych w tym najważniejszym dla niej segmencie. Sukces ten potwierdza, że w wysoce konkurencyjnym świecie, w którym decyzje o zakupach są powodowane coraz częściej względami racjonalnymi, niż emocjonalnymi, marka Volvo Trucks korzystnie wyróżnia się na tle konkurencji, pozostając zaufanym liderem i partnerem, na którym Klienci zawsze mogą polegać.

Z rekordową sprzedażą 4519 szt. samochodów ciężarowych w segmencie pojazdów o dmc 16 t i powyżej, firma Volvo Trucks Polska odnotowała udział w rynku na poziomie 18,5%, zajmując drugie miejsce w rankingu wielkości sprzedaży w tym segmencie (vs. IV w roku 2015). Warto podkreślić, że w 2016 roku ten rekordowy wynik sprzedaży wzrósł, rok do roku, o ponad 37%, przy prawie 21%-owym wzroście całego rynku. Na sukces ten złożyło się wiele czynników – przede wszystkim doskonała, indywidualnie dostosowana do potrzeb klientów oferta niezwykle wydajnych, bezpiecznych i ekonomicznych pojazdów ciężarowych Volvo Trucks i towarzyszących im usług. Nie bez znaczenia jest również ciężka praca wykonana przez znacznie przeorganizowany, w kierunku podniesienia efektywności pracy Reprezentantów Handlowych, zespół sprzedaży i jej kontynuacja w roku ubiegłym. W 2016 roku firma zwiększyła również, w stosunku do lat ubiegłych, udział sprzedaży pojazdów ze stoku.

Osiągnięty przez Volvo Trucks Polska doskonały wynik sprzedaży cieszy firmę szczególnie, wziąwszy pod uwagę utrzymujący się w ubiegłym roku trend w podejściu klientów do decyzji zakupowych – a mianowicie tendencję do minimalizacji kosztów i ryzyka oraz podejmowania tych decyzji głównie na podstawie analizy ekonomicznej, przy coraz mniejszej lojalności w stosunku do dotychczasowych dostawców. Firma odnotowała również fakt, że przy braku odpowiedniej ilości kierowców na rynku, decyzje zakupowe były niejednokrotnie podejmowane również z większym uwzględnieniem preferencji kierowców co do marki. Doskonałe wyniki polska organizacja Volvo Trucks osiągnęła również w odniesieniu do swojej oferty produktów miękkich – firma uzyskała wzrost zarówno jeśli chodzi o sprzedaż kontraktów serwisowych – o 38%, jak i liczbę pojazdów objętych telematyką – tu wzrost wyniósł 40%.

Rok 2016 był dla Volvo Trucks w Polsce rokiem szczególnego skupienia na tematach związanych z ekonomika paliwową, bezpieczeństwem i wydajnością, co znalazło swoje odzwierciedlenie w realizowanych przez firmę kampaniach sprzedażowych oraz aktywnościach marketingowych i komunikacyjnych.

The Drivers’ Fuel Challenge 2016
Z myślą o ekonomice paliwowej i promowaniu ekonomicznego stylu jazdy wśród kierowców samochodów ciężarowych, w 2016 roku powrócił, po rocznej przerwie, organizowany przez Volvo Trucks konkurs The Drivers’ Fuel Challenge.
W jego ubiegłorocznej, 5. już na rynku polskim edycji, poza rywalizacją krajową, rozegrane zostały również finały: regionalny – w ramach rynku Baltic Sea Market, którego częścią jest polska organizacja Volvo Trucks oraz finał globalny.
Zwycięzca rozegranego na torze w Bednarach, na początku czerwca polskiego finału konkursu – Piotr Krahel zajął drugie miejsce w zorganizowanym dzień później, również w Bednarach finale konkursu dla rynku Baltic Sea Market. Tym samym, Piotr Krahel znalazł się w trójce najlepszych kierowców z rynku Baltic Sea Market, którzy na początku września wzięli udział w Globalnym Finale The Drivers’ Fuel Challenge 2016, w Göteborgu (Szwecja). Zwycięstwo w The Drivers' Fuel Challenge 2016 było nie lada wyczynem. W finale konkursu rywalizowało ze sobą 28 najlepszych kierowców z całego świata, wyłonionych w finałach regionalnych i krajowych, spośród ponad 12 000 uczestników. W trakcie globalnego finału konkursu, reprezentujący Polskę Piotr Krahel uzyskał doskonały – drugi najniższy wynik zużycia paliwa w pierwszej, porannej rundzie kwalifikacyjnej, jednak do zakwalifikowania się do dalszej rywalizacji zabrakło mu punktów bonusowych za czas przejazdu. Jednocześnie, sam fakt dotarcia polskiego reprezentanta do Globalnego Finału uznać należy za ogromne osiągnięcie i potwierdzenie jego doskonałych umiejętności w jeździe ekonomicznej.
Warunkiem powodzenia w konkursie było jednak osiągnięcie dużej prędkości średniej przy jak najniższym zużyciu paliwa. A skoro o tym mowa – to właśnie umożliwia Volvo FH wyposażone w niedawno udoskonalony układ napędowy.

Najnowsze

Mercedes G-Experience – relacja

Flota kilkunastu Mercedesów na bałtyckiej plaży? To widok niecodzienny. Zapewniam jednak, że jazda tymi modelami była jeszcze bardziej spektakularna.

Legendarna Klasa G jest wytwarzana od 1979 roku, a jej produkcją na zlecenie Mercedes-Benz zajmują się zakłady Magna Steyr w austriackim Grazu. Model, znany też jako legendarna Gelenda (z niem. Gelände – teren) to samochód absolutnie terenowy – niczym czołg jest w stanie pokonać bardzo wymagający teren.

Niedawno odbyła się nad polskim morzem impreza o nazwie G Expereience – zostały na nią sprowadzone m.in. modele G63 AMG z edycji Crazy Colors oraz unikatowy G500 4×42. Wykorzystuje on znakomity układ napędu na obie osie z osiami portalowymi z modelu 6×6 (bez jednej osi) i łączy go z nowo opracowaną konstrukcją podwozia z aktywnym tłumieniem oraz seryjnym nadwoziem Gelendy. Dodajmy do tego widlastą „ósemkę” o mocy 422 KM, zestaw 22-calowych obręczy z ogumieniem 325/55, elementy karoserii z włókien węglowych, wykończenie kabiny z gamy designo Exclusive i już – pięciogwiazdkowe menu dla wszystkich entuzjastów jazdy w terenie gotowe.

Podczas wydarzenia przygotowano jazdy próbne – trasy szutrowo-asfaltowe, oraz odcinek terenowy. Można było się nauczyć posługiwać blokadami mostów, przedzierać się przez przeszkody w postaci kopnego piachu, dołów i kolein, oraz podjazdów i zjazdów ze stromych wzniesień.

Zwieńczeniem imprezy był wjazd na plaże nad otwarte Morze Bałtyckie. To właśnie tam, wykorzystując element zaskoczenia pojawiła się największa gwiazda tego wydarzenia – model G500 4×42. Przejazd po kopnych piachu robił wrażenie – wszystko dzięki bardzo specyficznemu w Mercedesacg napędowi na wszystkie koła. Co prawda budowa tego napędu zależna jest od generacji, jednak w głównej mierze polega na „doklejeniu” dyferencjału centralnego do istniejących skrzyń automatycznych i połączeniu go osobnym wałem do dyferencjału przedniego i tylnego. Nazwa 4MATIC pochodzi własnie od słów 4(-wheel-drive) i (auto)matic.

Jak to wyglądało w zeszłym roku? Oto film.

Najnowsze