Test Renault Kangoo Energy 1,5 dCi – podwójne oblicze

Niczym Martyna Wojciechowska zabierze nas na kraniec świata. To prawdziwy podróżnik zaklęty w dostawczym samochodzie. Wyciągnie „rękę” kiedy znajdziemy się w potrzebie, pomoże kiedy inne samochody po prostu zawiodą. Sojusznik, przyjaciel czy jednak nadal zwykły dostawczak?

Jest przedstawicielem gatunku określanego mianem kombivan. Został powołany do życia w 1998 roku. Nie jest Don Juan’em wśród innych samochodów ale konstruktorzy postanowili zadbać o przebieg jego kariery. Tym sposobem w 2008 roku szeregi Renault zasiliło Kangoo drugiej generacji.

Ciężko o nim mówić „mężczyzna metroseksualny”. Jednak w 2013 roku Kangoo poddał się kosmetycznej operacji. Samochód zyskał nową atrapę chłodnicy, przednie reflektory a wnętrze wzbogaciła nowa deska rozdzielcza. Jednak budowa „ciała” wciąż nie pozostawia złudzeń – to samochód stworzony do fizycznej pracy. Aż któregoś dnia coś pękło w mojej głowie; czteroosobowa rodzina w galerii handlowej. Właśnie tym samochodem. Czy ten sumienny pracownik może być również przyjacielem rodziny?

Wnętrze – dobre chęci
Rozpieszczanie nie leży w jego naturze ale za sprawą projektantów wnętrze zyskało kilka przyjemnych dodatków. Pierwszym z nich są fotele. Czarna tapicerka ze szczyptą bieli być może nie jest istnym krzykiem mody ale w samochodzie tej klasy to miłe zaskoczenie. Podobnie jak ciekłokrystaliczny wyświetlacz systemu R-link (dostępny za dopłatą 3000 złotych). Reaguje na dotyk jednak został tak daleko osadzony, że konia z rzędem kto podczas jazdy odważy się go w ten sposób obsłużyć. Na szczęście wsparciem  pozostają przyciski oraz duże pokrętło-zawsze w zasięgu ręki gdyż umieszczone na środkowej konsoli.  Wszystko to jednak ginie w czeluściach ogromnej kabiny pasażerskiej która gabarytami przypomina wręcz pieczarę. Nad głową jest tyle miejsca, że można podróżować niemalże na stojąco,  zaś pod względem ilości schowków ten samochód to prawdziwy plecak bez dna – nic tylko pakować i ruszać w drogę. Gdzie? Chociażby i na koniec świata. Bagażnik o pojemności 660 litrów  z pewnością ułatwi podjęcie takiej decyzji.

Pierwszy całkowicie elektryczny model Cupry już w 2021 roku - potwierdzone

Jazda – podróż na kropelce
Aby móc cieszyć się wycieczką w pełni sam bagażnik może nie wystarczyć. Dlatego testowany egzemplarz został wyposażony w wysokoprężny silnik diesla 1.5 dCi o mocy 90 KM. Wprawdzie przy tej masie pojazdu (1320 kg) oraz pełnym załadunku Renault Kangoo nie wykazuje nadmiaru energii na drodze ale ta jednostka to zdecydowanie jedno z najwybitniejszych osiągnięć francuskiego producenta. W mieście ciężko przekroczyć zużycie paliwa na poziomie 7l/100 km zaś w trasie niemal każdy uzyska wynik 5 litrów. Dzięki temu, mając pełen zbiornik, możemy przejechać ponad 1000 km. Wybitnie. Pozostaje jeździć i puszczać w niepamięć po której stronie znajduje się   wlew paliwa.

Silnik pracuje z charakterystyczną dla diesla „chrypką” która skutecznie  dociera do kabiny pasażerskiej za sprawą niezbyt dokładnego wyciszenia. Przy większych prędkościach do wnętrza samochodu z łatwością wedrze się również szum rozdzieranego podczas jazdy powietrza. Za to nie usłyszymy żadnych stuków, puków i podzwaniającej na wszelkich nierównościach karoserii czyli odgłosu tak bardzo charakterystycznego dla samochodów ciężarowych. Na pochwałę zasługuje również zawieszenie. Na wszelkich polskich nierównościach to prawdziwy zuch – zachowuje się cicho i jest na tyle miękkie, że nie odbiera komfortu podróżowania. Sześciobiegowa, manualna skrzynia biegów to kolejny punkt na konto Renault Kangoo. Dźwignia rozmiarami bardziej przypomina joystick konsoli do gier który ma bardzo krótkie i dosyć precyzyjne skoki. Miło się nią „pobawić” mimo że prowadzenie Renault Kangoo daleko odbiega od gry w uliczny pościg. Utwierdził mnie w tym przekonaniu komputer pokładowy: „Gratulacje, zmieniasz biegi w bardzo wydajny sposób”. Zawsze miło usłyszeć pochwałę, nawet jeżeli jej autorem jest samochód.

Werdykt
Wystarczy jeden dzień za jego kierownicą aby legły w naszych głowach wszelkie stereotypy. Owszem, Renault Kangoo Express Maxi powstał jako samochód dostawczy, ale producent dołożył wszelkich starań, aby po pracy ten jeżdżący magazyn był również praktycznym towarzyszem dnia codziennego (w wersji pasażerskiej). Ogromny i bardzo ustawny bagażnik pomieści zarówno dziecięcy wózek jak również skrzynki z jabłkami. Przesuwne drzwi pasażerów okażą się prawdziwym złotem na zatłoczonych parkingach. Po złożeniu tylnej kanapy otrzymujemy idealnie płaską powierzchnię a wtedy transport 20 doniczek z kwiatami to jakaś pestka (sprawdzone osobiście). Ceny egzemplarza z testowanym silnikiem zaczynają się od 70 450 tysięcy. Złośliwi powiedzą, że za takie pieniądze można kupić o wiele ładniejsze i lepiej wyposażone auto kompaktowe. Tylko czy któreś z nich weźmie na swoje barki tyle co Renault Kangoo?

Na TAK:
– bardzo ekonomiczny silnik
– tylne odsuwane drzwi
– ogromny i ustawny bagażnik
– niezbyt twarde zawieszenie
– wygodnie i miękkie fotele
– przyjemny sposób prowadzenia

Na NIE:
– zbyt surowy wygląd zewnętrzny
– zbyt płaska tylna kanapa

Renault Kangoo Express Maxi Energy 1,5 dCi 90 KM, dane techniczne:
Silnik – diesel dCi, common rail, 4-cylindrowy
Pojemność – 1461 cm3
Moc – 90 KM przy 4000 obr/min
Moment obrotowy – 200 Nm przy 1750 obr/min
Masa – 1320 kg
Pojemność bagażnika minimalna/maksymalna– 660/2866 l
Napęd – na przednią oś
Skrzynia biegów – manualna, 6-biegowa
Długość/szerokość/wysokość – 4282/1829/1799 mm

Najnowsze

Transport motocykla lub skutera – poradnik

Zima za pasem. Większość z nas odstawiła motocykle do garażu i nie planuje już wyjeżdżać na ulice aż do wiosny. Co jednak w wypadku, gdy nasz ukochany pojazd musi zmienić miejsce pobytu?

Równie dobrze taka sytuacja może dotyczyć kogoś, kto czekał z zakupem jednośladu do czasu posezonowego, albo jest po prostu fanem crossu i motocykl nie ma homologacji na drogi publiczne. Jak zatem zabrać się do transportu motocykla?

Transport motocykli – będzie Pan zadowolony…
Istnieją firmy transportowe, które specjalizują się w przewozie motocykli. Jest to rozwiązanie najprostsze, ale kosztuje. Nie musisz za to się martwić, jak bezpiecznie zamocować pojazd. Dzwonisz do przewoźnika, ustalasz adresy i terminy, a on podstawia samochód z kierowcą i wszystkim się zajmuje. Problem z głowy. Pamiętaj jednak, by spisać na protokole odbioru wszelkie uszkodzenia lub uwagę, że uszkodzeń brak. Pod takim oświadczeniem podpisuje się kierowca. Gdybyś miał zastrzeżenia do stanu motocykla dowiezionego na miejsce, masz dokument potwierdzający jego stan przy nadawaniu przesyłki.

Zosia samosia – ja sama!
Jeśli jesteś Zosią samosią i chcesz przewieźć maszynę na własną rękę, możesz to zrobić na przyczepce lub zaparkować odpowiednio sprzęt w busie. Najłatwiej motocykle zamocować w przyczepce specjalnie dla nich dedykowanej. Wyposażone są w zaczepy do pasów, najazd, rynnę zapobiegającą przesuwaniu się pojazdu na boki i mocowanie, które stabilizuje przednie koło. Gdy przewozisz skuter lub pojazd z małym przednim kołem, zachowaj większą ostrożność przy wjeżdżaniu. Może się okazać, że przednie mocowanie będzie kolidowało z błotnikiem i może go połamać lub zarysować.

Do unieruchomienia motocykla potrzebne będą Ci pasy ściągające. Zwróć uwagę by były dobre jakościowo, a ich szerokość wynosiła około 30 milimetrów. Jeżeli korzystasz z zapięć rozpinanych za pomocą klucza, nie zapomnij by mieć przy sobie odpowiednie narzędzia. Omijaj również pasy z otwartymi hakami.

Przy mocowaniu przodu, pasy najlepiej przełóż przez dolną półkę lub kierownicę jednośladu – to w przypadku lżejszych pojazdów.

– Gdy przewozisz motocykl sportowy, możesz wykorzystać ucho zacisku hamulcowego lub poprowadzić pas za mocowaniem ośki w amortyzatorze. Zawieszenie nie będzie obciążone, a pojazd zostanie usztywniony. W chopperach z kolei, możesz wykorzystać do tego gmole – doradza Mieszko Wójtowicz, mechanik specjalizujący się w motocyklach wyścigowych.

Jeżeli korzystasz z opcji z półką, przekładaj pasy ostrożnie, zwracając uwagę by nie uszkodzić czujników i nie przyciąć wiązki czy linki gazu. Ściągnij pasy tak, by amortyzatory były usztywnione, ale nigdy nie ściskaj ich do końca. Mocując pojazd z dużym skokiem zawieszenia, użyj specjalnych ograniczników. Pozwolą one usztywnić przód bez obawy o uszkodzenie uszczelniaczy. Dbaj o to, by pasy nie były poskręcane.

Mocując tył wykorzystaj jedną lub dwie taśmy, by docisnąć tylne koło do podłoża.

– Jeżeli pas przekładasz przez felgę, pamiętaj by złapać za jej dolną część. Jeśli zrobisz to na górze, koło może się przekręcić, a tym samym pas poluzować – podpowiada Mieszko.

Oprócz felgi, możesz również wykorzystać wahacz czy sety podnóżków.

Jak wprowadzić motocykl do busa lub na przyczepkę?
Jeśli jest to mały skuter lub crossówka, a Ty masz pod ręką osiłka do pomocy, możesz spróbować go po prostu wnieść. Metoda dość ryzykowana, ale pozwala osiągnąć cel. Na pewno bezpieczniej będzie wykorzystać najazd. Przyczepka dedykowana będzie w taki najazd wyposażona. Może być wykonana z blachy perforowanej lub być ukształtowana w formie drabinki. Dostępne są również najazdy składane – lekkie i praktyczne.

O ile przy wprowadzaniu lekkiego sprzętu nie powinniśmy mieć problemu, o tyle przy wadze ciężkiej może się okazać, że zjedliśmy za małe śniadanie. W tym wypadku poproś motocykl o współpracę. Odpal go i delikatnie wspomagaj się wjazdem „pod górkę” na półsprzęgle. Wiem, że na pewno jesteś zuchem, ale nikt się nie będzie się śmiał, jeśli poprosisz kogoś o pomoc lub asekurację.

– W przypadku chopperów, najazd musi być dłuższy, by motocykl przy wprowadzaniu się nie zawiesił – radzi Mieszko.

Z tak zamocowanym motocyklem możesz jechać na koniec świata. Jest bezpieczny.

 

Autorka jest doradcą serwisowym w jednym z warszawskich serwisów motocyklowych.

O czym warto jeszcze wiedzieć?

Zimowa jazda motocyklem – jak przetrwać?
Czy odpalać odstawiony na zimę motocykl?
Zimowanie motocykla – gdzie i jak?
Jak przygotować motocykl do zimowego snu?
Jeździsz jeszcze motocyklem? Dowiedz się, jak dbać o jednoślad w zimie

Motocykle i skutery na prawko kat. B: modele i ceny na polskim rynku

Najnowsze

Zawodniczki podsumowują Rajd Barbórka 2014

Rajd Barbórka, choć krótki - łatwy nie był, szczególnie z powodu bardzo śliskiej nawierzchni. Sklasyfikowano dziewięć zawodniczek w roli pilota, które podzieliły się z nami wrażeniami z trasy tego kultowego rajdu.

Najwyżej sklasyfikowaną zawodniczką została Renata Krawczyk u boku męża Wojciecha w Mitsubishi Lancerze Evo 3. Para zajęła 24. miejsce w klasyfikacji generalnej i jednocześnie w najmocniejszej grupie 3:

Pierwsza odsłona najnowszej generacji MBUX, czyli cyfrowa odsłona zbliżającej się premiery Klasy S
– Emocje po Rajdzie Barbórki opadły, ale wspomnienia zostały! W Barbórce startowaliśmy po raz pierwszy, lecz na pewno – nie ostatni. Jesteśmy bardzo zadowoleni z przygotowanych odcinków, które miejscami były bardzo szybkie, a miejscami bardzo śliskie. Największą frajdę dał nam odcinek na Bemowie, gdyż był szybki i efektowny, a nasze przejazdy odbyły się bez żadnych pomyłek. Samochód nie miał awarii, czasy też były niezłe! Jak na pierwszy raz – 24 miejsce z taką elitą? Jest super! – podsumowuje Renata.

Na 30 miejscu znalazł się kierowca wyścigowy Bartłomiej Mirecki i doświadczona pilotka Joasia Madej. Oni też mieli szansę zaprezentowania się w wieczornym Kryterium Asów na ulicy Karowej (23 miejsce):

Exotic Rage 2020 z udziałem gwiazd i pasjonatów motoryzacji - zobaczcie gorącą fotorelację!
– Barbórka, jak zawsze, sprawiła mi mnóstwo radości! Niezależnie od warunków, wyniku i przygód – to jest rajd, który zawsze będę uwielbiać. Po raz kolejny zaskoczyła mnie pogoda – prognozy mówiły całkiem coś innego (śmiech). Było, delikatnie mówiąc, paskudnie. Już zdecydowanie wolę, jak jest śnieg. Po raz pierwszy jechałam z debiutantem. Na dodatek kierowcą wyścigowym, dla którego „gadający z boku ktoś”, nie był elementem znanym na co dzień. Tak jak myślałam po testach, Bartek to bardzo utalentowany, młody kierowca. Jednak rajdy są wymagające i to nie tylko dla kierowcy, ale i całego zaplecza. Nie byliśmy przygotowani oponowo na ten rajd. Jechaliśmy więc na ….ciętym slicku!!! To był nie lada wyczyn potwierdzający kunszt kierowcy. Za największy sukces uważam to, że Bartek wystrzegł się poważniejszych błędów. Nie dostaliśmy kary za żadne potrącenie, nie było „zwiedzania”, pomylenia trasy i takich tam… Współpraca w aucie układała się znakomicie i czułam się w pełni słuchana (śmiech). Chyba na zawsze zapamiętamy jednak przygodę, która miała miejsce na Bemowie. Lecący na czołówkę inny samochód po odcinku? To się zdarzyć nie powinno! Nie ukrywam, że przeżyliśmy chwile grozy i było potem sporo nerwów. Ale wszystko osłodziła nam „Pani Karowa”. Tej atmosfery nie da się porównać z żadnym innym odcinkiem. Pojechaliśmy dla kibiców, podkreślając nastrój mikołajkowy wielkimi, czerwonymi czapkami założonymi na kaski. Był czad i wierzę, że Bartek na tyle połknął rajdowego bakcyla, że czasem będzie miał dość samotności w samochodzie i jeszcze go na Barbórce zobaczymy – opowiada wesoło zawodniczka.

Volvo wzywa klientów do serwisu. Ponad dwa miliony aut narażone na poważne uszkodzenie
Joanna Szymków, która towarzyszyła Wiktorowi Matuszewskiemu w Fiacie CC Kit Car, dotarła do mety na 55 miejscu (i 11 w grupie 1). Załoga jest zadowolona z wyniku:

– Zgodnie z oczekiwaniami 52 Rajd Barbórka był bardzo ekscytujący i dostarczył dużo pozytywnych emocji. Pomimo, iż jako VkosRacing Team startowaliśmy jednym z dwóch najsłabszych samochodów w klasie 1 oraz w całym rajdzie – udało nam się przeskoczyć kilka samochodów (nawet z klasy drugiej) i zakończyć rajd na 55 pozycji w klasyfikacji generalnej. Kryterium Asów na Karowej jeszcze nie zostało przez nas zdobyte, ale wierzymy, że przy odrobinę mocniejszym sprzęcie jest ono w zasięgu naszych rąk. Pogoda podczas tegorocznej „Barbórki”, pomimo braku śniegu, potrafiła spłatać nam figla. Bardzo śliski poranek dał w kość szczególnie na OS 2 – na torze STW Center. Opona nie kleiła prawie wcale! Dodatkowo startowaliśmy jako pierwsza załoga, więc warunki nie były dla nas zbyt łaskawe. Naszym założeniem od początku było – przejechać cały rajd, więc OS 2 pojechaliśmy nie na czas, a na przetrwanie… Na szczęście już od OS 3 (na Autodromie Bemowo) mogliśmy zacząć walczyć o urwanie kilku sekund. Drugi przejazd na Bemowie (OS 6) pokazał, że naszym małym „Bąbelkiem” jesteśmy w stanie stawić czoło, nawet niektórym większym “potworom”. Co więcej, oddaliśmy podczas naszych przejazdów na Bemowie dwa dalekie, udane skoki, które zapewniły zarówno publiczności, jak i nam, dodatkowe emocje. Tu brawa dla kierowcy, który skakał tak umiejętnie, że samochód nie zgubił nawet jednej śrubki! (śmiech). Rajd zaliczam do bardzo udanych, a odcinki specjalne do mocno zróżnicowanych: od technicznego OS STW Center – do dużo szybszego i ciekawszego OS Tor Służewiec. Beczka postawiona na odcinku na Bemowie dała też namiastkę Karowej (śmiech). Z pewnością była to pierwsza, jednak nie ostatnia „Barbórka”, w której wzięłam udział. Koniecznie musimy sprawdzić z Wiktorem, czy kręcenie się wokół beczki na Karowej jest tak samo fajne? (śmiech) Od teraz rozpoczynamy poszukiwania sponsora na rok 2015, także gorąco zapraszamy do wsparcia. Drzemie w nas niewykorzystany potencjał! – opowiada z entuzjazmem Asia.

W tej samej grupie na 13. miejscu i 61 w klasyfikacji generalnej do mety dojechała Agnieszka Piotrkowska, która towarzyszyła Markowi Wiśniewskiemu w KIA Picanto.

A pozycję dalej, już kolejna pilotka – Aneta Marcol, która dyktowała Rafałowi Kulka w Citroenie C2R2. Załoga miała spotkanie i z wodą, i z ogniem:

– Emocje jeszcze nie opadły, a Rajd Barbórka już za nami. Dojechaliśmy z Rafałem do Warszawy w czwartkowe popołudnie. Wieczorem spotkanie z kolegami z „branży”, plotki oraz odbiór administracyjny, na którym wypomniano nam, że nie mamy dowodu rejestracyjnego Citroena (który jest pożyczany i przyjedzie następnego dnia). Troszkę nas ten fakt zbulwersował, ze względu na to, że na każdy rajd wypożyczamy samochód i pytają nas o dowód, tylko na badaniu kontrolnym. Po wydaniu dokumentów do zapoznania z trasą, wyruszyliśmy do hotelu zdegustowani ww. faktem. Piątek przywitał nas mrozem, ale zapoznajemy się z trasą (równolegle z BK) i podjechaliśmy do serwisu. Pierwszy kontakt z „Cytrynką” – bardzo pozytywny, skrzynia działa perfekcyjnie, samochód zachowuje się, jak mały pocisk, aż do czasu, kiedy pękła guma na cewce zapłonowej. Szybka reanimacja serwisu i ruszyliśmy na odcinek testowy na Bemowie – dwa przejazdy po zmroku robiły wrażenie. W dniu rajdu zaskoczyła nas pogoda, na drodze totalna gołoledź! Jechaliśmy, jak na łyżwach, ale cóż „to je rally”, trzeba i w takich warunkach jechać. Pierwszą pętlę przejechaliśmy bardzo ostrożnie. Po serwisie wyjechaliśmy na odcinek Bemowo, który okazał się dla nas pechowy. Po wjeździe w watersplash niestety zalało naszą „Cytrynke” – postój na odcinku trwał ponad 20 minut i w tym momencie, całe nadzieje na dobry wynik legły w gruzach. Kolejna pętla i auto paliło na 3 „gary”, więc tym samym mieliśmy mniej mocy. W ten sposób dojechaliśmy do końca rajdu, co jest dużym sukcesem – po tym, jak auto zostało zalane, a we wnętrzu pojawił się mały ogień. Ogólne wrażenie (pomimo wpadek organizatora) mega pozytywne, mam nadzieję, że wrócę tam za rok i wtedy dana mi będzie szansa na Karową. Chciałabym serdecznie podziękować mojemu kierowcy – Rafałowi Kulka za kolejne zaproszenie na prawy fotel oraz powierzone mi zaufanie, rodzinie, że w tym czasie zajęła się małą fanką mamy – córeczką Mają, wszystkim przyjaciołom, kolegom, koleżankom i znajomym (za trzymanie kciuków na tych dwóch rajdach, które było mi dane przejechać w tym sezonie). Do zobaczenia na trasach w sezonie 2015! – wspomina zawodniczka.

Pierwsza odsłona najnowszej generacji MBUX, czyli cyfrowa odsłona zbliżającej się premiery Klasy S
Dwie załogi z kobietami na pokładzie zostały wykluczone z wyników, ale udało im się przejechać wszystkie próby rajdu. Magdalena Tokarska towarzyszyła Arturowi Rowińskiemu w pięknie brzmiącym Audi Quattro i tak wspomina ten występ:

– Rajd Barbórka jest zawsze niesamowitym wydarzeniem. Bardzo cieszymy się, że mogliśmy w nim uczestniczyć. Doświadczyliśmy kilku przygód, ale jesteśmy szczęśliwi, że udało nam się przejechać i ukończyć wszystkie 6 odcinków. Pomimo, iż pierwszy odcinek jechaliśmy na kapciu i dopadło nas jeszcze kilka innych „niespodzianek” – to start w tej imprezie sprawił nam ogromną frajdę.

Exotic Rage 2020 z udziałem gwiazd i pasjonatów motoryzacji - zobaczcie gorącą fotorelację!
A Justyna Waliszewska zajmowała prawy fotel w BMW 320i u boku Pawła Poletyło:

– Rajd uważam za bardzo udany pod każdym względem, pogoda dopisała, chociaż na niektórych odcinkach było bardzo ślisko. Największe zadowolenie jest z nowego auta, bo sprawdziło się w 100 procentach! Było bardzo szybko i bez przygód. Barbórka była, tak jakby testem przed nowym sezonem i niewykluczone, że tym razem na… Litwie. Przejechaliśmy wszystkie odcinki oesowe i to z niezłym czasem, nawet lekko „otarliśmy się” o Karową, ale niestety minuta kary zadecydowała o wszystkim, a nawet o wykluczeniu. Mimo wszystko jest zadowolenie i satysfakcja – był to kolejny fajny rajd bez przygód i z dużymi emocjami! – podsumowuje zawodniczka.

W oddzielnej klasyfikacji Barbórka Legend rywalizowały kultowe samochody historyczne, które też mogły zaprezentować się wieczorem na ul. Karowej. Tutaj, na najniższym stopniu podium stanęła załoga: Arkadiusz Kula i Magda Wilk w Oplu Kadecie z 1975 roku:

– Barbórka Legend to dość ciekawa inicjatywa. Wydawałoby się, że tymi klasykami za szybko nikt nie jedzie, jednak zawodnicy pokazali, że można w fajny i widowiskowy sposób pokazać możliwości tych samochodów. Jeśli chodzi o nasz wynik – to na pewno duży progres w stosunku do poprzedniego roku. Auto to jedno, ale „łącznik” pomiędzy kierownicą a fotelem, też przez ten rok nabrał ogłady (śmiech), co zaowocowało trzecim miejscem. Cieszy mnie to, że obyło się bez większych błędów. Fakt, że niektóre odcinki można było przejechać szybciej, ale wiązało się to z ryzykiem. Tak czy inaczej, jak zwykle w tym gronie, miałam dużo frajdy i raz jeszcze gratuluję wszystkim „legendom” mety. Mam nadzieję, że niedługo zobaczymy się na kolejnych moto imprezach – mówi Magda.

A w Mercedesie 190E metę na 8. miejscu osiągnęła para Marcin i Ewa Miziak:

– Tegoroczna Barbórka była dla nas bardzo udaną imprezą. Jak co roku, grupę legend charakteryzowała wspaniała atmosfera i brak, tego maksymalnego zacięcia, które towarzyszy I lidze rajdowej. Dla naszej załogi tempo było dość szybkie, próby łatwe i przyjazne naszemu A-grupowemu Mercedesowi 190, który ma moc, ale i masę betoniarki (śmiech). Warunki pogodowe w miarę przewidywalne, więc się obyło bez „loterii oponowej”. Lepszego miejsca pozbawiło nas, dość niefortunne ustawienie próby na Bemowie dla grupy Legend, gdyż dwa razy pokonywaliśmy ją za innym zawodnikiem, co z pewnością odbiło się na czasach. Tak jak wcześniej wspomniałam, nie wynik sportowy, lecz wspaniała zabawa i magia Karowej powoduje to, że na pewno za rok, też wystartujemy w Barbórce naszym Merc–Taxi. Podziękowania dla Trax Racing za doskonałą atmosferę, także podczas serwisu – podsumowuje Ewa.

Exotic Rage 2020 z udziałem gwiazd i pasjonatów motoryzacji - zobaczcie gorącą fotorelację!
Na 12. miejscu rajd ukończyła Karolina Woźnica u boku Piotra Życzyńskiego w BMW 2002:

– W Rajdzie Barbórka Legend pojechaliśmy pierwszy raz. Ten rajd – to dużo pozytywnych emocji i wspaniała atmosfera! Razem z Piotrem Życzyńskim świetnie się bawiliśmy. Wystartowaliśmy w klasie Legend autem z 1973 r. – BMW 2002 ti. Jako pilot jeżdżę od kilku lat, a podczas Barbórki doświadczyłam zupełnie innych wrażeń. Najbardziej podobały się odcinki na Bemowie oraz Służewcu, no i oczywiście przejazd pokazowy na Karowej! Bardzo dziękujemy wszystkim kibicom, którzy nas dopingowali. Zdecydowanie w kolejnych latach, nie może nas zabraknąć podczas tego rajdu – obiecuje Karolina.

Pierwsza odsłona najnowszej generacji MBUX, czyli cyfrowa odsłona zbliżającej się premiery Klasy S
Justyna Kurowska-Ferdek i jej kierowca pod pseudonimem Ferdek Elegant w BMW 318 IS, dotarli do mety na 19. miejscu:

– Rajdowy sezon 2014 dobiegł już końca. Mimo ledwie dwóch startów, koniec okazał się wisienką na torciku! Start w 52 Rajdzie Barbórki – to najlepszy prezent Mikołajowy, ever (śmiech). Jak pisałam przed rajdem, start był zupełnie nie planowany. W czwartek po pracy wsiedliśmy z Pawłem (mąż) w samochód i przyjechaliśmy z Wrocławia prosto do Warszawy i biura rajdu. Ponieważ kierowca był daleko w trasie, tym razem sama zrobiłam odbiór administracyjny. A w piątek, od rana zaczęliśmy rajdową przygodę. Na dzień dobry – oblodzone schody pensjonatu… Pierwszy odcinek, zeszyt i długopis w rękę, a paluchy zgrabiałe! Rozgrzałam się na zapoznaniu z drugim OS-em, ponieważ zdecydowaliśmy się, pojechać tam rajdówką (śmiech). W międzyczasie BK. Wszystko byłoby OK, gdyby nie fakt, że na 7 minut przed wjazdem na badanie okazało się, ze dokumenty są w… pensjonacie! Na szczęście Paweł stanął na wysokości zadania i w 5 minut je dostarczył – Subaru to szybki samochód (śmiech). Po skończonym zapoznaniu z trasą zmógł mnie sen, a ponieważ “legendy” nie miały odcinka testowego, to pojechałam odpocząć, natomiast kierowca ze znajomymi został jeszcze pooglądać zmagania na Autodromie. Potem dostałam telefon, że “legendy” maja zgodę na start w odcinku testowym i żebym szybko przyjechała! Na wariackich papierach, ubierając kombinezon w kolejce przed startem, z mapką i gasnącym światłem pilota – stanęłam na wysokości zadania. Super był ten przejazd w ciemnościach i bez żadnych błędów.

Sobotnie odcinki nas zaskoczyły – mimo piątkowego opisu, nie spodziewaliśmy się tak śliskich nawierzchni. Mimo zmiany opon na zimowe, o super czasach nie było mowy. Nie odebrało nam to jednak zabawy! Rajd ukończyliśmy bez żadnych przygód i niechcianych niespodzianek. Pozostała już tylko “zaczarowana Karowa”. Dojechaliśmy na miejsce. Ponieważ było bardzo dużo czasu do startu, to mogliśmy trochę pooglądać zmagania innych i zjeść (śmiech). Jako Legendy nie mieliśmy mapki z trasą (?!), kazano nam po prostu jechać w kolumnie za pilotem. OK, tylko pilot jakoś szybko zniknął, a na górze załogi jechały najlepiej jak umiały. Sam przejazd uważam za bardzo udany, a przede wszystkim – zachwycający! Cudowne uczucie, przejechać ul. Karową w rajdówce ze świadomością, że jedzie się właśnie 52 Rajd Barbórki, że jest się „tu i teraz”. Mam nadzieję być tam za rok! – wspomina zawodniczka.

Rajd Barbórka, z rekordową ilością kobiet wśród zawodników, uroczyście zamknął sezon rajdowy 2014. Mamy nadzieję, że to dobry znak dla kobiecej frekwencji na rajdach w roku 2015!

Najnowsze

Ewa Pertyńska

Malowanie samochodami – pomysł na zabawę z dziećmi

Nowe techniki tworzenia prac plastycznych powstają cały czas, za każdym razem coraz ciekawsze. Nadchodzą święta, możesz mieć więcej czasu, zatem warto spędzić go twórczo angażując do tego swoje pociechy. Oto ciekawszy sposób malowania.

Nowy, niesamowity pomysł na połączenie zabawy z twórczością, polega na maczaniu kół zabawkowych samochodzików w farbie i tworzeniu za ich pomocą nowych obrazów. Zabawa zyskuje na wartości, jeśli biorą w niej udział dzieci, mogąc zobaczyć rzeczywisty szlak swoich ukochanych samochodów. W końcu zwykle mogą nimi „jeździć” nie pozostawiając śladu kół, a co za tym idzie toru jazdy.

Co jest potrzebne?

  • Papier – ważne jest, aby był duży i nieco grubszy, ponieważ istnieje prawdopodobieństwo uszkodzenia zwykłej kartki
  • Farby (najlepiej zmywalne – na wszelki wypadek)
  • Samochodziki – różnej wielkości i rodzaju, wszystkie chwyty dozwolone, mogą to być równie dobrze mini motocykle, hulajnogi
  • Podstawka na farbę
Wybieracie się nad morze? Zajrzyjcie na Letni Salon Forda w Porcie Jastarnia!

Teraz nie pozostaje niż więcej, niż nalać farbę na podkładkę, zamoczyć w niej „pędzel” w postaci samochodzika i ruszyć w trasę po kartce.

Miłej zabawy!

Najnowsze

Ewa Pertyńska

Jeep Grand Cherokee wygrywa z Nissanem GT-R i BMW M3 – film

Wyścigi dragsterów to wycie silników, dym z spalonych opon, spadochrony wspomagające hamowanie. Najczęstszym zwycięzcą jest samochód z największą mocą. Trudno oczekiwać, że słynnego Nissana GT-R wyprzedzi w drag racingu… Jeep Grand Cherokee.

Jeep Grand Cherokee SRT8 zaskakuje swoimi parametrami i własnościami jezdnymi coraz większą grupę ludzi. Niewiele osób podejrzewa, że jest zdolny do takich wyczynów. Oczywiście, biorący udział w wyścigach ezgemplarz jest daleki od seryjnego, ale nadal zbudowany na podzespołach protoplasty.

Podwójne turbodoładowanie w silniku V8 o pojemności blisko 7,4 l i mocy 840 KM daje ogromnego „kopa” tej ciężkiej maszynie. Turbina tłoczy powietrze pod ciśnieniem około 0,97 bara – a jednostka ostatecznie może generować moc nawet 1200 KM.

Film pokazuje niewiarygodne starcie ponad dwutonowego monstrum z autem sportowym, w którym gigant wygrywa.

#t=82

Najnowsze