Test Opel Ampera – samochód z napędem elektrycznym

Opel Ampera to auto ekologiczne, z nowoczesnym napędem elektrycznym. Jak się nim jeździ i co oferuje kierowcy?

Prawdopodobnie każdy z nas zauważył rosnące ceny paliwa i usłyszał o wyczerpywaniu się zapasów ropy naftowej. Opel swoje działania w kierunku ekologii rozpoczął już w 1966 roku – wtedy zaprezentowano pierwszego Electrovana. Od tamtej epoki upłynęło mnóstwo paliwa, a dziś koncern może się pochwalić samochodem elektrycznym o rozszerzonym zasięgu, którego użytkowanie pozwala cieszyć się nie tylko dużym zasięgiem kilometrażowym, ale także komfortem podróżowania.

Opel Ampera jest zasilany wyłącznie energią elektryczną – pierwsze 40 – 80 km (średnio przyjmuje się wartość 60 kilometrów) – co jest uzależnione od ukształtowania terenu, stylu jazdy i temperatury otoczenia – pokonuje przy wykorzystaniu energii zgromadzonej w akumulatorze litowo-jonowym o pojemności 16 kWh. Przy takim zasilaniu ten samochód w ogóle nie emituje spalin, czyli wartość emisji równa się zero. Dalszą trasę, jeśli nie możliwe jest ładowanie, Ampera pokonuje na generatorze pokładowym.

Udowodniono, w niezależnych badaniach, że około 80% europejskich kierowców przejeżdża dziennie mniej niż 60 km. Ampera stanowi odpowiedź na ich potrzeby, bo można w tej sposób podróżować bez użycia nawet kropli paliwa.

Kobiety cenią ekologie i dobrze sie czują w Opel Ampera.
fot. Motocaina.pl

Aby naładować akumulator, wystarczy podłączyć go do standardowego gniazda sieciowego (może być to w domu, garażu, czy nawet w pracy) na około 4 godziny – pozwala to na przejechanie kolejnych 40 – 80 km przy zerowej emisji spalin. Jeżeli okaże się, że konieczne jest pokonanie większego dystansu – bo np. chcemy wyjechać na wypad za miasto – generator pokładowy zasilany benzyną pozwoli zwiększyć zasięg samochodu do 500 kolejnych kilometrów. Innymi słowy – widzimy na monitorze, że wyczerpał nam się akumulator, więc włączamy tzw. „Range Extender”, który umożliwi uruchomić zasilany benzyną generator -ten wytwarza energię elektryczną na dystansach przekraczających możliwości akumulatora. Jeśli wsłuchać się uważnie, można rozpoznać moment włączenia generatora, ale z pewnością nie czuć żadnej różnicy – nie pociąga to za sobą utraty elastyczności, czy momentu obrotowego, ponieważ to silnik elektryczny nadal przekazuje napęd na koła. Nadmiar wytworzonej energii elektrycznej jest cały czas magazynowany w akumulatorze.

Opel Ampera – wystarczy podłączyć
Głównym źródłem energii elektrycznej Ampery jest akumulator litowo-jonowy o pojemności 16 kWh w kształcie T, który składa się z ponad 200 litowo-jonowych ogniw zlokalizowanych mniej więcej na środku nadwozia, co dobrze wpływa na rozkład mas i utrzymanie środka ciężkości odpowiednio nisko. To przekłada się z kolei na zachowanie odpowiedniej sterowności. Poza tym akumulator nie zajmuje – tak potrzebnej przecież w samochodzie rodzinnym – przestrzeni bagażowej.

Te baterie są podobne – choć oczywiście dużo bardziej wydajne – do tych w telefonach komórkowych, aparatach cyfrowych, czy laptopach – jednak w przeciwieństwie do tych urządzeń Ampera nie wyczerpuje swojej baterii kompletnie do zera i ma w dodatku specjalne kontrolery ogniw, które zapobiegają się przegrzaniu baterii.

Opel Ampera – wnętrze.
fot. Motocaina.pl

Aby naładować w pełni akumulator, wystarczy za pomocą zwykłego kabla, który znajdziemy pod pokrywą podłogi bagażnika, podłączyć Amperę do gniazda elektrycznego (standardowego 230 Volt, obciążenie 16 amperów) i po około 3, do 4 godzach jesteśmy znów gotowi do w pełni ekologicznej jazdy na dystansie średnio 60 kilometrów, niezależnie od ilości benzyny w baku i bez emisji spalin.

Opel Ampera – dla całej rodziny?
Elektryczny Opel – w przeciwieństwie do kilku dostępnych na rynku aut tego typu, które nie dość, że są brzydkie, to w dodatku małe – to przestronny hatchback, czyli nadwozie do wygodnego poruszania się w mieście, czy parkowania.

– Ma pięcioro drzwi, czyli dostęp zarówno na fotele, jak i do przestrzeni bagażowej jest bardzo komfrotowy
– Ma cztery fotele – zatem możemy zabrać dzieci, rodzinę, znajomych na nasze wypady i będą podróżować oni komfortowo
– Ma 300 l przestrzeni bagażowej – czyli pomieścimy swobodnie bagaże na wypady za miasto lub jakieś akcesoria do uprawiania sportów
– Ma wygodną, automatyczną skrzynię biegów, dobrą na przemieszczanie się w korkach, lub w jeździe „od świateł do świateł”
– Ma napęd na koła przednie, więc w zimę nie powinno być problemów z wychodzeniem z poślizgowych opresji.

Opel Ampera
fot. Motocaina.pl

Amperę wyposażono też w hamulce rekuperacyjne umożliwiające przekształcenie energii powstałej podczas hamowania na energię elektryczną, która następnie gromadzona jest w akumulatorze – tam też kumuluje się niewykorzystana energia wytworzona przez generator.

Opel Ampera – o sportowych możliwościach?
Nikt nie chce się specjalnie poświęcać, aby być ekologicznym – np. zrezygnować z radości z jazdy, jeździć brzydkim, małym, czy niewygodnym autem. Dlatego też powstała Ampera, która oferuje całkiem dobre parametry – przede wszystkim jednostka ma wysoki moment obrotowy 370 Nm już od pierwszych metrów po ruszeniu pojazdu. A moc? 150 KM i przyspieszenie do setki w jedynie 9 sekund; Ampera swobodnie rozpędzi się do 161 km/h, choć i tak w Polsce możemy jeździć wg przepisów jedynie 140 km/h na nielicznych autostradach.

Ponieważ Ampera wykorzystuje energię elektryczną do napędzenia pojazdu w każdym momencie jazdy, przekłada się to na praktycznie bezgłośną pracę samochodu. Wpływa na to także idealne wygłuszenie komory silnika oraz samego wnętrza i zastosowanie specjalnie tłumiących dźwięki materiałów – auto porusza się przy prędkościach miejskich praktycznie bezszelestnie.

Wewnątrz Ampery znajduje się przydany kontroler „Drive Mode”, który umieszczony jest na konsoli centralnej i umożliwia wybór 1 z 4 trybów jazdy, dzięki czemu możemy zadbać zarówno o ekonomię jazdy, ale też o przyjemność wynikającą z prowadzenia samochodu.

Normal to tryb domyślny przewidziany do częstego stosowania. Kiedy poziom naładowania akumulatora spadnie poniżej poziomu ładowania, Ampera przechodzi w tryb rozszerzonego zasięgu „Range Extender”, w którym silnik spalinowy uruchomiony jest automatycznie, by podtrzymać ładowanie, a tym samym wydłużyć zasięg podróży.

Opel Ampera – bagażnik.
fot. Motocaina.pl

Sport idealnie nada się wtedy, gdy chcemy pojechać energiczniej – tryb automatycznie zmienia konfigurację pedału przyspieszenia, by zapewnić szybszą reakcję, choć nie dodaje nagle większej mocy.

Górski tryb umożliwia płynną jazdę na wzniesieniach i jednocześnie pozwala na rozszerzenie zasięgu zanim akumulator osiągnie najniższy poziom naładowania.

Miejski jest idealny w centrach miast, gdzie wiadomo, ze zanieczyszczenie spalinami jest duże. Elektronika dostosowuje tryb zarządzania akumulatorem do potrzeb codziennych dojazdów do pracy, czyli wyłącza opcje rozszerzonego zasięgu i porusza się wyłącznie na napędzie elektrycznym.

Elektryczny Opel Ampera vs. hybrydy
Warto sobie uzmysłowić, że napęd Opla Amery bazuje w całości na energii elektrycznej, co wyraźnie odróżnia pojazd od typowych samochodów hybrydowych, gdzie w zdecydowanej większości trasy jedziemy zamiast na motorze elektrycznym to na spalinowym (słaba pod względem mocy jednostka elektryczna jedynie wspomaga spalinową, co w sposób oczywisty przekłada się na zużycia paliwa, a poza tym jazda na silniku elektrycznym w zwykłej hybrydzie jest niebywale powolna i w dodatku zasięg jest bardzo niewielki).

Różnicą między Amperą, a hybrydami jest taka, że Ampera nie potrzebuje silnika konwencjonalnego do napędu auta. Rolą silnika spalinowego w Amperze jest zasilanie benzyną generatora pokładowego, który podtrzymuje baterie na  minimalnym naładowaniu. Generator wspomaga pracę silnika elektrycznego jedynie wówczas, gdy zachodzi taka potrzeba.

Rzecz jasna Ampera różni się od samochodów o tradycyjnym napędzie hybrydowym lub nawet napędzie hybrydowym z możliwością podłączenia do gniazda wtykowego tym, że koła Ampery napędza wyłącznie silnik elektryczny.

Najprzyjemniejsze jest to, że użytkowanie Ampery nie wiąże się z rozwojem jakiejś specjalnej infrastruktury (np. budowania specjalnych stacji tankowania, jak w przypadku zasilania aut wodorem). Tutaj akumulator można naładować chociażby w domu. Choć jednocześnie trzeba pamiętać, że tylko duża liczba pojazdów o napędzie elektrycznym może wpłynąć znacząco na stan naszego otoczenia.

W porównaniu do samochodów napędzanych silnikami spalinowymi jeżdżąc Amperą można sporo zaoszczędzić, bo spalanie benzyny wspomagającego generator silnika konwencjonalnego wynosi średnio jedynie 1,6 l./100 km, a przecież energia elektryczna kosztuje kilka złotówek, więc podłączenie do prądu, w celu naładowania akumulatora generuje znikome koszta.

No i najważniejsze – emisja dwutlenku węgla w Amperze wynosi jedynie 40 g/km, podczas gdy większość nowych aut zdecydowanie przekracza 140 g/km!

Opel Ampera
fot. Motocaina.pl

Samochód z wnętrzem na miarę XXI w
Wewnątrz Opla Ampery, można znaleźć np. zintegrowany z panelem centralnym drążek zmiany biegów, przez co dźwignia nie zajmuje cennej przestrzeni. Audiofilom spodoba się jakość nagłośnienia, bo w Amperze znajduje się audio marki Bose. Do dyspozycji kierującego są dwa, wyraźne wyświetlacze, a zarządzanie wszelkimi multimediami  odbywa się za pomocą ekranu dotykowego. W ekonomicznej jeździe pomaga kierowcy miernik ekologiczny, który wyświetla się na desce rozdzielczej. Optymalnie jest utrzymywać „zieloną kulę” na środku miarki. Ta zielona kula przesuwa się na skutek zbyt gwałtownych przyspieszeń i hamowań – czyli czynników, które wpływają na zwiększenie zużycia energii czy paliwa.

Potęga aerodynamiki
Nie tylko nowoczesna technologia napędu, ale także aerodynamika odgrywa tutaj ważną rolę w zwiększeniu zasięgu kilometrażowego Ampery. Inżynierowie pracowali wspólnie z projektantami nadwozia aby zmniejszyć opory powietrza na karoserii i w efekcie zmniejszyć współczynnik oporu. Wystarczy zwrócić uwagę na aerodynamiczne lusterka zewnętrzne, spojlery, poliwęglanową powłokę przedniego grilla, czy też 17-calowe obręcze specjalnie, aerodynamicznie wyprofilowane, aby zmniejszyć opory – wszystko po to, aby zoptymalizować przepływ powietrza nad przednią częścią samochodu i wokół najbardziej wystających elementów, czyli właśnie lusterek bocznych. Pionowe otwory po bokach zderzaka tylnego nadają samochodowi sportowy wygląd i poprawiają właściwości aerodynamiczne poprzez rozdzielenie strumienia powietrza.

Wygląd Ampery jest bardzo nowoczesny, dynamiczny i nawiązuje do modeli pokazowych Opla Flextreme i sportowego GTC Concept.

Katie Malua ambasadorką Opla Ampera
W listopadzie ubiegłego roku sam prezydent USA – Barack Obama, będąc na dwudniowym szczycie NATO w Lizbonie, znalazł czas, żeby zapoznać się z elektrycznym Oplem Amperą i był zachwycony. Równie dyplomatyczne stanowisko –  ambasadorki samochodu Opel Ampera została jednak piosenkarka Katie Melua – jedna z największych światowych gwiazd muzyki, znana również ze swojego zaangażowania w ochronę środowiska i działalności charytatywnej. Ampera będzie towarzyszyła Katie Melua w trakcie jej europejskiej trasy koncertowej, gdzie planuje się aż 50 koncertów w największych miastach Europy!

Sprzedaż Opla Ampery rusza w czwartym kwartale 2011 r. Można podzielić cenę samochodu elektrycznego na dwie części: cenę podstawową samochodu oraz ratę leasingową za akumulator. Czyni to cenę samochodu bardziej atrakcyjną, ponieważ nie uwzględnia ona raty leasingowej za akumulator. Comiesięczne raty leasingowe spłacane są przez kilka lat, a całkowita cena takiego samochodu jest zbliżona do ceny samochodu podanej z uwzględnieniem ceny akumulatora.

Opel Ampera
fot. Motocaina.pl

Opel Ampera dane techniczne

Generator 54 kW

Silnik elektryczny 111 kW = 150 KM, 370 NM

Silnik spalinowy 1.4 l. poj. – 84 KM

Ope Ampera cena – 42 900 euro

Najnowsze

Test Volkswagen Beetle – pierwsza jazda w… Meksyku

Osiem nowiutkich Beetle’ów z 200-konnymi silnikami pojechało zmierzyć się z urokliwymi zakątkami półwyspu Yukatan.

Nigdy nie podobał mi się New Beetle. Z wyglądu. Uznaję w pełni kultowość starego Garbusa, całą tę otoczkę „peace and love”, jednak druga, czyli obecnie już poprzednia odmiana tego auta, jest po prostu zbyt infantylna. Poza tym, kupując to auto automatycznie dołącza się do pewnego grona użytkowniczek. Prowadzę na własny użytek statystyki, jakiego rodzaju osoby zasiadają za kółkiem niektórych modeli. Przekrój pań prowadzących New Beetle, jest raczej wąski: powtarzają się kobiety ubrane wyzywająco, pracowicie ufryzowane, często utlenione rażącym blondem; na co mógł wpłynąć nadmiar chemii na głowie, nie mi osądzać… Panie-omnibusy, jeżdżące New Beetle’ami, z góry przepraszam.

Jakież więc było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam pierwsze zdjęcia Beetle i wydusiałam z siebie zaskakujące: fajny. Jak to? Dlaczego?! Przecież zamysł sylwetki nadal jest ten sam. Jednak coś się zmieniło…

Volkswagen Beetle w Meksyku.
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

Wyzwanie numer jeden – zmiana nastawienia do trzeciej generacji małego Volkswagena.
„Oj co się czepiasz, to takie ładniutkie, wesolutkie autko”. Lodu! Auto nie jest zabawką i należy je traktować z należytą powagą. Garbus reprezentuje kawał motoryzacyjnej historii.

Wyzwanie numer dwa – koniec z babskością Beetla!

Volkswagen Beetle – bagaże 3 dorosłych osób mieszczą się do auta bez problemu.
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

A może by się tak zmierzyć z „kobiecością” tego samochodu? Wtłaczaną od zarania garbusowych dziejów  w reklamach skierowanych do pań, czy w ofercie „damskich” akcesoriów w postaci wazonika na kwiaty w kokpicie? Nie dzielę samochodów na kobiece i męskie, a jak ktoś mi z góry narzuca, że skoro jestem płci żeńskiej, to powinnam się rozglądać za małym, „babskim” autem, to gotowa jestem z miejsca wstąpić do sił zbrojnych i porozwalać niczym snajper niektóre męskie przypadki!

Wyzwanie numer trzy – czy Beetle sprawi, że chciałabym go mieć?

Cel – pal!
Lokalizacja akcji: Meksyk. Garbus występuje tu masowo. Poza tym to raj dla turystów i… indywidualistów. Miejsce na ziemi, gdzie przebiega cienka granica między gwarem nadmorskich kurortów, a wręcz pustelniczym odludziem.
Cel: Volkswagen Beetle. Samochód dla wszystkich i… dla każdego z osobna. Trzecia generacja  jednego z trzech najpopularniejszych w całej historii motoryzacji aut świata. Legenda, często kojarzona z flower power – hipisowskim stylem życia.
Adres docelowy: półwysep Jukatan. Na każdej ulicy tutejszych miast: Cancun, Tulum, Meridy, czy Valladolid, można dostrzec „pojazdy z duszą” – czasem wyeksploatowane, innym razem pachnące świeżym lakierem. Stałe lokum: Playa del Carmen, w pobliżu tej miejscowości jest druga co do długości na świecie rafa koralowa.
Rozpoznanie sytuacyjne: dobrej jakości drogi, miejscami szutrowe, lecz dobrze utwardzone. Samochody – w przeważającej części rupiecie, ale z charakterem i grzmiącymi pod maską silnikowymi potworami.
Aura: początkowo upalna i słoneczna, finalnie – huragan przeradzający się w burzę tropikalną.

Hajda na koń – czyli wskakuję do środka!
Czy przed Volkswagenem rzeczywiście było wyzwanie? I to jakie! Sprostać oczekiwaniom milionów fanów Garbusa na całym świecie, rzeszom miłośników – jednak nieco specyficznego nadwozia, ludzi, dla których wykrzywiony w pałąk dach, symboliczne okienko z tyłu i sympatyczne spojrzenie okrągłych reflektorów było sentymentalnym wspomnieniem z lat młodości – cóż, projektanci Beetla (Walter da Silva i Klaus Bischoff) mieli twardy orzech do zgryzienia. Należy pamiętać, że pierwsza prezentacja nowego garbusa, wspomnianego wyżej New Beetle, nie wzbudziła w branży ani szału, ani oniemienia. Dlaczego tym razem spodziewano się zdecydowanej odmiany? Wystarczyło „spłaszczyć” nieco dach, wydłużyć maskę, dodać uśmiechnięte oblicze z przodu i nieco kanciastości do tej pory obłemu nadwoziu i sprawić, żeby lekko spuchły nadkola. Efekt? Są opinie, że Beetle z pewnej perspektywy przypomina nieco sylwetkę… Porsche.

Volkswagen Beetle – wnętrze.
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

Zasiadam za kierownicą i czuję pewnego rodzaju namaszczenie. To trochę tak, jakby jeździć repliką zabytkowego, białego kruka. Z tym, że wszystkich Chrabąszczy wyprodukowano: bagatela – 21 milionów! W dodatku usunięto z niego trochę „smaczków”, w rodzaju wazonika na kwiatek jak w pierwotnej wersji, co jednak go nieco personalizowało… W zamian jest we wnętrzu Beetla coś ulotnego, trudnego do wychwycenia – jakość. Nic tu nie trzeszczy, nie denerwuje, nic tylko wsiadać i jechać!

Volkswagen Beetle
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

Na desce rozdzielczej dominuje duży prędkościomierz. Za dopłatą, pośrodku deski rozdzielczej dodatkowo może zostać zamontowany zestaw trzech wskaźników, informujący o ciśnieniu doładowania i temperaturze oleju. Trzeci z zegarów jest stoperem. Co do reszty, można powiedzieć, że dobrze ją znamy. Współczesny Garbus bazuje na Volkswagenie Golfie.

Volkswagen Beetle – tylna kanapa. Podróżuje się na niej nawet na dłuższych dystansach całkiem wygodnie – jeśli ma się do 180 cm wzroztu.
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

Deska rozdzielcza, nawiązuje do tradycyjnego Garbusa i nie jest nudna. Garbus ma dostarczać pozytywnych wrażeń i być ikoną stylu. Udało się jedno i drugie. Wnętrze najnowszego VW Beetle zaprojektował Polak, Tomasz Bachorski.

Do mankamentów środka Beetle można jedynie zaliczyć umiarkowany komfort podróżowania na tylnej kanapie, gdzie ilość miejsca ograniczona jest opadającą linią nadwozia.

Bagażnik ma pojemność porównywalną z VW Golfem (310 – 905 litrów), co oznacza, że dwie osoby nie będą mieć żadnych problemów ze spakowaniem się w daleką wyprawę. Nic dziwnego, bo VW Beetle bazuje na płycie podłogowej VW Jetty.

Na podbój Meksyku
Wpadając na nudną, pokonywaną już po raz kolejny, asfaltową drogę federalną, poprzecinaną „leżącymi policjantami” oraz ich prawdziwymi posterunkami, zapadam w refleksję nad domniemaną „kobiecością” Beetla. Czy rzeczywiście poprzednik był tak zniewieściały? Czy to, że miał wazonik na kwiatki czyniło go przeznaczonym dla pań? Ani miłośnikowi Chrabąszcza, ani indywidualiście, który chciał się wyróżnić z tłumu srebrnych hatchbacków, taka teza by się raczej nie spodobała. Zresztą wątpię, żeby rzeczywiście wazonik stanowił podstawowe kryterium oceny samochodu przed jego kupnem. Beetle albo się podoba i śni się po nocach jego nowemu nabywcy, albo nie. Tak zwykle bywa z nietypowymi nadwoziami. Zresztą, nie ma o czym już rozważać, skoro – na wszelki wypadek – producent z wazonika zrezygnował. Może to i lepiej? W końcu zawsze panie mogą sobie taki same zorganizować.

Tymczasem droga przeradza się w szutrową, utwardzoną trasę, wiodącą przez park narodowy. Przerywam moje dywagacje, gdy na drodze zaczynają pojawiać się ogromne pająki i jaszczurki. Nadwozie Beetle’a smagają ogromne liście palm, żwir chrzęści pod kołami. Pędzimy szybko, może zbyt szybko; mam poczucie, jakbym brała udział w rajdzie. Nowy Garbi prowadzi się podobnie jak usportowiona wersja VW Golfa. Można to porównywać do wrażeń zza kierownicy Golfa GTi czy Golfa R, a praca układu kierowniczego i zawieszenia daje możliwość pełnego zjednoczenia się z autem. Z drugiej strony komfort resorowania jest zadowalający nawet na kamienistych, pełnych dziur drogach gruntowych.

Volkswagen Beetle – zegary
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

Model doposażony w elektroniczną szperę prowadzi się niczym gokart – czuć to na każdym zakręcie. Beetle potrafi być ostry niczym tabasco – 200 KM daje o sobie znać, gdy do oporu wciskam pedał gazu i zmieniam biegi przy wysokich prędkościach obrotowych silnika.

W trakcie długiej jazdy rozmyślam o nabywcach takiego samochodu w kraju. Podstawowa wersja nowego Garbusa z 1,2-litrowym benzyniakiem TSI o mocy 105 koni i ręczną skrzynią kosztuje 68 990 złotych. Za mocniejszy wariant Beetla z 2-litrowym TSI o mocy 200 KM połączonym z sześciobiegową skrzynią DSG trzeba zapłacić przynajmniej 101 990 złotych. Co znajduje się na liście wyposażenia standardowego? Między innymi dzielona tylna kanapa, 4 poduszki powietrzne, ABS i ESP, wspomaganie kierownicy, klimatyzacja manualna, komputer pokładowy, elektrycznie sterowane szyby i lusterka, tempomat, centralny zamek, radio CD/mp3 oraz stalowe obręcze o średnicy 16 cali.

Do wyboru są trzy jednostki benzynowe i dwa diesle. Najsłabsza „benzyna” ma pojemność 1.2 i moc 105 KM. Średnia jednostka w gamie to silnik 1.4 l. o mocy 160 KM. Najmocniejsza propozycja to 2-litrowy silnik o mocy 200 KM, który zapewnia Garbusowi sprint do setki w 7,5 sekundy oraz prędkość maksymalną 223 km/h. Gamę zamykają jednostki TDI: 1.6 o mocy 105 KM i 2.0 o mocy 140 KM.

– 1.2 TSI z ręczną skrzynią 6-biegową, wersja Beetle – 68 990 zł
– 1.4 TSI z ręczną skrzynią 6-biegową, wersja Design – 73 190 zł
– 2.0 TSI z 6-biegową przekładnią DSG, wersja Sport – 101 990 zł

Meksykański duch Beetle
Zewsząd dopada mnie tajemnicza historia brutalnych majów. Ich monstrualne, budzące respekt piramidy, cenoty (studnie z naturalną, słodka wodą) połyskujące w słońcu jaskrawym błękitem. Mam wrażenie, jakby nigdzie indziej czas nie płynął wolniej, nigdzie indziej nie nastąpiło bardziej gwałtowne zderzenie tradycji z nowoczesności; przynajmniej w ciągu ostatnich 20 lat.

Mijam niesamowite El Camino i zaczynam się zastanawiać, czy kiedyś, za powiedzmy 20 lat, Volkswagen Beetle będzie równie niesamowitym, unikalnym autem, za którym praktycznie każdy się obejrzy. Moim zdaniem tak – jest przecież wyjątkowy, zachował unikalnego ducha Garbusa. Podobnie jak cywilizacja Majów przetrwała 3 tysiące lat, kto wie, ile przetrwa jeszcze legenda tego auta. Cywilizację tę uważano za najbardziej rozwiniętą, a jak powszechnie wiadomo, najdłużej trwają rzeczy proste – taki jest właśnie Garbus: nieskomplikowany.

Widzi mi się
Lubię ludzi, ale czasem coś gna człowieka na odludzia. Takie właśnie, jak te zastane w Meksyku. To miejsca, gdzie jesteśmy z samym sobą; nie musimy tam nakładać masek (zawodowych, czy „prywatnych”) – możemy być dokładnie tacy, jakimi jesteśmy. Co to ma wspólnego z Beetle? Bardzo wiele. Bo ten samochód nie sili się na bycie… niesamowitym, choć fakt – bazuje na sentymentach. Jednocześnie dostarcza wszystkiego tego, co jest potrzebne przeciętnemu kierowcy, a może nawet więcej – jest tu wyczuwalna jakość i wystarczająca większości z nas moc silnika. Poza tym Beetlem chce się jeździć. Jest zwarty, wygodny, odpowiednio do klasy pojemny. Paradoksalnie „auto dla ludu” pozwala – jak mało które – na oryginalność wśród innych, bliżej nieokreślonych mas hatchbacków, sedanów, czy nadętych limuzyn.

Cieszy też fakt, że do Beetla wystarczy kilka dodatków, aby dopasować wygląd auta do własnych upodobań. Chcesz mieć sportowego Beetla? Dorzuć rasowe felgi, czerwone zasiski. Chcesz mieć eleganckiego? Zafunduj sobie fortepanowe wykończenie wnętrza.

Volkswagen Beetle – wgłębienia, przetłoczenia, wybrzuszenia, czyli smaczki nadwozia Beetle.
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

Daleka jestem od rozpływania się nad – zwłaszcza – małymi samochodami. Te zwykle do mnie nie przemawiają. Jednak po pierwszej jeździe Beetlem cisną mi się na usta przymiotniki, których normalnie nie używam określając auta: uroczy, sympatyczny, przytulny. W dodatku, z zasady nie znoszę czerwonego lakieru auta, a Beetle wygląda w nim dla mnie bardzo rasowo. Czy to ja sfiksowałam, czy Beetle jest aż tak dobry? Trudno powiedzieć.

Najnowsze

Pierwsza jazda Ford Mondeo 2010 – samochód świata

Pojawił się na rynku w 1993 roku. W zamyśle producenta miał być samochodem na skalę globalną. Może o tym świadczyć również nazwa wywodząca się z łaciny od słowa mundus, co oznacza świat. Z każdą następną odsłoną Mondeo samochód był coraz większym zaskoczeniem. Jaka tym razem czeka na nas niespodzianka?

Podczas projektowania Forda Mondeo priorytetem dla konstruktorów było przede wszystkim bezpieczeństwo. Nie dziwi zatem fakt, że był to pierwszy samochód produkowany seryjnie z poduszką powietrzną dla kierowcy. Przyczyniło się to zresztą do zdobycia w 1994 roku tytułu Car of the Year.

Wybór jednostek napędowych również od samego początku przyprawiał o zawrót głowy. Klient nie tylko miał odczuć, że kupuje elegancki i bezpieczny samochód. Satysfakcja z zakupu Forda Mondeo za każdym razem miała sięgać zenitu.

 

Ford Mondeo Kombi i Ford Mondeo
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

Patrząc na niego trudno nie zauważyć, że przeszedł diametralną przemianę. Jest większy, bardziej dopracowany a linie nadwozia w porównaniu z poprzednikiem–  zdecydowanie łagodniejsze. Wydęte nadkola,  wielka atrapa chłodnicy umieszczona na przednim zderzaku oraz duże reflektory sprawiają, że samochód wygląda muskularnie i dostojnie.

 

To już czwarta, odświeżona odsłona Forda Mondeo, niemniej zaskakująca niż poprzednie. Do wyboru są trzy wersje nadwozia: sedan. Lift back oraz kombi. Z zewnątrz wygląda na kawał wygodnego wozu, jak prezentuje się w środku?

 

Ford Mondeo
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

 

W centrum Forda
Wnętrze nowego Forda Mondeo jest bardzo przestronne. Nie będzie tu przesadą stwierdzenie, że wydaje się być większe niż u konkurencji. Bagażnik również nas nie zawiódł – w testowanej wersji nadwozia liftbac to 540 litrów. Fotele są duże, bardzo wygodne i doskonale trzymają na zakrętach. Spory plus. Obsługa komputera pokładowego nadal pozostała mało intuicyjna i lepiej nie próbować jej opanowywać podczas jazdy. Dodatkowy wyświetlacz komputera pokładowego został umieszczony pomiędzy zegarami jednak zbyt duża ilość wyświetlanych funkcji sprawia , że zamiast dostarczać kierowcy niezbędnych informacji, jedynie rozprasza. To, czym jednak ten samochód rekompensuje pewne wady to imponująca lista dodatków, w jakie można go wyposażyć. Warto przyjrzeć się jej dokładnie ponieważ nawet w bardzo bogatej wersji wyposażenia, godnej segmentu Premium, nowy Ford Mondeo nadal pozostaje bardzo atrakcyjny cenowo. Podgrzewane fotele, adaptacyjny tempomat (dostosowujący prędkość do aut jadących przed nami), światła biksenonowe z doświetlaniem zakrętów, zawieszenie o regulowanej twardości – Ford jest w stanie zaimponować nawet najbardziej wybrednym klientom.

 

Ford Mondeo – bagażnik otwiera się wyjatkowo wysoko.
fot. Motocaina.pl

Cud techniki?
Tym razem, oprócz nowego wyglądu, samochód zyskał również nowe jednostki napędowe. Pierwszą z nich jest 240-konny silnik benzynowy EcoBoost z turbo doładowaniem. Drugi to genialny 2.2 litrowy Diesel Duratorq TDCi o mocy 200 KM. Ukoronowaniem całości jest nowa automatyczna skrzynia biegów Power Shift współpracująca z podwójnym sprzęgłem mokrym zapewniającym płynność i lekkość pracy. Jeżeli ktoś myśli, że na tym kończą się niespodzianki w najnowszym Fordzie Mondeo to się grubo myli.

 

Jest to pierwszy samochód Forda, w którym zastosowano aktywną żaluzję przy wlocie powietrza do silnika. Jaką funkcję pełni ten wynalazek? Otóż reguluje przepływ powietrza przez chłodnicę i przedział silnika, dzięki czemu silnik szybciej się rozgrzewa w warunkach zimowych. Jednak mocnym punktem Forda Mondeo tradycyjnie pozostaje bezpieczeństwo i komfort jazdy. Co nowego przygotował dla nas producent? Układ kontroli pasa ruchu (Lane Departure Warning), automatyczne przełączanie świateł drogowych, rozbudowany system ostrzeżeń kierowcy oraz układ ładowania akumulatora z wykorzystaniem odzyskiwanej energii. Dodatkowo technologia z wykorzystaniem diod świetlnych LED została także zastosowana w  światłach do jazdy dziennej oraz światłach tylnych i światłach stopu.

 

Ford Mondeo Kombi
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

Prowadzi się znakomicie, co już jest znakiem rozpoznawczym Forda. Zawieszenie zostało odczuwalnie utwardzone, dzięki czemu na zakrętach samochód spisuje się znakomicie. Jeżeli ktoś jednak oczekuje zupełnie innych wrażeń, producent oferuje system IVDC, za pomocą którego możemy zestroić zawieszenie w trybie Comfort, Normal lub Sport.

 

Na tak czy na nie?
Zdecydowanie na tak. Ford Mondeo czwartej generacji to przede wszystkim samochód starannie zaprojektowany i dopracowany pod każdym względem. Dwie nowe, mocniejsze jednostki napędowe  z pewnością dostarczą sporo radości z jazdy i będą się cieszyć sporym uznaniem na rynku.Do pełni szczęścia potencjalni klienci będą mieli do wyboru całą gamę wszelkiego rodzaju dodatków oraz systemów mających wpływać na poczucie komfortu podczas jazdy.  A to wszystko w bardzo atrakcyjnych cenach.

 

Ford Mondeo
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

 

Najnowsze

Rozwiązanie konkursu – kto wygrał gadżety Mercedesa?

Apteczka, czapka z szalikiem, pendrive, a może komin Mercedesa? Oto zwycięzcy naszego konkursu.

Wszystkie konkursowe komentarze zobaczysz tu.

Dziękujemy wszystkim za udział w konkursie a zwycięzcami zostali:

1. Czapka z szalikiem – Daniel Mikosz

2. Apteczka GOPR – Judyta Faroń

3. Pendrive w kształcie kluczyka – Darek Czupryński

4. Komin Mercedes-Benz – Marta Wiśniewska

Nagrody pocieszenia: smycz AMG – otrzymują:
Alina Adamska
(Mercedes z 1970 roku!)
Krzysztof Wojniak (Mercedes A200)

Gratulujemy!

Zwycięzców prosimy o nadesłanie na adres konkurs@motocaina.pl danych do wysyłki nagrody z numerem telefonu dla kuriera z adresu email, który został wpisany do subskrybcji naszego newslettera.

Zapraszamy już w przyszłym tygodniu do udziału w naszych kolejnych konkursach!


Najnowsze

Romet Arrow Fly – ścigacz w dwusuwie

Romet wprowadza w sezonie 2014 na rynek nowy model: motocykl dla użytkowników od lat 14-tu. Wkrótce w ofercie znajdzie się też motocykl w wersji z dwusuwowym silnikiem o mocy 6,5 KM chłodzony cieczą.

To, że nie masz jeszcze prawa jazdy nie oznacza, że nie możesz jeździć jednośladem. Romet Arrow Fly to maszyna nawiązująca stylistycznie do sportowych motocykli – nowość w ofercie Rometu na rok 2014.

Maszynę mogą użytkować osoby w wieku od 14 lat. Motorower ten napędzany jest silnikiem czterosuwowym o mocy 4 KM, skonfigurowany jest z 4-biegową skrzynią przełożeniowa. Jak twierdzi producent, układ wydechowy zapewnia basowe brzmienie.

Siedzenie pokryte antypoślizgowym materiałem osadzono nisko, zatem nawet osoby o niedużym wzroście mogą czuć się na nim pewie.

Nowoczesności nadaje ledowe oświetlenie z przodu oraz z tyłu, cyfrowy licznik  z centralnie umieszczonym obrotomierzem. Jednoślad osadzono na szerokich oponach: przód 110/70-17, tył 140/70-17.

Motorower Romet jest dostępny od marca w wersji czterosuwowej. Drugi wariant – w wersji z dwusuwowym silnikiem o mocy 6,5 KM – wkrótce znajdzie się w sprzedaży w punktach handlowych sieci Romet.

Romet Arrow Fly
fot. Romet

Najnowsze