Test Opel Insignia Country Tourer 195 KM BiTurbo 4×4 – żelazna dama

Przybyła i tłumy natychmiast ją pokochały. Insignia skutecznie wielu rzuciła na kolana. Aby jednak uwielbienia nie wyparła rutyna, koniecznym ze strony producenta był kolejny ruch. W efekcie na scenę wkroczyło spore kombi, co bezdroży się nie boi, a w stronę przygody niesie je niemała moc. Wielka, bogata i uterenowiona, czyli Opel Insigia Country Tourer.

Wtargnęła na rynek w 2008 roku detronizując model Vectra raz i na zawsze. Od tamtej pory rządzi niepodzielnie całym królestwem Opla, a na polskich drogach wręcz się od niej roi. Producent poszedł za ciosem i skroił dla niej nowe szaty. Tym oto sposobem w 2013 roku na scenę wkroczyła Insignia Country Tourer.

Samochód jest potężny – to kawał twardej babki. Pancerz z czarnego tworzywa widoczny na przednim zderzaku oraz nadkolach ma zdradzać zamiłowanie auta do podróży poza asfaltem. Jednak prześwit, w stosunku do wersji przednionapędowej, wzrósł jedynie o 2 centymetry, a to wciąż za mało, aby się cieszyć jazdą po terenach, na które nie spadła nawet kropla asfaltu. Ktoś może być jednak innego zdania – producent wziął to pod uwagę. Zabezpieczył  brzuch samochodu specjalnymi osłonami przed trawą, błotem oraz kamieniami. Potężne, 18-calowe aluminiowe felgi, jedynie podkreślają solidne gabaryty. Nadwozie o długości 4920 milimetrów to już coś więcej, niż rodzinne kombi – to samochód dla całego pokolenia.

Wnętrze – królestwo rozwiązań
W środku coś się wydarzyło. I to wcale nie jest przemiana. Bardziej trafnym będzie tu określenie, że przez kabinę pasażerską przetoczyła się prawdziwa rewolucja. Niegdyś nudne i tak zwyczajne, dziś samochody tej marki mogą stawać w konkury z najlepszymi w klasie. Do wykonania kabiny użyto materiałów naprawdę dobrej jakości oraz finezji i wyszukanego smaku. Fotele gabarytami przypominają tron, którego poczet królów polskich by się nie powstydził. Tylna kanapa? Można na niej rozbić mały obóz. Obok gabarytów w parze idzie również komfort. Po przejechaniu ponad dwustu kilometrów w trasie czułam, jakbym przejechała zaledwie pięć. Zarówno wentylowane jak i podgrzewane siedzenia są prawdziwą koroną tego bogatego wnętrza. Kierownica jest gruba, całkiem spora oraz podgrzewana. Za sprawą wielu przycisków na niej umieszczonych jest prawdziwym centrum dowodzenia. Na pozór wydaje się, że jest auto nie ma wad, ale we wnętrzu znalazła się jedna skucha. Tuż za dźwignią automatycznej skrzyni  biegów producent umieścił efekt swojej pogoni za współczesną technologią – touch pad. Wprawdzie komputer pokładowy został wyposażony w dotykowy ekran, ale to nic, w końcu kobiety cenią za dobre chęci.  Kładę palec na jego powierzchni chcąc zaspokoić nieposkromioną ciekawość. Jakie jest jednak moje zdziwienie, kiedy ten właśnie touch pad kopnął mnie prądem w opuszek palca. Dokładnie jakbym dotykała brzucha ciężarnej kobiety w 9 miesiącu ciąży. Jeżeli Opel chciał się wybić spośród licznej konkurencji wielkie oklaski, sukces w pełni osiągnięty. Korzystać z niego więcej nie chciałam, ale i zapamiętałam go na bardzo długi czas.

Jazda – jak najdalej
Samochód został uzbrojony w 195 koni mechanicznych – czyli dużo. Patrzę w dowód rejestracyjny: masa auta wynosi 1940 kilogramów… To może jednak tej mocy za mało na blisko dwie tony samochodu? Aby jednak werdykt był sprawiedliwy, dam Insigni nieco się wykazać. Uruchamiam silnik, zresztą nie byle jaki. To smakowity kąsek, czyli najmocniejszy w ofercie diesel Biturbo o potężnym momencie obrotowym 400 Nm. Słyszę jego charakterystyczną chrypkę i tak już pozostanie, nawet po nieco dłuższej rozgrzewce. Ale nic to, Ryszard Rynkowski też ma chrypkę i w robieniu kariery nie było to przeszkodą. O wiele większą jest apetyt tej jednostki na ropę. Zużycie w cyklu miejskim na poziomie 13 litrów to wynik godny smoka wawelskiego. W trasie udało się zejść do 8 litrów na każde pokonane 100 kilometrów. Z jednej strony takie cyfry są w pełni uzasadnione; samochód jest bardzo ciężki, a to z kolei jest efektem kilku, jakże przyjemnych dodatków. Z drugiej strony takie ilości piją większe i znacznie cięższe samochody terenowe. Swoje przysłowiowe „pięć groszy” do takiego obrotu spraw dorzuca zatem obecność napędu na obie osie, adaptacyjnego zawieszenia, automatycznej skrzyni biegów oraz licznych sterujących mechanizmów. Są one odpowiedzialne m.in. za sportowe ustawienia samochodu. Tak, to rodzinne kombi pozwoli sobie utwardzić zawieszenie, dodać agresji pracy skrzyni biegów, usztywnić układ kierownicy oraz dołączyć do napędu tylną oś. W rzeczywistości jednak sportowy charakter, po dokonaniu wszelkich ustawień, wcale nie jest aż tak wyczuwalny. Owszem, układ kierowniczy zaczyna stawiać lekki opór, a 6-biegowa przekładnia nieco bardziej wydłuża utrzymywanie jednostki na obrotach na każdym biegu, ale na zakrętach, mocniej od twardości, odczujemy sporą masę tego samochodu.

Napęd na obie osie? Skutecznie trzyma Insignię na zakrętach, ale na bardziej zaawansowanych drogowych zygzakach będziemy toczyć istną walkę z grawitacją.  Auto ma jednak całkiem spore zalety: na mniej zawiłych trasach to wzór do powielania. Podróżowanie przypomina wtedy jazdę poduszkowcem – komfort i wygoda biorą górę nad wszystkim innym. Można jechać nawet na koniec świata, aby po dotarciu do celu przekonać się, że ochota na jazdę tym pancernikiem wcale nie przemija. Masywne, ciężkie i szerokie nadwozie trzyma się drogi tak mocno i skutecznie, że nawet trąba powietrzna nie byłaby w stanie oderwać go od ziemi.

Po tygodniu…
Jest wielka, pojemna i wygodna – do bólu. W dodatku solidnie i ładnie wykończona we wnętrzu. Prowadzi się świetnie, zwłaszcza w dłuższych trasach, cierpi jednak na sporą nadwagę. Aby z nią walczyć potrzebne są konie, a tych nieco więcej ma wersja benzynowa (250 KM z napędem 4×4). Wraz z nią warto jednak zakupić stacje benzynową, bo mniej niż testowany diesel z pewnością nie zużyje.

Za egzemplarz z silnikiem wysokoprężnym (moc 163 KM) należy zapłacić 132 400 złotych. Ceny wersji z silnikiem benzynowym startują od 127 250 złotych (moc 170 KM). Gdy zdecydujemy się na Insignię z testowanym, najmocniejszym silnikiem w ofercie z napędem na obie osie, należy się liczyć z wydatkiem na poziomie minimum 160 tysięcy złotych, a to już bardzo dużo. Dlatego warto rozważyć zakup wariantu z benzynowym, 170 – konnym silnikiem; zużycie paliwa z pewnością będzie na podobnym poziomie, a różnica w cenie znacznie większa.

Na TAK:
– wysoki komfort jazdy
– bardzo wygodne fotele
– łatwa i intuicyjna obsługa komputera pokładowego

Na NIE:
– zbyt duża masa
– zbyt mała moc w stosunku do masy auta
– zbyt duże zużycie paliwa

Dane techniczne Opel Insignia Country Tourer 195 KM BiTurbo 4×4 :
Silnik – DTR, 4 cylindry, Biturbo
Pojemność skokowa – 1956 cm3
Moc – 195 KM przy 4000 obr/min
Maksymalny moment obrotowy – 400 Nm przy 1750-2500 obr/min
Skrzynia biegów – 6-biegowa, automatyczna
Napęd – na obie osie
Masa – 1940 kg
Pojemność bagażnika – 540 litrów
Rozstaw osi – 2737 mm
Długość/szerokość/wysokość – 4920/1856/1526 mm

Najnowsze

Paweł Szkopek kierowcą wyścigowym Yamahy Motor Polska

Podczas dnia prasowego 7. Wystawy Motocyklowej w Warszawie odbyła się oficjalna prezentacja i przekazanie nowej Yamahy YZF-R1M, na której w tym sezonie w barwach importera startować będzie Paweł Szkopek - wielokrotny mistrz i wicemistrz Polski w wyścigach motocyklowych.

Plany startowe Pawła zakładają udział w pełnym cyklu Wyścigowych Motocyklowych Mistrzostw Polski, a także starty w Pucharze Europy i wybranych rundach Mistrzostw Świata Endurance. W walce o tytuł mistrzowski ma mu pomóc najnowsza Yamaha R1, która w stosunku do poprzedniego modelu o tej samej nazwie, jest zupełnie nowym motocyklem, w którym pojawiło się wiele nowoczesnych rozwiązań konstrukcyjnych.

Jest mi niezmiernie miło, że w sezonie wyścigowym 2015 będę ponownie reprezentował barwy Yamahy Motor Polska startując najnowszą Yamahą R1 jako oficjalny kierowca. To doskonały motocykl, z którym z pewnością szybko się zgram. Cel jest jasny: razem z całym zespołem chcemy zdobyć kolejny tytuł mistrzowski w Polsce, a także wystartować w eliminacjach Pucharu Europy. W planach są także starty w wybranych rundach Mistrzostwach Świata Endurance. Może ciężko w to uwierzyć, ale to już mój siedemnasty sezon w wyścigach motocyklowych, choć nie znaczy to, że będę podchodził do niego z mniejszych zaangażowaniem. Wręcz przeciwnie. Lata doświadczeń i przejechane kilometry są w tym sporcie bardzo istotne – powiedział Paweł Szkopek.

Yamaha YZF-R1M to motocykl zaprezentowany oficjalnie przez producenta pod koniec ubiegłego roku. W wersji cywilnej będzie on dostępny w salonach motocyklowych od marca tego roku. Ważąca 199 kg maszyna dysponuje mocą 200 KM mechanicznych, wytwarzanych przez nowoczesny, czterocylindrowy silnik wyposażony w 16 zaworową głowicę. Całości dopełnia magnezowa rama pomocnicza i nowe zawieszenia Kayaba i aluminiowa rama Delabox. Wiele elementów motocykla wykonano z carbonu, magnezu i tytanu.

Paweł Szkopek to jeden z najbardziej utytułowanych polskich wyścigowych zawodników motocyklowych. Jest pierwszym Polakiem, który wystąpił w motocyklowych Mistrzostwach Świata Superbike i Supersport. Jest zdobywcą Pucharu Europy, a także wielokrotnym mistrzem i wicemistrzem Polski w wyścigach motocyklowych. 

Wyścigowe Motocyklowe Mistrzostwa Polski

9-10.05. I, II runda Tor Poznań

3 30-31.05. III, IV runda Panoniaring

27-28.06. V, VI runda Tor Poznań

18-19.07. VII, VIII runda Most ACCR, Czechy

22-23.08. IX, X runda Tor Poznań

5-6.09. XI-XII runda Slovakia Racing

Najnowsze

Agata Stefaniak podsumowuje występ w Enduropale 2015 – wywiad

Młoda Polka na quadzie - Agata Stefaniak po raz trzeci wzięła udział w kilkugodzinnych zawodach po francuskiej plaży. Mimo sporych problemów technicznych ukończyła go na 5. miejscu w kobiecej klasyfikacji.

Jak Ci poszło na francuskich zawodach i czy osiągnięty wynik jest satysfakcjonujący?

Wyścig był dla mnie bardzo ciężki z powodu awarii quada. Dużo musiałam myśleć i kombinować, by dotrzeć do mety na jakimś przyzwoitym miejscu. Osobiście nie jestem zadowolona ze swojego wyniku i samej jazdy, jednak cały mój zespół gratulował mi świetnego wyniku. Podczas podróży zrodziła się w moim teamie ambicja na miejsce w pierwszej 150-tce generalnej klasyfikacji i 5-tce w klasie kobiet. Nikt się jednak nie spodziewał, że przy takich problemach technicznych uzyskam ten wynik.  Patrząc na poprzedni rok – poprawiłam się o ponad 80 pozycji w generalnej klasyfikacji! Na 354 quady wywalczyłam 146. miejsce, a w klasie kobiet 5. na 12 startujących dziewczyn.

Co konkretnie dolegało Twojemu quadowi?

 

Mój KTM był świetnie przygotowany przez mechanika, wszystko było sprawdzone i jak to się mówi: „dopięte na ostatni guzik”. Nikt się nie spodziewał problemów… Niestety, już na pierwszym okrążeniu wiedziałam, że nie mam sprzęgła, co było bardzo uciążliwe i męczące dla mnie, i quada. Podczas pierwszego tankowania serwis oczyścił mi chłodnicę, która była zapchana piachem oraz sprawdził płyn w sprzęgle. Na szybko, nic więcej nie udało się zrobić, musiałam tak jechać dalej. W połowie wyścigu z „Landryną” zaczęły dziać się dziwne rzeczy – quad nie chciał współpracować i z chłodnicy wydostawała się para. Na kolejnym tankowaniu okazało się, że KTM się „gotuje”. Mechanicy dolali mi wody do chłodnicy i kazali jechać dalej. Na szczęście zostało mi tylko jedno okrążenie. Doraźna pomoc nie ratowała na długo i problemy wróciły, a w dodadku podczas ostatnich minut dwa razy się zakopałam i nie mogłam odpalić quada, przez co straciłam parę cennych miejsc. Zdenerwowana, ostro ruszyłam by nadgonić stracony czas, a na muldach tylny amortyzator nie wybrał dziury i mało brakło, a wylądowałabym przed quadem! Dotarłam do mety zła i obolała, bo wiedziałam, że nie dałam z siebie wszystkiego. W depo okazało się jeszcze, że Landryna się „ugotowała”, a nowa uszczelka pod głowicą nie wytrzymała temperatury. Miałam szczęście, że dojechałam do mety, bo silnik mógł stanąć na środku trasy.

Czułaś się dobrze do zawodów przygotowana?

Przez parę miesięcy ciężko trenowałam do sezonu i do tego właśnie wyścigu. Tydzień przed wyjazdem pojawiły się problemy zdrowotne, które wykluczyły mnie z dalszych treningów. Czułam się jednak dobrze przygotowana i podczas wyścigu nie męczyłam się, aż tak bardzo. Trzymałam równe tempo, ale odezwały się bolące plecy, które przeszkadzały mi w pokonywaniu wyboistego toru. Dlatego też uważam, że nie przygotowałam się, aż tak dobrze, jak myślałam… Zamiast 2,5 godziny jechaliśmy 3 i to dało się odczuć kondycyjnie. Ten wyścig weryfikuje wszystko, łącznie z przygotowaniem fizycznym.

Jakbyś miała rozdzielić 100 % sukcesu na zawodach – to, jak wiele zależy od sprzętu, a ile od kondycji fizycznej i psychicznej zawodnika? Jakie, inne czynniki wpływające na wynik byś dodała?

Moim zdaniem 50% sukcesu to kondycja fizyczna i psychiczna zawodnika, 40% to przygotowanie sprzętu, a pozostałe 10% to szczęście, dobry team i odpowiednia logistyka.

Jak wyglądała kobieca konkurencja na zawodach?

W klasie kobiet startowało 12 dziewczyn. Większość z nich to Francuzki, które startują w całym cyklu „Championnat de France des Sables Dragon”, czyli Mistrzostwach Francji. Dziewczyny na podium to już doświadczone zawodniczki, a niektóre z nich miały lepsze czasy od naszych, polskich mistrzów! Mi udało się wywalczyć 5. miejsce, ze stratą niecałej minuty do czwartej Justine Lesselingue.

Czyli są szanse na lepszy wynik, przy bezawaryjnym sprzecie?

Za rok wracam tam powalczyć o podium, bo wiem, że jest to osiągalne dla Polki, która na co dzień ściga się po twardych torach, a nie po plaży (śmiech).

Jak się współpracuje i rywalizuje z polskimi zawodnikami?

 

Ford zachęca do popularyzacji dobrych zachowań wśród kierowców i rowerzystów na drodze
Cała polska reprezentacja to jeden, zgrany team. Mieliśmy wspólne depo i każdy sobie pomagał. Jest to naprawdę świetna sprawa! W końcu wygrywa się na torze, a nie w depo (śmiech). Wszystkim osobom w depo serdeczne dziękuję – jesteście najlepsi!

Czy coś Cię w tej edycji zaskoczyło?

Na szczęście nic mnie nie zaskoczyło. To już mój trzeci start, więc wiedziałam, co mnie tam czeka. Organizacja, jak zwykle na najwyższym poziomie, a z roku na rok jest nawet coraz lepiej! Trasa bardzo zróżnicowana, lecz podobna do tej z poprzednich lat .

Komu byś poleciła tego typu zawody?

Jest to ciężki wyścig, który weryfikuje umiejętności, przygotowanie sprzętu i własnej kondycji. Jakby nie patrzeć, jest to nadal wyścig dla każdego – takie dłuższe cross country. Należy jednak być bardzo dobrze przygotowanym, bo lekko nie jest! Polecić ten wyścig mogę każdemu, kto chce się sprawdzić przed sezonem. Ja pojawiłam się na nim już trzeci raz, ponieważ moja ambicja nie pozwoliła mi odpuścić (śmiech). Za rok również stanę na starcie, by poprawić wynik! Mam nadzieję, że Polaków też przybędzie, a każdy kto raz wystartuje – będzie chciał tam wrócić. Ja jestem zakochana w tym wyścigu (śmiech).

Jakie wyzwania teraz przed Tobą?

Kolejnym wyzwaniem jest oczywiście zdanie sesji (śmiech). A tak serio, to cały sezon będzie wyzwaniem! Pogodzić wszystkie moje plany związane ze startami – z moją ambicją i szkołą, będzie bardzo ciężko… Ale zrobię wszystko, żeby się udało! Wyzwaniem będzie start w rajdach Baja, które planuje. Niestety dwie rudny Baji pokrywają się z czterema rundami MP i PP w cross country, i na dzień dzisiejszy nie wiem co wybiorę…

Najnowsze

7 Ogólnopolska Wystawa Motocykli i Skuterów w Warszawie już w ten weekend

Już w ten weekend 6-8 lutego świat motocyklowy ożyje zimową porą i przedstawi nam swoje najlepsze produkty, które posiada w ofercie.

To już siódma wystawa motocyklowa przy ul. Marsa 56 w Warszawie. Tym razem największe targi w Polsce odbędą się wcześniej niż zwykle. Do tej pory hale przy ul. Marsa wypełnione jednośladami i wszystkim co z nimi związane, zwiedzaliśmy na początku marca. W tym roku organizatorzy rozgrzeją nasze motocyklowe serca miesiąc wcześniej.

Jakie nowości warto zobaczyć?
Jedną z nich będzie Ducati Scrambler, którego premierę w Polsce opisywałyśmy tutaj. Motocykl będący reinkarnacją Scramblera produkowanego od 1962 roku. Jest to ciekawa maszyna w stylu vintage spod skrzydeł Ducati, obok której nie przejdziecie obojętnie – nie tylko z powodu niecodziennej stylistyki, ale również ze względu na to, że Scrambler posiadać będzie oddzielne stoisko, którego po prostu na pewno nie przeoczycie.

Kolejne sukcesy Fabienne Wohlwend w Ferrari Challenge!

Mówiąc o Ducati nie można zapomnieć o nowym Panigale 1299, o którym pisałyśmy tutaj. Mamy nadzieję, że polski importer (Inter Motors) zadba o to, by pokazać ten model zwiedzającym.

BMW zaprezentuje zwiedzającym w sumie 5 nowych motocykli (m.in. F800R i S1000XR), z czego najbardziej oczekiwany jest BMW R1200 RS, czyli jednoślad o charakterze sportowo-turystycznym.

Stylowe ubrania inspirowane wyścigowymi latami 70.

BRP CAN-AM przedstawi dwie ciekawe nowości. Pierwszą z nich jest SPYDER F3. Pojazd, który ciężko jakkolwiek skategoryzować. Trójkołowiec nie będący ani motocyklem ani quadem.

Drugą nowością marki CAN-AM, jest pojazd równie intrygujący jak SPYDER, gdyż zasilany jest silnikiem z turbiną i osiąga moc 121 KM – MAVERICK X DS TURBO.

W tym roku wiele nowości zaprezentuje nam Yamaha. Najwięcej mówi się o nowej YZF-R1, a jeszcze więcej o wersji M. Zupełnie nowy sportowy motocykl japońskiej marki, na pewno oblegany będzie przez zwiedzających. Dodatkowo, w piątek o godzinie 14:00 odbędzie się oficjalne przekazanie motocykla Pawłowi Szkopkowi.

Kolejnym jednośladem przyciągającym uwagę na stoisku Yamahy, będzie zapewne Tracer. Motocykl turystyczny o sportowym zacięciu, bo jest to po prostu MT-09 w wersji wygodniejszej dla podróżników.

Stylowe ubrania inspirowane wyścigowymi latami 70.

Po raz pierwszy w Polsce zobaczyć będziemy mogli YZF-R3, czyli jednoślad sportowy, będący wypełnieniem luki między YZF-R125 a YZF-R6.

Suzuki przedstawi dwa nowe modele: Suzuki GSX-S1000 oraz skuter Address.

Wystawiać się będą również takie marki jak KTM, ZIPP, HUSQVARNA, PIAGGIO, MOTO GUZZI i APRILIA.

W tym roku w Warszawie nie wystawi swych maszyn Harley Davidson (importer planuje pokazać się na poznańskim Motor Show). Kolejny rok z rzędu nie zobaczymy również Hondy i Kawasaki.

Oprócz motocykli będzie oczywiście możliwość obejrzenia i zakupu wielu akcesoriów.
 

Godziny otwarcia hal dla zwiedzających:

piątek, 6 lutego      10:00-12:00 TYLKO AKREDYTACJE PRASOWE

                                12:00-20:00

sobota, 7 lutego     10:00-18:00

niedziela, 8 lutego 10:00-18:00

Bilety i parking:

Bilety na targi można nabyć bezpośrednio w kasach targowych.

Kasy targowe nie obsługują kart płatniczych, na terenie hali MT Polska znajduje się bankomat Pekao SA.

BILET NORMALNY

Bilet normalny – 25 PLN od osoby

Bilet obowiązuje w piątek, sobotę lub w niedzielę.

Zakupiony bilet jest ważny na jeden dzień. Istnieje możliwość wielokrotnego wychodzenia i wchodzenia na targi w dniu, w którym zakupiono bilet za okazaniem pieczątki, którą można otrzymać przy wyjściu.

BILET RODZINNY

Bilet rodzinny – 20 PLN od osoby

Bilet obowiązuje w piątek, sobotę lub w niedzielę.

Bilet rodzinny przysługuje dla minimum 3 spokrewnionych osób, w tym minimum jedno dziecko do 13 roku życia (za okazaniem legitymacji szkolnej).

Cena 20 zł od osoby obowiązuje dla wszystkich członków rodziny. Jeśli na wystawę przyjdą dwie osoby z rodziny wówczas bilet wstępu kosztuje 25 zł od osoby.

Dzieci do 10 roku życia wchodzą za darmo za okazaniem legitymacji szkolnej.

Zakupiony bilet jest ważny na jeden dzień. Istnieje możliwość wielokrotnego wychodzenia i wchodzenia na targi w dniu, w którym zakupiono bilet za okazaniem pieczątki, którą można otrzymać przy wyjściu.

PARKING

Postój za każdą rozpoczętą godzinę na parkingu naziemnym lub podziemnym 5 zł

Postój jednodniowy na parkingu naziemnym lub podziemnym 37,00 zł

Najnowsze

Grypa za kółkiem

Zmęczenie i niskie temperatury mogą sprzyjać chorobie. Przeziębienie, grypa, katar, gorączka - to wszystko znacznie obniża naszą jakość prowadzenia samochodu. Chory kierowca może stwarzać równie duże zagrożenie na drodze, co kierowca pod wpływem alkoholu.

Objawy przeziębienia potrafią znacząco wpływać na reakcje kierowcy. Spóźnione hamowanie, późne zwrócenie uwagi na rowerzystę czy pieszego, niedostrzeżenie w porę przeszkody na drodze to bardzo ryzykowne zachowania, na które kierowca nie może sobie pozwolić, ponieważ ryzykuje tym samym bezpieczeństwo innych uczestników ruchu. Kierowca chory na grypę, przeziębiony, zażywający leki nie powinien wsiadać za kierownicę. Ma wówczas problemy ze skupieniem, a jego umiejętność oceny sytuacji jest dużo gorsza, podobnie jak u kierowcy, który prowadzi pojazd pod wpływem alkoholu. Niebezpieczeństwo na drodze potrafią spowodować nawet zwykłe kichnięcia, gdyż kierowca traci wówczas z oczu drogę na około 3 sekundy. Może to być bardzo groźne, zwłaszcza w mieście, gdzie wszystko dzieje się szybko i ułamki sekund mogą decydować o tym czy dojdzie do wypadku.

Leki
Bóle głowy, mięśni i stawów, katar, gorączka czy kaszel, równie mocno potrafią rozkojarzyć i osłabić uwagę kierowcy jak wszystkie czynności, które wiążą się z tym stanem, takie jak czyszczenie nosa, kichanie. Chorobie często towarzyszy senność i poczucie zmęczenia wynikające z osłabienia i przyjmowanych leków. Dlatego jeśli musisz przyjmować jakieś leki, koniecznie skonsultuj się z lekarzem lub przeczytaj na dołączonej ulotce, czy nie wpłyną one na jakość prowadzenia samochodu.

Lepiej zostań w domu
Jednocześnie wyższa temperatura ciała i gorsze samopoczucie mogą powodować u kierowcy rozdrażnienie, które może dodatkowo przyczyniać się do nerwowych sytuacji na drodze. Z grypą lub objawami przeziębienia lepiej zostać w domu. Jeśli musisz gdzieś pojechać wybierz środki komunikacji miejskiej. Gdy mimo wszystko zdecydujesz się na prowadzenie samochodu, zachowaj większą ostrożność niż zwykle, unikaj gwałtownych manewrów i postaraj się być maksymalnie skupionym na jeździe.

Źródło: Szkoła Jazdy Renault

Najnowsze